Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem

Autorzy: Bohumil Hrabal i László Szigeti, wyd. Warszawa 2011

EMS: Rozmowy zostały przeprowadzone w 1984 roku, wydane po czesku 1996 roku, po polsku w roku 2011. To istotne, bo głęboko humanistyczne poglądy czeskiego pisarza, tak jak je głosił w latach 80, mogą się dziś wydać staroświeckie, albo wręcz anachroniczne.

Zresztą nie uprzedzajmy wypadków. Najpierw kilka fragmentów książki, a dopiero potem wnioski i uczucia.

Aha, Nándor Hidegkuti (1922- 2002) był (ubóstwianym) węgierskim piłkarzem i trenerem, Bohumil Hrabal (1914-1997) był czeskim pisarzem, a László Szigeti (1957-2022) – słowackim politykiem narodowości węgierskiej, najpierw komunistą, a potem – antykomunistą.

Drybling – wiadomo, w rozmowie Hrabal często kończy odpowiedź sformułowaniem “to taki drybling na chustce do nosa”. Aczkolwiek rozmowy po angielsku nazywają się piruety na chustce do nosa, a po niemiecku – sztuczki z chusteczką. Aha, poniższy fragment książki zaczyna się od zdania po niemiecku. To zdanie Hrabala.

***

Continue reading “Cierpienie zwierząt 7. Drybling Hidegkutiego czyli rozmowy z Hrabalem”

Sommer in Berlin: Freiluft-Theater (2)

Jeder stirbt für sich allein
von Hans Fallada

Premiere Mittwoch, 20. August 2025

KantTheaterBerlin im Globe Berlin – Open Air-Bühne
Sömmeringstraße 15, 10589 Berlin-Charlottenburg

BVG-Verbindung U-Bahn Richard-Wagner-Platz und von hier ein kurzer Weg über eine schöne Brücke

Continue reading “Sommer in Berlin: Freiluft-Theater (2)”

Uwaga: nie dla dzieci!

Ewa Maria Slaska

Fucking Berlin

Kilka dni temu przeglądałam wieczorem YouTube’a, cda i Netflixa, zastanawiając się, czy mam ochotę coś obejrzeć i trochę bezmyślnie kliknęłam na film z Berlinem w tytule, bo zawsze może się okazać, że będzie to nowe Jajo węża i może nam zapowie, co się zdarzy. Ale to nie tak, bo gdy to piszę, to uświadamiam sobie, że Bergamnn nakręcił ten film w 1977 roku, tylko jego akcję umieścił w roku 1932 i że to taki sam film jak Kabaret Boba Fosse i że zarówno obaj reżyserzy, jak i my, widzowie wiemy, że są to obrazy o czasach zapowiadających katastrofę, ale nakręcone później i nie ma w nich nic profetycznego.

Continue reading “Uwaga: nie dla dzieci!”

Amerikanischer Traum – Lesungen

Der amerikanische Traum der Solidarność-Bewegung


Ewa Maria Slaska, Amerykański sen. Pokolenie Solidarności. Berlin – Szczecin 2025

Das Buch ist auf Polnisch, aber in Berlin werden immer neue Fragmente auf Deutsch präsentiert. Es ist weder Autobiografie noch Sachbuch, es ist eine Autofiktion und ein Roman mit hohen dokumentarischen Anteil.

Lesungen auf Deutsch

Die aus Danzig stammende damalige Solidarność-Aktivistin Ewa Maria Slaska lebt seit 1985 als Autorin, Bloggerin, Journalistin, Verlegerin und Projektmanagerin in Berlin. In 80ern verbunden mit der polnischen Demokratiebewegung Solidarność.

ewamaria.blog
polkopedia.org

In ihrem neuesten Buch Amerykański sen /Amerikanischer Traum, einer Autofiktion, einem Roman mit hohem dokumentarischem Anteil, konzentriert sich die Autorin, Ewa Maria Slaska, auf das Leben zweier in Danzig (Gdańsk) geborener Menschen, aufgewachsen in der Volksrepublik Polen. Sie sind aktive Teilnehmer der Solidarność – Bewegung. In den 1980er Jahren wandern sie aus, erst nach Berlin(West), dann in die Vereinigten Staaten. Sie suchen die Freiheit. Ob die Freiheit, die sie in Amerika finden, das ist, was sie sich erträumt haben?


Freitag, 2. Oktober um 14:45 von Ostkreuz


Kulturzug Berlin – Breslau

Moderatorin: Natalia Wassermann

Fahrkarten (hin 27,00 €)

Danach noch eine Lesung in Milicz am 5. Oktober und zwei Lesungen in Wrocław (auf Polnisch) am 7 und 8. Oktober:

Milicz
5 października o godzinie 16
STARA BOMBKARNIA
Kawiarnia w KOM
Kreatywny Obiekt Multifunkcyjny
Jarosława Dąbrowskiego 3, 56-300 Milicz

Moderatorin Ewelina Jaworska

***
Wrocław
7 października godzina 18
Kamieniczka Małgosia na Rynku

***
8 października godzina 17
Wrocławskie Stowarzyszenie
Twórców Kultury
ul. Lwowska 43
w siedzibie Rady Osiedla Gajowice

wszystkie spotkania po polsku

***


Freitag, 28. November
18:00 Uhr
Majakowskiring 47
13156 Berlin

Moderatoren: Monika Wrzosek-Müller & Michael Müller

***


Freitag, 23. Januar 2026
18:30

Volkshochschule Mitte
Deutsch-Polnischer Klub

Antonstr. 37
13347 Berlin
Raum 207 

Moderatorin: Maria Szewczyk    

***

Link zu einer Sendung von Arkadiusz Łuba für Polnisches Radio auf Deutsch: https://www.polskieradio.pl/400/7779/artykul/3565095,der-amerikanische-traum-%E2%80%93-ein-buch-%C3%BCber-die-solidarnosc%E2%80%9Cgeneration

Powrót Don Kichota

Ewa Maria Slaska

Kiedy wydaje się, że wszystkie Don Kichoty z całego świata zagościły już na tym blogu, przeglądam stary notatnik adresowy mojej Mamy i trafiam na taką oto wizytówkę:

Nie wiem, co robiła lata temu asesora linguistica del Ministerio de Educación Espanol w liceum w Warszawie, ale XXXIV liceum imienia Miguela Cervantesa sporo obiecuje. Istnieje od roku 1945, ale najpierw nosiło imię generała Świerczewskiego “Waltera”, a dopiero od 30 lat ma imię Cervantesa i jest szkołą dwujęzyczną, którą łączą różne związki z Hiszpanią. W kronice szkoły odnotowano, że raz uczniowie spotkali się z królową Zofia, a raz oboje królestwo odwiedzili szkołę,

Na dziedzińcu przed liceum  został 24 kwietnia 2004 roku odsłonięty pomnik hiszpańskiego autora. Logotypem szkoły jest postać Don Kichota.

Zadowolona z odnalezionych informacji, osiadam na laurach i chcę się oddać letniemu nicnierobieniu na balkonie. Sięgam po pierwszą z brzegu książkę. Są to rozmowy Didiera Eribona (mojego ulubionego filozofa francuskiego) z Lévim-Straussem z 1988 roku. Lévi-Strauss, jeden z największych umysłów XX wieku, ma 8o lat i spogląda na całe swoje pracowite życie. Stworzył strukturalizm, ważny kierunek naukowy, skutecznie konkurujący po wojnie z Sartrem i egzystencjalizmem. Otwieram zatem książkę i co ja widzę? Pierwsza część tych rozmów nosi tytuł “Gdy powraca Don Kichot”.


Powraca jednak dopiero pod sam koniec pierwszej części rozmów, tych o życiu, następne będą o nauce i społeczeństwie. Aczkolwiek i w tych rozmowach o życiu starszy pan rzadko naprawdę mówi o życiu. Urodził się w roku 1908. Na początku rozmów z Eribonem są rodzice i dziadkowie, w tym dziadek rabin, potem czasem pojawi się jakaś żona (było ich kilka), raz – syn, ale tak naprawdę jest to rozmowa o tym, jak przebiegała kariera naukowa Lévi-Straussa. Fragment na stronie 114 znacząco odbiega od reszty i rzeczywiście dotyczy życia. Panowie rozmawiają o książce La Potiére jalouse / Zazdrosna garncarka z 1985 roku. To w momencie ich rozmowy ostatnia książka starego etnologa. Książka jest, jak to zawsze u Lévi-Straussa, analizą struktur mitów, a zazdrość garncarki jest metaforą złożoności i wzajemnych przeciwieństw stosunków międzyludzkich, tak tych osobistych, jak społecznych.

Didier Eribon: Znajduje się w tej książce zabawne dygresje, małe fantazyjki… Myślę o fragmencie, w którym porównuje Pan Labiche’a i Sofoklesa. (Eugène Marin Labiche  1815-1888 był francuskim autorem komediowym – przyp. adminki).

Claude Lévi-Strauss: Pomysł ten miałem od dawna. Być może w nim właśnie tkwi odległe źródło książki. Zresztą w Labiche’u (którego tak źle się obecnie gra) znajdowałem wielką przyjemność. Kiedy byłem dzieckiem, był on moim schronieniem w czasie cotygodniowych kolacji u mojej babki ze strony ojca. Zaszywałem się w kącie salonu z którymś tomem dzieł zebranych i zaśmiewałem się.
W miarę jak przychodzi starość, wychodzą na powierzchnię strzępy z przeszłości lub, by rzec inaczej, pętle się zawężają. Mythologiques doprowadziły mnie na powrót do Wagnera, w którego kulcie zostałem wychowany i od którego, jako młodzieniec, sądziłem, że się oderwałem. La Potiére jalouse odsyła do moich dziecięcych lektur. Jeśli dany mi będzie czas, bez wątpienia odnajdę Don Kichota. który był moją pasją, gdy miałem dziesięć lat (aby zabawić gości, proponowano jednemu z nich otwarcie książki na chybił trafił i przeczytanie jakiegoś zdania; bez wahania dopowiadałem ciąg dalszy, gdyż na pamięć znałem moje skrócone wydanie – widzę jeszcze lekko błyszczącą okładkę z różowego papieru). Czyż bowiem, powiedzą niektórzy, poprzez całe moje dzieło nie przestawała mnie ożywiać jakaś maniera donkichotyzmu?

D.E.: Co pan przez to rozumie?

C.L-S.: Nie definicję słownikową: manię naprawiania krzywd, robienia z siebie przywódcy uciśnionych itp. Donkichotyzm, jak mi się zdaje, to w istocie uporczywe pragnienie odnalezienia przeszłości za teraźnieszością. Gdyby przypadkiem jakiś oryginał starał się pewnego dnia zrozumieć, jaka była moja osobowość, ofiarowuję mu ten klucz.


Zazdrosna garncarka po francusku, wydaje mi się, że po polsku jej nie ma; stare skrócone wydanie Don Kichota po francusku, być może właśnie to w wersji dla dzieci, czy to tę książkę czytał mały Claud? (opis w sieci głosi: LIVRE ANCIEN CERVANTES DON QUICHOTTE ABREGE BELLE EDITION ILLUSTRE PARIS 1887). W każdym razie jest lekko różowe. I rzeczywiście: Belle edition.

Las zamiast pomnika

Ewa Maria Slaska

Ile razy gdzieś zaczyna się dyskusja o tym, czy postawić pomnik, gdzie go postawić i ile potrzeba będzie pieniędzy, a ile ton stali, betonu i kamienia, tyle razy myślę – posadźcie las.

Ponieważ teraz znowu dyskutujemy o pomniku polskich ofiar wojny w Berlinie, mój wymyślony las wraca. Wraca ze smutkiem. Bo polski las w Berlinie już jest. I nikt nic o nim nie wie, nawet ja, zwolenniczka lasu, wiedziałam tylko, że przy pomniku Tor 17 (Gleis 17) jest kilka brzóz, a zapomniałam i moja siostra musiała mi to przypomnieć, że to część wielkiego, wspaniałego projektu, zrealizowanego przez polskiego artystę Łukasza Surowca:

Berlin-Birkenau Instagram
Post udostępniony przez Codziennk Artystyczny by ToTuart (@totuart)

Tak, piękny projekt, pamięć, która rośnie brzozami, bo Birkenau to przecież Brzezinka. Ale czy jest tak, jak twierdzi artysta, że pamięć się rozsiewa, czyli trzeba by uwierzyć, że jest i będzie jej coraz więcej? Bo jednak cały czas myślę, myślimy, że jest jej coraz mniej. Może jest coraz więcej pomników, miejsc pamięci, coraz więcej stali i betonu, coraz więcej instytucji i coraz więcej pensji dla urzędników, którzy w tych instytucjach pracują. Ale czy jest więcej pamięci?

A może jednak trzeba posadzić las, aby przypomnieć rozsiane po Berlinie brzozy? Na przykład zasadzić drzewa na całym lotnisku Tempelhof. 350 hektarów. Kasztany, orzechowce, graby, buki. Polski las.

***

O lasach i drzewach już tu wielokrotnie pisałam. O pomnikach też. I o pamięci. Mam z tym wszystkim problemy zgoła schizofreniczne, bo przecież tak bardzo chcę, żebyśmy nie zapominali i zarazem tak bardzo nie chcę pompy i nadęcia, które niemal nieodłącznie towarzyszą oficjalnej pamięci.

Myślę o kościelnym obozie pracy w Berlinie. Był to niemal pierwszy wpis na tym blogu, 13 lat temu. Od tego czasu wiele się wydarzyło, między innymi zbudowano ogromne miejsce pamięci. Ale czy to zmieniło cokolwiek berlińską, niemiecką pamięć o stu robotnikach przymusowych z Rosji, których berlińskie kościoły zatrudniały przy kopaniu grobów dla ofiar wojny i którzy mieszkali w obozie ukrytym na cmentarzu, z dala od zgiełku.

Miejsce pamięci jest pompatyczne. Nie rozumiem po co? Zwłaszcza, że też nikt tu nie napisał, jak było naprawdę, że to berlińskie kościoły postanowiły założyć obóz pracy, wystąpiły o zezwolenie, otrzymały zgodę i na malutkim odległym skrawku cmentarza założyły obóz.

O pamięci. Wymierają świadkowie czasu wojny. W Niemczech powstał więc projekt nazywany Zweitzeugen, co jest grą słów nie dającą się przetłumaczyć na polski. Zeitzeugen to świadkowie czasu, Zweitzeugen, to ci, którzy są drudzy w kolejce, by pamiętać czas. Tych, którzy go przeżyli już nie ma, ale zanim odeszli, następcy przejęli ich pamięć. Cóż prawdopodobnie tłumaczymy to na polski nader prozaicznie: Drudzy świadkowie czasu. Lub trochę bardziej poetycko: Następcy pamięci.

Miejsc pamięci jest w Berlinie dużo, ale właściwie się nie liczą. Liczą się tak naprawdę tylko trzy – te wokół Reichstagu:

  • Pomnik Holokaustu jest licznie odwiedzany, często przez tych, którzy sobie tu robią zdjęcie na Tindera , zob. TU, w tekście sprzed 8 lat
  • Pomnik pomordowanych Roma i Sinti, czyli – tak jak się przedtem mówiło, jak pisali poeci, pisarze, tłumacze, Jerzy Ficowski, Piotr Wojciechowski, Papusza i Federico Garcia Lorka – Pomnik Cyganów; o tym pomniku nikt z nas nigdy nie napisał nic na tym blogu, sięgam więc do sieci, a tam i tak nic po polsku. Wybieram Wikipedię. TU
  • I od niedawna polski kamień tymczasowy, o którym TU pisała Ela Kargol, a o pomniku już wiele lat temu pisałam TU

Na terenie Berlina Wschodniego było dużo pomników, które czciły zwycięstwo Sowietów nad niemieckim nazizmem. Największy w Treptower Park, najsłynniejszy na ulicy 17 czerwca tuż koło Bramy Brandenburskiej i najważniejszy dla Polaków, bo im poświęcony – Pomnik Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty w parku ludowym Friedrichshain. Bardzo męski pomnik, ale aktywistka Anna Krenz przemianowała go kiedyś na Pomnik Walczących, bez płci, wieku i narodowości. Również bez określania, jaka to była walka. Ten pomnik jest o tyle ważny, że jest przy nim ogromny napis po polsku: Za naszą i waszą wolność. Takiego wielkiego napisu po polsku nigdzie w Berlinie nie ma.

A więc właściwie mamy już w Berlinie wielką górę betonu ku czci Polaków i można ją było zdesowietyzować, odczarować i wykorzystać. Ale odór Berlina Wschodniego najwyraźniej odstręczył decydentów. A symetryści wszelkiej maści potrzebowali pomnika koło Reichstagu i żaden inny nie zdołał ich zadowolić. Stąd ten głaz, wielki a na dodatek tymczasowy. I o 80 lat spóźniony. Tamten we Friedrichshainie przynajmniej zbudowano we właściwym czasie.


Głaz odsłonięto latem 2025 roku. Jest naprzeciwko Reichstagu, czyli tam, gdzie musimy my Polacy mieć swoje miejsce, skoro Żydzi i Cyganie już tam swoje mają, obok Reichstagu. Pomnik jest tymczasowy, bo w stosunku do żydowskiego lasu betonowych słupów i cygańskiej tafli wody jest za mały.

Tak jest więc aktualna zasada dobrej pamięci – musi być duża i koło Reichstagu.

Betonowy napis na Friedrichshainie to za mało. Głaz koło Reichstagu to za mało. Więcej, więcej.

A mnie się marzy las, ten zapoczątkowany projektem Łukasza Surowca, tylko żeby go było więcej i więcej.

O lesie w mieście pisała też kiedyś Olimpia Klara Schneider: Mikrolas

Talerz i kubek

Ewa Maria Slaska

Richmond, 15 lipca 2025 roku

W Polsce zwolennicy rekonstrukcji historycznych odtwarzają właśnie bitwę pod Grunwaldem. Marcin też tam jest. Wyjechał już tydzień temu. Nic się nie dało z tym zrobić. On musiał się zastosować do daty, którą historia wybrała 500 lat temu. Ja do terminu ustalonego przez Radę Wydziału przed dwoma tygodniami. Awansujemy. On do roli księcia. Ja doktory. Jeszcze nie ministry ani profesory. Jeszcze nie króla. Najważniejsze momenty w naszym życiu zawodowym. W naszych dwóch odrębnych życiach. Będziemy się bronić. Przed Krzyżakami i Radą Wydziału. Ja po angielsku, on mieczem.

Continue reading “Talerz i kubek”

Don Kichot zakopany w lesie

Ewa Maria Slaska

Pokazywałam już TU tę stroniczkę z jednej z książek Moniki Helefer, ale jak ją tu pokazywałam, to nawet nie wiedziałam, z której? Bo wchodziły w rachubę dwie Ojczulek (Vati) albo Hałastra (Die Bagage), teraz już wiem, że to historia z Ojczulka.

Josef Helfer był nieślubnym synem dziewki folwarcznej i chłopa, u którego pracowała za wikt i opierunek. Ojciec chłopaka ani się przyznał do ojcostwa, ani je zanegował, ale matka i dziecko nadal mieszkali w obejściu. Trochę jak w Janku Muzykancie Sienkiewicza lub Synu Snu Petera Schneidera nauczyciel i ksiądz docenili inteligencję chłopca i zapewnili mu edukację. Wybuchła wojna (ta druga). Na krótko przed maturą Józef został powołany do wojska i wysłany na front wschodni. Został ranny. W lazarecie stracił nogę, ale poznał swoją żonę, która pracowała tam jako pielęgniarka.

Ojciec poruszał się z protezą. Kochał książki i pracował jako kierownik domu wypoczynkowego dla ofiar wojny w Tschengli. To góra stołowa w Austrii, w prowincji Vorarlberg. 1220 metrów nad poziomem morza. Gdy w kilka lat po wojnie ośrodek zlikwidowano, zamieniając go na przynoszący zyski hotel, ojciec zabezpieczył najlepsze książki, jakie udało mu się zgromadzić w bibliotece, w tym wspaniałe wydanie Don Kichota z ilustracjami Dorego. Zapakował je w ceraty, takie ceratowe obrusy, którymi się nakrywało stoły w biednych kuchniach, tych zbiorowych, na obozach, w przytułkach, na koloniach. Ojciec i autorka na taczkach wywieźli sześć paczek książek zapakowanych w te ceraty do lasu. Po dwie paczki jednym kursem. Ojciec je tam zakopał nieopodal powalonego drzewa. Ona miała to zapamiętać. Ale nie zapamiętała. I nigdy ich nie odkopała.

Ja już w międzyczasie czytam obie te książki i wiem o tym Don Kichocie wszystko, co chciałam wiedzieć. Gustav Doré (1832-1883) jeden z najsłynniejszych grafików i ilustratorów książkowych na świecie, zilustrował w roku 1863 francuskie wydanie Don Kichota. Jego ilustracje okazały się tak trafne, że do dziś wydawcy, reżyserzy teatralni i filmowi, autorzy pomników, plakietek pamiątkowych i plakatów wzorują się na tym, jak Doré przedstawił Rycerza Smętnego Oblicza i jego giermka. Podobno, tak głosi angielska Wikipedia, tych ilustracji było 500. Czy rzeczywiście? Nie wiem.

Shakespeare in Berlin

Ewa Maria Slaska

Seit vielen Jahren gehe ich in den Sommerferien mindestens einmal in ein Freilichttheater, um Shakespeare zu sehen. Es gibt mehrere solcher Orte in Berlin, ich erinnere mich an alle, aber überraschenderweise besser an die, an denen wir vom Regen oder einem Gewitter heimgesucht wurden. Letztes Jahr unterbrach ein Sturm die Aufführung von Hamlet im Globe Theater für eine Stunde, vor einigen Jahren verteilten die Schauspieler von Midsummer Night’s Dream plastik Capen und Umhänge, ohne die Aufführung im Theater am Südgelende auch nur für eine Minute zu unterbrechen. Es war fantastisch. Wir Zuschauer klebten alle aneinander. Wegen der Wärme, klar, aber nicht nur, ich vermute, dass es Zusammengehörigkeitsgefühl war all deren, die heute im Regen im Theater sitzen und nicht aus dem Sofa zu Hause.

Hamlet in Globe Theater (Foto von der Theaterseite). Vielleicht ist es gerade diese Veranstaltung während des Sturms. Die Wolken sehen so aus. Wenn ja, sitze ich zitternd von der Kälte in der letzten Reihe rechts, total durchnässt. Es war fantastisch!


Ähnliche Meinung ist TIP Berlin. im Juli Nummer spricht (S. 98 f) Tom Mustroph mit verschiedenen Macher der Freilufttheaters. Der Himmel verdüstert sich gerade, als er mit Darijan Mihajlović und Vlatka Alec über die neue Draußenspielzeit spricht. Ein kräftiger Wind fegt über die Tische. Alec, seit mittlerweile neun Jahren als Schauspielerin, später als Dramaturgin und Regisseurin an Pionier-Open-Air-Bühne tätig, lässt sich davon nicht einschüchtern. Im Gegenteil. “Das Schöne ist, dass wir mit die besten Vorstellungen gerade dann hatten, wenn es anfing zu regnen oder zu stürmen”, sagt sie. Denn dann, wenn Wetter mit Herausforderungen kommt, halten die Menschen an den Sitzplätzen (…) und die Menschen auf der Bühne in der Mitte besonders gut zusammen. “Dann entsteht diese Liebe, diese Hingabe und dieser unbedingte Wille, einfach alles zu geben”, schwärmt Alec. Und weil das auf den Sitzen ringsum stets ankommt, entsteht diese besondere Atmosphäre.

12. Juli gingen wir mit Monika Wrzosek-Müller zum Globe, zur letzten Veranstaltung des Midsummer Night’s Dream in diesem Saison. “Von Shakespeare” steht es auf der Karte. Na ja, vielleicht muss es sein. Vielleicht müssen wir, Nutzer immer aber immer informiert werden, wer was geschrieben hat, auch wenn er Shakespeare heißt.

Aber wie eine alte Dame, die Shakespeare erst im hohen Alter zum ersten Mal las, einmal sagte: phi, dieser Shakespeare war gar nicht so originell, er schrieb nur mit Zitaten. Jeder kennt sie.

Auf der Internetseite des Theaters liest man nur Generelles.

Seit 2019 ist das Globe Berlin in Charlottenburg von Juni bis September Schauplatz echten Volkstheaters in einem einzigartigen Ambiente unter freiem Himmel. Das bewusst niedrigschwellige Angebot richtet sich an Menschen jeden Alters, aus unterschiedlichen Kulturkreisen und ist nah an aktuellen gesellschaftlichen Themen. Das Programmspektrum umfasst Schauspiel, Wortkunst und Live-Musik, Shakespeare-Aufführungen in Deutsch und Englisch in eigenen, zeitgemäßen Übersetzungen sowie Einführungen und Nachgespräche – alles zu moderaten Eintrittspreisen.

Das stimmt.

Die gestrige Vorführung war natürlich wieder ein Shakespeare im Regen. Und wieder fantastisch. Schnell, witzig, mit ironischen Anspielungen gespickt. Es regnete so stark, dass wir in der Pause gingen. Alle? Weiß ich nicht, aber viele. Die benachbarte U-Bahn Station, Richard-Wagner-Platz war voll von durchnässten Zuschauer aus dem Globe. Wie mir die Globe-Mitmenschen berichtet haben, es wurde durchgespielt vor wackerem, begeistertem Publikum.


Es war kalt. Es war wunderbar.

Danke.

***

Wohin?

Monbijou Theater
Monbijoustr. 3b, Berlin-Mitte
Spielzeit bis Mitte September
Preise 24/15€
www.monbijou-theater.com

Globe Berlin
Sömmeringstr. 15, Berlin-Charlottenburg
Spielzeit bis 13. September
Preise 26/21€
www.globe.berlin

Shakespeare Company Berlin
Munsterdamm 80, Berlin-Steglitz
Spielzeit bis 13. September
Preise 24/42€
www.shakespeare-company.de

Cierpienie zwierząt 1. Sigrid Nunez, “The Friend”

Ewa Maria Slaska

Gdy moi bliscy angażują się w aktywizm przeciwko cierpieniu zwierząt, mam wrażenie, że i ja powinnam coś zrobić. Oni wychodzą na ulice. Też pewnie powinnam, ale na zasadzie, “nie angażuj się wszędzie, bo będziesz śmieszna”, z reguły starannie wybieram i ulice, i protesty. Zresztą wszyscy aktywiści to wiedzą, nie da się walczyć o wszystko. Ale jednak “cierpienie zwierząt” to bardzo bolesny temat.

Jestem pisarką i blogerką, sięgnę więc do literatury.

Sigrid Nunez, The Friend. Postanawiam przetłumaczyć fragment rozdziału 5, który mną po prostu wstrząsnął. Nie znałam tej pisarki, nie czytałam, niczego co napisała. Ale myślę, że to wielka autorka. “Przyjaciel”, który jest tytułem tej książki, to Apollo, ogromny dog, którego narratorka otrzymuje w spadku po samobójczej śmierci swego ludzkiego przyjaciela.

– Czytałaś o sprawie mastifów tybetańskich?
Rzeczywiście czytałam artykuł w Timesie i próbuję to powiedzieć, ale ta kobieta i tak musi mi go zrelacjonować. Jeszcze kilka lat temu mastif tybetański był w Chinach symbolem statusu, luksusowym obiektem, za który płacono nawet równowartość 200 tysięcy dolarów, a mówi się, że niektóre szczeniaki osiągały cenę miliona dolarów. Gdy gorączka rosła, hodowcy zaczęli produkować coraz więcej mastifów. A gorączka nagle spadła. Uznano, że psy wcale nie są tyle warte, jedzą za dużo i są trudne do okiełznania. A to sprawiło, że na ulicach miast pojawiło się mnóstwo porzuconych mastifów. Władze komunalne nakazały wyłapywanie psów, co odbywało się brutalnie. Niekiedy psy zdychały. Resztę odesłano do rzeźni.
Prawdę mówiąc nie była to historia, którą chciałam usłyszeć jeszcze raz. Gdy idę z Apollem na spacer, niekiedy spotykam tę kobietę, jak wyprowadza na spacer dwie swoje łagodne kundelki, matkę i córkę. Opowiada mi o mastifach, a potem od razu przechodzi do następnego tematu, który jednak dotyczy tego samego – okrucieństwa hodowli psów rasowych. To, czego chciała natura, mówi, to, co powinno istnieć, to kundle. A co mamy? Collie głupie jak but, neurotyczne owczarki, mordercze rotweilery, głuche dalmatyńczyki i labradory, które są tak spokojne, że możesz im wystrzelić nad uchem z karabinu, a one i tak nie będą podejrzewały, że może być niebezpiecznie. To takie jarzyny w futrach, kaleki i idioci, socjopatyczne psy, o za cienkich kościach lub zbyt tłustym mięsie. Takie monstra otrzymujesz, jeśli produkujesz zwierzęta, żeby zaspokoić ludzkie zachcianki. To powinno być traktowane jak przestępstwo. (Myślałam, że kobieta zmyśla, gdy opowiedziała mi o pointerach, które zamarzają w dziwacznej pozie wystawiając zwierzynę i nie można ich przywrócić do normalnego stanu, ale okazało się, że mówi prawdę).
– Jest mi niedobrze, mówi kobieta, gdy pomyślę, o tym jak świat będzie wyglądał za pięćdziesiąt albo sto lat. Czarno to widzę.
Ale potem wzrusza ramionami i mówi, że to i tak bez znaczenia, bo wtedy Ziemia będzie już całkiem zniszczona, po czym zabiera swoje kundelki i odchodzi.
A ja zostaję i muszę myśleć o mastifach. Te psy są znane ze swojej ogromnej postury i grzywy, która sprawia, że przypominają lwy, ale poza tym wiadomo, że są nadzwyczaj lojalne w stosunku do właściciela i obdarzone ogromnym instynktem opiekuńczym. O czym więc myśli mastif wyrzucony przez swojego pana i wraz ze stadem innych mastifów wepchnięty do ciężarówki, która zawiezie je do rzeźni. Czy pies rozumie, że został zdradzony? Myślę, że nie. Myślę, że ostatnią myślą mastifa w drodze do rzeźni jest pytanie, kto się teraz będzie opiekował moim panem?