Bajeczki które są, chociaż ich nie ma

Teresa Rudolf

A w pensjonacie “Ziarnko  Maku”…

Puk, puk, puk…
Codziennie rano
tajemnicza
księżniczka 
otwierała
drzwi swego
makowego
apartamentu, 
w pensjonacie
“Ziarnko Maku” . 

Pachniał on
makiem
czerwonym,
do tańca
zaproszeniem,
w objęciach
tajemniczego
księcia, 
Bardzo Mądrego. 

Każde z nich
było z innej bajki,
żadne nie
wiedziało już
z jakiej, 
mak odebrał
im pamięć,
lecz zostawił
serca…

maki przekwitły, 
pozimniało…
…spojrzeli 
smutno
na siebie, 
trzymając
się za ręce, 
za serca,
gdy już
i pamięć
wróciła… 

…i
z rozpaczy,
każde znów
wskoczyło
w swoją bajkę…

Niby jest, a nie ma…

W domku 
“Wiem Więcej” 
mieszkało sześć
Krasnych-Ludków.

Ludzie mówili:
“to niemożliwe,
na ziemi istnieją
jedynie Krasnoludki”

Krasne-Ludki,
wyglądały inaczej;
regularne rysy,
wzrostu różnego…
nie rozmawiały głośno 
uśmiechały się też mile,
uprawiały swój ogródek,
tworzyły pyszne nalewki,
ale były smutne;

bo jak to jest być
i równocześnie
nigdzie nie być…
robiły różne testy 
na ich widoczność;
a to w sklepie,
a to na bazarku…

płaciły, odchodziły,
widziano ich ręce,
nie widziano ich,
i też nie słyszano…

ktoś jednak mówił,
że są w tym domku, 
są, ale też i nie są…
widział sam i słyszał.

Coraz, coraz, więcej 
szeptów na ich 
dziwny temat,
śmiechów…

Coraz większe
poruszenie wioski,
rzucane kamienie,
w kolorowe okna,

opluwanie płotu,
robienie dziur
w wąskiej drodze
kradzież jabłek…

Aż któregoś dnia
przed  domkiem,
na wielkiej tablicy
napisane stało: 

“Skoro jesteśmy,
lecz  i nas nie ma,
cokolwiek robimy,
nie robimy niczego.

Jesteśmy 
tutaj, 
(choć i nie 
jesteśmy), 
za karę, 
dość 
słuszną:

za plotkarstwo;

a to jest… 
coś wielce
podobnego
do nas;

niby to
prawda
a nieprawda, 
niby coś 
w niej jest, 
a nie ma nic,

niby jest…
…a nie ma”

Śmierć filozofa

Tibor Jagielski

ukryci za tarczami połyskujące błękitnym metalem hełmy
skrzydła falangi zwijają się i rozwijają
pod naszymi murami machiny z miedzi skóry i ognia

nie będę mówił o tych którzy nie sięgnęli po broń
o tych którzy nie stanęli pod walącymi się bramami
lecz o dowódcy w purpurowym pióropuszu
karzącym własnych żołnierzy którzy upojeni zwycięstwem
gwałcili i zabijali
wiszą teraz głowami w dół
w sinych ustach obcięte i skarlałe członki

surowe lecz obiektywne są prawa zwycięzców
poetów wbija się na pal
tłucze pokryte wersami tabliczki
ale przecież nie zabroniono nam handlu z Egiptem
tłuste zboże wiozą w trzewiach okręty
w czas świąt rozdaje się wino i oliwę
ach czyż może być złym władcą ten który wierzy w Platona

jestem filozofem
wzywają mnie do pałacu
przychodzę nocą odziany w szary płaszcz podaję wartom hasło
przyjmuję owoce z rąk człowieka który pozabijał moich przyjaciół
toczymy dysputy
najprzedniejsze wino z Samos nadaje ostrość naszym językom
boimy się śmierci
ja i on
staramy się ją obłaskawić
mądrością i władzą
jego manipuły dotarły już do Eufratu
stoję tuż przed rozwiązaniem zagadki oddechu

głaszczę jego psy podaję mu rękopisy
moja żona podejrzewa mnie iż mam kochankę
jeszcze parę dni parę lat parę gwiazd strąconych z firmamentu

nie wierzcie moim uczniom
nikt z nich nie miał odwagi być przy mnie w chwili śmierci
w chwili gdy wyważano bramy
gdy skrzepły śnieg pokrywał stocznię

w chwili gdy machina obróciła swoją wieżę
był przy mnie tylko on
połyskujący na mrozie purpurowy pióropusz

XI 85

Maria wróży z fusów

Teresa Rudolf

Czekanie 

Rozciągnięty ten czas,
jak guma do żucia;
im dłużej, tym bardziej
traci smak i sens.

Czas
zdobiony
szronem
przemijania…

…dalej żuć,
czy już dość…? 

Zaufanie

Kiedyś czek
z wiarą, 
że rzetelny,
dzisiaj,
ostrożność
wyparta
“czy warto”… 

radość, że jest, 
wdzięczność
że pewność, 

ale i też…

bezbrzeżne
ogromne
cierpienie,

gdy nagle…
…plajta,
dla wszystkich,
bo żal, 
i wstyd, 
bolą
czasem
jednakowo.

Rozczarowanie

Wyrzucanie
już do kosza
po kolei tego,
co było kiedyś
tak dużo warte…

Pękanie 
z hukiem 
lustra,
w którym 
się ktoś 
widział…

z tym
“co 
mu 
było
kiedyś
taak
duużo
waaarte”

Nadzieja

Szepcze cicho;
warto poczekać,
zaufanie a konto”
robi kogoś lepszym,
bo już jest porządnym.

A rozczarowanie 
zawsze może
przyjść;
kiedy nadzieja 
przegra
z beznadzieją 
w karty, 
gdy ta wyciąga
asa z buta,

a tego
jeszcze
w fusach 
nie widać…

 Lojalność

Nie będziesz
wystrychniętym,
sprzedanym,
wykorzystanym,
okłamanym,
ośmieszonym,
zdradzonym,
odizolowanym,
wydrwionym,
oplotkowanym

i w fusach 
czytam:

“Nie 
musisz
cierpieć 
przez 
kogoś…
…kto nie
chce,
byś 
przez 
niego 
cierpiał”.

E… tam, e… tam
fusy to fusy, 
a człowiek
… to człowiek…

Wykłady i marsze

Tabor Regresywny
czyli Marek Włodarczak
EKSK (Emerytowany Komendant Spływu Kajakowego)
I Prezes Sądu Najwyższego na Uchodźctwie

Preambuła do prolegomeny:

TR: Zaproponowałem znajomemu na wydziale prawa wykład w szatni pt. “Dochodzenie sprawiedliwości środkami artystycznymi”. Czy dało by radę równocześnie organizować takie wystąpienie w szatni na Uniwersytecie Humboldtów, w Berlinie w razie gdybym tu miał jakieś trudności?

EMS: Hmm, spytam znajomego profesora. Czy to się bardzo spieszy?

Continue reading “Wykłady i marsze”

Trzej Królowie

Ten wpis powstaje od roku, a dziś cały czas się rozrasta. Wiersz Eliota otrzymałam od Magdaleny Ciechomskiej rok temu i rok temu przygotowałam ten wpis. Kolęda Mietka Węglewicza przyszła dziś, czyli już w dniu Trzech Króli 2024 roku, potem pojawiły się ludziki firmy Playmobil od Eli Kargol, a potem jeszcze jej wiersz. Do północy jeszcze daleko, ciekawe, co jeszcze przyjdzie. Przysyłajcie, ludzie, przysyłajcie.

W komentarzu pojawił się świetny wiersz Tibora Jagielskiego (przeniosłam do wpisu), potem jeszcze Ela Kargol przysłała inne zdjęcie z innymi trzema królami i wyjaśnienie.

Dziękuję Wam wszystkim, był to bardzo szczodry dzień.

Vlastimil Hoffmann
Continue reading “Trzej Królowie”

Dzwony pokoju

Na blogu dzwony pojawiały się kilkakorotnie, chociażby dlatego, że bardzo lubię wiersz Tennysona z roku 1850 Ring Out, Wild Bells, a jeszcze bardziej lubię historię, którą opowiedział Mankell w Piramidzie, jednym ze swych kryminałów o komisarzu Wallanderze (Wallander i jego ojciec oglądają w Sylwestra telewizję i słuchają, jak Jarl Kulle recytuje noworoczny wiersz), a już najbardziej, jako etnografka, lubię tę nową świecką europejską tradycję, o której opowiedział Mankell, że w sztokholmskim skansenie co roku słynny szwedzki aktor wierszem Alfreda Tennysona żegna stary rok i wita nowy. W roku 2023 Noworoczne dzwony Tennysona przeczytała aktorka: Lena Olin.

Obchody nowego roku w sztokholmskim Skansenie są centralnym punktem uroczystości w całej Szwecji, a od roku 1894 częścią obchodów jest poemat angielskiego lorda. Pierwszy raz wiersz przeczytał Nikolaus Bergendahl, jeden z pracowników muzeum. Potem funkcję lektora powierzono Andersowi de Wahl, który był wówczas studentem i miał 28 lat. De Wahl czytał ten noworoczny wiersz w każdego Sylwestra aż do śmierci w roku 1955, czyli przez prawie 60 lat.

Tennyson napisał ten wiersz dla swojej siostry, której narzeczony Arthur Henry Hallam, umarł w wieku 22 lat. Legenda głosi, że poeta pisał swój poemat pod wrażeniem burzy, która rozkołysała dzwony kościoła Abbey Church.

Continue reading “Dzwony pokoju”

Wiersze na Nowy Rok

Dwa wiersze i jeden grób, i jeszcze dwa wiersze
Wiersze znalezione / otrzymane na Facebooku w Nowy Rok; grób, wiadomo, z Wikipedii, a potem PS.

1. Andrzej Saramonowicz  w cyklu Codziennie jeden wiersz:

Agnieszka Osiecka
Przysięgi na Nowy Rok

Nie mieć sieczki w głowie,
nie mówić „bądź sobą”
i „uśmiech leczy”.
Nie wierzyć w to!

Nie cieszyć się małym,
nie głaskać złotego promienia na sierści jamnika,
nie używać słów „czerwoni” i „czarni”,
raczej czytać „Czerwone i czarne”,

nie pisać sonetów po wódce,
nie pisać dzienników,
nie pisać not wydawniczych…
Pisać!

Nie łudzić się co do „N”
ani co do „B”,
nie mieć pretensji,
się nie babrać.

Nie cytować romantyków
ani innych,
nie drwić z Asnyka,
nie mówić „nie znoszę polityki”,

śledzić bacznie pierwsze strony gazet,
zadzierać
czasami
głowę do nieba.

Pozbyć się przyjaciół, których się nie cierpi,
nie brać udziału w konkursie na najmilszą gębę,
nie mieć szefa Tam ani tu,
nie przesadzać z prohibicją marzeń,

dbać o czystość bólu,
nie trzepać motyli po plecach, kiedy nikt nie widzi,
a nad ranem, o czwartej, wymagać od siebie więcej niż „umyj zęby”.
Nie rodzić po ludzku,

być zwierzakiem kiedy trzeba,
nie zagłaskiwać młodych poetów,
a swojej poezji –
nie obcinać warkoczy,

NIE KOCHAĆ bliźnich…
Kochać jednego jedynego człowieka pachnącego tobą
jak piesek,
któremu pachnie z pyszczka…

Pamiętać, że małe narody wsiadają do autobusów,
które je wiozą na śmierć.
Nie opowiadać dowcipów.
Oddać krew.

2. A w komentarzu odpowiedź

Ela Kargol

Ciekawe kim byl N,
bo B nim nie był.
Asnyka lubiła mama,
a ja nie nie dbam o czystość bólu.
Pomaga mi w tym ibuprofen.

Dowcipów nie umiem opowiadać.
Krwi nie oddam, prędzej mocz.
Rodziłam jak zwierz, już nie muszę.
Uśmiech mnie nie wyleczył ,
a sierść kota, lepsza od jamnika,
do głaskania.

Mówiłam córce, żeby odwiedziła grób Stendhala,
Nie chciała, nie zna, nie lubi Paryża.
Chciałabym mieć warkocze
i cytować Osiecką,
jak już romantyków nie można.

3. Więc grób:

Tombe de Stendhal au cimetière de Montmartre (Paris, France)

PS: Jeszcze dwa wiersze Eli Kargol

Imbir jest przereklamowany. 
Choć cudowny.
Zwłaszcza z cytryną i w herbacie. 
Z odrobiną miodu
Kroplą wódki działa cuda. 
Jeśli ktoś w nie wierzy.
Bez wiary w cuda
warto dołożyć paracetamol,
syrop od kaszlu,
krople do nosa i modlitwę.
I czekać 
Aż zdrowie wróci,
albo nie.

Od jakiegoś czasu
nie lubię Sylwestrów.
Kładę się wcześniej spać
pomiędzy rokami.
Nie budzą mnie fajerwerki,
tylko siostra,
która nie przestaje dzwonić.
Reszta rodziny mnie zna
i zostawia w spokoju.
Noworocznym.
W telewizji Colombo,
Na szczęście, na zdrowie,
na ten Nowy Rok!

Szafy

Ewelina Jaworska

Gdybym miała dorosłego syna, tak jak nie mam,
I zapukaliby do drzwi, aby zabrać go na wojnę,
powiedziałabym
Że wyszedł
pograć w piłkę z kolegami
Gdzie JEST….. nie wiem … i nie wiem kiedy wróci.
Po papierosy, czy cokolwiek wyszedł i znikł. Wyszedl, nie wrócił, nic nie mówił gdzie idzie, przepadł.
Jak kamień w wodę.

Bęc.

Gdybym miała męża,
Tak, jak go JUŻ PRAWIE nie mam…
I zapukaliby do drzwi
Nie puściłabym go na żadną wojnę .
Powiedziałabym, ŻE WYSZEDŁ i nie wrócił. I nie mam pojęcia, gdzie teraz się znajduje i że bardzo przykro mi .
Zamknęłabym szybko drzwi naszego domu na 3 zamki,

A syna z mężem schowałabym w wielkiej szafie.

Tak, mam taką właśnie szafę, miesci się w niej wszystko, co trzeba.
SĄ tam podziemne korytarze- zjeżdżalnie do stadionów sportowych i najlepszych irlandzkich knajp z piwem, MOŻNA zagrać nawet w kręgle.

Jest to podziemny świat, który zbudowały kobiety dla swoich ukochanych mężczyzn i synów,

I tak, moje koleżanki TEŻ mają takie szafy, jakby co, to wiecie, co będzie.

Będą sobie tam siedzieć panowie, grać w karty, oglądać mecze,
I nikt nie wyjdzie przed końcem wojny, nawet jak się zaleje w trupa do nieprzytomości,
nawet jeśli się czasem pobiją

Nikt nie wyjdzie i przeżyją wszyscy, bez wyjątku.
Bo żadna matka świata nie rodzi syna, aby zginął, tylko żeby mieć wnuki.
Bo żadna żona świata nie chce męża wysłać na śmierć.

Już wystarczy, że w dzień walczą z codziennością.
Zarabiając na chleb i rachunki.

Już wystarczy…
Na dziś nawet pracy, czas spać.
Niech wracają, bo już kolacja prawie gotowa.
Czas zjeść coś ciepłego i do łóżek marsz.

Nikt w tę noc już nas niech nie odwiedza, niech nie pukaja do naszych zamkniętych drzwi.
I choć nie wiem, czy w tę noc w ogóle zasnę, a ty chrapiesz… to jakoś
razem dopłyniemy do świtu.

Nie, to nie jest wojna dobrych ludzi,
Żadna wojna taką nie jest więc…

my z nią nie mamy nic wspólnego,
niech idzie sobie walczyć osobiscie Putin,

Ja obmywam od tego ręce i kroję spokojnie chleb na kolację.

Noc to czas na całowanie syna w czoło, poprawianie mu kołdry i patrzenie jak śpi.
Noc to czas na miłość i kosmiczne podróże, nasze prywatne, najmniejsze drogi mleczne, zamknięte raje w ramionach twych.

My po prostu na codzień tak jesteśmy zajeci, że nie mamy czasu na wojnę,
bardzo przykro mi.

Zatrzaskuję drzwi.

Proszę już sobie pójść,
proszę odejść z podwórka
zatrzasnąć furtkę,
bo nasz pies juz szczeka i jeszcze może ugryźć.

Wołajcie już psa do domu,
wszyscy do łóżek natychmiast,
czas już na sen spokojny, mocny i w czystej pościeli pachnącej lawendą,
nie w okopie, czas nabrać sił na jutro. JUTRO też jest dzień…

Dobranoc.

Berlin , dzis_ teraz napisane, czyli 11 grudnia 2023 roku