Frauenblick aufs Sterben

Monika Wrzosek-Müller

Das reine Land nach Olga Tokarczuk – Letzte Geschichten von Elzbieta Bednarska sowie das Buch selbst

Interessant, als ich über das Stück und das Buch nachdachte (allerdings habe ich das Buch auf Polnisch gelesen), kam mir in den Sinn, dass ich den Begriff „Reines Land“ aus dem Buddhismus kenne. Ja, denn der Amida (Amitabha)-Buddhismus ist ein wichtiger Weg, bei dem das Individuum in reinen Bereichen seine Entwicklung beschleunigen kann und, auf die Andere Kraft vertrauend, wiedergeboren wird, um schließlich in das Reine Land (ins Nirvana, Paradies) einzutreten. Diese Glaubens- und Denkrichtung ist in fast allen asiatischen Ländern weit verbreitet (Japan, China, Korea, Taiwan, Vietnam und Singapur). Der praktische Weg führt durch Konzentration und Visualisierungen zu höheren Entwicklungsstadien.

Continue reading “Frauenblick aufs Sterben”

Listopad wspomnień

Krystyna Koziewicz

Piątek 17 listopada 2023 roku o godzinie 19:00

w Sprachcafé Polnisch
Schulzestr. 1
13187 Berlin
Stacja metra Wollankstraße

Trzecia edycja projektu My Trzy: Ela Kargol, Ewa Maria Slaska, Krystyna Koziewicz

W tym szczególnym miesiącu – listopadzie mamy czas na refleksję i zadumę, listopad to czas na odświeżenie pamięci o bliskich, znajomych i nieznajomych, których nie ma wśród nas, w szczególności tych, co odeszli w 2023 roku. Listopad przybliża pamięć o nich, myślimy, wspominamy i choć nie każdy tworzy wielkie dzieła, to każdy tworzy historię. W naszej polskiej tradycji nadchodzi czas zadumy nad życiem.

Continue reading “Listopad wspomnień”

Ptaki wśród ludzi

Teresa Rudolf

Przed około 20 laty, podczas Dnia Wszystkich Świętych i Święta Zmarłych, przebywałam akurat w Krakowie. 

Mieszkałam wówczas w małym hoteliku i z 1 na 2 listopada nocą, leżąc w łóżku już w ciemnym pokoju, słuchałam na słuchawkach małej komórki Nokia, polskiego radia “Jedynki”.

Moderatorka o przemiłym, niezwykle ciepłym głosie, prowadziła audycję poświęconą wybitnym, zmarłym już artystom związanym z muzyką, (kompozytorzy, piosenkarze francuskojęzyczni i nie tylko…), mających swe groby na paryskim cmentarzu Le Père-Lachaise, choć wyjątkiem był Joe Dassin, który ma grób w Hollywood, a któremu również  poświęciła dużo czasu, uważając go za wybitnego piosenkarza francuskojęzycznego.

Każde “odwiedziny” u jednego z tych artystów były połączone z  jego muzyką, jakimś songiem, krótkim życiorysem i opisem jego grobu.

Oczywiście teksty piosenek lub pieśni były po francusku.

Słuchacze mogli reagować sms-ami, prowadząca od razu je odczytywała tym swoim sympatycznym głosem. Audycja trwała od 24.00 do 2.00 w nocy.

Nie zapomnę tego magicznego nastroju towarzyszącego mi tej nocy.

Wszystkie piękne głosy znanych nam idoli, naszych ulubieńców, lub też nieznanych mi artystów, także kompozycje chopinowskie unosiły się nade mną w tej kompletnej ciemności jak dobre duszki, lub jakieś tajemnicze ptaki.

Czułam się równocześnie uczestniczką wielkiej uroczystości ku czci tak wielu już nieobecnych ludzi, którzy kiedyś, a i tejże nocy zajęli miejsce w moim sercu, powodując, że “dołączali się” do nich moi  bliscy, których już nie było, a słuchali ze mną kiedyś tych właśnie głosów i utworów.

Tym spostrzeżeniem mogłam się za pośrednictwem smsa podzielić z innymi słuchaczami. Oni też pisali. Niektórzy o tym, że czuli się, jakby byli w transie, inni o uczuciu uczestnictwa w jakimś tajemniczym rytuale, misterium.

Po zakończeniu audycji, kiedy zdjęłam słuchawki, w pokoju dało się już tylko słyszeć lekkie pochrapywanie mego męża, któremu rano z zachwytem opowiedziałam o tej tajemniczej nocy.

Cmentarz Père-Lachaise założony w 1804 roku, nazwę swą zawdzięcza spowiednikowi Ludwika IV, jezuicie François de Lachaise.

Leżą tam znani pisarze, malarze, kompozytorzy (między innymi Fryderyk Chopin), śpiewaczka operowa Maria Callas, a także znani piosenkarze jak Edith Piaf, Jim Morisson, paru innych mniej znanych.


Link podany Państwu powyżej zawiera wiele cennych informacji wraz z ciekawymi fotografiami z tego cmentarza, a dodatkową ciekawostką jest to, że zostały one akurat zebrane przez wiernych czytelników naszego blogu, pary podróżującej po świecie, Mikołaja i Reni.

Aby oddać choćby trochę ten nastrój, który owej nocy był moim udziałem, wybrałam parę utworów, różniących się znacznie rodzajem muzyki, językiem wykonawców, ale o wspólnym mianowniku: 

oni wszyscy byli kiedyś i są dziś  ważni w życiu wielu z nas.

Maria Callas, Jim Morrison, Edith Piaf zostali pochowani na cmentarzu Le Père Lachaise w Paryżu, Joe Dassin – w Hollywood.

***

Maria Callas urodzona w 1923 roku w Nowym Jorku.     
Zmarła w 1977 roku w Paryżu.


***
Jim Morisson urodzony w 1943 roku w Melbourne.
Zmarł w 1971 roku w Paryżu.


***
Edith Piaf urodzona w 1915 roku w Paryżu.
Zmarła w 1963 roku w Grasse (Francja).


***
Joe Dassin urodzony w 1938 roku w Nowym Jorku.
Zmarł w 1980 roku we fancuskiej Polinezji/ Papeete.


***
Fryderyk Chopin urodzony w 1810 roku w Żelazowej Woli.
Zmarł w 1849 roku w Paryżu.  

Transsyb (10)

Zbigniew Milewicz

Za syna dygnitarza, do Czeczenii

W zgniłym zaułku leżą ci, którym się nie udało, albo tacy co za ostro grali, miejscowi i przybysze. Oficjalnie jest to „Cmentarz Morski“, mikrorejon, w którym się on znajduje ma jednak tak paskudną aurę, że częściej używa się pierwszej nazwy. Jak na każdym zwykłym cmentarzu grzebie się tam także zwykłych zjadaczy chleba. Na gniłnyj ugołok pojedziemy dopiero jutro.

Dzisiaj oglądamy centrum, m.in. jedyną w mieście cerkiew prawosławną, p.w. św. Mikołaja i kaplicę z pietą, poświęconą poległym, miejscowym stróżom prawa, oceanarium z ciekawymi okazami flory i fauny Pacyfiku, a na koniec miasto z lotu ptaka. Ze wzgórza roztacza się piękny widok na starówkę i nowe dzielnice, port i zatoki. Ziemia we Władywostoku jest skalista i terenów dogodnych pod zabudowę już brak. Aby stawiać nowe domy, trzeba wyburzać stare, albo wysadzać skały, więc grunty budowlane nad Złotym Rogiem są dosłownie na wagę złota i gdzie to możliwe, tam konstruuje się wysokościowce, żeby zaoszczędzić na miejscu. Do pejzażu należą też niestety kominy elektrowni i innych zakładów przemysłowych miasta, z niektórych wali dym, który osiada w dole. Na redzie stoi kilka handlowych jednostek z jakimiś egzotycznymi banderami, wojennych nie widzę, albo nie umiem rozpoznać. Portowe dźwigi odpoczywają, wychodnoje, ale jest ruch w Złotym Rogu i sąsiednich zatokach. Uwijają się po nich motorówki, są też łodzie żaglowe i amatorzy surfingu, ale nie ma wiatru, flauta. Ciepłe powietrze jakby stało w miejscu, jest duszno i parno. Za redą widać kilka wysepek, to jeszcze nie Japonia, jest na dalszym planie – to niewyraźny z powodu mgły górski łańcuch.

Pora coś zjeść. Zjeżdżamy do miasta, zakupy i do Igora. Po drodze oglądam piękną rezydencję z pamiątkową tablicą, poświęconą najsłynniejszej w swoim czasie łysinie hollywoodzkiego kina – Yulowi Brynnerowi, który tutaj urodził się (1920) i mieszkał jako Julij Borisowicz Briner. Był synem Rosjanki, córki lekarza i szwajcarsko-mongolskiego odkrywcy, a jednocześnie konsula Szwajcarii w Rosji, więc luksus miejsca jest zrozumiały. Kawalerskiego, dwupokojowego mieszkania Igora w starej kamienicy pilnuje spory dog, którego najpierw trzeba wyprowadzić na spacer. Dziewczyny w międzyczasie przygotują obiado-kolację. Igor nie jest zbyt gadatliwy, po kawałku wyciągam od niego historię, z której można byłoby z pewnością nakręcić film.

Skończył technikum przetwórstwa ryb i zaraz poszedł do poboru. W ramach zasadniczej służby wojskowej wysłali go do Afganistanu. Pierwszy dzień służby, wszyscy w plutonie nowi, na przywitanie i żeby pokonać tremę przed nieznanym ostro popili. W nocy wsiedli na skoty i pijani ruszyli na patrol; transporter Igora wjechał na minę, jeden kolega zginął, innych poraniło, jemu urwało kawałek lewej pięty. Ta mina paradoksalnie uratowała mu życie, bo tylko paru jego kolegów z plutonu wróciło z Afganistanu do domu. Ze szpitala polowego odleciał z powrotem do kraju, do wojska już się nie nadawał. Chirurg, który go we Władywostoku operował, zastąpił ubytek w stopie kawałkiem platyny. Platynowa pięta zdaje egzamin do dziś.

Nikt nie pozna – demonstruje – że z tą noga jest coś nie tak. Kiedy wydobrzał, wstąpił do milicji. Na początku był w brygadzie do walki z narkotykami, później przerzucili go do sektora tropienia przestępczości wśród „nowych ruskich“ i tam pewnie doczekałby emerytury, gdyby nie pewien feralny dzień. Przyskrzynił pijanego gówniarza, który w biały dzień chodził po mieście z rewolwerem w dłoni i strzelał, gdzie popadnie. Pacan nie chciał po dobroci oddać broni, więc dostał w dziób i oczywiście trafił do milicyjnej celi. Chwile później w komendzie rozdzwoniły się telefony, zwierzchnik wezwał Igora i mu powiedział, że tamten jest synem znanego, miejskiego kacyka. Igor będzie więc musiał beknąć za użycie siły wobec zatrzymanego, pójdzie za kratki, chyba, że dobrowolnie… woli pojechać do Czeczenii. Wybrał Czeczenię, ale o tamtym rozdziale życia nie chce mówić.

Trauma ciągle trwa, mimo upływu czasu. Aby zgłuszyć strach przed śmiercią, która czyhała na każdym kroku – pił, jak inni. Po powrocie na Primorije pił dalej, żeby zapomnieć o tym, co przeżył. Zaliczył alkoholowe dno, ale udało mu się podnieść. Od 11 lat jest abstynentem, dorabia do swojej kombatanckiej emerytury remontami mieszkań, a w wolnych chwilach jeździ w tajgę. Jego sunia Zorija może się wtedy do woli wyszaleć, a on poluje… fotoaparatem, taką ma pasję, od kiedy nie pije.

Stół już zastawiony. Jemy okroszkę – chłodnik na jogurcie, rybę pangę na ciepło, w smaku przypominającą wigilijnego karpia i różne sałatki, których w rosyjskim menu nie może zabraknąć. Wszystko pyszne, tylko majonezu mam chyba dosyć na kilka najbliższych miesięcy. Do picia jest zimny kwas chlebowy, po którym nie ma kaca.

Nocować będziemy z Larissą u jej znajomych, niedaleko centrum, z Irina i Igorem spotkamy się nazajutrz. Natasza z Griszą i dziećmi mieszkają w oficynie kamienicy, która kiedyś należała do carskiego generała. Na parterze była kuchnia, spiżarnia i pomieszczenia dla służby, dziś dzieli je kilka rodzin. Nasi gospodarze zajmują trzy pokoje, dostaniemy z Larissą największy. Żyją raczej skromnie, ale mają modny telewizor z panoramicznym ekranem, a na stole w kuchni leży nowy laptop, widać, że oczko w głowie całej rodziny. Wylewnie dziękują za torcik, który przynieśliśmy w prezencie i stawiają na stół makaron po fłotskij, czyli z tuszonką. Na nic nasze wymówki, że właśnie jesteśmy po kolacji, przynajmniej musimy spróbować.

Grisza był celnikiem w tym samym urzędzie co Larissa. Nataszę, która z wykształcenia jest historykiem, poznała później, kiedy ta straciła pracę, podobnie jak jej mąż i obydwoje potrzebowali pomocy psychologa. Nie posiadają stałych dochodów. On miewa czasami zlecenia na remonty łodzi wyścigowych, w swoim czasie pływał na nich wyczynowo, ona jest gosposią na telefon u nowych ruskich. Okna naszej „sypialni“ wychodzą na podwórze, przegrodzone betonowym murem, który zwieńczony jest drutem kolczastym. W sąsiedztwie mieści się konsulat amerykański, usytuowany w nowym budynku-plombie, jego zaplecza strzegą masywne, metalowe drzwi z mnóstwem zamków i obiektywy kamer, słowem – mysz się nie prześlizgnie. Grisza nie chce do USA, z chęcią wyjechałby jednak do Kanady. Tam ma przyjaciół z Primorija, którym się bardzo dobrze żyje, a zarabiają właśnie na remontach ścigaczy.

Kustosz muzeum cytadeli, otwierającej nasz niedzielny program, nigdzie się nie wybiera. Jest patriotą rosyjskim a ponadto miejscowym i kontynuuje dzieło swojej mamy, która wcześniej przez wiele lat zarządzała tym wzgórzem. Lubi sam oprowadzać zwiedzających i opowiadać im o bohaterstwie obrońców twierdzy. Na przestrzeni historii wielokrotnie odpierali z miasta różnych najeźdźców, co upamiętniają saluty artyleryjskie oddawane tutaj codziennie o godzinie 12. Kustosz zamienia się wtedy w kanoniera i trzykrotnie odpala w linię horyzontu jedno z dział na dziedzińcu, co słychać daleko. Przez moment sam nic nie słyszę. Kanonier ma szykowny mundur na sobie i dziarską postawę, co na turystkach robi „wrażenie“, a mężczyznom żal, że nie są na jego miejscu.

Z daleka można pozazdrościć miejscowym, że mają takie piękne plaże nad zatokami, ale z bliska… tylko współczuć. Plaże są piaszczyste, jednak brudne i zaniedbane, worków za śmieciami chyba od dawna nikt stąd nie wywoził. Szaszłykarnie, bary i place zabaw dla dzieci – chaotycznie przemieszane. Powietrze lepsze niż w mieście, ale dalej stęchłe. We Władywostoku znajduje się około 80 zakładów przemysłowych różnego rodzaju, w sąsiedztwie miasta fedrują kopalnie, dymią elektrownie, są stocznie, garbarnie skór. Z raportu specjalistów ochrony środowiska wynika, że dwie trzecie przedmieść są tak skażone, iż stanowią zagrożenie dla zdrowia mieszkańców. W próbach pobieranych z powietrza, ziemi i wody znajdują się wysokie stężenia kadmu, kobaltu, arsenu i rtęci, atakujących drogi oddechowe i centralny układ nerwowy. Większość domów mieszkalnych usytuowana jest w niecce i żadna cyrkulacja powietrza nie wywieje stamtąd skażonego powietrza; śnieg też nie związuje zanieczyszczeń, bo zimy są łagodne i pada rzadko.

Ojciec Igora pracował w stoczni i przeżył swoje życie znojnie. W czwartą rocznicę jego śmierci Igor kupuje kwiaty, znicze i jedziemy całą czwórką na morskoje kładbiszczie na Wzgórzu Czurkina. Igor chce być sam z ojcem, poczekamy w samochodzie. Za chwilę wraca, z dużego zwiedzania cmentarza chyba nic nie wyjdzie, bo zaczyna padać. Zdążę tylko zobaczyć fragment głównej alei, gdzie po jednej stronie leżą mafiosi, a po drugiej stróże prawa, którzy z nimi walczyli. Grobowce tych pierwszych, wykonane z najdroższego marmuru, niektóre ze złoceniami, prezentują portrety zmarłych nadnaturalnej wielkości, w pozach, jak z filmów o Al Capone. Pomniki naprzeciw są skromne, zwyczajne. Sprawdzam wiek tych z portretów, nie mają więcej niż 25 lat, urzędnicy są starsi, ale rzadko po 40. Niestety nie udaje mi się zobaczyć symbolicznych, zbiorowych mogił załóg okrętów, które zatonęły u tutejszych wybrzeży, np. krążownika Warjag z czasów wojny rosyjsko-japońskiej, ani miejsc upamiętniających katastrofy rosyjskich, atomowych łodzi podwodnych, np. Kurska. Trzeba stąd uciekać, poza ulewą dopada nas bowiem horda zdziczałych psów. Wyglądają, w strugach deszczu i z wyszczerzonymi kłami, jak z horroru, a wyobraźnia pracuje.

– My Rosjanie kochamy symbole – mówi Igor. – To, co widziałeś w głównej alei, ma świadczyć, jak żyli i kim byli jedni i drudzy. Bratki żyły dobrze, ale krótko. Ktoś inny powie, że krótko, ale dobrze i też się weźmie za lewe interesy. Primorije to żyła złota, a Władywostok szczególnie, świat przestępczy jest więc bardzo aktywny. Tu masz kontrabandę narkotyków z Chin, które stąd idą dalej w świat, przesiadkę tanich, chińskich prostytutek, japońskie używane auta. Rodziny mafijne dzielą między sobą strefy wpływów, ale często żrą się wzajemnie. Wewnątrz grup też trwa walka, bo chodzi o duże pieniądze i jedni drugich eliminują. Codziennie znajduje się gdzieś postrzelane zwłoki, niestety giną wtedy również niewinni ludzie. Wraca temat korupcji, wszechobecnej na wszystkich szczeblach administracji w mieście i regionie oraz wśród stróżów prawa. Bez niej walka z przestępczością zorganizowaną byłaby dużo łatwiejsza.

Od Larissy dowiaduję się, że powstała koncepcja zagospodarowania kilkudziesięciokilometrowego pasa nieużytków między Ussuryjskiem i Władywostokiem. Miałby tam powstać gigantyczny kompleks rozrywkowy, z kasynami gry, restauracjami, klubami nocnymi, saunami, salonami masażu i Bóg wie jeszcze czym, ale Jego nie powinno się raczej w ten interes mieszać. Projekt ma już akceptację burmistrza i, jeżeli wypali, da wiele miejsc pracy – głównie młodym, bezpruderyjnym dziewczynom, barmanom oraz wykidajłom. Będzie też znakomitą pralnią mafijnych pieniędzy, bo o to pewnie przede wszystkim chodzi.

Irina świetnie prowadzi samochód, zręcznie lawirując między głębokimi kałużami, przewróconymi koszami na śmieci i innymi przedmiotami z pobocza, które wichura wyrzuciła na jezdnię. To było tylko lekkie muśnięcie tajfunu, obyło się bez połamanych drzew i zerwanych dachów. Parkujemy przy nadmorskim bulwarze, chcemy napić się kawy, zrobić parę zdjęć i trzeba się będzie pomału żegnać z Larissą, Iriną i Igorem.

Ostatni wieczór i noc w Primoriju spędzam w pogeneralskiej kamienicy. 15-letnia Wiera i o rok starszy Losza, dzieci moich gospodarzy, które poznałem rano, szykują podręczniki. Jutro 3 września, pierwszy dzień szkoły po wakacjach. Rano spieszyli się do kina, teraz mama goni do łóżka, bo muszą być jutro wyspani, ale chwilę możemy porozmawiać, na przykład o planach na przyszłość. Wiera chciałaby tańczyć w balecie, lubi muzykę. W domu jest pianino, skrzypce, mandolina, na wszystkim już próbowała grać. Od niej dowiaduję się, że jej miasto nazywają muzycznym Liverpoolem Rosji, mówi, że tu powstała na przykład popularna grupa rockowa Mumi Troll. Wiera chętnie uczy się też języków obcych, na przykład chińskiego, który ma od pierwszej klasy. Najchętniej wyjechałaby z Rosji, tu nie widzi dla siebie przyszłości.

Na przykład do Chin? – pytam.
– Czemu nie, tam ludzie nie są tak leniwi i potrafią wspólnie do czegoś dojść – odpowiada rezolutnie.

Losza lub przedmioty ścisłe. Chciałby pójść do wojska, tak jak jego starszy brat, ale na razie przecież chodzi jeszcze do szkoły i mogą mu się zmienić plany. O wyjeździe z Rosji raczej nie myśli, podobnie, jak jego mama.
– Kto by mnie chciał za granicą i co by tam robiła? – zastanawia się Natasza. Ma większe zmartwienie, nie wie co jutro państwu przygotować na obiad, są tak kapryśni i wymagający, że trudno to sobie wyobrazić.
– A daj im słonego śledzia i kartofle, pewnie dawno nie jedli – radzi Grisza i wszyscy śmiejemy się z tego pomysłu.

Odcinek następny i ostatni we wtorek za tydzień

A tu jeszcze P.S. nadesłane kilka dni temu:

P.S. Pisząc o swojej wyprawie na Daleki Wschód, korzystałem – poza kajetem z notatkami – z różnych pomocy, takich m.in., jak atlasy, przewodniki, historyczne dokumenty, wspomnienia budowniczych transsyberyjskiego szlaku, ale też z żywej wiedzy jednego człowieka, do której odwoływałem się wiele razy. Mianowicie – Krystiana Cichowskiego, który był z wykształcenia geografem i pedagogiem. Mógł więc fachowo skorygować moją zapamiętaną mapę podróży, cierpliwie tłumaczył różne zjawiska klimatyczne w poszczególnych strefach czasowych oraz ich związki z funkcjonowaniem układu słonecznego. Pytałem go – pamiętam – na przykład o to, dlaczego sklepienie niebieskie nad Ussuryjskiem i Władywostokiem emanuje jakby innym, silniejszym światłem, niż nad Europą. Z grubsza wytłumaczył mi wtedy, że kąty nachylenia słońca są tu i tam różne i stąd to może wynikać.

Mieszkałem wówczas w Berlinie, niedaleko Krystiana, on na Weddingu, ja w Reinickendorf. Dzisiaj obydwa adresy są już nieaktualne, bo mnie przyszło wrócić do Monachium, a Krystianowi, w maju tego roku – niestety odejść na zawsze. Zdecydowanie za wcześnie. Piszę o tym dlatego, ponieważ jutro jest Wszystkich Świętych, zaczyna sie listopad, miesiąc zadumy nad ludźmi, którzy już odeszli z naszego życia, ale pozostali w pamięci. W czasie pogrzebu mojego licealnego kolegi i przyjaciela w Chorzowie, w którym uczestniczyło mnóstwo osób – ze Słowaka zwłaszcza, naszej kochanej budy, gdzie później przez dwadzieścia lat sam uczył geografii – ktoś zacytował nad urną z prochami słowa noblisty, Heinricha Bölla, że mianowicie, cmentarze pełne są ludzi, bez których świat nie mógłby istnieć. Bez wątpienia, Krystian był jednym z nich, ale za życia należał do osób nad wyraz skromnych, więc wyobraziłem sobie, jak słysząc te słowa, uśmiecha się z zażenowaniem i mówi: no, bez przesady kochani…

***

Uwaga od Adminki: w Zaduszki to ogłoszę, ale, korzystając z okazji, dziś zapowiadam: jak już od kilku lat, z inicjatywy Krystyny Koziewicz organizujemy w listopadzie Wieczór Wspomnień, spotkanie, w którym przypomnimy tych, co w tym roku odeszli. Autor wpisów o Transsybie, którego wszyscy tak chętnie czytacie, też przyjedzie na ten wieczór i będzie opowiadał o Krystianie. Macie więc, kochani Czytelnicy, rzadką okazję, żeby spotkać się osobiście ze Zbigniewem Milewiczem.

Sprachcafé Polnisch w piątek 17 listopada o godzinie 19!

Więcej informacji za dwa dni tu na blogu!

Über einen Song

Jacek Slaski und…

Es ist so eine Geschichte…

Vor vielen Jahren war mein Sohn, Jacek Slaski, ein zuerst Mitarbeiter der Redaktion, dann der Chefredakteur einer Schüler-Zeitschrift Die Erben der Quer.

Es war das Jahr 1995.
So begann man damals. Manchmal als Publizist eines Familienmagazins, aber meist als Redakteur einer Schulzeitung.

Dann kam das Abitur und danach Verschiedenes, dass sich zum Leben zusammen getan hat.

Fast 30 Jahre nach dem Abitur erfuhr Jacek, dass sein Text aus der oben abgebildeten Nummer (1/95) zuerst irgendwo abgedruckt war und dann ein Song wurde.

Hank starb an Überdosis Hasch; das Musikvideo zu dem Hit “Hank” von Joint Venture

Der Text ist auf dem Cover schon vermerkt: Der erste Haschtote.

Drinnen heisst es: Das erste Haschischopfer.

Seite 6, oben.

– Haschich – Entharmlosung der sogenanntren weichen Droge.

Seit Jahrzehnten, schrieb damals der Abiturient der Aska in Tempelhof, predigt die linksalternative Szene den Konsum der berauschenden Nutzpflanze Cannabis sativa. Immer wieder wird behauptet, diese Droge wäre harmlos und darüber hinaus vielseitig verwendbar, ja sogar als Heilmittel nutzbar und aufgrund des geschichtlichen Hintergrunds ein 1 änderübergreifendes Kulturgut. Diese von langhaarigen Hippies schon Ende der 60er Jahre als angeblich harmlos gepriesenen Droge entpupt sich jetzt, Mitte der 90er als…

Continue reading “Über einen Song”

Hashem Melech

So war es. Man war fröhlich und sang ad maiorem dei gloria. Dann kam der 7. Oktober.
Heute, fast drei Wochen später, befinden sich immer noch 200 israelische Geisel in Hamas-Gefangenschaft.
In Gasa sollen eine Million Zivilisten getötet werden.
Wir schauen beiden Seiten zu und sind ratlos.
Gestern warf UN Israel und Hamas gleichermaßen Kriegsverbrechen vor.

God save Gaza & Israel!

God save Alex Danzyg!

אלכס- דבר ראשון בצאת שבת התקשרתי- ולא ענית. שלחתי הודעה וראיתי שלא הייתי בווטס אפ מ9:36. אז כתבתי למתי. (טלפונים של הילדים יש לי מאז הסיפור עם הלב…)
מאז מוצ״ש כותבת לך כל יום, כל היום.
אנחנו מכירים 23 שנים- כל חיי הבוגרים.
התחלנו כמורה ותלמידה בקורסי המדריכים ביד ושם, ניהלנו יחד את דסק פולין 12 שנים והפכנו לחברים בלב ובנפש.
אלכס – אין לי מילים. מחברי הקרובים ביותר.
אלכס- שאלפים בארץ ובפולין התחנכו על ברכיו. מוביל כבר יותר מ30 שנה את הדיאלוג היהודי- פולני. קיבל אות החינוך הגבו
ממשלת פולין לפני מספר שנים. אלכס- היודע בכל תחום ואי אפשר להתקיל אותו.
רק ביום שישי דיברנו על כל נושא אפשרי שעה וחצי ונינזפתי שלא רואה ועוקבת אחרי ליגת האלופות…
אלכס- אתה חסר לי. אני לא רגילה שלא מדברים כל יומיים. שאין מי שסונט בי ומעודד אותי כל הזמן.
שמשתף כולל גם על הבחירות בפולין, חויות על כל החברים הפולנים שלנו והרצון להמשיך לפעול במה שכל כך חשוב לנו.
עכשיו אלכס כנראה חטוף בידי חמאס. אלכס זקוק לתרופות שלו שאין לו אותן. תעזרו להחזיר אותו הבייתה- מהר ובשלום
🙏🙏🙏

Help Bring Alex Home #StandwithAlex

ALL DECENT PEOPLE OF THE WORLD MUST TAKE IMMEDIATE ACTION FOR PEACE FOR ALL !!!
Those who inspire such violence do not care about any human being and have their suffering and death for nothing.

Frauenblick auf Netflix

Monika Wrzosek-Müller

Vier Kurzfilme von Wes Anderson nach Erzählungen von Roald Dahl

Ewa hat uns über die beiden neuen polnischen Filme Znachor und Chlopi informiert. Ich bin ihr sehr dankbar, weil man immer wieder etwas verpasst, oder zu spät reagiert und manche Filme verschwinden sehr schnell auf Nimmerwiedersehen.

Daher möchte ich heute gerne über die vier neuen Kurzfilme von Wes Anderson nach Erzählungen von Roald Dahl auf Netflix berichten; ich habe sie mir zwei Mal angesehen und fand sie faszinierend, vielleicht nicht gerade filmisch, aber durchaus theatralisch und ästhetisch. Nach den Filmen Grand Budapest Hotel und The French Dispatch, die sich ähnlicher Kulissen, oder besser gesagt ähnlich ausgedachter Kulissen bedienen, konnte man auch vielleicht diese Art von Filmen erwarten. Sie entstehen nur im Auge des Regisseurs und haben meistens wenig mit der wirklichen Umgebung zu tun. Nun gut, The French Dispatch, der an einem fiktiven Ort in Kansas spielt, wurde doch in einer realen Stadt in Frankreich gedreht, in Angoulême. Sie wurde aber sehr verfremdet.

Ich sehe, was du nicht siehst, Der Schwan, Der Rattenfänger, Gift: vier Kurzfilme, von denen der erste, der längste ca. 40 Min dauert; die anderen wesentlich kürzer je ca. 17. Min. sind, bedienen sich völlig künstlicher Kulissen, oder reale Räume werden so umgestaltet, dass sie diese spezielle Aura der pastellfarbenen und geordneten Unordnung aufweisen, die mich sehr fasziniert. Natürlich, denke ich, ist da der Kameramann sehr wichtig, tatsächlich derselbe wie im French Dispatch: Robert D. Yeoman. Man kann nach diesen inzwischen, nach mehreren Filmen, auch alles als manieriert empfinden und es kann vielleicht auch irgendwann langweilig werden, doch es gibt immer wieder etwas zu entdecken, neue verrückte Farbkombinationen, neue Bühnenbilder, aber im Grunde ähneln sich die Filme und diese Art Filme, zu machen, sehr. Dies kann zu einer Falle für den Regisseur werden, in eine Sackgasse führen. Kein Wunder, denn so wie die Kameraführung ist auch für die Kostüme und das Bühnenbild eine feste Gruppe von Menschen verantwortlich, die für Anderson arbeiten, darunter die polnischstämmige, in den USA lebende Kostümbildnerin Kasia Walicka-Maimone. Für die Handschrift von Wes Anderson sorgen eben diese Personen. Gerade in den Kurzfilmen spielt kaum reale Umgebung eine Rolle, das ganze Bühnenbild ist arrangiert, wird, wie auf einer Theaterbühne von dem Hilfspersonal zurechtgerückt, verschoben, angeheftet, weggebracht, aufgestellt, zugemacht; dieses Personal gehört sozusagen zum Bild, trägt auch entsprechende Kleidung, jeweils passend zu dem Bild.

Es spielen hervorragende Schauspieler, wirklich solche, auf die man sich zu 100% verlassen kann, allerdings gibt es keine Frauenrollen, alles spielt sich unter Männern ab. Mir scheint, als ob sie etwas Postkoloniales an sich hätten, mit der Vergangenheit in der Gegenwart kämpfen würden. In diesen Filmen wird das meiste einfach von einem neutralen Beobachter erzählt, nur die wesentlichen Szenen werden gespielt, und zwar sehr entfremdet. Und sie handeln von Gewaltphantasien und von der Welt des Geldes; denn ob es der Henry Sugar ist oder andere Protagonisten, sie sind wohlhabend und haben keine Geldsorgen. Henry Sugar gelangt an ein Büchlein über einen Vorfall in einem Krankenhaus, wo sich ein Mann meldet, der seine Fähigkeit zum Hellsehen von den Ärzten bestätigt haben will, die er sich mit Ausdauer nach Yoga-Anleitung aneignet hat und im Zirkus vorführt. Henry Sugar liest dieses Büchlein und übt solange nach dessen Anleitung, bis er auch verdeckte Karten erkennen kann; diese Fähigkeit nutzt er dann zum Geldscheffeln in den Casinos. Um sein Gewissen zu beruhigen, spendet er dann dieses Geld an Waisenhäuser. Bei dem Schwan ist die sinnlose Brutalität interessant, bei dem Rattenfänger eigentlich der Schauspieler, der ihn spielt, und die sehr menschliche Ratte, vielleicht auch die Erkenntnis, dass die Ratten sehr viel cleverer, klüger als die Menschen sein können. Bei Gift ist das ganze ad Absurdum geführt; denn es gibt keine Schlange im Bett des von Benedict Cumberbatch gespielten weißen Mannes im kolonialen Indien und es geht nur darum, die Anstrengungen zu seiner „Rettung“ zu beschreiben und die Unterwürfigkeit der indischen Bediensteten zu zeigen. Allerdings sind sie es, die retten können und gute Einfälle haben. Alles ist schnell mit englischem Humor erzählt und endet im nirgendwo. Die Erzählungen von Roald Dahl wurden vor kurzen neu herausgegeben und übersetzt, und „mit hundert Veränderungen versehen um empfindsame Gemüter zu schonen“ (laut Wikipedia). Ihm wurden antisemitischen Äußerungen vorgeworfen. Offensichtlich sind sie aber sehr filmisch oder für das Theater tauglich, denn es wurden schon mehrere Filme nach dessen Vorlagen gedreht. Unabhängig davon schrieb er selbst Drehbücher (z.B. für James Bond). Er hat auch viele Kinderbücher für seine zahlreichen Kinder geschrieben und vielleicht sind die Inszenierungen der vier Filme etwas auch diesen Werken abgeschaut.

Auch wegen Ralph Fiennes, der den Schriftsteller Dahl spielt, und den Rattenfänger, Benedict Cumberbatch, Dev Patel und Ben Kingsley würde ich die Filme empfehlen.

Tekst za 10.000 dongów

Tabor Regresywny alias Marek Włodarczak

Władzy trzeba słuchać. Ale robić po swojemu. Im głupsza władza tym bardziej trzeba jej słuchać i robić bardziej po swojemu.

Mateusz Morawiecki po objęciu urzędu premiera pojechał do Torunia, gdzie zapowiedział rechrystianizację Europy. Nie wiadomo, śmiać się, czy płakać. Na szczęście zaraz po wyjeździe o tym zapomniał.

Minister edukacji, Przemysław Czarnek z kolei zapowiedział rozwijanie cnót niewieścich. Nie powiedział, po co. Prawdopodobnie sam się wystraszył tego, co powiedział. Z kolei nowa (ongiś) minister zdrowia zapowiedziała poprawienie jakości żywienia w zakładach opieki zdrowotnej. Genialne, tylko żadna poprawa jakości żywienia nie pomoże, jeżeli brak apetytu.

Continue reading “Tekst za 10.000 dongów”

Maraton pisania listów

GOTOWI, DO MARATONU, START! 

Największa na świecie akcja na rzecz praw człowieka powraca!
Maraton Pisania Listów w tym roku potrwa od 27 listopada do 10 grudnia.
Już dziś możesz zarejestrować się na stronie Maratonu i rozpocząć planowanie wydarzenia! 

Wśród tegorocznych bohaterów Maratonu są m.in.: 

Rocky Myers, który po wadliwym procesie od 30 lat przebywa w celi śmierci w USA 
Wujek Pabai i Wujek Paul, którzy walczą o ochronę praw rdzennych mieszkańców Australii 
Ahmed Mansoor, który przebywa w więzieniu za mówienie o łamaniu praw człowieka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich 

Będziemy pisać także listy w obronie bohaterów z Polski
Justyny Wydrzyńskiej, skazanej za pomoc w dostępie do bezpiecznej aborcji kobiecie będącej w przemocowym związku
oraz
Andrzeja Poczobuta, polsko-białoruskiego dziennikarza, skazanego na osiem lat kolonii karnej za wyrażanie swoich poglądów. 

Maraton możesz zorganizować w szkole, kawiarni, pracy czy innym miejscu, a także pisać listy samodzielnie.

Pokażmy także w tym roku, że razem mamy siłę!
Sprawmy, by nasi bohaterowie i bohaterki czuli, że nie są sami i zaapelujmy do decydentów o ochronę ich praw. 

Pamiętaj! 
Losy bohaterów / bohaterek Maratonu Pisania Listów zawierają treści, które mogą wywoływać trudne emocje.
Dostosuj treści do grupy wiekowej, która będzie brać udział w wydarzeniu.
Upewnij się , że przygotowane materiały są zrozumiałe i osoby mają wszystkie informacje potrzebne do zaangażowania się w działanie.
Pamiętaj o tym, że wybór, w sprawie których bohaterek / bohaterów będziecie pisać, należy do Ciebie i do Was!   



ORGANIZUJĘ MARATON!

ZOBACZ DLA KOGO PISZEMY W TYM ROKU I PODPISZ PETYCJĘ:

To działa
Petycja
Zostań obrońcą praw człowieka!
Amnesty International Polska