Anna Dobrzyńska

UPAŁ W WARSZAWIE

Lubię gdy schodząc z bielańskiej polany,
Gdzie słońcem gorące jest każde źdźbło trawy,
Na chłodną drogę, piaszczystą wchodzę,
A cienie drzew tworzą witraż jaskrawy,
Lubię gdy jadę rowerem wzdłuż Wisły,
Gdzie czeka mnie fontann bogactwo, bulwary,
I siadam na murku, wzdłuż wodotrysków,
I chłodzą mnie rześkiej wody opary,
I kiedy idę gorącą ulicą
w klapkach,
choć jestem w mieście a nie na plaży,
I kupię w sklepie wodę z lodówki,
Która mnie chłodzi, gdy słońce tak praży,
I gdy z gorącego placu Trzech Krzyży,
Do kamienicy gotyckiej się wchodzi,
A cień kamienny, nietknięty i świeży,
Prawdziwym balsamem – człowieka ochłodzi,
I kiedy przekraczam progi kościoła,
Co zawsze otwarty i w światłach witraży,
W obliczach świętych sacrum mnie wita,
A chłód łaskawością swoją mnie darzy,
I na Starówce, po stronie Barssa,
Gdy siedząc, w kawiarni jem zimne lody,
A w wodzie płytkiej gdzie pływa Syrenka,
Brodzą gołębie, spragnione ochłody,
Lubię gdy w Centrum tramwaj chłodzony,
Na Marszałkowskiej wśród zgiełku staje,
A tempo śpieszących się ludzi w natłoku,
Mimo upału, wytchnienia nie daje.
Przystanki bez cienia, ławki gorące,
Nagrzane chodniki, nagrzane mury,
I niebo niebieskie, bez jednej chmurki,
Przecina strzelisty Pałac Kultury.
/…/
I zawsze tutaj, wśród spraw natłoku,
Wśród odpoczynku, w sierpniowym upale,
Pomyślę o tych co właśnie w tych miejscach,
Ginęli za wolność, w ogniu i chwale.

Wiersze na lato 2019 (30). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Głupstwa

oprac. graf. Autorka

Głupstwa, głupstwa, głupstwa,
Masowy wyrób głupstw,
Usta, usta, usta,
Zrobiły target już.

Podaż – wskaźnik w góre,
Popyt – wskaźnik w góre,
Fabryka haruje,
Widzę wielką chmurę.

Głupstwa jak komary,
Chcę zgasić radary,
Już nie daję rady,
Słuchać tej parady –
– głupstw!

Komar mały siada,
Ręka go dopada,
Głupstwa jak komary,
Lecą całe chmary –
– tu!

Niby nic nie zrobi,
W końcu – kim jest Człowiek (!)
Ale tak umęczy,
Gdy nad uchem brzęczy –
– piiiii.

Można ignorować,
Można dyskutować,
Można klasnąć w ręce,
Można się zamęczyć.

Niby taki mały,
Niby taki słaby,
Ale całą chmarą,
Pożrą twoje ciało –
– w mig!

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (22). Dobrzyńska

Nigdy nie ufaj słowom takim jak koniec…

Anna Dobrzyńska

Rys. Anna Dobrzyńska

Leciwi ludzie, na zdjęciach z młodości,
są jakby nie w pełni, jakby nie cali,
w pół-drogi, w pół-prawdzie,
w pół-wyrzeźbieni,
niedokończeni,
naszkicowani.
Dopiero teraz już jakby są – całkiem,
życiem zmierzeni, prawdą poznani,
od końca do końca,
stu-procentowi,
skontrastowani,
namalowani.

Na starość człowiek jest jakby – odkryty,
jakby odarty z tajemniczości,
zapowiedź jest faktem,
obawa – materią,
najwyższy stopień
rzeczywistości.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (15). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Młodość


To wiara bezczelna w swą siłę i tupet,
To świat, który jej pragnie i wynagradza,
To jeansy, Marlboro w komunie na rynku,
To ludzi przychylność, co życiu dogadza,

To dużo wolnego miejsca na dysku,
To taniec na łyżwach, z gracją na lodzie,
To błogosławiona, wspaniała naiwność,
To ciała i ducha współistnienie w zgodzie,

To świat sprzyjający każdemu wyzwaniu,
To pęd elektronów po wielkiej orbicie,
To nieznajomość „dni szarych pagórów”,
To szlaków alpejskich, szczytów zdobycie.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (08). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Perfumy

Pośród najdroższych perfum na świecie,
Tych od Chanel, Gucciego, Armani,
Najpiękniej pachnie czerwcowe powietrze,
Kwitnącą akacją, rumiankiem, łąkami.
Trawą wyrosłą i białą pokrzywą,
Bzem czarnym, kwitnącym z przekorą na biało,
Drobnymi, jasnymi, kwiatkami derenia,
I drzewem jaśminu, co w biel się ubrało.
Białym olejkiem do opalania,
Co w kiosku, na rogu, za grosze kupiony,
Bałtyku powiewem, różową meduzą,
I zamkiem, co wyrósł z piasku sklejony,
Oscypkiem góralskim, wędzonym na słońcu,
I podawanym wśród gór, z żurawiną,
I białą wełną owcy z Podhala,
Co dzwonkiem dzwoni, ze śmieszną miną.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (01). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Jak psa
Dla fanów motoryzacji

Tyle dróg wspólnych, tyle lat razem,
Berlin, Bruksela, Londyn, Warszawa,
Ruch lewostronny, ronda angielskie,
Calais – Dover, promem przeprawa.

„Mój jest i basta” – wiedziałam od razu,
Piękny i zgrabny, zadbany i zwinny,
Wyrywny, mocny, sprawny, roztropny,
Z klasą, z luksusem – ten! Żaden inny.

Zestarzał się w końcu i urok swój stracił,
Współpracy odmawiał, w kłopoty wpędził,
Stał się grymaśny, nieprzejednany,
wciąż potrzebował kolejnych pieniędzy.

Gdy zostawiałam go w dzień gradowy,
Jak stał na chłodzie, przez szybę widziałam,
On – jakby patrzył się na mnie oczami,
Czułam – tak jakbym ja psa oddawała…

Przez okno widzę, parking pod domem,
Rząd samochodów, pośrodku z wrębem,
Równy, kompletny, uporządkowany,
Jak szczęka z wyrwanym na przedzie zębem (!)

Drogi Przyjacielu

Anna Dobrzyńska

Drogi przyjacielu,

Nie trap zbyt wiele się trudami życia,

Ze mną wszak tyle masz dróg do przebycia.

(…)

Zawsze rozumiem Twoje potrzeby,

I nie oceniam nigdy Twych pragnień,

Pomagam Ci spełniać Twoje marzenia,

Jak Ty nie lubię tego co marne.


W Tobie pokładam mą troskę, nadzieję,

I wierzę w Ciebie, gdy inni nie wierzą,

Pomocną dłoń daję, pocieszam, ratuję,

Twe sprawy codzienne na sercu mi leżą.


Dopóki Ty ze mną – ja się nie odwrócę,

Cenić i wspierać Cię nie przestanę,

W problemie pomogę, troski rozbiję,

Przy mnie nic złego Ci się nie stanie.


Zdania nie zmieniam, humorów nie miewam,

Pomysłów mam wiele i nigdy nie zwodzę,

Spraw nigdy nie gmatwam, nie komplikuję,

Wszystko załatwiam, pomagam, nie szkodzę.


Zabiorę Cie w góry, zabiorę nad morze,

Gdzie plaża szeroka, gdzie ludzie są piękni,

Pomogę odpocząć, ugoszczę w luksusie,

Gdzie życie się kręci, gdzie krew w żyłach tętni.

 

Podobno, tak mówią, że przyjaciela

W biedzie spotykasz i tam go poznajesz,

A ja Ci mówię, gdy ze mną się trzymasz,

Bieda Ci obca i jej nie zaznajesz.


Wszystkiego dobrego, niech Ci się wiedzie,

Trzymaj się ciepło, życzę Ci zdrówka,

Niech wiatr z sił całych wieje w Twe żagle,

Pozdrawiam serdecznie,

Twoja Gotówka.

 

Oczy

Anna Dobrzyńska

Pod zamkniętymi oczami

Świat zwalnia ociężale,

Powoli się odsuwa,

Wycisza , łagodnieje,

Niebieski Anioł czuwa,

Materia leniwieje,

Zastyga ciepła lawa,

Formują się marzenia,

To już jest sen czy jawa?

Świat staje się ciaśniejszy,

Przytula ciepłem, puchem,

Powietrze błogość wzmaga,

I pieści swym podmuchem,

Tu serce przestrzeń mierzy,

Tu bliscy są nam bliżsi,

Tu prawda się wyłania,

Tu ludzie są prawdziwsi.

Urodziny psa

Anna Dobrzyńska

O Rafci, która się stała staruszką

Teraz – jakoś tak ciszej do domu przychodzisz,
Właściwie pojawiasz się niespodziewanie,
Bardzo się cieszę gdy stajesz tuż za mną,
Po prostu patrzę co jest na ścianie.

Wieczorem na dworze jest jakoś zbyt szaro,
I to co jest blisko, to jakby jest dalej,
A to co po prawej, jakby po lewej,
…Jednak już wolę w domu się znaleźć.

Niespodziewanie na mojej drodze – pojawia się
miska, co stała pod ścianą,
Chyba złośliwie mi wpada pod nogi,
Chyba się prosi by być zdeptaną.

Ale jak na dwór wybiegnę ochoczo!
Niech wiedzą, że rządzę i szczekam złowrogo!
Czemu mnie karcisz? Czemu uciszasz?
Mówisz, że nie ma tutaj nikogo?

A czasem, to co powinno na dworze się zdarzać,
Tak jakoś się dzieje, że zdarza się w domu,
Tak bardzo mi głupio wtedy i przykro,
Proszę cię tylko – nie mów nikomu.

Cukierki

To jest wiersz, napisała mi w mailu Autorka, o człowieku, który odszedł, a zawsze częstował cukierkami.

Anna Dobrzyńska

A kiedy już dotrę do końca mej drogi,

I z murem się zetknę, co nieuniknione,

Odnajdę szczelinę, ciemną i wąską,

I przedrę się przez nią na drugą stronę.

X

Zobaczę ocean, wielki, falisty,

I łódź, co na brzegu mnie czeka drewnianą,

I wejdę do łodzi, mej łodzi, prywatnej,

A fale poniosą mnie w przestrzeń nieznaną.

X

Fale poniosą mą łódź w rękawiczkach,

Białych i czystych, skropionych krochmalem,

A ja nad głowami, falami popłynę,

Tam skąd przyszedłem, zanim się stałem.

X

A tym co jeszcze zostali za murem,

Cukierków garść sypnę, na pożegnanie,

Niech im się słodko zrobi w ich domach,

Gdy się już zajmą praniem, sprzątaniem.