Z wolnej stopy 52

Zbigniew Milewicz

Siódme, nie kradnij…

– Jak by był moim dzieckiem, to bym mu uciął rękę, tak jak to robiono dawniej.
– Może w twojej Serbii by ci to uszło płazem, ale w Monachium byś ze Stadelheimu prędko nie wyszedł – studzę Dragana.

Maks nic nie mówi, leży w swoim łóżku i tylko ciężko wzdycha. W szpitalach ludzie są bardziej otwarci na siebie, zwierzają się ze swoich problemów, to przynosi ulgę. Maks pochodził, podobnie jak ja, ze Śląska, z Siemianowic. Przyjechał z żoną i Mietkiem do Monachium wcześniej ode mnie, zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego, jego dzieciak miał wtedy dziesięć lat. Podobnie jak jego rodzice prawie nic nie kapował po niemiecku, ale nauczył się szybciej od nich. W szkole szło mu dobrze, interesował się sportem, uczynny w domu i wobec kolegów, praktycznie niczego dzieciakowi nie można było zarzucić. Poza jednym: kompletnie ignorował pojęcie cudzej własności. Kiedy w niedzielę matka nakładała mu na talerz stertę ziemniaków z kapustą i schabowego, potrafił błyskawicznie wymienić dania i zjeść to, co było przewidziane dla ojca, czyli większą porcję. Przecież go nie głodzili, mógł powiedzieć, że ma mało, dostałby dokładkę, ale wolał zrobić po swojemu. W klasie ginęły uczniom z tornistrów różne drobne przedmioty i nikt nie wiedział, kto je kradnie, póki Mietek nie skaleczył sobie dłoni o scyzoryk w plecaku kolegi, którego tamten przez nieuwagę nie domknął.

Miał taki spryt w swoich długich palcach i refleks, że w okamgnieniu potrafił przywłaszczyć sobie to, co chciał. Cierpliwie czekał, aż ofiara się zagapi na coś, a otoczenie spuści go z oka i wtedy działał. Kiedy za długo to trwało, odwracał czym bądź uwagę od siebie i nigdy do niczego się nie przyznawał, nawet złapany na gorącym uczynku. Wtedy w szkole poszedł na rozmowę do dyrektora, drugą odbyła z nim pani psycholog, w domu ojciec sprał mu tyłek paskiem, a mama wygłosiła dramatyczny apel o poprawę, więc kara za próbę kradzieży scyzoryka była w miarę łagodna. W ich domu na Karlsfeldzie wiodło się w miarę dostatnio, Maks pracował na taśmie montażowej w MAN-ie, zarabiał dobrze, jego żona Krystyna dwa razy w tygodniu pucowała Niemcom mieszkania, Mietek dostawał od rodziców przyzwoite kieszonkowe, kupowali mu modne ciuchy, jeździli na różne wycieczki i wczasy, nie musiał kraść.

Oficjalnie zadarł z prawem po raz pierwszy, dopiero jak poszedł do pracy. Jako wyuczony Kaufmann, czyli handlowiec dostał się za ladę jednej z ekskluzywnych perfumerii w centrum miasta; klientela ceniła sobie jego wiedzę o świecie zapachów, bajerował z wdziękiem panie, rzeczowo doradzał panom, tylko kierowniczka sklepu była zmartwiona, bo częściej niż zwykle miała manko. W końcu sklepowy detektyw z pomocą monitoringu znalazł przyczynę. Policyjna razzia w miejscu zamieszkania Maksa ujawniła w piwnicy dobrze zamaskowany schowek z kilkudziesięcioma flakonikami drogich perfum różnych światowych marek, a przy okazji trawkę. Oczywiście Miecio nie miał bladego pojęcia o tym, do kogo to wszystko należy, nie rozmiękczyły go wyniki daktyloskopijnych badań, dowody z monitoringu ani przesłuchania w areszcie, bo został zatrzymany. Rodzice zatrudnili wziętego, monachijskiego adwokata, aby wyciągnął syna z pudła; udało się, trawki nie było za dużo, więc dostał wyrok w zawiasach, ale Maks przypłacił to zawałem serca.

Nie można powiedzieć, Mietek odwiedzał ojca w szpitalu, przesiadywał przy nim, zawsze pytał, czy czegoś nie potrzebuje. Wizualnie byli do siebie podobni, obydwaj szczupli, wysocy blondyni, ale najwyraźniej charaktery mieli różne. Syn, w markowym ubraniu od Bossa, emanował pewnością siebie, a ojciec jakby się go trochę bał. Oficjalnie temu zaprzeczał, mówił, że nie ma dobrego humoru, bo nadal nie może wstawać z łóżka i przeszkadzają mu te różne aparaty, do których jest podpięty, ale dopiero wtedy, jak Mietek kończył odwiedziny, to się uspokajał. Mój pobyt w tym szpitalu trwał stosunkowo krótko, po paru dniach kardiolog uznał, że na kolejne badania mogę przyjść za miesiąc, z domu. Do domu puścili także Dragana, który z zawodu był rzeźnikiem i twierdził wesoło, że nie ma takiej rzeczy na świecie, której nie dałoby uciąć.

Kiedy za miesiąc ponownie przekroczyłem progi Schwabinger Krankenhaus, spotkałem na korytarzu Dani, miłą, ciemnoskórą salową, która ze wszystkimi w szpitalu była zaprzyjaźniona i wiedziała dokładnie, co się w nim dzieje. Miała do tego fenomenalną pamięć.

– Jak pan poszedł do domu – powiedziała – to Maksa wzięli z powrotem na intensywną terapię, bo stracił przytomność. Już jej niestety nie odzyskał. A teraz w szpitalu leży jego syn, bo wpadł pod tramwaj i zmiażdżyło mu rękę.

Poszedłem odwiedzić Mietka (albo w niemieckiej wersji Mitka). Kikut prawej ręki sięgał mu do łokcia, spał, więc nie chciałem go budzić, ale proszę sobie teraz wyobrazić coś, co wymyka się wszelkiej logice. Wchodząc do jego pokoju, zerknąłem na swój zegarek, żeby sprawdzić ile mi jeszcze czasu zostało do badań. Wychodząc po chwili ponownie na zewnątrz, chciałem jeszcze raz się upewnić, ale zegarka już nie było.

8 thoughts on “Z wolnej stopy 52”

  1. Autor wybrał tym razem ciekawą i tajemniczą ilustrację do swojego wpisu. Przypomina ona zawiłą symboliką karty tarota. Zasadniczo postać przedstawiona na karcie przedstawia tarotowego Króla / Cesarza / Władcę. Wszystko się zgadza, król ma brodę, koronę, berło i jabłko królewskie (które tu wygląda jak owoc granatu – bardzo pasuje do dzisiejszego dnia, bo dziś jest początek Nowego Roku żydowskiego – 5782, a w obchodach noworocznych granat odgrywa znaczącą rolę). Jednak, co ciekawe, ów król ma w tle przypisaną sobie literę – przypominającą trójząb literę hebrajską Shin (to pierwowzór rosyjskiej litery sz, a naszej s albo c), ta litera z kolei symbolizuje w Tarocie Sąd. Czyli Król-Sędzia. Pasuje.

    1. tak, c jak cyrankiewicz, slynny agent gestapo, zwany tez (nie tylko w oswiecimiu) krolem zycia i smierci; potem kariera w prl- u, pamietna wypowiedz o “obcinaniu rak podniesionych na komunizm”( jako reakcja na powstanie poznanskie 1956);
      ale z tarokiem sa problemy, bo to indyjska gra karciana, kolportowana w europie poczatkowo przez wrozki cyganskie; wlasciwie straszny miszmasz, gdzie wszystko pasuje i nic sie nie zgadza, dowolnosc interpretacji absolutna;
      w ubieglym wieku byly nawet proby (m.in. crowley, pollock, dali i inni) stworzenia pseudoreligijnego systemu ( wazny element filozofiinew age);
      sam bylem ta gra przez pewien okres czasu wrecz zafascynowany;
      shin jest w hebrajskim potrojnym znakiem litery jod, znaku oswiecenia, nowej epoki;
      jesli kogos pociaga ( za mocno lol) symbolika tego niezwyklego swiata , to polecam ksiege koheleta jako odtrutke,
      nie ulega jednak watplwosci, ze surrealizm, i tarot jako jego element pozostana stalym i niezwykle tworczym zaczynem nie tylko sztuki, ale i naszej calej egzystencji;

  2. I tak właśnie jest, to jest król tarotowy, namalowany przez artystę austriackiego Ernesta Fuchsa (1930 – 2015)
    Gdy chcesz zapisać ten znaleziony w sieci obraz, komputer proponuje, że zapisze go pod takim o to tytułem:
    doorofperception.com-ernst_fuchs-visionary_surrealistic_art-6-840×1444
    Drzwi Percepcji – Surrealistyczne wizje Ernsta Fuchsa.
    A jak się tam zajrzy, to jest ten właśnie król: https://doorofperception.com/2017/02/ernst-fuchs-architectura-caelestis/
    Obraz został namalowany w roku 1963

  3. Wszystko to razem wyglada na przedziwny zbieg roznych okolicznosci, ktorym w rzeczywistosci nie jest. Wybieram jakis temat do wpisu, w tym samym czasie moj brat przesyla mi tarotowego Krola, ktory “przypadkiem” pasuje do tresci, akurat zaczyna sie zydowski Nowy Rok z jego cala symbolika…Chetnie poznalbym te Wielka Inteligencje, ktora to wszystko laczy razem i zmusza mnie do stawiania dalszych pytan.

  4. Zbychoo,
    no i co się dziwisz? Mietek to geniusz swego rodzaju, nawet na śpiąco i z jedną ręką gwizdnął Ci parapsychologiczne ten zegarek….🤣🤣🤣
    Bardzo ciekawy jest też komentarz Ewy Marii…
    Dziękuję Wam.
    T.Ru

  5. Muszę poczytać tego Huxleya. Mam prawo nie znać jego eseju, wszak miałam wtedy 2 lata i moje postrzeganie świata było, jakie było (zresztą nie pamiętam.} Jestem na etapie, że z chęcią bym spróbowała np. Ayahuasce, to pnącze dusz, bo moja szyszynka albo wcale, albo już niewiele wytwarza tego DMT, czyli” trza” się podreperować??!! A,aaa, jakby tak wszyscy piszący naćpali się, to powstałyby same dzieła-może? Trzymajmy więc nasze umysły na smyczy.

Leave a Reply to Ewa Maria Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.