Don Kichot po polsku

Antoni Słonimski
Credo

Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa…
Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
Kto nie lata jak orły – lecz stąpa jak lisy.
Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

Krzysztof Kamil Baczyński
Don Kichot

Z którego dziejow czytać się uczyłem,
rycerzu, piosnkę zasłysz i tobie.
C. K. Norwid

Południe kiedy wróble kąpią się w piachu
w traktach wybuchających pyłem przechodzi rycerz
dym jałowców strzela zapachem z dachów
lisy patrzą spod rzęs wyblakłych ludzie chytrze
zbierają skwar ciężki do sakiew oczu
koń drewniany wydyma kurz jak żagle
krokiem każdym odrzuca ziemię tocząc
kule piachu w obłoki wybija nagle
taktem kroku spada znużenie w oczy
twarz czernieje wichrem cieniem oczy gasną
obojętność bije w pancerz szkłem stłuczonych spojrzeń
oczy wystrzały nieba z rozmarynów dojrzę –
oczy wystrzały nieba chodzą powoli wśród marzeń
jedzie rycerz w rozpęk różowy jabłoni
miasta puste duszne od róż pogasłych
jedzie rycerz okna śpiewają koniem
dudnią ulice ogłuchłe ślepe miasta
uciekają jaszczurki łożyskiem rzek suchych
odpadają od stóp krokami kamienie miast
jedzie rycerz o sercu wielkim i głuchym
pancerz odbija co noc rytmiczne salwy gwiazd
jedzie rycerz w obłęd szerokich obłoków
w wytrysk winnic słońce zasiane winem
w noc urojeń dzwonów błyszczące toki
w księżyc pusty zagląda w okna nieznanych dulcynei

17.VII.1939

Bolesław Leśmian

W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście
Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów,
W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście
Pożółkłe i zbyteczne – z dusza, niby ołów,
Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot,
Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot
Siedzi, dumając nad tym, że dumać nie warto,
I pośmiertnym spojrzeniem, co nie sięga dalej,
Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej,
Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.

Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża,
Ażeby go powołać na wspólne biesiady
We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża,
Rozpraszają dla gościa. gość niezłomnie blady
Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy
Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.

Niegdyś skrzydła wiatraków, sen posłuszny wiośnie,
Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków,
A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie,
Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków,
I – nieufny – uśmiechem szyderczym przesłania
Możliwość nowych błędów, snów i opętania.

I nie postrzega nawet, jak nagle – bezszmerny
Anioł do stóp mu składa purpurową różę,
Przysłaną od Madonny na znak, że w lazurze
Pamięta o rycerzu, który był jej wierny.
Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza,
Znieważając wysłańca i dawczynię daru,
Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza
Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru.
Biały anioł się schyla nad niewiasty jeńcem,
I całując go w czoło, przytłumionym głosem
Szepcze: “To także od Niej!”… I nagłym rumieńcem
Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem
W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera
I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera
Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania
Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!

***

Krzysztof Komeda

Don Kichot

Brat Summer

EMS: We wpisie Emilii Smechowskiej na Instagramie przeczytałam, że brytyjska piosenkarka, Charli xcx, nie tylko odniosła ogromny sukces swoim albumem Brat, co wiedziałam i nie tylko wprowadziła modę na brzydki jasnozielony, co też już wiedziałam, ale również wtrąciła się do polityki USA. Tego nie wiedziałam. Zapytałam więc przedstawiciela pokolenia Z, bo to ono się głównie przyczynia do sławy Charli xcx i to od niego wiemy w ogóle, że taka Charli istnieje.

Continue reading “Brat Summer”

Starry night

Ewa Maria Slaska

Lubię irysy. Wszyscy wiedzą, że lubię koty, irysy, poziomki, czerwone sukienki i kolor niebieski. No i Don Kichota. Ale to nie o nim tym razem. Jest lato i wszędzie kwitną irysy, a ja lubię irysy. Jedna z moich przyjaciółek – Danusia Starzyńska-Rosiecka – co roku wynajduje dla mnie jakieś niezwykłe cudo, ale w tym roku przeszła samą siebie. Oto irys Starry night:

Oczywiście nazwa jest zrozumiała sama przez się, ten irys wygląda jak gwiaździste niebo. Tym niemniej możliwe, że można było użyć innego sformułowania, nie wiem, wiem, że Starry night to termin kulturowy, osadzony w trzewiach pop kultury już od wielu lat: Van Gogh, Don McLean, film Kobieli i Welchmanna i … moje skarpetki. W tej kolejności. 🙂


Vincent van Gogh, Gwiaździsta noc, Starry night, Sternennacht, La nuit étoilée, De sterrennacht; olej na płótnie, czerwiec 1889, w zbiorach MoMa w Nowym Yorku (reprodukcja z Wikipedii); artysta przebywał wtedy w zakładzie dla chorych psychicznie w Saint-Paul-de-Mausole i to jest to miasteczko na obrazie, ukazane z perspektywy pokoju Van Gogha.

Don McLean opisał ten obraz w piosence Vincent (Starry night) – w 1972 roku

Starry, starry night.
Paint your palette blue and grey,
Look out on a summer’s day,
With eyes that know the darkness in my soul.
Shadows on the hills,
Sketch the trees and the daffodils,
Catch the breeze and the winter chills,
In colors on the snowy linen land.

Now I understand what you tried to say to me,
How you suffered for your sanity,
How you tried to set them free.
They would not listen, they did not know how.
Perhaps they’ll listen now.

Starry, starry night.
Flaming flowers that brightly blaze,
Swirling clouds in violet haze,
Reflect in Vincent’s eyes of China blue.
Colors changing hue, morning field of amber grain,
Weathered faces lined in pain,
Are soothed beneath the artist’s loving hand.

Now I understand what you tried to say to me,
How you suffered for your sanity,
How you tried to set them free.
They would not listen, they did not know how.
Perhaps they’ll listen now.

For they could not love you,
But still your love was true.
And when no hope was left in sight
On that starry, starry night,
You took your life, as lovers often do.
But I could have told you, Vincent,
This world was never meant for one
As beautiful as you.

Starry, starry night.
Portraits hung in empty halls,
Frameless head on nameless walls,
With eyes that watch the world and can’t forget.
Like the strangers that you’ve met,
The ragged men in the ragged clothes,
The silver thorn of bloody rose,
Lie crushed and broken on the virgin snow.

Now I think I know what you tried to say to me,
How you suffered for your sanity,
How you tried to set them free.
They would not listen, they’re not listening still.
Perhaps they never will.

Ta piosenka kończy polsko-angielski malowany film Loving Vincent z roku 2017; film powstawał przez osiem lat i jest dziełem pary Dorota Kobiela, polska malarka i Hugh Welchman, angielski producent. W ubiegłym roku wyprodukowali oni tą samą techniką film Chłopi. Oba filmy były nominowane do Oskara i oba tego Oskara nie dostały.

Tak to jest.

No i wreszcie wełna i skarpetki.

https://www.nskreativ.de/Opal-Vincent-van-Gogh

Wiele lat temu firma Opal zaczęła sprzedawać wełnę na skarpetki, która była odmierzona wg wielkości stopy i jest to ważne, bo żeby pomysł rzeczywiście dał się zrealizować, z kłębka nie powinno nic zostać. Każdy kłębek reprezentuje proporcje kolorystyczne jednego ze słynnych obrazów artysty, ja dwa razy w życiu w odstępie kilku lat dostałam takie skarpetki: Gwiaździstą noc i Gwiaździstą noc nad Rodanem. Mam te skarpetki do dziś. Skarpetki Gwiaździsta noc nad Rodanem (obraz po lewej na dole, a skarpetki też po lewej, ale na górze) zrobiła Christine Ziegler, Gwiaździstą noc – jakaś pani, która mnie w ogóle nie znała: zrobiła małe skarpetki dla mojego wnuka i duże dla mnie. Kiedyś mieliśmy zdjęcie w tych skarpetkach, myślałam nawet, że było tu na blogu, ale niestety, nie ma zdjęcia.

Ich liebe

Ewa Maria Slaska

Immer wieder finde ich bei dem Facebook oder Instagram eine Aufforderung, dass ich in Google “ich liebe” schreibe und sehe, was mir diese omnipotente Suchmaschine vorschlägt. In einem Samstag-Mood habe ich es gemacht und dies in sofort, als erster Stelle und gleich mehrfach gekommen:

Das Lied auf YouTube ist zwei Jahre alt – für Social Media schon sehr alt. Ich kenne das Lied nicht, die Musik nicht und keinen der vier Musiker.

Die Musiker sind einzeln auf Instagram zu finden:

MAJAN ►   / majan.614   badchieff ►   / badchieff   Edo Saiya ►   / edosaiya   CRO ►   / cro  

Continue reading “Ich liebe”

Na Dzień Kobiet, Mamada

„Hommage à Jan Buck” – MAMADA – piosenki dolno- i górnoserbołużyckie

W Dniu Kobiet z przyjemnością przedstawiamy 11-osobowy żeński zespół MAMADA pod kierownictwem Viktorii Korol, którego recital uświetnił podwójny wernisaż wystaw „Wszystko jest pejzażem. Serbołużycki malarz Jan Buck” oraz „Hommage à Jan Buck (IV): WSZĘDZIE – NIGDZIE – DOM”, a także stanowiące wprowadzenie do nich „Międzynarodowe sympozjum badawcze Hommage à Jan Buck – lubuskie i dolnośląskie konteksty: geografia, historia i sztuka” w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze (2.02.2024 r.)

Wystawy ku czci najsłynniejszego serbołużyckiego artysty Jana Buka/Bucka oglądać można do 5.05.2024 roku.

Continue reading “Na Dzień Kobiet, Mamada”

Chyłeńka


Zbigniew Milewicz

Zmarł 23 lutego 2014 roku. Kiedyś zamieściłem TUTAJ o nim wpis, więc nie będę się powtarzał, ale w dziesiątą rocznicę śmierci Tadeusza Chyły chciałbym przytoczyć kilka faktów, które pominąłem poprzednio. Posłużę się znowu ściągawką z Culture.pl, w którym to portalu znalazłem biograficzną opowieść o artyście, pióra Janusza R. Kowalczyka.

Chyłeńkę, który miał w zwyczaju wszystko zdrabniać, nazywano ostatnim cesarzem ballady. W szarzyźnie PRL był artystą niezwykłym i wyjątkowym – jednym z najbardziej rozpoznawalnych wykonawców śpiewających ballady, które wówczas nuciła cała Polska. Łączył w sobie krańcowo różne cechy – silnego mężczyzny i lirycznego artysty. Zaczął jednak od malarstwa i był mu wierny do końca życia. Od Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni Orłowie. Później były studia na Wydziale Malarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Sopocie, w pracowni Juliusza Studnickiego i Jacka Żuławskiego. Uprawiał malarstwo sztalugowe, ścienne i scenografię. Dyplom zdobył w 1961 r.

Continue reading “Chyłeńka”

Puccini – Il Trittico

Monika Wrzosek-Müller


Die letzten Tage waren wirklich alles andere als lichtvoll und optimistisch, auch wenn die Weihnachtsmärkte überall mit dampfendem Glühwein einladen. Noch wenn Schnee liegt, erscheint die Welt heller und sauberer, eben weiß, aber mit dem Dauerregen ist alles zwar gewaschen und nass, doch auch dunkel, feucht und unangenehm. So war die Flucht in die Opernwelt sehr angebracht und willkommen, zumal es eigentlich drei Oper in einer sind.

Triptychon assoziieren wir mehr mit einem Altargemälde, das aus drei Teilen besteht. In der Mitte meistens die wichtigste Szene, flankiert von zwei Darstellungen aus dem Leben eines Heiligen (es waren ja meist Kirchenaltäre und dargestellt wurden Szenen aus der Bibel). Meistens waren die Flügel beweglich, man konnte sie schließen, und so gab es noch mehr Fläche für die Darstellungen. Ich erinnere mich, wie ich als Kind, in der Marienkirche in Krakau darauf gewartet habe, dass der Altar geöffnet wurde; dabei handelt es sich um ein Pentaptychon, also mit fünf Teilen: der Mittelaltar und die beidseitig bemalten Flügel an den Seiten. Die Öffnung des Altars war immer ein besonderer Moment, meistens ertönte auch Orgelmusik und die Lichter gingen an.

Continue reading “Puccini – Il Trittico”