Brom w Wenecji

Roman Brodowski (Brom)

poprosił o przerwę w rozmyślaniach o historii Polski i Ukrainy. Dziś wiersze i zdjęcia.

Wieczór w Wenecji

Nieboskłon nad fiordami płonie.
Słońce Wenecję do snu kładzie
A na pobrzeżu dzwony słychać
Kolejny dzień zamyka czas.

Miasto wiecznego być i… kochać
Nim noc zagasi snem lampiony
Otworzy zakamarków przestrzeń
Melodią tańcem zacznie żyć.

A jutro?…, jutro będzie pięknie.
Zmierzchem poranka, jeszcze ciszą
Wyruszę z Żonką i Córeczką
Poznawać wenecjański czas.


Kto jeszcze nie był tu w Wenecji.
Nie posmakował smaku “wczoraj”
Ten nie zrozumie słów poety.
Będzie mu obcy zapach małż

Miasto wiecznego przemijania.
Przeszłość co woła o przetrwanie.
Miłość, nienawiść i… pokora.
Wyłania się z morskiego dna.

Wenecja, miasto wielu twarzy
Karnawał wiecznych przeciwności.
W nim można żyć, śnić, albo marzyć…
O!…, nawet we mnie rym zagościł. 😉

Wielkanoc tu i ówdzie

Nie zawsze spędzamy Wielkanoc tam, gdzie mieszkamy. Czasem jedziemy do rodziny lub przyjaciół, czasem na wczasy, ale czasem poniesie nas daleko. W zeszłym roku Syn i Wnuk spędzali Wielkanoc w Stanach Zjednoczonych. Przysłali stamtąd między innymi takiego maila:

Jacek Slaski

Mail do całej rodziny, niedziela wielkanocna o 6:42

Przesyłamy ucałowania i najlepsze życzenia wielkanocne z Sylvaine Ranch niedaleko miasteczka pustynnego Dolan Springs, Arizona, w połowie drogi między Grand Canyon i Las Vegas. Mamy nasz koszyczek wielkanocny i właśnie wróciliśmy z kościoła katolickiego Our Lady of the Desert, w którym afrykański ksiądz przez dwie godziny prowadził mszę wielkanocną po angielsku i hiszpańsku, a na koniec poświęcił nasz koszyczek. Tak to jest!
Całujemy

Jacek i Anton

I takie zdjęcia:


Ewa Maria Slaska

W roku 2022 spędziłam Wielkanoc w Anglii. Nie było koszyczka ani księdza, nie mogłam więc poświęcić przyniesionej w kieszeni pisanki, a właściwie nie pisanki, tylko jajka na twardo. W Wielką Sobotę w mieście ogrodzie Welwyn był kościół, który sprzątały i dekorowały same kobiety, i był kościelny śmietnik z kontenerem po brzegi wyładowanym muzyką kościelną.


W roku 2016 w jakimś niemieckim kościele zobaczyłam pisanki – strusie jaja. Musicie mi uwierzyć, bo skoro nie przyłożyłam do pisanek pudełka od zapałek, to na zdjęciu nie widać, że pisanki były przeogromne.

Pisanka ma przynieść dostatek, powodzenie i szczęście. Czy jeśli jest wielka jak strusie jajo, to będzie tego więcej? Więcej szczęścia, Kochani! I Kochane!

W Szczecinie wiosna!

Ela Kargol

W Szczecinie wiosna i nawet pan M. jej nie zakłócił. Przyjechał w dniu rocznicy nadania Szczecinowi praw miejskich. Czy wiedział o tym, że 3 kwietnia 1243 roku książę Pomorski Barnim I Dobry lokował miasto na prawie magdeburskim?

Ja nie wiedziałam, że pan M. przyjeżdża. Ludzi sporo, tak widać na zdjęciach (ale nie na moich), podobno niektórzy przyszli tylko tak sobie, popatrzeć, no ale przyczynili się do wzrostu frekwencji. A plac duży ustrojony zewsząd biało-rózowym kwieciem. Ustrojony z powodu wiosny.

Continue reading “W Szczecinie wiosna!”

Frauenblick auf Wandern

Monika Wrzosek-Müller

„Spaziergang nach Syracuse“ – mit Flugzeug, Zug, Bus und letztendlich Taxi

Ich dachte eigentlich alle Wege würden nach Rom führen, doch realisiert habe ich gerade „den Spaziergang nach Syrakus“; zwar mit Johann Gottfried Seume im Kopf, aber nicht in den Beinen. An sich, denke ich, wäre die langsame Art sich dem Ziel zu nähern die richtige und faszinierendste. Wie der Schriftsteller aus dem späten 18. Jh. alle Etappen, Landschaften, Klimazonen Schritt für Schritt zu durchwandern. Doch wir steigen leider nur ins Flugzeug und landen dann, mit besserem oderschlechterem Ergebnis, ein paar Tausend Kilometer weiter, in einer anderen Welt, in einem anderen Klima, mit ganz anderen Menschen und einer anderen Kultur. Das schrittweise Vorangehen erlaubt uns das Ziel hinauszuschieben, sich darauf innerlich vorzubereiten, vielleicht auch mehr zu freuen, auf das Ankommen hinzuarbeiten.

Continue reading “Frauenblick auf Wandern”

Islandia, w której nie byłam

Tekst: Ela Kargol
Zdjęcia: Helcia Kargol

Islandia, kraj, który odwiedziła w lutym moja córka. Codziennie zasypywała mnie zdjęciami, zachwytami i rozczarowaniami. Że drogo, że zimno, ślisko, że pokój, który wynajęli nie jest taki zły, a ulice są kolorowe. A krasnal jest wrocławski, syrenka wprawdzie niewarszawska, ale taka nasza.


Hot dogi z baraniny, Bolognese też, do tego smaczne.

Kościół – chciałoby się powiedzieć katedra – w Reykjavíku nowoczesny, monumentalny, podświetlany na kolorowo nosi imię islandzkiego poety Hallgrímura Péturssona. Pétursson nie tylko pisał wiersze, był też duchownym. Kościół budowano ponad 40 lat. Jest najwyższym budynkiem w Reykjaviku i drugim pod względem wysokości budynkiem Islandii.

Continue reading “Islandia, w której nie byłam”

Sofia – Serdica / София – Сердика

Lidia Głuchowska

Do Sofii przylecieliśmy z Berlina nad ranem w niedzielę. Różnica czasu wynosi godzinę, czyli gdy u nas jest 8.00, to tam już 9.00. Ku naszemu zdziwieniu stwierdziliśmy, że niemal wszystkie sklepy są otwarte.
Wieczorem okazało się nadto, że ilość tych czynnych całodobowo jest znacznie większa niż w Berlinie czy w Warszawie. Niektóre oddalone są od siebie o zaledwie kilka metrów.

Continue reading “Sofia – Serdica / София – Сердика”

Frauenblick auf die Bäume

Monika Wrzosek-Müller

Der Harz und seine Fichtenwaldkatastrophe

Wir fuhren in den Harz, in das Mittelgebirge, das einst an der Grenze der zwei deutschen Staaten lag, wohin sich die Westberliner aus ihrer abgeschlossenen Insel immer wieder flüchteten. Vor Jahren war ich da einmal für längere Zeit, in Braunlage. Jetzt fuhren wir aus einem sehr schönen Anlass: unsere Nachbarin wurde 80 und wollte das entsprechend feiern; wir freuten uns auch, die Landschaft wiederzusehen. Leider war der erste Anblick, der der Vorläufer der höheren Hügel, fürchterlich, richtig grauenvoll, die gewaltigen Wälder, an die wir uns erinnerten, waren weg, abgestorben. Aus den nackten Wiesen ragten einzelne graue Skelette von Bäumen, viele waren umgefallen und lagen kreuz und quer herum. Die Szenerie erinnerte mich an den Elefantenfriedhof aus dem Film Der König der Löwen; überall graue Gerippe, graue ausgetrocknete Äste und Baumstämme in bizarrsten Stellungen. Rundherum Wiesen mit gelbem, schon jetzt ausgetrocknetem Gras. Ganz selten konnte man doch kleine Fichten erblicken, das war hauptsächlich an den Nordhängen, auf den südlich gelegenen wuchs nichts, sie waren der Sonnenstrahlung offensichtlich zu sehr ausgesetzt. Erst oben in St. Andreasberg gab es einzelne Bäume, auch nicht Fichten, sondern Laubbäume, und an manchen Stellen wurde jetzt auch Mischwald gepflanzt.

Continue reading “Frauenblick auf die Bäume”