I zobaczyłem niewiastę

Katarzyna Kulikowska

Dziś Dzień św. Jana czyli Dzień Autora Apokalipsy. Uważny czytelnik zauważył już, że obie nasze poetki, Katarzyna Krenz i Katarzyna Kulikowska, nie tylko piszą wiersze, ale i uprawiają sztukę – Katarzyna Krenz akwarele, Katarzyna Kulikowska grafikę. Przez trzy ostatnie wpisy, gdy publikowałam wiersze Kasi Kulikowskiej z tomiku Bomba emocji, towarzyszyły im grafiki – ilustracje do Apokalipsy. Dziś pokażę je wspólnie, tak jak artystka zaplanowała swoją wystawę. Cykl był jej pracą dyplomową.

Kasia nadesłała też krótki opis cyklu – po polsku i po angielsku.
Underneath a short text of author about her works in English.

apokalipsa (7) apokalipsa

Moja praca dyplomowa nosi tytuł „Królestwo otchłani”. Inspiracją do powstania tych prac był dla mnie tekst z Apokalipsy Św. Jana. Tekst ten umieściłam też na moich grafikach, co stanowi pewnego rodzaju dopełnienie. Grafiki wykonałam w technice miękkiego werniksu. Drukowałam na kalce technicznej w celu uzyskania widocznej transparentności. Moje prace eksponowałam bezpośrednim rysunkiem na ścianie aby uzyskać w ten sposób efekt monumentalności. Zainteresował mnie poetycko-katastroficzny wymiar tekstów z Apokalipsy. To właśnie chciałam podkreślić i zobrazować w moich grafikach.

apokalipsa (1) apokalipsa (2)My dissertation is entitled ‘The Kingdom of Limbo’ since it has been inspired by the Book of Revelation. Some fragments of the Apocalypse text have been put on my graphics to complete them. My works have been made in the soft varnish technique on tracing paper. My dissertation combines graphics with wall drawings in order to express monumentality and completeness as well as transparency of my art work. Within the Apocalypse text, the aspect that intrigued me the most was this of its poetic and catastrophic nature. This is what I intended to emphasize and picture in my works.

apokalipsa (3) apokalipsa (4) apokalipsa (5) apokalipsa (6)

Samotny myśliwy 7

Katarzyna Krenz

KK-Gotland55x
Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

7. Bezimienność

Obudził się o świcie.

(Odkąd za posłanie miał kłąb mchu na nagiej ziemi,
sypiał krótko i budził się wcześnie.)

Wstał bez słowa i obmył twarz w chłodnym
strumieniu. Tak, woda w strumieniu była
chłodna, bystra i klarowna. Lecz on odrzucił
te atrybuty, gdyż były możliwe tylko dzięki
słowom. On zaś od przybycia na wyspę milczał.

Nawet więcej: trwał w bezsłownym milczeniu.

Surowa ryba, miąższ papai i niedojrzałej cytryny
smakowały obco i bezimiennie – zjadł je, lecz
nie mógł nic na ich temat powiedzieć. Komu?
Potem zszedł na plażę. Chciał spojrzeć w oczy
morzu, w zetknięciu z jego bezkresem poczuć
głębię swej samotności, a może nawet oburzyć się
na okrucieństwo sytuacji, w jakiej się znalazł.
Ach, dlaczego nie utonął wraz z całą załogą?
I teraz cierpiał, odrzucony przez żywioły.

Jak obce ciało!

I jeszcze zszedł na brzeg, ponieważ zapragnął być sam.
Sam na sam – ze sobą. Lecz nie wiedział, jak to zrobić.
Jak zrobić to bez słów! Bez słów nie wiedział jak.

Samotny myśliwy 6

Katarzyna Krenz

KK-Gotland1xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

6. In statu usucapiendi

Stary Poeta rozejrzał się wokół.

Pierwsza myśl przeraziła go nie na żarty:
będzie musiał zacząć wszystko od początku.
Przywołać ptaki. Narysować mapy. Wytyczyć
cardo et decumanus, co już samo w sobie
było zadaniem ponad siły. A wiedział, że
tym razem Bóg, który kiedyś był osią i
ziarnem wszystkiego, już mu nie pomoże.

Albowiem bogowie żyją w nas i
wraz z nami odchodzą.

Zapragnął ukryć się, zapomnieć
o swoim nowym miejscu na ziemi
pośrodku pustego świata.

Uciec, gdyby tylko mógł uciec!

Nagi i drżący, wyruszył w głąb wyspy.
Na wydmach zebrał suche trawy,
z których splótł skrzydła. Znalazł
w dziewiczym lesie gałęzie na szałas
i kilka garści mchu na posłanie. Po wielu
nieudanych próbach skrzesał ogień – dym
sypnął iskrami przeszłości i przypomnienia.

Czyż nie tak było na początku i nie tak
miało pozostać do końca?

Zapłakał z rozpaczy. To prawda,
skrzydła szumiały natchnieniem,
szałas dawał schronienie, a ogień –
ciepło i nadzieję. Lecz przecież on,
pozbawiony świadectwa źródeł pisanych,
mógł się pomylić: pamięć bywa ulotna,
a on był samotny, porzucony

na wyspie milczenia. Ocalony.

22/23 listopada 2010

Frauen auf dem Seidenpapier

13_stille_post_40x120cmmtlw_2Karin Weber über Gudrun Trendafilov

Augen, Sterne, Gewitterblitze und Perlen funkeln uns entgegen. Der Titel der Ausstellung „Gefunkel“ klingt wie ein Versprechen, einem Leuchten folgen zu können, um schließlich einen Schatz zu finden in diesem wandelbaren Blau von samtenem Schwarz bis schillerndem Türkis, in dem die figürlichen Eingebungen von Gudrun Trendafilov eingebettet sind.

Mit Stift und Blatt, Farbe und Leinwand versinkt sie in eine andere Welt, die die äußere nicht missachtet. Diese ist ihr Gerüst, wie ihre Poesie Füllstoff ist und sie taucht in einen Zustand der Ort- und Zeitlosigkeit ein, um eins zu werden mit ihrer Bildwelt.

11mondnacht80x100mtlw_v_kathrinrichterradebeulDie Künstlerin malt, wie man träumt. Man kann sich regelrecht vorstellen, wie sie sich in ihre Bildwelt hinein träumt, sich treiben lässt von äußeren und inneren Impulsen, denen sie Gestalt gibt, als Reisende zwischen Raum und Zeit.
„Pech mit dem Wetter“, auf diesem Bild regnet es tatsächlich Pech vom Himmel bei Gewitterstimmung am Meer, wo zwei nackte Schönheiten mit geflochtener Haarpracht, sich dem Ereignis zu erwehren haben.
Vor einem funkelndem Nachthimmel beäugt uns ernsthaft eine Frau, einer Norne gleich, die den roten Lebensfaden in den Haaren trägt. „Stille Post“ ein schwarzer Kater wandelt mit funkelnden Augen zwischen zwei Frauen auf verflochtenen Zöpfen hin und her.

13gefunkel60x80cmmtlw_vGudrun Trendafilov’s Kunst lebt vom Finden und Erfinden, von der Freude, die Wirklichkeit spielerisch zu verwandeln. Es scheint so, als ob die äußere Welt an der ihren zuweilen mit einem Winken vorüber gezogen wäre, um die Zerbrechlichkeit und Entfaltung ihrer Personnage nicht zu stören.
Sie zeigt uns auch, wie brüchig die täglichen Wahrheiten sind und schenkt uns etwas Wunderbares: Stille und Poesie, die uns berühren, verwirren und unsere Sinne wecken, Unbekanntes wahrzunehmen, einfach nur zu meditieren, ohne Eile, ohne Zwang zur Deutung. Sprachlich kann man es kaum erfassen, was man zu sehen glaubt, eine Zuversicht in der Ungewissheit, vielleicht.

11erster_schnee38x45mtlw
Die Arbeiten stiften eine in sich geschlossene, eigene, dauerhafte, nahezu ideale Realität, in der nicht Vernunft regiert, sondern im Gegenteil Innerlichkeit die Bildinhalte durchtränken.
Manchmal denke ich, Gudrun Trendafilov hat das Leben durchschaut und ein Maß an Tiefe erreicht, das den Betrachter mit suggestiver Kraft trifft. Man glaubt, dass das Wesen des Seins erfasst wird, wenngleich man nicht beschreiben könnte, was das ist, das Wesen, das Wesentliche. Es ist nur eine Ahnung, die die Ewigkeit berührt. Und diese Ahnung lässt mich manchmal erschauern, da ich spüre, was man immer wieder verdrängen möchte, dass man doch oft vor sich selbst auf der Flucht bleibt.
Alles ist der Zeit enthoben und dem Raum gegeben. Schönheit ist hier Schicksal und die Ewigkeit scheint sich mit der irdischen Endlichkeit zu verschwistern.
Eine Frau kauert wartend mit geschlossenen Augen neben einem Raben im Schutzraum ihrer Haarpracht, in den Händen einen Apfel haltend. Wird sie ihn teilen? Wird sie ihn alleine essen? Wird sie dann wissen, was wir nicht wissen? Wer weiß? Vielleicht morgen…

13nacht50x100cmmtlw
Es sind Bilder, denen wir hier begegnen, die uns aus dem prosaischen, reglementierten Alltag entreißen und uns fühlen lassen, das was Gudrun Trendafilov eigentlich mit dem Wort „Gefunkel“ meint und was Joachim Ringelnatz in folgendes Versmaß faßte:
„… mich lockt ein fernstes Gefunkel, mich lockt ein raunendes Dunkel, ins nebelhafte Vielleicht…“
Der Blick wird angezogen, ja geschärft, durch eine verwirrende Vertrautheit mit dem Intimen. Die Farbe durchläuft eine Tonleiter wohl abgewogener Intervalle, die sich wie Teile einer lebendigen Empfindung behaupten. Das ist Malerei. Nicht die Linie wird mehr mit Farbe gesättigt auf den Leinwänden, nicht aus dem Tuschfleck heraus entwickelt Gudrun Trendafilov ihre Kompositionen, es handelt sich nicht mehr um Farbflächen, sondern um Farbräume, in denen die Figurationen sich dem Ungewissen fügen.
Gudrun Trendafilov entwirft auch eine Lichtatmosphäre, die geheimnisvoll ist, da die Lichtquelle nicht erkennbar ist.
Man denkt zuweilen an Kerzenlicht, an den Widerschein einer Gaslaterne. Es ist eine Atmosphäre, die die Natürlichkeit der Handlungen unterstreicht, die mit ihnen entsteht. Der Raum ist die Geschichte, in der Farben leben und Farbtöne miteinander spielen, sich an Körper schmiegen und diese ausformulieren.
Das für sich lebende, glühende Blau drückt besser als jegliche Physiognomie, die Hingabe an Träume aus, die im Bild zu Realitäten werden.
Die Malereien von Gudrun Trendafilov sind klarer und entschiedener geworden. Das Neue erscheint mir aber wiederum wie eine Kondensation des Früheren.
Neben der Farbe ist Gudrun Trendafilov vor allem der Zeichnung vepflichtet. Sie dient der Linie. Die Vollkommenheit der Zeichnung berauscht zuweilen. Sie zeichnet einen Hauch von Wahrnehmung und in dieser Zartheit scheint all das vereint, was je die Kunst der Linie auszeichnete. Sie ist tief empfunden im Zwielicht zwischen Heute und Morgen.
Viele Algrafien druckt sie auch auf Seidenpapiere, diese werden dann zerschnitten und in neuen Zusammenhängen collagiert, überzeichnet und übermalt.
Angesichts der Arbeiten von Gudrun Trendafilov wird das aus dem Sprachschatz verloren geglaubte Wort Demut wieder mit Leben erfüllt.

Bomba emocji 3

krolotchlani IX poprawkaKatarzyna Kulikowska
Kolejne wiersze z tomiku “Bomba emocji”

Wiatr
M.P.

Ty jesteś jak wiatr
Rozsiewasz we mnie słowa
Niczym nasiona kwiatów
Słowa zakwitają
Pachną spełnieniem
Zmieniasz mnie w rajski ogród
Zjawiasz się tu na chwilę
Potem uciekasz na skrzydłach ważek
W przestrzeń

Wspomnienie

Widzę Cię we wspomnieniach
Niczym w morskiej głębi
Czuję jak pachniesz morzem
Rozsypuję muszelki wokół Ciebie
Układam z nich ramkę
Patrzę
Dotykam
Ale rozmywa się jak cień
Znów cię nie ma

Dziękuję za uśmiech lasu bursztynów
Za czas spacerów morskimi brzegami
Za śpiew naszych marzeń które śpią w gitarze
Dziękuję ziarnkom piasku
Za chwile zakopane w zamku
Za morze zamknięte
w muszli

Uśmiech wiosnykrolochlani XI poprawka

Mech się raduje
Szyszki skaczą
Gałęzie śpiewają
Liście tańczą sambę
Nad jeziorem niebo się rumieni
To wiosna uśmiecha się w lesie

Piosenka

W kącie domu śpią cisze
Tam, przy biurku siedzi ona
Wiersz na kartce pisze
Jest taka zamyślona

Chce ulecieć niczym mewa
W słów ocean głęboki
Gdzie wyobraźnia śpiewa
Metafory malują widoki

Ona otwiera światy
Kryje się w poezji
Pośród marzeń skrzydlatych
Staje się zapachem frezji

Akwarela księżyca

Śpij, niech księżyc otuli cię
kocykiem swego blasku
Zamknij w oczach jego
akwarele
Otwórz drzwi słońcu
Zaśnij i ogrzej noc
ciepłem serduszka
Nasłuchaj się bajek
zaniosą ciebie nad
zatokę tęcz
gdzie możesz spotkać
siebie

Członkom SJŻPkrolotchlani XII poprawka

Jola ustawia papier do porządku niczym
wojsko
Władek zatrzymuje ptaki w locie
na niebie z papieru
Uczy sikorki czytać książki
Teresa zaprzyjaźniła się z latem
Rozdaje uśmiechy jak słoneczniki
Sylwia chce nauczyć maszynę
do pisania czytać ale ona milczy
Żar podpala powietrze
Ja stoję w płomieniach dnia
szukając cienia w gazecie
I nie znalazłam Kasi

Dla nauczycieli

Dziś słońce pisze list złotym piórem
Promienie ślą życzenia
Kwiaty się kłaniają
Jedwabne skrzydła nieba łagodnie falująkrolotchlani XIII poprawka
Powietrze śpiewa
Małe aniołki się uśmiechają
Chciałyby powiedzieć tak wiele
Mówią tylko
Dziękujemy wam nauczyciele

Mamie
Kiedy mama przychodzi do domu
Sufit zmienia się w niebo
Ściany pokoi w las
Na podłodze rosną konwalie
Przylatują leśne ptaki, echo i wiatr
Dom kwitnie i śpiewa
Echo uśmiecha się do mamy
Mama tańczy w aureoli z chmur
niczym ptak

Grafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 5

Katarzyna Krenz

Kk-Gotland2Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

5. Tempus fugit

Zegarek stanął. Z rozbitym szkłem i
strzaskanym werkiem zatrzymał się na chwili,
gdy nastąpił koniec starego świata, a nowy –
ukazał się nagi i cichy. Pusty. Bez pamięci.

Świat przepowiedni, z którego Stary Poeta
został tak nagle wyrwany, mimo wszystko
był miejscem szczęśliwym, ponieważ
przepowiednia o jego końcu
była jeszcze tylko tym, czym była –
przepowiednią. Zapowiedzią. Mieczem
nad głowami milionów takich jak on
Ślepych Wędrowców. Słowem groźnym, lecz
tylko słowem. Mane. Tekel. Fares. Policzone,
zważone, rozdzielone. Jeszcze nie.

Rzeczy tamtego świata, niespełnione i takie
niepewne, wciąż trwały na swoim tragicznym
miejscu: wstrząsane drgawkami śmiertelnej choroby,
miały jednak korzeń, były na swoim miejscu.
A choć wszyscy błądzili, w tłumie było im raźniej.
Nikt nie pytał – po prostu szli. Spętani, krok za
krokiem posuwali się ku przyszłości,
ku zagładzie, niosąc ciężar nieszczęśliwych
przypadków, grzechów i pomyłek, powiewając
sztandarem pokuty i mądrości pokoleń.
Mimo wszystko wciąż była to mądrość.

W szalonym tańcu wewnętrznie sprzecznych
minut (krótkich a długich jak wieczność,
traconych bez sensu a bezpowrotnie), nie tylko
konie i drzewa umierały, stojąc. I dopóki
ostatnie drzewo nie padło i nie umarł
ostatni koń – żadna minuta nie była ostatnia.
I zawsze ktoś powstał i rzekł: chodźmy!
Jeszcze mamy czas. Dopóki nie stanął zegarek.

Samotny myśliwy 4

Katarzyna Krenz

KK-Gotland2xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

4. Samotny myśliwy

Z kim się związać,
dopóki śmierć nas nie rozłączy –

Komu zaufać, a kogo jak ognia
strzec się o szarej godzinie przed świtem –

Kogo zdradzić z nudów, a kogo
dla zysku oszukać, z przekupnej natury –

Komu zaśpiewać pieśń Schuberta,
pięknie, jak dotąd nikt tego nie uczynił –

Kogo uleczyć, ocalić, pouczyć, gdy drogę
zgubi, a komu w biedzie rękę podać –

Do kogo zawołać: bracie, wrogu,
miłości moja, nie czekaj na mnie!

*

Przyłożył dłonie do ust i zawołał:
Hop, hop, czy ktoś mnie słyszy? Lecz
jego głos zamarł, zdmuchnięty wiatrem.

Pomyślał:

Niepotrzebnie pytam, znam odpowiedź.
Pozbawiony drugiego głosu, nasz głos
jest martwy jak popiół, rozwiewa go wiatr.

Dotknął lewego żebra w miejscu,
gdzie biło mu serce –

Oszalałe. Zrozpaczone. Samotne.

Pożegnanie z kotami

Ewa Maria Slaska

Od wielu tygodni publikowałam tu w niedzielę wpisy o kotach w sztuce, korzystając przede wszystkim z reprodukcji, jakie nadsyłała mi Maryna Over. Ta współpraca była tak owocna, że, mimo iż Maryna tylko raz wypowiedziała się osobiście, uznałam ją za moją współautorkę. Wydaje mi się, że świetnie się uzupełniałyśmy. Niestety czasem jest tak, że to co autor(ka/ki) uważa(ją) za świetne, traci zainteresowanie publiczności. Wydaje mi się, że koty w sztuce właśnie doszły do tego etapu. Pora się zatem żegnać, może nie na zawsze, ale na pewno na razie. Ponieważ jednak w międzyczasie obiecałam wpis o kotach na głowie, postanowiłam, że go jednak napiszę na pożegnanie. Zresztą zobaczcie sami – świetne są oba te czarne koty.

PicassoKobieta-z-czarnym-kotem na glowie Aubrey Beardsley-kotnaglowie

 

 

 

 

 

 

 

 

X
Ten po prawej to oczywiście Pablo Picasso (1881-1973), ten po lewej chyba równie dobrze znany Aubrey Beardsley (1872-1898). Wydawałoby się, że obu artystów dzieli prawie 100 lat, bo przecież Picasso to nasz współczesny, nowoczesny malarz, kubista, a Beardsley to klasyczny schyłek XIX wieku, Fin de Siècle, secesja, to okazuje się, że Picasso był zaledwie o 10 lat młodszy od Beardsleya, tylko ten drugi umarł bardzo młodo, a Picasso przeżył prawie sto lat.

Obaj artyści pokazali, że tylko kot z charakterem jest w stanie wejść swojej pani na głowę, ale też tylko kobieta z charakterem przyjmie to z wyniosłą obojętnością. Na tych dwóch obrazach zostały sportretowane cztery istoty obojętne, wyniosłe, niezależne. Istoty z charakterem.

La Calata CultaMaryna znalazła na na stronie La Calata Culta jeszcze taki obraz z kotem (prawie) na głowie – jest tu dużo psów i kotów, i wszystkie skaczą wokół swojej pani, jak się im żywnie podoba, ale jeden już znalazł swoje miejsce i śpi na parasolu. Nic nie wiem o tym obrazie, wiem tylko, że na stronie La Calata Culta wszystko ma mniej lub bardziej ukryty wydźwięk erotyczny, często całkiem bezpośredni, a tu nic mi się erotycznie nie kojarzy. Na FB ktoś ten obraz skomentował pytaniem, czy pada psami i kotami? Estan lloviendo perros y gatos!!? jeeje. No tak po angielsku mówi się, że it is raining cats and dogs! Czyli leje jak z cebra. Pieska pogoda. Kocia godzinka. Niebo pełne zwierząt metaforycznych, a zatem kot naprawdę nie śpi na parasolu, a co dopiero na głowie.

***

Stronę La Calata Culta prowadzi Leslie Guevara, studentka z Limy. Studiuje na USMP. To uniwersytet medyczny, a skrót oznacza… La Universidad de San Martín de Porres! San Martin de Porres! TU o nim pisałam. Peruwiański święty, którego odkryła dla nas Powsinoga, święty ze szczotką, święty z psami i kotami!

A na obrazie pada psami i kotami.

Wpisuję to hasło do google po hiszpańsku i nic, wpisuję po angielsku i, hurra!, znajduję “nasz” dzisiejszy obraz: Fiona Phillips (North Salt Lake, UT), Oil, 2012, Painting “Raining Cats and Dogs”. Obraz można (było) na Saatchi Art kupić za 2100 dolarów.

Bardzo lubię takie wędrówki w poszukiwaniu informacji o obrazie. Ale na razie to ostatnia taka wędrówka, bo na razie żegnamy się z kotami.

***
Dopisek w styczniu 2018 roku, a więc po latach – cóż za idiotka ze mnie, la calata kulta, kultowa kaleta czyli torebka czyli… macica… Cały czas miałam wrażenie, że to musi być coś takiego, ale dopiero teraz, bez zastanawiania się odczytałam tę nazwę. Tłumacz Google po latach nadal jej nie zna.

Bomba emocji 2

krolochlani IV poprawkaKatarzyna Kulikowska
Kolejne wiersze z tomiku ,,Bomba emocji”

Jenny

Telefon milczy
Kolec ciszy rani mnie
Powietrze wokół kamienieje
Zamknięta w kamieniu
napełniam się białym niepokojem

Darkowi Bartelowi

Jesteś oceanem wzburzonym
Okrywasz mnie skrzydłami mew
Twoje słowa jak delfiny płyną ku mnie
Kiedy ocean wyschnie
zginą delfiny, odlecą mewy
zabraknie powietrza

Jesteś rozszalałą wodą
Spadasz lawinami deszczu
Wylewasz się ze mnie rzekami, jeziorami
Moje miasto pochłaniasz i mnie

Agrestem obojętności
przekłuwasz psyche
jak ucho
Imadłem uczuć
zatrzasnąłeś
skaleczone niebo

krolochlani  V poprawkaPiotrowi Bule

Twoje słowo jak oddech królowej zimy
zamraża mnie
Jestem jeszcze jedną figurką lodową
do gry w szachy miłości
Ty jesteś mistrzem
Mówisz szach-mat
i stoję w pułapce

P.G.

Gramy w ping – ponga miłości
Ping – pada deszcz słów
Pong – strzelają pioruny spojrzeń
Między nami stół ping – pongowy płonie
Rozdzieleni ścianą ognia szukamy piłeczki

Chłopiec przechodzi przez drzwi mgły
Światło tworzy piramidy
Czarny kot na złotej ulicy
Kawałek nieba na postrzępionym lnie chmury
Niebo usłane chabrami
Czarny kot przeprowadza chłopca przez
niekończący się sen

krolochlani X poprawkaGrafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 3

Katarzyna Krenz

KK-Gotland3xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

3. Arkadia

Żył i był zdrów – to prawda. Nie czuł
głodu ani pragnienia; wyspa obfitowała
w owoce i zwierzynę, a źródła były
czyste jak łza a niesłone. Orzeźwiające.

Tyle, jeśli chodzi o fakty.

Mało – zważywszy wygodę. Stary Poeta
nie był zadowolony. Oto złoczyńcy
wyginęli, a on – ostatni ufny – ocalał.
Lecz nie rozkoszował się spokojem.

Miał ujrzeć nowe niebo i ziemię.
Także morze miało być mniej wzburzone
niż to, które zatopiło jego stary świat.
A on miał mieć wszystko, wprawdzie skromnie,
w konwencji rustykalnej, lecz zarazem
przyjemnie i beztrosko. Bezpiecznie.

Zamiast raju, napotkał niedostatki, o jakich
człowiek cywilizowany nie myślał nawet
w środku dysputy o biedzie, katastrofach
i wojnach. A te braki w zastawie stołowej:
bez sztućców, kieliszków i porcelany
o elegancji nie mogło być mowy!

Spać chodził z kurami, wstawał z pianiem
koguta. Ogień krzesał dobrą godzinę, a
zaopatrzenie i służby miejskie wciąż były
niezorganizowane. I poczta nie działała.

Zresztą, i tak nie miał do kogo napisać.