Kajakarstwo a fizyka kwantowa 3

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Pojedynek na miotły

Druga runda zaczęła się, gdy na płocie przed moim domem pojawił się plakat o gminnym konkursie na najbardziej zadbaną  wieś w gminie. Ostatni punkt regulaminu głosił, że “pięć najmniej zadbanych wsi otrzyma symboliczne Miotły 2004, które zostaną  rozpowszechnione w prasie, na stronach internetowych oraz w miejscach użyteczności publicznej.”

Po pierwszej ocenie czystości wsi najlepiej wypadła wieś wójta a najgorzej Ławica, gdzie mieszkałem. Zwróciłem się do wójta z prośbą o odstąpienie od  przyznawania Mioteł, uzasadniając to tak: “jeśli urząd przyznaje sobie prawo do publicznego piętnowania na podstawie subiektywnej oceny, to znaczy, że ktoś chce przywołać upiory z poprzedniego stulecia.” W odpowiedzi wójt bronił Mioteł. Wywiązała się dyskusja na łamach prasy pt. MIOTŁY 2004. Część mieszkańców gminy była po stronie wójta a część po mojej.

Ogłoszenie wyników konkursu miało nastąpić w ramach gminnych dożynek. Nic nie wskazywało na to, by wójt miał się poddać w sprawie Mioteł. Nie było mnie na dożynkach. Chyba dwa dni po tym wydarzeniu spotkałem redaktora naczelnego tygodnika kłodzkiego Euroglaciensis. A on do mnie:
– Czy pan wie, co pan zrobił?
Wystraszyłem się.
– Co takiego?, pytam.
– Panie Marku, wójt się poddał. Nikt się tego nie spodziewał, to do niego niepodobne. 

Tydzień później dostałem wezwanie do prokuratury, gdzie postawiono mi zarzuty zagrożone karą do dwóch lat więzienia.

W wyborach do Sejmu Wójt był jedynką w swoim okręgu, był pewien, że tym razem się dostanie.

Miałem nieruchomość, którą opuściliśmy po powodzi w 1997 roku. Miejscowa ludność szabrowała tam, co się dało. Stan techniczny tej mojej posiadłości był opłakany. Była też obciążona hipotekami ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Banku. Jej wartość była zatem ujemna. Koszty rozbiórki przewyższały wartość ziemi.
Krótko po tym jak zgodziłem się na organizację spływu we współpracy z gminą, dostałem od inspektora Nadzoru Budowlanego mandat na 1000 złotych za brak zabezpieczenia nieruchości. Poszedłem z tym do pani Marioli, a ona zaniosła pismo wójtowi i powiedziała, żebym się nie martwił.

Jednak po historii z miotłami do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o mojej odpowiedzialności za katastrofę budowlaną dużych rozmiarów.
Zostałem skazany na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
Asesor, która wydała ten wyrok, bardzo mnie przepraszała, mówiła, że nie może inaczej i radziła, bym się odwołał do Sądu Okręgowego w Świdnicy
Mając ten wyrok, poszedłem do ZUS-u, Urzędu Skarbowego i Banku. Z uwagi na wyrok umorzyli mi wszystkie długi, a na koniec jakimś niesamowitym trafem sprzedałem tę nieruchomość, oczywiście za bezcen.
Powinienem wójtowi postawić przynajmniej piwo. Tymczasem on znów przepadł w wyborach, choć był pierwszy na liście. Jego partia w okręgu, w którym startował nie zdobyła żadnego mandatu.
Podobno był to jedyny taki przypadek w Polsce.

O trzech muralach w Poznaniu

Ela Kargol

Jeden świeci i się raduje, drugi budzi kontrowersje, że aż konserwator zabytków, nie wie, co z tym fantem zrobić, a trzeci ukrył się tak sprytnie, że gdyby nie panowie stojący w bramie, pewnie bym go nie zobaczyła.

Historię małpki Punch opowiedziała mi moja córka. W sumie dorosła osoba, a tak się wzruszyła, albo dała zmanipulować, że aż zamówiła sobie pluszowego orangutana, podobnego do tego, który rzekomo miał zostać mamą zastępczą dla Punch.


Został, nie został. Internauci uwierzyli, że został. No i ruszyła sprzedaż pluszowych małpich matek. Gdyby nie ta historia, pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi na newsy z Poznania, mojego rodzinnego miasta.

Continue reading “O trzech muralach w Poznaniu”

Na Dzień Kobiet

Matylda Wikland

Jutro jest rzeczą, bądź rozmyślania roztopowe

Podczas jednego z wykładów prof. Czarnocki zauważył, że w ostatniej ławce dwóch studentów gra w karty. Profesor przerwał wykład i poprosił, aby grający do niego podeszli. Zapytał, w co grają, a oni odpowiedzieli, że w pokera. Na pytanie o stawkę odrzekli, że grają o 5 zł za punkt. Profesor zdziwił się, że grają tak nisko, wyciągnął z kieszeni 10 zł i dał im, mówiąc: „Ja w waszym wieku też grałem w pokera, ale o wieś, a czasami o kilka wsi. Przykro, że gracie tak nisko, a teraz słuchajcie wykładu, bo to wam się bardziej w życiu przyda niż gra w karty”.

(prof. Janusz Emerich, “Wspomnienie o prof. Wilhelmie Czarnockim”)

Poruszenie wzwyż, przepuszczenie sennego świstu powietrza, i osunięcie się na wycyzelowane ramy podstawy. Chwila spokoju, słońce muska łagodne wzgórki lodu niczym oszlifowane czułą ręką rzemieślniczą. Fala wzbiera znów, uniesienie, oddzielenie, odepchnięcie, płyta z westchnieniem opada.

Continue reading “Na Dzień Kobiet”

Wakacje w Anglii (2)

Drugą część zimowych wakacji angielskich spędziłam w Kornwalii, czyli na tym sięgającym w Ocean Atlantycki cyplu angielskiej wyspy położonym na południowym zachodzie od… wszystkiego. Za Kornwalią jest ocean, za oceanem Ameryka.

Wakacje w Kornwalii zapewnili mi Kasia, której cioteczną babką była teściowa mojej teściowej, oraz jej mąż Clint. Bardzo im dziękuję!

Continue reading “Wakacje w Anglii (2)”

Kajakarstwo a fizyka kwantowa (3)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Ludzie myślą, że są bezsilni w starciu z systemem. Są bezsilni, bo grają zgodnie z regułami narzuconymi przez system. Nie mają odwagi wyjść poza wszelkie reguły. Stary Burnus mówił, że lepiej z mądrym przegrać, niż z głupim wygrać. Co robić, żeby z głupim nie przegrać. Grać absurdem. Nie wiem, czemu to działa? Za każdym razem jestem zdziwiony, jak działa.

Continue reading “Kajakarstwo a fizyka kwantowa (3)”

Sny w bluesie

Teresa Rudolf

Tiulowe baranki

Kiedy przychodzi noc,
wpada światło księżyca
jasne, srebrne i chłodne, 
myśli układają się do snu.

Myśli dziś ostre jak brzytwa,
choć i łagodne jak baranki,
rozliczają, lub też chwalą
miniony, senny już dzień.

W głowie galimatias,
chaos emocji i logiki,
aż…ta tiulowa niemoc
szczelnie zasłoni oczy. 

Sen na sztalugach

Bledniemy sobie nieustająco,
coś wpycha nas brutalnie
do lamusa wspomnień
by zamknąć szufladę…

Nie wystarczyły moje
słodziutkie akwarelki,
a później olejne farby,
ani też i te krzykliwe…

Nie wystarczyły, 
wiem, wiem, wiem,
nie można nieustająco
malować równocześnie…

…na  kilku 
sztalugach,

..na mojej,
 i na czyjejś.

Wiersze na zaćmienie Księżyca

Andrzej “Filet” Fikus

Depresja

Zdzira podstępna
Zapada żelbetonowa kurtyna
Widząc promień słońca
Spada gilotyna
Wyczuwając iskrę nadziei
Idzie z tobą do sklepu
Byś się zgubił wśród półek
Byś wybiegł spocony oszalały
Ona idzie z tobą do łożka
Żebyś nie zasnął spał w malignie
Żebyś w śnie chodził w smole
Żeby być przy twoim obudzeniu
I cię ukrzyżować

Depresja siedzi na chodniku
Nie zawsze cuchnie brudem i alkoholem
Jedzie pociągiem nie chce wysiąść
Patrzy w kałużę chce utonąć

A jeśli mnie spotkasz
Zobaczysz czarne łzy
Głuche wycie krzyk ujadanie niemocy
Nie mów weź się w garść
Bo ci wyrwę język
Nie radź jakoś to będzie
Bo ci przegryzę tętnicę
Weź mnie za rękę
Pójdźmy razem po pomoc
Uporządkujmy moje rachunki
Usuńmy stare kurze
I bądź czujny nowe czyhają

***

Widziałem dziś jak cię zabrał wiatr
Wciąż czekam wciąż się oddalasz
Nie odsłonię okien już bo widziałem jak cię porwał wiatr
Liście zamiatają po tobie ślady
Nie mam prawa czekać bo widziałem właśnie jak cię uwiódł wiatr
Wkrótce kolory zakończą swój taniec a chłodny garb melancholii wyrośnie na moich plecach
Widziałem dziś jak się nie opierałaś
by cię zabrał wiatr

***
Zatrzymałem się w tym miejscu
Niewymownie podobnym do ciebie
Przykucnąłem na liściu wodnej lilii
Nasłuchuję wśród trzciny
Wiatr jakby niósł twój szept
Bądź tu znów wkrótce
Przysięgnę ci słońce

Cierpienie zwierząt. Wisława Szymborska (2)

Jarosław Dzięgielewski
Jeleń
Wydanie drugie, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1973



Nie ma już w Europie dużych dzikich zwierząt, które by żyły jeszcze poza zasięgiem naszej ludzkiej laski niełaski. Tylko drobnica wymyka się spod kontroli i miejscami bytuje na prawdziwej swobodzie. Dużym gatunkom może się tylko wydawać, że istnieją jak chcą, w rzeczywistości jednak poddane są zdalnie kierowanej hodowli. Gdybyśmy się uparli i energicznie do dzieła zabrali, moglibyśmy każdy większy gatunek unicestwić do ostatniej sztuki w ciągu dwóch, trzech lat, a przy żywym współudziale biurokracji to nawet w ciągu lat pięciu. Naturalnie nikt tego sobie nie życzy. Czytając książkę Dzięgielewskiego, w której jest absolutnie wszystko, co dotyczy jelenia w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, doszłam do wniosku, że piękne to zwierzę będzie istniało w Europie aż do ostatniego myśliwego. Myśliwi zginąć mu nie pozwolą, bo kto lubi polować, musi mieć na co. Tak tedy myśliwy przemyka przez karty tej książki w podwójnej roli: niszczycielsko-opiekuńczej, jako anioł zagłady i anioł stróż równocześnie. W prawej ręce dzierży strzelbę, a lewą przesyła jeleniowi całusa. Bodaj najczęściej używanym słowem w książce, oprócz słów „jeleń” i „poroże”, jest “odstrzał”. Odstrzał poprawia rasę, bo eliminuje osobniki niepełnowartościowe. Odstrzał czuwa nad pożądaną proporcją w ilości samców i samic. Odstrzał reguluje rozmieszczenie zwierzyny, aby mogła dobrze prosperować nie niszcząc nadmiernie materii leśnej i polnej. Odstrzał poprawia nawet urodę jeleni, uniemożliwiając rozród takim egzemplarzom, którym rogi rosną nie tak, tylko tak. Jednym słowem odstrzał działa na różne sposoby dla dobra jeleni i tylko to jest przykre, że one o tym nie wiedzą.

Continue reading “Cierpienie zwierząt. Wisława Szymborska (2)”

Wakacje w Anglii (1)

Ewa Maria Slaska

Na przełomie stycznia i lutego byłam w Anglii. Wcale nie taki dziwny czas na wakacje. Było już wiosennie, kwitły kwiaty, temperatury sięgały nawet 12 stopni powyżej zera, mimo to było raczej chłodno i przez większość czasu deszczowo. Jednak udało mi się obejrzeć różne wystawy i zwiedzić różne miejsca. W wielu tych wyjściach ktoś mi towarzyszył i z reguły to on właśnie robił zdjęcia. Wszystkim “ktosiom” bardzo dziękuję.

Londyn, dzielnica Chiswick

Konrad

Przemiła “staro-wesoło-angielska” część Londynu. Małe domki, małe sklepiki i restauracyjki, mili, spokojni ludzie miło i spokojnie popijają kawę w miłych i spokojnych kawiarenkach. Na zdjęciach akurat jestem ja, ale też tu chyba jestem miła i spokojna.

Londyn, cmentarz Highgate

Na cmentarz Highgate chodzi się przede wszystkim dla Karola Marxa. Ma to wszelkie cechy pielgrzymki. Dlatego też wejście na cmentarz, który jest raczej zaniedbany i zapuszczony i nie umywa się do Peré Lachaise, Powązek czy cmentarza Łyczakowskiego, kosztuje 10 funtów, podczas gdy wejście na tamte wielkie cmentarze europejskie jest za darmo. Co gorsza ten Marx za 10 funtów jest paskudny i nieautentyczny.

W grobie pochowano też żonę Karola, Jenny von Westphalen, ich gospodynię, Helenę Demuth i ich córkę Eleanor. Marx i reszta jego kompanii zostali pochowani w bocznej alejce, w niedużym grobie szeregowym, który do dziś istnieje. Dopiero w roku 1954 Komunistyczna Partia Wielkiej Brytanii wzniosła mu sowieckie w duchu pomniczydło w bardziej wyeksponowanym miejscu. Rzeźbę wykonał Laurence Bradshaw. Na pomniku wyryto jedno z najsłynniejszych zdań ludzkości i na pewno najsłynniejsze zdanie Marxa: WORKERS OF ALL LANDS UNITE (Proletariusze wszystkich krajów łączcie się). Wyryto mu też jednak inne zdanie, a mianowicie tzw. 11 tezę o Feuerbachu: THE PHILOSOPHERS HAVE ONLY INTERPRETED THE WORLD IN VARIOUS WAYS – THE POINT HOWEVER IS TO CHANGE IT (Filozofowie tylko interpretują świat, ale tak naprawdę chodzi o to, by go zmienić).

W latach 70 ktoś próbował dokonać nieudanego zamachu bombowego na ten pomnik. Zapewne czyn ten miał podłoże polityczne, ale ja bym go też chętnie wysadziła w powietrze za jego napuszoną arogancję.


Londyn, Victoria and Albert Museum

Marceli

Nie byłam w tym muzeum ponad 50 lat. Zapamiętałam z dawnych czasów salę ze starymi naparstkami. Nie było żadnych naparstków! Poza tym bardzo ładnie. Wszystko bez ładu i składu, jak na luksusowym bazarze. Ogromne cenne dywany, nieprawdopodobne szkło, Turner i piękne widoki z okien.

Wspaniała wystawa o Marii Antoninie, jej strojach i biżuterii. Kobiety przychodzą na tę wystawę w niezwykłych sukniach.Nie wiedziałm, więc byłam ubrana zwyczajnie, ratował mnie jedynie mój różowy berecik. Na wystawie jest też ostatnia suknia, jaką skazana na śmierć królowa kupiła sobie, już będąc w więzieniu – bawełniana drukowana z materiału w stylu  Toile-de-Jouy produkowanego w słynnej fabryce niemieckiego przedsiębiorcy Christophera Philippe’a Oberkampfa, który w XVIII wieku na stałe osiadł we Francji.


Londyn, Tate Modern

Izabela

Poszłyśmy na wystawę o Picassie. Wstyd przyznać, ale nawet niezbyt mi się chciało. Myślałam sobie, ach jej, już tyle Picassa widziałam, bez sensu. No ale poszłam i bardzo jestem wdzięczna Izabeli, że mnie na tę wystawę namówiła. Było kilkadziesiąt obrazów z różnych epok jego malarstwa, i to rzeczywiście było po trochu takie jak zawsze, genialne, ale przecież wszystko już widzieliśmy, im jesteśmy starsi, tym więcej. Ale był też film Le Mystère Picasso’ (reżyseria Henri-Georges Clouzot) o tym, jak pracował Picasso, jak zmieniał swoje prace nawet 20 razy, tak że na końcu na płótnie nie pozostawało już nic z tego, co zainicjowało dany obraz. Po skończeniu jednego z takich obrazów Picasso obraca się do kamerzysty i reżysera i mówi, “widz pomyśli, że machnąłem to w 10 minut, a tymczasem…”, “…malowałeś to pięć godzin” dopowiada reżyser. Rewelacja!

***
W holu Tate Modern stoi ogromna kolumna futer reniferów. Uchwyciłam na zdjęciu mniej więcej jedną trzecią instalacji, całość jest znacznie wyższa, sięga pewnie trzeciego piętra.


To część instalacji Goavve-Geabbil, w której Máret Ánne Sara pokazuje symbiozę natury, ludzi i zwierząt na dalekiej Północy. Na instalację składają się też symbolicznie zaznaczone wiklinowymi witkami jurty pasterskie, kompozycje czaszek i kości i dziwna, przejmująca kompilacja dźwięków. Artystka jest Samijką , a jej praca jest refleksją nad życiem jej ludu. Hodowla reniferów, kiedyś oś życia i kultury Samów, podlega ustawicznym ograniczeniom. Wydobycie surowców, produkcja energii, zmiany klimatyczne naruszają więzi zwierząt, ludzi i krajobrazu. Kultura Samów zanika.

Tak się kończy londyńska część moich tegorocznych wakacji. Jutro jadę do Kornwalii. Wpis za tydzień.