Filomena stała przed dużym lustrem w pokoju, patrząc na swoje blond odrosty, wśród bardzo bujnych, czerwonokasztanowych, naturalnie kręconych włosów. Stwierdziła z dezaprobatą, że wyglądają one niechlujnie, trzeba to możliwie szybko zmienić, więc wybierze się do swojej znajomej fryzjerki, pani Asi.
Tak przyglądając się sobie, zobaczyła we wspomnieniach swą twarz sprzed laty, w blond kręconych włosach. Dlaczego i kiedy zaczęła je farbować na rudo i tak już to pozostało do dziś?
Filomena spojrzała z okna na szarą ulicę Karmelicką, jadące tramwaje, ludzi spieszących dokądś…
Ruch na ulicy niebywały, tramwaje i auta sprawiają codzienny hałas, ale ten nigdy jej nie przeszkadzał, natomiast cisza podczas Pandemii i “Lokdownów” już tak…
Kobieta bowiem przyzwyczaiła się do tych jakże swojskich dźwięków życia z czasów jeszcze “sprzed Corony”. Też i gruchanie gołębi dziobiących ziarna od strony podwórza miało w sobie coś absolutnie swojego.
Bei der Polkopedia veröffentlichten wir letztens 30 Biographien von Polinnen, die während des Zweiten Weltkrieges hingerichtet worden sind. Enthauptet. Meistens für Hoch- bzw. Landesverrat, Heimtücke, Begünstigung des Feindes – dies bedeutete oft Stückchen Brot und Becher Tee. Seltener waren es andere Beschuldigungen, zum Beispiel Brandstiftung.
20 Personen, Polen* und Deutsche* schrieben über diese Frauen oder gedachten sie in anderer Weise. Es entstanden Texte, Gedichte, eine theatralische Etude, ein Theaterstück, Fotos, Videos, Bilder, Collagen, Plakate.
Diese Bilder malte Anna Krenz
Diese Gedichte schriebEla Kargol
Sterbeurkunde: Gertruda Świerczek
geboren:22. XII. 1921 in Bad Gottschalkowitz (Goczałkowice-Zdrój) enthauptet:8. IX. 1944 in Berlin – Plötzensee
Sie bat um Begnadigung Aber keiner hat zugehört. Die Brüder an der Front mit Eisernen Kreuzen gekennzeichnet haben auch nicht geholfen. Sie bat vom ganzen Herzen. Sie bat um die Jugend Um die Zukunft, Um die nächsten Jahre. Sie bat um das Leben, Nicht um den Tod. Und trotzdem ließ sie sich mit ihren 22 Jahren ohne Wiederstreben auf das Fallbeilgerät legen.
SterbeurkundeHedwig Neumann
geboren: 21. IX 1890, in Bickern/Kreis Gelsenkirchen enthauptet: 27. I. 1944 in Berlin-Plötzensee
Jadzia, ein Mädchen aus Opalenica Hedwig, eine Frau aus Berlin Großes Herz Große Wohnung Große Taten Großes Urteil Und alles im Namen des deutschen Volkes.
Sterbeurkunde Maria Wieczorek
geboren: 4. VIII. 1886 in Radzionkau/Kreis Tarnowitz (Radzionków/Tarnowskie Góry) enthauptet: 22. IX. 1944 in Berlin – Plötzensee
Ich packe meinen Koffer*
Der Koffer war klein. Das Kleid schlicht und fein. Ein Unterrock für alle Fälle, Damit das Kleid in Form bleibt An richtiger Stelle. Der Büstenhalter Sorgte für schönen Busen, Der Kamm für die Frisur. Alles durchdacht und gepackt Für die letzte Himmelstour. Unterjäckchen für die kalten Nächte. Eine Hose, ein Hemd, ein Heft, Handtasche, ein paar Groschen und Einkaufsbeutel.
Sie ging doch unter die Leute. Den Mantel trug sie auf dem Arm Als sie losging, es war noch warm. Die Kälte kam zu ihr viel später. Und mit der Kälte kam der Täter.
Und ihre Reise ging zu Ende. Im fremden Ort mit kühlen Wänden. Mit auf dem Rücken gefesselten Händen Legte sie sich sanft für den Schlaf. Er kam zu schnell, sie war noch wach. Heimtückisch wurde sie bestraft.
* ein sehr populäres und beliebtes Spiel für die Kinder, nicht nur in Deutschland
SterbeurkundeMarianna Gąszczak
geboren:28. XII. 1914 in Duisburg enthauptet:28. IX. 1943 in Berlin – Plötzensee
Wer könnte schon ihren Namen richtig aussprechen? Damals im Gerichtssaal?
GĄSZCZAK. So viele Konsonanten auf eimal und noch ein nasaler Vokal. Den Nasalvokal ließen sie verschwinden. Damals im Gerichtssaal.
GASZCZAK. Dann verschwand noch ein „Z“ GASCZAK: Damals unter Guillotine.
Und alle Buchstaben waren auf einmal weg. Und sie auch.
SterbeurkundePelagia Szeffczyk
geboren 8. März 1915 in Bottrop enthauptet 5. Oktober 1943 in Berlin-Plötzensee
Ihr Stolperstein glänzt in der Sonne. Ihr Leben aber nicht mehr.
Der Tod kam schnell. Wie der Meister aus Deutschland.
Er brauchte nur 7 Sekunden. Der Tod, nicht der Meister.
Vielleicht doch der Meister. Aus Deutschland.
SterbeurkundeWilhelmine Günther
geboren 18. VII. 1917 in Poznań enthauptet 9. VI. 1944 in Berlin – Plötzensee
Die Verstorbene war nicht verheiratet. Ihre Tochter nannte sie Maria, Maria die Uneheliche. Ihr Verlobter hieß Antoni, Ihre Mutter Marianna, Mit Doppel “n”.
Nur der Vater hieß Friedrich Wilhelm und konnte den Namen seiner Frau nicht richtig aussprechen. Ein “n” hat er immer vergessen.
Sie wohnten in der falschen Straße Beide waren Schneider. Das war aber die Straße der Bäcker. Nicht der Schneider.
W dużym, stołowym pokoju czekała już na Filomenę, pachnąca dobrą, gorącą kawą, porcelanowa filiżanka. Kobieta jak zwykle najpierw przyglądała się gołębiom, raz od strony ulicy, a raz od podwórza, zanim zapaliła papierosa i zasiadła do codziennej, już prawie rytualnie parzonej i pitej kawy.
Dzisiaj czuła się dobrze, wyspana, co ostatnio było nie byle rzadkością.
Poczuła nawet przypływ świeżej, dobrej energii, z którą w ogóle nie wiedziała, co począć, również jakąś dziwną tęsknotę, której nie mogła długo zidentifikować; czy była to tęsknota za konkretną osobą, czy wydarzeniem, a może jakimś miejscem?
Kiedy się tak zamyśliła, zamykając jak zwykle oczy, nagle jakby usłyszała znajome szczekanie, a gdzieś z zielonej łąki wyłonił się jej ukochany pies Czaruś, będący już od bardzo dawna za tęczowym, psim mostem. Prawie czuła pod palcami jego miękką sierść, słyszała żałosne skomlenie, podobne temu, kiedy pod koniec życia zaczął już miewać najprzeróżniejsze psie dolegliwości. W sercu zaczęło ją ściskać, łzy jak małe groszki “sypały” się z oczu, zanim na dobre rozpłakała się nad utratą najlepszego przyjaciela, powiernika, towarzysza z bardzo wczesnego dzieciństwa.
Czaruś teraz cieszył się całym sobą, jak zwykle wachlując w okół ogonem…
Jakże często później bywała zazdrosna o psa pani Klary, Kajtka. Kajtek i Czarek pewnie gdzieś w zaświatach bawią się już razem – pomyślała z sentymentem i uśmiechem do samej siebie.
Czuła, jak ogromnie tęskni za tą zwierzęcą, bezinteresowną miłością i wiernością. Zrozumiała po śmierci Czarusia, że odejścia zwierząt nie da się nigdy porównać z odejściem człowieka: tu odchodzi najczystsza miłość, absolutna kwintesencja niewinności. Zwierzę nigdy, przenigdy nie uczyni świadomie, perfidnie, nikomu niczego złego, w odróżnieniu od człowieka.
Scenka 3):
Stacja: Tak mi Ciebie brak
Kobieta będąca od wielu już dni w podróży, wyglądała przez otwarte okno przedziału, gdy pociąg zbliżał się coraz wolniej do kolejnej stacji.
Silne słońce raziło ją w oczy, mimo, że była to już jesień. Założyła więc okulary słoneczne (miała je zawsze przy sobie), by spokojnie przyglądać się dużej, jasnej stacji, do której dojeżdżał pociąg. Nazwa wypisana była dużymi podświetlonymi literami, peron ozdobiony białymi chryzantenami, których nie brakowało akurat w październiku.
Ludzie wysiadający z pociągu wyglądali przeróżnie; jedni ubrani na czarno, jakby w żałobie, inni wyróżniali się tylko żałobnym wzrokiem, pełnym tęsknoty i oczekiwania, jakimś głodem w oczach, a inni z kolei ubrani w delikatne, pastelowe okrycia i raczej młodzi, szybciej podążali naprzód.
Kobietę ogarniało wszechobejmujące wzruszenie, tęsknota dla niej niezrozumiała, czuła się bezsilna nie rozumiejąc co umknęło w jej życiu, czego jej brakowało…
Wiedziała, że to ciągle nie jej stacja, by już wysiadać, uczucie to było ciągle za mało precyzyjne, by opuszczać już ten przedziwny pociąg.
Nie widziała ze zdziwieniem również, aby ktokolwiek wsiadał do niego, dziwne to – pomyślała – nikomu nie udało się żadne spotkanie, z tym kimś, tak oczekiwanym?
Fantom buszuje po sercu i mózgu, ucieka, przybiega, chowa bawiąc się,
płacze chichocząc, rozpylając zapachy, tak dzikiej tęsknoty…
Matka, dziecko, kochanka, ojciec, zmarły ktoś, żywy, nie ma ich, nie ma,
a nie dają spocząć, i wciąż trzeba czasu, by przestać już czekać.
Cierpliwa pasażerka zamknęła oczy i zobaczyła nagle ogród z tłumem ludzi, patrzących a to w niebo, a to w ziemię, z włosami rozwianymi od szalonego wiatru, gwiżdżącego w pustce bezmiernego rozczarowania.
Filomena była dziś jakoś dziwnie rozdrażniona, nie wiadomo dlaczego przypomnieli się jej rodzice, mieszkający od kilku lat w Rabce Zdroju, a wcześniej w tym samym mieszkaniu, gdzie ona do dziś zamieszkuje.
W ostatnich latach zdała sobie sprawę, że często szkodzili oni innym, a szczególnie pani Klarze, sąsiadce mieszkającej w tej samej kamienicy. Przypomniała sobie, że jako dziecko bardzo cierpiała z powodu ciągłych kłótni między nimi, oczywiście będąc po stronie rodziców, wierząc we wszystkie najgorsze plotki, rozgłaszane przez nich, tylko po to, by możliwie jak najbardziej zadzkodzić nieco starszej sąsiadce.
Teraz wstydziła się za nich, a i też za siebie, że w te wszystkie brednie wierzyła i sama jako dziecko podawała je bezmyślnie dalej.
No ale, czyż nie była właśnie wtedy jeszcze dzieckiem?
Okazało się, że zaczęli znów i w Rabce mieć coraz więcej wrogów.
Kiedy zwróciła im uwagę na te tak szkodliwe społecznie zachowania, matka stwierdziła, że została ona “przekabacona” napewno przez tę “psychopatkę Klarę”, a oni jako rodzice stracili córkę, więc nie ma po co do nich przyjeżdżać, bo jej i tak za tę zdradę, do swojego domu nigdy już nie wpuszczą.
Filomena rozczarowała się co do nich jeszcze bardziej niż to do tej pory było, a faktu, że zerwali z nią kontakt, jak gdyby była całkiem obcą, nielubianą osobą, nie była już w stanie wybaczyć.
Poczuła się bezlitośnie osamotniona i opuszczona przez cały świat. Zasiadła przy kawie i jak zwykle do kawy – zaciągnęła się papierosem. Ze zdziwieniem i niezmiernym smutkiem stwierdziła, że rodzice nie są jedynymi osobami, którym trudno byłoby jej wybaczyć;
– bo dzieją się czasem rzeczy nie do zrozumienia, zapomnienia, więc jak można je wybaczyć – myślała –
aaa, coś mi się znów dziwnego śniło….
Próbowała przypomnieć sobie swój ostatni sen…
Scenka 2
Tak trudno wybaczyć
Pociąg zwalniał przy kolejnej stacji nad ranem, całą noc przystawał na mniejszych stacyjkach, o różnych, przedziwnych nazwach :
“Gdybyś wtedy”, “Chciałbym jeszcze zapytać”, “Nie sądź, bo będziesz sądzony”, “Dziękuję za wszystko”, “Fortuna kołem się toczy”, “Moja wdzięczność”, “Pokaż mi swą twarz”, “Pies i kot członkami rodziny”, “Kim jesteś” i wiele, wiele innych.
Trasa tego pociągu była długa i żmudna.
W jednym z przedziałów siedząca samotnie kobieta z ciekawością przyglądała się paru wysiadającym osobom, a i też wsiadającym do pociągu. Zauważyła jakby dość niepewny wyraz twarzy wysiadających, zrobiło się jej nagle jakoś dziwnie nieswojo, przez chwilę zawahała się, czy również też nie opuścić pociągu, jednak pozostała na swym miejscu.
Ludzie ci czasem szli w małych grupkach lub pojedynczo, jedni nieśli jakieś plakaty, inni ponuro coś śpiewali, ogólnie rzecz biorąc, dziwny ten pochód szedł cicho i uroczyście.
Wsiadający pasażerowie rozpierzchali się po różnych przedziałach. Przy oknie na korytarzu stanął mężczyzna w średnim wieku, z pogodnym wyrazem twarzy, lekkim uśmiechem, spoglądając w zamyśleniu w dal.
Z pozamykanych przedziałów dochodził czasem jakiś nastrojowy, spokojny śpiew, ciche rozmowy, też i przytłumiony śmiech.
Patrząc na pasażera przy oknie kobieta snuła różne myśli:
Twarz spokojna, co zdołał wybaczyć, by tak też wyglądać?
Czego mu ubyło, co zyskał, co zrobił, jakim kosztem opłacił,
ale, ale…
papuga Gigi, mało dziś mówi , coś cicho pogwizdując…
Gdy tak sobie filozofowała, mężczyzna odwrócił się od okna, spojrzał jej prosto w oczy zza szyby zamkniętego przedziału, uśmiechnął się łagodnie i poszedł wzdłuż korytarza dalej.
Als Beispiel dessen, was wir tun und worüber wir erzählen werden, zwei Beiträge von Ela Kargol, jeden po polsku, jeden po niemiecku / ein auf Deutsch und ein auf Polnisch. Po niemieckuponiżej / Po polsku TU: https://polkopedia.org/wiki/Jadwiga_Neumann_PL
Jako przykład tego, co robimy – dwa wpisy – autorka: Ela Kargol
Wilhelmine Günther (18. VII. 1917 – 9. VI. 1944)
Wilhelmine wurde 1917 in meiner Stadt, in Poznań geboren. Ihre Eltern lebten in Jeżyce (Jersitz) in der heutigen Staszica-Straße, damals Moltkestraße, in einem Gebäude, das, wenn die Nummerierung nicht geändert wurde, und offenbar wurde sie nicht geändert, heute noch steht.
Die Straße ist immer noch voller alter Mietshäuser, von denen die meisten den Krieg überstanden haben. Einige davon sind renoviert, der dekorative Stuck an ihren Fassaden wurde wiederhergestellt. Die kunstvollen Balkonbalustraden wurden repariert. Die Häuser mit geraden Zahlen haben ihre Vorgärten beibehalten.
Dobry Boże nie od wrogów mnie chroń lecz od przyjaciół Wróg TO TYLKO NIELUBIANY KOLEGA ZE SZKOŁY rzuca we mnie kredą na przerwie ciągnie za włosy Kapuje; Proszę Pani! A Ewelina to …
To wszystko, to mały pikuś Zawsze jest jeden kapuś w towarzystwie Jeden, co podpierdziela I jakaś druga, co zazdrości
Zawsze znajdzie się jakiś mały człowiek, który nie może znieść Twojego Szczęścia Ale z nim nauczysz się sobie radzić Zobaczysz Nauczysz się
To tylko kwestia CZASU
Chroń mnie lepiej Boże od przyjaciół
Takich, co tańczą ze mną do rana na weselu Takich, co mówią Kochana Takich, co mają czas na kawę na mieście i plotki Ale Gdy rozpadnę się na miliony kawałków Gdy zwątpię w długą, czarną grudniowa noc bez światła
Nie znajdą czasu… Na rozmowę o życiu Nie zaproszą do siebie na herbatę Nie przytulą
A w OSTATECZNOSCI nie nakrzyczą, że głupoty gadam, że trzeba żyć dla dzieci dla psa
Cokolwiek
Są noce, które trwają wieczność W takie noce Ludzie zwisają na gałęziach I nie doczekają choinki Szumi im już las wieczności Podlatuje Anioł Śmierci
On jeden wie co robić
W takiej chwili… On wie… Wszystko Dlaczego? I czy to miało sens…
Przecież była taka wesoła… Przecież jeszcze wczoraj na targu kupowała ziemniaki, widziałem, wyglądała jak zawsze
I nic się nie dało zrobić Mówią ludzie I nic się nie dało zrobić Mówią przyjaciele I zapada niewygodna cisza
…
Przykro Pójdę już Jeszcze zakupy, bo idą Święta i dziecko odebrać muszę A ja auto od mechanika No tak… życie
Popatrz pani, co to się z ludźmi dzieje… 40 lat… Miała wszystko, Może odratują jeszcze, Może Kto wie Wszystko w rękach Boga
Tak, w rękach Boga Boże, daj Jej siły I moc, której nie miała od nikogo Z Twoją pomocą wszystko jest możliwe
Boże dlaczego? Dlaczego nie litujesz sie nad nami… Nie widzisz… Płaczę Modlę się i co? Jesteś? Słyszysz? To ja… puk puk…
Puk, puk, puk… Codziennie rano tajemnicza księżniczka otwierała drzwi swego makowego apartamentu, w pensjonacie “Ziarnko Maku” .
Pachniał on makiem czerwonym, do tańca zaproszeniem, w objęciach tajemniczego księcia, Bardzo Mądrego.
Każde z nich było z innej bajki, żadne nie wiedziało już z jakiej, mak odebrał im pamięć, lecz zostawił serca…
maki przekwitły, pozimniało… …spojrzeli smutno na siebie, trzymając się za ręce, za serca, gdy już i pamięć wróciła…
…i z rozpaczy, każde znów wskoczyło w swoją bajkę…
Niby jest, a nie ma…
W domku “Wiem Więcej” mieszkało sześć Krasnych-Ludków.
Ludzie mówili: “to niemożliwe, na ziemi istnieją jedynie Krasnoludki”
Krasne-Ludki, wyglądały inaczej; regularne rysy, wzrostu różnego… nie rozmawiały głośno uśmiechały się też mile, uprawiały swój ogródek, tworzyły pyszne nalewki, ale były smutne;
bo jak to jest być i równocześnie nigdzie nie być… robiły różne testy na ich widoczność; a to w sklepie, a to na bazarku…
płaciły, odchodziły, widziano ich ręce, nie widziano ich, i też nie słyszano…
ktoś jednak mówił, że są w tym domku, są, ale też i nie są… widział sam i słyszał.
Coraz, coraz, więcej szeptów na ich dziwny temat, śmiechów…
Coraz większe poruszenie wioski, rzucane kamienie, w kolorowe okna,
opluwanie płotu, robienie dziur w wąskiej drodze kradzież jabłek…
Aż któregoś dnia przed domkiem, na wielkiej tablicy napisane stało:
“Skoro jesteśmy, lecz i nas nie ma, cokolwiek robimy, nie robimy niczego.
Jesteśmy tutaj, (choć i nie jesteśmy), za karę, dość słuszną:
za plotkarstwo;
a to jest… coś wielce podobnego do nas;
niby to prawda a nieprawda, niby coś w niej jest, a nie ma nic,
ukryci za tarczami połyskujące błękitnym metalem hełmy skrzydła falangi zwijają się i rozwijają pod naszymi murami machiny z miedzi skóry i ognia
nie będę mówił o tych którzy nie sięgnęli po broń o tych którzy nie stanęli pod walącymi się bramami lecz o dowódcy w purpurowym pióropuszu karzącym własnych żołnierzy którzy upojeni zwycięstwem gwałcili i zabijali wiszą teraz głowami w dół w sinych ustach obcięte i skarlałe członki
surowe lecz obiektywne są prawa zwycięzców poetów wbija się na pal tłucze pokryte wersami tabliczki ale przecież nie zabroniono nam handlu z Egiptem tłuste zboże wiozą w trzewiach okręty w czas świąt rozdaje się wino i oliwę ach czyż może być złym władcą ten który wierzy w Platona
jestem filozofem wzywają mnie do pałacu przychodzę nocą odziany w szary płaszcz podaję wartom hasło przyjmuję owoce z rąk człowieka który pozabijał moich przyjaciół toczymy dysputy najprzedniejsze wino z Samos nadaje ostrość naszym językom boimy się śmierci ja i on staramy się ją obłaskawić mądrością i władzą jego manipuły dotarły już do Eufratu stoję tuż przed rozwiązaniem zagadki oddechu
głaszczę jego psy podaję mu rękopisy moja żona podejrzewa mnie iż mam kochankę jeszcze parę dni parę lat parę gwiazd strąconych z firmamentu
nie wierzcie moim uczniom nikt z nich nie miał odwagi być przy mnie w chwili śmierci w chwili gdy wyważano bramy gdy skrzepły śnieg pokrywał stocznię
w chwili gdy machina obróciła swoją wieżę był przy mnie tylko on połyskujący na mrozie purpurowy pióropusz