Złota rybka

Złota Rybka

Patrzę w skupieniu
w potok mego życia,
umykający tak szybko
mym ciekawskim oczom;

kradnie gałązki życia,
Greka Zorby kamienie
zielone, tańczące wśród
barwnych, szybkich rybek,

odbija promyki mego
słońca, srebrne krople
deszczu, czasem i łzy
(nie mówię nikomu).

Wypatruję Złotej Rybki, 
niech sobie wciąż pływa,
robiąc dziwaczne fikołki,
i złoci się, złoci nadzieją…

Będzie dobrze

Kiedy zamykam 
zmęczone
oczy wieczorem, 

coś jakby szeptało
we mnie szeptem
bardzo delikatnym, 

jak muśnięcie
skrzydeł motyla
w szybkim locie, 

cichy śpiew ptaka,
na dość delikatnej
gałęzi ciemnej nocy….

…to szept lekki
i poklepujący:
“będzie dobrze”…

A będzie? 
…na tak
przedziwnym
świecie…?

A echo nocy 
odpowiada
wzruszając 
ramionami:

“A będzie?” 

Książki mają swoje losy

Ewa Maria Slaska

czyli habent sua fata libelle

co wbrew pozorom nie oznacza, że chodzi tu o losy książek – czy to pojedynczych egzemplarzy, czy tytułów. Nie chodzi więc o to, że kolega, który pożyczył ode mnie Yuvala Noaha Harrissa 21 lekcji na 21 wiek zalał mi mój egzemplarz piwem, i nie chodzi też o to, że 10 maja 1933 roku na placu (dziś) Bebla w Berlinie spalono poezje Heinego, tylko o to, że każdy czytelnik tworzy swoją własną książkę, i mnie się jakaś książka podoba, a na przykład mojej teściowej nie, i mojemu wnukowi też nie.

I taka właśnie dziwna, losowa wręcz sprawa przydarzyła mi się z tą oto pozycją:

To świeżutka pozycja, ukazało się dosłownia przed kilkoma tygodniami. Księgarze tak o niej piszę:

Ojczyzna po obu stronach Odry, czyli jak Niemiec zakochał się w Polsce

Dziadkowie Vincenta mieszkali na terenach, które dziś są częścią Polski – i to śladów rodziny szukał podczas swoich pierwszych wizyt tutaj. A co znalazł? Kraj, który go ugościł, zachwycił i rozkochał w sobie. Więc tu zamieszkał – chciał sprawdzić, jaka jest ta (nieznana) Polska. Nauczył się języka (szeleszczącego niczym dres ortalionowy), odkrył kasy samoobsługowe (tego sąsiedzi nie mają!), przeżył (tak, przeżył!) polskie wesele. I znalazł swój drugi dom. Przede wszystkim jednak to właśnie tu poznał, czym jest prawdziwy patriotyzm. Teraz my możemy spojrzeć na nasz kraj oczami Niemca i zakochać się w Polsce – na nowo lub po raz pierwszy. A może przekonamy się też w końcu do Niemców? Czy w trudnej historii między dwoma narodami znajdzie się miejsce na nowy rozdział? Wzruszająca i ciepła opowieść o zakopywaniu podziałów między narodami, pokonywaniu uprzedzeń i szukaniu nowych początków

A los tej książki w kontakcie ze mną był przedziwny. Bo jak na nią spojrzałam, to mi się nie spodobała, jak ją zaczęłam czytać, tak skacząc z miejsca na miejsce, to to pierwsze wrażenie się pogłębiło. Czytałam ją wieczorem, przed zaśnięciem, czyli tak jak wszyscy czytamy książki, i najpierw czytałam dwa zdania i zasypiałam. Potem były to dwie strony. A wczoraj 20. I ta książka ze strony na stronę coraz bardziej mi się podoba.

Fajny miły facet, miło i fajnie opisał Polskę, pewną Polkę i swoją drogę do nich obu.

Czytajcie!

Die Hoffnung stirbt zuletzt

Monika Wrzosek-Müller

Wie erstaunlich es ist, dass ein Treffen mit einem jungen Menschen, der seinen Weg wirklich im Kleinsten, im Detail, in der Hingabe und dem meditativen Tun gesucht und darin die Erfüllung gefunden hat, mir endlich ein bisschen Hoffnung für die Zukunft gibt. Das Streben der ganzen Welt nach dem Großen, Unbeirrbaren, Fantastischen, Super-Exzellenten und vor allem nur nach dem ultimativen Deal macht uns klein und krank. Doch es gibt junge Leute, die zwar strebsam, ehrgeizig und fleißig sind, aber im kleinen Vorwärtskommen ihr Leben gestalten, ohne sich aufzuspielen. Das Beispiel von Marceli Klimek, der ein Künstler, ein Magier der Stickerei ist, zeigt das. Der junge Mensch (21 Jahre alt), noch in Ausbildung, aber schon sichtbar präsent, entwirft und zaubert Unheimliches. Wir sind vielleicht deshalb so fasziniert, weil seine Kunst der Stickerei uns in vergangene Welten führt, uns an unsere Omas erinnert, manchmal auch an die Handarbeiten in der Grundschule. Auf jeden Fall weht ein sanfter Wind der vorsichtigen Nostalgie und der verzaubert uns. Über den Künstler und über seine Ausstellung in der Galerie art.endart in Berlin gibt es hier schon mehrere Einträge und Berichte.

Continue reading “Die Hoffnung stirbt zuletzt”

Wszystkie nasze strachy 2

Ewa Maria Slaska

Po niedzielnych wyborach tytuł tego filmu, na który zapraszałam wczoraj do Instytutu, okazuje niezwykle aktualny. Wielu z nas się boi.

Konrad napisał programowi muzycznemu Sztucznej Inteligencji Suno dwa zdania i poprosił o ułożenie piosenki. Zdania brzmiały: “Wybory prezydenckie w Polsce 2025, Braun rośnie w sondażach, skrajna prawica rośnie, boimy się i liczymy że w drugiej turze wygra Rafał. Sad, dramatic, electronic.”

Piosenka naszym zdaniem nie jest do końca idealna, ale zważywszy, że wszystko w niej stworzyła nierozumna ponoć maszyna, jest imponująca i przerażająca zarazem. A maszyna stworzyła naprawdę wszystko, począwszy od okładki poprzez słowa, muzykę i aranżację, po vocal. W nastrój też utrafiła.

Marceli Klimek w Berlinie

My trzy (Ela Kargol, Krystyna Koziewicz i Ewa Maria Slaska) oraz Stowarzyszenie Partnerstwo Miast Szczecin-Kreuzberg/Friedrichshain

zorganizowały dwa spotkania z młodym szczecińsko-londyńskim artystą:

Marceli Klimek i jego haft ręczny

Teksty i zdjęcia: Krystyna Koziewicz i Ela Kargol

Continue reading “Marceli Klimek w Berlinie”

Serce bije

Zbigniew Milewicz


To była w PRLu słynna postać. Przede wszystkim znakomity kardiochirurg, później polityk, namiętny palacz papierosów i człowiek trunkowy, opinia publiczna prześcigała się w barwnych anegdotach, opisujących styl życia Profesora Zbigniewa Religi. Kiedy zmarł w 2009 r., w wieku 70 lat, wszystkie media transmitowały przebieg uroczystości pogrzebowych na warszawskich Powązkach, po czym – jak to zwykle niestety bywa – sylwetka Pana Profesora pomału zaczęła się zacierać w zbiorowej pamięci. Dobrze więc się stało, że ożywił ją niedawno sieciowy portal Źródło Empatii, co udostępniłem na swoim facebookowym profilu i teraz pozwolę sobie zrobić to ponownie:

Ta mistrzowska fotka nie ma podpisu autora. Mój stary kolega redakcyjny, fotoreporter Bogdan Kułakowski, który ma w swoim prywatnym archiwum bogatą dokumentację zdjęciową, m.in. z czasów komuny, pisze mi, że wykonał ją James L. Stanfield (amerykański fotograf, wówczas pracujący dla pisma National Geographic).

To zdjęcie obiegło cały świat… I nikt nie pozostał obojętny.

Continue reading “Serce bije”

Meine Kriege. Kindheit.

Ewa Maria Slaska

In fremden Schuhen

Ich bin nur vier Jahre nach dem Kriegsende in Gdańsk geboren, aber ich muss gestehen, dass mir das sehr lange nicht klar war. Der Krieg war so weit entfernt, obwohl er die Gegenwart vor allem bestimmte. Er war immer da. Er wurde zur Abschreckung benutzt, als Vergleichszäsur – vor dem Krieg…. nach dem Krieg; nach dem Krieg war selbstverständlich alles besser… Er lieferte den Stoff für unzählige Filme, Bücher, Bilder. Und natürlich spielten die Jungen Krieg. Er war immer da, real und irreal zugleich. Der Schrecken und die Angst waren real, er selbst aber war irreal, bedeutete nichts und hielt sich eher in meinen Albträumen auf.

Continue reading “Meine Kriege. Kindheit.”

W carskim gimnazjum

Lech Milewski

Historia Ukrainy w pigułce Broma dotarła już prawie do końca XIX wieku, co zainspirowało mnie do zajrzenia do pamiętników stryja Stanisława (brata mojego ojca) – pierwszy z lewej w towarzystwie młodszego rodzeństwa – Jerzego i Ludmiły…


Przeważająca część tego wpisu, prezentowana kursywą, to oryginalny tekst wspomnień, tekst podany normalną czcionką to interwencje autora tego blogowego wpisu.

Początków nauki udzielała nam Matka, a dopiero do egzaminu wstępnego do gimnazjum przygotowywał mnie w języku rosyjskim nauczyciel szkoły gminnej w Opinogórze, pan Ślubowski.
Przygotowywał dobrze bo na liście przyjętych uczniów znalazłem się na 13. pozycji. Dnia 2 września 1898 roku, dwa dni przed rozpoczęciem lekcji, pojechałem z Matką do Warszawy aby wyekwipować mnie na okres nauki. Po przyjeździe Matka kupiła dla mnie szafkę nocną, łóżko z prętami, materac. Potem, w sklepie Skwary na ul. Wierzbowej, Matka dobrała na mnie szkolne ubranie – spodnie i bluzę z wysokim kołnierzem, zapinaną na kryte guziki. Były dwa gatunki materiału na te ubrania – czarny, droższy i szaraczkowy – tańszy. Matka kupiła mi ten drugi. Potem w sklepie Tuczyna dobrałem sobie czapkę, na froncie Tuczyn przyczepił znak naszego gimnazjum – dwie skrzyżowane palmy a między nimi pierwsze litery i cyfra 3-go gimnazjum, wyrobione z blachy srebrnego koloru. W sklepie z materiałami piśmiennymi kupiliśmy tornister, piórnik, linijkę, pióro, ołówki i gumkę do wycierania – obowiązkowe akcesoria dla uczniów klasy wstępnej. Przed wyjazdem Matka powiedziała mi, że u pani prowadzącej stancję zostawiła pieniądze na zakup podręczników i kajetów i wręczyła mi rubla – była to moja miesięczna pensja, którą, po pokryciu niezbędnych wydatków, mogłem wykorzystać według własnego uznania.

Gimnazjum znajdowało się na ulicy Berga (obecnie R. Traugutta), numer 1. Obecnie wygląda to tak:
Autorstwo – Adrian Grycuk – Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, Źródło – KLIK.


W obszernym hallu urzędował w roli szwajcara, ubrany po wojskowemu i obwieszony medalami, emerytowany feldfebel. W hallu znajdowały się drzwi do mieszkań inspektora i dyrektora, okna tych mieszkań wychodziły na Krakowskie Przedmieście. Między oknami w korytarzu wisiały obrazy przedstawiające sceny z historii Rosji, n.p. Przejście armii Suworowa przez Diabelski Most w Alpach – poniżej obraz na ten temat, ale nie ten który był w opisywanym tu gimnazjum.


W klasie wstępnej gospodarzem klasy był Czernoziemow i on zrobił nam wykład o obowiązkach ucznia. Podał wykaz potrzebnych podręczników i kajetów. Każdy otrzyma dzienniczek (żurnał), w którym trzeba wpisać lekcje i co zadane, przy każdej lekcji ma być miejsce na wpisanie stopnia, u dołu stronicy obejmującej tydzień nauki ma być miejsce na uwagi o sprawowaniu i wymierzonych karach. W gmachu surowo zabrania się rozmawiać po polsku.
Do teatru wolno chodzić tylko za zezwoleniem inspektora. Gospodarz klasy wyznacza na każdy dzień dyżurnego, którego obowiązkiem jest utrzymanie porządku w klasie. Na zapytanie gospodarza klasy, dyżurny powinien wskazać ucznia zachowującego się niewłaściwie. Jeśli tego nie zrobi, otrzyma karę za niewywiązywanie się z obowiązków.
Dzień szkolny zaczynał się i kończył modlitwą, był w niej zwrot dotyczący monarchy, uczniowie nie chcieli się za niego modlić i czasem opuszczali te słowa. Było to wykroczenie. Łagodniejsi nauczyciele udawali, że tego nie zauważyli, jednak większość traktowała to ostro – nie umiesz modlitwy – 2 godziny “kozy” po lekcjach i dwója ze sprawowania.
Wszyscy woźni byli Rosjanami i chociaż odnosili się do uczniów poprawnie, to nie budzili zaufania. Nauczyciele Rosjanie starali się tępić ducha polskości, nauczyciele Polacy unikali komplikacji aby nie stracić posady.

Kwestie pochodzenia i zamożności grały zupełnie nieistotną rolę, właściwie były niezauważalne – wyjątkiem był bufet – mniej zamożni przynosili kanapki z domu i z bufetu nie korzystali.
Nieobowiązkowe lekcje języka polskiego były czystą parodią. Podręcznik Dubrowskiego prezentował wiersze i fragmenty prozy w obu językach. Rozbiór gramatyczny, pytania nauczyciela i odpowiedzi uczniów były w języku rosyjskim.
Jednak od trzeciej klasy lekcje polskiego prowadził Łoszewski – dzielny polski patriota. Już na pierwszej lekcji oznajmił, że będzie nam wykładał historię Polski. Z kieszeni tużurka wyciągnął tom historii Polski autorstwa W. Smoleńskiego i czytał nam fragmenty. Nie wolno było nam robić żadnych notatek. Na lekcje polskiego chodzili Polacy i kilku Żydów. Prowadzenie lekcji historii Polski w rosyjskim gimnazjum było czymś niesłychanym, groziła za to zsyłka na Sybir. A jednak Łoszewski przetrzymał wiele lat.
W trzeciej klasie dostaliśmy nowego gospodarza – Istrina – tęgiej postury, nosił się niedbale a do uczniów odnosił się z lekceważeniem. Z jego przedmiotów byłem uczniem czwórkowym więc nie sądziłem, że nastąpi jakiś konflikt, a jednak nastąpił. Na lekcji geografii odpowiadałem przy tablicy, na której wisiała mapa Europy… – A gdie ostrow Kreta? – spytał Istrin. Wskazałem na wyspę i bezwiednie powiedziałem – tu… Natychmiast zorientowałem się w sytuacji, przeciągnąłem tu w tuut i jeszcze dodałem – zdieś, ale było za późno.- Wy skazali po polski – TU – wy nie znajetie jeszczo goworit pa ruski. Dowolno z was.
Postawił mi jedynkę z geografii i na tym się nie skończyło. Na koniec roku dostałem trójkę z geografii i dwójkę z rosyjskiego. Wakacje miałem zepsute gdyż brałem korepetycje z rosyjskiego. Po wakacjach egzamin poprawkowy. Istrin zdecydowanie postanowił mnie oblać i egzamin zaczął od pytań z języka cerkiewnego. Na lekcjach rosyjskiego był to zupełnie marginesowy temat i mój korepetytor go pominął. Na kilka pytań udzieliłem raczej niepełnych odpowiedzi i Istrin przerwał egzamin słowami – dowolno z was. Jednak nie poddałem się – poprosiłem Komisję o chwilę uwagi i przedstawiłem swoją sprawę – wspomniałem o przypadku ze wskazaniem Krety i poprosiłem o pytania z “codziennego” rosyjskiego. Komisja wysłuchała mnie i egzamin zdałem.

Trzecia klasa – dołączyłem do Kółka Samokształcenia. Była to tajna organizacja działająca w szkołach średnich i na uniwersytecie. W klasie trzeciej i czwartej działalność Kółka ograniczała się do nauki historii i literatury polskiej, później rozszerzano program na zagadnienia społeczne. Kwestie religijne nie były poruszane gdyż do Kółka należeli uczniowie różnych wyznań.
Czwarta klasa – moją pensję rodzice podnieśli do 1.50 rubla miesięcznie co dawało mi możność wybrania się do teatru na najtańsze miejsce na galerii. Pierwszy raz byłem w teatrze na Obronie Częstochowy, następnie na Zbyszku i Danusi. Do dziś pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie gra Trapszówny w roli Danusi.
Inne wydatki starałem się ograniczać. Czasem kupowałem kawałek chałwy lub sprzedawane przez sklep Fruzińskiego okruchy z czekoladek i ciastek. Porcja kosztowała 5 kopiejek.
Rok 1903 – piąta klasa – to stawiało mnie w gronie dorastającej młodzieży, odchodziłem od szczenięcych rozrywek, zaczynałem poważnie myśleć. Równocześnie z początkiem roku szkolnego 1903/4 nastąpiły poważne zmiany na lepsze w programie nauki. Dyrektorem został profesor Pogodin. Oprócz stanowiska dyrektora prowadził wykłady z historii Rosji i nowy przedmiot Ekonomika cesarstwa rosyjskiego. Pogodin reprezentował odmienny stosunek do Polaków – zamiast prześladowań poszukiwanie form współżycia a więc pansłowianizm – wchłonięcie Polski i innych narodów słowiańskich przez cesarstwo rosyjskie. Było to dla Polaków bardzo niebezpieczne.
Na początku 1904 roku wybuchła wojna rosyjsko-japońska… uczniowie śledzili jej przebieg z zainteresowaniem nie ograniczając się do czytania cenzurowanej prasy. Udzielaliśmy sobie zasłyszanych informacji i plotek, zdobywaliśmy nielegalną prasę i odezwy wydawane przez organizacje konspiracyjne.
Koniec listopada – zarząd Kół Samokształcenia postanowił uczcić rocznicę Powstania Listopadowego manifestacją w sali rekreacyjnej. Zaraz po zakończeniu lekcji zaczęły do sali napływać liczne grupy. Uczniowie ujmowali się pod ramiona tworząc długie szeregi i w milczeniu spacerowali dokoła obszernej sali…
Ciągłe niepowodzenia na rosyjsko-japońskim froncie spowodowały zelżenie cenzury, broszura L. Andrejewa – Czerwony Śmiech była rewelacyjnym reportażem sytuacji na froncie i poza nim. Społeczeństwo ogarniały jeszcze nieokreślone nadzieje na jakieś przemiany, tajne gazetki przygotowywały do jakichś rewolucyjnych wystąpień.
Styczeń 1905 roku – masakra robotników w Petersburgu… Studenci i uczniowie szkół średnich wystąpili z żądaniem wprowadzenia języka polskiego na uniwersytecie i we wszystkich szkołach. Na poparcie tych żądań ogłoszono strajk szkolny. Akcją kierowały samorządy Kółek Samokształcenia. Wyznaczono mnie do pikietowania ulicy Erywańskiej (obecnie ulica Kredytowa) i zawracałem uczniów, którzy zamierzali dojść do gimnazjum. Uprzedzaliśmy, że nieposłuszni zostaną obici.

27 stycznia wybuchł w Warszawie pierwszy w historii strajk powszechny. Zatrzymano wszelki ruch, zamknięte zostały fabryki i sklepy. Tramwaje, które wyszły z remiz zatrzymano. Tramwajarzy z końmi wypędzono do remiz a tramwaje wywrócono na jezdnię… Ekipy robotnicze rozpoczęły podpalanie sklepów z wódką i rozbiły sklepy z bronią i amunicją dla zdobycia broni, męty uliczne zaczęły rozbijać sklepy i rabować towary. Koło południa pokazali się na ulicach Kozacy. Patrole szarżowały z szablami lub nahajkami na tłum. Policja nakazała dozorcom zamykać bramy i wpuszczać tylko lokatorów. Zaburzenia trwały kilka dni, 2 lutego Szwarc wydał zarządzenie zawieszające wykłady na czas nieokreślony. Wtedy w Warszawie zaczęły formować się prywatne tajne komplety dla dalszej nauki kursu przerwanego przez strajk. Ja uczyłem się w komplecie zorganizowanym przez panią Balicką, matkę mojego kolegi Zygmunta Balickiego.


W maju 1908 roku stryj Stanisław zdał pomyślnie maturę, zdecydował się na studia rolnicze. To nie było możliwe w zaborze rosyjskim, wybór padł na Dublany – Akademię Rolniczą na obrzeżu Lwowa założoną w 1856 roku przez Leona Sapiehę – obecnie Lwowski Narodowy Uniwersytet Rolniczy.

Dublany były położone w zaborze austriackim, wyjazd za granicę był połączony z pewnymi kłopotami. Paszportu nie mogłem otrzymać będąc w wieku poborowym więc trzeba było “szwarcować” się za granicę. Kuzynka mieszkająca w Sosnowcu wystarała się dla mnie o przepustkę jaką posiadali mieszkańcy pasa granicznego. Wieczorem wsiadłem do pociągu, kontrola graniczna była bardzo powierzchowna i noc spędziłem już w Krakowie. Następnego dnia wsiadłem w lwowski pociąg i po południu wysiadłem na dworcu w Lwowie. Numerowy zaniósł moje rzeczy do fiakra i za chwilę jechałem szosą prowadzącą do Kamionki Strumiłowej. Na ósmym kilometrze fiakier skręcił w prawo, w boczną drogę wysadzaną brzozami. Po wychyleniu się z lasu fiakier obrócił się do mnie i wskazał na pobliskie wzgórze: – Ot i Dublany, a tam Dom Studentów.

Historia Ukrainy w pigułce Broma (42). Dwie wizje przyszłości.

Roman Brodowski (Brom)

Wielokulturowość i jednoetniczność

O ile dla Polaków proces narodowo-wyzwoleńczy oraz geopolityczna organizacja przyszłej, wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej były sprawą oczywistą, jak oczywiste było, że kraj powróci do stanu sprzed roku 1772, o tyle dla Rusinów, zwłaszcza ukraińskich wizja działań, zmierzających do sformowania ich narodu i państwa była o wiele bardziej złożona.
Dla większości przedstawicieli polskiej myśli politycznej i wyzwoleńczej nierozłączność etniczna Polaków, Ukraińców Żydów oraz Litwinow, zamieszkujących tereny dawnej Rzeczypospolitej była czymś oczywistym i nie podlegającym dyskusji. Jednakże ideolodzy zdawali sobie sprawę z tego, że, aby utrzymać ten wieloetniczny naród w nowej geopolitycznej sytuacji przyszłej Rzeczypospolitej Polskiej, dawna, szlachecko-pańszczyźniana Rzeczpospolita, będzie musiała przejść głęboką metamorfozę społeczną i mentalną. Trzeba było obudzić w masach chłopskich świadomość tożsamości narodowej, ale też uczynić je stanem wolnym, żyjącym na równych prawach z innymi obywatelami wspólnoty.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (42). Dwie wizje przyszłości.”