Na Dzień Kobiet

Matylda Wikland

Jutro jest rzeczą, bądź rozmyślania roztopowe

Podczas jednego z wykładów prof. Czarnocki zauważył, że w ostatniej ławce dwóch studentów gra w karty. Profesor przerwał wykład i poprosił, aby grający do niego podeszli. Zapytał, w co grają, a oni odpowiedzieli, że w pokera. Na pytanie o stawkę odrzekli, że grają o 5 zł za punkt. Profesor zdziwił się, że grają tak nisko, wyciągnął z kieszeni 10 zł i dał im, mówiąc: „Ja w waszym wieku też grałem w pokera, ale o wieś, a czasami o kilka wsi. Przykro, że gracie tak nisko, a teraz słuchajcie wykładu, bo to wam się bardziej w życiu przyda niż gra w karty”.

(prof. Janusz Emerich, “Wspomnienie o prof. Wilhelmie Czarnockim”)

Poruszenie wzwyż, przepuszczenie sennego świstu powietrza, i osunięcie się na wycyzelowane ramy podstawy. Chwila spokoju, słońce muska łagodne wzgórki lodu niczym oszlifowane czułą ręką rzemieślniczą. Fala wzbiera znów, uniesienie, oddzielenie, odepchnięcie, płyta z westchnieniem opada.

Continue reading “Na Dzień Kobiet”

Wakacje w Anglii (2)

Drugą część zimowych wakacji angielskich spędziłam w Kornwalii, czyli na tym sięgającym w Ocean Atlantycki cyplu angielskiej wyspy położonym na południowym zachodzie od… wszystkiego. Za Kornwalią jest ocean, za oceanem Ameryka.

Wakacje w Kornwalii zapewnili mi Kasia, której cioteczną babką była teściowa mojej teściowej, oraz jej mąż Clint. Bardzo im dziękuję!

Continue reading “Wakacje w Anglii (2)”

Sny w bluesie

Teresa Rudolf

Tiulowe baranki

Kiedy przychodzi noc,
wpada światło księżyca
jasne, srebrne i chłodne, 
myśli układają się do snu.

Myśli dziś ostre jak brzytwa,
choć i łagodne jak baranki,
rozliczają, lub też chwalą
miniony, senny już dzień.

W głowie galimatias,
chaos emocji i logiki,
aż…ta tiulowa niemoc
szczelnie zasłoni oczy. 

Sen na sztalugach

Bledniemy sobie nieustająco,
coś wpycha nas brutalnie
do lamusa wspomnień
by zamknąć szufladę…

Nie wystarczyły moje
słodziutkie akwarelki,
a później olejne farby,
ani też i te krzykliwe…

Nie wystarczyły, 
wiem, wiem, wiem,
nie można nieustająco
malować równocześnie…

…na  kilku 
sztalugach,

..na mojej,
 i na czyjejś.

Cierpienie zwierząt. Wisława Szymborska (2)

Jarosław Dzięgielewski
Jeleń
Wydanie drugie, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1973



Nie ma już w Europie dużych dzikich zwierząt, które by żyły jeszcze poza zasięgiem naszej ludzkiej laski niełaski. Tylko drobnica wymyka się spod kontroli i miejscami bytuje na prawdziwej swobodzie. Dużym gatunkom może się tylko wydawać, że istnieją jak chcą, w rzeczywistości jednak poddane są zdalnie kierowanej hodowli. Gdybyśmy się uparli i energicznie do dzieła zabrali, moglibyśmy każdy większy gatunek unicestwić do ostatniej sztuki w ciągu dwóch, trzech lat, a przy żywym współudziale biurokracji to nawet w ciągu lat pięciu. Naturalnie nikt tego sobie nie życzy. Czytając książkę Dzięgielewskiego, w której jest absolutnie wszystko, co dotyczy jelenia w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, doszłam do wniosku, że piękne to zwierzę będzie istniało w Europie aż do ostatniego myśliwego. Myśliwi zginąć mu nie pozwolą, bo kto lubi polować, musi mieć na co. Tak tedy myśliwy przemyka przez karty tej książki w podwójnej roli: niszczycielsko-opiekuńczej, jako anioł zagłady i anioł stróż równocześnie. W prawej ręce dzierży strzelbę, a lewą przesyła jeleniowi całusa. Bodaj najczęściej używanym słowem w książce, oprócz słów „jeleń” i „poroże”, jest “odstrzał”. Odstrzał poprawia rasę, bo eliminuje osobniki niepełnowartościowe. Odstrzał czuwa nad pożądaną proporcją w ilości samców i samic. Odstrzał reguluje rozmieszczenie zwierzyny, aby mogła dobrze prosperować nie niszcząc nadmiernie materii leśnej i polnej. Odstrzał poprawia nawet urodę jeleni, uniemożliwiając rozród takim egzemplarzom, którym rogi rosną nie tak, tylko tak. Jednym słowem odstrzał działa na różne sposoby dla dobra jeleni i tylko to jest przykre, że one o tym nie wiedzą.

Continue reading “Cierpienie zwierząt. Wisława Szymborska (2)”

Wakacje w Anglii (1)

Ewa Maria Slaska

Na przełomie stycznia i lutego byłam w Anglii. Wcale nie taki dziwny czas na wakacje. Było już wiosennie, kwitły kwiaty, temperatury sięgały nawet 12 stopni powyżej zera, mimo to było raczej chłodno i przez większość czasu deszczowo. Jednak udało mi się obejrzeć różne wystawy i zwiedzić różne miejsca. W wielu tych wyjściach ktoś mi towarzyszył i z reguły to on właśnie robił zdjęcia. Wszystkim “ktosiom” bardzo dziękuję.

Londyn, dzielnica Chiswick

Konrad

Przemiła “staro-wesoło-angielska” część Londynu. Małe domki, małe sklepiki i restauracyjki, mili, spokojni ludzie miło i spokojnie popijają kawę w miłych i spokojnych kawiarenkach. Na zdjęciach akurat jestem ja, ale też tu chyba jestem miła i spokojna.

Londyn, cmentarz Highgate

Na cmentarz Highgate chodzi się przede wszystkim dla Karola Marxa. Ma to wszelkie cechy pielgrzymki. Dlatego też wejście na cmentarz, który jest raczej zaniedbany i zapuszczony i nie umywa się do Peré Lachaise, Powązek czy cmentarza Łyczakowskiego, kosztuje 10 funtów, podczas gdy wejście na tamte wielkie cmentarze europejskie jest za darmo. Co gorsza ten Marx za 10 funtów jest paskudny i nieautentyczny.

W grobie pochowano też żonę Karola, Jenny von Westphalen, ich gospodynię, Helenę Demuth i ich córkę Eleanor. Marx i reszta jego kompanii zostali pochowani w bocznej alejce, w niedużym grobie szeregowym, który do dziś istnieje. Dopiero w roku 1954 Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii wzniosła mu sowieckie w duchu pomniczydło w bardziej wyeksponowanym miejscu. Rzeźbę wykonał Laurence Bradshaw. Na pomniku wyryto jedno z najsłynniejszych zdań ludzkości i na pewno najsłynniejsze zdanie Marxa: WORKERS OF ALL LANDS UNITE (Proletariusze wszystkich krajów łączcie się). Wyryto mu też jednak inne zdanie, a mianowicie tzw. 11 tezę o Feuerbachu: THE PHILOSOPHERS HAVE ONLY INTERPRETED THE WORLD IN VARIOUS WAYS – THE POINT HOWEVER IS TO CHANGE IT (Filozofowie tylko interpretują świat, ale tak naprawdę chodzi o to, by go zmienić).

W latach 70 ktoś próbował dokonać nieudanego zamachu bombowego na ten pomnik. Zapewne czyn ten miał podłoże polityczne, ale ja bym go też chętnie wysadziła w powietrze za jego napuszoną arogancję.


Londyn, Victoria and Albert Museum

Marceli

Nie byłam w tym muzeum ponad 50 lat. Zapamiętałam z dawnych czasów salę ze starymi naparstkami. Nie było żadnych naparstków! Poza tym bardzo ładnie. Wszystko bez ładu i składu, jak na luksusowym bazarze. Ogromne cenne dywany, nieprawdopodobne szkło, Turner i piękne widoki z okien.

Wspaniała wystawa o Marii Antoninie, jej strojach i biżuterii. Kobiety przychodzą na tę wystawę w niezwykłych sukniach.Nie wiedziałm, więc byłam ubrana zwyczajnie, ratował mnie jedynie mój różowy berecik. Na wystawie jest też ostatnia suknia, jaką skazana na śmierć królowa kupiła sobie, już będąc w więzieniu – bawełniana drukowana z materiału w stylu  Toile-de-Jouy produkowanego w słynnej fabryce niemieckiego przedsiębiorcy Christophera Philippe’a Oberkampfa, który w XVIII wieku na stałe osiadł we Francji.


Londyn, Tate Modern

Izabela

Poszłyśmy na wystawę o Picassie. Wstyd przyznać, ale nawet niezbyt mi się chciało. Myślałam sobie, ach jej, już tyle Picassa widziałam, bez sensu. No ale poszłam i bardzo jestem wdzięczna Izabeli, że mnie na tę wystawę namówiła. Było kilkadziesiąt obrazów z różnych epok jego malarstwa, i to rzeczywiście było po trochu takie jak zawsze, genialne, ale przecież wszystko już widzieliśmy, im jesteśmy starsi, tym więcej. Ale był też film Le Mystère Picasso’ (reżyseria Henri-Georges Clouzot) o tym, jak pracował Picasso, jak zmieniał swoje prace nawet 20 razy, tak że na końcu na płótnie nie pozostawało już nic z tego, co zainicjowało dany obraz. Po skończeniu jednego z takich obrazów Picasso obraca się do kamerzysty i reżysera i mówi, “widz pomyśli, że machnąłem to w 10 minut, a tymczasem…”, “…malowałeś to pięć godzin” dopowiada reżyser. Rewelacja!

***
W holu Tate Modern stoi ogromna kolumna futer reniferów. Uchwyciłam na zdjęciu mniej więcej jedną trzecią instalacji, całość jest znacznie wyższa, sięga pewnie trzeciego piętra.


To część instalacji Goavve-Geabbil, w której Máret Ánne Sara pokazuje symbiozę natury, ludzi i zwierząt na dalekiej Północy. Na instalację składają się też symbolicznie zaznaczone wiklinowymi witkami jurty pasterskie, kompozycje czaszek i kości i dziwna, przejmująca kompilacja dźwięków. Artystka jest Samijką , a jej praca jest refleksją nad życiem jej ludu. Hodowla reniferów, kiedyś oś życia i kultury Samów, podlega ustawicznym ograniczeniom. Wydobycie surowców, produkcja energii, zmiany klimatyczne naruszają więzi zwierząt, ludzi i krajobrazu. Kultura Samów zanika.

Tak się kończy londyńska część moich tegorocznych wakacji. Jutro jadę do Kornwalii. Wpis za tydzień.

Magdalena Zawadzka w Berlinie

28 lutego 2026

Magdalena Zawadzka, wybitna polska aktorka, odwiedzi Berlin 28 lutego 2026 roku. Spotkanie autorskie, połączone z prezentacją jej książki “Taka jestem i już!“, odbędzie się o godz. 16:00 w Ambasadzie RP w Berlinie, a poprowadzi je Andrzej Pakuła. 

Szczegóły wydarzenia:

  • Data: 28.02.2026, godz. 16:00.
  • Miejsce: Polnische Botschaft in Deutschland / Ambasada Polska w Niemczech.
  • Prowadzący: Andrzej Pakuła.
  • Książka: “Taka jestem i już!”.
  • Rejestracja: Wymagana przez formularz https://forms.gle/69cqHU4DfZZhKe3E6 (niestety, być może nie ma już miejsc wolnych, ale zawsze warto próbować, bo czasem się coś zwalnia)

Wydarzenie jest okazją do spotkania z aktorką znaną z licznych ról teatralnych i filmowych. 

https://culture.pl/pl/tworca/magdalena-zawadzka

https://pl.wikipedia.org/wiki/Magdalena_Zawadzka

Pierwotnie spotkanie zainicjowane było oddolnie i miało przypomnieć Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, poetkę, która zmarła w Anglii w lipcu 1945 roku. Od jej śmierci minęło 80 lat, co Senat RP uczcił, ogłaszając rok 2025 Rokiem Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Instytucje polskie w Berlinie nie zorganizowały żadnych obchodów, dobrze więc, że teraz przyjedzie do Berlina Magdalena Zawadzka, która w swej recytatorskiej aktywności poświęciła “Lilce” wiele miejsca. Dziękujemy, Magdo! I mamy nadzieję, że w Berlinie też ją przypomnisz.

Między soplem a pąkiem

Teresa Rudolf

×××

A kiedy już śnieg
we mnie stopnieje, 
dziś pod brudnymi 
butami pluszcząc,

patrzę w akwarelki;
niebieską i złotą
wiszące tam,
wysoko nade mną,

i czuję tę niekiedy
śmieszność uczuć
ludzkich, chcących
przechytrzyć zieleń,

budzącą
się w nas,
gdy się …
ją dopuści.

×××

Czekam,
a przecież
nie wiadomo,
co po drugiej
stronie lustra….

Biel już nie bawi,
choć przecież bawiła,
świat cicho sobie
drzemie pochrapując.

​Słońce zagląda w okna,
lecz jeszcze nie grzeje,
w sercu jednak powoli, 
coś ciepłego się rodzi.

Wiosna o wejście 
przenigdy nie prosi,
ona już idzie w ukryciu, 
w milczeniu, w sokach roślin, 
schowanych przed nami,
aż znów niedługo świat 
wybuchnie kolorem…

Polinnen während des 2. Weltkrieges in Berlin


Tekst po polsku poniżej

Jutro / Morgen / Tomorrow

Vernissage der Ausstellung: Mutige Frauen
Wernisaż wystawy: Odważne kobiety

Freitag, piątek
20.02.2026, 19:00
SprachCafé Polnisch / Polska Kafejka Językowa
Schulzestr. 1, 13187 Berlin-Pankow
S-Bahn Wollankstraße



Continue reading “Polinnen während des 2. Weltkrieges in Berlin”