Looking for a brother soul (Reblog from Facebook)

Manuel López

Morrison had an almost un-American attitude toward possessions. He never owned a house. While he owned a car for a time, he was often without one and most of the things he did own would have fit into a carryall bag. In his pockets one could find a key to the Doors’ office, a credit card, and his folded and torn California driver’s license. He was forever giving something away—money, books, clothes—with a natural generosity. No matter how successful he became, Morrison was always taking shelter from the “stumbling neon groves” of Hollywood in cheap motels because he felt their starkness was more real than the lavish suites his wealth could have commanded. No doubt their low profile was also an attraction. No one could find Jim Morrison when he didn’t want to be found. He enjoyed hanging around pool halls and cheap bars, listening to the jukebox and having a few beers.

Frank Lisciandro recalls: Jim didn’t seem to have any sense of ownership about anything. As an example, I said to him one day that I had to go buy some new boots; he said he probably needed some new boots too and he’d come along. So we went to a Western-wear store and both shopped for what we needed. Later I found Jim coming out of a dressing room. He had bought a completely new outfit right down to underwear and then he went over and bought a new pair of boots. It looked like he had changed his skin. And being more reptilian, he left his old clothes behind… didn’t take them… said to the guy at the store, ‘Burn ’em or throw ’em away or give ’em to somebody.’ We walked outside and I looked at him in the sunlight in front of the store and I realized at that instant that he could really live like a snake if he wanted to… shed his skin, have a new set of skin underneath, and walk away.


Text from “Break on Through: The Life and Death of Jim Morrison” by James Riordan & Jerry Prochnicky
Foto: Elektra Records – eBay item photo front photo back

Moje powtórki na koniec roku

W górę rzeki (3)

Zbigniew Milewicz

Schronisko braci Hampel

Dziś jest prościej, ale do początku lat 90 Chorzowów administracyjnie było kilka i znaczyły je rzymskie cyfry od I do IV. Ponieważ jednak mało kto wiedział, gdzie kończy się granica jednego, a zaczyna już inny, potocznie mówiło się: ida do miasta, jada do Batorego, albo do Starego i ludzie na ogół kojarzyli, o co chodzi, ale też nie zawsze. Jest taki stary wic, rozprawiają dwie sąsiadki w Świętochłowicach:

– kaj jest Hilda ?
– pojechała do Chorzowa…
– do starego?
– nie, do Emy, pranie prać.  

Continue reading “Moje powtórki na koniec roku”

Reblog from Facebook/ My Polish Cleaner

Rhyme Share Poetry Club   Gerty Muldoon  

I saw Elaine Feinstein in the poetry tent at Latitude. An old lady then, she was touring her book ‘Portraits’. She was mesmerising.

The book is well worth the read. So many finely drawn portraits of friends, artists, other times and places, memory and loss. We are drawn into that vividly remembered world through her minds eye.

Towards the end of the book, she pulls out of the world of her mind, and writes as she imagines she is seen in ‘real life’, a portrait of her by her confused Polish cleaner.

I love that last line… And I understand now. What she does there is her life. 

Marzenia w kolorze

Teresa Rudolf

Marzenia

Marzę o dniach kolorowych,
akwarelkami malowanych,
takich delikatnych, uroczych, 
całkiem jak z pięknych snów…

Marzę o dniach zielonych,
takich pachnących majem,
utkanych śpiewem ptaków
czekających już na wiosnę.

Marzę o dniach 
dobrych,
“piecykach”
dla kotów,
i psów 
ulicznych,
co tylko  
zimno i wiatr
znają.

Marzenia mają 
lekkie serca,
fruwają jak
motyle,

mają lekkie myśli,
na ogół śpiewają,
piękne piosenki
o marzeniach…

Kolorowa …

Ruda
wiewiórka 
przebiegła
rudą drogę,

a czarną 
drogę
przebiegł
czarny 
kot,

Po białej
drodze
biegał
biały
pies

a przezroczysta
ryba pływała
w przezroczystym
akwarium…

Tak śpiewała
dziewczynka
w błękitnej
bluzeczce,
w niebieskiej
spódniczce,
w błękitnych
sandałkach,

a miała 
na imię
Aniela….

Co mi przyniósł święty Mikołaj?

Ewa Maria Slaska

Tak naprawdę to nic mi nie przyniósł, ale weszłam po południu na FB i znalazłam kilka przepięknych zdjęć oraz pewną wspaniałą opowieść. Gdy po raz chyba dziesiąty kliknęłam na lajka, zorientowałam się, że to właśnie te zdjęcia i tę opowieść przyniósł mi Mikołaj.

Claude Monet, La Plage de Pourville

Continue reading “Co mi przyniósł święty Mikołaj?”

7. Dezember 1923 – Andromeda tritt ein.

Brigitte von Ungern-Sternberg

Liebe Ewa,

eine ‚kleine‘ kosmische Exkursion zum Andromeda Nebel – als veritable Galaxie entdeckt erst vor 100 Jahren, am 7. Dezember 1923. 

Vor 1923 gab es die Vorstellung, dass unsere Milchstraße alles ist, was das ganze Universum ausmacht.  Mehr sei da nichts. 

Weit gefehlt! Der amerikanische Astronom Edwin Hubble belehrte uns eines besseren. Die Galaxie Andromeda ist unsere kosmische Nachbarin so imposant in ihrer Größe wie unsere Milchstraße selbst. Ihr Spektrum liegt im bläulichen Bereich, d.h. sie nähert sich unserer Galaxie.  So die Erkenntnis im Jahr 1923.

Continue reading “7. Dezember 1923 – Andromeda tritt ein.”

Powtórka: Chanuka

kura

Pisałam już o tym  kilkakrotnie. Są wpisy na tym blogu, lub na moich poprzednich, które od lat lubię. Nie są jakieś wybitne tematycznie. Być może to zwykłe wpisy, ale jednak specjalne. Taki jest mój wpis Czas czereśni i wpis Lecha Milewskiego Bieg Wazów, i jeden z wpisówZbycha Milewicza o Podróży w górę rzeki, i opowieść Krysi Koziewicz o chałupie, i Ciotuchny o odbieraniu dzieci z przedszkola podczas lodowej śnieżycy. Niektóre już opublikowałam, niektóre pojawią się lada dzień. Dlaczego akurat te lubię najbardziej – nie wiem. Ale w ten smutny czas, bo zbliżają się święta, a tu w Ukrainie i w Izraelu straszne wojny, w Polsce tak uporczywe przepychanki z ustępującą partią, że aż człowieka ciarki przechodzą, a więc w ten trudny czas robi mi się cieplej, gdy przygotowuję na blogu Wasze i Nasze najmilsze wpisy. Eli wpis o polskiej bezdomnej z Moabitu, Moniki wpis o wyspach, Teresy o muzyce do nieba, Tibora, mój ukochany, o sałatce krzyżackiej. Wybaczcie mi, wzięło mnie na wspominki. Jutro chanuka.

Continue reading “Powtórka: Chanuka”

Asch, czyli Don Kichot nasz

Nadesłał Piotr Nazaruk

Great-grandpa Sholem Asch riding into battle against vulgar Yiddish theater, ca 1910. We’ll revisit some of his skirmishes at YIVO in New York tomorrow evening, as we celebrate Caraid OBrien‘s fabulous new Asch play translations. Come with armour or without, in person or online. All free, just register via the Yivo website.

Rozmyślam, o co tu właściwie chodzi. Rozumiem, że karykatura powstała w roku 1910 i przedstawia Ascha, który toczy beznadziejną walkę w obronie czystości i honoru dziewicy, jaką jest teatr w języku jidisz.
OK, a dalej? David Mazower, OK. W Nowym Yorku? O Nowym Yorku? YIVO to Institute for Jewish Research, instytut badań żydowskich, instytucja z siedzibą w Nowym Jorku. Impreza prezentująca nowe tłumaczenie sztuk teatralnych Ascha odbyła się dosłownie kilka dni temu, 29 listopada.

Continue reading “Asch, czyli Don Kichot nasz”

Wir und Elfriede Jelinek

Anne Schmidt & Ewa Maria Slaska

AS:

Ich setze auf einem bevorzugten Platz im Deutschen Theater und könnte mich ohrfeigen:  Ich habe meine Hörgeräte vergessen. Mir wird schnell bewusst, dass ich den Monolog der jungen Schauspielerin nur zu einem Bruchteil verstehen werde, obwohl ich vorn sitze und sie – ganz offensichtlich, aber nicht sichtbar – ein Mikrofon trägt.

Wortspiele, so wird mir trotz meiner Schwerhörigkeit schnell klar, sind auch ein bevorzugtes Stilmittel von Elfriede Jelinek, deren Stück  Angabe der Person  ich gerade konsumiere, ohne ihre Festplatte geklaut zu haben.

Continue reading “Wir und Elfriede Jelinek”

Reblog o królikach

Crazy nauka

Olga Stanisławska

W 1859 roku angielski farmer sprowadził do Australii 24 króliki. W latach 20. XX wieku było ich już, szacunkowo, 10 miliardów. Ta liczba to nie pomyłka! Chmary królików kompletnie zdemolowały australijskie środowisko naturalne.

W najnowszym odcinku PODCASTU CRAZY NAUKI mówimy o najbardziej inwazyjnych gatunkach, które człowiek w czasach nieodległych zawlókł w różne rejony świata (oczywiście pamiętając o tym, że absolutnie najbardziej inwazyjnym gatunkiem na Ziemi jest Homo sapiens) – linki w komentarzu!

Continue reading “Reblog o królikach”