Temat na czasie. Przed tygodniem ksiądz w Gdańsku spalił książki, które uznał za szkodliwe. I nie był to fake new z okazji Prima Aprilisu. Nie będę tu publikować zdjęć ani podawać nazwiska klechy, ani myślę przysparzać mu sławy. Od Malezji po Mozambik internauci zjednoczyli się w oburzeniu i zdumieniu, że coś takiego w dzisiejszych czasach w ogóle jest możliwe. Cytowano słynne zdanie Heinego z tragedii Almanzor, że tam gdzie dziś pali się książki, za chwilę palić się będzie ludzi. Zdanie to, jak wiadomo, okazało się prawdą w sto lat później w Niemczech. Pisałam o tym TU, a przedtem TU. Ponieważ z tego starego wpisu zniknęło zdjęcie Pomnika Spalonych Książek w Berlinie, zamieszczę je tu raz jeszcze.

Nie ma książek, nie ma pomnika. Jest tylko szklana płyta w bruku. Niecodzienny pomnik autorstwa Michy Ullmana na Placu Bebla w Berlinie.
Może trzeba tu jeszcze przypomnieć napisane po pierwszym paleniu książek na Placu Opery, 10 maja 1933 roku, oskarżenie Josepha Rotha – Wczoraj spaliliście nasze książki, ale to nas mieliście na myśli.
I tak było.
A teraz nuże do baratarystyki. Rozdział szósty, w tłumaczeniu Wiktora Woroszylskiego (Wydawnictwo Tower Press, Gdańsk 2001) – siódmy.
Kiedy Don Kichot, opatrzony, umyty i nakarmiony rosołem z pasztecikiem, zasnął mocnym snem w swoim łożu, jego blada siostrzenica wyrzekła cichym głosem, spuszczając oczy:
– Wielebny księże proboszczu i wy, mości balwierzu, winną się czuję, że nie doniosłam wam w porę o szaleństwie mego wujaszka. Może bylibyście spalili te heretyckie książki i zaradzili nieszczęściu, zanim doszło do tego, co tu widzicie.
– Na całopalenie nigdy nie jest za późno – uspokoił ją proboszcz. – Bądź panna spokojna, dzień nie minie, a na stos poślemy kacerzy!
Musicie wiedzieć, że w owych czasach zdarzało się w Hiszpanii palić na stosie nie tylko książki, ale żywych ludzi, skazanych na to przez Świętą Inkwizycję, czyli bractwo duchowne, tropiące świętokradztwo, odstępstwo od wiary, obcowanie z diabłem i inne grzechy. Niestety, łatwiej było o coś takiego człowieka oskarżyć, niż oskarżonemu dowieść swej niewinności.
Tak i teraz, gdy blada siostrzenica Don Kichota oskarżała o herezję, czyli obrazę prawd religijnych zgromadzone w bibliotece wujaszka opowieści rycerskie, cóż mogły biedne powiedzieć na swą obronę? Trwożnie i błagalnie szeleszcząc kartkami, musiały poddać się wyrokowi, który zapadł bez uczciwego zbadania rzeczy.
Rumiana gospodyni chyżo rozpaliła na dworze wielkie ognisko, powiada zaś autor, cytując powiedzonko hiszpańskie, iż zajmowała się tym z gorliwością takiej pracownicy, która większą ma ochotę palić niż tkać płótno, choćby nie wiem jak szerokie i cienkie. Znajdowało się to ognisko akurat na wprost okien komnaty bibliotecznej, do której wprowadzono inkwizytorów – proboszcza i balwierza.
– Podawajcie mi tedy księgi – rzekł, rozglądając się proboszcz – jedną po drugiej. Zobaczymy, która na stos zasługuje.
– Wszystkie! – zawołała siostrzenica. – Wszystkie co do jednej, to pewne!
Proboszcz i balwierz zbyt byli jednak ciekawi, żeby zgodzili się palić książki bez oglądania. Balwierz jął sięgać kolejno po oprawne foliały i podawać je księdzu po głośnym odczytaniu każdego tytułu; wtedy dopiero ksiądz ogłaszał wyrok i wykonywał go, nie zwlekając.
– „Wielkie czyny Esplandiana” – obwieścił balwierz.
– Giń, wszetecznico! – wykrzyknął proboszcz, przez otwarte okno ciskając księgę na stos.
Sypnęły iskry, „Wielkie czyny Esplandiana” zajęły się odpowiednio też wielkim płomieniem.
– „Florismarte z Hirkanii”.
– Nie zasługuje na łaskę!
I „Florismarte” powędrował za „Esplandianem”.
– „Rycerz Platir”.
– Za innymi niech idzie żwawo!
– Tak, dobrodzieju, tak – dogadywała zadowolona gospodyni – toć mówiłam, że wszystkim się stos należy.
– „Palmerin z Oliwy”.
– I ta oliwa bynajmniej nie sprawiedliwa – niech spłonie, by ani kropli z niej nie zostało.
Tak oto, kiedy Don Kichot, przygodami zmorzony, spał w swym łożu pod baldachimem, proboszcz z balwierzem, w asyście gospodyni rumianej i siostrzenicy bladej, nad księgozbiorem jego w wielkim pośpiechu inkwizycję sprawowali najsroższą. Może i niedobre to książki, może i banialuki opowiadały, z naiwności autorów lub – odwrotnie – licząc na czytelników naiwność, może nawet styl ich mocno szwankował, ale wyznam wam, że kiedy opisuję tę scenę, opisując zaś widzę, jak karty ksiąg w płomieniu się skręcają z sykiem żałosnym, raptem serce mi się ściska, jakbym obecny był przy paleniu ludzi na stosie, i chciałbym rękę inkwizytora zatrzymać…
– „Historia słynnego rycerza Tyranta Białego” – ogłosił balwierz.
Proboszcz drgnął.
– Co, macie tam „Tyranta Białego”? – przepytał się podniecony. –Toć to powieść, gdzie za młodu znajdowałem był kopalnię rozkoszy, daję wam słowo! Pamiętam jak dziś, jest tam Don Kyrieeleyson z Montalbanu, rycerz jakich mało, i brat jego, Tomasz z Montalbanu, walka słynnego Tyranta z brytanem i cesarzowa zakochana w giermku swym, Hipolicie. Styl jest
przedni, daję słowo, kumie, weźcie tę książkę do domu i przeczytajcie, a sami się przekonacie!
– Przeto ułaskawimy tę księgę – zgodził się balwierz.
No, więc jednak! Odetchnąłem na chwilę i wy chyba ze mną. Ale odłożywszy na bok „Historię słynnego rycerza Tyranta Białego”, inkwizytorzy sięgnęli po następne dzieła i te rzadko już znajdowały w ich oczach łaskę, traf bowiem chciał, że rzadko którą czytali za młodu, by móc teraz z rozrzewnieniem wspominać. Z górą sto książek, prozą i wierszem pisanych, poszło na stos, parę zaś zaledwie uniosło głowę z tej rzezi i uniesione zostało na plebanię lub do domu balwierza, by służyć wyjątkowym literackim uniesieniom niszczycieli książek.
To ten cytat, którego szukałam. Wcześniejszy niż Heine i wcześniejszy niż Roth:
…widzę, jak karty ksiąg w płomieniu się skręcają z sykiem żałosnym, raptem serce mi się ściska, jakbym obecny był przy paleniu ludzi na stosie,
i chciałbym rękę inkwizytora zatrzymać…

Kadr z filmu Wojciecha Hasa, Rękopis znaleziony w Saragossie wg powieści Jana Potockiego; najlepszy film fantasy w historii kina polskiego, ze Zbyszkiem Cybulskim w roli kapitana Alfonsa van Wordena, który jest, jakżeby inaczej, kolejną postfiguracją Don Kichota. Dom rodzinny kapitana, wieczorne czytanie z ksiąg fantasy.


Kilku wielkich artystów poświęciło Don Kichotowi, samemu i w towarzystwie Sancho Pansy, ogromne cykle prac. W Baratarii pojawili się już Malczewski,















Wiersz został sześć razy przetłumaczony na polski; tłumaczyli go Jan Koprowski, Krzysztof Karasek, Bolesław Fac, Zdzisław Jaskuła, Wojciech Woźniak
Mama napisała, że daje mi tę książkę

















Będzie to wpis rozrastający się samoistnie, zgodnie z tokiem lektur. Don Kichot i Sancho Pansa oraz donkichoteria pojawiają się wszędzie. Ponieważ o dziwo przez dwa lata nie podałam tu definicji donkichoterii, postanawiam to czym prędzej nadrobić.
Postmodernistyczny żarcik. W filmie Björna Runge Żona grają Glenn Close i Jonathan Pryce. Johnathan grał przedtem rolę Don Kichota w słynnym filmie Terry’ego Gilliama Człowiek, który zabił don Kichota – w filmie Rungego odwołuje się więc do cytatu na temat Don Kichota. Ja, mówi główny bohater, pisarz, który się właśnie dowiedział, że został noblistą, ja… nie mam innego wyjścia, jak powołać się na myśl śródziemnomorską i zacytować medytacje na temat Don Kichota. I am I plus my surroundings, and if I do not preserve the latter, I do not preserve myself.
