Już mi bliżej niż dalej*

Dariusz Bareya

Reblog o byciu starym (znalazł na FB Jarosław Łukasik)

Nasza kultura najczęściej cieszy się z sukcesów na wczesnych etapach życia, hołubi ludzi, którzy szybko rozkwitają.

Zarazem ci ludzie często równie szybko przekwitają, jak zakwitli.

Właśnie z tego powodu ignoruję wszelkie publikowane listy typu “35 najlepszych przed trzydziestką piątką”.

Nie interesują mnie byty jednoroczne, lecz długoletnie.

Chciałbym czytać tylko rankingi typu “8 najlepszych po osiemdziesiątce”.

Nie chcę wiedzieć, jak trzydziestolatek stał się bogaty i słynny.

Chcę słuchać o tym, jak osoba osiemdziesięcioletnia przeżyła swoje życie w zapomnieniu, cały czas tworząc, dzięki czemu była szczęśliwa.

Chcę wiedzieć, jak osiemdziesięciolatek Bill Cunningham skakał na rowerze każdego dnia i jeździł po Nowym Jorku, robiąc zdjęcia.

Chcę wiedzieć, jak Joan Rivers umiała opowiadać dowcipy do samego końca życia.

Chcę wiedzieć, jak dziewięćdziesięciolatek Pablo Casals wstawał rano i ćwiczył grę na wiolonczeli.

To u tego typu ludzi szukam inspiracji.

Zdołali oni bowiem znaleźć tę jedną rzecz, która sprawia, że czują, iż żyją, oraz sami trzymają się przy życiu, wykonując tę rzecz.

Są to osoby, które zasiały nasiona, zajęły się sobą i udało im się wyrosnąć w coś trwałego.

Chcę być jednym z nich.

Chce uczynić słowa malarza po osiemdziesiątce Davida Hockneya moim osobistym mottem:

“Będę kontynuował, dopóki nie padnę”. (Rób swoje – Austin Kleon)


* Tytuł wpisu ode mnie (EMS)

Reblog: 4 pisarki, które zdefiniowały świat

Samuel Dowd

…(i literaturę) na nowo

Ich niecodzienna, radykalna i zuchwała twórczość na zawsze zmieniła literaturę i kobiety. Czasem odbywało się to po cichu, a innym razem z rozmachem.

Utwór Cztery kobiety Niny Simone to wstrząsający akt oskarżenia, głos sprzeciwu wobec spuścizny niewolnictwa. Słynna piosenkarka jazzowa wypowiada się w imieniu całych pokoleń afroamerykańskich kobiet, przez wieki doświadczających niesprawiedliwości i przemocy. Na przestrzeni XX wieku wiele nieustraszonych wojowniczek podobnie jak Simone występowało przeciwko pokornej i biernej postawie kobiet, broniąc swojego prawa do mówienia własnym głosem i zachęcając do tego inne siostry. Najważniejsze z nich to Virginia Woolf, Simone de Beauvoir, Monique Wittig, Maya Angelou, Bell Hooks i Nawal El-Saadawi.

Odziedziczyłem miłość do literatury po mojej matce. Wszystkie książki, jakie mamy w domu — te powciskane na półkach, rozrzucone po podłogach i zalegające na stoliku nocnym — należały do niej. Często mi czytała, a ja uwielbiałem słuchać raz opadającej, raz wznoszącej tonacji jej głosu. W trakcie czytania nie tylko nauczyła mnie swojej „matczynej mowy”, ale także wpoiła, że słowa budują świat. Utalentowany autor czy autorka ma moc kształtowania otaczającego nas świata.

Książki są ogniwem, które łączy moją matkę i mnie po dziś dzień. Wymieniamy się nimi, dyskutujemy o nich. I często w książkach napisanych przez kobiety odnajdujemy najciekawsze i najistotniejsze dla współczesnego świata wątki. Poniżej przedstawię cztery pisarki, które opisały rzeczywistość z punktu widzenia kobiet, by dać im głos i wypełnić je siłą. 

Lepszy świat nie może istnieć bez wyzwolenia umysłów, ciał, a nade wszystko języka kobiet – Nawal El-Saadawi.

1. Clarice Lispector

Gdy w wieku 23 lat Clarice Lispector opublikowała W pobliżu dzikiego serca, poeta Lêdo Ivo nazwał ją najwspanialszą powieścią, jaką kiedykolwiek kobieta napisała po portugalsku. Gwałtowny, dynamiczny opis myśli i przeżyć bohaterki powieści wprawiał w osłupienie ówczesnych czytelników w Brazylii. Monolog wewnętrzny Joany jest liryczny, senny i nieuchwytny. Oddaje sprzeciw bohaterki wobec konwencji oraz oczekiwań, także własnych.

W 1944 roku powieść została wyróżniona prestiżową nagrodą Graça Aranha. Lispector napisała po niej wiele uznanych powieści, artykułów i opowiadań, w tym „Pasję według G.H.” (1964), opisującą niemal ekstatyczne doznania bohaterki w obliczu śmierci karalucha, a także powieść „Água Viva” („Żywa woda” — 1973), kolaż myśli i refleksji nieprzepuszczonych przez żaden filtr:

Stwarzam siebie na nowo, kreśląc rysunek. Mam głos. Gdy zatracam się w kresce, ćwiczę, jak doświadczać życia bez planowania. W świecie brak określonego porządku, a zatem wszystko, co mam, to porządek mojego oddechu. Pozwalam sobie samej się wydarzać.

Krytyk literacki Sergo Millet twierdził, że Clarice Lispector penetruje głębię psychologicznej złożoności współczesnej duszy. Autorka bez ustanku badała powiązanie pomiędzy językiem a świadomością i próbowała zdefiniować, co tak naprawdę oznacza żyć w kobiecym ciele. Niewątpliwie zaliczana do grona najznakomitszych autorów i autorek XX wieku, według jej biografa i tłumacza w Stanach Zjednoczonych, Benjamina Mosera, była także najważniejszą twórczynią żydowską od czasów Kafki. Tak pisała o niej autorka Hélène Cixous: Clarice to imię kobiety, która zdolna jest przywoływać życie we wszystkich jego ciepłych i chłodnych odcieniach. A ono przychodzi. Ona mówi: Oto jestem. I w tej właśnie chwili Clarice jest. Clarice jest całkowicie zanurzona w chwili, gdy poddaje się istnieniu, żywa, bezkresna, nieskończona…

2. Hélène Cixous

Francusko-algierską pisarkę Hélène Cixous uważa się za jedną z matek poststrukturalnej teorii feministycznej. Jacques Derrida, którego łączyło z nią żydowsko-algierskie pochodzenie i z którym blisko współpracowała, określał ją mianem najlepszego żyjącego autora piszącego w języku francuskim. Wydała ponad 70 dzieł, w tym 23 tomy poezji, sześć zbiorów esejów, pięć dramatów i niezliczone artykuły. Współtworzyła również francuski uniwersytet Université Paris 8 oraz pierwszy Ośrodek Badań nad Problematyką Kobiet w Europie.

Jednak Cixous to nie tylko utalentowana pisarka. Konsekwentnie przekracza wszelkie granice języka, łamiąc jego zasady, ściga się z tym, co w nim nieuchwytne. Jako poliglotka pisze w wielu językach. Podczas wykładu I say Allemagne w 2016 roku postulowała, że poznając nowy język, zyskujesz na człowieczeństwie. Cixous ostro sprzeciwia się pokutującej przez wieki praktyce definiowania kobiet poprzez ich niedostatki i stawia przed sobą oraz innymi wyzwanie, by stworzyć siebie na nowo, bazując na wyjątkowości swoich ciał i biografii. W swoim najsłynniejszym eseju, Le Rire de la Méduse (Śmiech Meduzy — 1975 r.) wyjaśnia:

Kiedy piszę, to wszystko czego nie wiemy, kim powinniśmy być, wypisuje się ze mnie, bez ograniczeń, bez przewidywań, i wszystko czym my będziemy, nas woła do niestrudzonej, upajającej, nigdy nie sytej pogoni za miłością. Zawsze na siebie natrafimy (przeł. Anna Nasilowska).

Esej jest pełną pasji, buntowniczą deklaracją miłości do emancypacyjnej, transgresywnej twórczości kobiet. Pisząc siebie, Cixous pokazuje, że kobiety mogą używać języka, by odzyskać wolność i przyszłość, których tak długo im odmawiano.

3. Audre Lorde

Podobne przesłanie towarzyszy twórczości Audre Lorde. Amerykanka argumentowała, że kobiecy erotyzm — tłamszony i deprecjonowany przez zachodnie, białe społeczeństwo — jest wyzwoleńczą siłą.

Przyznając erotyce należne miejsce w naszym życiu, zyskujemy energię napędową do poszukiwania zmiany w świecie… nie tylko sięgamy do źródeł naszej najskrytszej kreatywności, ale robimy to, co kobiece i co ucieleśnia naszą siłę w obliczu rasistowskiego, patriarchalnego i antyerotycznego społeczeństwa. 

Urodzona w Nowym Jorku autorka o karaibskich korzeniach opisywała samą siebie jako „czarnoskórą, lesbijkę, matkę, wojowniczkę i poetkę”. Od najmłodszych lat tworzyła poezję. Lorde to feministka, nauczycielka, bibliotekarka i aktywistka, której twórczość stanowi świadectwo marginalizacji i wykluczenia społecznego niektórych grup. Autorka była niezwykle wpływową postacią w ruchu na rzecz wyzwolenia czarnoskórych kobiet. Krytykowała również supremację białych w ramach głównego nurtu feminizmu. Badając tożsamość w swoich dziełach, podkreślała, że to wysoce skomplikowany byt, na który składa się płeć, rasa, klasa czy seksualność.

Lorde wspierała kobiety na Kubie i w podzielonym rasowo społeczeństwie RPA. Objęła stanowisko profesor wizytującej na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie, gdzie ukuła termin „Afro-Niemiec”. Dał on początek ruchowi czarnoskórych w Niemczech, w ramach którego postulowano okazywanie sprzeciwu za pomocą języka, nie poprzez przemoc. Jako profesor języka angielskiego uhonorowana tytułem poety-laureata stanu Nowy Jork w latach 1991-1992, podkreślała wagę literatury: „Dla kobiet poezja nie jest zbytkiem. To niezbędna potrzeba życiowa. Nadaje jakość światłu, w którym odbijamy nasze pragnienia i marzenia o przetrwaniu i zmianie. Najpierw na poziomie języka, potem idei, w końcu wymiernych czynów”. 

Jej prace pełne są siły, gniewu, buntu i nawoływania do zmiany — są odbiciem kobiety, która dążyła do tego, by „dzielące nas różnice przekuć w siłę”, odmawiając milczenia w obliczu niesprawiedliwości.

4. Joumana Haddad

Kolejną autorką, która nie daje sobie zamknąć ust jest Joumana Haddad — enfant terrible Bliskiego Wschodu. Wielokrotnie nagradzana poetka, dziennikarka, wydawczyni i tłumaczka (posługuje się siedmioma językami), jest redaktorką kulturalną czołowego libańskiego dziennika an-Nahar. Swego czasu wywołała skandal w arabskim świecie, publikując erotyczne czasopismo Jasad (Ciało). Pisarz Tahar Ben Jelloun mówił o niej tak: „Literatura bywa niczym cyklon, który burzy zasady decorum… Joumana Haddad to poetka, która zadomowiła się w tym cyklonie”.

Okiem cyklonu jest z kolei Bejrut, gdzie Haddad się urodziła i wychowała dwóch synów. Poetka sprzeciwia się stereotypowemu postrzeganiu arabskich kobiet przez Zachód. Jednocześnie konfrontuje się z arabskimi poglądami na temat kobiecości. Zaczytując się w Markizie de Sade, którego odkryła za młodu w biblioteczce swojego ojca, Haddad opisuje swoją podróż do swobody intelektualnej w autobiograficznym eseju Zabiłam Szeherezadę. Wyznania gniewnej arabskiej kobiety (2010).

W pracy rozprawia się z niełatwymi tematami takimi jak kobiecy erotyzm, kobiety w polityce czy religia instytucjonalna. Esej stanowi druzgocącą krytykę zarówno zachodnich, jak i arabskich wierzeń. Cytuje w nim Hélène Cixous: „Ocenzuruj ciało, a tym samym ocenzurujesz oddech i mowę”, dodając:

Kobieta jest swoim jedynym znawcą i przewodnikiem po sobie samej. Stanowi jedyny punkt odniesienia dla swojego ciała, ducha i esencji siebie.

W wierszu „Zawsze powstanę“ Maya Angelou pyta: „Czy mój seksapil Cię irytuje?” Joumana Haddad — seksowna, nieustraszona, bezkompromisowa, bezpośrednia — podąża za nią, wykorzystując język, by zburzyć status quo i stworzyć własną, wyjątkową przestrzeń na tym świecie. Wierzy, że „umiejętność czytania to jedno z najważniejszych narzędzi wyzwoleńczych każdego człowieka, a w szczególności współczesnej arabskiej kobiety”.

Dziś na wszystkich kontynentach kobiety czytają inne kobiety, opisując świat na nowo, wreszcie po swojemu. 


Samuel Dowd jako nastolatek mieszkał w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Po ukończeniu studiów na kierunku rzeźby, filozofii oraz „sztuki opartej na czasie” rozpoczął pracę jako artysta, twórca filmowy, ogrodnik, pisarz i redaktor Babbel. W poszukiwaniu wszystkiego, co eksperymentalne – w architekturze,  rolnictwie ekologicznym, wielojęzycznej literaturze z pogranicza prozy i poezji oraz muzyce – mieszkał w wielu zakątkach świata: w Finlandii, Nowej Zelandii, Austrii, Chorwacji, a od 2013 r. w Berlinie.

Donkeyszot :-) i zaimki

Ewa Maria Slaska

z inspiracji Viatora

Plakat został sfotografowany na ulicy Parkowej w Trzebiatowie.

Osioł i szot. Ale i Don Kichot. A ten szot, nie wiadomo, może to strzał, może część olinowania, czy mała wódka, a może nowocześniej – buteleczka wyciągu z imbiru, która daje ponoć taki zastrzyk energii, że każdego gnuśnika wyciąg-nie z jego gnuśnego zakątka. I jeszcze jakaś Ameryka Południowa się na tym plakacie plącze, bo ten kaktus jest jednak iście meksykański, a lama, wiadomo, andyjska.

W zoo są alpaki, lamy, owce, kozy, kózki, kucyki, no i oczywiście osiołki.

Mini Zoo w Rogozinie. TEJ Rogozinie – piszę to, bo chyba automatycznie pomyślałam, że to TEN Rogozin, a może TO Rogozino, a tu tymczasem jest TA Rogozina. Takie miasteczko, które powinno podawać w nawiasie swoje zaimki, tak jak to się powoli przyjmuje w środowiskach lewicowych (mimo protestów różnych celebrytów), po to żebyśmy nie zostawiali osób nieheteronormatywnych samych z problemem, jak mamy się do nich zwracać.

Rozumiecie? Wiecie, o co chodzi? O tranzycję!

On, ona, oni: Zaimki osób niebinarnych i transpłciowych

Julia Właszczuk

Fot. Getty Images
Fot. Getty Images

W gazecie Vogue Cecylia Jakubczak, kierowniczka Zespołu Komunikacyjnego Kampanii Przeciw Homofobii, tłumaczy, jak prawidłowo zwracać się do osób niebinarnych i transpłciowych.

Dlaczego zwracanie się do osób transpłciowych wybranymi zaimkami jest takie ważne?

Jednym z elementów tranzycji, czyli procesu mającego na celu pełne dopasowanie ekspresji płciowej do tożsamości płciowej, jest tranzycja społeczna. Tranzycja społeczna polega m.in. na używaniu przez osobę transpłciową innych niż dotychczas zaimków i imienia. Jak wskazują badania, zwracanie się do osób transpłciowych właściwym imieniem i używanie odpowiednich zaimków w sposób pozytywny wpływa na ich dobrostan, zmniejszając o 65 proc. ryzyko kryzysu psychicznego, wystąpienia depresji i myśli samobójczych.

Dlaczego nie powinno się stosować deadname?

Deadname to imię nadane osobie niebinarnej lub transpłciowej przy narodzinach, bez możliwości jej udziału w decyzji. Jeżeli osoba nie przeszła formalnej tranzycji, to deadname może nadal figurować w jej dokumentach. Nie może to stanowić wytłumaczenia dla jego stosowania. Deadnaming jest formą przemocy. Dlatego rozmawiając z osobą transpłciową, nie pytaj o jej deadname ani jej tak nie nazywaj. 

Czym są zaimki they/their? Jak tłumaczyć je na język polski?

Osoby niebinarne, czyli takie, które nie wpisują się w binarny podział na mężczyzn i kobiety, w krajach anglojęzycznych używają zaimków they/their. Zaimki te nie tłumaczą się na język polski. Dlatego osoby niebinarne w Polsce często stosują zaimki żeńskie i męskie wymiennie lub ich unikają. Jeżeli nie wiesz, jakimi zaimkami zwracać się do osoby, z którą rozmawiasz, po prostu zapytaj. Zadanie pytania „Jak się do ciebie zwracać?” jest w porządku. Gdy usłyszysz odpowiedź, to jej nie podważaj. 

Który termin jest poprawny: osoba transpłciowa, osoba trans, osoba transseksualna, transseksualista?

Osoba transpłciowa to osoba, której płeć nie jest zgodna z płcią metrykalną, czyli płcią oznaczoną w akcie urodzenia tuż po narodzinach. Społeczność osób transpłciowych tworzą trans kobiety i trans mężczyźni. Taki zapis powoduje, że słowo „trans” staje się określeniem cechy danej osoby, a nie pełną definicją jej płci. Termin transpłciowości odnosi się do tożsamości płciowej, a nie do orientacji seksualnej, stąd „trans” + „płciowość”, a nie transseksualizm. Podobnie jak homoseksualista, słowo transseksualista budzi negatywne skojarzenie z patologią medyczną i nie powinno być stosowane. Używanie zwrotów „trans” i „transka” nie jest okej. 

W swoim coming oucie Elliot Page napisał, że jest trans i niebinarny. Jak ma się niebinarność do transpłciowości?

Tożsamość płciową określa to, jak odczuwasz swoją płeć, czyli to, czy czujesz się kobietą, mężczyzną czy osobą niebinarną. Pojęcie transpłciowości obejmuje osoby niebinarne, czyli takie, które wewnętrznie nie utożsamiają się wyłącznie z płcią żeńską ani męską. Osoby niebinarne mogą znajdować się na spektrum pomiędzy kategoriami kobieta – mężczyzna. Ich tożsamość płciowa może być płynna (genderfluid). Mogą też nie identyfikować się z żadną płcią, czyli być zupełnie poza spektrum.

Jak okazać wsparcie osobie transpłciowej?

Wspieraj, słuchając. Bądź towarzyszką albo towarzyszem w procesie, bądź otwarty na ich potrzeby. Nie podważaj doświadczeń drugiej osoby. Konfrontuj się z błędami, które być może popełnisz i naprawiaj je, przyjmuj krytykę. Jeżeli przypuszczasz, że ktoś znajomy może być osobą transpłciową, nie zadawaj pytań, nie przymuszaj do coming outu – wybór odpowiedniej chwili należy do tej osoby, a nie do ciebie. 

Jak możemy wspierać społeczność trans w Polsce i na świecie?

Jako sojusznicy i sojuszniczki musimy pamiętać, że nie jesteśmy głosem osób transpłciowych, choć bywamy głosem w ich sprawie. Istotne, by nie zabierać przestrzeni, która nie jest nasza – mówiąc o osobach transpłciowych, skupmy się na faktach i badaniach, a nie na tym, co czują takie osoby, bo tego nie wiemy. Reagujmy na przejawy transfobii, dokształcajmy się i edukujmy innych. Dbajmy o widoczność osób transpłciowych – pomagajmy w tworzeniu przestrzeni do tego, aby trans kobiety i trans mężczyźni mogli wypowiadać się sami o sobie.

Cecylia Jakubczak od 2015 r. związana ze stowarzyszeniem Kampania Przeciw Homofobii, w którym odpowiada za komunikację. Do jej zadań należy m.in. realizacja strategii komunikacyjnej organizacji, współpraca z mediami oraz koordynacja działań komunikacyjnych projektów i kampanii społecznych KPH. Jakubczak specjalizuje się również w prowadzeniu warsztatów dla mediów dot. języka wolnego od dyskryminacji.

Irena Bobowska: Wiersze / Gedichte

Anna Krenz

IRENA BOBOWSKA
(geb. 3.9.1920, Poznań; gest. 27.9.1942, Berlin-Plötzensee)

Eine  junge Frau. Eine hochbegabte Malerin und Dichterin. Eine Schwerbehinderte im Rollstuhl. Eine Pfadfinderin, Aktivistin der Posener Waffen Organisation, dh. Militärorganisation im Westen Polens (Großpolen). Mitgründerin und Mitherausgeberin der Untergrund-Zeitschrift “Pobudka” (Weckruf). Sie sammelte die Informationen aus der Funküberwachung und bereitet sie zum Ausdrucken vor. Sie transportierte die konspirative Dokumente versteckt in ihrem Rollstuhl. Wegen ihrer Untergrundarbeit wurde sie von der GESTAPO verhaftet. Sie verbrachte zwei Jahre im Gefängnis (Fort VII in Poznań, Gefängnis in Wronki, Gefängnis Alt-Moabit, Gefängnis Barnimstraße und schließlich Gefängnis Berlin-Plötzensee). Sie wurde gefoltert und gedemütigt und fand ihren Ausweg im Schreiben von Gedichten und im Zeichnen.
Sie wurde am 27. September 1942 im Morgengrauen im Gefängnis Berlin-Plötzensee hingerichtet. 

Das Gedicht “Weil ich lerne …”, geschrieben in Fort VII in Posen, wurde von ihrer Tante Stanisława Kwiatkowska, die aus dem Gefängnis in Wronki entlassen wurde, in einem Schuh aus dem Gefängnis gebracht. Dieses Gedicht, voller Schmerz und Hoffnung, verbreitete sich anonym in Gefängnissen und Konzentrationslagern. Es wurde von weiblichen Gefangenen in Oświęcim, von weiblichen Gefangenen im Nachkriegs-Fordon gelesen. Das von Ewa Maria Slaska ins Deutsche übersetzte Gedicht wurde u.A. anlässlich des Internationalen Frauentags am 8.3.2021 vom Kollektiv Dziewuchy Berlin während der Performance “We are relevant” auf dem Nettelbeckplatz in Berlin vorgetragen. 
mehr: DEMO Wir sind Widerstand. 

Wir erinnern an sie. Weil sie war und ist – relevant.

Im Rahmen des Projekts wurden die acht gefundenen Gedichte ins Deutsche übersetzt von: Agnieszka Dębska (2022), Elżbieta Jagiełło (2022),  Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Das Gedicht “Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen” wurde 1995 von Bettina Eberspächer übersetzt und in der Publikation “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995), herausgegeben von Ewa Maria Slaska, veröffentlicht.

IRENA BOBOWSKA
(Urodzona 3 września 1920 r. w Poznaniu, stracona 26 września 1942 r. w Berlinie-Plötzensee)

Młoda kobieta. Niezwykle utalentowana rysowniczka i poetka. Osoba z niepełnosprawnościami, poruszająca się na wózku inwalidzkim. Harcerka, działaczka Poznańskiej Organizacji Zbrojnej, tj. organizacji wojskowej w zachodniej Polsce (Wielkopolska). Współzałożycielka i współredaktorka podziemnego pisma “Pobudka”. Zbierała informacje z monitoringu radiowego i przygotowała je do druku. Dokumenty konspiracyjne przewoziła ukryte w swoim wózku inwalidzkim. Z powodu swojej pracy konspiracyjnej została aresztowana przez GESTAPO.  Dwa lata spędziła w więzieniu (Fort VII w Poznaniu, więzienie we Wronkach, więzienie Alt-Moabit, więzienie Barnimstraße i wreszcie więzienie Berlin-Plötzensee). Torturowana i poniżana, ucieczkę znalazła w pisaniu wierszy i rysowaniu. Została stracona o świcie 27 września 1942 roku w więzieniu Berlin-Plötzensee.

Najbardziej znany wiersz Bobowskiej, “Bo się uczę…”, napisany w Forcie VII w Poznaniu, przyniosła w bucie z więzienia zwolniona z więzienia we Wronkach ciotka Stanisława Kwiatkowska. Wiersz ten, pełen bólu i nadziei, rozchodził się anonimowo w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Był czytana przez więźniarki w Oświęcimiu, przez więźniarki w powojennym Fordonie. Na niemiecki wiersz przetłumaczyła Ewa Maria Slaska, odczytywany był przez kolektyw Dziewuchy Berlin między innymi w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet (8.3.2021) podczas performance “Jesteśmy istotne” na Widerstandsplatz (Nettelbeckplatz) w Berlinie. więcej: DEMO Wir sind Widerstand. 

Pamiętamy o niej. Bo była i jest – istotna.

W ramach projektu znalezione osiem wierszy na niemiecki przetłumaczyły: Agnieszka Dębska (2022),  Elżbieta Jagiełło (2022), Elżbieta Kargol (2022), Ewa Maria Slaska (2021), Monika Wrzosek-Müller (2022), Anja Witzel (2022). Wiersz “Ostatnie pozdrowienie” przetłumaczony był przez Bettinę Eberspächer w 1995 roku i opublikowany w publikacji “Poetki z ciemności / Dichterinnen aus dem Dunkel” (WIR Nr. 2, Berlin 1995) pod redakcją Ewy Marii Slaskiej.

Ostatnie pozdrowienie

Przez gwiazdy i księżyc i słońca promienie,
Przez wszystkie blaski istniejące,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje serce tęskniące.

Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie,
Przez wszystko, co kwitnie i rośnie,
Zasyłam w dom mój pozdrowienie,
I moje sny o wiośnie.

Przez świeżą zieleń, przez błękit nieba,
Przez grę kolorów tęczową, lśnienia,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Tchnące miłością purpurową.

Przez bicie dzwonów, przez ptaszęce pienia,
Przez wszystkie śpiewy i dźwięki,
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
W tonach żałosnej piosenki.

Przez sny złote i srebrne marzenia,
I poprzez myśli tęsknych roje…
Zasyłam w dom mój pozdrowienia,
Przyślijcie Wy mi serca swoje.
(Alt-Moabit, 1941?)

Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen

Von Mond und Sternen, von Sonnenstrahlen,
Von allem Lichtschein der Welt,
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und mein sehnendes Herz.

Von allen Bäumen und Sträuchern, des Windes Atem,
Von allem, was wächst und was blüht
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Und meinen Frühlingstraum.

Von Himmelsblau und von frischem Grün,
Vom Glanz, von des Regenbogens Spiel der Farben
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
Von purpurner Liebe behaucht.

Von Vogelgesängen, von der Glockenschlägen,
Von allem, was tönt und was singt
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen,
Der wie ein Klagelied klingt.

Von goldenen Träumen, silbernen Verlangen,
Von der Sehnsuchtsgedanken Spiel
Lass ich meinen Gruß nach Hause tragen
– Schickt Ihr euer Herz zu mir

(übersetzt von Bettina Eberspächer, 1995)

***

Modlitwa

Za wszystkie dobre z Bożej ręki wzięte
Za skarby wiary, za pociechy święte
Za trudy, prace i trudów owoce
Chwile szczęścia i długie niemoce
Za spokój, walkę
Za chwile szczęścia i dni żałoby

(23.4.194?)

Das Gebet

Für all das Gute aus Gotteshand erfasste
Für Glaubensschätze, für die heiligen Troste
Für Arbeit, Mühen und deren Gewinn
Die Glücksmomente und Tage ohne Sinn
Für Kampf und Frieden weltweit
Für Glück und für die Trauerzeit.

(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)

***

Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Słońce nam zaświeci,
Otworzą Fortu drzwi.
O szczęściu i swobodzie
Gromada więźniów śni.
Wszystko będzie dobrze,
Jasne przyjdą dni.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień,
Więzienne znikną mury,
Fortecy zniknie cień.
I radość znów zagości
Wśród śmiechu jasnych śnień.
Wszystko będzie dobrze,
Wolności błyśnie dzień.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.
Hasłem naszym będzie:
Rodzina, kraj i Bóg.
Ochoczo chwycim w dłonie
Młot twardy, miecz i pług.
Wszystko będzie dobrze,
W rodzinny wrócim próg.

(194?, Fort VII, Poznań)

Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Die Sonne scheinen
Die Tore der Festung sich öffnen
Von Glück und Freiheit
Träumen die Gefangenen.
Alles wird gut
Und helle Tage kommen
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Die Gefängnismauer verschwindet
Der Schatten der Festung auch.
Die Freude wird einziehen
Im Lachen heller Träume
Alles wird gut
Der Tag der Freiheit kommt
Alles wird gut
Wir kehren heim
Unser Schlagwort heißt
Familie, Vaterland und Gott
Mit Freuden greifen wir
Zu Hammer, Schwert und Pflug
Alles wird gut
Wir kehren heim.

(übersetzt von Monika Wrzosek-Müller, 2022)

***

Kochanej Mamusi w dniu imienin 15.5.

Ach tak bym chciała dziś pod stopy Twoje,
jak wonnych kwiatów, rzucić marzeń roje,
życzeń tysiące.

Ale są chwile, gdy nie można w słowa
oblec tych uczuć,
które w sobie chowa
serce bijące…

Ale są chwile, gdy wielkie wzruszenie
zamienia rwący się okrzyk – w milczenie
i głos tamuje…

Matuś, wiesz dobrze, że Twoja pieszczocha
Z całego serca prawdziwie Cię kocha.
Ty wiesz, co czuję…

Nenia dla Matuli

(1942)

Der geliebten Mama zum Namenstag 15.5.

Ach, wie gern würd ich dir heute
Hände voller Träume und lauter gute Wünsche
wie duftende Blüten auf deinen Weg streuen!

Aber es gibt Zeiten, in denen die Gefühle,
die das schlagende Herz in sich verbirgt,
keine Worte finden können…

Es gibt Zeiten, in denen der innere Aufruhr
den Schrei, der sich lösen will, in Schweigen verwandelt
und die Stimme lähmt…

Mami, du weißt genau, dass dein Schatz
dich von ganzem Herzen liebt.
Du weißt, was ich fühle…

Nenia für Mutti

(übersetzt von Anja Witzel, 2022)

***

Ktoś po klawiszach palcami wodzi
O struny skrzypiec czyjaś ręka trąca
Jakaś melodia z dala nadchodzi –
Chcę ją spamięta, lecz tony się mącą –

Śni mi się w nocy nasze pianino –
Czarne i lśniące stoi pod ścianą –
I na mnie czeka, gdy dni szare miną
Wrócę do niego – gdy wolna zostanę…

Na razie śnię tylko i rymy układam
Czasem – choć rzadko – łzy leje
I bajki sobie opowiadam,
I do snów moich się śmieję

Buduję przyszłość promienną, jasną
Podkłady daję z dobroci
I wtedy cela przestaje być ciemną
Przez kraty słońce ją złoci –

A w słonecznej jasnej strudze
W blasku prawdziwych urojeń
Dusza się kąpie jak w strudze
I lżej oddycha serce moje

(1941, Wronki)

Sanfte Finger berühren die Tasten,
Jemand anders zupft die Geigensaiten
Und ich höre ein Lied von ganz Weitem –
Doch der Klang lässt sich nicht festhalten –

Nachts im Traum mein Klavier mir erscheint –
An der Wand glänzend schwarz wartet dort –
Ist das Gräuliche vorbei, bin ich wieder daheim.
Kehre ich zurück, werd‘ ich wieder frei sein…

Bis es soweit ist, kommt ein Traum, kommt ein Reim
Manchmal wein‘ ich, doch zugegeben: selten
Kindheitsmärchen erzähle ich mir
Schaffe es, meinen Träumen zuzulächeln

Eine Zukunft mir baue, eine strahlende, helle
Ihr Fundament ist Güte
Dann weicht das Dunkel der Zelle
Die Sonne dringt ein durch die Gitter

In dem breiten Sonnenstrahl
Phantombilder wirken wahr
Und meine Seele badet wie in einem Bach
Und mein Herz atmet leichter, fast wirklich leicht

(übersetzt von Elżbieta Jagiełło, 2022)

***

Serce me
w złudnym śniepogrążone było.
Przyszedł dzień
Zniknął sen
Szczęście się prześniło.
Tylko myśl
Jeszcze dziś
Przypomina sny.
Dawne piosnki
Budzą troski
Przywołują łzy.

(Moabit, 20.1.1942)

Mein Herz
war vertieft
in Träumerei.
Mit dem Tag
schwand der Traum
das Glück war vorbei.
Heut erinnert
ein Gedanke
an des Traumes Glück
Alte Lieder
bringen Kummer
und Tränen zurück

(übersetzt von Agnieszka Dębska, 2022)

***
Ja lubię sobie wyobrażać
Że jestem z bajki taką dobrą wróżką
Przedziwne cuda mogę stwarzać
Mą czarodziejską różdżką.

I wtedy chodzę i sieję po świecie
Taki radosny, dźwięczny śmiech.
Śmiech, który wszystko zło wymiecie,
Przed którym umknie wszelki grzech.

W takt mojej różdżki tańczą dzieci
Kłonią się kwiaty, szumią drzewa
Gdy zechcę, wiatr swawolny leci
I na mój rozkaz słowik w parku śpiewa.

W dzień wodzę w górze słońce ogniste
I co noc gwiazdy zapalam,
I mgły na łąkach snuję srebrzyste,
I księżycowi świecić pozwalam.

Rankiem rozpylam perliste rosy,
Zawrotnych woni udzielam ziołom,
Rok rocznie złocę pszeniczne kłosy
I deszcz spragnionym zsyłam siołom.

Dzień i noc oraz 4 pory roku
Elfy, chochliki, wszystkie kwietne duszki
I nimfy z łąki przy potoku,
Syreny w morzu – też są moje służki.

(Moabit, 24.12.1941)

Ich stelle mich gerne so vor
Als gute Fee, vorm Märchentor
Mit einem Zauberstab in meiner Hand,
die große Wunder bewirken kann.

So gehe ich freudig durch die Welt
Mit meinem Lachen, das fröhlich klingt
Und all das Böse was im Wege steht
Und jede Sünde vertreiben wird.

Zum Takt meines Zauberstabs tanzen die Kinder
Durch meinen Willen befreie ich Winde.
Die Nachtigal zum Singen ich bezwinge,
Die Blumen zum Grüßen, die Bäume zu Schwingen.

Tagsüber befehle ich der Sonne zu wandern,
Nachts zünde ich Sterne am Himmel an,
Silbrige Nebel lasse ich auf Wiesen landen,
und den Mond leuchten, solange er kann.

Am Morgen sprühe ich perlenden Tau
Betörende Düfte schenke ich den Kräutern
Die Weizenähren bestreue ich mit Gold
Und sende Regen den durstigen Orten.

Der Tag und die Nacht und die Jahreszeiten
die Elfen, Kobolde, jegliche Blumengeister
und all die Nymphen und Wasserjungfrauen
auch die sollen mir ihre Dienste leisten.

(übersetzt von Elżbieta Kargol, 2022)

***

Bo ja się uczę… 

Bo ja się uczę największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!

Poznałam smak głodu
I bezsennych nocy (to było dawno)
I wiem jak kłuje zimno,
Gdy w kłębek chciałbyś skulony,
Uchronić się od chłodu.
I wiem co znaczy lać łzy niemocy
W niejeden dzień jasny,
Niejedną noc ciemną.

I nauczyłam się popędzać myślami
Czas co bezlitośnie lubi się dłużyć
I wiem jak ciężko trzeba walczyć z sobą,
Aby nie upaść i nie dać się znużyć
Nie kończącą zda się drogą…

I dalej uczę się największej sztuki życia:
Uśmiechać się zawsze i wszędzie
I bez rozpaczy znosić bóle,
I nie żałować tego co przeszło,
I nie bać się tego co będzie!

(Wronki, 1941)

Weil ich lerne…

Weil ich die größte Kunst des Lebens lerne:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst haben vor dem, was sein wird!

Ich kenne den Geschmack von Hunger
Und schlaflose Nächte (das ist lange her)
Und ich weiß, wie kalt es sticht
Wenn du dich zu einem Ball
zusammenrollen möchtest
Dich vor Kälte schützen.

Und ich weiß, was es bedeutet,
Tränen der Hilflosigkeit zu vergießen
An vielen hellen Tagen
Und einer dunklen Nacht.

Und ich habe gelernt, die Zeit voran zu treiben,
Die sich gnadenlos hinzieht,
Und ich weiß, wie hart man sich selbst bekämpfen muss
Um nicht zu fallen und nicht zu ermüden,
Dass der Weg endlos zu sein scheint…

Und ich lerne immer noch die größte Kunst des Lebens:
Jederzeit und überall zu lächeln
Und den Schmerz ohne Verzweiflung zu ertragen,
Und nicht zu bereuen, was vergangen ist,
Und keine Angst zu haben vor dem, was sein wird!

(übersetzt von Ewa Maria Slaska, 2021)

Stone, wood, glass, paper

or art in it’s incredibility

found on https://artsartistsartwork.com

you can buy it

José Manuel Castro López works the stone in an amazing way, for him stones are malleable, they melt, liquefy, form and deform. It manages to give them a soft and organic look. Real optical illusions, his sculptures are beautiful and well made of quartz, granite and other rocks all harder than the others.

***

This is a fascinating sculpture made of wood. It must be carved but no matter how he created it, it appears so delicate. I can just imaging the skill Alain Mailland has with his tools to create something so complex and beautiful out of wood. ❤

***

Master glassblower and stained glass artist Loren Stump in California has created a “loaf” of glass, called murrine, out of carefully layered glass rods that, when sliced, reveal a painstakingly detailed work of art in cross-section. 😮

***

Intricate paper sculptures by @juliaibbini [IG} are meticulously crafted to appear as though they have been made in nature. Artist Julia Ibbini and computer scientist Stephane Noyer, who are behind the Abu Dhabi-based studio, spent the last year working on a collection of geometric cylindrical pieces swirling with vine-like forms, mirrored geometric designs that resemble the repeating patterns in honeycomb, and sculptures that look like delicate shells. 😍

Reblog: Nataniel

Wolność Równość Demokracja

Maciej Kawecki

Z FB, 21.07.2022

Wielki młody człowiek który własnymi rękami zmienia polski system edukacji! Nataniel Brożnowicz ma 21 lat i stworzył wart już dziś 14 milionów złotych startup Maturalni.com który tylko w tym roku pomógł 60 tysiącom maturzystów zdać maturę! Nataniel w wielu 18 lat przystąpił do 19 olimpiad przedmiotowych z czego jako jedyny Polak wtedy w 6 został ich laureatem! Mógł pójść na każde studia jakie chciał ale postanowił założyć startup, który pomaga młodym Polakom zdać najważniejszy egzamin w życiu i wybrać dalszą drogę. Nataniel przełamuje też wszelkie stereotypy influencera. Założył TikToka by w pięknych słowach mówić młodym ludziom jak zdać maturę i jakie studia wybrać. Są tam same mądre treści, które dziś obserwuje 400 tysięcy uczniów z całej polski! Na moim blogu makeway.pl mój wywiad i historia skromnego chłopaka, który w wieku 21 lat naprawdę zmienia oblicze polskiej edukacji!

Na moje pytanie o pomysł na pomaganie innym Nataniel odpowiada „nasz startup nazywa się „Maturalni”. Stworzyliśmy go w piątkę jako paczka przyjaciół z Mielca. W dużym skrócie pomagamy uczniom napisać maturę na wymarzonym poziomie, oszczędzając przy tym ich czas. Można powiedzieć, że to całe nasze życie, bo 1 stycznia przeprowadziliśmy się wszyscy do jednego domu pod Krakowem, by rozwijać te nasze działania na 110%. Pomysł się wziął stąd, że już jako uczniowie zauważyliśmy, że szkoła jest bardzo mało wydajna i tą całą wiedzę można przekazywać zdecydowanie ciekawiej”.

Mimo, że poznaję ogromną ilość młodych ludzi, którzy dają mi energię i są solą mojej działalności, system wartości jaki reprezentuje Nataniel jest czymś absolutnie niepowtarzalnym. Skromność. Poczucie misji. Szacunek do drugiego człowieka. Jako pierwszemu zaproponowałem, by w 2023 odwiedził ze mną najważniejsze sceny technologiczne na świecie, by to, co ja relacjonuje Wam, on pokazywał młodym ludziom. Dziękuję Nataniel, za to co robisz i jakim jesteś człowiekiem. Nadzieja na przyszłość. A Państwu polecam wywiad, który z nim przeprowadziłem i dzielenie się nim z innymi. To są gwiazdy warte naszej atencji.

Wywiad: https://makeway.pl/pl/wywiad-z-natanielem

Gdy wakacje są ważniejsze niż wojna

Tekst znaleziony na Facebooku 22 czerwca 2022 roku. Tytuł ogólny tego wpisu pochodzi ode mnie. Wydaje mi się, że wakacje, słońce, plaża, jezioro sprawiają, że zapominamy, co się dzieje na wschód od Polski. Tekst opublikowała na Facebooku Justyna Sobolewska, która podała go za Tomaszem Sikorą. Autorką tekstu jest Halyna Kruk, ukraińska pisarka i poetka, która wygłosiła go w Berlinie podczas otwarcia Festiwalu Poezji.

Zdjęcie tytułowe na stronie facebookowej Halyny

Halyna Kruk

Wojna nie jest metaforą

W czerwcu 2014 roku, kiedy rosyjskie kolumny czołgów wjeżdżały na ukraińskie regiony Doniecka i Ługańska, powiedziałam podczas odczytu w starej, dobrej Europie, że w takiej sytuacji nam, Ukraińcom, trudno będzie rozmawiać o poezji. Po czym moderatorka – 30-letnia Rosjanka z Berlina – wzięła się za pouczanie, że poezja jest ponad wojną, że wielka kultura rosyjska jest ponad wojną, że Cwietajewa, Achmatowa czy Pasternak nigdy nie zniżali się do tak przyziemnych, zwykłych tematów jak wojna, patrzyli na wieczność, byli ponad tym wszystkim. A w ogóle co to miałoby mieć wspólnego z Rosją? Przez osiem lat staraliśmy się, aby nasze głosy były słyszalne: hej, jesteśmy na wojnie, część naszego kraju jest okupowana, tu codziennie giną ludzie. Upominano nas i pouczano jak uparte dzieci: nie mów o tym, przestań, bądź mądrzejszym, bądź ponad tym.

Rosja od ośmiu lat budowała swoją armię i przygotowywała się do inwazji na pełną skalę, a apetyt rósł. Rosyjscy poeci nadal uparcie spoglądali w wieczność, nie zdając sobie sprawy, jak ich kraj stał się autorytarnym państwem imitującym demokrację, kultywując jednocześnie narrację o własnej wielkości. Ci, którzy nie mogli już sobie poradzić, wyemigrowali i nadal prezentowali rosyjską kulturę jako wysublimowaną rosyjską fasadę. Przypuszczam, że moje słowa nie spodobają się wam, zaznajomionym z najlepszymi świadectwami kultury rosyjskiej. Nie musicie w to wierzyć, tak jak mieszkańcy Borodjanki , Hostomla i Buczy pod Kijowem nie chcieli uwierzyć, że Rosjanie przyszli ich zabić, nieuzbrojonych cywilów, bez powodu, bez przyczyny, bez różnicy. Mężczyźni i kobiety, dzieci i starcy. Zabijaj, gwałć, niszcz. Nie przychodzi mi do głowy żadna metafora, która uczyniłaby te słowa bardziej atrakcyjnymi lub przynajmniej mniej szokującymi.

Metafory nie działają przeciwko ludziom z karabinami maszynowymi. Kiedy twój samochód, którym ty i twoje dzieci próbujecie uciec przed wojną, zostanie przejechany przez czołg, żaden wiersz nie pomoże. Kiedy siedzisz całymi dniami przed zawaloną piwnicą wieżowca i słyszysz w środku krzyki swoich dzieci i wnuków, ale nie możesz ich wydostać, poezja jest nie na miejscu. Wydarzenia te są mocnym materiałem, europejski autor mógłby napisać o nich książkę na wieczność, a którą będzie czytać się w kółko. Ale ktoś, kto sam tego doświadczył, nie napisze tej książki. Ponieważ nikt nie ma siły, by przez to wszystko przejść, a potem tłumaczyć ten ból innym.

Wojna tworzy przepaść między tymi, którzy jej doświadczyli, a tymi, którzy znajdują się w bezpiecznej oddali. Widzę, że z każdym dniem coraz trudniej jest wytłumaczyć osobom z zewnątrz, jak się czujemy my, którzy jesteśmy w środku. A moja potrzeba wyjaśniania czegoś znika. Mówimy językiem, który staje się coraz bardziej niezrozumiały, nie mamy nastroju na poezję. Kiedy twój mąż jest na froncie, część krewnych jest poddawana straszliwej okupacji w obwodzie chersońskim, a inni w obwodzie charkowskim są pod ciągłym ostrzałem; kiedy ciągle trzeba być przygotowanym na kolejny alarm przeciwlotniczy, bo czasem naprawdę przylatuje coś, co zabija – wtedy trudno być wzniosłym. Poezja przybiera wtedy swoje własne formy, jako spontaniczna modlitwa, lament, a nawet przekleństwo przeciwko wrogowi. Te formy poezji są obce współczesnej poezji europejskiej, są funkcjonalne i rytualne, niezwykle istotne w swoich emocjach, niezwykle subiektywne, bardzo żałosne i nietolerancyjne. Trudno być tolerancyjnym wobec wroga, który zabija ciebie lub twoje dzieci. Kiedy zabije jednego, bierze się za następnego. Nie sądzę, że możesz być ponad to.

Obecnie jedna piąta mojego kraju jest czasowo zajęta. I niestety to nie jest metafora. Ludzie z okupowanych terytoriów są zabijani, terroryzowani, deportowani do obozów filtracyjnych w Rosji, rodzice i dzieci rozdzielani, wynaradawiani. Żadna poezja nie ma na to słów. Moja tablica na Facebooku aż roi się od zdjęć niesamowicie pięknych ludzi – mężczyzn i kobiet, rodziców, dzieci, zamordowanych przez Rosję. To nie jest metafora. Facebook blokuje lub usuwa te zdjęcia jako informacje zawierające intymne treści, które mogą zdenerwować użytkowników mediów społecznościowych. Ci ludzie nie urodzili się, by zginąć na wojnie, nie dostali dyplomu ukończenia studiów lub jakiegoś niższego stopnia, by zginąć na wojnie, nie rozwinęli swoich talentów, by umrzeć na wojnie. Utrata tych ludzi rozdziera ziejącą ranę, która pozostaje – w naszych duszach, w naszej kulturze, nauce, gospodarce, przemyśle, społeczeństwie. To nie jest metafora.

Nie znam żadnej poezji, która mogłaby uleczyć tę ranę. Ta wojna zabija nas wszystkich, każdego na swój sposób, chociaż na zewnątrz możemy wyglądać bezpiecznie i zdrowo, ale teraz poruszamy się małymi skokami, nawet na otwartej przestrzeni, głośne dźwięki sprawiają, że drżymy, a nasze małe dzieci, które miały doświadczenie siedzenia w piwnicy pod ogniem, nie płaczą już, kiedy się boją. Nawet najmłodsi wiedzą, że płacz może kosztować ich życie. I to też nie jest metafora.

Wojna wszystko wyjaśnia do tego stopnia, że ​​praktycznie nie ma już miejsca na poezję. Tylko na świadectwa.

Tymczasem nasi rosyjscy koledzy tworzą wzruszającą i głęboką poezję o wieczności, w bezpiecznym miejscu, na emigracji, gdzie nie ma strzelania, mając na uwadze artystyczne podejście i nie rozpraszając się brudem i przeciwnościami rzeczywistości. I ani syrena, ani kule, ani okupant z karabinem maszynowym lub czołgiem nie powstrzymują ich od skoncentrowanej pracy.

Bardzo żałuję, że poezja nie zabija.

List

Marek Ławrynowicz

W nowym numerze “Wyspy” pojawiło się moje opowiadanie:

Zadzwoniła Beata, kierowniczka produkcji z Teatru Polskiego Radia.

– Jakiś człowiek szuka z tobą kontaktu. – powiedziała.
– O co mu chodzi?
– Nie chciał powiedzieć. Zostawił nazwisko i numer telefonu. Zapisz sobie.
Zapisałem. Facet nazywał się Kazimierz Solski. Nic mi to nie mówiło, ale zadzwoniłem.

– Dzień dobry – powiedziałem i przedstawiłem się – w radio mi powiedzieli, że pan szuka ze mną kontaktu.
– Przypomina mnie pan sobie?
– Przykro mi, ale nie.
– Dwadzieścia pięć lat temu kupiłem od pana mieszkanie.
– No tak! Oczywiście. Zupełnie wypadło mi z głowy pana nazwisko.
– Przyszedł do pana list.
– Na pana adres?
– Tak. Zdziwiłem się, ale pomyślałem, że może to dla pana ważne. List jest z Rosji.
Zaskoczyło mnie to. Z Rosji? Do mnie? Teraz, w czasie wojny? W dodatku na adres sprzed dwudziestu pięciu lat? Jakaś prowokacja czy co?
– Wpadnie pan po ten list?
– Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, będę jutro około siedemnastej.
– Czekam.

Ciekawe, co sobie o mnie pomyślał pan Kazimierz Solski. Może, gdy list do niego dotarł, gdzieś z nim poszedł? Na przykład do Urzędu Ochrony Państwa. To byłaby uzasadniona obywatelska czujność. Pogadali tam z panem Solskim i zaproponowali, żeby oddał mi list, a oni przyjrzą się sprawie. Nie mógłbym mieć do nich pretensji, bo kto dziś dostaje listy z Rosji? Z drugiej strony nie chciał powiedzieć Beacie, o co chodzi. Czyli jest człowiekiem dyskretnym.

Następnego dnia pan Kazimierz wręczył mi list. Był adres nadawcy: Swietłana Sorokina, Nowosybirsk, ulica taka a taka. Swietka! Kiedyś bardzo czekałem na list od niej, ale nie nadszedł. Dopiero teraz. Czyżby szedł przez tyle lat? Spojrzałem na stempel pocztowy. List nadano w Nowosybirsku sześć dni temu.

Pospiesznie pożegnałem się z panem Solskim i pojechałem do domu.

Mój chwilowy, ale zapamiętany na zawsze romans ze Swietłaną, był owocem życzliwości kolegi Zdziśka Powrotnego. Na trzecim roku polonistyki Zdzisiek zrezygnował ze studiów i znalazł zatrudnienie w dziale kontaktów zagranicznych Centralnej Rady Związków Zawodowych. Do zakresu jego obowiązków należało organizowanie wycieczek do Polski z tak zwanych „bratnich krajów”, czyli ZSRR, Czechosłowacji, NRD, Węgier, Bułgarii… Organizując wycieczki, Zdzisiek zatrudniał także ludzi, którzy się mieli owymi wycieczkami opiekować. Pewnego dnia przyszedł na uniwerek i zaproponował mi pracę w charakterze pilota przybyszy z ZSRR. Zgodziłem się. Rosyjski nieco znałem, bo mój ojciec był rusycystą, ale przede wszystkim cierpiałem na nieustanny brak gotówki i byłem gotów zaopiekować się samym diabłem a nie tylko sowiecką wycieczką.

Poprowadziłem wycieczkę jedną, drugą – jakoś dało się żyć. Popijaliśmy z towarzyszami radzieckimi wódeczkę, gadaliśmy o żonach, dzieciach, krajobrazach, starannie unikając tematów drażliwych, bo wiadomo było, że w każdej wycieczce znajduje się przydzielony przez KGB kapuś. W trzeciej wycieczce była Swietka. Zakochałem się w niej w chwili, gdy postawiła nogę na peronie dworca Warszawa Główna, a ona we mnie, gdy wskazałem jej drogę do autokaru. To się nigdy nie zdarza, ale nam się przydarzyło. Stosowaliśmy dziesiątki wybiegów, by znaleźć się sam na sam. Dotykaliśmy się przy każdej okazji, całowaliśmy się w ciemnych kątach, gdzie nikt nie zagląda, wreszcie, w Zakopanem udało mi się namówić kierownika domu wczasowego, by dał mi klucze do niezamieszkałego pokoiku na strychu. Swietka przybiegła tam kilka minut po północy i została do rana. Ani przedtem, ani potem nie przeżyłem niczego podobnego. Nie wiem, czy kapuś z KGB wytropił tej nocy Swietkę, skradając się na palcach dotarł pod drzwi pokoiku na strychu i podsłuchiwał nas, aż pojaśniało za oknami. Następnego dnia przyjechała żona ważnej persony z Funduszu Wczasów Pracowniczych, zajęła nasz pokoik i łóżko, w którym zaznałem tyle szczęścia. Chodziliśmy ze Swietką w góry, całowaliśmy się wśród świerków i snuliśmy plany na przyszłość. Nie było to łatwe, bo Swietka miała w Nowosybirsku męża i małego synka. Postanowiliśmy, że się rozwiedzie, przyjedzie z synkiem do Polski i już nigdy się nie rozstaniemy. Wycieczka wróciła do Warszawy, odwiozłem ją na Dworzec Główny, potem jeszcze zobaczyłem w niedającym się otworzyć oknie smutną twarz Swietki i pociąg ruszył.

Pisaliśmy do siebie przez dłuższy czasny. Swietka przysyłała mi zdjęcia, swoje i z synkiem Dymitrem, złościłem się na nią, bo sprawa rozwodu się przeciągała, potem jej listy zaczęły się stawać coraz krótsze. Wreszcie przysłała mi piękny, pełen miłości list i zdjęcie ślicznej, uśmiechniętej Swietki. Było w nim coś niepokojącego, czego nie zrozumiałem. Napisałem długi list, w którym było wiele o moich przeczuciach i prośba o wyjaśnienia. Nie odpowiedziała. Wysyłałem kolejne listy pełne zniecierpliwienia i goryczy, ale Swietłana już do mnie nie napisała. Dopiero teraz, po ponad czterdziestu latach.

W domu pospiesznie rozerwałem kopertę.

„Mój kochany” – pisała Swietka – “Nie wiem czy jeszcze, żyjesz i czy, ten list do ciebie dotrze ale poczułam, że po tym co się stało muszę opowiedzieć ci wszystko. Wiem, że kochałeś mnie naprawdę i że byłabym z tobą szczęśliwa, ale Nowosybirsk jest za daleko od Warszawy, nie umiałabym żyć w Polsce, nie wyobrażałam sobie tego. Nie chciałam też krzywdzić mojego męża Nikołaja. Nie kochałam go, ale on mnie kochał i zawsze starał się, żeby mi było na świecie jak najlepiej. Wiedziałam to już wtedy, kiedy biegłam boso do pokoiku na strychu w Zakopanem, to była najszczęśliwsza noc w moim życiu – nigdy jej nie zapomnę, w chwili śmierci będę widziała twoją pochyloną nade mną twarz. Wiedziałam, że będziemy razem tylko przez kilka dni i nigdy cię już nie zobaczę. Wtedy na schodach zrozumiałam, że tak jak nie mogłabym mieszkać w Polsce, tak nie będę umiała żyć tak całkiem bez ciebie, muszę zabrać ze sobą coś, co będzie mi ciebie zawsze przypominać. To był jeden z tych niebezpiecznych dni, ale kiedy pytałeś, czy masz uważać, powiedziałam ci, że nie musisz, że jest bezpiecznie. Kłamałam, mój kochany. Oddawałam ci się każdą cząsteczką siebie, każdą kropelką krwi, każdym milimetrem skóry. Oddałam ci wszystko, co mogłam, zapadałam się w szczęście, nawet nie wiem, ile miałam tej nocy orgazmów, nigdy z żadnym mężczyzną nie było mi tak jak z tobą. Potem wyjechałam, patrzyłam w szybę pociągu i była we mnie sama pustka. Za jakiś czas okazało się, że jestem w ciąży. Gdy wróciłam do domu Nikołka rzucił się na mnie jakby chciał mnie przybić do kanapy, ale ja go nie widziałam, tylko ciebie, nie oddawałam się jemu tylko tobie kochany, tak było przez wiele dni i tygodni. Kiedy test wykazał, że jestem w ciąży, wiedziałam, że to nasze dziecko. Chciałam ci o tym napisać, ale jakoś nie umiałam. Napisałam tylko, jak bardzo cię kocham i wysłałam moje najpiękniejsze zdjęcie. Postanowiłam, że nigdy się o nim nie dowiesz, tak jak nigdy nie dowie się o tobie twój syn, czy córeczka, jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to będzie chłopiec. Zrozumiałam, kochany mój, że nigdy nie będę z tobą, ale on będzie obok mnie i to mi musi wystarczyć. Nie odpisałam już na żaden z twoich listów.
Misza urodził się na wiosnę. Nazwałam go Misza na cześć Bułhakowa, którego książki tak kochałeś. Od pierwszej chwili było widać, że jest twój. Ma twoje niebieskoszare oczy, choć Nikołka twierdził, że to po nim są niebieskie. Nie wyprowadzałam go z błędu. Nikołka bardzo kocha Miszę, bardziej niż swojego prawdziwego syna, Mitkę.
Co ci mogę jeszcze napisać? Misza był mądrym, ładnym chłopcem. Dobrze się uczył. Skończył uniwersytet i jest nauczycielem języka rosyjskiego. Przed ukończeniem studiów ożenił się z Iriną, córką znanego lekarza. Są dobrym małżeństwem, choć Misza jest mało praktyczny, pieniądze przeciekają mu miedzy palcami, wieczorami pisze wiersze, czego Irinka nie potrafi go oduczyć. Tłumaczyłam jej, że tak musi być, choć nie powiedziałam dlaczego. To jest w końcu twój syn, to jakże tak bez wierszy, sam powiedz.
Tak to mija nam wszystkim życie. Nadal mieszkamy w Nowosybirsku. Są na świecie lepsze miejsca, ale przyzwyczailiśmy się. Gdybyś mnie dzisiaj spotkał na ulicy, nie poznałbyś swojej Swietki. Jestem starą kobietą, moje włosy są siwe, straciły połysk, wyglądają okropnie. Piersi, które całowałeś, opadły i straciły jakikolwiek kształt. Po pięćdziesiątce zaczęłam tyć, mam tyłek wielki jak balia, na wagę już dawno nie wchodzę, żeby siebie samej nie straszyć. Moja twarz, którą zachwycało się tylu chłopców, stała się zawzięta, jakaś taka krzywa, obrzękła, bulwiasta. Pousuwałam zewsząd lustra, żeby siebie nie widzieć, ale i tak co chwila pcha mi się przed oczy moje odbicie w wystawach sklepowych, szybach samochodów i wszędzie jest ono przerażające. Dobrze, że nie spędziliśmy ze sobą życia i nie musisz mnie oglądać takiej, jaka jestem, tylko pamiętasz dawną Swietłanę, najpiękniejszą ze wszystkich. Ty, mój miły, jeśli jeszcze żyjesz, pewnie wyglądasz nie lepiej. Widzę to po Nikołce. Zrobił się z niego dziad, brwi krzaczaste, pod nimi małe wyblakłe oczka, zawsze niedogolony, bez przerwy pokasłuje, postękuje, w dodatku śmierdzi tak, że mnie od niego aż odrzuca, ale co robić, żyjemy ze sobą jak dziad i baba ze starej rosyjskiej bajki.

Ale nie po to do ciebie piszę, mój kochany, żeby się skarżyć na starość i czas, który wszystko niszczy i zabija. Piszę ze względu na Loszę. To synek Miszy i Irinki. Loszka od dziecka był bardzo do ciebie podobny. Zwłaszcza uśmiech miał dokładnie taki jak ty. Wszyscy się temu dziwili, w naszej rodzinie nikt się tak nie uśmiecha. Loszka był zawsze bardzo wesoły. Figlarz jakich mało. Kręcił sił się po całym domu, zawsze coś kombinował. W szkole było z nim mnóstwo kłopotów, ale nauczyciele go lubili. Ze mną miał zawsze najlepszy kontakt, rozumiałam go, bo wiedziałam, ze Loszka to ty, tylko malutki i że pewnego dnia stanie się tak do ciebie podobny, że będę musiała jemu jednemu o tobie powiedzieć i wysłać go do Polski, żeby ciebie odszukał. Już nie wyślę. Alosza zginał tydzień temu pod Charkowem. Nie zawiadomili nas o tym, na temat jego ciała nikt nic nie wie, choć Irinka poruszyła ziemię i niebo, żeby je odnaleźć. Nic byśmy o jego śmierci nie wiedzieli, gdyby jego kolega z oddziału nie wysłał maila do Miszy. Tak się umówili, że jeśli jeden zginie, drugi da rodzinie znać. Nie możemy zrobić nawet pogrzebu, bo według władz wojskowych Loszka zaginął. Podobno wielu jest takich, którzy zaginęli i wszelki ślad po nich przepadł. Chciałabym tylko jednego, żeby mój Loszeńka miał grób. Choćby najskromniejszy, ale żeby było gdzie pójść i powspominać.
Wiem, co wy w Polsce myślicie o tej wojnie. Ale nie sądź Loszy źle. Na pewno nie chciał na nikogo napadać i zabijać. Włożył mundur i za to zapłacił. Zresztą myśl o nim, co chcesz. I tak już go nie ma.
Jeśli jeszcze żyjesz, proszę cię tylko o jedno. Pomódl się za spokój jego duszy, o to, żeby tam po drugiej stronie było mu wybaczone.
To już ostatni list do ciebie mój kochany.
Wspomnij o mnie czasem. Nieraz patrzę przez okno w noc i widzę wśród latarń twoją twarz.
Zakochana w tobie na zawsze.
Swietka.”

Siedzę w pustym kościele, w ostatniej ławce. Usadziłem się tutaj, żeby, jeśli pojawi się jakiś klecha, nie przyszedł do mnie o cokolwiek pytać. W katolickim kościele modlę się za spokój duszy prawosławnego Loszy, okupanta, mordercy, zbira, drania, ruskiego łajdaka. Mojego wnuka.

Reblog

piotrstankiewicz.pl

LIST MĘŻCZYZNY DO MĘŻCZYZN


2 listopada 2019 roku Trybunał Konstytucyjny ogłosił (nie)sławny wyrok poważnie ograniczający dostępność aborcji w Polsce. Potem było oczywiście jeszcze gorzej, wiemy, bo TK praktycznie zakazał aborsji w Polsce. Ale ja nie o tym. Odpowiedzią były protesty w całym kraju, protesty o bezprecedensowej dynamice i największej być może skali w całej historii III Rzeczypospolitej. W czasie trwania tychże protestów Piotr Stankiewicz opublikował „List mężczyzny do mężczyzn”. Rozszedł się on wówczas bardzo szeroko, myślę, że po kilku latach nadal warto go przypominać. Nawet jeśli nie ma dziś żadnej specjalnej okazji. My też możemy bez żadnego trybu.

*

Panowie!

Wielu z nas chce wspierać kobiety w tym, co się dzieje. Ale warto się zastanowić, jakie wsparcie jest potrzebne, a jakie jest powielaniem seksistowskich stereotypów i karmieniem męskiego ego. Dlatego pozwólcie, kilka słów od faceta do facetów.

1. Nie przemawiajmy do kobiet. Mówmy do innych mężczyzn.

2. W szczególności, mówmy do tych mężczyzn, którzy nie ogarniają tematu. Mówmy, żeby ogarnęli, i temat i siebie. Jeżeli uważamy się za sojuszników kobiet, to nie jest naszym zadaniem do czegokolwiek kobiety przekonywać. Naszym zadaniem jest przemówić do rozumu tym mężczyznom, którzy nie ogarniają.

3. Bądźmy dorośli — gimnazjum już się skończyło. Nie sprowadzajmy sprawy do absurdu, gdy tylko nam wygodnie. „Nie przemawiajmy do kobiet” to nie znaczy, że mamy się do nich nie odzywać. A co znaczy? Znaczy, że mamy nie mówić w ich imieniu, nie zabierać im głosu, nie sugerować, że lepiej od nich wiemy, o co chodzi w ich walce o ich prawa. Diabeł mieszka w szczegółach. Darujmy sobie nawet pozornie niewinne sugestie czy dobre rady.

4. I nie, nie chodzi o to, że mamy się w ogóle nie odzywać. Gdybym tak uważał, to bym nie pisał. Mężczyzna nie ma milczeć, ma sporą pracę do wykonania. Nad sobą i nad innymi mężczyznami.

5. Nasza rola polega na tym, żeby posłać na śmietnik herstorii tę przeklętą „męską szatnię” (dosłowną i tę w przenośni). Na seksizm trzeba reagować tam i wtedy, kiedy on się dzieje. Słyszysz głupie żarciki w męskim gronie — reaguj. Widzisz kretyńskie zachowania — reaguj. Musimy temu powiedzieć STOP, w zwykłym codziennym życiu. Hannah Arendt się kłania: nieszczęścia nie biorą się stąd, że źli ludzie robią złe rzeczy, tylko stąd, że zwykli ludzie tolerują zło. Rzeczywistością nie staje się to, co lajkujemy na fejsie. Rzeczywistością staje się to, co tolerujemy na co dzień.

6. It’s not about us, men. Tutaj nie chodzi o nas. Próby wyjaśniania czy komentowania sprawy kobiecej przez kategorie męskich oczekiwań czy wyobrażeń — to jest podważanie tej sprawy.

7. Świat nie ma już wracać do żadnej „normy”, w której by było tak, jak było wcześniej. Chodzi właśnie o to, że nasze myślenie o naszym miejscu w życiu i świecie właśnie się wywraca do góry nogami. I to nie jest przypadek. To jest sens tego, co się dzieje. I to właśnie mamy wziąć na klatę.

8. Nie wysuwajmy wobec kobiet żądań czy oczekiwań. To nie jest czas, żeby stawiać warunki. Albo wspierasz, albo dzielisz włos na czworo, a siebie rozmieniasz na drobne.

9. Nie oczekujmy profitów, punktów procentowych, pogłaskania po główce, jacy to jesteśmy fajni. Wielu z nas podskórnie by tego chciało, ale zaprawdę powiadam Wam, niech nam wystarczy, że staniemy po właściwej stronie herstorii. To jest naprawdę dużo.

10. Tutaj nie chodzi o nas, ale jest jedna męska rzecz, którą warto podnieść, a o której rzadko się mówi. Otóż owszem, nie jest łatwo być postępowym mężczyzną we współczesnym świecie. I dlatego o tym piszę. To jest droga, na którą nie ma skryptu, na której nie ma wielu książek, za to jest wiele raf, i w ogóle, w szkole tego nie uczą. Zgadzam się. Ale ten ciężar musimy wziąć na siebie. Nie jest rozwiązaniem — tutaj i wszędzie indziej — przerzucać go na kobiety, że one mają wyjaśnić, przytulić, otoczyć miłością. Tak to nie działa.

11. Uczmy się, dowiadujmy! Nie dajmy się zwieść temu, że w KON-STY-TUC–JI jest napisane, że mężczyźni i kobiety są równi. Nasze doświadczenia w tym społeczeństwie dzieli przepaść. Był kiedyś taki wątek, „co byście dziewczyny zrobiły, gdyby wszyscy mężczyźni zniknęli na 24 godziny?”. I tu zagadka dla nas, facetów. Jak myślicie, jakie były odpowiedzi? „Przestałabym się malować”? Owszem, padło. Ale najwięcej serduszek dostała taka odpowiedź. „Poszłabym biegać w środku nocy i słuchałabym muzyki przez obie słuchawki, bez tej przemożnego uczucia, że jedną z nich muszę wyjąć”. Sto tysięcy dziewczyn to zalajkowało. I teraz połączymy kropki, o co w tym chodzi. I nie bójmy się przyznać, ja też dostałem gęsiej skórki, gdy pierwszy raz to zrozumiałem.

12. Zasoby internetu są nieskończone — wystarczy kliknąć. I są powiązane. Internet sam nas poprowadzi, trzeba tylko chcieć się dowiedzieć, doczytać. Chcemy być sojusznikami kobiet? Nie zmuszajmy ich do tracenia czasu, energii i nerwów na tłumaczenie nam tego, co dla nich jest oczywiste, a czego powinniśmy się dowiedzieć sami. Wierzcie mi, jeżeli kobiety czytają ten list, to ziewają z nudów, bo wszystko o czym tu piszę, jest dla nich absolutną oczywistością, codziennym doświadczeniem.

13. I w tym tkwi sedno sprawy.

14. Jak widzicie, wszystkie te grzechy mam dobrze przemyślane, bo wszystkie je popełniałem. I ani nie uważam ich za powód do dumy, ani one mnie nie dyskwalifikują. Bądźmy tą zmianą, którą chcemy zobaczyć w świecie, tak. Ale żadnej zmiany nie robią ludzie bezgrzeszni, bo takich nie ma.

15. Szerujcie.

*

(List był opublikowany na moim Facebooku i równolegle na ASZ Dzienniku, 2 listopada 2020 r.)

rysunek pióra, towarzyszący zapisowi na stoicki newsletter