Calanaise, Standing Stones

Ewa Maria Slaska

Kamienie na krańcu Europy: Isle of Lewis

Megality

Uwielbiam megality. Bardzo to patetyczne, wiem, ale rzeczywiście uwielbiam megality. Wzrusza mnie historia ich wędrówki przez czas i odległość, o tym, że odkryliśmy ją my, archeolodzy, choć nigdzie nie została zapisana. Poznałam ją jako młoda kobieta. Studiowałam archeologię ze specjalnością epoka kamienia, środkowa epoka kamienia, czyli mezolit. Paleolitu, który najbardziej mnie fascynował, na ziemiach polskich prawie nie było. Cała historia ludzkości, która gdzieś tam, w Afryce, Indonezji czy Chinach zaczęła się ponad 5 milionów lat wcześniej, na tereny Polski dotarła zaledwie 15 tysięcy lat temu. Była to najstarsza epoka, którą jako archeolożka mogłam się była zająć. Zwłaszcza, że studiowałam w Wielkopolsce, czyli na nizinach, które przez całą starszą epokę kamienia pokrywał jednolity śnieg. Ten śnieg schodził i spływał z północy i docierał aż do gór. Tylko tam, gdzieś na południu, były w górach jakieś nie ukryte w śniegu jaskinie, do których zapędził się kiedyś przez góry jakiś paleolityczny szczep i tam pozostał, bo być może nie umiał przez te same góry wrócić tam, skąd przyszedł, tam gdzie były trawy, zwierzęta, słońce i megality.

Continue reading “Calanaise, Standing Stones”

Haft w Berlinie / Embroidery in Berlin

Marceli Klimek

Polski / for English scroll down

Zamierzałem kontynuować temat haftowania miast i krajobrazów miejskich, dlatego mój pobyt w Berlinie obejmował pracę nad małym tamborkiem, przedstawiającym ogólny obszar, w którym przebywałem, New Tempelhof. Tworzenie rodzaju pamiętnika opartego na miejscu i czasie może być bardzo zabawne. Mała pamiątka.

Continue reading “Haft w Berlinie / Embroidery in Berlin”

Mydlane pytania

Teresa Rudolf

Nie można

Jak można opisać 
zapach tego kwiatu,
kiedy pachnie swą
najczystszą duszą? 

Jak można opisać
kolor kwiatu, kiedy
chce obezwładnić
oczy aż po głowę?

Jak można opisać
genialność Natury
wokół czarującej
swym przeboskm…
…TALENTEM???

Bańka mydlana

Trzymam nagle w ręku 
małą bańkę mydlaną,
wyśnioną dzisiejszej
ciemnej, cichej nocy;
a w niej przedziwne, 
zagadkowe wróżby.

Na tę cichą 
jej delikatność
szalenie uważam,
by nie zniknęła nagle
pękając niespodzianie
w dziwnym zamyśleniu,

zostawiając mnie z mą
otwartą, pustą dłonią,
zdziwioną jakąś bańką
z zamydlaną wiedzą,
o czymś dość ważnym,
choć wielce ulotnym…

Historia Ukrainy w pigułce Broma (43). Kolejna wojna.

Roman Brodowski (Brom)

Wojna ukraińsko-polska w kontekście walki niepodległościowej Ukrainy

W jakiej sytuacji znaleźli się Ukraińcy w chwili zakończenia I wojny światowej?

Po proklamowaniu przez komunistów ukraińskich ukraińskiej Ludowej Republiki Rad, na polecenie na Petersburga, wojskowo oddziały bolszewickie Ukrainy przy wsparciu Rosjan ruszyły na Kijów. Centralna Rada Ukrainy nie była przygotowana do obrony miasta – dysponowała zbyt małą armią i nie miała kadr, które by mogły stawić opór silnej amii bolszewickiej. Widząc swoją słabość, by uzyskać chłopskie wsparcie, 25 stycznia 1918 roku Rada proklamowała pełną niepodległość oraz obwieściła powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (43). Kolejna wojna.”

List otwarty

DO DONALDA TUSKA I RAFAŁA TRZASKOWSKIEGO

Po wyborach prezydenckich 2025

„Każda porażka jest początkiem sukcesu.” – Napoleon

Panowie, 49% Polek i Polaków zaufało Wam, Waszej wizji, Waszym wartościom. Ponad 10 MILIONÓW LUDZI zagłosowało na wartości, które wpisaliśmy na sztandar WOLNEJ DEMOKRATYCZNEJ CYWILIZOWANEJ EUROPEJSKIEJ POLSKI.
Te 49% nie zniknie. Nie wyjedzie. Nie zapadnie się pod ziemię. I nie pozwoli Wam się poddawać. Nie wygraliśmy tych wyborów. Zabrakło 2%.

Continue reading “List otwarty”

A serce bije (3)

Zbigniew Milewicz

Pan Konstanty, ojciec Beaty, z którą kiedyś sympatyzowaliśmy, prosił, żeby nie podawać publicznie jego danych, wobec tego zmieniłem tutaj  obydwojgu imiona*. Studiował na jednym roku ze Zbyszkiem Religą, kumplowali się, ani jednego złego słowa nie może o nim powiedzieć. Za przyjaciół i swoich bliskich gotów był skoczyć w ogień, zwłaszcza matka i ojciec liczyli się dla niego. Mama nie skąpiła mu miłości, ojciec służył mądrością. Przed wojną był dyrektorem szkoły na wsi, koło Żyrardowa, gdzie mieszkali. Po wojnie zaproponowano ojcu posadę w Warszawie i Zbyszek dorastał na Żoliborzu.

Po ukończeniu Akademii Medycznej drogi kolegów z roku się rozeszły, ale mieli ze sobą kontakt korespondencyjny, czasami telefoniczny. Na ślubie Zbyszka z Anią Wajszczuk pan Konstanty niestety nie mógł być, mieszkał i pracował wtedy w Londynie. Para poznała się jeszcze na studiach, z tym, że Anna po dyplomie postanowiła zająć się teorią medycyny, a Zbyszek praktyką. Pamiętam, że zapytałem mojego rozmówcę o temperaturę ich związku.

– Jakieś wielkie love story to znowu nie było – odparł – zwyczajnie chodzili ze sobą, jak wiele innych par na roku. My przyszli lekarze koncentrowaliśmy się na studiach, które łatwe nie były i o późniejszej karierze się myślało, to stanowiło nasz główny cel.


Tyle Pan Konstanty. Ślub Państwa Religów odbył się po ukończeniu ich studiów, jesienią 1963 roku i choć nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, to rozkwitła przez lata i żyli razem 46 lat, aż do śmierci Profesora. Szczęśliwie, choć nie brakowało w tym związku trudnych momentów. Małżeństwo doczekało się dwójki dzieci: córki Małgorzaty, sinolożki i syna Grzegorza, który dziś też jest znanym warszawskim lekarzem – oczywiście kardiochirurgiem.


Tyle w dużym skrócie o prywatnym życiu Profesora Zbigniewa Religi, który był człowiekiem bardzo emocjonalnym, o nieco wybuchowym usposobieniu, mówił szczerze, co myśli, często w niewybredny sposób, przez co miał tylu wrogów, co przyjaciół, ale tego tematu już nie będę rozwijał, bo sam też taki jestem. Pozatym liczę na wiedzę Czytelnika, że: mądrej głowie dość dwie słowie.

* Nasza rozmowa z panem Konstantym odbyła się latem 2001 roku

Wiatrak na Marzanie

co się czyta Mar-Can, a nie marzan, dające się pomylić z Marzanną, marzeniem i marznięciem. Ale skojarzenie ze słowiańską Marzanną nie jest tak całkiem bez sensu. W Berlinie i okolicy wszędzie najpierw mieszkali Słowianie i to oni nazwali to miejsce “marcana” czyli błoto, bagno. Ela napisała ostatnio o wiatraku na Łacinie, to ja postanowiłam, że napiszę o wiatraku w berlińskiej dzielnicy Marzahn.

Ewa Maria Slaska

Wiatrak a sprawa polska

Tak, tytuł ma sens, bo wiatrak na Marzanie odkryłam podczas nocnej obserwacji wyborów 18 maja. Od lat jestem obserwatorką wyborów, choć kiedyś byłam mężem zaufania. Ale ponieważ ogólnopolskie biuro wyborcze nie chciało uznać, że kobieta to nie mąż, lecz jeżeli już to żona, choć ten mąż to chyba nie od małżonka, a zatem żeńska forma powinna po prostu brzmieć baba zaufania, i to, podobnie jak żona zaufania by mi odpowiadało, ale jakoś ten mąż mnie nie zachwycał. Kiedyś, jeszcze “za PiSu”, było też jakoś tak, że za granicą nie było drugiej tury wyborów, tylko kurierzy dostarczali koperty do Ambasady. A ja jako ten mąż, czyli żona stałam przed Ambasadą i odbierałam te koperty od zwykłych ludzi, a potem czekałam z nimi na kuriera i mu je oddawałam, a on oddawał je w Ambasadzie. Lewą ręką pod kolanem za prawym uchem, doprawdy. Potem więc zostałam już tylko obserwatorem i jakoś nikt nie protestuje, jeśli używam tego słowa w wersji żeńskiej i tak to wreszcie wracamy do wiatraka i sprawy polskiej, czyli wyborów. Punkt wyborczy na Marzahnie w Berlinie stworzyła nasza wspaniała, szalona berlińska aktywistka – pełna dziarów, dredów, piercingów i tatuaży, ponabijana gwoździami i pełna dziur. Oczywiście weganka. Kto ją zna, ten wie, że piszę o Roksanie.

Continue reading “Wiatrak na Marzanie”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (42). Rok 1918.

Roman Brodowski (Brom)

Asymetryczne drogi do niepodległości – ciąg dalszy

W roku 1883 jedena z osób najbardziej zaangażowanych w dzieło tworzenia wolnej i niezależnej od Polski Ukrainy, poeta Iwan Franko napisał, że pomysł odbudowy Polskiej Rzeczypospolitej na starych fundamentach jest dla Ukraińców nie do przyjęcia. Przestrzegając Ukraińców przed takim aliansem, przypomniał im, w oparciu o twórczość Tarasa Szewczenki, dawny stosunek, „wszechwładnej” polskiej szlachty do ich narodu w okresie przedzaborowym. Twierdził, że „Polacy od zawsze nie równości, lecz dominacji nad innymi narodami pragnęli, nie wspólnoty narodów, lecz ich podległości, a zatem zniewolenia.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (42). Rok 1918.”