“Schenke mir eine gute Verdauung, Herr, und auch etwas zum Verdauen.
Schenke mir Gesundheit des Leibes, mit dem nötigen Sinn dafür, ihn möglichst gut zu erhalten. Schenke mir eine heilige Seele, Herr, die das im Auge behält, was gut ist und rein, damit sie im Augenblick der Sünde nicht erschrecke, sondern das Mittel findet, die Dinge wieder in Ordnung zu bringen. Schenke mir eine Seele, der die Langeweile fremd ist, die kein Murren kennt, und kein Seufzen und Klagen, und lass nicht zu, dass ich mir zu viele Sorgen mache, um dieses sich breitmachende Etwas, das sich ich nennt. Herr, schenke mir Sinn für Humor, gib mir die Gnade, einen Scherz zu verstehen, damit ich ein wenig Glück kenne im Leben, und anderen davon mitteile.”
NOTA BENE:
Thomas Morus wurde zur Hinrichtung gebracht. Bevor er das Gerüst bestieg, wandte er sich an einen der Männer und bat ihn, ihm beim Hinaufsteigen behilflich zu sein: “Beim Herunter wird das nicht mehr nötig sein.” Und als er seinen Kopf auf den Block legte, strich er den Bart auf die Seite mit der Bemerkung: “Der hat doch nichts angestellt…”
Ausstellung, Diskussion, Performative Lesung und Buchvorstellung
Die Botschaft der Pol*innen lädt ein: zu einer Diskussion mit Anna Krenz, Ewa Maria Slaska und Monika Wrzosek-Müller über die Erinnerungskultur in den deutsch-polnischen Beziehungen aus feministischer Sicht, einer Ausstellung über Leben und Werk von Irena Bobowska, einer performativen Lesung ihrer Gedichte und einer Präsentation des Buches „Die fehlende Hälfte der Geschichte”.
Dziękuję Eli Kargol za znalezienie tej piosenki, która jest polską interpretacją słynnego zakończenia musicalu The Man of Mancha (The impossible Dream). Słowa polskie Andrzej Saciuk, muzyka (musical) Mitch Leigh, opracowanie muzyczne (piosenka po polsku) Henryk Debich, śpiewa po polsku Jerzy Połomski.
Don Kichot umiera. Jest przy nim tylko zapłakany, nieutulony w żalu Sancho Pansa. Jego pan go pociesza.
wezwij mnie, kiedy dotrę do gwiazd
Chcę gnać, chociaż pada już koń,
do gwiazd chcę wyciągać mą dłoń
i łez nie wylewać nad sobą,
ach być jeszcze prędszym niż wiatr.
I drwić z niespokojnych tych lat,
jak dom przebudować ten świat
i kpić sobie z tych, co się modlą,
i nieść tę nadzieję jak kwiat.
Oto mój krzyk i oto mój cel
kto wie, jak daleko,
czy dojdę, czy nie,
zacznę dawać,
gdy już nie zostanie mi nic.
Pragnę walczyć na śmierć,
aby honor mój dalej mógł żyć.
Wiem już dziś, że niełatwy to szlak
i że nie chciałbym tak,
by mój sen był silniejszy niż ja,
był silniejszy niż ja.
Wezwij mnie, gdy wypiję do dna,
wezwij mnie, kiedy dotrę do gwiazd,
o, daj, bym do śmierci aż marzył,
by sen był silniejszy niż ja.
The Impossible Dream (The Quest) piosenka napisana przez Mitcha Leigha do musicalu Człowiek z Manchy, którego autorem był Dale Wasserman. Najpierw Wasserman na podstawie powieści Cervantesa napisał w roku 1959 sztukę teatralną, która opowiadała i o Don Kichocie, i o Cervantesie, stającym przed sądem inkwizycji. W roku 1965 Wasserman przerobił swą sztukę na musical, grany na Broadwayu. Partię Don Kichota śpiewał m.in. Elvis Presley, a piosenka The Impossible Dream stała się dzięki niemu znana na całym świecie. Od momentu premiery, czyli od prawie 60 lat śpiewały ją dziesiątki piosenkarzy, m.in. Sarah Connor, która umieściła cover Snu na płycie Soulicious. W roku 2019 Andy Williams zaśpiewał jej cover w filmie John Wick: Kapitel 3 Lista interpretatorów Snu znajduje się TU. Lista nie jest pełna. Połomskiego na niej nie ma. Poniżej pierwszy Człowiek z Manczy, tak jak pojawił się na Broadwayu, Richard Kiley:
Nad wielkim, spokojnym bez fal oceanem Słoneczko się budzi i świeci nad ranem Odbija się, błyska w kropelkach i w toni Powoli czas płynie, nie nagli, nie goni
Na wodzie – pływa albatros ospale I choć lataniem nie zmęczył się wcale Podziwia widnokrąg i niebo w tej przerwie Gdy wiatr znów zawieje do lotu się zerwie
Nagle – horyzont gwałtownie się chmurzy Chyba już dawno nie było tu burzy… Szarawo się robi i ciemno dokoła Albatros spokojny, on burzy podoła
Fale wzrastają, obłędnie kołyszą Wiatr hula a ptaki to czują i słyszą Dla albatrosa to czas by w przestworza Wzbić się leciutko, oderwać od morza
Prostuje swe skrzydła olbrzymie, strzeliste I z góry spogląda na wody faliste Przy mocnej nawale i silnym podmuchu On leci bez trudu, zastygły w bezruchu
Gdy wieje, albatros się czuje wspaniale I dziobem się wbija pod ogromną falę Swym żółtym i mocnym, jak hak zgiętym dziobem Kalmara w lot chwyta, wypływa nad wodę
Albatros w locie oczy przymyka Zasypia w powietrzu, kalmara połyka Dla niego podniebie to wolność i życie Usiądzie na wodzie gdy znów będzie ciszej
nie pytaj się o apokalipsę – nastąpiła ona jak zwykle wczoraj dzisiaj budzi się jak zawsze w ruinach snu i jak pierwiosnek rozkwita w każdej szczelinie pamięci
wiersz
wiersz to bursztyn na fali czasu
życiorys polaka przeciętnego (od kolebki do usranej śmierci)
1. hydra 2. centaury 3. palenie wołomontowicz 4. obrona jasnej góry 5. sprzątanie stajni augiasza 6. uderzenie w kalendarz
sportnachrichten im kampf der minarette und nordmanntannen versus grotten mit feuchtgebieten stellen wir augenblicklich ein unentschieden fest peitsche als devotionalie einer vergangener epoche hängt an der wand heute ist die zeit der elekronischen fussfesseln und digitalen scheiterhaufen jetzt kämpfen die avatare die schlachten für uns auch liebe und hass werden virtuell und nur noch per knopfdruck
Wielkanoc Jana Sebastiana (i Konstantego Ildefonsa, i … moja)
Konstanty Ildefons Gałczyński
Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha
Rodzina wyjechała do Hagen. Sam zostałem w tym ogromnym domu. Po galeriach krokami dudnię.
Bardzo śmieszą mnie te złocenia i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia, i te chmury mknące na południe.
Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne. Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.
Cóź to za rozkosz błądzić przez pokoje z Panią Muzyką we dwoje! Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.
A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem. O, wesołe jest serce moje!
W starych szufladach są stare listy, a w książkach zasuszone kwiaty, jak to miło plądrować wśród starych papierów… O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów! o, natchnienia jak kolumny złote! 0, kantaty!
Ubrany w zielony aksamit brodzę, błądzę tymi pokojami, i po galeriach, i po schodach;
o, jeszcze tyle, tyle do wieczora godzin, żeby mruczeć, żeby nucić, żeby chodzić, żeby płynąć jak zaczarowana woda!
Ciemne jak noc portrety witają mnie w salach, jeszcze bardziej ciemniejąc, kiedy się oddalam.
To śmieszne, że niektórzy nazwali mnie mistrzem, mówią, że w mych kantatach zamknąłem niebiosa. Szkoda, że tu nie wszyscy znacie mego kosa, ach, jakże ten kos śpiewa, jakże ten ptak gwiżdże, jemu wiele zawdzięczam. No i wielkim chmurom. I wielkim rzekom. I piersiom twoim, Naturo.
Spójrzcie na te niebieskie hiacynty, na te krzesła z czarnego drzewa, na te wszystkie złocone sprzęty, na tę klatkę z papugami, która śpiewa, na te obłoki jak srebrne okręty, które wiatr południowy podwiewa. Tak. Spójrzcie. To jest moje mieszkanie. Też wspomnienie po Janie Sebastianie.
Mówią, że jestem stary. Jak rzeka. Że czas coraz bardziej z rąk mi ucieka. To prawda, że mi wiele godzin przepadło. Ale to nic. Do diabła! Ja gram na mocnych strunach i są jeszcze kantaty moje, do pioruna! Nie czas mnie, ale ja go wziałem na kowadło.
Zaraz przyjdzie rodzina i zacznie się uczta. Córy moje, nim siadą, przejrzą się do lustra. I chmara gości ściągnie. I nastąpi taniec. Podjedzą sobie setnie i podpiją dobrze. I pasterz z gobelinu też huknie na kobzie. A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.
Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze, niźli perły, o których dla mej żony marzę,
niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia, taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,
właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę rzecz niezwykłą, zawrotną, szaloną nadmiarem: WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO.
Konstanty Ildefons Gałczyński 1950
Tu maleńki fragment, pierwszy fragment wielkiego dzieła: Chodźcie, córki, pomóc mi opłakiwać… Fragment na Wielki Piótek.Cała Pasja wg świętego MateuszaTU.
Premiera Pasji miała miejsce w Lipsku w Wielki Piątek 11 kwietnia 1729 roku. Potem utwór popadł w zapomnienie. Odkrył Pasję i przedstawił publiczności Feliks Mendelssohn 11 marca 1829 roku w berlińskiej Singakademie.