Przebacz mi smutna Bratysławo Hradcu Kralowy, zlata Praho Za śmierć jaskółki tamtej wiosny I polskie tanki nad Wełtawą Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał Wrogów poszukam sobie sam Dlaczego kurwa mać bez przerwy Poucza ktoś w co wierzyć mam
Gefunden und zgeschickt von Tibor Jagielskiam 9. Januar, also am Jahrestag des Friedens von Jassy.
James Gillray – Library of Congress, Prints & Photographs Division, LC-USZC4-6756 (color film copy transparency), uncompressed archival TIFF version (51 MB), level color (pick white point), cropped, and converted to JPEG (quality level 88) with the GIMP 2.4.5. (public domain)
Dobry Boże nie od wrogów mnie chroń lecz od przyjaciół Wróg TO TYLKO NIELUBIANY KOLEGA ZE SZKOŁY rzuca we mnie kredą na przerwie ciągnie za włosy Kapuje; Proszę Pani! A Ewelina to …
To wszystko, to mały pikuś Zawsze jest jeden kapuś w towarzystwie Jeden, co podpierdziela I jakaś druga, co zazdrości
Zawsze znajdzie się jakiś mały człowiek, który nie może znieść Twojego Szczęścia Ale z nim nauczysz się sobie radzić Zobaczysz Nauczysz się
To tylko kwestia CZASU
Chroń mnie lepiej Boże od przyjaciół
Takich, co tańczą ze mną do rana na weselu Takich, co mówią Kochana Takich, co mają czas na kawę na mieście i plotki Ale Gdy rozpadnę się na miliony kawałków Gdy zwątpię w długą, czarną grudniowa noc bez światła
Nie znajdą czasu… Na rozmowę o życiu Nie zaproszą do siebie na herbatę Nie przytulą
A w OSTATECZNOSCI nie nakrzyczą, że głupoty gadam, że trzeba żyć dla dzieci dla psa
Cokolwiek
Są noce, które trwają wieczność W takie noce Ludzie zwisają na gałęziach I nie doczekają choinki Szumi im już las wieczności Podlatuje Anioł Śmierci
On jeden wie co robić
W takiej chwili… On wie… Wszystko Dlaczego? I czy to miało sens…
Przecież była taka wesoła… Przecież jeszcze wczoraj na targu kupowała ziemniaki, widziałem, wyglądała jak zawsze
I nic się nie dało zrobić Mówią ludzie I nic się nie dało zrobić Mówią przyjaciele I zapada niewygodna cisza
…
Przykro Pójdę już Jeszcze zakupy, bo idą Święta i dziecko odebrać muszę A ja auto od mechanika No tak… życie
Popatrz pani, co to się z ludźmi dzieje… 40 lat… Miała wszystko, Może odratują jeszcze, Może Kto wie Wszystko w rękach Boga
Tak, w rękach Boga Boże, daj Jej siły I moc, której nie miała od nikogo Z Twoją pomocą wszystko jest możliwe
Boże dlaczego? Dlaczego nie litujesz sie nad nami… Nie widzisz… Płaczę Modlę się i co? Jesteś? Słyszysz? To ja… puk puk…
Tusk zapowiedział rozliczenie, zadość uczynienie i pojednanie. Biorąc pod uwagę problemy z rozliczeniem, pojednania możemy nie doczekać. Może lepiej zacząć od pojednania. Pojednanie należy oprzeć na czymś z czym wszyscy się zgadzają. Wszyscy Polacy zgadzają się z tym, że demokracja, konstytucja i praworządność zostały połamane i podeptane. I tu zgoda się kończy, obie strony oskarżają się nawzajem o wprowadzenie chaosu a nawet o zamach stanu . A to tylko taka mała intryga za pomocą trzech peso. ( To są kolejne moje wpisy na fb)
ZAŁOŻENIA 10 stycznia Pytanie 1. Jaka jest szansa na to, że po jesiennych wyborach w Polsce, strona przegrana pogratuluje drugiej stronie wygranej? 11 stycznia Pytanie 2. Czy istnieje obawa, że wybory skończą się awanturą, bo jedna ze stron ich nie uzna? 12 stycznia Wniosek. Trzeba zmienić formułę wyborów. Te demokratyczne nie zdały egzaminu.
Als mein Vater im Oktober 1909 in der Kreuzberger Reichenbergerstr. 9 geboren wurde, waren seine sieben Schwestern schon auf der Welt. Sein Vater, Wilhelm Baumann, geb. 1868 in Strelno/ Schlesien als unehelicher Sohn eines Gutsinspektors, verschlug es nach Reichsgründung und Ableistung seines Wehrdienstes nach Berlin in die Reichshauptstadt. Hier hoffte er sein Glück zu finden. Erst wohnte er mit seiner Frau in einer Laubenkolonie vor den Toren von Berlin. Dann gelang es ihn, in Kreuzberg eine Wohnung zu mieten. Seine Frau, die er in Berlin kennenlernte und heiratete, war die uneheliche Tochter eines eines Adligen. Sie stammte aus Hettstett in Sachsen /Anhalt. Das erste Kind, älteste Schwester meines Vaters, meine Tante Lydia kam 1895 auf die Welt und meine Tanten erzählten mir, dass ihre Mutter fast jedes Jahr schwanger wurde. Es folgten immer wieder Abtreibungen und die letzte im Jahre 1911 überlebte sie nicht. Da war sie 42 Jahre alt. Nach meinem Vater Alfons wurden keine weiteren Kinder lebend geboren. Die acht Kinder wuchsen dann ohne Mutter auf. Alle meine Tanten sind in Kreuzberg zur Schule gegangen und haben einen Beruf erlernt.
Mein Vater mit Hut als er, anfang der Zwanzigerjahre in Kopenhagen lebte.
Puk, puk, puk… Codziennie rano tajemnicza księżniczka otwierała drzwi swego makowego apartamentu, w pensjonacie “Ziarnko Maku” .
Pachniał on makiem czerwonym, do tańca zaproszeniem, w objęciach tajemniczego księcia, Bardzo Mądrego.
Każde z nich było z innej bajki, żadne nie wiedziało już z jakiej, mak odebrał im pamięć, lecz zostawił serca…
maki przekwitły, pozimniało… …spojrzeli smutno na siebie, trzymając się za ręce, za serca, gdy już i pamięć wróciła…
…i z rozpaczy, każde znów wskoczyło w swoją bajkę…
Niby jest, a nie ma…
W domku “Wiem Więcej” mieszkało sześć Krasnych-Ludków.
Ludzie mówili: “to niemożliwe, na ziemi istnieją jedynie Krasnoludki”
Krasne-Ludki, wyglądały inaczej; regularne rysy, wzrostu różnego… nie rozmawiały głośno uśmiechały się też mile, uprawiały swój ogródek, tworzyły pyszne nalewki, ale były smutne;
bo jak to jest być i równocześnie nigdzie nie być… robiły różne testy na ich widoczność; a to w sklepie, a to na bazarku…
płaciły, odchodziły, widziano ich ręce, nie widziano ich, i też nie słyszano…
ktoś jednak mówił, że są w tym domku, są, ale też i nie są… widział sam i słyszał.
Coraz, coraz, więcej szeptów na ich dziwny temat, śmiechów…
Coraz większe poruszenie wioski, rzucane kamienie, w kolorowe okna,
opluwanie płotu, robienie dziur w wąskiej drodze kradzież jabłek…
Aż któregoś dnia przed domkiem, na wielkiej tablicy napisane stało:
“Skoro jesteśmy, lecz i nas nie ma, cokolwiek robimy, nie robimy niczego.
Jesteśmy tutaj, (choć i nie jesteśmy), za karę, dość słuszną:
za plotkarstwo;
a to jest… coś wielce podobnego do nas;
niby to prawda a nieprawda, niby coś w niej jest, a nie ma nic,
Czas ogórków małosolnych zaczyna się w Biedronce już na początku maja. Na półkach obok humusu i guacamoli pojawiają się małe plastikowe wiaderka z małosolną ogórkową zawartością. Każde wiaderko jest na swój sposób nieszczelne i podczas transportu zaznacza wszędzie swoją obecność. Pochłaniam te biedronkowe małosolniaki aż do sierpnia. W międzyczasie sama coś ukiszę, ale życie małosolnych jest ulotne, trwa za krótko, potem są tylko kiszone i to one zostają mi w kamiennym garnku z koprem, czosnkiem, chrzanem i wspomnieniem po małosolnych, z propozycją na zupę ogórkową.
Zaopatrzona w małosolne wyruszam na tylnym siedzeniu toyoty do krainy jeży i rukonków, pszczół i komarów, starych domów i jeszcze starszych dębów, nieistniejących już pałaców i dworów, rodów szlacheckich i tych bez przedrostka von, do krainy której już nie ma na mapie, ale ciągle gdzieś tam jeszcze jest, we wspomnieniach i wyobraźni, w pamięci drugich, trzecich pokoleń, w pamięci internetu i ludzi z tych stron, przybyłych po roku 1945 i tych, którzy po 1945 stąd wyjechali.
Tomasz Radke, manager projektów w fimie Guard Lab, po raz kolejny przeglądał dokumenty, zbierając dane do comiesięcznego raportu. Szukał czegoś, co mogło go zaniepokoić. Była trzecia po południu. Słońce powoli przygotowywało się do zachodu. Zza okna biura, znajdującego się na piątym piętrze w budynku dzielnicy Schöneberg, widać było drzewa, których liście powoli zmieniały kolor. Kiedy zadzwonił telefon, zbyt zajęty lekturą Tomasz zirytował się. Nie odbieram. To nie może być ktoś ważny. Po paru chwilach drgania telefonu ustały. Ale kimkolwiek była osoba dzwoniąca do niego, tak łatwo się nie poddawała. Telefon znów się odezwał. Cholera, westchnął i nacisnął zieloną słuchawkę.