Pierwsze dni stycznia. Berlińczycy wciąż jeszcze świętują. Gdy minęły święta, jarmarki bożonarodzeniowe i sylwester, miejscem spotkań są muzea. W tym roku przede wszystkim Neue Nationalgalerie – Nowa Galeria Narodowa, piękny budynek naprzeciwko Placu Poczdamskiego (Potsdamer Platz), zaprojektowany przez Miesa van der Rohe, oddany do użytku w roku 1968.
Mária (Alexandra Borbély) zaczyna pracę jako kontrolerka jakości w rzeźni w Budapeszcie. Jest młodą dziewczyną, obdarzoną genialną pamięcią, skrytą i bardzo zamkniętą w sobie. Z rosnącą fascynacją obserwuje ją Endre (Morcsányi Géza), dyrektor finansowy firmy.
Od chwili gdy Maria pojawia się w pracy, zaczynają się zakulisowe szepty. W czasie lunchu w sterylnej kantynie młoda kobieta siada samotnie. Podchodzi do swojej pracy poważnie, skrupulatnie przestrzegając przepisów. Jej świat składa się z liczb i danych, które wryły się w jej pamięć od dzieciństwa. Jej szef, trochę starszy od niej Endre, to również spokojny człowiek. Stopniowo zaczynają się poznawać. Odkrywają nie tylko braterstwo dusz, ale nawet to, że mają takie same sny, gdzie spotkają się pod postaciami łani i jelenia. Ostrożnie próbują sprawić, by się spełniły.
Wypełniona każdego dnia zwierzęcą posoką rzeźnia jest jednym z ostatnich miejsc, w których dwójka życiowych wrażliwców mogłaby nawiązać intymne relacje. A jednak właśnie w rzeźni, pośród rutynowego krojenia jeszcze niedawno żywych krów na kawałki jakościowego mięsa, Endre i Mária odnajdują w sobie bratnie dusze. On pełni funkcję kierowniczą i jest zdystansowanym wobec otaczającej rzeczywistości mężczyzną w średnim wieku z niedowładem ręki. Ona, znacznie od niego młodsza, chorobliwie nieśmiała i niepotrafiąca radzić sobie z zawiłościami świata zewnętrznego, rozpoczyna pracę w rzeźni jako kontrolerka jakości. Z początku łączy ich to, że każdej nocy śnią ten sam sen, w którym są jeleniem i łanią biegnącymi wolno po zaśnieżonym lesie. Z czasem odkrywają, że mogą ofiarować sobie o wiele więcej za dnia. Pytanie tylko czy będą w stanie przełożyć delikatną, powstałą na bazie efemerycznego marzenia więź na fizyczną relację w świecie, którym rządzi cielesność i seksualna gratyfikacja?
***
Tak jak w zeszłym tygodniu po obejrzeniu filmu Io, tak i dziś rozmyślam o tym, co nam ten film mówi o nas w kontekście problemu cierpienia zwierząt. Dzieje się w nowoczesnej przemysłowej ubojni, a romans dwojga bohaterów rozwija się na tle zabitych sztuk bydła. Z kolei katalizatorem ich romansu są zwierzęta wyśnione, potężne, wielkie i wolne, jeleń i łania w czystym zimowym krajobrazie. Oboje utożsamiają się z symbolicznymi zwierzętami ze snów, ale doprawdy niewiele sobie robią z tych zabitych ciał, które ich zewsząd otaczają. Techniczna śmierć tych zwierząt nie wpływa w najmniejszym stopniu na ich miłość. Mało tego, obcowanie ze śmiercią zwierząt jest wpisane w ich życie. Ani ona, ani on nie są w rzeźni przypadkowymi gośćmi. Znaleźli się tu w pełni świadomie jako absolwenci studiów, które kiedyś wybrali i miejsc pracy, które zaakceptowali. Nie mieli i nie mają oporów, śmierć, którą zarządzają, ich nie dotyka. Dotknęła ich i zraniła dopiero miłość.
Myślę, że tacy właśnie jesteśmy, utożsamiamy się z pięknymi zwierzętami na wolności, nie interesuje nas jednak, czy ich życie jest rzeczywiście takie piękne i wolne, tak jak nie obchodzi nas śmierć tych zwierząt, które zabijamy i zjadamy.
I jak zwykle myśl bez związku z tematem filmu. Zabawki. Pluszowe zwierzęta. Misie, małpki, lewki. Pingwiny. Był film o tańczącym pingwinie, który przekazał ludziom informację, że pingwiny nie mają co jeść. Czy to coś zmieniło? Czy teraz pingwiny już mają, co jeść? Nie wiem. Ale lepiej nie pokazujmy dzieciom takiego zdjęcia:
Im Coronawinter von 2020 zog Mascha Schilinski gemeinsam mit ihrer Freundin und Co-Drehbuchautorin Louise Peter auf einen alten Bauernhof in der deutschen Altmark. Dort sind sie auf einen Schnappschuss aus den 1920er-Jahren gestossen – und eine Idee ist geboren. Der Film In die Sonne schauen spielt auf diesem Hof und reiht kurze Szenen, manchmal auch nur Blitzlichter aus vier Epochen des letzten Jahrhunderts aneinander. Der Film ist ein Ereignis, ja eine Offenbarung, schreibt Feuilleton-Autorin Anne-Sophie Scholl.
Lista stu najlepszych filmów wg portalu filmweb, czyli moja ulubiona rozrywka, gdy chcę coś obejrzeć, ale nie wiem co. Pierwszy film z kobietą w tytule pojawia się na pozycji 38 (nie o kobietach!), pierwszy polski film na pozycji 60 – to Bogowie, o Zbigniewie Relidze, drugi na pozycji 83 – Najlepszy o Jerzym Górskim. I wreszcie numer 90, Jak rozpętałem drugą wojnę światową. Czy to naprawdę najlepsze polskie filmy wszechczasów? A Brzezina? Wesele? Ziemia obiecana? Lotna? Popiół i diament?Ida? Polska pojawi się też na pozycji 10 – to Lista Schindlera i na 17 – Pianista. Film o silnej i niezależnej kobiecie znalazł się dopiero na pozycji 80 (czyli daleko za Polakami) – Trzy bilboardy… Cały czas zdecydowana przewaga wojny, więzienia, walki i w ogóle męskich spraw (pierwsza kobieta jest “jak mężczyzna” – walczy i bierze sprawiedliwość w swoje ręce). Walka. Czy to w rzeczywistości, czy w science fiction. Na dwóch pierwszych miejscach filmy wg Stephena Kinga. I to od lat tak jest, bo śledzę te listy od dawna. Nie ma Pół żartem pół serio, nie ma Casablanki, jest tylko jeden Hitchcock i jeden Kurosawa, nie ma Bergmanna ani Tarkowskiego, nie ma Greenewaya, Wesa Anderssona, Godarda, Bunuela, Antonioniego i Felliniego. Nie ma czeskiego kina, minimalnie kino francuskie i włoskie, nie ma niemieckiego, rosyjskiego też nie ma, choć na pewno Hamlet ze Smoktunowskim powinien się tu znaleźć. Wiadomo, nie może być wszystkich i niczyja lista nie zgodzi się z naszą wewnętrzną, ale bardzo mnie niepokoi, że moja lista i ta oficjalna odchodzą od siebie aż tak daleko.
Z tej widziałam 36 filmów i żaden oprócz Życia Briana nie znalazłby się na mojej liście.
Kilka dni temu przeglądałam wieczorem YouTube’a, cda i Netflixa, zastanawiając się, czy mam ochotę coś obejrzeć i trochę bezmyślnie kliknęłam na film z Berlinem w tytule, bo zawsze może się okazać, że będzie to nowe Jajo wężai może nam zapowie, co się zdarzy. Ale to nie tak, bo gdy to piszę, to uświadamiam sobie, że Bergamnn nakręcił ten film w 1977 roku, tylko jego akcję umieścił w roku 1932 i że to taki sam film jak Kabaret Boba Fosse i że zarówno obaj reżyserzy, jak i my, widzowie wiemy, że są to obrazy o czasach zapowiadających katastrofę, ale nakręcone później i nie ma w nich nic profetycznego.
Schon wieder blühen die Korn- und Mohnblumen, die Felder, Wiesen und Wälder leuchten in allen Grüntönen, das Gelb der Rapsfelder ist fast verschwunden. Soweit das Auge reicht, herrscht majestätische Ruhe. Nur die Vögel zwitschern und die Störche sitzen in ihren Nestern, ziehen ihre Kleinen auf; auf fast jedem Schornstein oder Mast ein Storchenpaar. Der Himmel zieht sich aber öfters zu, es kommen dicke Wolken und manchmal plötzliche Gewitter mit Platzregen über das weite Land. Unten bleibt die Welt von Konflikten, Kämpfen, Habgier und Hass beherrscht. Vieles könnte man lösen, zumindest verbessern. Bleibt uns der Schwung, die Kraft für diese Anstrengung erhalten?
Marek Hlasko – writer, rebel, carouser – was described by the press as the Polish James Dean due to his striking resemblance to the famous actor, and as the Polish Boris Pasternak for the stunning quality of his prose and an experience of forced immigration. Escaping the tumultuous political climate in Poland, he arrives in Israel in the late 1950s. The land and its people become his inspiration, but also a curse and a trap of sorts.
Dziękuję Sandrze i Jackowi za kupon na bilety do kin York w Berlinie, który dostałam w prezencie gwiazdkowym i który umożliwił mi obejrzenie tych wszystkich filmów / danke an Sandra und Jacek für den Kinogutschein als mein Weihnachtsgeschenk, dank dem ich all diese Filme gesehen habe 🙂
*** Byłam ostatnio kilka razy w kinie, podzielę się więc z Wami moją opinią, która poniekąd wcale nie zgadza się z obiegową oceną filmów, które obejrzałam w styczniu 2025 roku.