Irena Bobowska: Wiersze / Gedichte

Anna Krenz

IRENA BOBOWSKA
(geb. 3.9.1920, Poznań; gest. 27.9.1942, Berlin-Plötzensee)

Eine  junge Frau. Eine hochbegabte Malerin und Dichterin. Eine Schwerbehinderte im Rollstuhl. Eine Pfadfinderin, Aktivistin der Posener Waffen Organisation, dh. Militärorganisation im Westen Polens (Großpolen). Mitgründerin und Mitherausgeberin der Untergrund-Zeitschrift “Pobudka” (Weckruf). Sie sammelte die Informationen aus der Funküberwachung und bereitet sie zum Ausdrucken vor. Sie transportierte die konspirative Dokumente versteckt in ihrem Rollstuhl. Wegen ihrer Untergrundarbeit wurde sie von der GESTAPO verhaftet. Sie verbrachte zwei Jahre im Gefängnis (Fort VII in Poznań, Gefängnis in Wronki, Gefängnis Alt-Moabit, Gefängnis Barnimstraße und schließlich Gefängnis Berlin-Plötzensee). Sie wurde gefoltert und gedemütigt und fand ihren Ausweg im Schreiben von Gedichten und im Zeichnen.
Sie wurde am 27. September 1942 im Morgengrauen im Gefängnis Berlin-Plötzensee hingerichtet. 

Das Gedicht “Weil ich lerne …”, geschrieben in Fort VII in Posen, wurde von ihrer Tante Stanisława Kwiatkowska, die aus dem Gefängnis in Wronki entlassen wurde, in einem Schuh aus dem Gefängnis gebracht. Dieses Gedicht, voller Schmerz und Hoffnung, verbreitete sich anonym in Gefängnissen und Konzentrationslagern. Es wurde von weiblichen Gefangenen in Oświęcim, von weiblichen Gefangenen im Nachkriegs-Fordon gelesen. Das von Ewa Maria Slaska ins Deutsche übersetzte Gedicht wurde u.A. anlässlich des Internationalen Frauentags am 8.3.2021 vom Kollektiv Dziewuchy Berlin während der Performance “We are relevant” auf dem Nettelbeckplatz in Berlin vorgetragen. 
mehr: DEMO Wir sind Widerstand. 

Wir erinnern an sie. Weil sie war und ist – relevant.

Im Rahmen des Projekts wurden die acht gefundenen Gedichte ins Deutsche übersetzt von: Agnieszka Dębska (2022), Elżbieta Jagiełło (2022),  Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Das Gedicht “Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen” wurde 1995 von Bettina Eberspächer übersetzt und in der Publikation “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995), herausgegeben von Ewa Maria Slaska, veröffentlicht.

IRENA BOBOWSKA
(Urodzona 3 września 1920 r. w Poznaniu, stracona 26 września 1942 r. w Berlinie-Plötzensee)

Młoda kobieta. Niezwykle utalentowana rysowniczka i poetka. Osoba z niepełnosprawnościami, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Harcerka, działaczka Poznańskiej Organizacji Zbrojnej, tj. organizacji wojskowej w zachodniej Polsce (Wielkopolska). Współzałożycielka i współredaktorka podziemnego pisma “Pobudka”. Zbierała informacje z monitoringu radiowego i przygotowała je do druku. Dokumenty konspiracyjne przewoziła ukryte w swoim wózku inwalidzkim. Z powodu swojej pracy konspiracyjnej została aresztowana przez GESTAPO.  Dwa lata spędziła w więzieniu (Fort VII w Poznaniu, więzienie we Wronkach, więzienie Alt-Moabit, więzienie Barnimstraße i wreszcie więzienie Berlin-Plötzensee). Torturowana i poniżana, ucieczkę znalazła w pisaniu wierszy i rysowaniu. Została stracona o świcie 27 września 1942 roku w więzieniu Berlin-Plötzensee.

Najbardziej znany wiersz Bobowskiej, “Bo się uczę…”, napisany w Forcie VII w Poznaniu, przyniosła w bucie z więzienia zwolniona z więzienia we Wronkach ciotka Stanisława Kwiatkowska. Wiersz ten, pełen bólu i nadziei, rozchodził się anonimowo w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Był czytana przez więźniarki w Oświęcimiu, przez więźniarki w powojennym Fordonie. Na niemiecki wiersz przetłumaczyła Ewa Maria Slaska, odczytywany był przez kolektyw Dziewuchy Berlin między innymi w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet (8.3.2021) podczas performance “Jesteśmy istotne” na Widerstandsplatz (Nettelbeckplatz) w Berlinie. więcej: DEMO Wir sind Widerstand. 

Pamiętamy o niej. Bo była i jest – istotna.

W ramach projektu znalezione osiem wierszy na niemiecki przetłumaczyły: Agnieszka Dębska (2022),  Elżbieta Jagiełło (2022), Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Wiersz “Ostatnie pozdrowienie” przetłumaczony był przez Bettinę Eberspächer w 1995 roku i opublikowany w publikacji “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995) pod redakcją Ewy Marii Slaskiej.

Ostatnie pozdrowienie

Przez gwiazdy i księżyc i słońca promienie,
Przez wszystkie blaski istniejące,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje serce tęskniące.

Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie,
Przez wszystko, co kwitnie i rośnie,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje sny o wiośnie.

Przez świeżą zieleń, przez błękit nieba,
Przez grę kolorów tęczową, lśnienia,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Tchnące miłością purpurową.

Przez bicie dzwonów, przez ptaszęce pienia,
Przez wszystkie śpiewy i dźwięki,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
W tonach żałosnej piosenki.

Przez sny złote i srebrne marzenia,
I poprzez myśli tęsknych roje…
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Przyślijcie Wy mi serca swoje.
(Alt-Moabit, 1941?)

Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen

Von Mond und Sternen, von Sonnenstrahlen,
Von allem Lichtschein der Welt,
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und mein sehnendes Herz.

Von allen Bäumen und Sträuchern, des Windes Atem,
Von allem, was wächst und was blüht
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und meinen Frühlingstraum.

Von Himmelsblau und von frischem Grün,
Vom Glanz, von des Regenbogens Spiel der Farben
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Von purpurner Liebe behaucht.

Von Vogelgesängen, von der Glockenschlägen,
Von allem, was tönt und was singt
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen,
Der wie ein Klagelied klingt.

Von goldenen Träumen, silbernen Verlangen,
Von der Sehnsuchtsgedanken Spiel
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
– Schickt Ihr euer Herz zu mir

(übersetzt von Bettina Eberspächer, 1995)

***

Modlitwa

Za wszystkie dobre z Bożej ręki wzięte
Za skarby wiary, za pociechy święte
Za trudy, prace i trudów owoce
Chwile szczęścia i długie niemoce
Za spokój, walkę
Za chwile szczęścia i dni żałoby

(23.4.194?)

Das Gebet

Für all das Gute aus Gotteshand erfasste
Für Glaubensschätze, für die heiligen Troste
Für Arbeit, Mühen und deren Gewinn
Die Glücksmomente und Tage ohne Sinn
Für Kampf und Frieden weltweit
Für Glück und für die Trauerzeit.

(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)

***

Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Słońce nam zaświeci,
Otworzą Fortu drzwi.
O szczęściu i swobodzie
Gromada więźniów śni.
Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień,
Więzienne znikną mury,
Fortecy zniknie cień.
I radość znów zagości
Wśród śmiechu jasnych śnień.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.
Hasłem naszym będzie:
Rodzina, kraj i Bóg.
Ochoczo chwycim w dłonie
Młot twardy, miecz i pług.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.

(194?, Fort VII, Poznań)

Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Die Sonne scheinen
Die Tore der Festung sich öffnen
Von Glück und Freiheit
Träumen die Gefangenen.
Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Die Gefängnismauer verschwindet
Der Schatten der Festung auch.
Die Freude wird einziehen
Im Lachen heller Träume
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Alles wird gut
Wir kehren heim
Unser Schlagwort heißt
Familie, Vaterland und Gott
Mit Freuden greifen wir
Zu Hammer, Schwert und Pflug
Alles wird gut
Wir kehren heim.

(übersetzt von Monika Wrzosek-Müller, 2022)

***

Kochanej Mamusi w dniu imienin 15.5.

Ach tak bym chciała dziś pod stopy Twoje,
jak wonnych kwiatów, rzucić marzeń roje,
życzeń tysiące.

Ale są chwile, gdy nie można w słowa
oblec tych uczuć,
które w sobie chowa
serce bijące…

Ale są chwile, gdy wielkie wzruszenie
zamienia rwący się okrzyk – w milczenie
i głos tamuje…

Matuś, wiesz dobrze, że Twoja pieszczocha
Z całego serca prawdziwie Cię kocha.
Ty wiesz, co czuję…

Nenia dla Matuli

(1942)

Der geliebten Mama zum Namenstag 15.5.

Ach, wie gern würd ich dir heute
Hände voller Träume und lauter gute Wünsche
wie duftende Blüten auf deinen Weg streuen!

Aber es gibt Zeiten, in denen die Gefühle,
die das schlagende Herz in sich verbirgt,
keine Worte finden können…

Es gibt Zeiten, in denen der innere Aufruhr
den Schrei, der sich lösen will, in Schweigen verwandelt
und die Stimme lähmt…

Mami, du weißt genau, dass dein Schatz
dich von ganzem Herzen liebt.
Du weißt, was ich fühle…

Nenia für Mutti

(übersetzt von Anja Witzel, 2022)

***

Ktoś po klawiszach palcami wodzi
O struny skrzypiec czyjaś ręka trąca
Jakaś melodia z dala nadchodzi –
Chcę ją spamięta, lecz tony się mącą –

Śni mi się w nocy nasze pianino –
Czarne i lśniące stoi pod ścianą –
I na mnie czeka, gdy dni szare miną
Wrócę do niego – gdy wolna zostanę…

Na razie śnię tylko i rymy układam
Czasem – choć rzadko – łzy leje
I bajki sobie opowiadam,
I do snów moich się śmieję

Buduję przyszłość promienną, jasną
Podkłady daję z dobroci
I wtedy cela przestaje być ciemną
Przez kraty słońce ją złoci –

A w słonecznej jasnej strudze
W blasku prawdziwych urojeń
Dusza się kąpie jak w strudze
I lżej oddycha serce moje

(1941, Wronki)

Sanfte Finger berühren die Tasten,
Jemand anders zupft die Geigensaiten
Und ich höre ein Lied von ganz Weitem –
Doch der Klang lässt sich nicht festhalten –

Nachts im Traum mein Klavier mir erscheint –
An der Wand glänzend schwarz wartet dort –
Ist das Gräuliche vorbei, bin ich wieder daheim.
Kehre ich zurück, werd‘ ich wieder frei sein…

Bis es soweit ist, kommt ein Traum, kommt ein Reim
Manchmal wein‘ ich, doch zugegeben: selten
Kindheitsmärchen erzähle ich mir
Schaffe es, meinen Träumen zuzulächeln

Eine Zukunft mir baue, eine strahlende, helle
Ihr Fundament ist Güte
Dann weicht das Dunkel der Zelle
Die Sonne dringt ein durch die Gitter

In dem breiten Sonnenstrahl
Phantombilder wirken wahr
Und meine Seele badet wie in einem Bach
Und mein Herz atmet leichter, fast wirklich leicht

(übersetzt von Elżbieta Jagiełło, 2022)

***

Serce me
w złudnym śniepogrążone było.
Przyszedł dzień
Zniknął sen
Szczęście się prześniło.
Tylko myśl
Jeszcze dziś
Przypomina sny.
Dawne piosnki
Budzą troski
Przywołują łzy.

(Moabit, 20.1.1942)

Mein Herz
war vertieft
in Träumerei.
Mit dem Tag
schwand der Traum
das Glück war vorbei.
Heut erinnert
ein Gedanke
an des Traumes Glück
Alte Lieder
bringen Kummer
und Tränen zurück

(übersetzt von Agnieszka Dębska, 2022)

***
Ja lubię sobie wyobrażać
Że jestem z bajki taką dobrą wróżką
Przedziwne cuda mogę stwarzać
Mą czarodziejską różdżką.

I wtedy chodzę i sieję po świecie
Taki radosny, dźwięczny śmiech.
Śmiech, który wszystko zło wymiecie,
Przed którym umknie wszelki grzech.

W takt mojej różdżki tańczą dzieci
Kłonią się kwiaty, szumią drzewa
Gdy zechcę, wiatr swawolny leci
I na mój rozkaz słowik w parku śpiewa.

W dzień wodzę w górze słońce ogniste
I co noc gwiazdy zapalam,
I mgły na łąkach snuję srebrzyste,
I księżycowi świecić pozwalam.

Rankiem rozpylam perliste rosy,
Zawrotnych woni udzielam ziołom,
Rok rocznie złocę pszeniczne kłosy
I deszcz spragnionym zsyłam siołom.

Dzień i noc oraz 4 pory roku
Elfy, chochliki, wszystkie kwietne duszki
I nimfy z łąki przy potoku,
Syreny w morzu – też są moje służki.

(Moabit, 24.12.1941)

Ich stelle mich gerne so vor
Als gute Fee, vorm Märchentor
Mit einem Zauberstab in meiner Hand,
die große Wunder bewirken kann.

So gehe ich freudig durch die Welt
Mit meinem Lachen, das fröhlich klingt
Und all das Böse was im Wege steht
Und jede Sünde vertreiben wird.

Zum Takt meines Zauberstabs tanzen die Kinder
Durch meinen Willen befreie ich Winde.
Die Nachtigal zum Singen ich bezwinge,
Die Blumen zum Grüßen, die Bäume zu Schwingen.

Tagsüber befehle ich der Sonne zu wandern,
Nachts zünde ich Sterne am Himmel an,
Silbrige Nebel lasse ich auf Wiesen landen,
und den Mond leuchten, solange er kann.

Am Morgen sprühe ich perlenden Tau
Betörende Düfte schenke ich den Kräutern
Die Weizenähren bestreue ich mit Gold
Und sende Regen den durstigen Orten.

Der Tag und die Nacht und die Jahreszeiten
die Elfen, Kobolde, jegliche Blumengeister
und all die Nymphen und Wasserjungfrauen
auch die sollen mir ihre Dienste leisten.

(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)

***

Bo ja się uczę… 

Bo ja się uczę największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!

Poznałam smak głodu
I bezsennych nocy (to było dawno)
I wiem jak kłuje zimno,
Gdy w kłębek chciałbyś skulony,
Uchronić się od chłodu.
I wiem co znaczy lać łzy niemocy
W niejeden dzień jasny,
Niejedną noc ciemną.

I nauczyłam się popędzać myślami
Czas co bezlitośnie lubi się dłużyć
I wiem jak ciężko trzeba walczyć z sobą,
Aby nie upaść i nie dać się znużyć
Nie kończącą zda się drogą…

I dalej uczę się największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!

(Wronki, 1941)

Weil ich lerne…

Weil ich die größte Kunst des Lebens lerne:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!

Ich kenne den Geschmack von Hunger
Und schlaflose Nächte (das ist lange her)
Und ich weiß, wie kalt es sticht
Wenn du dich zu einem Ball
zusammenrollen möchtest
Dich vor Kälte schützen.

Und ich weiß, was es bedeutet,
Tränen der Hilflosigkeit zu vergießen
An vielen hellen Tagen
Und einer dunklen Nacht.

Und ich habe gelernt, die Zeit voran zu treiben,
Die sich gnadenlos hinzieht,
Und ich weiß, wie hart man sich selbst bekämpfen muss
Um nicht zu fallen und nicht zu ermüden,
Dass der Weg endlos zu sein scheint…

Und ich lerne immer noch die größte Kunst des Lebens:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst zu haben vor dem, was sein wird!

(übersetzt von Ewa Maria Slaska, 2021)

Lato, lato

Teresa Rudolf

Gołąb z ulicy Chopina

Dziś przyleciał
gołąb poranny,
z ulicy Chopina,
moje dzieciństwo.

Gruchnął znów,
z jakąś skargą,
w zaciśniętym
dziobie jak wtedy.

Zagłuszał inne
ptaki, psy i koty 
biadoleniem tępym,
nieprzetłumaczalnym.

I nagle 
dzwony 
kościelne,
w czystym
powietrzu
poranka,
odebrały
od niego
tę skargę...
Dziwne lato

Lato, 
wyśpiewane ptakami,
od lasów po balkony.

Lato,
przepięknie kolorowe,
rozsłonecznione niebiesko.

Lato,
grzmiące z nienawisci,
miotające piorunami.

Lato,
prażące gorącem ziemię, 
jakby kawę kolumbijską.

Lato, 
goniące ludzi dla ochłody
w wody rzek i basenów.

Lato,  
całe lądy na wiór suszące,
kradnąc wodę, paląc lasy.

Lato, 
cierpiące na 
niestabilność,
jak człowiek,
co kocha
...i zabija. 

Projekt Irena Bobowska – zapowiedź

Anna Krenz & Ewa Maria Slaska

Wrzesień 2022 / 4 wieczory / 4 dyskusje / 4 performance / 4 koncerty / 4 miejsca

Brakująca część historii. Irena Bobowska, zapomniana bohaterka.

Projekt “Brakująca część historii” jest próbą uzupełnienia polsko-niemieckiej historii poprzez przypomnienie kobiet – zapomnianych bohaterek wymazanych z kart historii, Polek, które 100 lat temu walczyły o swoje prawa razem z kobietami w Niemczech, które później stały się ofiarami wojny, ale również walczyły o wolność. Wiele z nich działało w Berlinie lub zostało tu zamordowanych. W tym projekcie chcemy przypomnieć o polskich kobietach w Berlinie, które były prześladowane, torturowane i zabijane przez zbrodniczy reżim, a następnie wymazane z kart historii. W kontekście wojny na Ukrainie temat ten zyskuje zupełnie nowy i aktualny wymiar.

Projekt ma być kolejnym przyczynkiem do debaty o historii w odniesieniu do teraźniejszości, szczególnie w obliczu kolejnej wojny w Europie. Kim były te kobiety, Polki, które walczyły o wolność? Jak wiele możemy się nauczyć z historii i jak o niej rozmawiać? Jak możemy zachować pamięć o zapomnianych bohaterkach? W jaki sposób wspólne debaty historyczne i sztuka mogą przyczynić się do głębszego zrozumienia i uniknąć powtórzenia historii?

W naszych działaniach często mówimy o zapomnianych kobietach, anonimowych bohaterkach, ponieważ w naszej kulturze historię piszą zwycięzcy – mężczyźni. Zapisana w annałach historia opiera się na ciągu wojen, konfliktów, przemocy, w których dominują bohaterowie – generałowie, wodzowie, żołnierze, papieże. Stawia się im pomniki, pisze się o nich epopeje. Dlatego w naszych działaniach często mówimy o zapomnianych kobietach, anonimowych bohaterkach, ofiarach i cichych wojowniczkach.

W ostatnich latach w Berlinie toczy się dyskusja na temat miejsc pamięci i ewentualnej lokalizacji pomnika polskich ofiar narodowego socjalizmu. Debata była długa, odbywała się wśród ludzi na różnych wysokich szczeblach i naukowych stanowiskach, wśród polityków, w Bundestagu. Kobiety, zwłaszcza młode, reprezentantki społeczeństwa obywatelskiego, czy nie należące do zamkniętych kręgów naukowych i osoby zainteresowane, nie brały w tym udziału.

Bohaterką projektu jest Irena Bobowska, poznańska poetka, która w roku 1942 w wieku 22 lat została zamordowana przez hitlerowców w Berlinie. Dla nas jest ona symbolem tych wszystkich młodych, utalentowanych kobiet, które zostały zamordowane, udręczone, torturowane w czasie wojny, a potem wygnane w niepamięć przez potomnych.

Program i więcej info:

A w ramach projektu ogłaszamy też

call for statements!

Druga z czterech debat odbędzie się 8 września pod “naszym” pomnikiem na F’hain.
Temat: Wojna (jako idea, 2 wojna światowa, wojna w Ukrainie). Forma: manifesty!

Serdecznie zapraszamy te z Was, które interesuje temat wojny do wystąpienia z manifestem, oświadczeniem, przemówieniem 8.9.2022 | 18.00.
Po perfo i manifestach odbędzie się koncert Jemka Jemowita.

Zgłoście się na email: bobowskaberlin@gmail.com


Die Reihe besteht aus 4 Veranstaltungen mit Performative Lesungen von Bobowskas Gedichte, mit Diskussionen mit eingeladenen Expertinnen und eine Ausstellung mit Informationen und ein Porträt sowie Werke von Irena Bobowska und den historischen und  Kontext. Darüber hinaus wird eine Gedenkzeitung “Pobudka” (Weckruf) mit Bobowskas Gedichten in polnischer und deutscher Sprache erscheinen – jedes Gedicht wird von einer anderen Frau übersetzt. Ende des Jahres wird auch eine Publikation zum Thema erscheinen.

Die Botschaft der Polinnen* ist ein Kunstprojekt von Anna Krenz, es ist eine temporäre mobile Rauminstallation mit Spitzenwänden ohne festen Sitz. Die Botschaft veranstaltet Treffen, Ausstellungen und Diskussionen zu Politik, Umwelt und engagierter Kunst. Die Eröffnung und Einweihung der polnischen Botschaft fand im Juni 2020 im Haus der Statistik in Berlin statt. www.facebook.com/AmbasadaPolek/

“Die Kunst ist das Gewissen der Menschlichkeit.” Anna Krenz

Die Veranstaltungen an diesen Orten werden von der Botschaft der Polinnen* begleitet.

PROGRAMM: 

Heimat

1. September 2022 (Donnerstag), 18.00 Uhr | Regenbogenfabrik, Lausitzer Str. 22, 10999 Berlin (Kreuzberg)

Performance: Karen Kandzia
Diskussion mit:
Anna Burek / 
Soziolinguistin, Autorin
Masha Pryven / 
Fotografin instagram.com/masha.pryven/
Dr. Kamila Schöll-Mazurek / Leiterin Welcome-Willkommen-Witamy Interkulturelle Anlauf- und Beratungsstelle für Migranten, Polnischer Sozialrat e.V. / polskarada.de

Konzert: Don Philippe Facebook >>>


Krieg

8. September 2022 (Donnerstag), 18.00 Uhr | „Denkmal für den Kampf für unsere und Ihre Freiheit“, Virchowstraße, 10249 Berlin (Volkspark Friedrichshain)

Performance: Karen Kandzia

Diskussion mit:

Aleksandra Puciłowska, Autorin

Konzert: Jemek Jemowit | www.jemek.net

Unterdrückung

15. September 2022 (Donnerstag),  18.00 Uhr | Kulturkirche Nikodemus, Nansenstraße 12, 12047 Berlin  (Neukölln)

Performance: Karen Kandzia
Diskussion mit:
Marta Ansilewska-Lehnstaedt / Historikerin, Gedenkstätte Deutscher Widerstand www.gdw-berlin.de
Zofia Nierodzińska 
/Kuratorin, Künstlerin, Autorin, Aktivistin. Stellvertretende Direktorin der Galerie Arsenal in Poznań znierodzinska.com
Marina Wesner 
/Architektin, Architekturhistorikerin, Autorin  www.marinawesner.de

Ausstellung: “Frauengefängnis Barnimstraße” von Marina Wesner

Konzert: Helmut Mittermaier | www.guruclub.de/mittermaier/


Erinnerung

22. September 2022 (Donnerstag), 18.00 Uhr | Städtischer Friedhof Altglienicke, Schönefelder Ch. 100, 12524 Berlin (Treptow – Köpenick)
Schirmherrschaft Herr Oliver Igel, Bezirksbürgermeister von Berlin Treptow-Köpenick

Performance: Karen Kandzia
Diskussion mit:
Franziska Bruder / Lagergemeinschaft Ravensbrück Freundeskreis e.V.  lg-ravensbrueck.vvn-bda.de
dr Iwona Dadej
 / Instytut Historii PAN cbh.pan.pl
Klaudyna Droske / Leiterin der Geschäftsstelle der Polonia polonia-biuro.de
Nora Hogrefe / Leiterin der Koordinierungsstelle Historische Stadtmarkierungen im Verein Aktives Museum Faschismus und Widerstand in Berlin. www.aktives-museum.de
Anja Witzel 
/ Referentin der Berliner Landeszentrale für politische Bildung

Konzert: Warnfried Altmann | www.warnfried-altmann.de

Noce i dnie

Teresa Rudolf

Noc tajemnicza

Muchy, komary,
w nocnej sieci
chytrze złapane...

Dźwięki tajemne,
z przodu, z tylu,
zaczepiają uszy...

Dotyk powietrza,
tak odurzający,
świeżością swą...

I te rozkołysane 
kościelne dzwony,
rozwalające nagle

...spiętrzone 
myśli w mej 
głowie...
Już świt

Świergot ptaków
wybudzonych,
ścigających
piewsze
słoneczne
promyki...

Już motory aut
nachalnie tną
zaspaną
jeszcze
nocną 
ciszę...

Niebiesko-złoty
dzień dzisiejszy, 
z granatowej
wynurzony
pościeli...
...ziewa 
szeroko...

9-Euro-Ticket (3)

Christine Ziegler

Ja, auch das ist 9-Euro-Ticket

Liebe Ewa,

die Langstrecke Berlin – Pfalz haben wir natürlich mit einem schön früh gebuchten Fahrschein absolviert. Doch als wir mal in der Pfalz angekommen waren, sind wir tagtäglich von Landau aus mit Bus oder Bahn zu den schönsten Wanderrouten gefahren.

Auf dem Weg nach Kaiserslautern war es dann besonders nett. Da wurden wir nämlich auch mal kontrolliert. Und trotz Maske war zu sehen, dass sich die Schaffnerin freute, dass sie Gäste aus Berlin im Zug hatte. Sie fragte uns aus, was wir so machen und schwärmte davon, auch bald mal nach Berlin zu fahren. Wirklich: bin schon lang nicht mehr so gerne kontrolliert worden!

Es ist eine feine Sache, allüberall im Land für jeden Bus, für jeden Zug ein gültiges Ticket zu haben. Einfach einsteigen, das war noch nicht mal in den Förderbedingungen für die BahnCard 100 enthalten.

Schiefgehen kann es mit der Bahn natürlich auch: Am Sonntagmorgen wurde uns verkündet, dass der Zug nach Bern verspätet eingesetzt wird, er war einfach noch nicht fertig geputzt. Alles steigerte sich ins Absurde, als am Gleis eine Zugdurchfahrt angekündigt wurde. Dieser Zug rollte auch gleich herein in den Bahnhof – und blieb stehen. Ok, also doch unser Zug? Alle schnappten Kind und Kegel und enterten den Zug, um dann verunsichert in der Tür stehen zu bleiben. Den ganzen Bahnsteig entlang, alle zwischen Tür und Angel. Da trabte J. zum Zuganfang, wenigstens der Fahrer musste doch wissen, was es mit dem Zug auf sich hatte. Nach gefühltes zehn Minuten Rätselraten war dann geklärt, dass dies ein Zug nach Frankfurt sei, der müsse aber mit der Abfahrt warten, bis der Zug nach Bern sich auf den Weg gemacht hat. Aber wohin kommt nun der Zug nach Bern? Keiner hatte Ahnung, auch nicht die Schaffnerinnen, die auf ihren Zug warteten. Na dann endlich die Auflösung am Gleis „direkt gegenüber“:
Ach, endlich dann ein Platz ergattert und das ruhige Leben an Bord konnte einsetzen.

Doch dann wurden die Informationen immer wilder. Wann würden wir in Heidelberg sein? Welche Anschlüsse können wir erreichen? Ab Hanau war keine Gewissheit mehr. Frankfurt selber wurde nicht angefahren, irgendwo wird gebaut. Die DB-App behauptete steif und fest die alten Zeiten, die längst nicht mehr erreichbar waren. Plötzlich fuhr nach Frankfurt Süd der Zug noch durch Mannheim, ohne zu halten. Aber wieso? Jetzt war selbst der Schaffner baff. Später hörten wir von Feuerwehreinsatz am Gleis. In der Nähe von Darmstadt war ein Weizenfeld in Flammen aufgegangen.

In Heidelberg war jegliche Gewissheit über hereinkommende Züge zu Zeit und Gleis ausgesetzt. Die Hitze war unerträglich, das Gepäck schwer, die Kinder müde, eine unglaubliche Melange. Und alle treppauf, treppab auf der Suche nach dem verlegten Zug.

Doch waren es dann doch nur zwei Stunden, in anderen Gegenden der Welt kann das noch ganz anders enden.

Ist das der Sommer, in dem wir lieber zuhause bleiben? Die, die noch fliegen, können sich im Moment auch nicht sicher sein, ihren Flug tatsächlich angeboten zu bekommen. Zu wenig Personal für Service und Sicherheit. Die Ferien beginnen und die Staumeldungen vervielfachen sich.

Und trotzdem, der Tapetenwechsel tut der Seele gut.


In der Pfalz leben liebe Freude, manche kenne ich schon seit den 80er Jahren. Im Wald sein war sowieso eine Erholung. Die gelegentlichen Aussichten immer eine Freude. Jedes Mal, wenn ich die erste Hügelkette erklommen hab und ins weite Waldland schaue, werde ich ganz froh und glücklich. Na und Essen und Trinken ist dort auch von bester Qualität. Lange Gespräche in lauen Sommernächten, wir hatten von Allem das Beste. Pünktlich um viertel nach zehn flog die Eule jeden Abend über das Haus.


Neun-Euro-Ticket ist super, wenn es genug Züge und genug Personal gibt. Wenn die Bahn auch in die Lage versetzt wird, unserer Reiselust zu begegnen. Die meisten, die wir trafen, hatten Spaß an ihrer Arbeit und behielten trotz Hitze und genervter Menschen ringsum die Contenance. Ok, nicht alle, einen Stinkstiefel haben wir in Neustadt schon auch getroffen. Aber die Aufgabe war durchaus schwer. Da stand der ersehnte Zug am richtigen Gleis und sollte plötzlich nicht mehr im Einsatz sein? Alle wieder raus, wieso das? Antworten gab es da sowieso nicht, nur schlechte Laune.

Doch sowas gleich doch die Schaffnerin bei Kaiserslautern locker aus, oder?

Liebe Grüße

Christine

Odlot Gandawski

Mal Content

Chcecie posłuchać opowieści lekko szurniętego strasznego dziadunia? Czynicie to, uprzedzam lojalnie, na własną odpowiedzialność.

Czas temu jakiś odwiedziłem perłę Flandrii, czyli Gent. Lub, jeśli wolicie, Gand. Po prostu: Gandawę. Nad starym miastem – bogatym, pięknym i budzącym zazdrość, iż są na świecie takie miejsca, gdzie przeciąg historii nie hula niemal bez przerwy, nie niszczy wszystkiego oraz pozwala żyć zadziwiająco stabilnie i dostatnio – nad tym zbiorowiskiem mieszczańskich (w najlepszym tego słowa znaczeniu, zawierającym w sobie solidność, zasobność i spokój) zabytków góruje katedra św. Bawona. Skądinąd ten Bawon to bratnia dusza, bo też lekko odklejony był od rzeczywistości, ale nie o nim jest ta opowieść.


Przed katedrą statua Huberta i Jana van Eycków. Czym żesz się bracia owi tak zasłużyli Miastu, iż z wdzięczności wystawiło im pomnik? Cierpliwości, za chwilę.

Zdjęcie z sieci


Wnętrze katedry, jak cała Gandawa, zasobne, dostojne i wzniosłe. Co prawda tu i ówdzie łagodne szaleństwo zostawiło swe ślady, ale bez przesady!


Najważniejszy w świątyni jest oczywiście tryptyk autorstwa braci van Eyck, czyli Adoracja Mistycznego Baranka. Fotografii własnego autorstwa tutaj nie pomieszczę, bo nikomu nie sprawi estetycznej przyjemności oglądanie odbicia wizerunku strasznego dziadunia w szybie pancernej, chroniącej arcydzieło. Musiałem skorzystać z reprodukcji znalezionej na internecie. Lecz uprzedzam: nie oddaje ona w pełni tego, co widać na obrazie! Zwłaszcza tego niezwykłego światła, które przenika jego przestrzeń.

Ołtarz Gandawski (zdjęcie z sieci)

Bo właśnie o nie tu chodzi. O światło: nadnaturalne, odrealnione. Słowem – mistyczne. Musicie uwierzyć na słowo lub odwiedzić Gandawę. Światło, które wprowadza w swoisty trans. Program ikonograficzny, czyli wszystkie te postacie, które się kłębią wokół Baranka, mogą zainteresować, ale nie muszą. Światło, bijące nie wiadomo skąd (bo, wbrew pozorom, nie z nimbu otaczającego Gołębicę – Ducha Świętego), to światło zniewala.

Ja już kiedyś, gdzieś widziałem coś takiego! Kiedy? Gdzie? Mam!!! Ależ oczywiście! Lou Reed. Perfect Day. Nie tyle piosenka, ile teledysk. I to ten wyjątkowy, z udziałem „Wszystkich Wielkich”. Pomijam fakt, iż możność wysłuchania takiej piosenki w wykonaniu takiego zestawu głosów (Bono, David Bowie, Duran Duran and others) jest już sama w sobie, by użyć ryzykownego językowo porównania, „ucztą dla ucha”. Chodzi mi, jakże by inaczej, o światło, którym operują twórcy klipu: nadnaturalne, odrealnione… Nie dajcie się nabrać na to, iż jego źródłem jest diaskop.


Skąd więc to światło? Czy raczej – takie światło? Chechez la femme! Tę, która towarzyszy Lou Reedowi. Tę, która pije z nim sangrię w parku i karmi zwierzęta w ZOO. Tę, która sprawia, iż jego dzień jest aż tak perfekcyjny. Niewiasta to zaiste wielka i, nomen omen, bohaterska… Heroina.

Tu i tam mistyczne światło. Tu i tam transowy odlot. Na tyle inspirujące, by się im przyjrzeć z uwagą. Ale nie na tyle atrakcyjne, by się w nich pogrążyć. I bez tego jestem już lekko szurnięty. Bo inaczej jakżebym mógł wysnuć i wystrugać takie odklejone skojarzenia?

Wieczorne myśli

Teresa Rudolf

Człowiek w człowieku

Ach, być człowiekiem
i być z człowiekiem,
piekielnie trudno...

W miłości, w przyjaźni,
w radości, smutku,
w skardze, złości i żalu...

Trudno ciągle nim być,
by nie stracić siebie, 
tych, co ranią, nie ranić...

Zostać wciąż człowiekiem, 
"mimo i jednak i chociaż"
dopóki uporu i siły starczy...

Być człowiekiem gotowym 
do spotkania z drugim,
na chwiejnym moście,

z całą słabością człowieka
w człowieku, by ujrzeć znów
w człowieku... człowieka.

Mimo burz i sztormów, 
kiedy serce ciągle...
niezaradnie z głową
...się kłóci.

I czasem przegrywa...

Popatrz

Popatrz, znów 
pszczoła
w amoku 
kwiaty całuje...

Popatrz, znów
mucha
odkrywa
świat czułkami...
 
Popatrz, znów
czerwienią się
krwiście
polne maki...

Popatrz, znów
koty nocą
prowadzą swe
podwójne życie...

Popatrz, znów
i znów i znów...
po prostu wciąż
jestem, jesteś...
Piękny bukiet     

Polne
kwiaty 
delikatne, 
jedwabiste,
z ozdobnej wazy
spoglądają na świat

...z wyrzutem, 
wielkim żalem,
płacząc każdy cicho:

Nie chcę
z mej łąki 
na ten stół,
gdzie moje
nogi z korzenia,
czemu tyle wody,

...zobacz 
topię się, 
zachłystuję...

Gdzie moje
aromaty
świeżości,
przezielone
powietrze,
zachwyt ptaków?

...nic już
nie słyszę, 
nie wącham...
 
Gdzie 
te stokrotki
obok mnie,
takie białe,
i niewinne,
a i te mlecze

...tyle życia,
a na wietrze
taniec kwiatów...

Nagle,
aroganckim
ruchem 
ze stołu strącony
bukiet w niełasce,
w ciemność wpada.

...a na stole wielki,
nowy, piękny bukiet
z  kwiatów przerażonych...

Gdy wakacje są ważniejsze niż wojna

Tekst znaleziony na Facebooku 22 czerwca 2022 roku. Tytuł ogólny tego wpisu pochodzi ode mnie. Wydaje mi się, że wakacje, słońce, plaża, jezioro sprawiają, że zapominamy, co się dzieje na wschód od Polski. Tekst opublikowała na Facebooku Justyna Sobolewska, która podała go za Tomaszem Sikorą. Autorką tekstu jest Halyna Kruk, ukraińska pisarka i poetka, która wygłosiła go w Berlinie podczas otwarcia Festiwalu Poezji.

Zdjęcie tytułowe na stronie facebookowej Halyny

Halyna Kruk

Wojna nie jest metaforą

W czerwcu 2014 roku, kiedy rosyjskie kolumny czołgów wjeżdżały na ukraińskie regiony Doniecka i Ługańska, powiedziałam podczas odczytu w starej, dobrej Europie, że w takiej sytuacji nam, Ukraińcom, trudno będzie rozmawiać o poezji. Po czym moderatorka – 30-letnia Rosjanka z Berlina – wzięła się za pouczanie, że poezja jest ponad wojną, że wielka kultura rosyjska jest ponad wojną, że Cwietajewa, Achmatowa czy Pasternak nigdy nie zniżali się do tak przyziemnych, zwykłych tematów jak wojna, patrzyli na wieczność, byli ponad tym wszystkim. A w ogóle co to miałoby mieć wspólnego z Rosją? Przez osiem lat staraliśmy się, aby nasze głosy były słyszalne: hej, jesteśmy na wojnie, część naszego kraju jest okupowana, tu codziennie giną ludzie. Upominano nas i pouczano jak uparte dzieci: nie mów o tym, przestań, bądź mądrzejszym, bądź ponad tym.

Rosja od ośmiu lat budowała swoją armię i przygotowywała się do inwazji na pełną skalę, a apetyt rósł. Rosyjscy poeci nadal uparcie spoglądali w wieczność, nie zdając sobie sprawy, jak ich kraj stał się autorytarnym państwem imitującym demokrację, kultywując jednocześnie narrację o własnej wielkości. Ci, którzy nie mogli już sobie poradzić, wyemigrowali i nadal prezentowali rosyjską kulturę jako wysublimowaną rosyjską fasadę. Przypuszczam, że moje słowa nie spodobają się wam, zaznajomionym z najlepszymi świadectwami kultury rosyjskiej. Nie musicie w to wierzyć, tak jak mieszkańcy Borodjanki , Hostomla i Buczy pod Kijowem nie chcieli uwierzyć, że Rosjanie przyszli ich zabić, nieuzbrojonych cywilów, bez powodu, bez przyczyny, bez różnicy. Mężczyźni i kobiety, dzieci i starcy. Zabijaj, gwałć, niszcz. Nie przychodzi mi do głowy żadna metafora, która uczyniłaby te słowa bardziej atrakcyjnymi lub przynajmniej mniej szokującymi.

Metafory nie działają przeciwko ludziom z karabinami maszynowymi. Kiedy twój samochód, którym ty i twoje dzieci próbujecie uciec przed wojną, zostanie przejechany przez czołg, żaden wiersz nie pomoże. Kiedy siedzisz całymi dniami przed zawaloną piwnicą wieżowca i słyszysz w środku krzyki swoich dzieci i wnuków, ale nie możesz ich wydostać, poezja jest nie na miejscu. Wydarzenia te są mocnym materiałem, europejski autor mógłby napisać o nich książkę na wieczność, a którą będzie czytać się w kółko. Ale ktoś, kto sam tego doświadczył, nie napisze tej książki. Ponieważ nikt nie ma siły, by przez to wszystko przejść, a potem tłumaczyć ten ból innym.

Wojna tworzy przepaść między tymi, którzy jej doświadczyli, a tymi, którzy znajdują się w bezpiecznej oddali. Widzę, że z każdym dniem coraz trudniej jest wytłumaczyć osobom z zewnątrz, jak się czujemy my, którzy jesteśmy w środku. A moja potrzeba wyjaśniania czegoś znika. Mówimy językiem, który staje się coraz bardziej niezrozumiały, nie mamy nastroju na poezję. Kiedy twój mąż jest na froncie, część krewnych jest poddawana straszliwej okupacji w obwodzie chersońskim, a inni w obwodzie charkowskim są pod ciągłym ostrzałem; kiedy ciągle trzeba być przygotowanym na kolejny alarm przeciwlotniczy, bo czasem naprawdę przylatuje coś, co zabija – wtedy trudno być wzniosłym. Poezja przybiera wtedy swoje własne formy, jako spontaniczna modlitwa, lament, a nawet przekleństwo przeciwko wrogowi. Te formy poezji są obce współczesnej poezji europejskiej, są funkcjonalne i rytualne, niezwykle istotne w swoich emocjach, niezwykle subiektywne, bardzo żałosne i nietolerancyjne. Trudno być tolerancyjnym wobec wroga, który zabija ciebie lub twoje dzieci. Kiedy zabije jednego, bierze się za następnego. Nie sądzę, że możesz być ponad to.

Obecnie jedna piąta mojego kraju jest czasowo zajęta. I niestety to nie jest metafora. Ludzie z okupowanych terytoriów są zabijani, terroryzowani, deportowani do obozów filtracyjnych w Rosji, rodzice i dzieci rozdzielani, wynaradawiani. Żadna poezja nie ma na to słów. Moja tablica na Facebooku aż roi się od zdjęć niesamowicie pięknych ludzi – mężczyzn i kobiet, rodziców, dzieci, zamordowanych przez Rosję. To nie jest metafora. Facebook blokuje lub usuwa te zdjęcia jako informacje zawierające intymne treści, które mogą zdenerwować użytkowników mediów społecznościowych. Ci ludzie nie urodzili się, by zginąć na wojnie, nie dostali dyplomu ukończenia studiów lub jakiegoś niższego stopnia, by zginąć na wojnie, nie rozwinęli swoich talentów, by umrzeć na wojnie. Utrata tych ludzi rozdziera ziejącą ranę, która pozostaje – w naszych duszach, w naszej kulturze, nauce, gospodarce, przemyśle, społeczeństwie. To nie jest metafora.

Nie znam żadnej poezji, która mogłaby uleczyć tę ranę. Ta wojna zabija nas wszystkich, każdego na swój sposób, chociaż na zewnątrz możemy wyglądać bezpiecznie i zdrowo, ale teraz poruszamy się małymi skokami, nawet na otwartej przestrzeni, głośne dźwięki sprawiają, że drżymy, a nasze małe dzieci, które miały doświadczenie siedzenia w piwnicy pod ogniem, nie płaczą już, kiedy się boją. Nawet najmłodsi wiedzą, że płacz może kosztować ich życie. I to też nie jest metafora.

Wojna wszystko wyjaśnia do tego stopnia, że ​​praktycznie nie ma już miejsca na poezję. Tylko na świadectwa.

Tymczasem nasi rosyjscy koledzy tworzą wzruszającą i głęboką poezję o wieczności, w bezpiecznym miejscu, na emigracji, gdzie nie ma strzelania, mając na uwadze artystyczne podejście i nie rozpraszając się brudem i przeciwnościami rzeczywistości. I ani syrena, ani kule, ani okupant z karabinem maszynowym lub czołgiem nie powstrzymują ich od skoncentrowanej pracy.

Bardzo żałuję, że poezja nie zabija.

Paula Rego

for Kate & Clint

Me

She died two weeks ago and everybody wrote some words about her. So I decided to do it also, but on different way.
On March 2022 I saw her exhibition in Bristol in a big gallery Arnolfini.
Now, knowing she died, I took rather that exhibition text to remember her as everything, that should be written about her now as a hommage. In that text she is still alive.

She

Paula Rego, (26 January 1935 – 8 June 2022) was a Portuguese-British visual artist known particularly for her paintings and prints based on storybooks. Rego’s style evolved from abstract towards representational, and she favoured pastels for much of her career. Her work often reflects feminism, coloured by folk-themes from her native Portugal.

Rego studied at the Slade School of Fine Art, University College London, and was an exhibiting member of the London Group, along with David Hockney and Frank Auerbach. She lived and worked in London.

In 1957 she returned to live in Portugal with her husband, the painter Victor Willing, and their three children, before finally settling in London in 1963.

In 2009 The Casa das Histórias, a museum dedicated to Rego, opened as a permanent home to the artist’s entire collection of over 200 prints alongside drawings, preparatory works and paintings loaned by the artist.

Major solo exhibitions and retrospectives have been key to Rego’s extensive career, with her work housed in major public and museum collections all over the world.

Rego explores themes of power, rebellion, sexuality and gender, grief and poverty, often through female protagonists. One of the most important figurative artists of her generation, her work ranges from painting, pastel, and prints to sculptural installations.

The Exhibition

Rego makes a welcome return to Bristol (almost 40 years after her first exhibition here in 1982-83), creating an opportunity for a new generation of visitors to explore the artist’s rich and imaginative world. Featuring over 80 prints from across Rego’s extensive career, the exhibition explores her interweaving wit and dark humour, delving into the art of storytelling through Rego’s reinterpretations of well-known narratives and classic tales, repositioning the role of women at their centre.

Subversive Stories also looks deeper at Rego’s mastery of the printed medium, exploring the process of printmaking as it informs Rego’s multi-layered interpretations, bringing shadowy readings to childish mischief, whilst casting a light on present-day politics, most notably those affecting women.

Bringing together early examples of experiments in etching and lithography, her much-loved series Nursery Rhymes, Peter Pan, Jane Eyre and the Pendle Witches, and less familiar stories, such as The Prince Pig and The Curved Planks, Rego pulls us into a world of not so ‘wicked’ women, childhood adventure, and folklore and fairy tales, in which the underdog reigns supreme, as Rego reinforces her reputation, taking ‘the side of the beauty not the beast.’

Warning

Please note, this exhibition includes images that explore sexuality, abortion, and the practice of female genital mutilation.


Subversive Stories

Arnolfini welcome us to venture into the extraordinary imagination of Paula Rego, one of the leading figurative artists of our generation. Known for her powerful paintings and dynamic storytelling, she has also harnessed the alchemical power of printmaking, drawing audiences into her disquieting world.

Embracing etching and lithography at art school, Rego later recalled it was a relief from painting: ‘It’s like swimming after you have been on a dry land for so long.’ The spontaneity and fluidity found in printmaking can also be likened to the act of oral storytelling. Having learnt English at a young age, Rego’s own stories intertwine the fairy tales, folklore and fables of both, Portugal and England (her adopted home).

As a child Rego would play with a miniature Spanish theatre acting aut the everyday and filling the pages of diaries and sketchbooks with ilustrated word and images. Her subsequent work explores a multitude of themes including power, rebellion, sexuality, gender, religion, and the inherent brutality of life. Like her subject matter, the inspiration for her stories is vast, encompassing childhood, fairy tales, opera, politics, and her own interior world.

Mist I (from Pendle Witches series)
Paula Rego 1996
etching and aquatint
plate size 35.8 x 29.5 cm / paper size 67.5 x 52.1 cm
Edition of 30
Courtesy Paula Rego and Cristea Roberts Gallery, London
©️ Paula Rego
 

It is within these hybrid, interwoven stories, that Rego reinterprets and subverts narratives. Placing women and girls at their centre, her storytelling challenges established gender roles, fuels sexual ambiguity, undermines the innocence of children, and interchanges traditional notions of good and evil.

Rego utilises the implicit nature of storytelling as a subversive act, employing its shapeshifting qualities to explore an idea from multiple angles, often in series. In similar manner she draws on the metaphorical possibilities of printmaking, a medium reliant upon the contrast between light and shade. Childish mischief is embodied with darker meaning, whereas the harrowing practice of illegal abortion is brought out of shadows.

Within these ‘subversive stories’ Rego draws together the multilayered language of print with an age-old love of literature, reminding us taht: ‘it is through stories that we interpret the world around us’. A master of reinterpreting, reimagining, and reinspiring it is with glee that she shares (in recent documentary) that she is, still, ‘always looking out for a story’.

Podcast


Berlin, 10th of June 2022

Poziomki i cmentarze

Ela Kargol

Rok temu nie było nas na urodzinach Wiktorii Korb, ale chyba nie miała nas wtedy jeszcze jak ugościć. Poziomki dopiero się zadomowiały, a kamieniarz wykuł dopiero co litery i słowa. Błyszczą obsypane złotem, pod datami, imieniem i nazwiskiem jest jeszcze jedno bardzo ważne złote słowo: PISARKA
To wtedy powstała ta chyba nigdzie nie zmieszczona notatka.


U Viki w ogrodzie rośnie coraz więcej poziomek. Pchają się wszędzie. Ciekawe, czy wiosną będą znowu dojrzewać. Jest zielono, ale mało kwieciście.
Z Viki tak naprawdę zaprzyjaźniłam się po jej śmierci. Znałyśmy się wcześniej, ale dopiero teraz często ją odwiedzam. Ten nowy adres, ten na wieczność, jest dość blisko mojego miejsca zamieszkania.
Lubię ten cmentarz. Przejrzysty, z katakumbami. Mówią o nim cmentarz artystów. Jeżeli Joseph Beuys miał rację, to leżą tu sami artyści, bo artystą jest przecież każdy.
To taka przyjaźń w jedną stronę. Nie byłoby śmierci, nie byłoby przyjaźni. Pewnie, że jestem w lepszej sytuacji. Wybieram kwiaty, które lubię, odwiedzam, kiedy chcę, odchodzę, kiedy chcę. Dopiero niedawno skończyłam czytać twoją pierwszą książkę.
Lubię tu przychodzić. Gdy dowiedziałam się o tym, że mam raka, też tu przyszłam, z córkami, wnukami. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciastko. Z wnukami gonilismy wiewiórki. Wiktorii Korb tu jeszcze nie było. Była już Marlena Dietrich, Helmut Newton, Yaneck, Ferruccio Busoni, Michael
Schoenholtz, Ulrich Gressieker… byli inni. Teraz jest tu Viki, pisarka.

Wiktoria Korb skończyła 11 czerwca 2022 roku 77 lat, albo skończyłaby, jeżeli w niebie liczymy lata od początku.
Fejsbuk przypomniał o urodzinach Viki, bo fejsbuk, od kiedy się pojawił, stał się nieśmiertelny.
Wprosiłyśmy się trochę na twoje urodziny. No bo jak byś miała nas zaprosić? Ale znaki dawałaś. Przypuszczałyśmy, że nas nie ugościsz, kawę i ciacho wzięłyśmy ze sobą. A tu takie miłe zaskoczenie. „Stół“ zastawiony, aż się uginał.


Najpierw uczta dla oczu, a potem modły dziękczynne do stwórcy, za to, że oprócz wielu rzeczy, które stworzył, jedne z najpiękniejszych są poziomki.

Chmiel na bezsenność
rezeda na nerwy
tymianek na nieśmiałość
chrzan co leczy chore korzonki
to wszystko tak dużo że mało
gdybyś nie stworzył poziomki,
pisał Jan Twardowski.

A więc najpierw uczta dla oczu, potem dla ciała.
Lepszego terminu na urodziny, nie mogłaś sobie wybrać, zresztą nie ty wybierałaś. Wszystko kwitnie, dojrzewa. Właściwie już lato, choć to późna wiosna. Już rok temu zauważyłam, że obok miejsca, które wybrałaś sobie na wieczność, albo wybrano je tobie, zakwitają poziomki. Jedną ci wtedy podarowałam, po prostu przesunęłam ją bardziej w twoim kierunku.