



Zbigniew Milewicz
Jako homo politicus Zbigniew Religa pełnił różne funkcje w rozmaitych miejscach politycznej sceny. Był senatorem III i V kadencji, ministrem zdrowia w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a następnie w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, od 2007 do 2009 – posłem na Sejm VI kadencji i kandydatem na urząd prezydenta RP w wyborach w 2005 r., członkiem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu, kawalerem Kapituły Orderu Orła Białego i od 1998 r. patronem podstawowego programu Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą“.
W latach szkolnych należał do Związku Młodzieży Polskiej, komunistycznej organizacji, zorganizowanej na wzór sowieckiego komsomołu, w czasie stanu wojennego- do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, utworzonej przez gen. Jaruzelskiego, a więc początkowo stał zdecydowanie po lewej stronie. Po zmianie systemu odbił lekko na prawo, w stronę centrum. Był współtwórcą Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, komitetu wyborczego, nawiązującego w swojej nazwie do piłsudczykowskiego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, ale z niego niebawem odszedł i utworzył własną, nową Partię Republikanie.
Po wejściu Republikanów w skład Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego w 1998 został członkiem tej partii. Kiedy w 2001 roku uzyskał mandat senacki z listy komitetu Blok Senat 2001, jego ugrupowanie reprezentantowało Platformę Obywatelską. Zbigniew Religa do PO nie przystąpił; 5 czerwca 2005 r. zgłosił natomiast swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich. Kiedy późniejsze sondaże wykazały, że szanse na wygraną są małe, zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydencki i udzielił poparcia Donaldowi Tuskowi. Dopowiem jeszcze tylko, że kandydaturę prezydencką Pana Profesora forsowała głównie partia polityczna Centrum ( utworzona wiosną 2004 roku w miejsce Stronnictwa Konserwatywno- Ludowego ), której Zbigniew Religa przewodniczył. Donald Tusk docenił ten gest, w rewanżu pan Profesor został przewodniczącym komitetu honorowego lidera PO.

Zbigniew Religa oraz Lech Kaczyński, 23 maja 2007
Myślę, że jako polityk najlepiej się czuł w roli ministra zdrowia. To był obszar zagadnień, na których się znał, które czuł i zarówno służba zdrowia, jak i ludzie chorzy na tym skorzystali. Jako minister zdrowia przeforsował m.in. wprowadzenie tzw. podatku Religi, w ramach którego ubezpieczyciele wykonywali ustawowy obowiązek przekazywania Narodowemu Funduszowi Zdrowia opłaty ryczałtowej w wysokości 12% składki z każdej polisy OC. Środki te miały być przeznaczone na finansowanie kosztów leczenia ofiar wypadków drogowych. Podatek ów został zniesiony z dniem 1 stycznia 2009 r.
W sierpniu 2007 Zbigniew Religa znalazł się w grupie osób, które z inicjatywy Artura Balazsa reaktywowały Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe...W przedterminowych wyborach parlamentarnych w październiku tego samego roku, jako przedstawiciel SKL kandydował do Sejmu w okręgu gliwickim z listy Prawa i Sprawiedliwości i zdobył mandat z wynikiem 62 228 głosów. Wyznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako marszałek senior 5 listopada 2007 otworzył posiedzenie Sejmu VI kadencji. Tyle w wielkim skrócie o Jego politycznych rolach, których nie będę oceniał, bo nie czuję się do tego upoważniony. Poza tym, jeśli któryś z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem…

Podczas uroczystości nadania Orderu Orła Białego, 18 grudnia 2008 w Pałacu Prezydenckim
W maju 2007 Profesor potwierdził przekazaną przez media informację o swojej chorobie- raku płuca. Po operacji wycięcia komórek nowotworowych okazało się, że nowotwór jest złośliwy. Mimo to polityk wrócił do pracy w Ministerstwie Zdrowia. W lutym 2008 r., po nawrocie choroby, został poddany kolejnej operacji i chemioterapii, po nich były następne.
Zmarł 8 marca 2009. Został pochowany w tzw. alei profesorskiej Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie, w trakcie świeckiej ceremonii ( zmarły był ateistą ) o charakterze państwowym z asystą kompanii honorowej Wojska Polskiego. Wzięli w nim udział m.in. prezydent Lech Kaczyński, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk. Nad grobem odegrano melodię do What a Wonderful World, ulubionej piosenki Zbigniewa Religi.

Senat, otwarcie wystawy poświęconej zmarłemu
Z okazji 10 rocznicy śmierci prof. Zbigniewa Religi, Główna Biblioteka Lekarska w Warszawie zorganizowała w Senacie piękną wystawę, poświęconą osobie zmarłego i jego licznym dokonaniom. Ekspozycję, zatytułowaną „Mistrz Religa. Człowiek, lekarz, polityk“ otworzył Prezydent RP, Andrzej Duda. Prof. Zbigniew Religa był niezwykłą, nietuzinkową osobą; był wielkim wielbicielem człowieka i życia. Był niezwykłym lekarzem, który dosłownie oddawał siebie drugiemu człowiekowi. Oddawał siebie choremu – podkreślał mówca.
Przytaczając te słowa wiem, że prawie niczego jeszcze nie napisałem o Profesorze, jako o człowieku, niczego o jego życiu prywatnym, o jego małżonce, bez której zupełnie nie wyobrażał sobie życia, o dzieciach…
Dlatego zapraszam szanownych Czytelników do jeszcze jednego wpisu o Zbigniewie Relidze, za tydzień.
Złota Rybka
Patrzę w skupieniu
w potok mego życia,
umykający tak szybko
mym ciekawskim oczom;
kradnie gałązki życia,
Greka Zorby kamienie
zielone, tańczące wśród
barwnych, szybkich rybek,
odbija promyki mego
słońca, srebrne krople
deszczu, czasem i łzy
(nie mówię nikomu).
Wypatruję Złotej Rybki,
niech sobie wciąż pływa,
robiąc dziwaczne fikołki,
i złoci się, złoci nadzieją…
Będzie dobrze
Kiedy zamykam
zmęczone
oczy wieczorem,
coś jakby szeptało
we mnie szeptem
bardzo delikatnym,
jak muśnięcie
skrzydeł motyla
w szybkim locie,
cichy śpiew ptaka,
na dość delikatnej
gałęzi ciemnej nocy….
…to szept lekki
i poklepujący:
“będzie dobrze”…
A będzie?
…na tak
przedziwnym
świecie…?
A echo nocy
odpowiada
wzruszając
ramionami:
“A będzie?”
Ewa Maria Slaska
czyli habent sua fata libelle
co wbrew pozorom nie oznacza, że chodzi tu o losy książek – czy to pojedynczych egzemplarzy, czy tytułów. Nie chodzi więc o to, że kolega, który pożyczył ode mnie Yuvala Noaha Harrissa 21 lekcji na 21 wiek zalał mi mój egzemplarz piwem, i nie chodzi też o to, że 10 maja 1933 roku na placu (dziś) Bebla w Berlinie spalono poezje Heinego, tylko o to, że każdy czytelnik tworzy swoją własną książkę, i mnie się jakaś książka podoba, a na przykład mojej teściowej nie, i mojemu wnukowi też nie.
I taka właśnie dziwna, losowa wręcz sprawa przydarzyła mi się z tą oto pozycją:

To świeżutka pozycja, ukazało się dosłownia przed kilkoma tygodniami. Księgarze tak o niej piszę:
Ojczyzna po obu stronach Odry, czyli jak Niemiec zakochał się w Polsce
Dziadkowie Vincenta mieszkali na terenach, które dziś są częścią Polski – i to śladów rodziny szukał podczas swoich pierwszych wizyt tutaj. A co znalazł? Kraj, który go ugościł, zachwycił i rozkochał w sobie. Więc tu zamieszkał – chciał sprawdzić, jaka jest ta (nieznana) Polska. Nauczył się języka (szeleszczącego niczym dres ortalionowy), odkrył kasy samoobsługowe (tego sąsiedzi nie mają!), przeżył (tak, przeżył!) polskie wesele. I znalazł swój drugi dom. Przede wszystkim jednak to właśnie tu poznał, czym jest prawdziwy patriotyzm. Teraz my możemy spojrzeć na nasz kraj oczami Niemca i zakochać się w Polsce – na nowo lub po raz pierwszy. A może przekonamy się też w końcu do Niemców? Czy w trudnej historii między dwoma narodami znajdzie się miejsce na nowy rozdział? Wzruszająca i ciepła opowieść o zakopywaniu podziałów między narodami, pokonywaniu uprzedzeń i szukaniu nowych początków
A los tej książki w kontakcie ze mną był przedziwny. Bo jak na nią spojrzałam, to mi się nie spodobała, jak ją zaczęłam czytać, tak skacząc z miejsca na miejsce, to to pierwsze wrażenie się pogłębiło. Czytałam ją wieczorem, przed zaśnięciem, czyli tak jak wszyscy czytamy książki, i najpierw czytałam dwa zdania i zasypiałam. Potem były to dwie strony. A wczoraj 20. I ta książka ze strony na stronę coraz bardziej mi się podoba.
Fajny miły facet, miło i fajnie opisał Polskę, pewną Polkę i swoją drogę do nich obu.
Czytajcie!
Monika Wrzosek-Müller
Wie erstaunlich es ist, dass ein Treffen mit einem jungen Menschen, der seinen Weg wirklich im Kleinsten, im Detail, in der Hingabe und dem meditativen Tun gesucht und darin die Erfüllung gefunden hat, mir endlich ein bisschen Hoffnung für die Zukunft gibt. Das Streben der ganzen Welt nach dem Großen, Unbeirrbaren, Fantastischen, Super-Exzellenten und vor allem nur nach dem ultimativen Deal macht uns klein und krank. Doch es gibt junge Leute, die zwar strebsam, ehrgeizig und fleißig sind, aber im kleinen Vorwärtskommen ihr Leben gestalten, ohne sich aufzuspielen. Das Beispiel von Marceli Klimek, der ein Künstler, ein Magier der Stickerei ist, zeigt das. Der junge Mensch (21 Jahre alt), noch in Ausbildung, aber schon sichtbar präsent, entwirft und zaubert Unheimliches. Wir sind vielleicht deshalb so fasziniert, weil seine Kunst der Stickerei uns in vergangene Welten führt, uns an unsere Omas erinnert, manchmal auch an die Handarbeiten in der Grundschule. Auf jeden Fall weht ein sanfter Wind der vorsichtigen Nostalgie und der verzaubert uns. Über den Künstler und über seine Ausstellung in der Galerie art.endart in Berlin gibt es hier schon mehrere Einträge und Berichte.
Continue reading “Die Hoffnung stirbt zuletzt”Ewa Maria Slaska
Po niedzielnych wyborach tytuł tego filmu, na który zapraszałam wczoraj do Instytutu, okazuje niezwykle aktualny. Wielu z nas się boi.
Konrad napisał programowi muzycznemu Sztucznej Inteligencji Suno dwa zdania i poprosił o ułożenie piosenki. Zdania brzmiały: “Wybory prezydenckie w Polsce 2025, Braun rośnie w sondażach, skrajna prawica rośnie, boimy się i liczymy że w drugiej turze wygra Rafał. Sad, dramatic, electronic.”
Piosenka naszym zdaniem nie jest do końca idealna, ale zważywszy, że wszystko w niej stworzyła nierozumna ponoć maszyna, jest imponująca i przerażająca zarazem. A maszyna stworzyła naprawdę wszystko, począwszy od okładki poprzez słowa, muzykę i aranżację, po vocal. W nastrój też utrafiła.
My trzy (Ela Kargol, Krystyna Koziewicz i Ewa Maria Slaska) oraz Stowarzyszenie Partnerstwo Miast Szczecin-Kreuzberg/Friedrichshain
zorganizowały dwa spotkania z młodym szczecińsko-londyńskim artystą:
Marceli Klimek i jego haft ręczny






Teksty i zdjęcia: Krystyna Koziewicz i Ela Kargol
Continue reading “Marceli Klimek w Berlinie”Zbigniew Milewicz
To była w PRLu słynna postać. Przede wszystkim znakomity kardiochirurg, później polityk, namiętny palacz papierosów i człowiek trunkowy, opinia publiczna prześcigała się w barwnych anegdotach, opisujących styl życia Profesora Zbigniewa Religi. Kiedy zmarł w 2009 r., w wieku 70 lat, wszystkie media transmitowały przebieg uroczystości pogrzebowych na warszawskich Powązkach, po czym – jak to zwykle niestety bywa – sylwetka Pana Profesora pomału zaczęła się zacierać w zbiorowej pamięci. Dobrze więc się stało, że ożywił ją niedawno sieciowy portal Źródło Empatii, co udostępniłem na swoim facebookowym profilu i teraz pozwolę sobie zrobić to ponownie:

Ta mistrzowska fotka nie ma podpisu autora. Mój stary kolega redakcyjny, fotoreporter Bogdan Kułakowski, który ma w swoim prywatnym archiwum bogatą dokumentację zdjęciową, m.in. z czasów komuny, pisze mi, że wykonał ją James L. Stanfield (amerykański fotograf, wówczas pracujący dla pisma National Geographic).
To zdjęcie obiegło cały świat… I nikt nie pozostał obojętny.
Continue reading “Serce bije”Ewa Maria Slaska
In fremden Schuhen
Ich bin nur vier Jahre nach dem Kriegsende in Gdańsk geboren, aber ich muss gestehen, dass mir das sehr lange nicht klar war. Der Krieg war so weit entfernt, obwohl er die Gegenwart vor allem bestimmte. Er war immer da. Er wurde zur Abschreckung benutzt, als Vergleichszäsur – vor dem Krieg…. nach dem Krieg; nach dem Krieg war selbstverständlich alles besser… Er lieferte den Stoff für unzählige Filme, Bücher, Bilder. Und natürlich spielten die Jungen Krieg. Er war immer da, real und irreal zugleich. Der Schrecken und die Angst waren real, er selbst aber war irreal, bedeutete nichts und hielt sich eher in meinen Albträumen auf.
Continue reading “Meine Kriege. Kindheit.”