The secret of trees

The Great Rot Mystery
For 60 million years trees were essentially immortal. During the Carboniferous period plants evolved a tough material called lignin to grow taller and stronger. The catch? Absolutely nothing on Earth—no bacteria, no insects, and no fungi—knew how to eat it.
When these giant trees fell, they didn’t rot. They just piled up in massive, undigested heaps for millions of years. This “evolutionary lag” is actually the reason we have fossil fuels today! Those un-rotted forests were eventually compressed into the coal we mine now.
The cycle of life as we know it didn’t truly begin until a specific type of fungi finally evolved the “molecular toolkit” to break down lignin. This single biological breakthrough ended an era, allowed nutrients to finally return to the soil, and paved the way for the modern ecosystems we see today. Nature is the ultimate problem solver—it just takes a few million years sometimes!

This image comes from the 4th edition of Meyers Konversationslexikon (1885–90).
The copyrights have expired and this image is in the public domain.

It is one of those trees, lepidendron. Picture made by Falconaumanni (CC BY-SA 3.0) – commons.wikimedia.org

The Carboniferous is a geologic period and system of the Paleozoic era that spans 60 million years, from the end of the Devonian Period 358.86 Ma (million years ago) to the beginning of the Permian Period, 298.9 Ma. It is the fifth period of the Phanerozoic eon. The name Carboniferous means “coal-bearing”, from the Latin carbo – coal and fer – carry, and refers to the many coal beds formed globally during that time. 

Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (3)

Brigitte von Ungern-Sternberg

München

Eines Tages 1951 brachte das Auto des Dekans, das nur ansprang wenn mehrere Leute es anschoben, die Pfarrersfamilie zum Kulmbacher Bahnhof. Die Fahrt mit der Dampflok, die mir endlos vorkam, ging nach München, wo mein Vater als Pfarrer an die Erlöserkirche nördlich des Siegestor im Herzen von Schwabing versetzt worden war.

Continue reading “Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (3)”

Polskie wątki w twórczości Miguela de Cervantesa


Emil Kalinowski

Słowiański kuzyn Don Kichota

Mówią wieki, grudzień 2025

Od Adminki: To numer berliński, więc warto tak czy owak go poczytać, ale ja znalazłam w nim niewątpliwą bratnią duszę, człowieka, który zgodnie z tezą, że Don Kichot jest wszędzie, w liściach drzew i piasku na plaży ujrzy Cervantesa i Don Kichota, a zatem i Baratarię!


Co łączyło Don Kichota z hiszpańskiej Manczy z daleką Polską? Właściwie nic. Natomiast już autor „powieści wszech czasów”, sławny żołnierz i jeszcze sławniejszy pisarz, co nieco o Polsce wiedział i nie omieszkał o tym napomknąć w swoim innym, zapomnianym dziś utworze, Niezwyczajne przygody Persilesa i Sigismundy.

Miguel de Cervantes y Saavedra, mal. Juan de Jáuregui, wikipedia Commons

Continue reading “Polskie wątki w twórczości Miguela de Cervantesa”

Filiżanka z porcelitu*, bądź garść dyskursów

Matylda Wikland

Wpis, który powinen się był ukazać wczoraj, a się nie ukazał, bo był czwartek, a do wczoraj wszystkie czwartki należały od wielu miesięcy do Marka Włodarczaka.

Wasza Adminka

Po rocznicy z wielkiej litery Polaka

Wiedział, że musi wierzyć i nie umiał wierzyć.
I długo miała trwać niepewna jawa
Własnych kroków liczonych w odrętwieniu.

fragment ,,Orfeusz i Eurydyka’’ Miłosza

Coś było nie tak z kościelną mównicą. Ta myśl nie dawała mi spokoju, gdy w ramach lokalnego festiwalu dzielnicowego słuchałam, jak doktor pedagogiki, nawrócony pallotyn opowiadał o historii parafii M.B. Częstochowskiej, w której skośnych progach się znajdowaliśmy. Co tak zwróciło moją uwagę, nie potrafię sobie po latach przypomnieć. Ważne dla obecnej narracji jest jedynie to, że wśród wyrytych w drewnianej mównicy symboli, jeden był nietypowy, rzadki, zastanawiający. Może była to ryba obok tradycyjnego krzyża, może kłos zboża obok nadmorskiej omegi… Grunt, że po gawędzie historycznej księdza pallotyna podeszłam zapytać, czy ta nietypowa symbolika jakoś związana jest z myślą zakonu? A może z historią miejsca właśnie?

Continue reading “Filiżanka z porcelitu*, bądź garść dyskursów”

Mojżesz, Bóg i śmieci

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Wiosna. Czas zakończyć ten maraton wpisów i ruszyć w drogę.

Jeszcze tylko kilka uwag w sprawie Dekalogu. Analizując życie seksualne kajakarzy, doszedłem do wniosku, że dwie tablice zapisane po dwóch stronach, mówią o dwóch drogach. Spróbuję to wyjaśnić, dodając do Dekalogu jeszcze dwie myśli.

Pierwsza: Nie będziesz śmiecił. Druga: Nie będziesz chorował.

Continue reading “Mojżesz, Bóg i śmieci”

Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (2)

Brigitte von Ungern-Sternberg

Kulmbach

Meine frühesten Kindheitserinnerungen setzen ein in einer fränkischen Kleinstadt, in Kulmbach, berühmt für sein gutes Bier. Dort bekam mein Vater 1947 eine Stelle an der Petrikirche, die das Stadtbild dominiert. Sie steht am Anfang einer steil auf einen Berg führenden Zugangsstraße zur Plassenburg, bei weitem dominanter als die Petrikirche – kleine altfränkische Stadt gegen eine Festung mit imposanten Mauern.

Continue reading “Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (2)”

Essen in Palermo

Monika Wrzosek-Müller

Oder Inspirationen zum Osternessen

Der 19. März, der Josefstag, scheint ein besonderer Tag in Italien zu sein, auf jeden Fall in Palermo. Eigentlich dachte ich, wir wären jetzt, kurz vor Ostern eher im Fastenmodus, doch plötzlich sehe ich bei unserem Bäcker so etwas wie Pfannkuchen mit viel Creme, eigentlich wieder Ricotta aus Schafsmilch mit allen möglichen Zugaben – Zutaten wie Schokolade, Pistazien, Zitrone, Mandeln, Vanillie. Die Fühlung sieht aus wie bei dem Cannolo siciliano. Wir essen bei diesem Bäcker sehr gerne frische Panini, zusammen mit den Arbeitern, die die umliegenden Bürgerhäuser renovieren, und manchmal mit den Schülern aus dem nahen gelegenen Gymnasium oder auch mit Touristen, die vom Botanischen Garten um die Ecke vorbeikommen. Heute spricht mich ein Mann an: „Das sollten sie unbedingt probieren Signora“. „Was ist das denn?“. „Das ist die sfincia di San Giuseppe“. Ich schaue genauer hin, in die Auslage an der Bar unten, und sehe eigentlich so etwas wie Pfannkuchen, auch in Öl frittiert, nur dass es sich um Brandteig handelt und die Krapfen wie Windbeutel aussehen. Sie schmecken köstlich, aber nur, wenn man sie ganz frisch isst. Es gibt, wie bei den Cannolli, zwei Varianten eine ganz große und eine kleine, eine Mini-Ausführung. Sie sind luftig und weich und schmecken wirklich unwiderstehlich. Also sfincia di San Giuseppe, auf Deutsch könnte es heißen „Windbeutel à la Heiliger Josef“. Das Wort sfincia kommt angeblich vom lateinischen spongia oder dem arabischen sfang und alle beide Wörter bedeuten Schwamm, also weichen, luftigen Teig.

Continue reading “Essen in Palermo”