Listopadowe spacery cmentarne. Poppy Day.

Ela Kargol

Brytyjski cmentarz w Stahnsdorfie (Berlin South-Western Cemetery)

O tym, czy maki kwitną w Stahnsdorfie wiosną, muszę się jeszcze przekonać. Na pewno zakwitają 11 listopada, a ściślej w niedzielę najbliższą tej dacie.

11 listopada 1918 w wagonie kolejowym w lesie Compiègne został podpisany rozejm między Ententą i Cesarstwem Niemieckim, kończący I Wojnę Światową. Rozejm wszedł w życie tego samego dnia o godzinie 11. Tego dnia Polska po 123 latach zaborów odzyskała niepodległość. W 1937 roku ustanowiono w Polsce 11 listopada Narodowym Świętem Niepodległości.

W Finlandii 11 listopada obchodzony jest Dzień Ojca, w Tajwanie Dzień Bliźniąt, w Chinach Dzień Singli, w Stanach Zjednoczonych Dzień Weteranów, we Wspólnocie Narodów Dzień Pamięci (Remembrance Day) nawiązujący też do dnia zakończenia I Wojny Światowej. Dzień Pamięci nazywany jest także Dniem Maku (Poppy Day).

Mak już od starożytności symbolizuje wieczny sen i śmierć. Makami przystrajano grobowce faraonów. Architektura sepulkralna pełna jest maków wykutych w kamieniu.

Mak jest rośliną ulotną, przemija szybko, jak życie. Nasiona jego z kolei mogą wykiełkować nawet po 30 latach.

Najbardziej lubi ziemię nagą, bez roślin, taką przeoraną i wymęczoną, wzruszoną pługiem lub wojną.

Poppy Day nie wziął się ze starożytnych wierzeń, ale z flandryjskich pól, pól, gdzie toczyły się najkrwawsze bitwy I Wojny Światowej.

John Alexander McCrae był kanadyjskim poetą, lekarzem, żołnierzem Kanadyjskich Sił Zbrojnych. Brał udział w Wielkiej Wojnie. Podczas drugiej bitwy o Ypres 2 maja 1915 roku ginie jego dobry przyjaciel. Pogrzeb odbywa się następnego dnia i wtedy McCrae dostrzega ogrom kwitnących maków na wojskowym polowym cmentarzu. Zaraz potem John McCrae pisze swój słynny wiersz In Flanders Fields. Czerwony kwiat maku staje się symbolem Dnia Pamięci w krajach anglosaskich i w ten dzień noszony jest z dumą przypięty przez Brytyjczyków do ubrania. Ze sztucznych maków powstają wieńce, składane w miejscach upamiętniających wojny, nie tylko tę pierwszą. W Poznaniu, na cytadeli na Cmentarzu Wojennym Wspólnoty Brytyjskiej, jedynym takim cmentarzu w Polsce, od lat składa się w niedzielę najbliższą 11 listopada wieńce ze sztucznych maków. Te wieńce widziałam już tam kilka razy i aż wstyd się przyznać, nie umiałam ich połączyć z żadnym świętem. O samym maku-symbolu, papierowym kwiatku, dowiedziałam się również stosunkowo późno.

Wojskowy cmentarz w Stahnsdorfie (Berlin South-Western Cemetery) założony został w roku 1924. Jest częścią znanego cmentarza Südwestkirchhof Stahnsdorf, o którym TU pisałam niedawno. Pochowano tu 1172 ofiary Wielkiej Wojny. Przy Heerstrasse w samym Berlinie znajduje się inny Brytyjski Cmentarz Wojskowy dla ofiar II Wojny Światowej, na którym wśród żołnierzy innych narodowości pochowanych jest pięciu Polaków służących w Polskich Siłach Zbrojnych w Wielkiej Brytanii.

Te cmentarze projektowane są wszystkie w podobny sposób, zgodnie ze standartami Komisji Grobów Wojennych Wspólnoty Narodów. W centralnym miejscu umieszczony jest Krzyż Ofiarności (Cross of Sacrifice), w rzędach w wojskowym szyku ustawione są jasne wapienne stele z nazwiskiem zmarłego,  w równym szyku przed nimi rosną rośliny ozdobne i kwiaty. Wśród kwiatów na pewno są róże. Maków nie widziałam, ale to nie ich pora kwitnienia.

Przyjechaliśmy w tym roku tu specjalnie, żeby uczestniczyć w Remembrance Sunday, o godzinie 11 w dniu 8 listopada. Jechaliśmy z Berlina rowerami, bez współczesnych udogodnień, z mapką narysowaną ołówkiem na kartce. W końcu i przy końcu drogi wiedzieliśmy, że cmentarz musi być już gdzieś w pobliżu i wtedy wyłoniła się jakby z brytyjskiej mgły postać w meloniku z parasolem, w klasycznym trenczu z przypiętym do niego po lewej stronie papierowym makiem. Bardzo precyzyjnie i krótko opisał nam drogę i wojskowym szybkim krokiem pomaszerował dalej. Na cmentarz dotarł przed nami. Bo myśmy pojechali za głosem dudziarza, który ćwiczył w sosnowym lesie swoje smutne granie przed główną ceremonią. Była msza, bardzo uroczysta. Po odegraniu na trąbce wojskowego sygnału The Last Post nastąpiły dwie minuty ciszy. Krótko potem trębacz zagrał pobudkę Reveille. Nasz Brytyjczyk stał wyprostowany trzymając prawą rękę na sercu. Pastor opowiadał o okrucieństwach wojen i o utrzymaniu pokoju za wszelka cenę, i o wspomnieniu tych, co polegli. I nagle rozległy się dudy, pieśn żałobna wygrana z taką mocą i żalem, że aż mnie przeszedł dreszcz, tym bardziej, że nie widziałam dudziarza, słyszałam tylko muzykę, a potem go zobaczyłam, stąpającego między jasnymi grobami tych, najczęściej młodych, chłopców.

John McCrae

In Flanders Fields

In Flanders fields the poppies blow
Between the crosses, row on row,
That mark our place; and in the sky
The larks, still bravely singing, fly
Scarce heard amid the guns below.

We are the dead. Short days ago
We lived, felt dawn, saw sunset glow,
Loved, and were loved, and now we lie
In Flanders fields.

Take up our quarrel with the foe:
To you from failing hands we throw
The torch; be yours to hold it high.
If ye break faith with us who die
We shall not sleep, though poppies grow
In Flanders fields

Wśród Flandrii pól

Wśród Flandrii pól kwitnący mak
krzyża za krzyżem barwi szlak,
kres naszych dróg. Skowronka lot
wzbija się ponad armat grzmot
co śpiew mu głuszy – dzielny ptak.

Nasz los to Śmierć. Wciąż życia smak
w pamięci trwa, choć miłość wszak
nie kończy się, nasz grób jest tu,
wśród Flandrii pól.

Podejmij walkę, tam wciąż – wróg,
weź z rąk omdlałych złoty róg.
Niech zabrzmi znów, nie zawiedź nas,
Bo zburzysz nam spoczynku czas.
Zbudzimy się, choć maki śpią
Wśród Flandrii pól.

Tłumaczył Tichy na blogu Okruhy (Salon24)

Wiersze / Gedichte

Tibor Jagielski

F

faun jest dziki, faun jest zły,
faun ma ostre rogi, kły,
jeśli spotykasz fauna w gaju,
wiedz, że kluczem jest do raju.

tegel in nebel

mein flughafen blieb still heute nacht
die radarflügel
die lichter
schutdown

50 jahre sah ich zu dir hin
brachte dort jemanden
oder empfing

ich werde dich
vermissen

IX XI MMXX

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Schloss_Tegel_Sammlung_Duncker.jpg

lato czarnych stóp

lato było pełne jagód
lepiły się do stóp
ich sok tryskał obficie
i farbował wszystko na czarno

panował upał jeżyny
pęczniały od słodyczy
śliwki dojrzewały przedwcześnie
a żarłoczne osy dobierały się
im do skóry

nawet zmrok nie przynosił ulgi
nie spadła kropla na ziemię
i co raz to wybuchały pożary
zmęczeni ludzie chwytali za wiadra i sikawki
przeciwko smokom
ogień! ogień!
rozlegało się wkoło

a ja
niczym łoś wędrowałem po mokradłach i bagnach
przepływałem jeziora
by spocząć w cieniu olch

nie byłem sam
towarzyszyła mi miłość
niosła mnie ścieżka
drzewa rozwierały gałęzie
a nawet skały rozsuwały się
i wiatr dodawał skrzydeł

gwiazdy
mrugały do mnie na dobranoc
budziło słońce
tego lata obrodziły jagody
nie byłem sam

26 VIII 11/ 22 XI 20

Autor podpisał to zdjęcie / Autor gab dazu so eine Unterschrift: Amrumtasse

Achtung! Es geht um unsere S-Bahn!

Die S-Bahn Ausschreibung

Online-Konferenz *

Mi., 25.11.20 | 19:00 | RegenbogenKino

Was will der Senat – was will das Bündnis “Eine S-Bahn für Alle!” ?

Bis jetzt ist die S-Bahn noch zu hundert Prozent in der Hand der Deutschen Bahn, also in staatlichem Eigentum.
Doch vor wenigen Monaten wurden zwei Teilnetze – das sind zwei Drittel der gesamten S-Bahn – europaweit ausgeschrieben. Das heißt: Privaten Unternehmen wird die Tür für den Betrieb der S-Bahn und die Instandhaltung der Fahrzeuge geöffnet. Dabei kann nicht nur für den S-Bahn Betrieb auf jedem der beiden Teilnetze ein anderes Privat-Unternehmen den Zuschlag bekommen, auch die Instandhaltung der Fahrzeugen für die beiden Teilnetze kann an zwei verschiedene Privatunternehmen vergeben werden.
Das bedeutet die Zerschlagung und Privatisierung der S-Bahn.

Die Berliner*innen haben in den vergangenen Jahren mit Privatisierungen nur schlechte Erfahrungen gemacht. Das Wasser wurde privatisiert und musste dann – nach dem erfolgreichen Volksentscheid – für viel Geld wieder zurück gekauft werden. Tausende Wohnungen, die einmal der Stadt gehört haben, wurden ebenfalls verkauft.
Jetzt gibt es die Kampagne “Deutsche Wohnen & Co enteignen”, mit der ebenfalls viele Häuser, ehemals in städtische Hand gewesen, in öffentliche Hand zurückkehren sollen.

Wir wollen nicht, dass ein drittes Mal wiederholt wird, was zwei Mal komplett in ein Desaster geführt hat.

Das ist das Ziel des Bündnisses “Eine S-Bahn für Alle”:
Die Zerschlagung und Privatiserung der S-Bahn zu verhindern. Die Ausschreibung umfasst ein Volumen von 8 Milliarden Euro. Ein Abbruch der Ausschreibung ist möglich.

Redende:
Janek Neuendorf (S-Bahner, Mitglied der EVG), Ava Matheis (Bündnis “Eine S-Bahn für Alle”), ein Vertreter des AKI in der IG Metall

Veranstalter: Bündnis “Eine S-Bahn für Alle”

Mehr Infos gibt’s hier.
* Online-Zugang ab 18:40  unter:
https://bbb.extern.alt.coop/b/and-t4m-fkp
Nutzt als Browser Chrome oder Firefox.
Internet Explorer funktioniert nicht!

Pomnik / Denkmal (Reblog)

EMS: I ja tu jestem wymieniona. Tak o mnie będą kiedyś pisać: “Ta, wzmiankowana tu i tam.” / Auch ich bin hier erwähnt. So werde ich vielleicht mal in gemeinsamer Erinnerunng funktionieren, als “die, die hie und da erwähnt wurde”.

Krzysztof Ruchniewicz

Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy,

bardzo się cieszę z ostatniej decyzji Bundestagu w sprawie „Pomnika-Polskiego”.

Postanowiłem przypomnieć sobie moje nieoficjalne próby ruszenia sprawy z miejsca. Być może część z Was przypomina sobie mój apel z … 2016 roku. Niestety, wtedy moja inicjatywa nie spotkała się z wielkim poparciem. Pamiętam, że odradzono mi. Uznano, jest jeszcze za wcześnie itd. Nawiązałem wtedy kontakt z F. Mausbachem (lub on ze mną). Wywiązała się ciekawa korespondencja. Przekonałem go, by przejął inicjatywę i by odtąd była to tylko niemiecka inicjatywa. Do listu dołączam mój tekst z 2016 roku i kopię listu p. Mausbacha.

Świetnie, że wreszcie udało się podjąć decyzję o stworzeniu takiego miejsca pamięci, dopełnia ono mapę pamięci, która tworzy się w stolicy Niemiec.

Serdecznie pozdrawiam

Krzysztof

Liebe Kolleginnen und Kollegen,

Ich bin sehr erfreut über die jüngste Entscheidung des Bundestages zum “Polen-Denkmal”.

Ich beschloss, mich an meine inoffiziellen Versuche zu erinnern, die Angelegenheit voranzubringen. Vielleicht erinnern sich einige von Ihnen an meinen Appell von … 2016.
Leider stieß meine Initiative damals nicht auf große Unterstützung.

Ich erinnere mich, dass ich entmutigt war. Es wurde gesagt, es ist noch zu früh und so weiter. Ich nahm Kontakt mit F. Mausbach auf (oder er suchte den Kontakt mit mir). Es gab eine interessante Korrespondenz. Ich überzeugte ihn, die Initiative zu ergreifen, und von da an würde es nur noch ein deutsches Projekt sein. Ich füge dem Brief meinen Text von 2016 und eine Kopie des Briefes von Herrn Mausbach bei.

Es ist großartig, dass die Entscheidung zur Schaffung eines solchen Gedenk- und Erinnerungsortes endlich gefallen ist, sie vervollständigt die Landkarte der Erinnerung, die in der deutschen Hauptstadt entsteht.

Ich grüße herzlich

Krzysztof

PolendenkmalProjekt   PolendenkmalInitiative

 

Cmentarz w Stahnsdorfie

Ela Kargol

Gdy w sklepach oferują przecenione stroje kąpielowe i dmuchane baseny, czekoladowe pierniki i sztuczne choinki, szkaradztwa hallowenowe, a pomiędzy nimi znicze i wiązanki nagrobne, to znaczy, że przyszła jesień, która jeszcze tęskni za latem, ale już wyczekuje zimy, radości świąt, choinki i gdzieś pomiędzy wkłada nam umieranie, groby, cmentarze,

Wszystkich Świętych i Niedzielę Wieczności.

Nie pojadę w tym roku na grób taty, bo takie czasy, Na grób przyjaciółki nie pójdę, bo jeszcze grobu nie ma i gdzieś tam czeka na swoją kolej pomiędzy ziemią a niebem. Według pogańsko-chrześcijańskich wierzeń nie powinna długo czekać, bo tyle ile niedziel minie do jej pogrzebu, tylu ludzi zabierze ze sobą stąd do wieczności. Takie czasy, dusze pokutują, a ciała czekają w kolejce na grób, na cmentarz, na pogrzeb.

Pojechaliśmy do Stahnsdorfu, zobaczyć jeden z największych cmentarzy w Europie, cmentarz objęty całkowicie ochroną zabytków, cmentarz muzeum, cmentarz, który powstał 111 lat temu, ale opowiada historie dużo starsze. Zajmuje obszar ponad 200 hektarów, leży nieco poza granicami Berlina na południowym zachodzie, w Brandenburgii.

Gdy Berlin w połowie XIX wieku nabrał tempa rozwoju, a liczba mieszkańców raptownie wzrastała, zaczęło brakować miejsc na parafialnych cmentarzach. I wtedy powstał plan budowy dużych cmentarzy za miastem, które oferowałyby miejsce pochówku poszczególnym parafiom i dzielnicom Berlina

W 1908 otwarto Ostkirchhof Ahrensfelde, w 1909 Südwestkirchhof Stahnsdorf, planowany
cmentarz północny Nordkirchhof w Mühlenbeck nigdy nie powstał.

Gdy Hitler marzył o wielkiej Germanii, a Speer jego plany urzeczywistniał, części cmentarzy, które znajdowały się na obszarze planowanej Osi Północ-Południe / Nord-Süd-Achse ulokowano w Stahnsdorfie. Do roku 1940 przeniesiono 15 tysięcy grobów, nie tylko ich zawartości, ale również tysiące okazałych, wspaniałych budowli nagrobnych, pomników, rzeźb, mauzoleów.

Jadąc do Stahnsdorfu znałam tylko jedno nazwisko. Może z uwagi na własne zainteresowania, ale też ze względu na to, że u nas, przybyłych tutaj z Polski, słowniki Langenscheidta do dzisiaj zajmują ważne miejsce na półce z książkami. Gustav Langenscheidt, niemiecki filolog, językoznawca, założyciel wydawnictwa Langenscheid zmarł w roku 1895 w Berlinie i został tam pochowany na Starym Cmentarzu św. Mateusza w dzielnicy Schöneberg (Alter St.-Matthäus-Kirchhof Berlin). W roku 1939
jego rodzinny grobowiec, wraz z doczesnymi szczątkami został przeniesiony do Stahnsdorfu. Do Stahnsdorfu translokowano też inne cmentarze leżące w Berlinie Zachodnim, o którym wtedy jeszcze nikt nie słyszał.

Zakup terenu i powstanie cmentarza w Stahnsdorfie finansował od samego początku Kościół Ewangelicki Berlina-Brandenburgii i Śląskich Górnych Łużyc (Evangelische Kirche Berlin-Brandenburg-schlesische Oberlausitz).

Kilka lat po otwarciu cmentarza uruchomiono linię kolejki podmiejskiej z przystankiem Stahnsdorf Friedhof. Kolejka zwana „cmentarnym pociągiem” lub „wdowim ekspresem” służyła nie tylko żywym. Przeładunek i załadunek trumien odbywał się na dworcach Wannsee, później Hallensee. Po drugiej wojnie światowej zmieniły się granice, Stahnsdorf pozostał w strefie wschodniej, a na cmentarz stworzony dla Berlina Zachodniego trudno było się dostać, aż wreszcie po budowie muru stało się to prawie niemożliwe. Kolej kursowała jeszcze do lat 50 ubiegłego wieku, później rozebrano tory, a w latch 70 wyburzono niszczejący dworzec. Czy restauracja naprzeciwko cmentarza należała do zabudowań dworcowych, tego nie wiem. Jedzenie dość marne, piwo jak wszędzie, za to nazwa restauracji TIC TAC dość kasandryczna. Pijąc piwo, zastanawiałam się nad tykaniem zegara, który kiedyś prędzej czy później wystuka każdemu ostatnią godzinę. Memento mori.

Semafor i tablica informacyjna przypominają o istnieniu dworca. Wchodząc głębiej w zagajnik można zobaczyć omszałe resztki peronu, zagłębienie torów i wolną przestrzeń między drzewami prowadzącą w kierunku Dreilinden i Wannsee.

Cmentarzem kieruje od ponad 30 lat Olaf Ihlefeldt, który nie tylko zna każdą piędź ziemi „dobrego miejsca”, jak sam o cmentarzu mówi, ale sercem i duszą oddany jest temu miejscu. Tłumaczy cmentarz, ponieważ cmentarze potrzebują tłumacza, żeby przemówić i go opowiedzieć.

Choć cmentarz w Stahnsdorfie stoi otworem dla wszystkich wierzących i niewierzących, ludzi różnych wyznań i niewyznań, to jednak nad całością czuwa oprócz Olafa Ihlefeldta Bóg i chrześcijański krzyż. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28) przemawia Chrystus z monumentalnej płaskorzeźby Ludwika Manzla, rzeźbiarza, grafika, malarza, twórcy słynnej szczecińskiej Sediny. 12-metrowy relief z Chrystusem i 24 figurami powstawał w latach 1909-1924 dla ewangelickiego kościoła w Gnieźnie. Kościół ten nigdy nie został zbudowany, Gniezno w roku 1919 roku po wygranym powstaniu wielkopolskim wróciło w granice Polski. Potężna rzeźba stanęła w roku 1924 na stahnsdorfskim cmentarzu. Ostatnie miejsce spoczynku artysta znalazł też tutaj wśród wysokich sosen i brandenburskich piasków.

Niestety na cmentarzu dochodzi coraz częściej do aktów wandalizmu, kradzieży, bezczeszczenia zwłok. Mauzoleum rodziny Hartenecków zostało pieczołowicie odrestaurowane przez studentów kierunku konserwacji zabytków z Wyższej Szkoły Zawodowej w Poczdamie, niestety trumna w krypcie jest pusta. Grobowiec słynnego reżysera Friedricha Wilhelma Murnaua, również kilka lat temu odwiedzili złodzieje. Ukradziono czaszkę twórcy „Nosferatu”, tworząc tym samym współczesną „Symfonię grozy”. Giną miedziane dachy kopuł mauzoleów.

Cmentarz cały czas szuka dofinansowania, oferuje objęcie patronatów nad zabytkowymi grobami, których czas użytkowania już dawno minął. Od 2000 roku działa Stowarzyszenie Wspierające Cmentarz Stahnsdorf; organizuje wykłady, spotkania, oprowadzania, koncerty w kaplicy cmentarnej i inne wydarzenia kulturalne, wyświetla filmy reżyserów tu pochowanych, wystawia opery. Dzieją się tu wydarzenia, może kiedyś niepasujące do tego miejsca, ale w dzisiejszych czasach jak najbardziej.

Cmentarz na przekór wszystkiemu żyje, tak jak kiedyś w zamierzchłych czasach, kiedy był miejscem radosnych obrządków, przenikania dwóch światów życia i śmierci. Dopiero później stał się miejscem ostatecznym, smutnym, niechcianym, którego każdy unikał. Od jakiegoś czasu jest znowu obszarem dla jednych i drugich. Jest miastem umarłych, do którego my żywi chętnie zaglądamy. Podziwiamy budowle, te starsze i minimalizm tych współczesnych, spacerujemy w sosnowym lesie pełnym bluszczu i posadzonych tu dawno temu rododendronów. Zatrzymujemy się na chwilę przed znanym nazwiskiem, przed okazałym pomnikiem i przed trzema boginiami życia i śmierci, Mojrami, prządkami losu człowieka, przed „Prządką” nici żywota, „Udzielającą”, która tej nici strzeże i „Nieodwracalną”, która ją przecina.

Więcej tu: http://www.suedwestkirchhof.de/aktuell.html

 

Leer und sauber / Puste i czyste

Lutz Bauman fotografiert U-Bahn in Berlin / fotografuje metro w Berlinie

u-bahnhof halemweg benannt nach einem widerstandskämpfer der in brandenburg ermordet wurde / nazwany ku czci działacza ruchu oporu podczas II wojny światowej zamordowanego w brandenburgii

u-bahn moritzplatz

u-bahn hallesches tor


u-bahn prinzenstraße

u-bahn rosenthaler platz

???

Nach Marienfelde

Wanderung in der Zeiten der Seuche. Muss man sehr nah Wandern. Berliner Umgebung habe schon längst Entscheidung getrofen, man wünscht sich uns, die Berliner überhaupt nicht. Dan kam gestern weitere harte Corona Entscheidung, Leute die aus fünf polnische Voivodschaften nach Berlin kommen, werden in die Quarantäne geschickt. Darunter ist auch Danzig, Hart, hart, hart geht die Corona an uns zurück.

Text: Christine Ziegler, Fotos: Martin Cames

Ein neues Kapitel aus der Geschichte: Da war ich ja noch nie!

Die Pandemie hat genügend Schattenseiten, die sind auch des längeren beklagt und nicht so leicht auszuhalten. Desto wichtiger ist es, auch den Gewinn sich vor Augen zu führen. Seit März sind Martin und ich unterwegs im eigenen Kiez und darüber hinaus und probieren neue Wege aus. Nur ein Schritt zur Seite und schon öffnet sich eine unbekannte Welt. Wie verblüffend das immer wieder ist!

Nun sind wir aufgrund eines freundschaftlichen Tipps bis Marienfelde gefahren, das war mit hinreichender Sicherheit ein Ort, an dem wir Beide noch niemals waren. Anlass ist das 800 jährige Bestehen des Ortes.

Das wurde natürlich angemessen gefeiert und in diesem Zusammenhang hat das Künstlerduo Maria Vill und David Mannstein mit haushohen Fotos an wichtige Stationen und Personen der Marienfelder Geschichte herausgehoben.

Was haben wir gefunden?

Gleich zu Beginn stoßen wir auf eine freundliche Parole: Die Barmherzigkeit erhebt sich über das Gericht. Wo sind wir gelandet? Wir stehen in der Beyrodtstraße 4 vor der Kirche St. Alfons.

Was hat es damit auf sich? Wir lernen aus dem Begleittext: Der Heilige Alfons war bereits mit 16 Jahren promovierter Jurist. Weil er der Gerechtigkeit noch stärker dienen wollte, studierte er zusätzlich Theologie. Als Seelsorger widmete er sich den Ärmsten, als Theologe entwickelte er eine auf der göttlichen Barmherzigkeit gegründete Moraltheologie, die noch heute aktuell ist.

Da hab ich mich schon gewundert, dass jemand mit 16 Jahren promovierter Jurist sein kann, doch da reden wir auch vom 18 Jahrhundert.

Weiter gings und wir standen gleich darauf an der Marienfelder Allee 6 vor einem Haus, an das nichtwenige unserer Mitberliner:innen eine wahrscheinlich bittersüße Erinnerung haben werden. Marienfelde im geteilten Berlin: Eine Familie ist aus der DDR geflohen und findet Unterkunft im Notaufnahmelager. Das Bild erinnert uns, dass es eine Zeit gab, in der auch Deutsche Flüchtlinge waren – und schafft eine Nähe zu den geflüchteten Menschen, die heute hier aufgenommen sind.

Wir Frühaufsteher:innen waren noch vor der Öffnungszeit angekommen und so ging es gleich weiter zur Kaiserallee 33.

Das alte Preußen lässt grüßen. Aber was ist die Profession der Herren? Das Fahrrad bringt mich auf die richtige Spur, es sind die Männer von der Poststelle. Das Gebäude befindet sich gegenüber vom früheren Kaiserlichen Postamt, Kaiserallee 32. Die Postbeamten aus der Kaiserzeit waren so, wie sie hier stehen, 1905 in einem Gruppenportrait vor dem Postamt positioniert. Wäre es noch da, würden die Beamten von hier aus ihre Post betrachten.

Ok, statt des sicher stattlichen Postamts steht da ein eher unansehnlicher Zweckbau aus den 1970er Jahren und wir machen uns schnell wieder auf, um ein paar Meter weiter auf die Bibliothek zu treffen.

Das Mädchen scheint zu träumen. Es symbolisiert den Zustand der Ruhe, den wir brauchen, um uns von der Muse küssen zu lassen – in Form von Literatur, Musik, Kunst. Erst wenn man die Rückseite des Gebäudes betrachtet, sieht man eine fliegende Eule, Symbol der Weisheit und Tiefgründigkeit. Dem Nachtvogel haftet etwas nicht Greifbares an, so wie es auch in der Literatur immer einen unbegreiflichen „Rest“ gibt.

Von der Marienfelder Allee 107 geht es weiter zu einem Bild, das auch das Fliegen zum Thema hat. Hier hat leider der Zahn der Zeit schon am Motiv genagt.

Über das Motiv am Haus an der Budesstraße 101, am südlichen Einfallstor nach Berlin: Durch den nahen Flughafen ist hier nicht nur der Straßen-, sondern auch der Flugverkehr sehr lebendig.
Das Bild stellt unseren gewohnten Fortbewegungsmöglichkeiten auf humorvolle Weise klimafreundliche Alternativen zur Seite. Wie die Leute das wohl so finden, dass der Flugverkehr sehr lebendig ist? Schade um den Kranich, von dem nur noch der Kopf zu ahnen ist.
Also schnell weiter zu diesen zwei ehrwürdigen Personen. Wir sind ganz ratlos, wer das sein könnte.

Und lernen: Das Ehepaar Adolf und Emilie Kiepert prägte Marienfelde wie kaum jemand anderes. Adolf Kiepert erwarb das Rittergut Marienfelde 1844, baute einen landwirtschaftlichen Musterbetrieb auf und schaffte Erwerbsmöglichkeiten für viele Menschen. Er engagierte sich
vorbildlich für das Gemeinwohl in Marienfelde. Wir finden Adolf und Emilie am Gutshof klebend und alles gehört heute zum Bundesinstitut für Risikobewertung.

So langsam kriegen wir Hunger, doch noch sind nicht alle Stationen gesehen und Vollständigkeit ist
schließlich angestrebt. So finden wir den Weg zur Alten Feuerwache, Al ‐Marienfelde 36.

Das Bild finde ich wunderbar skurril.

Das helle Feuer oben, was mir der Turm der Feuerwache suggeriert ist in Wirklichkeit ein Koi und die Menschen der Räuberleiter findet ihn oben statt unten im Wasser. Was schreiben uns die Künstler:innen?
Ein Motiv mit hohem symbolischem Charakter: Die Räuberleiter steht als Bild für das Zusammenspiel im Sport. Wie so oft im Leben sind es nicht zuletzt soziale Kompetenzen wie Teamgeist und Zuverlässigkeit, die auch Ziele erreichbar machen, die alleine unerreichbar sind.

Ein Schluck Tee zum Aufwärmen, die Augen schon auf dem Weg nach nettem Unterschlupf fahndend, doch noch sind zwei Stationen zu finden:

Herrn Jacobsohn fehlt schon der Kopf, auch da hat das Wetter schon einen Teil der Kunst geraubt. Wenn es nur das Wetter wäre, an diesem Ort wurde schon ganz anderes geraubt: Das Bild zeigt einen durch einen Riss in der Fassade verschwindenden Arzt. Es symbolisiert den Riss im Leben Moritz Jacobsohns, der hier sein Zuhause und seinen Wirkungskreis hatte. Er war in Marienfelde verwurzelt und hoch angesehen. Mittellose Patient_innen behandelte er stets kostenlos, und er und seine Frau unterstützten Hilfesuchende, wo immer sie konnten. Wegen seiner jüdischen Herkunft waren er und seine Familie 1938 zur Flucht in die USA gezwungen.

Noch einmal am Weiher vorbei durch eine kleine Grünanlage stehen wir vor einer Schule. Doch da ist noch mehr zu entdecken. Szenen aus dem Klosterleben: Das Kloster Vom Guten Hirten nahm viele Mädchen und junge Frauen auf, die Opfer von Armut, Kriminalität, Prostitution oder Obdachlosigkeit waren. Durch Fürsorge, Schule und Ausbildung wurden sie auf einen Neuanfang im Leben vorbereitet.

Was ich erst aus begleitendem Material erfahre: Die schwarz gekleidete Schwester macht grad Sport. Turnmutter Hildegard statt Turnvater Jahn?

Heute ist hier noch immer eine Schule.

Es lohnt sich auf jeden Fall, diesen Pfad nachzugehen, wir hoffen, dass die Bilder noch eine Weile erhalten bleiben.

Noch einen Grund haben wir, euch vorzuschlagen, den Weg nach Marienfelde zu suchen. Unsere Rast haben wir bei „Erna und Else“ gehalten, dem Café vom Bauernhof Lehmann. Köstlicher Pflaumenkuchen, das wissen wir schon. Alle anderen Sorten müssen noch probiert werden! Sahen aber schon mal gut aus. Das alles gegenüber der alten Dorfkirche.

https://www.berlin.de/ba‐tempelhof‐schoeneberg/ueber‐den‐bezirk/veranstaltungen/800‐jahre‐ marienfelde/artikel.965959.php

https://www.berlin.de/ba‐tempelhof‐schoeneberg/ueber‐den‐bezirk/ortsteile/marienfelde/

ExpoMetro – uwaga, tylko do 19 października!

Dziś, jutro i pojutrze trzy propozycje, co robić, gdy znowu wisi nad nami Covid-19

Krystyna Koziewicz

Niezwykła galeria w berlińskim metrze – ExpoMetro

Życie kulturalne w czasach pandemii wymaga poszukiwań nowych form aktywności, które ostatnimi czasy przeniosły się do sieci lub w miejsca w przestrzeni publicznej. Coraz częściej proponuje się nam również obcowanie ze sztuką w metrze, co pozwala nam, podróżnym choć na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości i krzątaniny dnia codziennego. Stacja metra na Kreuzbegu – Mehringdamm już nieraz zaskoczyła podróżujących tą trasą znakomitą galerię zdjęć do filmu Minionki czy serialu Wiedźmin, nakręconego przez Netflix wg kultowej powieści polskiego autora SF, Andrzeja Sapkowskiego.

W tym roku team BVG przekształcił stacje metra Mehringdamm i Zoologischer Garten w galerię wystawiającą prace wielu wspaniałych, znanych i nieznanych artystów: Expo Metro. Wystawa została otwarta 9 października i potrwa jeszcze do poniedziałku, 19 października, jest zatem jeszcze czas, żeby pojechać do centrum lub na Kreuzberg i obejrzeć świetną, darmową ekspozycję.

To świetna okazja do spotkania ze sztuką, jej kontemplacji, dająca okazję do wyciszenia, refleksji, a może inspiracji. Artysta zawsze tworzy dla ludzi, po to, by dostarczyć nam nowych przeżyć, wzbogacić nasze życie duchowe. Ludzie czekający na kolejkę na tej właśnie stacji mają okazję, by zamiast nerwowego czekania i patrzenia ze złością na zegarek, bo metro właśnie znowu spóźniło się o 30 sekund, oddać się uspokojającemu i inspirującemu zajęciu podziwiania sztuki i bogactwa jej artystycznych form wyrazu.

W wystawie biorą udział profesjonalni artyści europejscy i amatorzy. We wrześniu wystawę obejrzeli paryżanie, w grudniu zostanie pokazana w Londynie.

Stacja metra: Mehrindamm U-6, U-7

Zoologischer Garten U-9

Więcej info https://expometro.co/de/exhibition/2020-berlin

ARU

AutonomeRepublikUtopia

Ewa Maria Slaska

Kurz bevor die Deutsche Demokratische Republik Geschichte sein würde, wurde am 2. Oktober um 23.53 Uhr am Kollwitzplatz die Autonome Republik Utopia ins Leben gerufen. „Das war für uns ein symbolischer Akt“, sagt eine der Initiatoren, Julia Dimitroff heute. „Wir traten aus der DDR aus, aber wir traten nicht der Bundesrepublik bei. (…) Wir haben das Klettergerüst erklommen, ein weißes Bettlaken mit einem Loch in der Mitte gehisst und die Unabhängigkeitserklärung verlesen“.

Für eine Nacht gab es weder Zeit noch Raum. Utopia halt.

In der Erklärung der ARU (Autonome Republik UTOPIA) hieß es: „Wir sind unabhängig von Staaten und Staatsbürgerschaften, unabhängig von der Politik der Parlamente und Parteien. Die Unabhängigkeit aber fängt im Inneren jedes Kindes, jeder Frau und jedes Mannes an. So wie die Freiheit und so wie der Widerstand. In jedem Herzen steckt eine revolutionäre Zelle.“

So begann der Tag, den viele willkomen hießen, viele aber zutiefst ablehnten. Nicht umsonst hiess damals der Tag der Deutschen Einheit auch der Tag der deutschen Gemeinheit oder der deutschen Depression. Es gab einen Riesenfeier vor dem Brandenburger Tor, aber viele von uns wollten nicht hin. „Alle Hoffnung auf Veränderung wurde an diesem Tag eingefroren, die Aufbruchstimmung, die das Land im Herbst 1989 erfasst hatte, war schon lange hin.” sagte Uwe Rada, dem taz-Publizist, einer der damaligen Oppositionellen aus der DDR.
Die Zeit der Utopie ist sehr kurz gewesen. Symbolisch dauerte sie nur eine Nacht. Wie lange dauerte sie praktisch? Na ja, nicht viel länger als der Sancho Pansa auf seiner Insel Barataria regierte. Bei ihm dauerte es zehn Tage. Und bei uns? Für viele war es, obwohl doch nicht symbolisch, auch nur eine Nacht, allerdings nicht die der Vereinigung, sondern für die aus der DDR wahrscheinlich nur diese eine Nacht als sie am 9. November ungehindert an Kontrollpunkte der DDR in die freie Welt kamen. Für uns, Leute aus Westberlin, war es die Nacht, als der erste Teil Mauer runterfiel (gefallen von den DDR-Grenzsoldaten! – man muß es vollschmecken). Es war ein Freitag mit unglaublich großen Vollmond, es war fürchterlich kalt, aber die Stimmung auf den beiden Seiten der Mauer war unglaublich!

Das Beste, was die deutsche Literatur bis heute über diese Zeit hervorgebracht hat, ist, meine Meinung nach, der langatmiger, langweiliger, grandiöser Roman von Günther Grass – Das weite Feld. Grass äußere sich darin vehement gegen die deutsche Wiedervereinigung und dies hat vielen uns damals sehr gut gefallen. Wir glaubten nicht daran. Wir sehnten uns auf unsere Westberliner-Insel zurück. Der Rausch war vorbei, der Sommer der Anarchie, die Zeit zwischen Noch und Schon – endgültig vorbei.

Ganz im Sinne von Grass gingen wir an dem Tag Pilze sammeln, um sie am Abend gemeinsam zu braten und essen, und Scrabble spielen. Bloss nicht darüber zu denken, was jetzt beginnen wird.

In der Stadt ging aber interessant vor sich, was wir, Parasole essend, nicht wahr nahmen (und nicht wahr nehmen wollten). Am Alexanderplatz sammelten sich 15.000 Leute zur großen Anti-Wiedervereinigungs-Demo. Es flogen Steine, die West-Polizei, die das erste Mal den Ostdeutschen-Boden betrat, knüppelte, die Demo wurde aufgelöst. Es war die erste gesamtdeutsche Straßenschlacht in Berlin. Schaufenster wurden geschlagen, 200 Leute festgenommen. Die taz, schrieb Rada, titelte: „Glassplitter auf deutscher Einheitstorte“.

Die ARU – Autonome Republik UTOPIA – ist zerstört worden, bevor sie überhaupt entstehen konnte.