Szparagi solić… (Cierpienie zwierząt)

Szparagi solić, krety gubić…

Tak niestety brzmi pełen tytuł książki, która ukazała się przed świętami w Wydawnictwie Dwie Siostry. Jest to, jak głosi podtytuł, księga domowych porad wielkopolskiego dworu, spisana przez prababcię mojej teściowej, Józefę z Łempickich Morawską. Opracowanie i wstęp:  Dorota Mycielska, ilustracje:  Helena Stiasny.

Piękna to księga, ale…

Wiem oczywiście, że te nieszczęsne krety w tytule to symptom nie tylko czasów – księga została spisana w XIX wieku – ale też sytuacji, bo rolniczka i ogrodniczka do dziś szukają sposobów, żeby “krety gubić”, gdyż są to w ogrodzie szkodniki, takie same jak mszyce, mącznica i turkucie podjadki. Gdybyż więc w tytule były owe mszyce, pewnie nie wzdragałabym się tak, bo jakoś moje współczucie dla mszyc jest pewnie słabsze niż dla kretów. Tym niemniej na balkonie (Berlin, XXI wiek) nie “gubię” również mszyc, ba, nawet w tej kwestii nieco misjonuję, opowiadając koleżankom “balkoniarkom”, że mszyce zapewniają prawidłowy obieg ekologiczny w biotopie balkonu.

Ale rolnik i ogrodnik, choć spędzają czas, i to nieważne, czy chodzi o czas roboczy, czy tylko wolny, i czy ich zajęcie ma przynosić dochód, czy tylko zapewniać rozrywkę, choć przebywają “w naturze” wiele godzin dziennie (czy nawet tygodniowo), są dla tej natury po prawdzie nieubłagani.

Bo tak to już jest, że “chłop żywemu nie przepuści”. Problem tu oczywiście ironicznie potraktowany, ale wywodzący się z głębokiej, pradawnej niechęci tego, kto uprawia ziemię i żyjące na niej stworzenia, do tego, co się nie da zjeść, wydoić, oskórować. Chłop żywemu…

To sięga zresztą dalej. Gdy widzisz zerwane i wyrzucone kwiaty, liście, gałązki, kopnięte grzyby. Gdy restauracja oferująca kurczaki nazywa się “kurczakowy raj”, a klatka pełna choinek na sprzedaż, to “raj choinek”.

Ale to znacznie głębszy, dalszy, szerszy i nie dający się zmienić i poprawić problem. Natura jest okrutna, a to że przygotowywanie ludzkiego jedzenia to od milionów lat była po prostu rzeź, jest tylko konsekwencją tego naturalnego faktu. Gdy ludzka horda tak jak wataha wilków tak długo goni stado antylop lub mamutów, aż jakieś zwierzę padnie ze zmęczenia. Albo aż je zagoni na krawędź wysokiego urwiska, aby spadło. Albo ogniem wygoni z lasu.

Zdanie w książce kucharskiej Lucyny Ćwierczakiewiczowej, że “karp lubi być skrobany na żywo” jest daleką pochodną tego samego procesu. Natura jest okrutna, żywimy się okrucieństwem, pomnażamy je, rozwijamy, a jednocześnie w wyrafinowany sposób usuwamy je z myśli i pamięci, by nam nie zakłócało konieczności i przyjemności jedzenia.

Nota bene sposoby na “gubienie” pcheł, kretów i myszy, to nie ich zabijanie, lecz wyganianie – na myszy chlorek, na pchły piołun, na krety kamfora. Od siebie dodam, że na mole – bagno, a na pchły – paproć. Ale już karaluchy się truje “zielonym proszkiem” pół na pół z cukerm. Ten zielony proszek to arszenik. Jest też przepis na spirytus chrabąszczowy: “Napełnia się duża butelka żywymi chrabąszczami i natachmiast zalewa się je najlepszym spirytusem. Po dwóch miesiącach używa się ten spirytus na wszelkie romatyzmy i suche bóle.”

Aus meinem Buch. Wohnung und Essen.

Heute um 18 Uhr 30 lese ich aus meinem Buch im Deutsch-Polnischen Klub in Wedding. (VHS, Antonstr. 37, 13347 Berlin)


Meistens wenn ich lese, wollen die Lesung-Organisatoren, dass ich über Solidarność lese, oder über den Kriegszustand. Das Buch hat aber auch andere Kapitel, von denen ich jetzt eins ausgesucht habe.


***

Continue reading “Aus meinem Buch. Wohnung und Essen.”

Minął rok. Wegańskie święta 2.

Pamiętacie wpis z zeszłego roku pt. Ta nieszczęsna ryba? Wtedy dopiero zaczynałam eksperymentować z kuchnią wegańską, mnóstwo rzeczy mi nie wychodziło, miało wstrętny kolor (ser wegański) lub obrzydliwą konsytencję (wegańska rolada świąteczna). Raz po raz łapałam się na myśli, że to rzeczywiście prawda – bycie wegetarianinem to sama przyjemność (wiem, praktykuję od 40 lat), a bycie weganem (weganinem?) to ciężki obowiązek. Uczeni w piśmie głoszą, że wegetarianizm to styl życia, a weganizm to drobiazgowo przestrzegana ideologia, połączona z informowaniem siebie nawzajem o koszmarach, jakie ludzie zadają zwierzętom. Ponadto, to z kolei moja prywatna obserwacja, weganin potrzebuje wsparcia ze strony przemysłu spożywczego, wegetarianin natomiast poradzi sobie niemal w każdej sytuacji konsumpcyjnej, bo umie omijać wszystko, czego nie je. Tylko raz zdarzyło mi się takie przyjęcie, gdzie do jedzenia było samo mięso, a do picia wódka, musiałam się więc zadowolić znalezionym w kuchni ugotowanym ziemniakiem i gorącą wodą. Ale w końcu tam był ten ziemniak i było ok.

Continue reading “Minął rok. Wegańskie święta 2.”

Frauenblick auf Toscana

Monika Wrzosek-Müller

Maremma-mare ma

Schon wieder ist ein Jahr um; ich merke es nicht einmal so deutlich an meinem Geburtstag wie am Aufenthalt in der südlichen Toskana. Die Signora grüßt uns überschwänglich, für sie ist auch ein Jahr glimpflich vergangen. Der heiße Sommer ist nun vorüber, die schöne ruhigere Zeit mit wenig Touristen aber doch sonnigen, klaren Tagen beginnt. Das Meer ist immer noch warm, erstaunlich warm, die Blaukrebse vermehren sich darin überraschend schnell, vor allem begünstigt durch die Lagune mit ihrem Brackwasser.

Continue reading “Frauenblick auf Toscana”

Dylemat z cukrem

Niestety autor historii Ukrainy w pigułce Broma, czyli Brom nie zdążył z przyczyn wyższych stworzyć wpisu na dziś, dlatego zamiast Broma…

Johanna Rubinroth

Słodko, słodziej… gorzko. Dylemat cukrowy.

Sendung von Deutschlandfunk auf Deutsch; um es zu hören bitte nach unten scrollen

1

Dziś spróbuję terapii ekspozycyjnej. Zadanie brzmi: zjedz pół białej pavlovej i zostaw resztę. Pierwsza część jest łatwa: łyżeczka po łyżeczce wypełniam usta tą puszystą pokusą. Miękki, słodki mus oszałamia zmysły. Dreszcz zachwytu. Niebiański spokój. Jeszcze jedna łyżeczka, i jeszcze. Bezowa pianka upaja. Przez mózg przelatują małe błyski szczęścia. Jakie jest, do cholery, to sekretne źródło tej niezrównanej rozkoszy?

Przyp. adminki: Ten wspaniały tort bezowy to pavlova, o której w tym tekście będzie jeszcze mowa wielokrotnie. Deser wymyślony w Australii lub Nowej Zelandii prawie sto lat temu na cześć genialnej rosyjskiej baleriny – Anny Pavlovej. W naszej rodzinie specjalistką produkowania wspaniałych pavlovych jest moja siostra, Katarzyna Krenz, pisarka i poetka. Tu dwie z jej produkcji, jedna z owocami już na stole, a jedna jeszcze w piekarniku. Nota bene w niemieckiej wersji (zob link poniżej) to wcale nie jest pavlova tylko tiramisu.

To ten słodki smak wywołuje tak silną reakcję. To głębokie upodobanie do słodyczy nie jest czymś indywidualnym, nie musimy się go uczyć – ono jest zakodowane genetycznie, wpisane w nasz biologiczny program. Nie potrafimy inaczej – ten smak nas przyciąga.

Continue reading “Dylemat z cukrem”

Wegańska Wielkanoc

Ewa Maria Slaska

Idzie Wielkanoc. Wprawdzie wciąż jeszcze jest dużo czasu, ale jeśli chcemy przygotować Wielkanoc Wegańską, to musimy wypróbować nowe przepisy i sprawdzić, czy naprawdę dobrze smakują i czy będą się nadawały nie tylko dla rodzinnych wegan, ale czy zasmakują też wegetarianom i innym takim. A może nawet po prostu wszystkim.

Tu link do strony, z której zawsze korzystam, gdy szukam inspiracji wegańskich.

A tu niektóre moje własne produkcje wegańskie. Było ich znacznie więcej, ale ja rzadko fotogafuję to, co ugotowałam, usmażyłam i upiekłam. Przypominam, że na co dzień jestem wegetarianką i już się nauczyłam, że jest ogromna różnica między tym, co jemy my, a tym, co akceptują weganie. Najlepszym przykładem niech będzie pesto. Czy pamiętamy, że jest w nim ser? W pysznym azjatyckim sosie jest miód. Albo słodkie kremy i smarowidła do chleba, zaczerpnięte z kuchni angielskiej i zwane curd. Uwaga, tam jest jajko, o czym jedząc dżemy typu curd naprawdę nie myślimy. I tak dalej. Z punktu widzenia wegańczyka “zło czai się wszędzie”.

Po drugie wegetarianie z reguły jedzą i gotują tak, żeby po prostu omijać produkty zwierzęce. Weganie postępują inaczej – oni dla wszystkiego (po)żądają zamienników. Często są to produkty specjalnie dla nich wymyślone. Sztuczne jajka, sztuczne białka, sztuczny ser, że nie wspomną już nawet o sztucznym mięsie. Jadło drogie, czasem wręcz na wagę złota! I często sprawiające, że w szale zdrowego jedzenia wegańskiego konsumujemy same produkty z fabryki. Jaroszem to wstrząsa, bo on lubi jeść jak jadły nasze babcie, a produkcje fabryczne są mu, że użyję języka biblijnego, obrzydliwe 🙂 – a dudek ci będzie obrzydliwy ;-).

To, co sama wyprodukowałam, obywa się bez zamienników. W przepisach powyżej bywa różnie. Ale szukajmy i próbujmy.

Smacznego.


Wszystko wegańskie, wszystko moje

Mój kalendarz adwentowy (3)

Tanja, Joasia, Ewa


Zdjęcie po lewej wymaga wyjaśnienia. Na zdjęciu jest grzyb boczniak królewski, każdy wie. Zdjęcie zrobił Konrad moją komórką jeszcze przed świętami. Gdy dziś zrobiłam zdjęcie kolejnych karteczek z kalendarza od Tanji i Joasi, przesłałam je sobie tutaj, zdjęcie boczniaka “samo się dołączyło”! Naprawdę samo! Boczniaka już zresztą nie ma, został zjedzony jako wegański zastępnik mięsa ;-). Nawet nie wiecie, jeśli nie odżywiacie się po wegańsku, jak skomplikowane jest to jedzenie. Ja trenuję wegetarianizm od ponad 40 lat, od wielu lat również bez mleka, jogurtu i innych takich, ale dwa tygodnie gotowania wegańskiego mnie naprawdę zaskoczyło. Dotychczas traktowałam kuchnię wegetariańską jako staranie się, by jeść to samo, co wszyscy i po prostu omijałam i pomijałam to, czego nie chciałam. Tymczasem weganie nie przebierają i nie rezygnują, ale mają cały nowoczesny, w dużej mierze uprzemysłowiony proces wytwarzania produktów, zapewniający im nie tylko to samo, co mają wszyscy, ale nawet lepiej. I nie chodzi tylko o ich ludzkie jedzenie, bo mają też odzież, buty, przedmioty gospodarstwa domowego, kosmetyki i żarcie dla swoich zwierząt. Są nawet zdania, że można i trzeba przestawić koty na weganizm. Myślę, że koty nie bardzo są z tego zadowolone – czytałam kiedyś w jakiejś książce o kotach, że jest to jedyny gatunek zwierzęcia na świecie, który odżywia się tylko i wyłącznie mięsem. Czas pokaże, czy koty nauczą się jeść niemięso?

Continue reading “Mój kalendarz adwentowy (3)”

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (10). Dolce Vita.

Viator

Dziś, na zakończenie cyklu wspomnień z wielkiego włoskiego itinerarium Viatora, będzie coś innego. Nie, jak dotąd, ulotne wspomnienia, artystyczne zachwyty, pastelowe impresje, mgiełka i zefirek. Dziś króluje konkret, materia, mięcho i nie tylko. Nazwijcie Wędrowca, jeśli chcecie, opojem i żarłokiem; on sam woli raczej określenie „sybaryta”. Ale tak naprawdę identyfikuje się jako koneser smaków. Kustosz oskomy. Nutritionem arbiter. Dobry pic to podstawa!

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (10). Dolce Vita.”

Sezon ogórkowy

Lato się definitywnie skończyło, już nawet prasa podała, że mamy zabierać ze sobą kurtki, bo nawet jak przez chwilę jest słonecznie, to zaraz i tak będzie zimno. Jeszcze w zeszłym tygodniu był koszmarny upał i lato hulało, a jak lato, to próbuję zdążyć przed jego końcem z… ogórkami. W zeszłym roku Ela pisała o ogórkach małosolnych, teraz ja znalazłam ogórki na pierwszej stronie dziennika Berliner Zeitung (i proszę nie mylić z brukowym BZ).

Tytuł jest świetny: Kryzys ogórkowy na Islandii, i podtytuł: Logan Moffitt wiralnie prezentuje się z warzywem.

Continue reading “Sezon ogórkowy”

Tibor Jagielski: Co będzie? Was wird werden?

Tibor Jagielski – SprachCafé Polnisch 

Morgen / Jutro

Samstag 15. Juni, 18:00 Uhr Vernissage und Texte von Tibor Jagielski
Sobota, 15 czerwca o godzinie 18 – wernisaż i spotkanie autorskie z Tiborem Jagielskim

Ich weiß nicht, was Tibor morgen zeigen wird und was er uns vorliest . Ich habe hier (ganz / fast) zufällig etwas ausgesucht, um Euch überzeugen, dass man / frau morgen unbedingt ins polnische Sprachcafé kommen soll.

Nie wiem, co Tibor jutro będzie czytał i co pokaże. Wybrałam coś z jego ogromnego dorobku, który tu prezentowałam, po to, żeby zachęcić Was do przyjścia jutro do Polskiej Kafejki Językowej.

Schulzestraße 1, 13187 Berlin S-Bahn Wollankstraße

Continue reading “Tibor Jagielski: Co będzie? Was wird werden?”