90 lat / 90 Jahre / 90 лет / 90 წლის

Bułat Okudżawa / Bulat Okudschawa / Булат Окуджава / ბულატ ოკუჯავა

Russia_stamp_B.Okudzhava_1999_2r

9.05.1924 – 12.06.1997

Простите пехоте, что так неразумна бывает она:
Всегда мы уходим когда над землею бушует весна,´
И шагом неверным – по лестничке шаткой, спасения нет;
Лишь белые вербы, как белые сестры глядят тебе вслед.

Не верьте погоде, когда проливные дожди она льет,
Не верьте пехоте, когда она бравые песни поет,
Не верьте, не верьте, когда по садам закричат соловьи:
У жизни и смерти еще не окончены счеты свои.

Нас время учило: живи по-привальному, дверь отворя.
Товарищ мужчина, а все же заманчива доля твоя:
Весь век ты в походе, и только одно отрывает от сна:
Чего ж мы уходим, когда над землею бушует весна?

Wybaczcie piechocie
Że tak nierozumna czasami bez tchu
My zawsze w pochodzie
Gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu

Jak długo tak można?
Bezdroża, mokradła i błoto i piach
I wierzba przydrożna
Jak siostra pobladła zostaje we łzach

Nie wierzcie pogodzie,
gdy deszcze trzydniowe zaciągnie wśród drzew,
Nie wierzcie piechocie,
gdy w pieśni bojowej odwaga i gniew.

Nie wierzcie, nie wierzcie,
gdy w sadach słowiki zakrzyczą co sił –
wy jeszcze nie wiecie,
co komu pisane i kto będzie żył.

Uczyłaś ojczyzno,
że żyć trzeba umieć słyszeć twój gos…
Kolego mężczyzno,
a jednak niezgorszy przypada ci los.

My zawsze w pochodzie
i tylko to jedno nie zrywa ze snu;
dlaczego w pochodzie,
gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu?
Dlaczego w odwrocie,
gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu?…

Mgły i smutek

Nie muszę ich szukać, same przychodzą, wychodzą z lasów i ogrodów, opuszczają łąki i rozlewiska. Nagle są. Poetki. Piastunki wrażliwości. Strażniczki smutku. Przewodniczki wspomnień. Myślisz, że wszystko wiesz, że znasz je i że nie możesz istnieć bez ich wierszy, ale że niczym cię nie zaskoczą.  Aż nagle…

Bogumiła Różewicz

WICHROWE WZGÓRZA

Wichrowe wzgórza
Tajemniczy ogród
Pełne zarośli
Kosz malin na trawie
Lot ptaka w przestworzach
Księżyc przebrany za rogalik
Ranna kukułka
Plamiąca ziemię
Szklana pułapka
Głowa owinięta kolczastym
Drutem
Maszyna która przeszkadza w myśleniu

Lipiec 2011

BÓL

Dusza błądzi po ulicach
Szuka talerza zupy
Kawałka chleba
Litość ukryła się w kącie
Stoję na rozdrożu
Może ktoś poda pomocną dłoń
Serce zamyka ciemne strony
I prosi o miłość
To wszystko boli
A ja krzyczę
Nikt nie słucha

Październik 2011

KOŁOWROTEK ŻYCIA

Wrzeciono przędzie na kołowrotku życia
Koń galopuje przez ruchome wydmy
Wodospad rozbija się o skałę
Chiński mur dzieli świat na pół
Ścieżka po której idę
Ciągnie się w nieskończoność

Październik 2011

DRZEWA

Drzewa uginają się
Jak ludzkie plecy
Pod ciężarem nienawiści
Która jak wulkan wybucha
Gorącą lawą
Spala ziemię
Pozostaje tylko popiół

Październik 2011

***
Oczywiście, w jej tomiku Welon na fali jest wiele innych wierszy, wrażliwych wierszy o mgle i smutku, wybrałam te, bo każdy z nich mnie czymś poruszył…

Zielonogórski kwartalnik kulturalny ProLibris pisze o Różewicz:

Ur. w 1961 r. w Zielonej Górze. Miłośniczka poezji, członkini Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów. Debiutowała książką poetycką Welon na fali w 2011 r (wyd. “Organon”, seria Poddasze poetów).

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 8

I ostatni poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcia Jacek Dominiczak

RaportJD (7)8.

Ezequiel, brat Snu

W głębi korytarza nareszcie po dniach
cierpienia zapadła cisza – to nasz brat
odszedł tej nocy do Pana. Requiescat in pace.

Przyczyna zgonu: serce. Nie pękło
z porywu żalu czy rozpaczy – zgasło
od podmuchu wieczornego wiatru.
Ramus Interventricularis Paraconalis
odmówił dalszej służby. R.I.P. Właściwości
izometryczne życia i snu wiecznego
ograniczyły pierwsze, by drugie
stało się faktem dokonanym, Amen.

Łagodny uśmiech na twarzy Ezequiela
wyraża zrozumienie: tak, czekał na
życie po życiu, każdy z nas czeka,
nawet jeśli o tym nie pamięta. Słyszał też,
że łąki w raju nie są tak kolorowe
jak te nasze w Alentejo. Nie szkodzi,
on przyjmuje to z pokorą i wybacza.
Raj nie musi być piękny, żeby być rajem.

Szelest płótna zgniata ciszę jak papier i
zapach lizolu dociera aż tutaj z końca
korytarza, gdzie przez pół wieku mieszkał
nasz brat. Opuszczoną celę trzeba będzie
wywietrzyć i pobielić. W sieni czeka już
młody nowicjusz, Dómine, exáudi
oratiónem meam. Mimo wszystko śmierć
ma swoje dobre strony: wyzwala od bólu,

który każe krzyczeć długo i przeciągle.
Clamor meus ad te véniat, Dómine.

Porto / Girona, 12 czerwca 2010

W Buchałowie

Katarzyna Kulikowska

W Buchałowie

Na podwórku mojej babci pies Misiu
Maciek i Piotrek wchodzą po orzechu
Na dach szopy
Babcia w chustce na głowie idzie z
Koszem ziemniaków do domu
Dziadek w kapocie i gumofilcach zbiera
Drewno na opał
Agnieszka bawi się w piaskownicy
Ja stoję przy szopie i patrzę na braci
Idę do domu
Wracam
Maciek i Piotrek mają orzechy we włosach
Ziemniaki babci skaczą po podwórku
Drażniąc się z kurami
W gumofilcu dziadka zamieszkał gołąb
Agnieszka szuka w piasku dzieciństwa

szkic babci i dziadkaKatarzyna Kulikowska, Szkic Babci i Dziadka

Mama

Moja mama jest pełna kwitnącej łąki
Leci ważka wprost do kołyski
Biedronka huśta się na trawie
Konik polny skacze
Mama każdego dnia daje mi kawałek łąki
Siejąc we mnie wiosnę.

szkic mamy

 

Katarzyna Kulikowska, Szkic Mamy

Kołysanka dla babci

Dobranoc babciu
Patrz sen rozchyla się przed Tobą
Niczym lilia wodna
Połóż się na jej płatkach
Przepłyń przez batik światła
Tam gdzie drgają gałęzie cieni
Pośrodku nocy — stawu lilia rozkwita
Świt.

Natchnienie

Natchnienie wchodzi po schodach
do domu kultury
pyta: Czy tu piszą wiersze ?
rozmawia z poetami o
wiersza szeleście
zastanawia się chwile
i znika

Rozmowa

Jeż mówi do kota:
– Mam pancerz z kolców.
Na kolcach noszę jabłko niezgody.
Weź, podziel się ze mną niezgodą.
Niech będzie między nami wojna.
Bądźmy żołnierzami na dwóch półkulach tej samej ziemi.

Kot odpowiada:
– Nie, dziękuje, jabłek nie jadam.
Wyciągam łapę na zgodę.
Niech będzie między nami pokój.
Bądźmy braćmi na dwóch półkulach tej samej ziemi.

Przyjaciele

Przyjaciółka mówi do przyjaciela:
– Jesteś tak daleko, jakby po drugiej stronie przepaści.
Most z podanych sobie dłoni złamał się.
Za kruchy na naszą integrację.
Nie mogę zrobić kroku.
Przepaść niczym paszcza smoka chce mnie pożreć.
Przyjaciel odpowiada:
Jestem tak blisko.
Przekraczam swoją przestrzeń.
Nie chcę wchodzić na teren twojej niewinności
niczym człowiek na nieskażoną ziemię.
Podeptać trawę butem mojej obecności.
Przyjaciółka:
– Ta ziemia jest bezludna wyspą.
Zamieszkaj tu.
Niech będzie środkiem świata.
Przyjaciel:
– Smok śpi, zamyka przepaść.
Chodź do mnie.

Biały pokój

Postać w bieli pochyla się nad fotelem
Przerażony fotel krzyczy
zastygając w osłupieniu niczym rzeźba
z kamienia

Elf

Dziewczyna była pełna
zielonych słów i uśmiechów
Myśli dziewczyny były piórami
Lekko tańczyły spadając na
ziemię
Wokół unosił się zapach różanego
kłamstwa
Była elfem
Ktoś powiedział – To nie bajka
Została zielonym wiatrem

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 7

Poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcia Jacek Dominiczak

RaportJD (12)7.

Emmanuel: In quatro

Tego dnia, roku pańskiego
tysiąc czterysta pięćdziesiątego piątego,
w celi klasztornej z widokiem na winnice
młody kopista przepisał cztery pierwsze karty
formatu in quatro. Dzień był pogodny.
Narzędzia, których użył: ptasie pióra i pilniczki
do ich ostrzenia, pumeks, kreda oraz dwa
kałamarze z koźlęcych rożków, atrament –
tylko czarny i czerwony (złoto w płatkach
miał nałożyć później mistrz pozłoty).

W południe kopista zjadł pajdę chleba i wypił kubek
chłodnej wody ze strumienia płynącego opodal.
Na stołku obok pulpitu leżały ponadto: nóż
do cięcia pergaminu na stronice i brzytwa
do równania powierzchni, by pióro nie natrafiło
na przeszkodę, która zniweczyłaby całą pracę.
I jeszcze ostry cierń tarniny, a może był to kolec
jeżozwierza (Hystrix cristata) do punktowania linii
przed ich wykreśleniem oraz tabliczki z woskiem
do zapisków, rysik i kamień do ucierania farb.

Wieczór już nastał, gdy młody brat przed święceniami
kończył pracę. Początkowo atrament wyrabiano
z soku kapusty, siarczanu miedzi i galasówek,
długo gotowanych z gumą arabską i piwem.
Czasami zamiast piwa stosowano czerwone wino.
Na skopiowanie całej Księgi nad Księgami wprawny
kopista potrzebował dwunastu miesięcy. (Życie
spędzone na kopiowaniu słów w owych czasach trwało
około czterdziestu ksiąg). Święci Wawrzyniec i Damazy,
a też Mistrz z Kęt wytykali błędy i liczyli przepisane strony.

*

Tego dnia, w Moguncji, spod prasy drukarskiej Johannesa
Gensfleischa zur Laden zum Gutenberga wyszły pierwsze cztery
welinowe karty Księgi Wszelkiej Mądrości, by wkrótce
zmienić się w przedmiot masowej produkcji. Faustus
z Haarlemu nie sprzedał duszy diabłu ani nie ukradł ognia
jak Prometeusz. Kruki nie wydziobały mu wątroby.
Wykradając sekret ruchomej czcionki, złamał jedynie serce mistrzowi Costerowi, swojemu pracodawcy.
Jak z tego wynika, postęp był nie tyle kwestią czasu,
ile sprytu i braku lojalności czeladników.

Pióro skrzypiało. W parnym powietrzu atrament
zasychał od razu, zmieniając się w czarny ślad –
katalog myśli i cieni przeszłości. W klasztornej winnicy,
pośród szpalerów róż, nabrzmiałe grona dojrzewały,
rozleniwione słońcem. Tego dnia, roku pańskiego
tysiąc czterysta pięćdziesiątego piątego młody kopista
przepisał cztery pierwsze karty formatu in quatro
być może po raz ostatni. Kradnąc sekret swojego mistrza,

Faustus z Haarlemu sprawił, że życie młodego kopisty
stało się wielką niewiadomą – niezapisaną księgą.

***

Wersja angielska, tłum. Zuzanna Ananiew

7.
Emmanuel: In quatro

On that day of the year of our Lord
fourteen hundred fifty and five in
a monk’s cell with a view onto the vineyards
a young scribe copied the first four pages
of in quarto format. The day was fair.
The tools he used: birds’ feathers and files
to sharpen them, pumice, chalk and two inkwells
made from billy goats’ horns, ink – only black and red
(gold leaf was to be applied later by the master gilder).

At noon the scribe ate a piece of bread and drank
a cup of cool water from the nearby stream.
On the stool next to the writing desk there lay also:
a knife for cutting parchment into pages and a straight
razor for evening the surface, so that the quill
would encounter no obstacle which could thwart
the entire work. And also a sharp sloe thorn, or maybe
it was the spine of a porcupine (Hystrix cristata), to mark
dots later bound into lines, and tablets of wax for making
notes, a slate pencil, and a slab for grinding pigments.

Night had already come when the young unordained brother
finished his work. Before, ink was made from cabbage juice,
copper sulphate and oak marble galls boiled at length with
gum arabic and ale. Sometimes red wine was used instead of ale.
To copy the entire Book of Books a skilled scribe needed
twelve months. (A life spent copying words in those times
lasted about forty books.) Saints Lawrence, and Damasus,
and John Cantius would point out errors and count copied pages.

*

That same day in Mainz, from the printing press of herr Johannes
Gensfleisch zur Laden zum Gutenberg, came the first four
vellum pages of the Book of Wisdom, only to soon become
an object of mass production. Faustus of Haarlem
did not sell his soul to the Devil and did not steal fire
like Prometheus. Vultures did not pick his liver out.
In stealing the secret of typesetting, he only broke
the heart of master Coster, his employer. Which leads
to the conclusion that progress was not so much a question
of time, as of the cunning and disloyalty of journeymen.

The quill scratched. The ink dried quickly in the steamy air,
turning into black traces – a catalog of thoughts and
shadows of the past. In the monastery vineyard,
amongst rows of roses, sweet bursting grapes languidly
ripened in the sun. On that day of the year of our Lord
fourteen hundred fifty and five the young scribe copied
the first four pages of in quarto format perhaps for the
last time. By stealing the secret from his master,

Faustus of Haarlem turned the life of the young scribe
into a great unknown – an unwritten book.

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 6

Poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcia Jacek Dominiczak

RaportJD (17)6.

Bonifácio: Quincunx i kostka domino

Na przecięciu czterech pór roku
na skrzyżowaniu czterech stron świata
w punkcie ciężkości, lekkości, środka,
w sercu tarczy świata, gdzie ostrze
sztyletu, grot strzały – tam Bonifácio
sługa wieży zamiatał pył Czarnej Drogi.

W zamian za swoją pracę pobierał
skromną lecz godziwą płacę, za którą
mógł wyżywić siebie, żonę i gromadkę dzieci.
Mimo wojny, ukrytej za mgłą horyzontu
i pogłosek ulicznych, wypłaty
z kasy miasta były wciąż regularne.

Monety przedstawiały podobiznę Ateny
strażniczki mądrości, sztuki i wojny sprawiedliwej.
Bogini była wprawdzie piękna i uśmiechnięta
lecz jej hełm nie wróżył nic dobrego,
tylko krzyk i krew, i śmierć, choćby
działo się to w imię słusznego prawa.

Bonifácio wolał rewers: sowa wsparta
na jońskiej kolumnie i gwiazda wskazywały niebo.
Mówiły wiele o milczeniu nocy.

. . .

Rzymską monetę pług wyrzucił na powierzchnię
bruzdy, wraz z chwastem, na wiosnę. Jest cienka,
lecz wciąż odporna na upływ dni.

A wartość jej była pięć dwunastych asa.

Dla oznaczenia nominału wytłoczono
pięć kropek: w czterech rogach po jednej
i piąta – w środku, splot i koniunkcja dróg
tamtych czterech. Powiadają, że w taki oto sposób
system monetarny cesarstwa dał początek
geometrii gry w karty, kości do gry i kostki domino.

Również żołnierzy rzymskich legionów
w natarciu ustawiano tak, by tworzyli trzy
naprzemienne szeregi w układzie kwinkunksów.
Monety bito z brązu w mennicach Lucerii,
Teate i Larinum, i tylko w czas drugiej wojny
punickiej, w latach 218-201 przed naszą erą.

Czy to możliwe, że wciąż wiedziemy wojny aż tyle lat?

***
Wersja angielska, tłum. Zuzanna Ananiew

6.
Bonifácio: Quincunx and the Domino Dice

At the intersection of the four seasons,
at the crossroads of the four cardinal directions,
at the centre of gravity, and lightness, at the heart
of the world’s shield, where the blade of a dagger, or
the point of an arrow stab – there Bonifácio,
the tower’s keeper, swept the dust of the Black Road.

In exchange for his work he took a humble
yet honourable wage, with which he could
feed himself, his wife and a brood of children.
Despite the war, lurking behind the misty horizon
and the rumours in the streets, his wages
from the city’s coffers were still regular.

The coins displayed a likeness of Athena
the Guard of arts, wisdom and just war.
The goddess was beautiful and smiling,
yet her helmet boded ill, only cries
and blood, and sudden death,
though it be in the name of a fair law.

Bonifácio preferred the reverse:
an owl perched on an Ionic column
and a star above, pointing to the sky,
both spoke much of the silence of night.

. . .

The plough tossed a Roman coin onto the furrow,
with the weed, in Spring. It is thin, yet still resistant
to the passing of days.

At the time its value was five twelfths of an ace.

To mark the value, five dots
were coined: one in each of four corners
and the fifth – in the middle, the crossing and
conjunction of the roads of the other four.
They say this is how the empire’s
monetary system gave rise to the geometry
of card games, dice and dominoes.

Roman legion soldiers were also
positioned in attack to form three
alternating rows of quincunxes.
The coins were struck from bronze
in mints at Luceria, Teate and Larinum,
and only during the second Punic war
in the years 218-201 before Christ.

Is it possible we still wage wars for so many years?

To jeszcze nie koniec

Magdalena Parys

jeszcze parę słów o zosi

poetki cierpią inaczej
i inaczej się je kocha
katastrofy sypią się im na głowy,
a one piją alkohole
i palą cienkie cygarteki-śmieszki,
umierają młodo
albo rodzą dużo dzieci
i wtedy nikt się nie dowie
że ta zocha spod czwórki,
co ma męża pijaka
pisała kiedyś wiersze
zresztą kogo to obchodzi
bo to nie ma wcale być o zosi.
te co nie umarły i nie rodzą
mają kocie głosy i maniery
chce im się ciągle pić
i rwą włosy jak papier.


magdaparysśpiąca królewna

mój brat jest artystą
zadzwoniłam do brata
powiedziałam, że mam dość wszystkiego
dzieci i czekania na deszcz
gotowałam zupę
mówiłam długo
pod koniec zagroziłam, że się powieszę
brat słuchał
wreszcie spytał, która godzina
było już po trzeciej.

o 19.07
– godzinie w której mogłam już nie żyć
wysłał sms’a
pisał, że go nie zainspirowałam
śmierć jest zbyt powszechna
a na dzieciach jeszcze nikt się nie dorobił.

wobec czego
nakarmiłam córkę i nakrzyczałam na syna
i zadzwoniłam do ojca
powiedział, że sam już nie raz o tym myślał,
ale się nie zdecydował i kiedy oddam mu
tych 120 złotych co to je od niego pożyczyłam
w 2006 roku, czy pamiętam?

mama przyszła do mnie,
usłyszała od brata, że się nudzę,
wykopała mi z ogródka róże
u niej w ogródku będą lepiej rosły.

zadzwoniłam do babci
chciałam zapytać, co dalej
powiedziała, że czas umierać
i że remontują kościół.

o 23.15
rozważyłam za i przeciw
wyciągnęłam pranie

i poszłam nas rozwiesić.

+
śp.

29.06
urodziny
w gazecie wydrukowali datę mojego urodzenia
nie wiem po co bo kogo może interesować kiedy
urodził się dziennikarz.

tym razem miałam 32 lata.

 

– to jeszcze nie koniec –

przeprowadzałam się jakieś trzydzieści osiem razy

ojciec: no i co z tego?
niektórzy w ogóle nie mają dachu nad głową
i rozbujał się w szynach
które wyżłobił poniemiecki fotel.

na słonecznym

kiedy uchylam okno patrzę jak umyka bo lubi przestrzeń
nie wybiera na opak zna swoje miejsce
roztapia łańcuch
lubię ten moment kiedy osiada na twoim ramieniu
robisz krok i kładzie się na progu
nie jestem przesądna
kiedy usiądziemy blisko przy sobie
zniknie za szafą.

o.

ojciec napisał wiersz jak Rej po męsku i po polsku
co o nim myślę
o tobie?
nie, o życiu, o nim, o wierszu

bo ojciec kocha nie moją matkę i nie macochę
tylko młódkę spod klatki dwadzieścia osiem

ja też nie wiem co dalej.

babcia

fartuchem startym jak jej książeczka do nabożeństwa
wytarła ławkę pod sosną, co się jej normalnie
nie wyciera
kwiaty pachną jeszcze w sieni, chociaż to już jesień
czy przyjadą, ona będzie czekać
a potem już będę tylko żałować
że nie posadziłam z nią malwy tam pod płotem
że nie poszłam po jajka i do kościoła

zawsze ta sama śpiewka
chociaż ona jeszcze żyje tej jesieni.

 

Żeżeżeże żesz

że nie zdążyłam nosić spódniczek mini
i różowych tenisówek
że w Krakowie nie pojechałam dorożką
i w Salzburgu też nie, ech
i że boję się koni
że nie chodziłam z J. po mieście
i po plaży, a jak już poszliśmy
to szkoda gadać
że ją- jąk- kka -am się z nerwów
i że teraz chwytam za mocno
że nie oszaleję z nadmiaru talentu
że przemijam, że piję, że palę
że kocham banalnie zbyt mocno
i takie tam inne jeszcze uwieszone
szale

Mo Ma …

ona źle się czuje i mówi, że nie chce ze mną rozmawiać
teraz coś krzyczy czegoś znów chce ode mnie mówi
stoi na drugim brzegu, jej głos woda dobrze niesie
ale nie rozumiem
śmieci? śmierdzi? źle na świecie? świeci? cowieci?
endecy?
nie wiem co mówi więc idę wynieść śmieci
ona źle śpi i nie ma szczęścia do mężczyzn
musi pracować i nie ma pieniędzy
coś znów krzyczy coś znów zrzędzi
jej głos skowyczy
dzieci? poeci? kalecy?
nie wiem coś chce może pożyczyć pieniędzy
sowa huczy
ona ma złą rodzinę i nikogo nie lubi
wszystko ją nudzi szybko się obraża
nie łatwo nerwy jej studzić
stoi na drugim brzegu, jej głos dobrze woda niesie
jest sama? niekochana? spracowana?
nie wiem co mówi pewnie że sama na świecie
ence pence w mojej głowie dwa przysłowia są
naprędce
co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie
niedaleko pada jabłko od jabłoni
stoi na drugim brzegu, głos jej woda niesie

Piękna poetka, piękne wiersze, piękne zdjęcie.
Zdjęcie – Marian Stefanowski
Wiersze ukazały się w roku 2007 w szczecińskich “Pograniczach”

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 5

Poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcia Jacek Dominiczak

RaportJD (5)

5.

Anselmo: 4’ 33’’ czyli niestała płynność wody

Po długiej zimie kamienna posadzka jest chłodna
i sprzęty, napęczniałe wilgocią, jeszcze milczą.
Dopiero, gdy słońce je osuszy, wtedy zaczną skrzypieć
same z siebie, w dzień i w nocy, zwłaszcza w nocy.

Od rana z kranu skapnęły 433 krople; to więcej
o dwadzieścia siedem niż wczoraj. Na szczęście,
kapanie szybko zlewa się w jednolity szum –
przypomina rzekę, zanim wyschła. Rwący nurt.

W kuchni na dole słychać brzęk miedzianych
garnków. Brat Anselmo nie musi patrzeć na zegar,
i bez tego wie, że do obiadu pozostały już tylko
cztery minuty i trzydzieści trzy sekundy.

Mówi o tym zapach mięsa albo ryby – woda
w glinianych dzbankach jest całkiem bezwonna,
podobnie jak kryształki morskiej soli nie pachną,
przynajmniej nie w tym domu. Woda i sól.

Gdy do obiadu pozostaną cztery minuty
bez trzydziestu trzech sekund, na piętro dotrze
zapach dyni i kapusty, nieco mdły, ale słodki i ciepły.
Bez masła i oliwy, które zwykle oddajemy biedakom.

Cztery minuty. Trzy. Dwie. Już czas. Wstając z klęcznika,
nasz brat strącił rękawem brewiarz, potem zachwiał się i
zakaszlał aż sześć razy, o trzy więcej niż wczoraj.
Ale to dlatego, że jest już o dzień starszy. Jak my wszyscy.

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 4

Poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcie Jacek Dominiczak, malarstwo Jacek Krenz

J_Krenz_acryl_Ausencias3x4.

Bruno: na zielonych pastwiskach

Położyłem się i zasnąłem, i obudziłem się,
albowiem Pan mnie wspomaga.

Psalm 3 (tłum. Roman Brandstaetter)

Dach w naszym domu przeciekał od czasu
wielkiej wody, która wiosną roku 1911 zeszła
z nieba, napełniając gliną i płynnym szkłem
ogrody i doliny. Moje oczy ujrzały jeszcze wodę,
lecz potem całkiem przestały widzieć, o infekcję
i uszczerbek na zdrowiu nie było wtedy trudno.

W roku ognia pierwsze spłonęły nasze księgi –
kruche, podatne na dar płomienia. Niewierne.
Wraz z nimi porzuciły nas dalekie horyzonty.
Patio pokryło się popiołem, a ziemia spalona
nie służyła wtenczas nawet dla podkowy konia –
po pożarze w stajni zapanowała martwa cisza.

W roku wielkiej suszy nie mówiliśmy wiele;
spragnione gardła nie łaknęły słów. Słońce
umierało samotnie. Był to czas, gdy jedynie psalm
sześćdziesiąty trzeci koił nasze dusze. Wołaliśmy:
„Boże, Tyś jest ten, którego szukamy jak garści ziarna
i łyżki strawy na tej ziemi wyschniętej i bezwodnej”.

Człowiek wiele może znieść, lecz w taką porę
niebezpiecznie jest popaść w tęsknotę za chlebem i winem.
Nadzieja tliła się jeno w pestce i korzeniu. Resztką sił
chwaliliśmy imię Pana, wznosząc ręce do nieba, póki
nasze dusze nie nasyciły się jak sadłem i oliwą. Dzięki
wstawiennictwu aniołów o śmierć we śnie nie było trudno.

Nasza modlitwa o deszcz została wysłuchana i niebo
otworzyło śluzy na dni czterdzieści i tyleż nocy. Pleśń
pokryła ściany mojej celi, i wilgoć weszła w palce, aż
całkiem straciły czucie i przestały czytać. O śmierć przed
świtem z głodu i wychłodzenia było wtedy łatwiej niż o chleb
nasz powszedni. Tamtego roku ziarno zgniło w spichlerzach.

Dach przeciekał do końca. Martwa cisza w naszym domu
byłaby kompletna, gdyby nie to kapanie i jego echo –
wilgotne i uparte. Żwawe jak źrebak.
Prosiłem o łaskę snu wiecznego, i wyprosiłem, i zasnąłem,
bo wielkim królem jest Pan.
Zaświadczam, iż prawdę powiadał psalm dwudziesty trzeci:
tutaj na zielonych pastwiskach nie brak mi niczego.

RaportJD (16)

Po raz drugi

Katarzyna Kulikowska

Wiersze i rysunki z cyklu “Świat zawieszony na drzewie”

ilustracja do moich wierszy 5
Stary kalendarz

Otwieram stary kalendarz
Tam wyobraźnia śpi w obrazkach
Sny biegają po kartkach
Krajobrazy wierszy przenoszą mnie
Poza zasięg rzeczywistości
Dziecinna gra wije się niczym wąż
Marzec jest dziennikiem
Głos opowiadań mówi o codzienności
Staruszek kalendarz odczuwa
Każdym miesiącem moją obecność

Kwiaty z kalendarza

Kwiaty z kalendarza wyszły na ławeczkę
ukwieciły drewnianą deskę
mrużąc senne płatki
zamknęły się w szklanej pułapce

ilustracja do moich wierszy 1
Wenecja

W moim wnętrzu padał deszcz
Z ulewy wyłoniła się Wenecja
Spacerowałam weneckimi uliczkami
Poszukiwałam w kamieniczkach
horyzontów słońca
Znalazłam tylko mokre
ściany pokoju

Anioł

Pojawiam się w obłoku światła
Moje skrzydła falują
Mój uśmiech jaśnieje w ciemnościach
Moje oczy są pełne miłosierdzia
Gdy mówię gołębica nadlatuje
Rozpływam się w świetle
Gołębica odlatuje
Zostaje tylko słowo

ilustracja do moich wierszy 2
Wigilia

Śnieżne płatki niczym gwiazdki
rozświetlają noc
Jabłoń stroi się w białą sukienkę
Dom stoi zanurzony w śniegu
Za oknem lampka oświetla pokój
promieniując złotem
W kącie stoi choinka w bombkach,
dzwonkach, orzechach i piernikach
Rodzina siedzi przy świątecznym stole
Zapach choinki daje wrażenie
przebywania w lesie
Powietrze pachnie miłością
Dom śpiewa kolędę
Nagle rodzinie wyrastają skrzydła
Aureole świecą nad głowami
Bóg patrzy przez okno i uśmiecha się.

Niebo w szafce

Mężczyzna wymyśla sobie niebo
w szafce
Mieszka tam
Płaszcze są aniołami o skrzydłach
pachnących lawendą
Anioły w kieszeniach noszą małe
planety i papierowe ptaki
Mężczyzna słyszy nagle głos
kobiety
„Wyjdź, kochanie, z szafki”
Ziemia czeka na Ciebie

* cytat z Sylwii Plath

ilustracja do moich wierszy 3
Safona

Dziewczyna w turkusowym westchnieniu lata
całuje usta zachodzącego słońca
Wie że kocha swoje marzenia
lecz nie może odejść od siebie
Przechadza się promenadą i
rozpływa w morzu

Obłąkana słuchała
swoich głosów
jak skarg dzieci krzyczących jedno
przez drugie
Chciała je uspokoić jak morze w czasie
sztormu
ale tylko Bóg ma prawo rozkazywać
morzu a ono rozstąpi się
Walcząc ze sztormem umarła
przeszyta krzykiem dzieci
niczym włócznią

Mikroskop marzeń

Na strunach traw
jak na gitarze spokój gra
wachlarzem gałęzi chłodzi wiatr
Oryginalny patchwork
przysłania niebo
Zielone powietrze oddycha
Pozłacane nici na kontrabasie
kurza łapka prowadzi
do mikroskopu marzeń

Sen błyska i znika
Niczym świetlik
Tylko ciemność rozumie
Jego wieczną tułaczkę
Po ornamencie nocy.

ilustracja do moich wierszy 4


Skazany na ciszę

Głuchoniemy usiłuje przejść
przez próg własnej głuchoty
Otworzyć uszy zamknięte na kłódkę
Schwytać uciekające dźwięki
Nie może, więc poszukuje klucza
do jestem
i uczy się być

Introwertyk

Mam w sobie świat, który boli
Odczuwam każde słowo jak atak szpilek
Milczenie jak grad kamieni
Oddycham z bólem jakbym rodził krew
Zjadany przez węże myśli zmniejszam się
o istnienie

Kiedyś nastąpi ciąg dalszy