“Małą Mi” do Berlina i z powrotem (3). Dwie wolności.

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Czwarty dzień

Jak zwykle rano wyruszyłem około piątej . Doszedłem do ścieżki rowerowej nad kanałem i tam zrobiłem sobie  śniadanie. Zadowolony z siebie ruszyłem wzdłuż kanału, a tu masz babo placek. Ścieżka  najpierw odbija od kanału,  a potem się kończy. Przechodzę pod mostem kolejowym i nie mogę znaleźć kanału. Ktoś mi doradza, bym poszedł do skrzyżowania i tam kierował się na Beeskow. Jakaś kobieta mija mnie na rowerze, po czym zawraca i pyta skąd i dokąd idę.  Włącza tłumacza Google, pyta czy mam znajomych w Berlinie. Mówię, że idę na spotkanie literackie. Pyta, czy jestem pisarzem, odpowiadam, że tak. Tak jest prościej, nie będę  jej tłumaczył, że idę zdjąć foliowy woreczek z drzewa. Mówi, że też trochę pisze. Wskazuje mi drogę do śluzy i doradza kanał jako najkrótszą  drogę do Berlina. Śluzę znajduję w miejscu,  gdzie bym się tego najmniej spodziewał. Szukam na jej terenie jakiegoś dogodnego miejsca na wodowanie MAŁEJ MI, ale nie znajduje. Wychodzi do mnie operator śluzy, jest bardzo życzliwy, pyta dokąd i pokazuje dobre miejsce po drugiej stronie kanału.

Continue reading ““Małą Mi” do Berlina i z powrotem (3). Dwie wolności.”

W Amsterdamie i w Warszawie, don Kichot je śniadanie na trawie

Arkadiusz Łuba (czyli wiadomo kto, ale dawno go nie było, więc może już nie wiadomo kto)

taaa

Ty jeden wielki znasz to, Don Kichocie,
Jednego ciebie to wspomnienie wzruszy.
Bo gawiedź śmiać się będzie wielolica,
Niewarta ostróg z la Manczy szlachcica!

Ty jeden znasz to, Don Kichocie:
reformy Molly Bloom na płocie.
Sztachetą w kroczu umazane;
ktoś inny powie, że obsrane.

Szlachcicu, głupcze też, z la Manczy!
(a Bujny Boylan już z nią tańczy.)

***

Ewa Maria Slaska

Foty z podróży do Amsterdamu (1)

Prawdziwe wiatraki (zdjęcia Anton):

Wiatraki jak malowane:

Wiatrak namalowany przez van Gogha:

Klocki lego na oknie:


Zamiast śniadania latarnia na trawie (totalnie bez związku z tematem, ale w niezwykłym kontekście; zdjęcie Anton):

100 najlepszych filmów wszechczasów

Ewa Maria Slaska

Lista stu najlepszych filmów wg portalu filmweb, czyli moja ulubiona rozrywka, gdy chcę coś obejrzeć, ale nie wiem co. Pierwszy film z kobietą w tytule pojawia się na pozycji 38 (nie o kobietach!), pierwszy polski film na pozycji 60 – to Bogowie, o Zbigniewie Relidze, drugi na pozycji 83 – Najlepszy o Jerzym Górskim. I wreszcie numer 90, Jak rozpętałem drugą wojnę światową. Czy to naprawdę najlepsze polskie filmy wszechczasów? A Brzezina? Wesele? Ziemia obiecana? Lotna? Popiół i diament? Ida? Polska pojawi się też na pozycji 10 – to Lista Schindlera i na 17 – Pianista.
Film o silnej i niezależnej kobiecie znalazł się dopiero na pozycji 80 (czyli daleko za Polakami) – Trzy bilboardy… Cały czas zdecydowana przewaga wojny, więzienia, walki i w ogóle męskich spraw (pierwsza kobieta jest “jak mężczyzna” – walczy i bierze sprawiedliwość w swoje ręce). Walka. Czy to w rzeczywistości, czy w science fiction. Na dwóch pierwszych miejscach filmy wg Stephena Kinga. I to od lat tak jest, bo śledzę te listy od dawna. Nie ma Pół żartem pół serio, nie ma Casablanki, jest tylko jeden Hitchcock i jeden Kurosawa, nie ma Bergmanna ani Tarkowskiego, nie ma Greenewaya, Wesa Anderssona, Godarda, Bunuela, Antonioniego i Felliniego. Nie ma czeskiego kina, minimalnie kino francuskie i włoskie, nie ma niemieckiego, rosyjskiego też nie ma, choć na pewno Hamlet ze Smoktunowskim powinien się tu znaleźć. Wiadomo, nie może być wszystkich i niczyja lista nie zgodzi się z naszą wewnętrzną, ale bardzo mnie niepokoi, że moja lista i ta oficjalna odchodzą od siebie aż tak daleko.

Z tej widziałam 36 filmów i żaden oprócz Życia Briana nie znalazłby się na mojej liście.

Continue reading “100 najlepszych filmów wszechczasów”

Don Kichot, Proust, Joyce i inni

Andrzej Stasiuk, Opowieści galicyjskie

Andrzej Stasiuk, Opowieści galicyjskie, Znak, Kraków 1995

Kowal Kruk, strona 17 i następne
Łatwo go spotkać, bo ruchliwość, mimo emerytury, wcale go nie opuściła. Drepcze tu i tam w celach prawdziwych i wyimaginowanych, krok ma trochę wolniejszy, lecz stawia stopy jak zwykle: klapu, klapu,klapu, jakby się przysysał, dopasowywał do szarej, rozjeżdżonej drogi. Drobny chód, kolana lekko zgięte – jak się stoi całe życie przy kowadle, to amortyzacja wchodzi w krew.
– Panie Cześku, piwo?
– Z szacunkiem, ale następne ja stawiam.

Continue reading “Don Kichot, Proust, Joyce i inni”

Co czytałam z zapartym tchem?

Kon Tiki

Ewa Maria Slaska

Niespełna w dwa lata po zakończeniu II wojny światowej rozpoczęła się wyprawa Kon Tiki, o której w dzieciństwie przeczytałam pewnie ze sto razy.


Książka o wyprawie wydana została po polsku w 1955 roku i ja ją wtedy od razu dostałam i przeczytałam. Do dziś bez zaglądania gdziekolwiek potrafiłabym opowiedzieć o niezwykłym drzewie balsa, z którego Heyerdahl zbudował tratwę i równie niezwykłym drzewie żelaznym, z którego zrobiony został maszt. Wiele lat później tata po jakiejś swojej wyprawie żeglarskiej przywiózł mi kawałek drzewa balsa, a ja trzymałam go przy łóżku.
Ciekawe, że tak mnie ta historia zafascynowała, choć nigdy nie było we mnie materiału na podróżniczkę, pokonującą nieprzetarte szlaki. No i nie umiałam pływać, co, jak się okazuje, nie byłoby przeszkodą, bo Heyerdahl też nie umiał. Ale tego dowiedziałam się dopiero teraz, przygotowując ten wpis :-).

Continue reading “Co czytałam z zapartym tchem?”

“Małą Mi” do Berlina i z powrotem (2)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Trzeci dzień. Eisenhüttenstadt.

Rano obudziłem się przed piątą i natychmiast ruszyłem w drogę. Tak jakbym uciekał.  Jakbym się bał zasiedzenia. Wszelkie porządki w wózku, jakiś niewielki posiłek robię dopiero w drodze.

Przepadam za tymi postojami ciągle w nowych miejscach, przy czym starannie je wybieram. Miejsce musi być ładne i z możliwie najdalszą perspektywą.

Widać, że w nocy lało, wszędzie były kałuże, a ja jak zwykle spałem i nic nie słyszałem.  Dopiero jak doszedłem do drogi Osiecznica-Maszewo, zatrzymałem się, coś przegryzłem popijając wodą, w końcu zaparzyłem kawę.

Continue reading ““Małą Mi” do Berlina i z powrotem (2)”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (53). Zakończenie, czyli o poezji.

Roman Brodowski (Brom)

O zbrodniczych planach organizacji ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej, o ich współpracy przeciwko Polakom, Rosjanom oraz innym narodom nieukraińskim, pisałem nie tak dawno, nie będę się więc powtarzał. Powojenny status Ukraińców ustaliły w Teheranie i Jałcie państwa zwycięskie. Po raz kolejny nacjonalizm ukraiński stal po „złej stronie mocy”.

Niestety nie wszyscy mieszkańcy południowo-wschodnich terenów Polski powojennej, utożsamiający się z narodem ukraińskim, znaleźli się na terytorium Związku Radzieckiego. Część z nich w ramach przymusowych przesiedleń musiała przenieść się na północ, na Ziemie Zachodnie, lub w ogóle wyemigrować z Polski. Akcja ”Wisła” do dzisiaj uznawana za zbrodnię przeciwko społecznościom mniejszościowym, miała potrójne dno: etyczne, etniczne i polityczne.

Okres powojenny stał się jednak czasem stabilnego pokoju i w pewnym sensie wymuszonej zgody pomiędzy narodem polskim i narodem ukraińskim.

Chociaż Centralna Rada Ukraińska proklamowała 25 stycznia 1918 roku niepodległość i utworzenie Ukraińskiej Republiki Ludowej, to jednak geopolityczne państwo ukraińskie oficjalnie pojawiło się na mapach świata z chwilą rozpadu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, czyli dopiero w 1991 roku.

Proklamacja wspólnoty nowopowstałych niepodległych państw, Rosji, Białorusi i Ukrainy nastąpiła 8 grudnia tegoż roku na spotkaniu przedstawicieli najwyższych trzech byłych republik Związku Radzieckiego. Miejscem spotkania były Wiskuły w Puszczy Białowieskiej. Porozumienie podpisali ze strony Rosji Borys Jelcyn, Ukrainy – Leonid Krawczuk, Białorusi – Stanisław Szuszkiewicz. To stało się początkiem istnienia uznanych przez Organizację Narodów Zjednoczonych państw Ukrainy i Białorusi.

***

Każde państwo i każdy naród ma prawo do tworzenia własnej narodowej historii. Taką własną narodową historię posiadają i Polska, i Rosja, i Litwa, a więc państwa które niejako były uczestnikami procesu narodowotwórczego oraz państwowości Ukrainy. Również Ukraina posiada swoją historię. Jednakże ukraińscy historycy starają się tę historię, napisać tak, aby udowodnić zarówno sobie jak nauce światowej ciągłość tożsamościową narodu ukraińskiego niemalże od czasów prahistorycznych. Ja, przykro mi, tej ciągłości nie odnalazłem.

To prawda, że każdy z nas, zarówno my jak i inni, często staramy się przedstawiać naszą historię w taki sposób, by można było być z niej dumnym. Fakty historyczne można w różny sposób interpretować, jednakże fakt zawsze pozostaje faktem.

Wydaje mi się, że Ukraina i Białoruś w nowej narodowej i państwowej rzeczywistości powinny zwrócić szczególną uwagę na fundament, jakim są fakty oraz artefakty.

Niestety historycy często, przekazując dziedzictwo historii ich kraju, starają się przekazać „prawdę czasu”, interpretując ją w sytuacjach wrażliwych, spornych lub niewygodnych tak, by stała się dla atrakcyjna politycznie i społecznie, chociaż niekoniecznie zgodna z faktami.

Powstawanie państw jest procesem chronologicznym, jest ciągiem wydarzeń.

Najpierw początek, który w średniowiecznej Europie wschodniej i centralnej na ogół stanowiły plemiona, w naszym przypadku słowiańskie. Następnie charyzmatyczna postać, która swoim oddziaływaniem potrafiła zjednoczyć wokół siebie zwolenników, tworzących zazwyczaj organizację o charakterze wojskowym, jednoczącą coraz to więcej innych grup plemiennych.

Tak, podobnie do siebie, wyglądały średniowieczne dzieje Polski, Rusi, także tej Kijowskiej, czy Litwy (Wielkie Księstwo Litewskie) – ich państwowość zapoczątkowana została w IX, X czy XIII wieku.

Polska, czyli opowieść Galla Anonima:

Najpierw około IX wieku na ziemiach Polski tworzą się słowiańskie wspólnoty plemienne. W najsilniejszym z plemion, u Polan, pojawia się Ziemowit, a potem jego wnuk Mieszko I, którzy jednoczą wokół siebie inne plemiona. Od mniej więcej 960 roku Mieszko jest już niekwestionowanym władcą utworzonego przez siebie państwa Polan. Rok 966 to oczywiście chrzest i przyjęcie religii zachodniochrześcijańskiej.

Ruś Kijowska (opowieść Nestora):

Najpierw, w VI wieku przywędrowały tu plemiona słowiańskie. Następnie, w 862 roku, na zaproszenie przybywa do Nowogrodu jako rozjemca skłóconych ze sobą Słowian i Finów wielki Ruryk wraz z braćmi Senesem i Truwerem i to on rozpoczyna dzieło scalania plemion wschodniosłowiańskich.

W 882 roku Oleg, regent nieletniego syna Ruryka, Igora, przyłączył Kijów do ziem nowogrodzkich, by następnie uczynić z niego nową stolicę Rusi. Sto lat później, najprawdopodobniej w 988 roku prawnuk Ruryka, Włodzimierz przyjął chrzest w obrządku bizantyjskim. Dodam tu może, że już wtedy Ruś Kijowska sięgała terenów Przemyśla. Włodzimierz zajmuje Grody Czerwieńskie, należące wówczas do „Lachów”.

Rosja jest kontynuacją dzieła dynastii Ruryka.

Litwa, czyli Wielkie Księstwo Litewskie.

Najpierw były wspólnoty plemienne Bałtów, Jadźwingów i Żmudzinów. Później pojawia się Mendog – charyzmatyczna postać, która dokonuje ich zjednoczenia, a około 1236 roku utworzy państwo. Mendog jest przodkiem Giedymina i to od niego wywodzi się poboczna linia Jagiellonów. W roku 1253 Mendog został koronowanym królem zjednoczonej Litwy.

Ekspansja kolejnych władców Litwy na opanowane przez „złotą Ordę” tereny byłej Rusi kijowskiej powiększyła tereny Litwy. W 1385 roku Jagiełło ochrzcił siebie i Litwę, przyłączając ją do kościoła rzymskokatolickiego.
W żadnym z wyżej wymienionych przykładów, opartych zarówno na legendach jak i faktach, nie odnalazłem śladów istnienia etnicznej wspólnoty Ukraińców.

Dzisiejsze państwo Ukraina, zgodnie z moją hobbystyczną wiedzą, jest nieodłączną częścią historii Rusi Kijowskiej, Rosji, Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Przeszłości nie można zakłamywać.

Naród, który na przestrzeni wieków poszukiwał swojej narodowej tożsamości, a którą odnalazł w dumach kozackich i w poezji twórców romantyzmu ukraińskiego XIX wieku, Tarasa Szewczenki, Iwana Franko i innych, ma prawo do samostanowienia o sobie, choć nie zostało ono oparte na wspólnocie plemiennej. Ale przecież nie tylko plemiona mają prawo do niepodległości.

I taka jest prawda. Ukraina to nie jest dzieło plemienne, to dzieło poetów.
Piękna prawda!

Prawdy nie da się ukryć, ona zawsze będzie się odradzać.

Poeta pamięta.

PS od Adminki: Dlatego o dziejach Ukrainy przez ponad rok opowiadał na tym blogu nie historyk, lecz poeta.

Kashia Vega (po wielu tygodniach)

W kwietniu w Berlinie miał się odbyć koncert. Miała śpiewać młodzież z Polski. Organizatorką była berlińsko-szczecińska pisenkarka, Kashia Vega. Poprosiłam o bilet prasowy (blogerzy już od dawna są traktowani jak prasa, czasem nawet bardzo pożądana), dostałam i przy okazji Kasia spytała, czy chcemy porozmawiać. Odpowiedziałam, że tak, po koncercie. Chciałam chwilę pogadać, żeby mieć materiał na kolejny wpis. Redaktorka bloga, który od 13 lat codziennie w minutę po północy publikuje kolejny wpis, jest wszystkożerną harpią, która zawsze i wszędzie szuka materiału.

Zakładałam, że koncert nie będzie niczym specjalnym, ot, taki koncert “dla Polonii”. Rzeczywistość utarła mi tego zarozumiałego nosa, bo koncert był świetny i bawiłam się świetnie.

Napisałyśmy o tym TU: https://ewamaria.blog/2025/04/06/inne-inni-i-kasia-vega/ I koniecznie przeczytajcie ten wpis, bo naprawdę oddaje to, jak było wspaniale, barwnie i kolorowo, no po prostu świetnie.

A potem spotkałyśmy się z Kasią, porozmawiałyśmy, rozmowa okazała się równie świetna, więc zapytałam redakcję Kuriera Szczecińskiego, czy by nie chciała jej opublikować. W końcu Kasia jest nie tylko z Berlina, ale i ze Szczecina. Redakcja chciała. Tekst się ukazał, najpierw na papierze, potem on line. Potem Kasia umieściła go na Facebooku i na Instagramie. A ja cały czas nie publikowałam tej rozmowy na blogu, szanując kolejne jej odsłony poza blogiem. Ale myślę, że w wiele tygodni po publikacji papierowej, mogę i ja ją wykorzystać.

Trochę o mojej książce

Jakby ktoś chciał przyjść na moje spotkanie autorskie, to będzie w marcu 2026 roku. Po niemiecku:

Humboldt Forum / Berlin Global
Piątek, 13 marca 2026
godzina 18:0

Otwarta przestrzeń: Freiheit Gleichheit Solidarność
Schloßplatz 7
10178 Berlin

Moderatorka: Sophie Pearl
Performance Anna Krenz, piosenki Jemek Jemowit, czytanie Ewa Maria Slaska
Na zakończenie koncert
Wstęp wolny
ew. wymagana rejestracja

Continue reading “Trochę o mojej książce”

Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem

Autorzy: Bohumil Hrabal i László Szigeti, wyd. Warszawa 2011

EMS: Rozmowy zostały przeprowadzone w 1984 roku, wydane po czesku 1996 roku, po polsku w roku 2011. To istotne, bo głęboko humanistyczne poglądy czeskiego pisarza, tak jak je głosił w latach 80, mogą się dziś wydać staroświeckie, albo wręcz anachroniczne.

Zresztą nie uprzedzajmy wypadków. Najpierw kilka fragmentów książki, a dopiero potem wnioski i uczucia.

Aha, Nándor Hidegkuti (1922- 2002) był (ubóstwianym) węgierskim piłkarzem i trenerem, Bohumil Hrabal (1914-1997) był czeskim pisarzem, a László Szigeti (1957-2022) – słowackim politykiem narodowości węgierskiej, najpierw komunistą, a potem – antykomunistą.

Drybling – wiadomo, w rozmowie Hrabal często kończy odpowiedź sformułowaniem “to taki drybling na chustce do nosa”. Aczkolwiek rozmowy po angielsku nazywają się piruety na chustce do nosa, a po niemiecku – sztuczki z chusteczką. Aha, poniższy fragment książki zaczyna się od zdania po niemiecku. To zdanie Hrabala.

***

Continue reading “Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem”