Czego bała się moja prababka?

Krzysztof Mika

Fakelzugiem po Warszawie

To była pani z dobrego, przedpierwszowojennego domu: francuski, fortepian, nauki na pensji. Udział w strajku szkolnym w 1905 roku. Całe życie nosiła krzyż żałoby po powstaniu styczniowym. Wierząca katoliczka, sympatyczka PPS. Narodowców nie lubiła, pamiętała jak bojówki narodowców strzelały do pepesiaków w trakcie rewolucji piątego roku. Mąż był dość wysokim urzędnikiem kolei warszawsko-wileńskiej – jego zegarek służbowy mam do dziś – chodzi! Mam też ów krzyżyk żałoby narodowej.

Prababka kojarzy mi się z koronkami, kapeluszem i mieszkaniem na rogu Chmielnej i Żelaznej, przed wojną „dobra dzielnica”, a po wojnie już „Dziki Warszawski Zachód” – pamiętacie Hłaskę i Tyrmanda? Duże wielopokojowe mieszkanie zostało zasiedlone kwaterunkowymi lokatorami.  Prababka nie miała nic przeciwko temu – ludzie potracili mieszkania w trakcie wojny. Urocza pani, zawsze kapeluszu (przyzwoita kobieta nie wychodziła na ulicę z odkrytą  głową!), z pokorą znosiła powojenną rzeczywistość, pozostając wierną wierze i lewicowym poglądom. Często ja odwiedzałem po szkole, mieszkałem niedaleko, na Ochocie. Dokarmiała z groszowej emerytury. Skromne posiłki, podane elegancko i piękne srebrne sztućce z monogramami – tyle pozostało z dobytku po wojnie – tylko jedno nakrycie! Jest w rodzinie do dziś.

Prababka miała różne powiedzonka, bon-moty.  Jeden pamiętam do dziś: „nie boję się Niemców, Rosjan, komunistów – boję się hołoty”.  Wiedziała, co mówiła: cztery wojny, dwie rewolucje, jedna w Rosji na Ukrainie, budowa socjalizmu. To była mowa w rozumieniu (dobrym rozumieniu) lewicującej katoliczki z dobrego domu. A dziś przypomina mi się jeszcze jedna opowieść: w latach 30, nie wiem już w jakich okolicznościach, pojechała do Niemiec. Zaczynała się III Rzesza. Dla prababki to, co tam widziała, stanowiło wstrząs. Nazistowski entuzjazm Niemców, wstawanie z kolan, odrzucanie Traktatu Wersalskiego, skuleni normalni (jeszcze) ludzie, wycofani Żydzi.  Pamiętajmy, że nie kochała narodowców, więc odbierała to wszystko bardzo dotkliwie, emocjonalnie. Dużo młodych ludzi w mundurach, narodowe wzmożenie.

Ale z największym przerażeniem wspominała jedno wydarzenie. Pewnego dnia, wieczorem była świadkiem przemarszu fakelzugu. Co to jest fakelzug?  To marsz z pochodniami.  Ludzie w mundurach, ale i zwykli ludzie szli karnie i razem, nieśli również  sztandary, krzyczeli hasła narodowe, nazistowskie (prababka znała niemiecki). I wtedy zaczęła się bać. Wrażenie było tak silne, że wracało wiele lat po wojnie, prababka wielokrotnie „raczyła” mnie tą opowieścią, jako symbolem czegoś, czego należy się bać. Opowieści o wojnie owszem też, ale ów nazistowski fakelzug zajmował naczelne miejsce wśród „strasznych” opowieści.

Prababka miała jeszcze jedną umiejętność, potrafiła, językiem, oczywiście eleganckim, nazywać rzeczy po imieniu. Dla niej uczestnicy niemieckiego fakelzugu, być może nie wszyscy, to była groźna hołota. Pochodnie, nazistowskie hasła, poczucie mocy, wrzask – dla pani w kapeluszu było to nie do przyjęcia. Cóż fakelzugi stały się symbolem triumfującego nazizmu…

Jak się skończyło: wiadomo. Dlaczego dziś  do mnie wróciła do mnie ta historia? Otóż ulicami Warszawy przeszedł regularny fakelzug. Tak, w Warszawie! Tak, koło miejsca gdzie była słynna z czasów Powstania Warszawskiego barykada, 500 metrów od murów getta. Ten sam ryk, pochodnie, lepsze, bo pirotechniczne, ta sama ciemna moc, tylko kolory sztandarów nieco inne.  I „my chcemy Boga”, tam krzyczeli „Gott mit uns”.  Wierzący patrioci? I można mówić o cudownej uroczystości, morzu biało-czerwonych flag, rodzinach z dziećmi, wspólnym święcie itd. I konsekwentnie nie widzieć pewnych strasznych analogii, bezpośrednich nawiązań.

Moi rodacy-warszawiacy! jedną z głównych ulic naszego miasta przeszedł regularny fakelzug. Obejrzyjcie stare niemieckie kroniki, obejrzyjcie jeszcze raz „Kabaret”, „Zmierzch Bogów”, poczytajcie niemodnego dziś Remarque’a. Ja zaczynam się bać. Marsze podobne już miały miejsce, ale póki nie spotykały się z akceptacją rządzących… Rządy Republiki Weimarskiej też patrzyły przez palce, Hindenburg wręcz popierał Hitlera…

Powiecie: nie można szukać takich prostych analogii. Nie szukam – po prostu boję się. Tak jak bała się moja prababka.

Ze świata podręcznych 9

Zosia woła, woła, woła, od wielu miesięcy Zosia woła praktycznie codziennie!

MIASTO BEZPRAWIA – TONIEMY W PRZEMOCY

Nasze miasto staje się miastem bezprawia, panuje tu powszechna akceptacja dla przemocy.
A zachowanie władz, instytucji i funkcjonariuszy policji z KPP wskazuje na wiele patologicznych powiązań.
Niemoc organów powołanych do zadań przeciwdziałania przemocy zatrważa. W naszym mieście potrzebujemy monitoringu!
Chcemy żyć spokojnie.

Zosia ma sprzymierzeńców, ale sprawca przemocy ma ich też i są chyba lepiej ustawieni, dlatego nadal ma się dobrze, przebywa na wolności i zajmuje mieszkanie, z którego dzięki przemocy pozbył się i Zosi, i jej matki.

6 grudnia Zosia donosi: Departament Społeczeństwa Obywatelskiego przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zajmie się sprawą bezpieczeństwa obywateli naszego miasta.
4 grudnia sprawę Zosi relacjonuje lokalna gazeta online,
Zapiski mazurskie:

Radni – nie bądźcie bezradni – apeluje mrągowska działaczka do reprezentantów mieszkańców z Rady Miasta Mrągowa

Kieruję apel ofiar przemocy, proszę pomyśleć, ale tak jak zwykły szary człowiek a nie organ samorządowy, że na moich stronach „Mrągowo bez przemocy” znalazło się kilka tysięcy wpisów i postów świadczących o tym, że mamy problem w Mrągowie.

Przeraża duża skala przemocy w Mrągowie – dotyczy nas wszystkich, a moja sprawa to jedna z wielu. Odnoszę wrażenie, że nasze miasto Mrągowo to miasto niemocy wobec przemocy.

Właśnie tymi słowami zwraca się Pani Zofia Wojciechowska z Mrągowa do radnych miasta Mrągowa.

Zofia Wojciechowska wystosowała apel. Spełnia swój obywatelki obowiązek i jeszcze chce się jej działać.

Zanim doszło do debaty na temat przemocy w Radzie Miejskiej, Zosia poruszyła niebo i ziemię, pytając wszędzie, w Sądzie, na Policji, w biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, w tzw. MOPSie czyli Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, w Fundacji Niebieska linia i w Fundacji Biała Wstążka – dlaczego? Dlaczego pomaga się sprawcy, a nie jego ofiarom?
Dlaczego? Przyznaję, że nie wiem. Chyba że odpowiedź będzie taka jak zawsze – bo sprawca jest mężczyzną, a ofiarami są kobiety, ba, kobiety samotne!

W międzyczasie mama Zosi wylądowała z zawałem w szpitalu, po czym została umieszczona w drogim, opłacanym prywatnie Ośrodku Rehabilitacyjnym. 

Czy tak wygląda prawo? Czy tak wygląda sprawiedliwość?

Czy zmieni coś kolejna instytucja, która ma się obecnie zająć sprawą Zosi? Czy to kolejne mydlenie oczu?

Trzymaj się, Zosiu!

Pytanie to w tytule postawione tak śmiało…

Roman Brodowski

Dlaczego jestem antypisowcem i antyklerykałem?

Na tak zadane pytanie mógłbym odpowiedzieć jednym zdaniem, powołując się na myśl kanoniczną z Ewangelii wg św. Mateusza (Mat. 6:24), że „nikt nie może służyć dwóm panom…, nie można być niewolnikiem Boga i bogactwa”.

Jednakże wiem, że tak sformułowana odpowiedź dotarła by do świadomości zaledwie kilku procent naszego katolickiego społeczeństwa, a to z tej prostej przyczyny, iż nauki przypisywane twórcom chrześcijaństwa, większości katolików są nieznanne. Dlatego też, aby odpowiedź była niedwuznaczna i czytelna, podzielę się kilkoma refleksjami, jakie mnie często nachodzą, burząc mój wewnętrzny filozoficzny spokój.

Zacznę od końca, czyli od pytania, dlaczego sprzeciwiam się narzuconym przez hierarchów kościoła katolickiego naukom oraz praktykom stosowanym do pozyskiwania i utrzymywania wiernych w ślepym i bezgranicznym posłuszeństwie.

Od najmłodszych lat, jeszcze jako ministrant, zadawałem sobie pytanie, dlaczego ludzie podczas nabożeństw korzystają z książeczek do nabożeństwa, a nie bezpośrednio ze źródła wiary jakim jest, jak nas uczono na lekcjach katechezy, Biblia, a przynajmniej jej część, zwana „Nowym Testamentem”.

Dzisiaj, wolny od zanieczyszczeń dogmatyczno-ideowych K.K., wiem, że na ten stan rzeczy składają się dwie przyczyny: historyczna i mentalna.

Historycznie rzecz ujmując, zgodnie z watykańskim prawem, opartym na doktrynach, Biblia na przestrzeni kilkunastu wieków należała do dzieł zakazanych. Ściślej mówiąc, po raz pierwszy dzieło to zostało umieszczone w indeksie ksiąg zakazanych na mocy postanowienia Soboru w Tuluzie w roku 1229. Papież Grzegorz IX (1227-1241) w osobistym piśmie wydał całkowity zakaz czytania Biblii pod karą śmierci. A więc od średniowiecza poprzez renesans aż po XIX wiek każdy kto posiadał, czytał lub głosił zawartość tej księgi, podlegał karze inkwizycji. Instytucja ta, dodajmy po prostu bandycka, została powołana do życia w roku 1184, gdy Lucjusz III nakazał biskupom walkę z herezją, a zaczęła na dobbre działać, gdy w początku następnego stulecia papież Innocenty III powołał powszechną Inkwizycję kościelną, która, w połączeniu z państwową, działała po części aż do końca… XIX wieku!

Na ogół „przestępca” taki, najpierw ogłoszony heretykiem, ginął na stosie lub umierał podczas wymyślnych tortur. Jak szacują badacze za „zbrodnię kontaktu z Biblią” życie straciło od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy niepokornych.

Jeżeli dodamy do tego krucjaty wymierzone przeciwko społecznościam, które nie poddawały się zniewoleniu przez Watykan jak np. Albigenesi, Indianie, innowiercy ze wschodu (Żmudzini), wojny religijne i tak dalej…, to dojdziemy do wniosku że instytucja K.K. była (jest?) jedną z najbardziej zbrodniczych organizacji w historii. Organizacją nie mającą nic wspólnego z Bogiem, jakiego objawił biblijny Jezus.

Dlaczego hierarchowie K.K. przez prawie siedem wieków zakazywali kontaktu „niewtajemniczonym” z tym, czego nas uczył Wielki Misjonarz? Dlaczego walczyli o to, by Jego przekaz nie docierał do świadomości podległych ich wpływom społeczeństw?

Dlatego że przekaz zawarty w ewangeliach, jak i pozostałch pismach kanonu, mówi o tym, jak w rzeczywistości powinna funkcjonować prawdziwa wspólnota chrześcijańska, tak jak ją nakreślił jej twórca.

Zarówno głoszone przez Jezusa podczas Jego ziemskiej misji ewangelizacyjnej prawdy religijne, zawarte w obiawieniu Boga, jak i wartości etyczno-moralne, jakimi powinni kierować się prawdziwi chrześcijaninie, zostały, moim zdaniem, odrzucone już wkrótce po Jego śmierci i daleko odbiegły od tego, czego uczy i na jakich zasadach funkcjonuje do dzisiaj shierarchizowana zinstytucjonowana organizacja religijna wspólnot chrześcijańskich, a zwłaszcza podległy Watykanowi kościół katolicki.

Powiedział bym nawet, że głoszone przez kościół, opracowane przez instytucje papieskie doktryny, w większości przeciwstawne są temu, czego pragnął by Chrystus.

Jak wynika z faktów historycznych, każdy kto miał możliwość ( i z niej skorzystał) świadomego, bezpośredniego poznania pism kanonicznych Biblii stawał się dla Watykanu potencjalnym, a w rzeczywistości faktycznym zagrożeniem.

Dlatego właśnie kolejne rządy (synody z Papieżami na czele) instytucji K.K., widząc zagrożenie dla swoich, nie mających nic wspòlnego z ewangelizacją, interesów, zarówno w sferze materialnej jak i duchowej (bezpośrednie oddziaływanie na emocje czy jak kto woli świadomość społeczną), o wpływach na politykę świata nie wspominając, rozpoczęli brutalną wojnę z tymi, którzy ośmielili się negować ich zbrodniczą działalność.

Ta walka trwa (co prawda w innej formie) nadal. Pomimo iż obecnie, a właściwie od 1965 roku, czyli po zakończeniu II Soboru Watykańskiego, Biblia jest ogólnie dostępna i to w językach narodowych, ilość wiernych zainteresowanych poznaniem u źródła podstaw swojej wiary jest znikoma.

Wpływ na ten stan rzeczy – tu wchodzę w przyczynę mentalną nieznajomości podstaw własnej wiary – nadal mają hierarchowie wspólnoty.

Zarówno wielowiekowe, najpierw zresztą wymuszane, wyznawanie wiary, ciągły proces podporządkowywania wiernych narzuconym przez kościół, normom i prawom (niby) kanonicznym oraz odziałowywanie na rozwój kulturowy i społeczny, począwszy od szczebla rodziny, doprowadziły do tego, że religijność stała się dla wielu nie tylko tradycją, ale i ważnym elementem ich osobowości. Religia stała się czymś w rodzaju, jak to trafnie zauważył Marks, narkotyku.

Jako filozof nadal poszukuję i nadal sprzeciwiam się temu, co wmawiają swoim wiernym księża, twierdząc, że wierni mają ślepo wierzyć w to, co im kapłan powie, a nie temu, co im ich „serce” i logika podpowiada.

Bo przecież nikt inny jak właśnie ten najwyższy autorytet chrześcijan powiedział, że tylko poprzez poznanie i świadome decyzje ludzie powinni dokonywać wyboru swojej wiary, by służyć Bogu zgodnie z jego przesłaniem. Poczytajmy samodzielnie Nowy Testament, przeczytajmy Mateusza 28: 19-20 i 23-27 i Łukasza 6-26, a to przecież tylko kilka z przykładów na to, jak daleko K.K. odszedł od źródła nauk Tego, kogo nazywa Bogiem.

Dopóki ludzie nie zrozumieją, że ich wiara jest niczym innym, jak tylko i aż najbardziej intymną sferą ich emocjonalnego wnętrza, ich świadomym przekonaniem o istnieniu Kogoś, komu zawdzięczają swoje życie i w Kim widzą nadzieję na szczęśliwą wieczną przyszłość, jest niewymuszoną potrzebą podporządkowania się temu Komuś poprzez czynienie dobra, bo jest ono w nich samych, dopóty ich kapłani pod pretekstem posługi teologicznej będą czerpać z nich korzyści, manipulując ich świadomością.

Przypomnijmy, co zdarzyło się zaledwie kilka dni temu, 23 listopada, w jednej z podkomisji polskiego Sejmu – biorący udział w komisji goście zaintonowali śpiewanie pieśni religijnych, po czym objawiła się „matka boska”. Sytuacja ta przepełniła miarę mojej goryczy i sprowokowała mnie do napisania również tej, już zresztą mocno utemperowanej impresji filozoficzno-teologicznej.

– Panie posłanki i panowie posłowie, proszę bardzo, żebyście się określili, komu służycie – Bogu czy mamonie, Polakom czy szatanowi, zażądała kobieta, której nazwiska media nie podają, a która być może jest jest posłanką PiS. Jej wystąpienie jest dostępne w licznych filmikach krążących w sieci.

To oczywiście bluźnierstwo, ale jest to też pisowskie propagowanie wyższości polskiej nacji nad resztą świata. Dokąd zmierza PiS i jego zwolennicy? Do tego, do czego zmierzał Adolf Hitler, mówiąc o wyższości rasy germańskiej? Wypowiedź posłanki PiS i brak zaprzeczenia ze strony jej partyjnych kolegów dowodzi, a właściwie tłumaczy fakt, że w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w naszym społeczeństwie, dla wielu (zwłaszcza młodych) Polaków nienawiść w stosunku do wszyskich “niepolaków” i „obcych” stała się normą i ważnym elementem tak zwanego narodowego patriotyzmu. Coraz częstsze wypowiedzi działaczy z kręgu Kaczyńskiego, nakreślony przez niego kierunek polityki polskiego rządu oraz jego zgoda na tworzenie się w naszym kraju organizacji paramilitarnych o charakterze nacjonalistycznym i faszystowskim powinna napawać nie tylko niepokojem, ale być istotnym powodem do tego, by naród nasz odpowiedział sobie na jakże ważne dla naszej przyszłości pytanie – kim chcemy być? Czy państwem zamkniętym, odizolowanym od reszty cywilizowanego świata, żyjącym na zasadach prawa stworzonego przez narodowych Guru (Kaczyński + Rydzyk), dzałającym na zasadach sekty, czy otwartym na świat i ludzi, liczącym się i szanowanym przez nie-Polaków, opartym na wartościach współczesnej cywilizacji, dumnym, demokratycznym i suwerennym narodem.

Jak na razie w oczach nie-Polaków, mentalnie, kulturowo i religijnie, staczamy się po równi pochyłej do okresu intelektualno-religijnej ciemnoty, czyli czasów dominacji kościoła nad rozumem, zwanych średniowieczem.
Przesadzam? Nie! W Polsce AD2017 (tak jak przed wiekami) pielgrzymki stały się sposobem rozwiązywania problemów i stałym elementem naszego krajobrazu (ponoć w tym roku ogółem uczestniczyło już w nich 1,7 milionów wiernych). Niespełna dwa miesiące temu zorganizowana została ogólnopolska akcja „Różaniec na granicy”. A miesięcznice? A modlitwy w sejmie? A Matka Boska Fatimska w sejmie? A obowiązkowe lekcje religii w szkołach? Wszędzie tożsamość Państwa i Kościoła.

To tylko niektóre z przykładów na to, w jaką przyszłość i do jakiego boga wiedzie nasze naiwne społeczeczeństwo jego zaślepiony pasterz.
Co zaś się tyczy samego objawienia… tym niech zajmnie się powołana do tych przypadków komisja watykańska oraz konsylium psychoanalityków, a może raczej psychiatrów.

***
Niech tekst ten będzie zwiastunem odpowiedzi na pierwszy człon pytania, a mianowicie – dlaczego jestem antypisowcem?

O współpracy polskiego kościoła z polskim rządem, zagrożeniach jakie, moim zdaniem, ich wspólna polityka może przynieść Polsce oraz o tym, co jest powodem mojej negatywnej postawy w stosunku do ideologii PiS, napiszę w kolejny pierwszy piątek miesiąca.


PS od Adminki: Autor poprosił, bym wybrała jakieś ilustracje. Wybrałam je, wpisując w wyszukiwarkę google’a słowa: Matka Boska w Sejmie. Spodziewałam się fotografii relacjonujących wydarzenie w komisji rolnictwa w dniu 23 października, o czym pisze Roman Brodowski. To, co mi się, hmmm – objawiło, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

(Kobieta) Niepodległa 1918-2018

MANIFEST INICJATYWY NIEPODLEGŁE 2018

Dekretem z dnia 28 listopada 1918 roku, po wieloletniej walce działaczek organizacji kobiecych, nadano Polkom czynne i bierne prawa wyborcze. Nie tylko Polska odzyskała niepodległość.

W okresie odradzania się państwa polskiego emancypantki i aktywistki ruchu narodowowyzwoleńczego/patriotycznego zwołały wiele wieców, których kulminacją był Zjazd Kobiet ze wszystkich trzech zaborów we wrześniu 1917 roku w Warszawie. Delegacja Zjazdu, której przewodniczyła dr Justyna Budzińska-Tylicka, spotkała się z Józefem Piłsudskim i uzyskała zapewnienie, że w konstytucji odrodzonego państwa polskiego prawa obywatelskie uzyskają wszyscy, “bez różnicy płci”.

Był to ogromny sukces polskiego i europejskiego ruchu emancypacyjnego, efekt wieloletniej współpracy kobiet z różnych środowisk politycznych, które zgodziły się co do jednego: że odmowa połowie obywateli niepodległego kraju prawa do reprezentowania swoich interesów to nie demokracja, ale wykluczenie. Uzyskanie praw wyborczych było początkiem dalszej emancypacji, nie brakowało bowiem tych, którzy kwestionowali (i kwestionują) niepodległość kobiet.

Ale czy uzyskanie praw wyborczych przez kobiety oznaczało i oznacza, że:
• Uzyskały możliwość współtworzenia nowego państwa?
• Ich obywatelstwo przestało być deklarowane, a stało się faktyczne?
• Uzyskały podmiotowość prawną i możliwość wpływu na najważniejsze decyzje w państwie?
• Nie tylko dla nich, ale i dla wielu Europejek, skończył się czas fikcyjnej demokracji?

To, co się wówczas stało, miało swoje przyczyny i swoje konsekwencje. Miało też swoje bohaterki i bohaterów. Podręczniki zwykle pobieżnie traktują temat walki kobiet o prawa wyborcze. Żaden pomnik ani tablica o tym nie przypomina. Nie ma apeli, kwiatów, kotylionów ani życzeń. Nikt nie wylega 11 ani 28 listopada na ulice, by wspólnie cieszyć się z tego, co Polki, jako jedne z pierwszych w Europie, wywalczyły dla siebie i przyszłych pokoleń.

Dlatego uważamy, że stulecie uzyskania praw obywatelskich to dobry czas na refleksję nad sytuacją kobiet nie tylko w przeszłości, ale i dziś. Czarny Poniedziałek, 3 października 2016 pokazał, że kobiety w Polsce stanowią siłę polityczną i mają ciągle o co walczyć.

W stulecie uzyskania praw wyborczych przez kobiety w Polsce, w stulecie wielkiego sukcesu ruchu na rzecz wolności i demokracji, wzywamy do masowego, zróżnicowanego, wspólnego świętowania! Jako osoby zaangażowane w ruch feministyczny, zachęcamy Was do samoorganizowania się! Spotykajmy się, rozmawiajmy, wychodźmy na ulice, stawiajmy pomniki, szukajmy informacji o kobietach, którym zawdzięczamy naszą Niepodległość.

Bądźmy widoczne i bądźmy niepodległe! Dołącz swoją siłę i odwagę, bądź solidarna w ruchu na rzecz upamiętnienia 100-lecia uzyskania praw wyborczych przez kobiety! Utrwalajmy i praktykujmy nasze obywatelstwo, bo Wolność i Niepodległość nie są dane raz na zawsze.

Inicjatywa Niepodległe 2018

Reblog jesienny czyli…

Piotr Beszczyński

Reakcja pogańska

Widok z Gdańska na Hel. Hel niewidoczny, bo zamglony.
X Widok z Helu na Gdańsk. Gdańsk niewidoczny, bo zamglony.

  • Jak można wnioskować z powyższych zdjęć, koniec września upłynął nam między Gdańskiem a Helem. Cały łączący je pas wybrzeża, a zwłaszcza Półwysep Helski, staje się dostępny dla ludzi przedkładających nadmorskie klimaty nad otoczone tłumem budki z goframi dopiero wtedy, gdy skończą się wakacje.
  • Jak każde niemal miejsce, w którym postawi się stopę, również Półwysep odsłonił kawałek nieznanej nam (a wstyd!) historii: czcigodny Zygmunt Stary, zhołdowawszy Prusy Wschodnie po sekularyzacji Zakonu Krzyżackiego, zdecydował się oddać w 1526 roku końcówkę półwyspu zawsze mocnemu i mocno niezależnemu Gdańskowi, w zamian za nieuprzykrzanie życia konkurencyjnemu dla Gdańska portowi w pruskim Elblągu. Pomogło to niewiele, bo gdańszczanie umożliwili wprawdzie dostęp do Elbląga z Bałtyku, jednak poprzez hydrotechniczne sztuczki starali się ograniczyć ilość wód wiślanych, a przez to ilość towarów, dopływających do portu elbląskiego od polskiej strony. Tak czy owak, podział półwyspu zachował się przez ponad ćwierć tysiąclecia, do drugiego rozbioru Polski. Jastarnia zaś, gdzie ustalono granicę podziału, funkcjonowała przez ten czas jako dwie Jastarnie: jedną – Gdańską, i drugą – Pucką, przynależną do Polski.
    X
  • Dzisiejsi władcy Polski mają odmienną sytuację: aby przywrócić do życia portową aktywność Elbląga nie muszą już dzielić Półwyspu Helskiego, lecz Mierzeję Wiślaną. I nie administracyjnie, lecz fizycznie, za pomocą kanału przekopanego u jej nasady na złość Ruskim i ekologom, zaś ku uciesze żeglarzy. Kopać mają zacząć niebawem, więc postanowiliśmy jeszcze suchą nogą wybrać się do Piasków, położonej najdalej po polskiej stronie miłej wsi artystów, rybaków i dzików. Nawet latem nie docierają tu tłumy, osadzające się wcześniej, w Krynicy Morskiej.
    X
    Zalew Wiślany, przed tysiącem lat jeszcze bałtycka zatoka, nad którą Wikingowie usadowili swoje Truso, później bywał akwenem morskich bitew, a pod koniec II wojny światowej – niósł po swej zamarzniętej powierzchni tłumy mieszkańców Królewca, uciekających przed nacierającymi Sowietami. Pod wieloma lód się załamał.


    Wrzesień 2017 kipiał gorączką polityczną i artystyczną. Politycy rządzący coraz szerzej wymachiwali maczugami z obłudnym napisem „dobra zmiana”, politycy opozycyjni zaś z coraz większym trudem robili uniki, starając się znaleźć oręż do cywilizowanej kontrofensywy. Trwa to już ponad dwa lata i pewnie potrwa dość długo. Na szczęście artyści robią swoje, dostarczając publice chwil uśmiechu i wytchnienia. Zapamiętaliśmy kilka z licznych wydarzeń, a to:

  • „Wiedźmin” – nowy musical w gdyńskim Teatrze Muzycznym, w imponującej oprawie muzycznej, choreograficznej i scenograficznej, choć odrobinę może zbyt przegadany.
  • „Habit i zbroja” – doskonale zrobiony pełnometrażowy film o walorach edukacyjno – dokumentalnych, opisujący historię tak ciekawiącego nas Zakonu Krzyżackiego. Chyba tylko nas, bo na widowni byliśmy sami. Rzecz powinna być obowiązkowym uzupełnieniem lekcji historii w szkołach, ale niekoniecznie się nim stanie, bo brak tam jakiejkolwiek sekwencji związanej z żołnierzami wyklętymi. Może nie było ich pod Grunwaldem?
  • UCHOwaj nas od PREZESA, Panie! wznowiło się po wakacyjnej przerwie. Pokazują się w nim coraz bardziej znani aktorzy, bo trzeba naprawdę wielkich umiejętności, aby taktownie obśmiać pierwowzory.
  • „Twój Vincent” – absolutna rewelacja, niestety niedoceniona na gdyńskim festiwalu. Malarski film, który zbiegiem okoliczności przywołuje impresjonistyczną atmosferę obejrzanej kilka dni wcześniej wystawy autochromów, pierwszych kolorowych fotografii z początków XX wieku
  • Inauguracja artystycznej działalności Oliwskiego Ratusza Kultury, najbardziej wyczekiwanego dziecka (to metafora, ma się rozumieć…) Andrzeja Stelmasiewicza – postaci niestrudzenie oliwiącej tryby gdańskiej kultury pozaratuszowej.
    X
    Na początek -mocny akcent, bo Hamlet, jakiego świat nie widział – przedstawiony przez teatr jednego aktora (Adama Walnego) i wielu kukieł taplających się w krwawych akwariach (sanguariach?).
    X
  • Najsmakowitszym kąskiem wrześniowych wrażeń kulturalnych było spotkanie w kameralnej, gruzińskiej atmosferze ze Stanisławem Tymem. Tym Tymem. Nie zdołam należycie sprawy opisać, mogę tylko dziękować komu trzeba za taką okoliczność!!!

I na koniec : jeśli dziwi Was tytuł wpisu, to w największym skrócie przypomnę, że:

  • „reakcją pogańską” nazywają historycy fale odwrotu od chrześcijaństwa, które miewały miejsce wśród społeczeństw intensywnie chrystianizowanych, na ogół za polityczną (choć czasem też duchową) inspiracją, lub co najmniej przyzwoleniem ich władców.
  • na słowiańszczyźnie zjawisko to wystąpiło z dużą mocą w XI-XII wieku, zwłaszcza wśród plemion połabskich (na terenach obecnych północnych Niemiec), jak też w państwie Piastów. Wzmiankowałem o tym w dawniejszych wpisach i z pewnością nie raz powrócę do sprawy w przyszłości.
    X
  • dziś jednak ów historyczny termin nasuwa mi takie oto skojarzenia: chrześcijaństwo przed tysiącem z górą lat nadciągnęło, ze wszystkimi swoimi jasnymi i ciemnymi stronami, z zachodu Europy, zaś reakcja pogańska była emanacją „ludowego” sprzeciwu przeciw owej nie swojskiej doktrynie. Żywiła się hasłem powstania z kolan, dosłownego w tym przypadku, bo sprzeciwiającego się oddawania na klęczkach czci nowemu bogu.
  • społeczeństwa zachodniej Europy wykształcały przez ten tysiąc lat obecny model funkcjonowania – z pewnością daleki od doskonałości – jednak będący (przynajmniej jeszcze całkiem niedawno) przedmiotem westchnień społeczeństwa polskiego. Działo się to wśród potoków krwi wojen religijnych, swądu stosów inkwizycji i ogromu niegodziwości pokoleń kościelnych hierarchów, ale także wśród przebijającej się przez nie stopniowej humanizacji ludzkich relacji.
  • I co widzimy? Owe w miarę ucywilizowane wzorce, w ostatnich latach z ochotą przeszczepiane na polski grunt, nagle spotkały się z odporem. Katolicki naród zaczął kontestować owoce tysiącletniej ewolucji chrześcijańskiej Europy. Reakcja pogańska we współczesnym polskim wydaniu nacjonalistyczno – katolickim. Taki mam obraz.
  • No, może trochę się zagalopowałem. Jest bowiem rzymski katolicyzm (nie całkiem Franciszkowy, niestety), ale są też jego skrzywione odmiany, jak choćby rydzki kaczoliżyzm , skutecznie mobilizujący lud polski do wspomnianej pogańskiej reakcji.
  • Co do przyczyn tego stanu rzeczy – dziesiątki publicystów pochylają się, próbując je zdefiniować i szukać sposobów przeciwdziałania. Jedni bardziej, inni mniej sensownie. Jeśli przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł – poinformuję o tym niezwłocznie na blogu; zachęcam też komentatorów!

Anstelle des Unabhängigkeits-Marsches

oder Zamiast Marszu Niepodległości

Seit ein paar Jahren schon “kämpfen” die Polen verschiedener politischen Weltanschauungen untereinander darum, zu wem der Unabhängigskeitstag (ein Polnischer Nationalfeiertag) gehört. Es ist einer der wichtigsten Jahrestagen in der Geschichte Polens. An diesem Tag, nach 123 Jahren der Teilung und der politischen Nichtexistenz, rief der Marschall Joseph Piłsudski die Unabhängigkeit Polens auf. Dass auf diesem Tag in Compiegne in Frankreich der 1. Weltkrieg beendet wurde, war mehr oder weniger ein Zufall.

Leider wird gerade dieser festliche Anlass zu einer radikal-nationalistischer Demonstration der politischen Macht der extremen Rechtgruppierungen Polens umfunktioniert. Und leider geniessen diese Parteien und Organisationen nicht nur immer stärkeren Zugang der Anhänger, sondern, und dies ist geradezu erschreckend, die Unterstützung der katholischen Kirche und der PiS-Regierung.

Seit Jahren gehen an diesem Tag in die Welt die erschreckende Nachrichten aus Polen. Die Wikipedia auf Deutsch schreibt z.B.: Während Tausende Polen in der Hauptstadt Warschau und anderen Städten des Landes überwiegend friedlich ihren Unabhängigkeitstag feiern, kommt es in den letzten Jahren wiederholt zu Ausschreitungen, bei denen sich Nationalisten bei den Kundgebungen heftige Auseinandersetzungen mit den Einsatzkräften der Polizei liefern. Vor allem in Warschau kommt es zu heftigen Ausschreitungen mit Festnahmen bei “Unabhängigkeitsmärschen” von Nationalisten und Rechtsradikalen.

Ein schrecklicher Tag für Polen. Ich habe gar keine Lust, darüber nachzudenken. Vergessen wir es, hoffen wir, dass es irgendwann vorbei ist. Ich  lade stattdessen zu einer Ausstellungeröffnung ein.

***

Dzisiaj 11 listopada. Od kilku lat ohydny dzień i myślę, że nie muszę moim Czytelnikom tłumaczyć – dlaczego. Ohydny. A najgorsze jest to, że ta obrzydliwa polska gęba ma wsparcie Kościoła i polityki. Nie chcę o tym nawet myśleć. Zamiast na demonstrację, zapraszam na wernisaż…

***

Es ist eine sehr originelle Veranstalltung, und wenn man in Berlin diese Adjektiv benutzt, bedeutet es wirklich was. Seit 6. Oktober gibt es schon in Kungerkiez eine Fotoausstellung

Sela5/2 – FRAMES. AND THE SPACE BETWEEN.

Die Ausstellung dauert zwei Monate und zeigt im Hauptraum die Werke von elf Fotografen, und in einem Nebenraum werden jede Woche die Fotos von einem der teilnehmenden Fotografen gezeigt. Ich weiss nicht, ob ich es besser erklären kann, aber auch nirgendwo, weder im Katalog noch auf der Fanpage, finde ich eine entsprechende Beschreibung des Vorhabens von Karsten Hein, der eine der Kuratoren ist und jetzt eben am 11. November in dem Gallerie-Nebenraum seine Fotos ausstellt (er steht ganz recht im Bild unten). Seine ungewöhnliche Foto-Projekte habe ich hier (und woanders) schon ein paar Mal vorgestellt: Fiktive Fotografen, Fotos für die Blinden oder Mode für die Blinden. Manchmal mache ich bei seinen Projekten mit.

Karsten Hein

KungerKiezInitiative e.V.
Karl-Kunger-Str. 15
12435 Berlin

U-Bahn Treptower Park und dann zu Fuß… Oder Schlesiches Tor und ebenfalls zu Fuß (beide – ziemlich lang :-)).

Ich fand nirgendwo, um welcher Uhrzeit diese Teilausstellungen eröffnen werden. Ich nehme an, 19 Uhr ist ein schöner Termin. Kommet alle hin!

***

Und noch bis 5. November im Martin-Gropius-Bau, Berlin > Der Luthereffekt > Raum 15 – 19 Karsten Heins Tansaniabilder… mehr

Hilferuf / Wołanie o pomoc


Celina Muza
Drodzy Przyjaciele, Liebe Freunde,

dzisiaj, troszkę weekendowo, piszę do was w zupełnie innej sprawie.

Byłam w połowie października na Kaszubach w regionie, przez który przeszła w nocy z 11 na 12 sierpnia nawałnica niszcząc hektary lasów i wiele domów, przede wszystkim tych starszych i biedniejszych. Pojechałam tam razem z 7-osobową silną grupą męską z firmy SchoPa, w której pracuje mój małżonek. Dowiedzieliśmy się od przyjaciół, że w dalszym ciągu potrzebna jest tam pomoc. Aktualnie brakuje nie tylko materiałów, ale przede wszystkim fachowców: murarzy, elektryków, malarzy, dekarzy… Po prostu ich tam nie ma, a jeżeli są, to stawiają takie warunki finansowe, że zatrudnić ich mogą tylko najbogatsi (ale akurat te domy najmniej ucierpiały).

heute schreibe ich Euch – ein wenig in Wochenendstimmung – in einer ganz anderen Sache.

Mitte Oktober war ich in der Kaschubei, in der Region, in der in der Nacht vom 11. auf den 12. August ein schlimmer Sturm gewütet hat, der ganze Hektar von Wäldern und viele, vor allem ältere und ärmere Häuser zerstört hat. Ich bin zusammen mit einer 7-Mann starken Gruppe von der Firma SchoPa, bei der mein Mann arbeitet, dorthin gefahren. Wir hatten von Freunden erfahren, dass dort weiterhin Hilfe gebraucht werde. Aktuell fehlt es dort nicht nur an Baumaterial, sondern vor allem an Handwerkern: Maurern, Elektrikern, Malern, Dachdeckern… Es gibt sie einfach nicht, und wenn welche da sind, dann stellen sie solche finanziellen Forderungen, dass nur die Reichsten es sich leisten können, sie anzustellen (deren Häuser jedoch am wenigsten unter dem Sturm gelitten haben!).

Nie sądziłam, że na dwa miesiące po tragedii zastanę tam taki obraz nędzy i rozpaczy! Załączam kilka zdjęć, ale uwierzcie mi, żadne nie oddaje nawet w przybliżeniu rozmiarów zniszczeń. Stałam na drodze pomiędzy dwiema wsiami w gminie Brusy i zwyczajnie płakałam patrząc na to co zostało po pięknych lasach.

Ich hätte nicht gedacht, dass ich zwei Monate nach der Tragödie ein solches Bild des Jammers vorfinden würde. Ich füge einige Fotos hinzu, aber glaubt mir bitte, keines der Bilder kann auch nur annähernd die Ausmaße der Zerstörungen widergeben. Ich stand in der Gemeinde Brusy auf der Straße zwischen zwei Dörfern und weinte einfach beim Anblick dessen, was dort von den wunderbaren Wäldern übriggeblieben ist.

Nasi wolontariusze pracowali przez cały weekend w trzech wsiach, w trzech gospodarstwach, które do tego czasu nie miały jeszcze w ogóle dachu. I natychmiast po powrocie do Stargardu oznajmili, że muszą pojechać na Kaszuby jeszcze raz aby położyć poszkodowanym elektrykę i podłogi. Z nadzieją, że uda się tym rodzinom, które otrzymały tylko dotacje na zakup desek na dach i ewentualnie nowego pieca grzewczego (ale nie wszyscy), spędzić Święta we własnym domu.

Unsere Freiwilligen haben das ganze Wochenende über in drei Dörfern gearbeitet, in drei Bauernhöfen, die bis dahin überhaupt keine Dächer hatten. Und sofort nach ihrer Ankunft in Stargard erklärten sie, sie würden sofort wieder in die Kaschubei fahren müssen, um den Geschädigten noch die Elektroleitungen und die Fußböden zu legen. Mit der Hoffnung, dass es diesen Familien, die nur eine Zuwendung für den Kauf von Brettern für das Dach und eventuell für einen neuen Heizofen erhalten hatten (es waren nicht alle), gelingen wird, Weihnachten im eigenen Haus zu verbringen.

Ale kiedy już uda się w miarę odbudować dom, zaczną się kolejne problemy. Po wichurze lało przez kilka dni i domy bez dachów zalane były doszczętnie. W pośpiechu przenoszono dobytek do stodół przykrytych plandekami i niedługo okaże się, że na przykład poduszki przemokły, pościel zgniła, odkurzacz już nie działa, produkty chemiczne są nie do użytku… ubrania do wyrzucenia. Najbiedniejsi w okolicy stracili wszystko.

Aber nachdem sie ihr Haus einigermaßen wiederaufgebaut haben, werden weitere Probleme beginnen. Nach dem Sturm hatte es mehrere Tage geregnet und die dachlosen Häuser wurden völlig überschwemmt. In aller Eile wurde das Hab und Gut in mit Planen bedeckte Scheunen gebracht, und bald wird sich herausstellen, dass zum Beispiel die Kissen nass geworden sind, die Bettwäsche vermodert ist, der Staubsauger nicht mehr funktioniert, chemische Produkte nicht mehr zu gebrauchen sind, und die Kleidung weggeworfen werden muss. Die Ärmsten in der Gegend haben alles verloren.

Moich przyjaciół mieszkających w Polsce zachęcam do wsparcia Komitetu Społecznego Przymuszewo po nawałnicy. W każdy weekend grupa wolontariuszy pracuje na budowach.

https://www.facebook.com/search/top/?q=przymuszewo%20po%20nawa%C5%82nicy

Społeczny Komitet Przymuszewo po nawałnicy

BGŻ BNP PARIBAS: 83 1600 1462 1832 3260 4000 0001

IBAN: PL83160014621832326040000001

BIC: PPABPLPK

Moich przyjaciół mieszkających w Niemczech chciałam poinformować, że 3 listopada zostanie przeze mnie założone specjalne konto w Berliner Volksbank, na którą będę zbierać darowizny na rzecz 3 rodzin w gminie Brusy.

Meine Freunde, die in Deutschland leben, möchte ich informieren, dass ich am 3. November ein SonderSpendenKonto bei der Berliner Volksbank einrichten werde.

Zastanówcie się proszę czy, jaką sumą i w jakim miesiącu w ciągu najbliższych miesięcy moglibyście włączyć się do pomocy?

Bitte, überlegt ob Ihr helfen könnt den 3 Familien ein normales Leben wieder führen zu können? Wenn ja, mit welcher Summe und wann in den nächsten paar Monaten?

Liczę na Was!

Ich zähle auf Euch!

Pozdrawiam serdecznie… viele Grüße

Celina

Przygrobny monolog

Roman Brodowski

Wiersz ten napisałem w ubiegłym roku. Inspiracją były słowa, które zwykł mawiać mój brat podczas rozmów, jakie ze sobą prowadziliśmy, zwłaszcza tych o sytuacji panującej w Polsce.
Zawsze kiedy pytałem Go o jego osobiste refleksje dotyczące czasu, gdy udzielał się w walce o obronę praw więźniów politycznych, a było to w okresie powstania „Solidarności”, zwykł był odpowiadać jednym i tym samym zdaniem: „Wygraliśmy z komuną, żeby przegrać samych siebie”. Wówczas, kiedy jeszcze żył, a zmarł w grudniu 1998 roku, nie do końca rozumiałem, co miał na myśli.
Dopiero po wielu latach, a zwłaszcza dzisiaj, kiedy to PiS rządzi naszym narodem, gdy sytuacja polityczna w kraju stała się się nie do zniesienia, w pełni zrozumiałem, co kryło się pod jego „złotą” myślą. I chyba powoli przekonuje mnie jego logika myślenia, że „wygrywając rok 1980/81, a następnie 1989, przegraliśmy samych siebie”.

Co prawda, na początku utwór ten zamierzałem pozostawić w szufladzie, dla siebie. Jednakże dzisiaj przekonany jestem, że moje ubiegłoroczne myśli dojrzały do tego, by ujrzeć światło dzienne, by je upublicznić.

„ Przegrać samych siebie”

„Wygraliśmy z komuną
Żeby przegrać samych siebie”
Powtarzałeś przy każdej okazji
Tę twoją – złotą – myśl.

Jesteś od dawna mój Bracie
Poza przestrzenią zmysłowej
Interpretacji „Tajemnicy wiary”
Więc obce Ci jest uczucie lęku.

Wiem co byś powiedział gdybyś żył
Ale ja tak nie potrafię ja muszę
Ja nie przegrałem jeszcze siebie
Ja wciąż o siebie …gram.

Może to i dobrze, że nie widzisz
Jak spełnia się twoje „proroctwo”
Jak bardzo szata solidarnej jedności
Rwana po kawałku zaczyna gnić.

Chmury Bracie, brunatne chmury
Opadają powoli na twoją nadzieję
Solidarność jak w rozbitym lustrze
Ukazuje wielotwarz obłudy i fałszu

Prawda twojego czasu popada w ruinę.
Praworządność wrzucono do szamba
A naród za kilka srebrników sprzedał
Swoją niby narodową polską dumę.

Ty nie zabronisz mi krzyczeć
Bo krzyczę nie moją ale twoją prawdą.
To nie ja ale ty uczyłeś mnie patrzeć
Oczyma patriotycznej poprawności.

Dzisiaj bohaterom twojego czasu
Odebrano prawo ich wielkości
Napisano historię dla nowosystemu
Faszystowsko narodowej dyktatury

Kolejny karzeł bez przeszłości
Rozpoczął taniec na grobach tych
Którzy nie mogą już się bronić
By stać się światłem dla ślepowierców

Armia pochlebców wokół niego
Niby stado psów przy pańskim domu
Oczekuje spadających ochłapów
Z coraz biedniejszego ojczyźnianego stołu

Tak tak Bracie – ciężkie czasy nastały
Nasza Ojczyzna jak kula Syzyfa stacza się
Rządni władzy despoci wiodą naród
No właśnie! … dokąd oni nas wiodą?

Obiecują, równość i sprawiedliwość
A niszczą Konstytucję i sądów niezawisłość
Obiecują dobrobyt świetlaną przyszłość,
A trwonią wszystko dla minuty chwały.

Jak mam żyć Bracie w naszym „gnieździe”
Kiedy ono powoli wypełnia się
Marazmem głupoty fanatyzmu i niezgody
Gdy naród nasz popada w desspotyczną niewolę

Dlaczego dzisiaj drogi przyjacielu
My którym droga do wolności
Okupiona jest krwią naszych przodków
Nie potrafimy być wielkim „Jedno”

Dlaczego przyniesiona na sztandarach
I twojego Bracie zrywu „Demokracja”
Zamienia się w pusty niby dzban slogan
A ludzie… Oni niczego nie rozumieją.

Jak dobrze że śpsz spokojnie – Bracie.

Berlin, 24 października 2016

Reblog: Minął sierpień, minął wrzesień

Piotr Beszczyński

    • To zdjęcie zrobiłem Wiesławowi Michnikowskiemu równo pół wieku temu, gdy podczas górskiej wędrówki spotkałem go na targu, w Krościenku bodajże. Artysta był wtedy u szczytu popularności, jako jedna z najjaśniejszych gwiazd Kabaretu Starszych Panów. Zdaje się, że chciał kupić pomidory. Umarł, gdy już prawie minął wrzesień.

Taka pora, że myśli się więcej niż zwykle o tych, co odeszli, jak też w ogóle o przemijaniu. Zachodzi się na cmentarze, które są różne: a to trwają setkami lat i pomnikami wysokiej rzeźbiarskiej próby, a to ledwie dają się rozpoznać wśród zarośli, lub też znikły w ogóle, czasem upamiętnione skromnym lapidarium.

  • Czynny przez zaledwie kilkanaście lat przed końcem II wojny światowej cmentarz krematoryjny we Wrzeszczu (niemal dokładnie w miejscu funkcjonującej przez kilka wieków gdańskiej szubienicy miejskiej) został ostatnio przez miasto nieco uporządkowany, jednak nagrobków zachowało się niewiele
    XXX
  • Po przeciwnej stronie Królewskiej Doliny tam, gdzie ulica Traugutta kończy się w lesie, dadzą się jeszcze z trudem rozpoznać resztki cmentarza żydowskiego który, jak czytamy w książce Ludwika Passarge’a, na pewno funkcjonował już w połowie XIX wieku
    XXX
  • Dla kontrastu – chyba najbardziej znany i największy cmentarz żydowski na Górze Oliwnej w Jerozolimie. Mimo bardzo wysokich cen pochówku cieszy się dużym wzięciem, bo ponoć jego lokatorzy mają być w pierwszej kolejności i szczególnie łaskawie potraktowani podczas Sądu Ostatecznego.
    XXX
  • Rejony dolnej Wisły, zwłaszcza Żuławy, zawdzięczają swój status najżyźniejszych i najlepiej zagospodarowanych rolniczo ziem wielowiekowej, uporczywej pracy ludu zwanego z polska Olędrami. Osiedlali się tu począwszy od XVI wieku, przybywając z Niderlandów w poszukiwaniu dogodnych włości, ale przede wszystkim – w ucieczce przed religijną nietolerancją, dotykającą tam chrześcijański odłam zwany mennonitami. Mennonitów nie ma już na Żuławach od dziesięcioleci (nie byli tu zbyt lubiani również za czasów pruskich), ale pozostałości ich cmentarzy można jeszcze gdzieniegdzie spotkać
    XXX


Innego rodzaju odczucia budzą stare, ciągle funkcjonujące cmentarze – galerie sztuki, jak choćby ten w Mediolanie:


  • Chwila zadumy nad sferą wiecznego odpoczywania jest o tej porze roku oczywista, jednak doczesność każe się z niej szybko otrząsnąć.
  • Dosyć niespodziewanie, wobec skutecznej – dla rosnącego ponoć elektoratu rządzącej partii – propagandy sukcesu, zbuntowali się młodzi lekarze. Poparli ich gremialnie przedstawiciele wszystkich fachów, trudniących się opóźnianiem procesu przechodzenia ludności na drugą stronę Styksu. Nie poparła ich znaczna część wzmiankowanego wyżej elektoratu dobrze pamiętająca, że wszystkim buntującym się przeciwko partii i rządowi należy się etykieta wichrzycieli i warchołów, będących na garnuszku amerykańskich imperialistów i zachodnioniemieckich rewizjonistów.
  • Jak się potoczą sprawy ochrony zdrowia – nie wiadomo, oczywiście. Pewne jest natomiast (i potwierdzają to ku mojemu żalowi największe medyczne autorytety), że koniec końców od dotknięcia kostuchy raczej się nie wywiniemy. A skoro tak, to próbujmy jak najmniej uprzykrzać życie sobie i innym!
    XXX

 

Mit den Augen des Westens 2

Esther Schulz-Goldstein

Was geschieht in Polen?

Für Bogna Czałczyńska

Tekst po polsku: Co sie zdarzylo w Polsce

Um diese Frage beantworten zu können, betont die Autorin: das Geschichte der Menschen auch die Geschichte großer Traumen ist. Traumatische Erfahrung der Individuen, als auch Gruppen, Kohorten und Bevölkerungen begründen einschlägigen Folgen für die psychische Struktur sowohl im Einzelnen als auch in der gesellschaftlich mentalen Verfasstheit einer Nation (1).
Traumatische Erfahrung, als Drohung des “Nicht-Seins”, die uns abgrundhaft beschämt, mobilisiert die Schamabwehr im Betroffenen. Sie spaltet, verleugnet oder verdrängt unsere Schamgefühle.
Schamabwehr steht im Dienste des Lebenswunsches und erschafft die Schamfreiheitsformel, die die Spannung reduziert, zwischen dem wie man Sein möchte und wie man Sein kann.
Es ist nicht schwer, die bisherigen Auswahlkriterien, für die Bildungen eines nationalen Gedächtnisses zu bestimmen.
Bisher ging es in ihm regelmäßig um solche Bezugspunkte in der Geschichte, die, das eigene Gewordensein ausschmücken um ein positive Selbstbild zu etablieren. Was nicht in dieses heroische Bild passt, die Panik, die Verwundungen, die vielen Toten, fällt der Schamabwehr zum Opfer und verwandelt sich in einer gesellschaftlichen Regression in einen heldenhaften Gang durchs Feuer, das keinen verbrannt haben sollte.
Deshalb finden tragische Niederlage im nationalen Gedächtnis, das die Verantwortungskultur via Regression verlassen musste, ihren Platz. In ihr wird die nationale Identität innerhalb eines “Opfer- Bewusstsein wachgehalten, um “Widerstand zu legitimieren und heroische Gegenwehr zu mobilisieren” (2).

Das kollektive polnische Gedächtnis ist ebenso empfangsbereit für historische Momente der Erhöhung vor “Wien” wie der Erniedrigung in der “Teilung”, weil beides in ein heroisches Geschichtsbild eingearbeitet werden konnte.
Für Polen wurde die Opferrolle erstrebenswert, weil sie vom Pathos unschuldigen Leidens während der mehr als 120 Jahre dauernden Teilungen verklärt wird.
Was die Deutschen den Polen an Gewalt antaten, als sie mit ihrer Schamfreiheitsformel in Gleiwitz “zurück zuschießen” begannen, verstärkt diese Haltung.
Kein Einlass fand in ihr nationales Gedächtnis, die Momente der Schuld und Scham im Verhalten des polnischen Adels, die zu den Teilungen führten. Auch keine Entschuldigung bei den Bauern, deren Sklavenstatus in der Leibeigenschaft erst von den Teilungsmächten aufgehoben wurde.


Ende der Träume – Stettin ’45, Bild von Kobas Laksa im Museum Umbrüche in Stettin

Kein Einlass fand in ihr nationales Gedächtnis, die Momente der Schuld und Scham im Verhalten des polnischen Adels, die zu den Teilungen führten. Auch keine Entschuldigung bei den Bauern, deren Sklavenstatus in der Leibeigenschaft erst von den Teilungsmächten aufgehoben wurde.
Jedoch Einlass fand im neuen Stettiner Museum, das von der Schamabwehr gemalte Bild Polens, dass die polnische Heimatarmee nach dem II. Weltkrieg, sich in einem heldenhaften Guerillakrieg gegen die Sowjets gestählt habe, als ob es kein Lubliner Komitee gegeben hat, das sie bekämpfte.
Eine gegenwärtige Homogenisierungstendenz im polnischen Volkskörper zeigt sich in der Gedenkstätte Auschwitz, wo keine zwei Millionen jüdisch geprägte Polen mehr registriert sind, sondern nur noch Juden ohne nationale Wurzeln.
Dieser Ausstoß ehemaliger Polen aus dem katholischen Volkskörper signalisiert, dass die PIS die Demokratie bereits verlassen hat, und die Werte des polnischen Bürgertums keine Geltung mehr besitzen. Zur Aufrechterhaltung eines positiven Selbstbildes, wurden alte Feindbilder neu belebt, wie das Deutschen-, Weißrussen- oder Litauer-bashing belegt.

Das Unglück von Smolensk mit dem Tod des Staatspräsidenten Lech Kaczyński, samt der politische Elite Polens, verstärkte -nach den Vorgaben seines in Warschau überlebenden Zwillings Jaroslaw- das kollektive Selbstbild einer Opfernation.
Das Auserwähltheitsphantasma Polens als “Augapfel Gottes” (3), erschuf nach dem Flugzeugabsturz den Mythos von Smolensk.
Der überlebende Zwilling Jaroslaw beantwortete diese Katastrophe mit einer paranoiden Grundhaltung.
In ihr bezeichnete er alle, die sich weigerten den Bruder als neuen “Augapfel” zu feiern, als Totengräber eines “solidarischen Polens”, dass er aus dem Boden stampfen möchte.
Er konnte Lech nicht trauernd in sein Selbstbild integrieren und deshalb nutzte er ihn auf dem Weg zur Macht. Dies führte zu seiner und der Schwägerin Beerdigung in der königlichen Basilika am Wawelhügel als Vorstufe künftiger Heilig- Sprechung. Auf diese Weise wird der Mythos von Smolensk mit dem Märtyrerpathos von Katyn angereichert.

Was die Vermischung von Religion und Politik anrichtet lehrte uns Amerika. Franklin Graham, der Sohn des spirituellen Beraters Präsident Bushs jr. verkündete: “Die Operation Iraqi Freedom ist ein Glückstreffer für Jesus. Wir gehen dorthin, um den Irakern in Liebe unsere Hand zu reichen um sie zu erretten” (4).

Diese amerikanische Regierung behauptete dass der Irak die saudi- arabischen Terroristen von 9/11 unterstützt und Giftgas lagere, worauf die Amerikaner die Welt von Saddam Hussein zu erlösen verkündeten und der Irak am demokratischen Wesen Amerikas genesen sollte.
Diese Schamfreiheitsformel legalisierte den III. Golfkrieg und spaltete mit seinen geheimen okzidentalen Folterzentren, Europa in ein Altes und Neues.

Die Angst vor der Rache der Gefolterten und der Araber verstärkte die Regression in den Populismus in ganz Europa und wurde in Polen von der PiS instrumentalisiert.

Er ließ den Begriff des Helden ins Kraut schießen.

Als Galilei vor der Inquisition seine Lehre von der Bewegung der Erde wiederrufen musste ließ Brecht ihn sagen: “Unglücklich das Land, das Helden nötig hat”.
Heute, an der Macht, als Führer der Regierung stellenden Partei, reißt der überlebende Zwilling Jaroslaw Kaczyński in einem gesellschaftlich verunglückten Trauerprozess, ganz Polen in ein religiös gegürtetes paranoides Heldentum hinein.
Doch Heldentum kann sich nur ganz klassisch gegenüber einem Feind bewähren, den man sich – so fürchtet man unbewusst- in einem Folterzentren auf polnischen Boden, geschaffen hat (5).
Er jedoch füllt nunmehr ein paranoides Phantasma, von dem Homogenitätsanspruch mit hervorgebracht, der die auf Deutsch verfassten Protokolle der Sitzungen des Stadtrats von Krakau oder das Privileg von Kalisch vergessen machen soll (6).
Er negiert zusätzlich die einstige polnische-litauische Union, angeführt von einer gemeinsamen Monarchie mit Polen, Ruthenen (den späteren Bürgern der Ukraine und Weißrussland) sowie Litauern (7).

In der polnischen Teilung entwickelte sich der Mythos des katholischen Polen, weil kath. Adel und Kirche eine differenzierte identitäre Überlebensstrategie entwickelten, durch die im Untergrund übermittelte national betonte Bildung.
Dieser Mythos dient heute der Selbstidentifikation der PIS-Anhänger und der Abgrenzung des wahren Volkes gegenüber den Schutzsuchenden aus dem Orient.
Stehend betend, mit dem Rücken zur weißrussischen, deutschen, tschechischen und litauischen Grenze, an deren Rändern – ganz paranoid – Horden von Muslime ins Land einzufallen schienen, versicherten sich Polen 2017 im herbstlichen Monat der “Königin des Rosenkranzes” Macht, ausgerechnet gegen die Orientalen.

Polen wurde geteilt, von drei Mächten: dem orthodoxen Russland, dem protestantischen Preußen und den katholischen Habsburgern. Nach dem polnischen Novemberaufstand von 1830/1831 gegen die Herrschaft des Zaren nahm hingegen das Osmanische Reich zahlreiche Anhänger des ehemaligen Regierungschefs der polnischen Revolutionsregierung Fürst Adam Jerzy Czartoryski auf.
Neben Paris wurde Polonezköy (Adamopol) bei Istanbul zum zweiten Exilzentrum des polnischen Widerstands, als der Dissident Michał Czajkowski den Ort als Vertretung der polnischen Exilregierung etablierte. Noch heute leben dort Nachfahren dieser Flüchtlinge und ihr bedeutendster war der große Dichter Nazim Hikmet
Heute jedoch fürchtet Polen, dass Muslime das Land zerstören könnten?

Zum Trost aller Europafreunde, erschienen von den anvisierten 7 Millionen, die sich an der Grenze treffen sollten, nur einhundertfünfzigtausend BeterInnen, die dies mit einem Ausflug an die Ostsee, den Bug und der Tatra verknüpften.
Die polnische Schamfreiheitsformel lautet, dass sie schon über eine Million ukrainischer Flüchtlinge aufgenommen haben, und deshalb keinen Platz mehr am Tisch der Nation für einen Moslem hätten.

Es gibt aber keine ukrainischen Flüchtlinge in Polen, sondern Billigstarbeiter aus der Ukraine die, die jetzige Regierung zu Flüchtlingen ummodelliert (8).
Abgewehrte Momente der Angst befördern die ideologische Macht der PiS, die solche Schamfreiheitsformeln hervorbringt.
Dazu braucht man Muslime, die mit russisch-iranisch atomkraftgetriebenen Schnellfeuergewehren, Polen vernichten wollen (9).

Zur Selbstprofilierung braucht Polen Sündenböcke. Es sind die Russen, die in Smolensk, an den Flügeln der abgestürzten Turbolew Sprengstoffrückstände (10) hinterlassen haben sollen. Diese möchte man in der Schändung der Totenruhe auch an den inzwischen wieder Ausgegrabenen nachweisen.
Die muslimisch jünglingshaften Schutzsuchenden an der Grenze in Terespol und Brest, werden in Projektionsgefäße für polnisch vergewaltigende Männerphantasien verwandelt und in Mitesser an den Trögen des Sozialstaates.
Die aufkeimende Angst in einer, durch die digitale Revolution unsicher, gewordenen Welt, weil sie sich wie ein Dorf anfühlt, wehrt Polen heute mit seinem Wunsch nach Homogenität ab.
Er lässt Hass im ehemaligen Vielvölkerstaat Polens auf inhomogene Menschen entstehen. Er verhindert Verantwortungsübernahme für die Schutzsuchenden, als auch die Einfühlung in ihre Not. Es wird verleugnet, dass, die eigenen Soldaten in der Nato sie mit herbei gebombt haben.
Aufgefangen wird der Hass von der Agenda der PiS oder Radio Maria in der Ausformulierung fremdenfeindlicher Statements. Die darin enthaltenen paranoiden Phantasmen zerstören die Wertvorstellungen der katholischen Soziallehre.
Sie führen auch zur Ablehnung der universellen Wertegemeinschaft europäischer Verantwortungskultur im europäischen Recht.

Die PiS versteht nicht die Symbolik der europäischen Flagge: „Gegen den blauen Himmel der westlichen Welt stellen ihre Sterne die Völker Europas in einem Kreis, dem Zeichen der Einheit, dar. Die Zahl der Sterne ist unveränderlich auf zwölf festgesetzt, diese Zahl versinnbildlicht die Vollkommenheit und die Vollständigkeit … Wie die zwölf Zeichen des Tierkreises das gesamte Universum verkörpern, so stellen die zwölf goldenen Sterne alle Völker Europas dar, auch diejenigen, welche an dem Aufbau Europas in Einheit und Frieden noch nicht teilnehmen können.“ (11)
In ihrem jüdisch-christlichen Fundament verbirgt sich die Zahl 12 in der Anzahl der Apostel aus der christlichen Bibel, und den Söhnen Jakobs aus der Torah, die, in einer ihnen vorauslaufenden Welterklärung, die Stunden des Tages und die Monate des Jahres bargen.
Während der Herausschälung der Flaggensymbolik Europas unterschrieb man im Saal des Palazzo Barberini in Rom, die Europäische Menschenrechtskonvention. Sie wurde, von der in der Mitte seiner Decke residierende Gottesmutter mit ihrem 12 er Sternenkranz gesegnet. Es ist die, die die PIS an den Landesgrenzen im Oktober 2017 in einem kollektiven Gebetsrausch so missbrauchte (12).

Palazzo Barberini, Rom: Maria Immacolata mit Sternenkranz von Pietro da Cortona

Der Homogenitätsanspruch der PIS signalisiert den Grad der Regression Polens in die “Vierte Republik”. Das politische Establishment verlässt inzwischen Rechtsstaatlichkeit und Demokratie, die inzwischen nur noch von den Bürgermeistern in den Selbstorganisationen mühsam verteidigt wird.
Deshalb mussten in der “Vierten Republik” die Medien in Staatshaftung genommen werden und die Unabhängigkeit der Justiz verschwinden, weil sie als Vertreter des Realitätsprinzips die neuen staatstragenden Mythen zertrümmern könnten.
Wenn eine der Grundannahmen der PiS lautet: “Wer gegen mich ist, gehört nicht zu uns”. Er oder auch sie gehören dann nicht mehr zum wahren Volk und werden rechtslos und vogelfrei, wie männerliebende Polen oder abtreibungswillige Frauen usw.
Flankiert wird ein solches Denken mit einer Zunahme an Ehrenfragen und eine Abnahme von Fragen der Moral, die den Wertekanon Polens spaltet.

Wenn Loyalität zur “Vierten Republik” zum erhabensten Wert (13) erklärt ist, kann Kritik an ihm, aus dem Volk heraus verfolgt werden. Dieses Volk lebt dann seine Hassausbrüche gegen Andersdenkende oder Ausländer aus, die kein Gericht mehr verfolgt (14).
Ohne “Check and Balance” haben anordnungsgebundene Verfassungsgerichte ihre Funktion verloren. Im Zweifelsfalle waren sie dazu da, verwundbare Minderheiten zu schützen.
In der Kollektivkultur des untergegangenen Ostblocks existierte kein „kategorischer Imperativ“ mit seinem „Handle so, dass die Maxime deines Willens jederzeit zugleich als Prinzip einer allgemeinen Gesetzgebung gelten könne“ (15), weil in der kommunistischen Schamfreiheitsformel wiederum paranoid, der Klassenfeind im anderen Lager lauerte.
Auf die Leerstelle des untergegangenen Klassenfeindes werden heutzutage in einer katholisch paranoiden Wagenburgmentalität, von der Propaganda, Muslime, Russen und Deutsche lanciert.
Durch den institutionellen Umbau in eine “Vierte Republik”, kann die Obrigkeit, keine Gerechtigkeit für alle transportieren und keine Demokratie, Menschenrechte, Freiheit oder Individualismus als universalistische Werte verteidigen.

Die PiS zeigt ein paranoides Leitmotiv im neuen Heldenmythos, der innenpolitisch den Mut und den Sieg der politischen Elite in der Solidarność mit der mythischen Verschwörungstheorie eines Verrats von “Magdalenka” abwerten muß.
In ihm modelliert die PiS die Dritte Republik um, zu einem Auffangbecken für abgehalfterte kommunistische Eliten.
Der neue Mythos aus einem mit Kiefern bestandenen idyllischen Vorort von Warschau, wurde belegt im zuprosten der Vertreter von Solidarnosc und damaliger Regierung. Nach 27 Jahren ausgestrahlt im TV, ohne den prostenden – in Smolensk verunglückten – Zwilling, dient der Mythos “Magdalenka” zusätzlich des Beweises der Kollaboration der politischen Elite der Solidarnosc mit den Kommunisten.
Dieser neue Mythos, verstaut gleichzeitig die vielen Quislinge, Szmalcowniks und die von Bürgern ausgeführten Pogrome gegen Juden in Jedwabne oder nach dem II. Weltkrieg in Kielce und anderswo, im kollektiven Unbewussten der polnischen Nation. Alle Mythen verhindern aber auch gleichzeitig polnische Bürger als “Gerechte unter den Völkern” wahrzunehmen.
Polen integriert seine Verstöße gegen “Was Du nicht willst, das man Dir tu, das füg auch keinen anderen zu”, in seine gegenwärtige Politik, und fixiert auf diese Weise seine Regression in eine katholische Volksgemeinschaft.
Angekommen in ihr existiert “die Würde des Menschen ist unantastbar” nicht für alle, sondern nur für das eigene wahre Volk, was die Flüchtlinge an der Ostgrenze in besonders sadistischer Weise deutlich erfahren.
Dieser damit einhergehende ausgehebelte Universalismus, ist eng mit Polens neuer Selbstdefinition verknüpft.
Für die PiS ergibt sie sich nicht durch eigene Leistungen und Werke, sondern – auf dem Hintergrund des ihr inhärenten Homogenitätswunsches – aus kulturellen und ökonomischen Differenzen, langgehegte Eifersüchteleien, Ehrschwulst und Gruppenegoismus.
In ihm gibt es ein regressives Verlangen nach Gewissensentlastung durch Verantwortungsübergabe an ein Kollektiv. Dies geschah schon in kommunistischen Zeiten und davon lebt die PiS, in der die breite polnische Masse, sich der Selbstregulation oder Selbststeuerung durch einen Führer, entledigen.

Gegenwärtig ist es Jaroslaw Kaczyński, mit seiner nationalistischen “Polen über alles” Verkündung, im Inszenieren dyadischer Gebetsräusche an der Grenze des Landes.
Die PiS, regredierte in einen Politikansatz des 19. Jahrhunderts, um das 20. Jahrhunderts – im Zuge der Konstruktion eines neuen kollektiven Gedächtnisses – ungeschehen zu machen.
Es findet die PiS keine Abgrenzung zu der existenten polnischen Herrenrasse, weil sie auf deren Stimmen angewiesen ist, deshalb können polnische Nazis in Warschau paradieren und werden von ihr zu Verteidigern polnischer Identität ausgedeutet.
Wohin das Herrenmenschentum einst führte, könnte doch in Polens kollektivem Gedächtnis am stabilsten eingeschlossen sein. Die Regression ins polnisch katholische völkische soziale “Polen den Polen” radierte ein vernichtende Urteil aus, gegen das Abrutschen der Mehrheit in den braunen Sumpf.
Deshalb können die heutigen polnischen Machthaber, Europa nicht als Wertegemeinschaft schätzen. Aus Angst vor dem russischen Bären, verbleiben sie unter dem Schutz der Nato und aus Bedürftigkeit an den Trögen der EU.
Die Nato und die EU sollen dem russischen Bären die Krallen ziehen, die er einst im Hitler Stalin-Pakt und der kommunistischen Ära, tief in Polens Leib eingeschlagen hatte.
Daraufhin bekam der Bär Angst, durch die offiziell in Richtung Teheran aufgepflanzten Bajonette der Nato, an der Grenze seines Territoriums.
Dies ist auf dem Hintergrund der traumatischen Spuren hinterlassen gehabenen Feldzüge Napoleons und Hitlers nachvollziehbar.
Allerdings nur, wenn man den Nachbarn verstehen möchte und ihn nicht nur unter einer zeitlosen Brille mit Namen Katyn bei Smolensk oder dem Gulag betrachtet.

Wie die Schamfreiheitsformel für Katyn die kommunistische Zeit höchst Ambivalent determinierte, spielt die für Smolensk, in der “Vierten Republik” ihre Opferrolle.
Sie führen in einen paranoiden Politikstil (16) aller involvierten Staaten, der von der Nato abgesichert wird.
Diese Angst wird Polen in der EU belassen, weil sie realpolitisch stärker antreibt, als die Macht der “Königin des Rosenkranzes” im Alltagsgeschäft der Demagogie an der Landesgrenze.
Deshalb werden die in Rom einstmals von ihr gesegneten Menschenrechte letztendlich auch in Polen sich durchsetzen.
Weil das Vergessen müssen, das Trauma am Leben hält, seine Erinnerung jedoch erlöst, plädiert die Autorin für eine polnische Erinnerungskultur, die nicht von der Helden suchen müssenden Schamabwehr geprägt ist, durch eine zuverlässig dokumentierte und zutreffend interpretierte Geschichte.
Vor allem bezogen auf die polnische Nationalgeschichte setzt das voraus, dass Geschichtsschreibung den Versuchungen entgegenwirkt der Landesgeschichte goldene Wurzeln in neuen Mythen zu verpassen.
Nationalgeschichte ist nicht die Geschichte Polens, sondern ein Rahmen, der sein kollektives Gedächtnis bestimmt. Dieser Rahmen wird nicht unbedingt von der akademischen Geschichtsschreibung geprägt, obwohl sie dazu beitragen kann. Der Rahmen schließt ein, wie polnische Geschichte in der breiten Öffentlichkeit, in Kinder-und Schulbüchern, in Zeitungen, im Fernsehen und im Kino, in populärwissenschaftlichen Darstellungen, bei Gedenkveranstaltungen und ihren Ritualen dargestellt wird.
Das alles formt das Bewusstsein eines Volkes von seiner Geschichte viel nachhaltiger als gelehrte Werke.
Nationalgeschichte wurde hauptsächlich von Polen entworfen und führt deshalb in biographisches, weil sich Autor und Gegenstand eine Identität teilten. Deshalb ist die Nationalgeschichte durch die gesellschaftliche Schamabwehr in Abwehr der Traumata, vergessen wie Polonezköy in der Türkei oder verherrlicht wie im neuen Museum Umbrüche in Stettin.

Das kollektive Gedächtnis neigt zur narzisstischen Verzückung, was in eine nationalistische Geschichtsschreibung, mit Entwertung anderer Nationen, führt.
Deshalb ist es erforderlich die jeweiligen Gegenstände polnischer Geschichte, in das Licht einer kritischen Außenwahrnehmung zu rücken.
Eine zutreffende polnische Geschichte erfordert daher, die Einbeziehung und Verarbeitung der Sichtweisen Außenstehender. Diese externen Blicke sollten einfließen in den Interpretationsrahmen derer, die es sich zur Aufgabe gemacht haben, Subjekte darzustellen, mit denen sie eine grundlegende Identität teilen.
Ihre Ergebnisse könnten dann in den Rahmen von Nationalgeschichte eingeführt werden um ein kollektives Gedächtnis, dass nicht nur der Mythenbildung, sondern auch dem Realitätsprinzip verpflichtet ist zu konstruieren.
Wer sich mit seiner Geschichte befasst, kann aus ihr lernen und ist somit weniger anfällig, deren dunkle Kapitel zu wiederholen.
Um das zu ermöglichen könnte von einer Historiker-Kommission das Netzwerk unter den europäischen Geschichtsfakultäten genutzt werden. In denen -vergleichbar des Schulbuchprojektes-, die Nationalgeschichte vom Nachbarland mit geschrieben würde.

Bis zu Bischoff Desmond Tutus Wahrheits- und Versöhnungskommissionen in Südafrika, waren traumatische Erfahrungen der Geschichte in der Öffentlichkeit kaum ansprechbar, weil es dafür keine kulturellen Verarbeitungsmuster gab. Doch um die zerstörerische Macht des Schweigens (17) aufzulösen, hat er einen Weg aufgezeigt, der zwischen den jeweiligen polnischen Nachbarländern modifiziert weiter gegangen werden könnte.
Auf diesem Hintergrund könnte Erinnerungskultur zur Voraussetzung individueller Verantwortungskultur werden, die zu einer Versöhnungskultur, innerhalb Polens und zwischen seinen Nachbarländern führt.
Dies eröffnete die Möglichkeit, die Würde der Schutzsuchenden an den Landesgrenzen Polens und die Inhomogenen in seiner Mitte, unangetastet zu lassen.


(1) Vgl. Horkheimers „Geschichte und Psychologie“ Zeitschrift für Sozialwissenschaft 1932. S. 128
(2) Assmann, Aleida: Kollektives Gedächtnis Dossier: Geschichte und Erinnerung (Erstellt am 06.09.2017)
(3) 5. Mo 32,10; Ps 17,8. Sacharja 2,12
(4) Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa: Bericht aus der östlichen Außengrenze. am 19.09.2017 in der Regenbogenfabrik in Berlin-Kreuzberg
(5) Fake von Gmyz Cezary: Rzeczpospolita 30 10 2012.
(6) Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa a. a. O.
(7) Victor, Barbara: Beten im Oval Office. (2005) Christlicher Fundamentalismus in den USA und die internationale Politik. München u. Zürich: Pendo. [engl. 2004: The Last Crusade; Erstausgabe frz. 2004: La Dernière Croisade. Plon: Paris. S. 29
(8) Domin Florian, Facebook Metadaten-Analyse 2017 entnommen 16.08.2017
(9) Vgl. Alter, Peter: Nationalismus. Frankfurt am Main 1985, S. 14.
(10) Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa. A. a. O.
(11) Kant Immanuel: § 7 Grundgesetz der reinen praktischen Vernunft . in der Kritik der reinen praktischen Vernunft. S.54
(12) Hofstadter Richard: The paranoid Style in American Politics. Erstveröffentlichung Harper’s Magazine 229.1374 (1964): 77-86
(13) Vgl. Schwan Gesine: Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des Schweigens. 1997, S. 240
(14) Vgl. Schwan Gesine: Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des Schweigens. 1997, S. 240


Literatur
Alter, Peter: Nationalismus. Frankfurt am Main 1985, S. 14.
Assmann, Aleida: Kollektives Gedächtnis Dossier: Geschichte und Erinnerung (Erstellt am 06.09.2017)
Barbara Victor: Beten im Oval Office. (2005) Christlicher Fundamentalismus in den USA und die internationale Politik. München u. Zürich: Pendo. [engl. 2004: The Last Crusade; Erstausgabe frz. 2004: La Dernière Croisade. Plon: Paris.
Bogna Czałczyńska: Vortrag: Festung-Europa: Bericht aus der östlichen Außengrenze. am 19.09.2017 in der Regenbogenfabrik in Berlin-Kreuzberg
Hofstadter Richard: The paranoid Style in American Politics. Erstveröffentlichung Harper’s Magazine 229.1374 (1964): 77-86
Horkheimers „Geschichte und Psychologie“ Zeitschrift für Sozialwissenschaft 1932.
Kant Immanuel: § 7 Grundgesetz der reinen praktischen Vernunft . in der Kritik der reinen praktischen Vernunft.
Schwan Gesine: Politik und Schuld. Die zerstörerische Macht des Schweigens. 1997
Entnommen aus dem Internet:
Fake von Gmyz Cezary: Rzeczpospolita 30. 10. 2012.
Domin Florian, Facebook Metadaten-Analyse 2017 entnommen 16.9.2017