Barataria 22 Książki i utopie

Ewa Maria Slaska

Wyspy nieistniejące

Wszyscy wiemy, iż życie towarzyskie i kulturalne w PRL miało to do siebie, że wszyscy czytali i oglądali to samo. W telewizji, w kinie, w księgarni, wszędzie było to samo. Wywoływało to pewne mody i trendy, niekiedy na lata, jak czwartkowa Kobra czy poniedziałkowy Teatr Telwizji, jak felietony Jana Kamyczka (wiem, wiem, to kobieta! jak Kopernik!) w Przekroju. Przez jakiś czas wszyscy śpiewaliśmy Damą być Maryli Rodowicz albo Prześliczną wiolonczelistkę, czytaliśmy artykuły profesora Krawczuka o władcach starożytnych i oglądaliśmy w telewizji wykłady profesora Zina o architekturze. Zbieraliśmy makulaturę, żeby ją wymienić na Dzieła zebrane Mickiewicza. Byliśmy mądrzy ogólnie i na bieżąco, i bardzo tacy sami.

To nie ja sprzedaję Mickiewicza, mój po prostu nie jest już kompletny, bo ktoś pożyczył tom drugi i czwarty

Kiedyś nadszedł w PRL czas Łysiaka, Waldemara zresztą – tak się w owym czasie mówiło, co było cytatem z  kultowej audycji radiowej 60 minut na godzinę. Jestem pewna, że Łysiak to nie tylko pamięta, ale z łezką w oku wspomina; daj Boże każdemu z nas, ludzi pióra i klawiatury, takie “5 minut”, jakie miał Łysiak.

Wikipedia pisze, że Łysiak (ur. 8 marca 1944 w Warszawie) to polski pisarz, publicysta, eseista, architekt, napoleonista i bibliofil. Zgoda, aczkolwiek mnie akurat te jego zainteresowania bonapartystyczne niezbyt “brały” (też się tak wtedy mówiło), natomiast na pewno dodałabym mu słowo “erudyta”. Bo Łysiak był (a pewnie i nadal jest) erudytą. Nie tylko wiedział wszystko, ale też potrafił to wszystko błyskotliwie zapisać – pamiętacie takie jego słowo “blaskomiotny”? Nie przyjęło się, choć różanopalca Jutrzenka albo Złotousty jednak zyskały sobie pewne prawa.

Łysiak wydał mnóstwo książek napoleońskich i kilka innych, a wśród tych innych  najważniejsze (a może w ogóle najważniejsze) były Wyspy zaczarowane, jego debiut literacki, wydany w roku 1974 cykl esejów o kulturze włoskiej, które kochaliśmy prawie tak jak Barbarzyńcę w ogrodzie Herberta. Dziś jednak wracam do tej książki z tego względu, że te zaczarowane wyspy Łysiaka to wcale nie wyspy tylko miejsca jak najbardziej lądowe, jak na przykład pewien zaułek w Rzymie. W kilkanaście lat później pokazały się jeszcze Wyspy bezludne i Wyspa zaginionych skarbów, ale gdzież im tam było do tych zaczarowanych. Najciekawszym rozdziałem był, oczywiście z mojego punktu widzenia, Nóż Leonarda. Dziś wszyscy wiemy, że Ostatnia wieczerza ma o jedną rękę za dużo i że ta niczyja ręka trzyma nóż, ale w latach 70 ta opowieść to było niezwykłe objawienie.

Leonardo da Vinci, Ultima cena, 1495-1498, fresk, klasztor Santa Maria delle Grazie, Mediolan

W dzisiejszym eseju to jednak ta właśnie wtedy zlekceważona książka Wyspy bezludne czyli eseje o samotności, ma stanowić początek kolejnych rozważań baratarystycznych,  o wyspach nieistniejących jako modelu świata.

Powiedziałabym, że można je podzielić z grubsza na dwie części – Wyspy Lenistwa i Wyspy Pracy. Wyspy Lenistwa to bajki, to pociecha dla ludzi udręczonych codziennym mozołem bez końca innego niż śmierć. To tu mieści się też Kraina Łakomczuchów, Kraina Śpiochów, Wyspa Skarbów i wszelkie inne Wyspy Szczęśliwe. Wyspy Pracy to przypowieści o życiu godziwym i słusznym społeczeństwie. Łysiak zaczyna od Aleksandra Selkirka czyli Robinsona Cruzoe, a to, powiedziałabym, najlepszy chyba przykład Wyspy Pracy. Typową Wyspą Pracy jest oczywiście wyspa Prospera, króla i maga, z Burzy Szekspira,  i Utopia Thomasa Morusa.  Wydawać by się mogło, że Pramatką wszystkich Wysp Pracy jest platońska Atlantyda, ale nie, bo wszystkie, również Atlantyda wzorują się na Sherii, wyspie Feaków w Odysei. Również Barataria jest Wyspą Pracy. Sancho Pansa zabiera się do swych obowiązków sędziowskich tuż po przyjeździe na swą wyspę, zanim jeszcze zdąży zejść z osła, a wszyscy, których czyny osądza, też wykonują jakieś zajęcia.

W poszukiwaniu straconego na życie czasu powracam do lektur z lat 70 i 80. Wybieram je na chybił trafił, większości nie pamiętam w ogóle, część pozostawiła po sobie zaledwie bipolarne wrażenie przyjemności lub nudy. Z miąższu zapomnianych słów teraźniejszość wyłapuje to, co ma powierzchowny bodaj związek z baratrystyką. Nic dziwnego, w końcu ta wędrówka zaczęła się, przpominam, od takiej niemal zapomnianej lektury sprzed kilkudziesięciu lat.

Taniec sępów, cóż za głupi tytuł wymyślił sobie polski wydawca, w ogóle nie przystający do treści, bo autorka określając realne życie polityki rzeczywiście używa określenia “taniec sępów”, ale ta jej książka celowo omija wszelkie elementy polityki i koncentruje się na dziesięciu zaledwie latach szczęśliwego dzieciństwa. Renée Mendez Capote, Pamiętnik młodej Kubanki urodzonej z początkiem wieku. Wydawnictwo Literackie 1987. Renée, urodzona w roku 1902, i jej rodzeństwo, wymyślają sobie niecodzienną rozrywkę – szyją flagi różnych państw, a przy okazji uczą się, jakie jest ich położenie geograficzne, ludność, stolica, uprawy, bogactwa… Któregoś dnia dzieci chcą uszyć flagę dla Don Kichota. Ojciec tłumaczy, że Rycerz Smętnego Oblicza ma sztandar hiszpański, jest przecież typowym Hiszpanem, reprezentującym zalety i wady tego narodu, ale dzieci nie przyjmują tego do wiadomości.

– Nie, don Kichot powinien mieć własny sztandar, bo reprezentuje on własny świat w ramach pozostałych.

No, ale przecież to nie Don Kichot miał swoje państwo-miasto-wyspę, lecz Sancho Pansa. To ukryci barataryści, te dzieci Mendez Capote.

Tę książkę zapamiętałam jako miłą lekturę, z wydanej w roku 1976 w PIW-ie powieści Leona Gomolickiego Taniec Eurynome (co ja znowu z tym tańcem?) nie pamiętałam nic. Nawet tej tytułowej Eurynome, choć wydaje mi się, iż  wiem jak przez mgłę, że była Okeanidą i tańczyła na wodach Chaosu, aby wytańczyć świat. I rzeczywiście, Gomolicki dość dokładnie przypomni w powieści historię Eurynome. Wytańczyła z wód Chaosu węża Ofiona, a on został jej mężem i… stworzył świat. Ba, przydał sobie miano Stwórcy. Typowe…

U Gomolickiego ten Chaos to świat w stanie wojny, a to co się z niego po wojnie wyłania, nie powstaje wedle żadnych wzorów z przeszłości, jest tworem samoistnym, który powstając sam siebie nie zna. To oczywiście powinno być lekturą dla rządu i naszych trojga władców P – Prezesa, Premier i Prezydenta, którzy zbiorczo życie po zagładzie wojny nazwali zdradą.

Kiedy palą się miasta, upadają państwa, nastaje sąd ostateczny wojen i obozów zagłady, a potem na omytej wodą potopu ziemi znów zaczyna powoli plenić się życie i martwi w postaci obozowych muzułmanów wychodzą z grobów – ta wizja pozostanie w pamięci współczesnych na zawsze. Wizja masowości ludzkiej zagłady i ludzkiego zmartwychwstania – tłumu wychudłych ciał, rozpaczliwie czepiających się życia, aby tylko nie wrócić do grobu.

Ale ja nie o tym, ja tropię wyspiarską Baratarię. Bohater, nota bene, człowiek początkowo bezimienny, w pierwszych dnia wolności przejmuje po zmarłym Salomonie jego żonę czy kobietę, Sabę, królową Saby. I niech to nie dziwi, bo tak już jest, w takich wędrówkach po kulturze, wszystko się składa w jeden wszechobecny mechanizm. Salomona zastrzelił ktoś o świcie. Nie wiadomo, przez przypadek czy celowo, nie wiadomo też, kto strzelał, bandy z lasu, czyli dziś nagle godni chwały “żołnierze wyklęci”, czy z milicji. Bezimienny zatem odpowiada na list przyjaciela z czasów młodości, a ten mu nadaje banalne imię – Henryk. Przyjaciel zaś używa  pseudonimu teatralnego Cyprian. (Królowej) Saby już nie ma, bohater sam ją opuścił dla młodszej kobiety, Wandy, ale wraca, by z nią rozmawiać, lub nie wraca, by ją wspominać. A więc list od Cypriana.

…list był przejmujący, (…) to była jego, niczego nie wymagająca w zamian, próba przerzucenia chybotliwej kładki przez rozdroża dzielących nas lat. Czy mogłem nie zareagować na to wezwanie. Mój list był krótszy – zawierał zaproszenie na moją bezludną wyspę. Bezludną? – nazwa umowna, zastępcza wyspy szczęśliwości (geneza pomieszania tych pojęć bierze początek w latach wojny!) Czy zaludniając ją w ten sposób, świadomie zaprzeczałem jej właściwości uszczęśliwiania samotnością? Ale Cyprian był dla mnie bardziej cieniem lat przeszłych. Któż mógł wtedy przewidzieć, że metafora ta fatalnie sprawdzi się w rzeczywistości!

Ta wyspa bezludna znajduje się zaraz z jakąś małą stacyjką, zupełnie jak Totenhorn, ale i jak ów Pensjonat Barataria, od którego się wszystko zaczęło. To już wiemy, za tymi małymi pustymi stacyjkami kryją się Wyspy Ułudne, homerowa wyspa Feaków Pensjonat Barataria i Góra Zmarłych, morusowa i baconowska Utopia, szekspirowska wyspa Prospera i platońska Atlantyda. Tu, za tym śmiesznym peronem zaczyna się puszcza, preria, dżungla, w ogóle utopia, mówi wciąż jeszcze bezimienny Henryk. Dobre słowa, tylko że po polsku utopia to też świat utopiony, zalany wodą… A ci co kuszą cię Utopią to być może ci sami, którzy cię potem utopią lub skłonią, byś się sam utopił, jak Leverkühn z Doktora Faustusa czy Joseph Knecht z Gry szklanych paciorków. Pojawi się zaczarowane miejsce, wyspa szęśliwości, nie szkodzi, że w górach – wyspa może być wszędzie, jeśli tylko nosimy ją w sobie. W tym wypadku jednak prawie dosłownie, bo wyspą górski taras omywany żywiołem powietrza. Znaleziony przypadkiem. Będziemy tam mieszkać w grocie nimf i żywić się korzonkami roślin jak pustelnicy, mówi Henryk. Ale nie mieszkają w grocie, znajdzie się wyczarowane schronisko, buda raczej, ale obok krystaliczne źródło czystej wody. Buda była zabita deskami i miała komfort melin zbójnickich ze strasznych baśni dla dzieci.

Taka to wyspa, ale Gomolicki wie, że będziemy się nad nią zastanawiać, pytać sami siebie, czy aby to ta wyspa i odpowiada:

jak zaczynamy podróż, nie wiemy, na jaką wyspę wyrzuci nas żywioł. Inną wyspę odkrył Kolumb, inną Defoe i tylko w marzeniach sennych dobijamy do wysp nieziszczalnej w życiu szczęśliwości.

Możecie być pewni, że ciąg dalszy nastąpi, zwłaszcza że na wyspie w górach pojawi się też Ułuda.

Książki wymienione w tym wpisie w wydaniach, w jakich je dawno temu czytałam po raz pierwszy:

 

No i oczywiście – wzór niedościgły, tak miała być napisana wędrówka do Baratarii. Och jej.

Von Berlin nach Breslau, von Breslau nach Berlin

Do. 22.06.2017 um 19.00 Uhr
im Sitz der Alexander und Renata Camaro Stiftung

Camaro Haus, Potsdamer Str. 98A, 10785 Berlin
Präsentation des Ausstellungsprojektes

Sehnsucht und Freiheit

Otto Mueller und die Malerei der Moderne zwischen Berlin und Breslau

Davor, um 18.15 Uhr: Führung durch die aktuelle Ausstellung „Tribute to Iris Barbura“ – eine Würdigung der rumänischen Tänzerin der Moderne (1912-1969)

Anmeldung erforderlich: deutsches@kulturforum.info

***

Die Ausstellung über Otto Müller und die Breslauer Kunstakademie wird in Berlin und Wrocław gezeigt:

28. September 2018 bis 3. März 2019 Neue Galerie im Hamburger Bahnhof – Museum der Gegenwart – Berlin

Vorauss. April bis Juni 2019 Nationalmuseum Wrocław

Die Beratung zum polnischen Teil dieses internationalen Ausstellungsprojekts übernahm aufgrund Ihrer wissenschaftlichen Tätigkeit auf diesem Gebiet Dr. Lidia Głuchowska, die im Rahmen eines regelmäßigen Austausches in Übereinstimmung mit den involvierten Projektpartnern die deutsche Projektleiterin Dr. Dagmar Schmengler und ihre Assistentin MA Agnes Kern von polnischer Seite mit Expertise begleitet.

Eine Besonderheit des kuratorischen Konzeptes ist das Prinzip des ‚Gastes’: das heißt Bilder, durch die spotlightartig, epochenübergreifend und/oder interkulturell, insbesondere im deutsch-polnischen Kontext, auf Gemeinsamkeiten und Unterschiede verwiesen werden kann: das Einbeziehen Polnischer Expressionisten (z.B. Witkacy, Stanisław Kubicki, Jerzy von Hulewicz) ermöglicht einmalige Sehvergleiche und neue Zusammenhänge, zugleich verschränken sie die deutsch-polnische Ausrichtung dieses Projektes.

Stanisław Kubicki, Der Heilige und die Tiere, Öl auf Leinwand, 1932, Privatbesitz Berlin

Mehr zum Programm der Projektvorstellung entnehmen Sie bitte dem Flyer:

 

Reblog: Pełnia lata i inne wiersze / Der Hochsommer und andere Gedichte

Das SprachCafè Polnisch e.V. in Pankow
STZ Pankow, Schönholzer Str. 10, 13187 Berlin
02.06.2017 – 31.08.2017

2 czerwca – wieczór poezji i wernisaż / 2. Juni – Poesieabend & Vernissage
18:00

Agata Koch

A skąd się biorą te wszystkie myśli?
Przychodzą do nas z kosmosu?

Te duże i małe,
te szare i barwne,
te nowe i dawne,
te zimowe i te z lata,
te smaczne i bez smaku,
te pachnące i te bez zapachu,
te górnolotne i te codzienne,
te ważne i te nie tak bardzo…
te lekkie i te ciężkie,
te rozbiegane i te spokojne,
przezroczyste i gęste,
miękkie i nie do zgryzienia,
te moje i te mi obce,
te proste i te nie do zrozumienia,
te widoczne i te…
te jasne…

…i jakie jeszcze będą?
Teraz już sama nie wiem –
spójrz na nie ze mną…

Danke…

Wo kommen all diese Gedanken her?
Aus dem großen All von überall?

Die großen und die kleinen,
die grauen und die farbigen,
die neuen und die von früher,
die winterlichen und die vom sommer,
die leckeren und die ohne geschmack,
die duftenden und die geruchlosen,
die abgehobenen und die alltäglichen,
die wichtigen und die nicht ganz so,
die leichten und die schweren,
die hektischen und die ruhigen,
die durchsichtigen und die dicken,
die weichen und die nicht zu knacken sind,
die von mir und die mir fremden,
die einfachen und die unfassbaren,
die sichtbaren und die…,
die klaren…

…wie sind sie denn noch?
Gleich weiß ich selber nicht mehr,
schaue Du jetzt mit hoch…

Pełnia lata

myślom pozwolić odpłynąć
obłoki zwiewne na nieba jasnego błękicie
musnąć bezwiednie wzrokiem
wziąć do ręki
kalejdoskop pasteli
spojrzeniem zdradzającym
liczne szczegóły całego dnia gości na plaży
tak! Światło to sztukmistrz!
i to w swych największch rolach
całego roku
czas – bezczas
jakby zastygł w bursztynie
po którym pozostaje wspomnienie dobre
i tęskonta zimą
a powietrze rozległe pachnie
(zmieniają się tylko niuanse)
raz wiatrem, raz jabłek leżących pod drzewem winną słodyczą
czy trawą i lasem?
delikatnie obwiewa ciepłem słońca policzek
potem dłoń

zamknij oczy…
szum wód orzeźwiających
i cisza nocy gwieździstej
dawno juz zapomniana

i pokój duszy
– błogosławiony czas lata

Der Hochsommer

Gedanken gehen lassen
leichte Wölkchen am hellblauen Himmel
ungewollt mit einem Blick berührten
einen Kaleidoskop der Pastellfarben in die Hand nehmen
der mit seiner Perspektive die vielen Einzelheiten eines Tages der Strandgäste verrät
ja! Das Licht ist der Meister!
und das in seinen größten Rollen
des ganzen Jahres
die Zeit – die zeitlose
wie in einem Bernstein erstarrt
von der eine gute Erinnerung bleibt
und die Sehnsucht im Winter
die Luft riecht weitläufig
(nur Nuancen ändern sich)
mal nach dem Wind, mal nach Äpfeln, die unterm Baum liegen, nach ihrer Wein-Süße
oder auch nach dem Grass und Wäldern?
ganz sanft umweht sie mit der Wärme der Sonne
die Wangen, dann auch die Hand

schließe die Augen…
Geräusche erfrischender Gewässer
und die Stille der Sternennacht
der längst vergessenen

und der Frieden der Seele
– die gesegnete Zeit des Sommers!

Rzeczy
które mamy
posiadamy
pragniemy
rzeczy
o które się tak staramy
których potrzebujemy
które są nieodzowne
lub tylko tak wydaje się nam

rzeczy
które lubimy
które są piękne i modne
nam towarzyszą i otuchy dodają
wiele umożliwiają i ułatwiają

rzeczy
przypominają
nasz smak opisują
i przynależność wyrażają
oraz prestiż

dzielimy się rzeczami z innymi
dzielimy się z rzeczami
sprawami duchowymi…

rzeczy
zbieramy
przekładamy
rzeczy
które leżą
spoczywają i się nudzą
zakurzone
pod swym ciężarem
– rzeczy zmęczone…
– – –

Sachen
die wir haben
besitzen
nach denen wir streben
um die wir uns so Mühe geben
Sachen, die wir brauchen
die unentbehrlich sind
oder uns nur so vorkommen
mögen

Sachen
die schön sind und in
Sachen, die wir mögen
die uns begleiten und es gemütlich gestalten
vieles ermöglichen und leichter machen

Sachen
die uns an was Bestimmtes erinnern
die unseren Geschmack beschreiben
und Zugehörigkeit
sowie Prestige zeigen

wir teilen Sachen mit anderen
wir teilen mit Sachen
auch Seelen…

Sachen
die wir sammeln
leihen, umräumen
Sachen
sind liegengeblieben
sie ruhen und langweilen sich
verstaubt
unter ihrer Last
– müde…

…bo najważniejsze jest
to
między chwilami
w nawale spraw
pędzie dnia codziennego
milionów detali jego
głębię oddechu poczuć
i lekkość
nagłą i piękną
spojrzeć na
to
jak na czarne na białym
czy
białe na czarnym?
klarowne
cudowne
To

…denn das Wichtigste ist
das
zwischen den Augenblicken
in der Menge der Dinge
und der Schnelligkeit des Alltags
in Milionen seiner Details
die Tiefe des Atems zu erspühren
und seine Leichtigkeit
die plötzlich eintritt und schön ist
das
zu erblicken
wie Schwarz auf Weiss
oder
Weiss auf Schwarz?
ein klares
wunderderbares
Das

Obrazy / Bilder

W rozmowie / Im Gespräch, Collage, Barbara Konieczna

Co nas porusza – wystawa zbiorowa artystek*artystów z berlińskiej dzielnicy Pankow/ Was uns bewegt? – Gemeinschaftsausstellung der Pankower Künstler*innen

Wystawiają / Es stellen aus:
Agata Koch, Aleksandra Gajda, Barbara Konieczna, Bianca Monroy, Estrella Betancor, Gabriele Klier, Grażyna Zarębska, JP Bouzac, Justyna Stokłosa, Sabine Renault,  Silviya Zdravkova, Susanne Kiene

Spotkanie w ramach cyklu prezentacji autorów bloga
Ein Treffen im Rahmen des Vorstellens der Autor*innen vom Blog
ewamaria2013
&

Der Turmbau zu Babel

Jeszcze o wystawie Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”We wtorek wystawa dobiega końca w oprawie trzech wydarzeń:

W niedzielę, 21 maja – w Berlinische Galerie o godz. 12.00 – odbędzie się wykład kuratorki wystawy, dr Lidii Głuchowskiej na temat dzieła malarskiego Stanisława Kubickiego i jego żony, Margarete Kubickiej.

W poniedziałek, 22.05.2017, o godzinie 10.00 w Rathaus Kreuzberg odbędzie się warsztat artystyczny dla dzieci ze szkoły im. Marianny Cohn (wydarzenie zamknięte): Moja wieża Babel. Warsztaty poprowadzi dr Patrycja Wilczek-Sterna z Wydziału Sztuki Uniwersytetu Zielonogórskiego  we współpracy ze studentkami i studentami, pogadankę wstępną wygłosi kuratorka.

I wreszcie we wtorek, 23.05.2017, o godzinie 18.00, ma miejsce finisaż połączony z oprowadzaniem kuratorskim i  prezentacją dziecięcej wystawy powarsztatowej: Von Posen nach Berlin und zurück. Schicksale der expressionistischen Grafiken der Posener Künstlergruppe BUNT (1918–1922).

Wykład o Wieży Babel Kubickiego (1917) przystosowany zostanie do możliwości percepcyjnych dzieci. Tu jednak, z uwagi na fakt, iż jest to dzieło o kluczowym znaczeniu w dziejach awangardy polskiej i międzynarodowej, poświęcimy temu linorytowi więcej uwagi.

Wieża Babel, która w kwietniu 1918 roku ukazała się na plakatach I wystawy grupy Bunt w Poznaniu, przygotowanych wbrew lokalnemu status quo zarówno w języku polskim, jak i niemieckim, jest jedną z najbardziej znanych grafik w dziejach polskiego i środkowoeuropejskiego modernizmu i awangardy.

Przez prawie 100 lat Wieżę Babel postrzegano jako apoteozę rewolucji. Radykalnej reinterpretacji tego dzieła, wskazującej na jego ambiwalentną wymowę i groteskowy charakter dokonała dopiero Lidia Głuchowska, która jako pierwsza przeanalizowała korespondencję słowa i obrazu w dorobku Kubickiego, w tym jego dwujęzycznej twórczości poetyckiej i programowej.

Zostały one opublikowane w monografiach:
Avantgarde und Liebe. Margarete und Stanislaw Kubicki 1910–1945; Berlin 2007
oraz
Stanisław Kubicki – in transitu. Poeta tłumaczy sam siebie/ Ein Poet übersetzt sich selbst, Wrocław 2015 oraz w licznych artykułach.

Specjalnie dla naszego blogu autorka przygotowała nowatorski i nigdzie dotąd nie publikowany tekst – refleksje pisane z dystansu lat badań na temat genezy i wymowy Wieży Babel oraz jej inspirującej funkcji w dziejach sztuki najnowszej.

Dr Lidia Głuchowska

Wieża Babel – Alfa i Omega

Andrzejowi Bobrowskiemu w podziękowaniu za
”Transformację M/S” (2015)

Wieżę Babel (1917) Stanisława Kubickiego od dawna już uznaje się za manifest i ikonę polskiej awangardy.

Na progamową wymowę tytułowego motywu dla progresywnego nurtu polskiego modernizmu z przenikliwością wskazywał choćby Andrzej Turowski w swej książce Budowniczowie świata. Reprodukowana setki razy, ukazała się choćby na okładkach takich syntez badawczych jak Ekspresjonizm w sztuce polskiej (red. Piotr Łukaszewicz, Jerzy Malinowski, Wrocław 1980) czy – ostatnio – Bunt a tradycje grafiki w Polsce i w Niemczech (red. Lidia Głuchowska, Honorata Gołuńska, Michał F. Woźniak, Bydgoszcz 2015).

Mimo kariery medialnej tego dzieła, mało kto jednak zna jego genezę. Warto zatem przypomnieć, że Wieża Babel jest kwintesencją formalno-ideowych poszukiwań Kubickiego zainicjowanych w 1916 roku w Bunzlau (Bolesławcu) i kontynuowanych w Schömbergu (Chełmsku Śląskim).
W pewnym sensie więc, to Śląsk, a nie Poznań mógłby zostać uznany za kolebkę polskiego ekspresjonizmu w jego fazie historycznej. (Na dygresje na temat pre- i postekspresjonizmu w rodzimej sztuce brak tu niestety miejsca).

 

Wieża Babel jest syntezą poszukiwań stylistycznych i motywów, które w Schömbergu znalazły się w centrum zainteresowania artysty – pejżażu i wieży kościelnej na tle wschodzącego słońca i kulis tamtejszego rynku. Staje się to oczywiste, jeśli prześledzić wnikliwie współczesne fotografie inspirujących go miejsc, realistyczne szkice i coraz bardziej od nich odległe i sumaryczne wyobrażenia natury i kultury – dwóch archetypów ekspresjonistycznego universum – które wyszły spod ołówka, pióra czy dłuta Kubickiego w 1917 roku. To zatem synteza w sensie formalnym abstrahowania od dokumentowania rzeczywistości i dosłownego sensu objektów i zdarzeń.

Śledząc po kolei rysunki i linoryty z Schömbergu, dostrzec można, jak jej zarys wyłania się  z odwzorowania pejzażu,najpierw horyzontalnego, z czasem przyjmującego formę zwartą, centryczną, jak i z modyfikacji wyobrażenia wieży czy rynku – najpierw diagonalno-wertykalnych (do których Kubicki powróci dopiero w 1919 roku – por. ilustracje we wczorajszej prezentacji na tym blogu), a z czasem wibrujących odśrodkowo.

Analogiczną jak w przypadku ewolucji przedstawień Wieży kościelnej i Pejzażu z Schömbergu formę przybierają NB obłoki w tle Aktu z chmurami.

Porównanie formy tych prac wskazuje jednoznacznie na to, iż Akt z chmurami był najpewniej stadium pośrednim między przedstawieniami wieży i pejzażu a Wieżą Babel i to nie tylko dzięki wprowadzeniu do kompozycji figury ludzkiej, lecz również poprzez odwołanie do kodu kultury wysokiej i tradycji artystycznej. Akt na tle pejzażu jest bowiem czytelnym odniesieniem do osławionej w czasach moderny i awangardy reformy życia, przywołanym pour épater le bourgeois, a jego „antyestetyczna”, prymitywizująca forma to formalny atak na akademizm. Zadziwiające jak wiele zmienia zastąpienie anonimowego aktu kobiety niedookreślonym płciowo tłumem (w którym mimo wszystko zakłada się społeczność reprezentatywną, czyli męską). Jeszcze bardziej stymulujące intelektualnie (prowokacyjne?) pytanie brzmiało by: Co by się stało, gdyby na tle Wieży Babel zamiast anonimowej masy pojawił się pojedynczy akt męski?…

Akty męskie pojawiały się wprawdzie w dorobku awangardy, ba, nawet w dorobku grupy Bunt, by wspomnieć tylko zasługujący na wnikliwą interpretację, choć może nieprzekonujący pod względem formalnym Akt męski na tle [manifestującego] tłumu (n.d.) Stefana Szmaja. We wspomnianym przypadku obecność masy „filistrów“ automatycznie heroizuje „akt męski”.

Jaką jednak wymowę miałby, gdyby zaistniał solo, a nie w ramach „nowej wspólnoty” naturystów (Niemcy określają to skrótem FKK – Freiekörperkultur) – jak w pracach artystów z grupy Die Brücke) na tle pejzażu dziś? A co dopiero, w roku 1910? (Lata 30. to znów co innego – heroizowana po faszystowsku nagość aryjska…)

Siłą Wieży Babel w porównaniu z Aktem z chmurami jest poza maskulinizującą czyli uniwersalizującą multiplikacją i zastosowaną w tym samym celu abstrahizacją form natury i architektury – wpisanie całegoprzedstawienia w sferę religijnego/ideologicznego mitu, indywidualnie i „profanacyjnie“ reinterpretowanego i zawaszczanego przez artystów od czasów romantyzmu.

 

Werke Kubickis in der Berlinischen Galerie

Vortrag in der Berlinischen Galerie, Sonntag, 21.05.2017, 12.00 Uhr

Bitte Eintrittskarten selber kaufen

Im Rahmen des Begleitprogramms zur Ausstellung Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie” (Rathaus Kreuzberg, 2-23.05.2017) findet

ein Vortrag von Dr. Lidia Głuchowska statt.

Die Assistenz bei der anschließenden Präsentation übernehmen Studierende der Kunstfakultät Universität Zielona Góra: Katarzyna Smugarzewska, Marta Olejnik sowie Tri Minh Ngutyen und Sinh Truong Nguyen – Teilnehmer des Austauschprogramms Erasmus aus Vietnam am Institut für Visuelle Künste.

Im Zentrum der Betrachtung befinden sich drei von fünf in der Berlinischen Galerie befindlichen Kunstwerke des deutsch-polnischen Avantgardekünstlerpaares Margarete und Stanisław Kubicki: Kirche vor Aufgehender Sonne und Ekstase Kubickis und die Aquarellreihe Kubickas zum Roman Alfred Döblins Die drei Sprünge des Wang Luns.

Weiterhin besitzt das Berliner Museum für Moderne Kunst zwei Pastelle Kubickis, die jedoch derzeit nicht ausgestellt werden: Das Blühen III (1928) und Mutter mit totem Kind (1926).                                  

Dazu ein paar einleitende Worte von Dr. Lidia Głuchowska:

Kirche vor aufgehender Sonne (1919) Kubickis gehört, neben Ekstase zu den zwei bis heute erhaltenen Gemälden Kubickis, die 1919/1920 in der berühmtesten Galerie der Avantgarde – Der Sturm Herwarth Waldens – ausgestellt wurden. Dort wurden sie von Fritz Karsen erworben. Das Motiv geht auf die ersten expressionistischen Darstellungen im Werk der polnischen Künstlergruppe Bunt (Revolte, 19181922) zurück, die Kubicki 1916/1917 im schlesischen Schömberg (heute Chełmsko Śląskie) geschaffen hat. Diese haben ihr Ursprung in den naturalistischen Skizzen der dortigen Landschaft und Architektur, welche immer noch mit den Gegenwartsfotografien davon identifizierbar sind. Synthetisiert wurden sie danach zu expressionistischen Linolschnitten, die sich durch die prägnanten schwarz-weiss Kontrasten auszeichnen und 1917 in Posen/Poznań ironisch als „drei Kuben Kubickis“ (nach dem Motto nomen est omen) mitbezeichnet wurden.
Die weitere Transformation des Motivs erfolgte ca. drei Jahre später. Deren Ergebnis waren – eine elegante Tuschezeichnung, ein verschollenes Aquarell sowie eine Kreidezeichnung. Die Vollendung des Gestaltungsprozesses bildet das in der Berlinischen Galerie befindliches Gemälde, welches zu den am häufigsten ausgestellten Werke des Künstlers zählt.

Motiv der Schömberger Kirche vor aufgehender Sonne
Werke Stanisław Kubickis, 1917-1919, Foto Marek Kubicki,1997,
aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

Die Ekstase (1919), der noch ein Originalzettel der Sturm-Galerie beigefügt ist (Kat. Nr. 60, Lagernr. 83), entstand beinahe parallel zur letzten Version von Kirche… Vom ausgewiesenen polnische Expressionismuskenner, Jerzy Malinowski, wurde das Gemälde zu den drei ersten abstrakten Werken der polnischen Kunst zugerechnet.

Im Zentrum dieser Komposition – die obere Partie ist gelblich, die untere grau-blau gehalten – befindet sich eine nur skizzenhaft angedeutete, entmaterialisierte, geometrisch aufgefasste menschliche Silhouette. Ihre Hände sind nach oben geworfen, ihre Beine angeknickt, und der Kopf ist nach unten gebeugt. Gesichtszüge und jegliche andere individuelle Merkmalle sind eingespart. Die ganze Gestalt scheint im Raum hoch über dem Boden zu schweben. Sie erinnert an einen Vogel, der im Flug innehält. So visualisiert Kubicki den vom Menschen erträumten Zustand der endgültigen Befreiung vom geistigen und körperlichen Schmerz, den Zustand der buddhistischen Nirwana oder vielleicht des höchsten erotischen Glücks.

In Kubickis Linolschnittfassung von Ekstase bestimmen parallele schwarze Flächen und Linien, die Spannung erzeugen und diese betonen, das Charakteristische des Dargestellten. Dieses Bild wirkt jedoch noch viel abstrakter als die oben besprochene Ölfassung aus der Berlinischen Galerie.

Es existieren noch vier weitere Kompositionen Kubickis in diesem Stil gehalten, die ebenfalls Versuche künstlerischer Visualisierung abstrakter Begriffe darstellen. Alle gehen zwar von der alltäglichen Wahrnehmung konkreter Objekte aus, wie z.B. eines musizierenden oder im Gebet knienden Menschen oder auch der den Kopf stützenden Hand – pars pro toto eines Denkers, sowie einer im Balletttanz vibrierenden Frau, doch sind diese realen Motive in den Linolschnitten Baßgeigenspieler, Demut, La pensée und Tänzerin kaum erkennbar. Diese Werke hatte wohl vor Augen der Gründungsdirektor der Berlinischen Galerie, Eberhardt Roters als er feststellte:

Stanislaw Kubicki, ein Deutsch-Pole, malt im Stil eines dynamischen Kubo-Expressionismus, der in Verbindung mit der Berechnung der Bildkomposition aus pythagoreischen Zahlenfigurationen, später immer deutlicher einen metaphysischen Gedankengrund zu erkennen lässt.

Abstrakte Linolschnitte Stanisław Kubickis, 1918-1919
Ekstase, Der Eintretende, Demut, Maternité, Hockende Frau, Tänzerin, La pensée

aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

***
Ihre 12-teilige Aquarellfolge Die drei Sprünge des Wang Lun (1925) inspiriert vom gleichnamigen Roman Alfreds Döblins, stellte Margarete Kubicka (1895-1984) zeit ihres Lebens mindestens acht Mal aus, was darauf hinweist, welche Gewichtigkeit die Künstlerin ihr beigemessen hat. Dieser hat sie auch ihr melancholisches, verschlüsseltes Selbstbildnis beigefügt. Die Folge widerspiegelt ihre Auseinandersetzung mit dem Buch, die wohl die ganze Künstlergeneration prägte und eine Abrechnung mit der Revolution und zugleich einen Ausgleich zwischen den Idealen der vita activa und vita contemplativa schildert.

Vier Werke Margarete Kubickas aus ihrer 12-teiligen Aquarellenfolge Die drei Sprünge von Wan Lun (1925)  nach dem Roman Alfred Döblins sowie ihr dieser Folge angeschlossenes Selbstbildnis
aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

Die Gestaltung der Figuren in der Aquarellfolge weist Verwandtschaften mit Umberto Boccionis futuristischen Einmaligen Form des Kontinuität im Raum von 1913 auf, am deutlichsten wohl in ihrem Bild Unaufhörlich gellte Wang. Die Bildfläche wirkt in Werken Kubickas lichtdurschienen und transparent. In ihrer Gestaltungsmethode schlugen sich die Entdeckungen der Photokinetik und der Röntgenbilder nieder, was besonders in Bezug auf die Darstellung menschlicher Figuren zum Ausdruck kommt.

Die futuristisch-transparent-figürlichen Werke Margarete Kubickas sind den zumeist statisch-kubistisch-abstrakten Werken ihres Mannes gegenüberzustellen, was ihre künstlerische Eigenständigkeit deutlich bezeugt.

Kubicka äußerte sich in Aquarell(-enfolgen) häufig. Schnell zu gestalten – sie musste ja als Zeichenlehrerin allein den Unterhalt der 4-köpfigen Familie meistern – waren sie gewissermaßen ihr Tagebuch.

Zu den wichtigsten Aquarellreihen, die sie geschaffen hat, zählten – außer den Drei Sprüngen des Wang Lun, solche Visualisierungen des menschlichen Lebens in der Geschichte wie wohl die schönsten – Tode (1927/1928), Frauen (1943) sowie im autobiografischen Werk 1945. Doch eine absolute Sonderstellung in ihrem Oeuvre hat die ihrem Mann glorifizierende Folge Hommage à Kubicki (1924), die ihn als Avantgardekünstler fortschrittlicher sozialen Ansichten in unterschiedlichen Aktivitäten des modernen Lebens darstellt, von denen keineparadoxerweise – mit Malen oder Schreiben gleichgesetzt wird…

Reblog: 25 rocznica zaginięcia Wandy Rutkiewicz

12 maja 1992 roku, 25 lat temu, widziano ją po raz ostatni.

Dziś, 13 maja, to oficjalny dzień jej śmierci.

„Zginę w górach” — mówiła. Dotrzymała słowa. Zaginęła na górze Kanczendzonga w Himalajach. Jej śmierci nikt nie widział, jej ostatniego słowa nikt nie słyszał, jej ciała nikt nie odnalazł. Na początku XXI wieku do Izby Pamięci Jerzego Kukuczki zapukała para turystów, która twierdziła, że w jednym z klasztorów w Tybecie spotkała postać przypominającą zaginioną przed laty himalaistkę…
Jej odejście, tak jak wiele zdarzeń z jej życia, do dziś pozostaje tajemnicą.

Trzecia kobieta i pierwsza Europejka na Mount Evereście. Pierwsza kobieta, która zdobyła szczyt K2. Od małego słynęła ze „żmudzkiego” uporu. Szybko musiała dorosnąć, by wesprzeć matkę w domowych obowiązkach. Ojcu chciała z kolei zastąpić pierworodnego syna, który zginął śmiercią tragiczną. Najpierw dźwigała ciężar niełatwej historii rodzinnej, później sprawy „na dole” zawsze pozostawiała na drugim planie. Żyła od wyprawy do wyprawy. Nigdy nie zdecydowała się na macierzyństwo. Rozpadły się jej dwa małżeństwa. Najważniejsza była dla niej wolność. Jej prawdziwą miłością były góry.

Nieznane dotychczas dokumenty, niepublikowane wcześnie fotografie oraz bliscy, którzy po raz pierwszy zgodzili się na rozmowę.  Po olbrzymim sukcesie książki Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak Anna Kamińska przybliża czytelnikom życie najsłynniejszej polskiej himalaistki. Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz to znacznie więcej niż biografia. To opowieść o pokonywaniu własnych demonów, przełamywaniu swoich słabości i o wielkiej, życiowej pasji, która, dając niebywałą siłę, może również spalać.

Biografia Wandy Rutkiewicz ujrzy światło dzienne już jutro, 14 czerwca 2017 roku. 

Kangchenjunga, 8586 m seen from Gangtok, Mountain on the border between Nepal and Sikkim – sierpień 2004, foto Siegmund Stiehler (Wikipedia commons)

Muzeum Narodowe w Szczecinie 1

Dariusz Kacprzak, wicedyrektor Muzeum Narodowego i wykładowca Akademii Sztuki w Szczecinie, będzie dla nas przez wiele następnych tygodni, zawsze w soboty, pisał o interesujących dziełach sztuki, zgromadzonych w “jego muzeum”. O tym muzeum już kiedyś (z zachwytem) pisałam

Zaproszenie na spotkanie z autorem na końcu tekstu / Kurzinfo auf Deutsch – siehe unten

Dariusz Kacprzak

Ciekawość oka i przyjemność patrzenia

Antyczne korzenie Europy, kolekcja kopii i rekonstrukcji rzeźb antycznych Heinricha Dohrna w holu gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie przy Wałach Chrobrego, fot. G. Solecki, A. Piętak

„Nie mamy dość czasu na patrzenie, a patrzenie wymaga czasu, podobnie jak zdobywanie przyjaźni” – napisała Georgia O’Keeffe. Słowa amerykańskiej artystki, jakiś czas temu przywołane przez profesor Marię Poprzęcką, warto uczynić mottem prezentacji kilkunastu dzieł, z którymi można się zaprzyjaźnić, odwiedzając Muzeum Narodowe w Szczecinie. Ten ledwie promil subiektywnie wybranych zabytków spośród stu pięćdziesięciu tysięcy znajdujących się w murach szczecińskiej świątyni sztuki i kultury – to zaproszenie do patrzenia na dzieła sztuki, zachęta do odkrycia przyjemności niespiesznego, uważnego oglądania. Bez wątpienia sposobów patrzenia na dzieło sztuki jest wiele, dokładnie tyle, ile patrzących oczu.

Złoty wiek Pomorza. Sztuka na dworze książąt pomorskich w XVI i XVII wieku, kolekcja klejnotów i strojów książęcych dworu Grafitów, Muzeum Narodowe w Szczecinie – Muzeum Tradycji Regionalnych, fot. G. Solecki, A. Piętak

Georg Römer, rekonstrukcja Adolfa Fürtwänglera wg Polikleta z Argos, Doryforos (450 r. p.n.e. – 440 r. p.n.e.), 1910–1912, odlew, brąz, 187x73x72 cm

Poliklet, wirtuoz techniki brązowniczej – obok Fidiasza i Myrona uznawany za największego rzeźbiarza klasycznej Grecji – działał głównie w Atenach, Olimpii oraz rodzinnym Argos. W swojej twórczości skupił się na poszukiwaniu sposobu przedstawiania postaci, opracował matematyczny kanon proporcji ciała ludzkiego – w teorii zawarł go w niezachowanym traktacie Kanon, w praktyce wcielił, wykonując rzeźby Doryforosa, Kyniskosa znanego z kopii funkcjonującej jako Efeb z Westmacott, Diadumenosa czy Ranną Amazonkę. Jednym z bardziej interesujących dzieł prezentowanych na stałej wystawie Antyczne korzenie Europy. Szczecińska kolekcja Dohrnów w Muzeum Narodowym w Szczecinie, jest powstała w latach 1910–1912 rekonstrukcja Doryforosa (Niosącego oszczep) z połowy V w. p.n.e. Szczeciński brąz jest szczególnie cenny (co po raz kolejny potwierdził udział zabytku w mediolańskiej wystawie inaugurującej otwarcie nowej przestrzeni fundacji Prady), zarówno ze względu na znaczenie nieistniejącego oryginału dla rozwoju greckiej sztuki klasycznej, jak również z powodu naukowej wnikliwości, z jaką dokonano na podstawie rzymskich kopii, rekonstrukcji – wreszcie także nader wysokiej jakości wykonania odlewu. Wiedza o rzeźbie zachowała się do naszych czasów w postaci opisów oraz rzymskich, różniących się między sobą szczegółami, marmurowych kopii – zidentyfikowanych dopiero w 1862 roku przez niemieckiego archeologa Karla Friederichsa. Na przełomie XIX i XX stulecia Adolf Furtwängler (ojciec słynnego dyrygenta i kompozytora Wilhelma), wybitny archeolog klasyczny związany z uniwersytetami i muzeami w Berlinie i Monachium, zrekonstruował pierwotny wygląd rzeźby Polikleta. Heinrich Dohrn jun., przedstawiciel trzecie generacji tej zasłużonej dla naszego miasta rodziny, entomolog, przedsiębiorca, humanista i kolekcjoner, tworząc swą antyczną kolekcję antycznej, która wkrótce stała się podstawą nowo powstałego wówczas Muzeum Miejskiego w Szczecinie, zamówił odlew Doryforosa Polikleta wedle rekonstrukcji Adolfa Furtwänglera. Zadanie to zostało zrealizowane w latach 1910–1912 w Berlinie, pod kierunkiem ucznia przedwcześnie zmarłego Furtwänglera, Paula Woltersa, przez pochodzącego z Wrocławia rzeźbiarza i medaliera Georga Römera. Wykonując zamówienie rzeźbiarz posłużył się tradycyjną techniką odlewu na wosk tracony, którą stosowali greccy artyści. Starano się także odtworzyć pierwotną kolorystykę – stutuę pokryto ciemną patyną, wargi podkreślono karminem, oczy wykonano ze szkła i emalii, włosy zaś pokryto cienką warstwą złota, do dziś widoczną w promieniach słońca wpadającego do wnętrza holu gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie. Dlatego też wiosenna przedpołudniowa wizyta może być źródłem szczególnie interesujących wrażeń estetycznych.

W kontekście szczecińskiej rekonstrukcji Doryforosa Polikleta warto wspomnieć o wykonanym nieco później jeszcze jednym odlewie Georga Römera wedle rekonstrukcji Adolfa Furtwänglera, która została zamówiona jako symboliczny pomnik dla upamiętnienia ofiar pierwszej wojny światowej i dziś znajduje się w reprezentacyjnej przestrzeni Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium.

***

W najbliższy wtorek Dariusz Kacprzak będzie w Regenbogenfabrik mówił o obecności berlińskiego rzeźbiarza Johanna Gottfrieda Schadow (1764 – 1850) w Szczecinie (wykład po niemiecku)

Johann Gottfried Schadow (1764 – 1850)  – ein Berliner Bildhauer in Stettin präsentiert von unserem Autor, Dariusz Kacprzak, im Regenbogenkino am Dienstag, 9. Mai.

Wernisaż Vernissage: Hermann Stöhr – Stanisław Kubicki

Stanisław Kubicki

Budowa wieży

PROJEKT SCENICZNY (FRAGMENTY)

W grudniu roku 1916 roku

I.

Scena przedstawia krajobraz odrażający nagością, aż po widnokrąg żółto-szary, pagórków kilka w oddali, wszędzie kamieniołomy i doły o glinie wybranej, ziemia dokoła porozrywana, niepłodna, poszarpana, bez roślinności. Jedyne drzewo po prawej o brzydkiej potarganej sylwetce potęguje jedynie bezna­dziejność miejsca. –

W dali – już za widnokręgiem – potworna wieża, olbrzym przerażający kształtem, jak zmora ciąży na kraju całym, niedokończeniem wstrętna i rusztowań siecią, dla oddalenia wielkiego gdzieniegdzie jedynie dostrzegalną. Nad wieżą wisi chmura kształtem kaptur grzyba przypominająca – wisi wiecznem przekleństwem. Całość budzi wstręt w patrzącym i strach chwilami paniczny. Czujesz, że wieża ta nie­zmierną jest zbrodnią i dziełem zła.

Od przodu sceny wgłąb aż do wieży biegnie droga bardzo szeroka, której okropność potęguje bezwzględna prostość i bezczelność dążenia do wieży. Ludzie idący drogą tą kroczą pod przymusem z nakazu czyjegoś. Chwilami strach ich porywa przed pustką, że przystają nagle przerażeni; lecz niema moc gna ich, że biegną ku wieży. Truchlejesz, gdy widzisz, że zimne słowo rozkazu ujęło ludzi tych w kleszcze obojętne na ludzkość ich i pochodzenie z ducha.

Zasłona unosi się. W szarym świetle powstającego dnia roboczego tysiące ludzi narzędziem budowlanem obarczonych wloką się ku wieży. Ubiór szary krojem przypominający starorzymskie bluzy niewolnicze. Śpiewają głupią zupełnie piosnkę uliczną. Twarze ich tępe, znudzone, po większej części głupie. Tutaj znaki najjaskrawsze dynastji wychowującej sobie poddanych. Pomimo zgrozy budzącej się tu i tam każdy posłusznie przykłada rękę do dzieła złego niepomny bladych słów napomnienia kiedyś zasły­sza­nych. Kapłani uczą po świątyniach posłuszeństwa i do wypełnienia namawiają “obowiązku”, sami potęgą przejęci zła najlitościwiej nam panującego. Chytrze i skrzętnie starty z powierzchni ziemi wizerunek boży.

II.

Wieża huczy i tętni pracą: zgrzytem żelaza, uderzeniami młotów, krzykiem i nawoływaniem, syrenami i świstem pary. Widzisz jak ssa soki wszystkie kraju i wysiłek ramion ludzkich gnanych bez pardonu w jarzmo.

Na potwór wieży pada złote światło słońca. Ślepniesz. Ogrom pracy zorganizowanej podziw wywołuje dla potęgi ludzkiej łamiącej przeszkody. Większość podziwem przewiązane ma oczy. Większości niedopisuje pamięć, że są ludźmi. Większość obałamucona widowiskiem i porwana zimnem słowem-nakazem z entuzjazmem nieomal rwie się do pracy. Nie czuje kłamstwa haseł i wierzeń dnia. A jednakowoż musi już istnieć gdzieś widz­ą­cy, który zbiera siły swe do krzyku rozpaczy, muszą się otwierać gdzieś oczy na brzydotę usiłowań ludzkich wzrokiem patrzące przerażonym, musi bić gdzieś serce bolesną ku bratu miłością, muszą cisnąć się słowa kurczowym tłumione szlochaniem. I myśl czyjaś wierci gdzieś opokę, by źródłem rozlać się na świat.

Wieża stoi tymczasem w świetle. Zuchwalstwem wyda ci się myśl, że mogłaby runąć. Boisz się wiary w jutro lepsze: wiary prześladowanej prawem i domem karnym, której miano jadynie za wyzwisko użytem być może. Wiesz, że rozpacz zawsze wiary takie rodziła, które później zwyciężały – lecz tutaj, w tym właśnie kraju nie chcesz wiedzieć ni wierzyć!

Droga prowadząca ku wieży zdaje się być bez wyjścia – tłumiąca nadzieję wszelką – a wszystko tak nastawione na funkcję szatańską budowy, że miejsca nie znajdujesz na myśl inną. Zresztą jako widz nie wiesz co się dzieje za kulisami.

A uśmiechniesz się gdy wyprowadzą teraz na scenę pustą zupełnie człowieka W ubraniu biednem, wytartem, o suchej, głodem wycieńczonej twarzy, zapadłych oczach, językiem swoim nie mówiącego poprawnie. Człowiek ten zaciśnie pięści i krzyczeć będzie słowa w twarz (nieobecnym) panującym i ministrom i wszystkim, którzy mają władzę. Wyjęczy krzywdę na nim i braciach jego dokonaną. – I o sprawiedli­wość wołać pocznie.

I znajdą się, którzy uśmiechem i wzdryganiem ramion pozbędą się błazna. I tacy, którzy oburzeni śmiałością jego wyzwiskiem odpowiedzą na skargi i żądanie sprawiedliwości. I tacy, którzy wołać będą o policję i dom karny.

III.

Na scenę pada światło przeraźliwie białe, ostre. Brzydota okolicy ujawniona w najdrobniejszym szczególe, że nawet krótkowidzący ujrzeć musi złość poczynań ludzkich i znaki jej w drobiazgu chociażby najlichszym. Na tle czarnego nieba stoi wieża jaszczurowo zielona w jadowitem świetle. Cisza. Nagle słychać ciężki daleki huk jakoby podziemny i trzask przytłumiony oddaleniem. Z przerażeniem widz widzi, że wieża się zatrzęsła, kurczowo, w posadach swych. Stoi jeszcze. Każdy wie teraz, że wewnętrzna zapadła się struktura potworu, – stoją jeszcze ściany zewnętrzne.

Znów cisza.

A oto chwila, że każdy wie co się stało:

Rozmowy potajemne i narady; prześladowania tysiączne i ucieczki nocne wśród tłumów; gorączkowa praca podziemna; tłumione krzyki rozpaczy; stokroć rozpędzane tłumy nieprzeliczone; krok pospieszny przywódców na estradzie; sale ogromne ludzkiem nabite ciałem drżącem, ledwie oddychającem w oczeki­waniu; ruch gorączkowy osób kilku wysuniętych na czele tłumu: ciche narady na dalekiej estradzie; po­chody szaremi ulicami olbrzymiego miasta…

Otóż wszystko to szerokim lawy plastrem buchnęło na światło słoneczne.

*

Od strony wieży w popłochu biegną gromady ludzi. Twarze przerażone. Krzykiem rozdarte. Rozbiegają się na wszystkie strony.

Chwila chaosu i zamięszania. Ludzie, którzy nagle (za nagle) przejrzeli i dowiedzieli się o grzechu własnej czynności. Krzycząc katów swoich szukają i winowajców – tych wszystkich, których głową po­wstawała budowa gniotąca sromotą świat cały.

I chwila jeszcze a wyłoni się z masy skłębionej pochód poważny z wysoko na szyldzie drewnianym wyniesionym hasłem sprawiedliwości. Słowa nie­zręczną ręką robotnika malowane, litery koszlawe i nie­równe, a w nich zawarta cała ludzkości wola.

Napotkasz ich, widzu, kroczących przez wszystkie place miast wielkich, idących wszystkimi ulicami w słońce wschodzące jutra.

Pierwodruk w: Zdrój VI , 1919, Nr. 2, s. 49–50.

Pierwodruk wersji niemieckiej w: Lidia Głuchowska, Roger Loewig – Stanislaw Kubicki. Wyspy człowieczeństwa/ Inseln der Menschlichkeit, tłum. Lidia Głuchowska, Roeger Loewig Gesellschaft / WIR e.V., Berlin 2003, S. 7779.

Linolschnitt „Der Turmbau zu Babel“ von Stanislaw Kubicki aus dem Jahr 1917. Fotos: Stadtmuseum Dresden (1), Holger Jakobi (1)

Stanisław Kubicki

Der Turmbau. Bühnenentwurf (Fragmente)

         Im Dezember des Jahres 1916

Die Szene stellt eine durch ihre Nacktheit abstoßende Landschaft dar, bis auf den gelb-grauen Horizont, einige Hügel in der Ferne, überall Steinbrüche und Gruben ausgegrabenen Lehms, die Erde herum – zerrissen, unfruchtbar, zerstört, ohne Pflanzen. Der einzige Baum rechts, mit zerrissener Silhouette steigert nur die Hoffnungslosigkeit des Ortes. –

In der Ferne – schon hinter dem Horizont – ein ungeheuerer Turm, ein Gigant, entsetzlich in seiner Form, wie ein Albtraum, lastet über dem ganzen Land durch seine abscheuliche Unfertigkeit und das Netz des Gerüstes, das wegen der Entfernung nur stellenweise bemerkbar ist. Über dem Turm hängt eine Wolke, die mit ihrer Form an die Kapuze eines großen Pilzes erinnert – sie hängt da wie ein ewiger Fluch. Das Ganze erregt in dem Beobachter Widerwillen und Ängste – zuweilen Panik. Man fühlt, daß der Turm ein unermeßliches Verbrechen und ein Werk des Bösen ist.

Von der vorderen Szene bis zum Turm verläuft ein sehr breiter Weg, dessen ungeheure Schlichtheit durch das rücksichtslose und unverschämte Streben des Turmes gesteigert wird. Menschen, die diesen Weg begehen, schreiten unter jemandes Befehl. Zuweilen ergreift sie Angst von der Leere, so daß sie plötzlich entsetzt innehalten; doch eine stumme Macht treibt sie dem Turm entgegen. Man erschrickt, wenn man sieht, wie das kalte Wort des Befehls diese Wesen in ihrer Menschlichkeit und ihrer Herkunft aus dem Geiste gleichgültig mit unempfindlichen Zangen gefaßt hat.

Der Vorhang hebt sich. Im grauen Licht des aufgehenden Tages schleppen sich Tausende von Menschen, mit Werkzeug beladen, dem Turm entgegen. Ihre graue Kleidung erinnert an altrömische Sklavenblusen. Sie singen ein dummes Straßenlied. Ihre stumpfe Gesichter, gelangweit, zum großen Teil dumm. Es sind die grellsten Zeichen der Dynastie, die sich die Untertanen erzieht. Trotz des Grauens, das hie und da erwacht, trägt jeder zum bösen Werk bei, ungeachtet irgendeines Wortes der Ermahnung. Die Priester lehren in den Tempeln den Gehorsam und überreden zur „Pflicht“, selbst von der Macht ergriffen, die uns gnädig beherrscht. Das Gottesbild ist schlau und geschäftig von der Oberfläche der Erde weggewischt.

II

Der Turm dröhnt und pulsiert von der Arbeit: vom Eisenknirschen, vom Schreien und dem Rufen, von den Sirenen und Dampfpfiff. Man sieht, wie alle Säfte des Landes ausgesaugt werden und die Anstrengung menschlicher Arme gnadenlos ins Joch getrieben werden.

Auf das Monstrum Turm fällt goldenes Sonnenlicht. Man erblindet. Das Immense der organisierten Arbeit erregt Bewunderung für die Hindernisse brechende menschliche Macht. Die meisten verbinden sich vor Bewunderung die Augen. Den meisten versagt das Gedächtnis dafür, daß sie Menschen sind. Die meisten, verwirrt von der Schau und getragen vom kalten Befehl stürzen sich mit Enthusiasmus auf die Arbeit. Sie spüren nicht die Lüge der Parolen und des Tages. Doch irgendwo muß schon der Sehende sein, der seine Kräfte zum Verzweiflungsschrei sammelt, irgendwo müssen sich die Augen öffnen, die mit erschrockenem Blick die Scheußlichkeit menschlicher Bemühungen ansehen, irgendwo muß ein Herz schmerzlicher Liebe zum Bruder schlagen, müssen sich die von verkrampftem Schluchzen unterdrückten Worte hervordrängen. Und irgendwo bohrt jemandes Gedanke einen Fels, um eine Quelle über die Welt auszugießen.

Der Turm steht einstweilen im Licht. Der Gedanke, daß er einbrechen könnte, scheint dir vermessen. Du hast Angst vor dem Glauben an ein besseres Morgen: des mit dem Recht und Gefängnis verfolgten Glaubens, dessen Name einzig als Schimpfwort benutzt werden kann. Du weißt, daß die Verzweiflung immer solchen Glauben gebar, der später gewann – doch hier, gerade in diesem Land willst du es weder wissen noch glauben!

Der zum Turm führende Weg scheint ausweglos zu sein – jede Hoffnung verdrängend – und alles ist so auf die teuflische Funktion des Baus eingestellt, daß du keinen Platz für andere Gedanken findest. Im übrigen, als Zuschauer, weißt du nicht, was hinter der Kulisse abläuft.

Und du wirst lächeln, wenn sie auf die leere Szene einen Menschen in ärmlicher, schäbiger Kleidung führen werden, mit hagerem, vom Hunger erschöpften Gesicht, eingestürzten Augen, der die eigene Sprache nicht korrekt beherrscht. Dieser Mensch wird die Fäuste geballt haben und den abwesenden Herrschern und Ministern und allen, die Macht haben, ins Gesicht schreien. Er wird das Unrecht an sich und seinen Brüdern bejammern. – Und er beginnt, die Gerechtigkeit anzurufen.

Und es finden sich solche, die den Narren mit Lächeln und Armeschütteln los werden. Und solche, die von seiner Kühnheit empört mit Schimpf auf seine Klagen und Forderung nach Gerechtigkeit antworten werden, und solche, die nach Polizei und Gefängnis rufen werden.

III.

Auf die Szene fällt erschreckendes weißes, grelles Licht. Die Häßlichkeit der Gegend offenbart bis ins kleinste Detail, bis in die schäbigsten Einzelheiten, daß sogar Kurzsichtige die Bosheit der menschlichen Handlungen und ihre Zeichen bemerken müssen. Auf dem Hintergrund des schwarzen Himmels steht der echsengrüne Turm im giftigen Licht. Stille. Plötzlich hört man fern scheinendes unterirdisches Dröhnen und einen durch die Entfernung gedämpften Knall. Erschrocken sieht der Zuschauer, daß der Turm krampfhaft in seinem Fundament erzittert. Noch steht er. Jeder weiß jetzt, daß die Struktur des Monstrums in sich zusammengefallen ist, – es stehen nur noch die Außenwände.

Wieder Stille.

Und hier ist nun der Augenblick, in dem jeder weiß, was geschah:

Geheime Gespräche und Besprechungen; tausend Verfolgungen und Fluchten im Gedränge; fieberhafte Untergrundarbeit; gedämpfte Verzweiflungsschreie; hundertmal auseinandergetriebene unzählige Massen; der eilige Schritt der Führer auf der Bühne; die riesigen Säle mit zitternden menschlichen Körpern gefüllt, die in der Erwartung kaum noch atmen; die fieberhafte Bewegung einiger, auf dem Hirn der Masse stehender Personen: leise Beratungen auf der entfernten Bühne; Züge durch die grauen Straßen der riesigen Stadt…

Nun ergießt sich alles auf das breiten Pflaster wie Lava ins Sonnenlicht.

*

Vom Turm her rennen in Panik Scharen entsetzter Menschen – vom Schrei verzerrte Gesichter. Sie laufen in alle Richtungen auseinander.

Ein Moment von Chaos und Verwirrung. Die Menschen, die plötzlich verstanden und von der Sünde ihrer eigenen Tat erfuhren. Schreiend suchen sie die Henker und Schuldigen – alle, durch deren Kopf der Bau erfunden wurde, der mit Schande die ganze Welt unterdrückt hat.

Und noch ein Augenblick, da taucht aus der Masse der ernsthafte Zug auf mit dem hoch auf dem Schild gehaltenen Aufruf nach Gerechtigkeit. Die Worte, mit ungeschickter Arbeiterhand gemalt, die Buchstaben krumm und uneben, und in ihnen ist der ganze Menschheitswille.

Du, Zuschauer, triffst auf sie, wenn sie alle Plätze der großen Städte beschreiten, auf allen Straßen marschieren, hin zur aufgehenden Sonne von morgen.

übersetzt von Lidia Głuchowska

Erstveröffentlichung der deutschen Fassung in: Lidia Głuchowska, Roger Loewig – Stnislaw Kubicki. Wyspy człowieczeństwa/ Inseln der Menschlichkeit, Roeger Loewig Gesellschaft / WIR e.V., Berlin 2003, S. 7779.

Polnische Erstveröffentlichung:
Zdrój (Posen/Poznań) VI, 1919, Nr. 2, S. 4950

Małe światy Ivy Krupicovej

…do obejrzenia, jakby ktoś był w Zielonej Górze!

W piątek 24 marca 2017 r. o godz. 11.00 w Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki UZ na Wydziale Artystycznym odbył się wernisaż wystawy czeskiej artystki Ivy Krupicovej związanej z Katedrą Grafiki i Rysunku Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Ostrawskiego. Autorka zaprezentowała prace z cyklu „Małe światy”. Kuratorką wystawy jest dr Janina Wallis. Wystawę można zwiedzać od 24.03-20.05.2017 r. Serdecznie zapraszamy.

Biografia artystki: Biogram _PL

Mariusz Pałka pisze:

Iva Krupicova to artystka, która kumuluje obserwacje z różnych obszarów sztuki. Ilustratorka, graficzka, projektantka książek, typografka. Ma na swoim koncie realizacje od klasycznego obrazowania po obiekty kinetyczne. Punktem wyjścia tych doświadczeń była i jest książka, jako obszar poszukiwań w różnych materiach i technikach graficznych. (…) Krupicova pracuje cyklami, co wynika z dyscypliny i rytmu pracy nad książką, specyficznym i bardzo wymagającym obiektem wypowiedzi artystycznej.
Prace pt. „Śliwa” oraz „Lawa”, „Krater”, „Skała” to seria grafik wykonanych techniką mezzotinty, w których autorka wykazuje nie tylko bardzo dobre opanowanie klasycznego warsztatu, ale przede wszystkim ujawnia wrażliwość i otwartość na zjawiska otaczającego nas, ulotnego świata, który żyje własnym czasem. Iva podpisuje się pod tezą Bruno Schulz’a, iż „nie ma martwej materii są tylko odmienne formy jej istnienia”. W tym kontekście jej szczególnym zainteresowaniem stały się kamienie narzutowe (po czesku są to „błędne kamienie”) jako specyficzne nośniki zakodowanych informacji, którym poświęca swój najnowszy cykl prac.
Mimo młodego wieku Krupicova ma już duże osiągnięcia: siedem wystaw indywidualnych, udział w 30 wystawach zbiorowych oraz nagrody, w tym, główna nagroda w kategorii ilustracji książkowej – Typografia za książkę „Świniobicie“.

Hermann Stöhr & Stanisław Kubicki (1)

Stowarzyszenie Partnerstwo Miast ze Szczecinem prowadzi w latach 2016-2018 wielki projekt wystawienniczo-społeczny, poświęcony dwom zasłużonym ludziom, którzy, powodowani wewnętrznym przekonaniem, w czynny sposób przeciwstawili się reżimowi nazistowskiemu i zapłacili za to życiem. Obaj, choć ich ścieżki w Berlinie na pewno się przecinały, nie znali się osobiście, zasłużyli się natomiast w tej samej sprawie: jako prekursorzy idei porozumienia polsko-niemieckiego, co było na owe czasy niemal niespotykane. W tym roku wielokrotnie będziemy tu wracać do tego tematu. Dziś pierwszy wpis i zaproszenie na otwarcie wystawy 2 maja 2017 roku w Ratuszu na Kreuzbergu: EinladungAusstellungStoehrKubicki2Mai2017

Janina Wallis

„Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie” – „Stanisław Kubicki – In transitu”.
O monografii Lidii Głuchowskiej oraz polsko-niemieckim projekcie Wydziału Artystycznego, Biblioteki Sztuki i Partnerstwa Miast Berlin-Szczecin

W ostatnich miesiącach zasoby Biblioteki Sztuki wzbogaciły się o pięć cennych dwujęzycznych książek, przygotowanych lub współtworzonych przez dr Lidię Głuchowską, kierowniczkę Pracowni Teorii Sztuki w Instytucie Sztuk Wizualnych, w ramach polsko-niemieckich projektów naukowo-wystawieniczych, które prowadziła. O publikacji i ekspozycji Ogrody/ Gärten, przygotowanych w wyniku współpracy Wydziału Artystycznego z fundacją Park Księcia Pücklera Bad Muskau/ Park Mużakowski i Muzeum Ziemi Lubuskiej czytelnicy Bloga przeczytać mogli przeczytać już jesienią minionego roku (TU).

Dziś przypomnę piękną,  monumentalną monografię Lidii Głuchowskiej, Stanisław Kubicki – In transitu, która zainicjowała realizowany w minionym roku I etap innego projektu naukowo-wystawiennicznego o istotnym znaczeniu społecznym. Dotyczy on Polaka i Niemca, dwóch ludzi, którzy czynnie sprzeciwili się reżimowi nazistowskiemu i zapłacili za to życiem. Rezultatem tego realizowanego w latach 2016-2018 przedsięwzięcia ma być poświęcenie im skwerów – miejsc pamięci w Berlinie i Szczecinie, poprzedzone cyklem wystaw, wykładów i warsztatów artystycznych przygotowanych przez pracowników Instytutu Sztuk Wizualnych.


Książka Lidii Głuchowskiej była już kilkakrotnie wspominana na tym blogu – TU, TU i TU.

Jest to, trzeba powiedzieć, pionierskie studium na temat dwujęzycznych poezji przywódcy radykalnego skrzydła ekspresjonistycznej grupy Bunt z Poznania, Stanisława Kubickiego (1918–1922). Autorka rekonstruuje odkryte przez siebie wiersze Stanisława Kubickiego z lat 1918–1921 jako programowy dokument wyborów pokoleniowych, między romantycznym patriotyzmem a wyzwaniami nowoczesności, powstający w trudnych czasach schyłku I wojny światowej i nowych realiów powojennej Europy.

Prof. Steven Mansbach z Uniwersytetu Maryland (USA) podkreśla, że badaczka, wykorzystując metodologię interdyscyplinarną i komparatystyczną uzyskuje imponujące efekty badawcze. Wskazuje ona, iż poetyckie programy Kubickiego to unikat na skalę światową, gdyż artysta przełamał tu partykularyzm komunikatu literackiego, tworząc w oryginale w obu językach manifest awangardowego internacjonalizmu, korespondujący z jego twórczością plastyczną. Wrażliwość na niuanse znaczeniowe powstałych jednocześnie polskich i niemieckich wersji poezji Kubickiego oraz ich rolę w jego artystycznej i politycznej działalności, umożliwia jej wykazanie subtelnych różnic między dwoma autorskimi wariantami językowymi tych samych utworów, a zarazem ich ideowego i stylistycznego pokrewieństwa. Ta oryginalna i sygnalizowana już w tytule książki – >In transitu< – metoda pozwala Lidii Głuchowskiej dogłębnie przeniknąć postawę i intencje twórcze tego artysty, stwierdza dalej Steven Mansbach.

W swoim, polemicznym wobec tradycyjnych opracowań polskiego ekspresjonizmu wywodzie, autorka wskazuje na fakt, iż Kubicki w swej grafice i obrazach bynajmniej nie koncentrował się na tym, zresztą nad Wisłą ambiwalentnie przyjętym stylu, a i w jego wypowiedziach programowych i poetyckich groteska jest sygnałem niepokoju i dystansu duchowego arystokraty wobec przemian politycznych. Przeczy temu, iż – jak dotychczas często zakładano – przynoszą one apologię rewolucji, w swych dyskursywnych rozważaniach, dając wgląd zarówno w istotny rozdział dziejów kultury polskiej, jak i niemieckiej polonistyki czy historii sztuki, wskazując choćby na zasługi tak wybitnych badaczy ekspresjonizmu jak Paul Raabe, Eberhard Roters czy Heinrich Kunstmann, co akcentuje w swej recenzji prof. Brigitta Helbig-Mischewski z Polsko-Niemieckiego Instytutu Badawczego w Collegium Polonicum w Słubicach.

Jak zauważa prof. Waldemar Okoń z Uniwersytetu Wrocławskiego, autorka, łącząc kompetencję z zakresu literaturoznawstwa i historii sztuki – krytycznie rozpatruje wiele (…) archiwalnych źródeł, dokumentując również działalność artysty w polskim ruchu oporu i okoliczności jego tragicznej śmierci z rąk gestapo. Mając na uwadze specyficzną i odmienną poetykę ekspresjonistycznego overstatement polszczyzny i understatement niemczyzny Kubickiego, a także wyjątkową dyscyplinę formalną jego grafik i obrazów, badaczka tworzy więcej niż przenikliwą interdyscyplinarną analizę artefaktów estetycznych.

Wybiegając poza rewizję jego roli w narodowej i uniwersalnej historii literatury i sztuki czy analizę jego dzieł, Lidia Głuchowska postrzega twórczość awangardy jako artystyczną interwencję w społeczno-polityczny kryzys i nowy ład po I wojnie światowej oraz zwierciadło ideowych dylematów, nie tylko w Polsce, lecz i w innych „nowych państwach” Europy Środkowo-Wschodniej.

Publikację zamyka aneks nt donacji prac graficznych grupy Bunt ze spuścizny po artyście i jego żonie poetce, malarce i graficzce, Margarete Kubickiej, dla Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy oraz honorującej ten dar wystawie w roku 2015.

***

Projekty wystawiennicze dr Lidii Głuchowskiej zostały zrealizowane przy udziale Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego i jego zagranicznych partnerów. Na pierwszy etap najnowszego z tych ambitnych przedsięwzięć – „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”/ „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben” – Stanisław Kubicki (20.01.1889 Ziegenhain/ Hessen; † 06.1943 (?), Pawiak/ Warszawa) i Hermann Stöhr (4.01.1898 Stettin; † 21.06.1940 Berlin-Plötzensee) złożyły się wykład w centrum kultury Regenbogenfabrik w Berlinie (13.09.2016) oraz wystawa w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie wraz z inaugurującą ją prelekcją (28.10–25.11.2016).

Rozpoczynający się właśnie drugi etap projektu obejmie wystawę w Ratuszu dzielnicy Berlina Kreuzberg (2.05–23.05.2017) z referatem dr Głuchowskiej i kuratora drugiej części wystawy – Jochena Schmidta, przeprowadzone przez nią lekcje muzealne w Berlinische Galerie i w Muzeum Narodowym w Poznaniu, a także w przestrzeni obu tych stolic ekspresjonizmu. Z kolei zaproszona do współudziału w II edycji i specjalizująca się od lat w warsztatach artystycznych dr Patrycja Wilczek-Sterna, także z Instytutu Sztuk Wizualnych, odpowiedzialna będzie za realizację warsztatu artystycznego podczas wystawy. W programie wezmą udział mają także studenci Instytutu Sztuk Wizualnych, w tym uczestnicy programu Erasmus z Wietnamu. Realizowany w ramach tego programu film także przysłyżyć się ma przyznaniu członkom antyfaszystowskiego ruchu oporu – Stanisławowi Kubickiemu i Hermannowi Stöhrowi – miejsc pamięci.


Lidia Głuchowska, Stanisław Kubicki – In transitu – Poeta tłumaczy sam siebie / Ein Poet übersetzt sich selbst; Wrocław: Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu 2015, 480 s. ISBN: 978-83-62290-97-0.

Projekt graficzny: Monika Aleksandrowicz, Przedmowa: Peter Mantis, tłum.: Dorota Cygan, Lidia Głuchowska, Arkadiusz Jurewicz, Michael Zgodzay, red. językowa: Margit Jäkel, Elżbieta Łubowicz

WystawaNie dzieła nasze są ważne, lecz życie”/ „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben” – Stanisław Kubicki & Hermann Stöhr
Książnica Pomorska, Szczecin – 28.10–25.11.2016
Rathaus Kreuzberg, Berlin – 2.05–23.05.2017

Kier. naukowe i kuratorka: dr Lidia Głuchowska, Kierownik Pracowni Teorii Sztuki, ISW WA UZ, Współpraca kuratorska: dr Janina Wallis, Kierownik Biblioteki Sztuki UZ

Więcej o książce:
Przemysław Strożek, w: Umèni Art 2 LXIV 2016 (Recenze Reviews), s. 303-305.
https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2015/12/10/17526/
http://www.okis.pl/site/wydawnictwaa/n/1/n/1/1942/n.html#!shadowbox/0/

Więcej o projekcie:
http://staedtepartner-stettin.org/language/de/aus-unserer-veranstaltungsreihe/; http://staedtepartner-stettin.org/wp-content/uploads/2015/07/2016-Bericht-Compatibility-Mode.pdf; http://staedtepartner-stettin.org/language/de/hermann-stohr-und-stanislaw-kubicki/; http://staedtepartner-stettin.org/language/pl/stanislaw-kubicki-i-hermann-stohr/; http://staedtepartner-stettin.org/wp-content/uploads/2015/07/2016-Bericht-Compatibility-Mode.pdf;15 KUBICKI Stoehr UZ

///

ILUSTRACJE
Okładka książki, projekt graficzny: Monika Aleksandrowicz
Fotografie: Monika Onsowicz