UPAŁ W WARSZAWIE

Lubię gdy schodząc z bielańskiej polany,
Gdzie słońcem gorące jest każde źdźbło trawy,
Na chłodną drogę, piaszczystą wchodzę,
A cienie drzew tworzą witraż jaskrawy,
Lubię gdy jadę rowerem wzdłuż Wisły,
Gdzie czeka mnie fontann bogactwo, bulwary,
I siadam na murku, wzdłuż wodotrysków,
I chłodzą mnie rześkiej wody opary,
I kiedy idę gorącą ulicą
w klapkach,
choć jestem w mieście a nie na plaży,
I kupię w sklepie wodę z lodówki,
Która mnie chłodzi, gdy słońce tak praży,
I gdy z gorącego placu Trzech Krzyży,
Do kamienicy gotyckiej się wchodzi,
A cień kamienny, nietknięty i świeży,
Prawdziwym balsamem – człowieka ochłodzi,
I kiedy przekraczam progi kościoła,
Co zawsze otwarty i w światłach witraży,
W obliczach świętych sacrum mnie wita,
A chłód łaskawością swoją mnie darzy,
I na Starówce, po stronie Barssa,
Gdy siedząc, w kawiarni jem zimne lody,
A w wodzie płytkiej gdzie pływa Syrenka,
Brodzą gołębie, spragnione ochłody,
Lubię gdy w Centrum tramwaj chłodzony,
Na Marszałkowskiej wśród zgiełku staje,
A tempo śpieszących się ludzi w natłoku,
Mimo upału, wytchnienia nie daje.
Przystanki bez cienia, ławki gorące,
Nagrzane chodniki, nagrzane mury,
I niebo niebieskie, bez jednej chmurki,
Przecina strzelisty Pałac Kultury.
/…/
I zawsze tutaj, wśród spraw natłoku,
Wśród odpoczynku, w sierpniowym upale,
Pomyślę o tych co właśnie w tych miejscach,
Ginęli za wolność, w ogniu i chwale.


Rys. Anna Dobrzyńska






