W tym roku jakoś z mniejszym entuzjazmem. Nie, żeby od razu, “chodzę, bo muszę”. Chodzę, bo nie opuściłam jeszcze żadnego. Zmieniali się szefowie i już nie jest jak było, zresztą nic nie jest, jak było.
Magdalena Zawadzka, wybitna polska aktorka, odwiedzi Berlin 28 lutego 2026 roku. Spotkanie autorskie, połączone z prezentacją jej książki “Taka jestem i już!“, odbędzie się o godz. 16:00 w Ambasadzie RP w Berlinie, a poprowadzi je Andrzej Pakuła.
Szczegóły wydarzenia:
Data: 28.02.2026, godz. 16:00.
Miejsce: Polnische Botschaft in Deutschland / Ambasada Polska w Niemczech.
Prowadzący: Andrzej Pakuła.
Książka: “Taka jestem i już!”.
Rejestracja: Wymagana przez formularz https://forms.gle/69cqHU4DfZZhKe3E6 (niestety, być może nie ma już miejsc wolnych, ale zawsze warto próbować, bo czasem się coś zwalnia)
Wydarzenie jest okazją do spotkania z aktorką znaną z licznych ról teatralnych i filmowych.
Pierwotnie spotkanie zainicjowane było oddolnie i miało przypomnieć Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, poetkę, która zmarła w Anglii w lipcu 1945 roku. Od jej śmierci minęło 80 lat, co Senat RP uczcił, ogłaszając rok 2025 Rokiem Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Instytucje polskie w Berlinie nie zorganizowały żadnych obchodów, dobrze więc, że teraz przyjedzie do Berlina Magdalena Zawadzka, która w swej recytatorskiej aktywności poświęciła “Lilce” wiele miejsca. Dziękujemy, Magdo! I mamy nadzieję, że w Berlinie też ją przypomnisz.
Jesienią byliśmy w Amsterdamie. Widzieliśmy Straż Nocną i wiatraki, popłynęliśmy statkiem po kanałach, odwiedziliśmy Typexa. To on. I oni. Być może wszyscy jego znajomi, ale raczej w to nie wierzę. Myślę, że ma ich znacznie więcej, ale nie starczyło mu ścian.
A kiedy już śnieg we mnie stopnieje, dziś pod brudnymi butami pluszcząc,
patrzę w akwarelki; niebieską i złotą wiszące tam, wysoko nade mną,
i czuję tę niekiedy śmieszność uczuć ludzkich, chcących przechytrzyć zieleń,
budzącą się w nas, gdy się … ją dopuści.
×××
Czekam, a przecież nie wiadomo, co po drugiej stronie lustra….
Biel już nie bawi, choć przecież bawiła, świat cicho sobie drzemie pochrapując.
Słońce zagląda w okna, lecz jeszcze nie grzeje, w sercu jednak powoli, coś ciepłego się rodzi.
Wiosna o wejście przenigdy nie prosi, ona już idzie w ukryciu, w milczeniu, w sokach roślin, schowanych przed nami, aż znów niedługo świat wybuchnie kolorem…
Dla Amulii, nie tylko z okazji urodzin / For Amulya, not only because it is today her birthday! Many happy returns, Amulya!
Szymborska niemal przez całe swoje pisarskie życie, od lat 60 do 90 (acz z przerwami), pisała recenzje książek zupełnie pomijanych przez krytyków. W autorskim wstępie do książki Lektury nadobowiązkowe wyjaśnia, że krytyka literacka zajmuje się tylko literaturą tzw. wysoką, a tymczasem wizyty w ksiągarniach podsuwają informację, że to, co ludzie czytają i kupują, to najczęściej wcale nie “Dzieła” lecz zwykłe książki, lektury dla dzieci, podręczniki, książki kucharskie, poradniki, przewodniki turystyczne. Od siebie dodam, że rynek wydawniczy zaraz po transformacjach politycznych zareagował na to zapotrzebowanie i w księgarniach zaroiło się od tych właśnie książek, dawniej przez krytykę wstydliwie pomijanych. A ponieważ nikomu nie chciało się szperać po starociach, publikowano je przede wszystkim w tłumaczeniach i to jeszcze bardzo marnych. Tymczasem PRL dostarczał ludziom całą paletę tej literatury, od poradników jak samemu wytapetować mieszkanie lub jak zbudować altanę, po poradnik pielęgnacji urody przez 100 minut dziennie lub informacje o jeleniach lub wilkach. I jeśli to były tłumaczenia, to były one najwyższej klasy.
Od czasu gdy ludy zamieszkujące wschodnią Azję ustaliły zasady obliczania swoich horoskopów, po raz 43 zdarza się że Rok Konia wypada w Roku Ognia. Horoskopy Dalekiej Azji składają się z 12 znaków rocznych i 5 znaków żywiołów, co sprawia, że spotykają się ponownie w tej samej kombinacji po 60 latach. Te kombinacje przedstawia poniższa tabelka:
bądź poszatkowane: wadliwe serce, wadliwe końce i der Katzenaugennebel.
Gdyby na przykład powszechnie wierzono, że Ren w jakimś celu zaczął płynąć od ujścia do źródeł, to już sama ta wiara byłaby jakimś faktem, mimo że jej treść, rozumiana fizycznie, musiałaby uchodzić za stwierdzenie skrajnie niewiarygodne.
C. G. Jung (tłum. R. Reszke)
1.
Dziewczyny z mojego roku zaczęły dostawać wezwania do Komisji Wojskowej. Na uczelnianych korytarzach rozmawiamy o tym, ile miesięcy przed komisją można załatwić poświadczenie o poważnej jakiejś wadzie zdrowia, aby nie dostać po głowie za uchylanie się od patriotycznego obowiązku kiśnięcia w podziemiach budynku rekrutacji w oczekiwaniu na przejście przez tę jedną scenę otwierającą co drugi tzw. film wojenny. A było pójść na polonistykę czy coś takiego, żartuje jedna z nas (no tak, a nam się zachciało kierunku ważnego strategicznie…). Weź nawet nie mów, mózgi by nam zwiędły jak nic, odpowiada inna. Ja, owego czasu pielęgnująca w sobie myśl o studiach teologicznych, pozostaję cicho. Siedzimy w budynku uczelni wciśniętym między kościół i hospicjum, i dyskutujemy o zasadach mobilizacji wojskowej.
Zastanawiałem się jak zakończyć temat o życiu seksualnym kajakarzy. Szukałem jakiegoś kontrprzykładu. Przypadkowo wpadła mi w ręce książka pt. Życie seksualne Papagejów. Próbowałem to przeczytać, ale nie dałem rady tej pseudointelektualnej biegunce umysłowej.
Jak zwykle życie pisze scenariusze, które nikomu by się nie przyśniły. Cały świat jest zbulwersowany aferą Jeffreja Epsteina. Nie chcę na tym żerować. Chciałbym tylko zauważyć, że życie seksualne elit politycznych i biznesowych jest przeciwieństwem życia seksualnego kajakarzy, tak jak przeciwieństwem jest ich stan posiadania.
I na tym bym zakończył. Jednocześnie chciałbym rozpocząć nowy temat:
FIZYKA KWANTOWA JAKO NAJWIĘKSZY SKANDAL INTELEKTUALNY ODZIEDZICZONY PO XX WIEKU
Mimo iż podstawy fizyki kwantowej formowały się sto lat temu, to do dnia dzisiejszego nikt nie rozumie, czemu ta fizyka tak działa. David Deutsch nazwał to największym skandalem intelektualnym XX wieku. We wstępie do książki Wernera Heisenberga Der Teil und das Ganze (Część i całość) Friedrich Weizsäcker pisze: Zdarza się niekiedy, że nauka nabiera znaczenia dla dziejów świata: nie z powodu konsekwencji technicznych, lecz przez przemianę myślenia. Za sprawą fizyki kwantowej nie mogło dojść do przemiany myślenia, skoro jej nie rozumiemy. Natomiast doszło do kapitulacji myślenia na rzecz instrumentalnego ślizgania się po powierzchni zjawisk. A to już jest skandal nad skandale. Będę próbował o tym opowiedzieć, przyglądając się bardzo prostemu eksperymentowi ze światłem i historii pewnego spływu kajakowego sprzed 25 lat. Historia tego spływu zaczyna się zdjęciem wychodka za stodołą, zrobionym w ramach wykorzystania ostatniej wątpliwej klatki kliszy analogowej. Tak się złożyło, że pisałem akurat żartobliwą pracę z naukoznawstwa o ursynologii jako dyscyplinie naukowej (Ursynologia to nauka o Kubusiu Puchatku). Brakowało mi tylko wyspecjalizowanej komórki naukowej. Jak zobaczyłem to zdjęcie, to od razu nadałem mu tytuł Katedra Poetyki w Ławicy. Nic by się nie stało, gdyby nie to, że jako prezes Towarzystwa Filozoficzno-Kajakowego im. Kubusia Puchatka dostałem z gminy pismo z prośbą o plan działania Towarzystwa na 2001 rok. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że wysłałem taki niby plan, a w nim plan spływu kajakowego Wiosenne Wody Ziemi Kłodzkiej. A już zupełnie nie wiem, co mi odbiło, że w ramach spływu zaplanowałem otwarcie Katedry Poetyki w Ławicy. No nie mogłem przewidzieć, że na otwarcie Katedry Poetyki w Ławicy zjadą się z Warszawy politycy z pierwszych stron gazet, dyrektor polskiego oddziału Banku Światowego, telewizja program II, nie mówiąc już o pomniejszych dygnitarzach. Nie mogłem przewidzieć, że historia tego spływu wpisze się w fundamentalne problemy fizyki kwantowej.