Transsyb (09)

Zbigniew Milewicz

Rosyjskie San Francisco

Ostatni, prawie stukilometrowy odcinek zaplanowanej trasy, do Władywostoku, pokonuję samochodem Iriny. Nowa Honda ma kierownicę z prawej strony, bo sprowadzono ją z Japonii, w której obowiązuje ruch lewostronny. Irina jest przyjaciółką Larissy i uprzejmie służy nam w ten weekend czasem i pojazdem. Podróż trwa godzinę, w dzień roboczy jechalibyśmy przynajmniej dwa razy dłużej, ze względu na korki. Na rogatce dosiada się Igor, partner Iriny. Urodził się tutaj i zna każdy kamień, będzie naszym przewodnikiem, przy okazji skorzysta i Larissa, bo nigdy nie miała okazji dobrze zwiedzić miasta. Najpierw jednak kierujemy się do sklepu meblowego, aby zamówić kanapę do nowego mieszkania, którą Irina kupuje na raty. Sklep czynny jest w soboty tylko do 13, trzeba się spieszyć. Przyjaciółka Larissy – wesoła, piegowata kobieta o sportowej sylwetce – jest z zawodu neurochirurżką, ale zawodu już nie wykonuje, także z powodów finansowych. Teraz prowadzi własny zakład kosmetyczny i póki co nie narzeka. Igor, emerytowany milicjant, jest chudym mężczyzną około czterdziestki o pobrużdżonej twarzy, ubranym w polowe ciuchy. Załatwianie formalności związanych z zakupem na raty przeciąga się w nieskończoność. Sklepowa księgowa nieufnie bada każdy papierek, który przynieśli Igor i Irina, zadaje podchwytliwe pytania, wreszcie sprawdza, czy nie są zadłużeni i łaskawie stawia pieczątkę. Sklep dostarczy towar po niedzieli, jesteśmy wolni.

Continue reading “Transsyb (09)”

Transsyb (8)

Zbigniew Milewicz

Czerepacha przyjmuje życzenia

Popularnym zajęciem niezamożnych Rosjan jest w Ussuryjsku rola „człowieka-mrówki“. Miejscowe biura podróży oferują jedno lub kilkudniowe wycieczki do Chin, wizę można załatwić w ciągu jednego dnia. Chiński biznessmen kupuje Wani bilet na podróż autokarem, do przygranicznego Harbinu, albo samolotem, bo czasami trzeba udać się w głąb kraju, na miejscu dają mu torbę ważącą 10 kilogramów, bo tyle wolno przewieźć przez granicę i człowiek wraca. Oddaje komu trzeba towar i ponownie rusza do Chin. Nie wie nawet, co przewozi. Sam ma z tego interesu tyle, co na sobie. W Harbinie kupuje kilka kurtek albo par spodni, to wszystko nakłada na siebie i przewozi przez granicę. Jak dziennie zrobi jeden kurs, to coś tam uzbiera, bo za bilet nie płaci.

Continue reading “Transsyb (8)”

Transsyb (7)

Zbigniew Milewicz

Malarz Sława zbiera na bilet

Jak na kurort przystało, są w Listwjance hotele i pensjonaty dla turystów, droższe restauracje i tańsze bary, butiki z pamiątkami, drogowskazy do wyciągów narciarskich, bo okolica jest górzysta, oraz przystanie statków pasażerskich i łódek. Przy centralnej kei – plansze z mapami jeziora i jego opisem, po rosyjsku i angielsku, żeby każdy wiedział, gdzie się znajduje. Jesteśmy więc nad największym zbiornikiem słodkiej wody na świecie, o długości 636 kilometrów i szerokości od 27 do 80 kilometrów. Bajkał zajmuje powierzchnię 31500 km2, co odpowiada mniej więcej wielkości Belgii. Ma rekordową głębokość 1637 metrów i jeżeli wierzyć Maszy, wodę najczystszą na świecie. Masza chodzi w marynarskim podkoszulku (plus piercing w nosie i stylowe tatuaże) po nabrzeżu i namawia turystów na rejs łódką ze szklanym dnem, przez które widać całe podwodne bogactwo. To jest jej wakacyjna fucha, bo na co dzień studiuje prawo w Irkucku.

Continue reading “Transsyb (7)”

Transsyb (6)

Zbigniew Milewicz

Polskie ślady

Do Irkucka jedziemy niecałą dobę, jak panowie, pełną gębą, bo sypialną klasą lux. Innych biletów nie było. Mamy do własnej dyspozycji przedział dwuosobowy, zamykany na klucz, z umywalką, szafką na ubrania, kryształowym lustrem, dywanem i tapicerką w kolorze bordo, wszystko w dobrym stanie. Tylko ja mam powłoczkę na kołdrę trochę dziurawą, ale kto by zwracał uwagę na takie drobiazgi. Prowodnica jest miła, wagon restauracyjny za ścianą, w nim pyszna soljanka i zimna wódeczka, aż nie chce się w Irkucku wysiadać. Pora zresztą jest zabójcza, trzecia z minutami nad ranem i niewielu pasażerów opuszcza pociąg.


Continue reading “Transsyb (6)”

Gdzie byliśmy w czasie wakacji? Ronda.

Tanja & Joasia

Nasz blogowe podróżniczki napisały właściwie tylko tyle: Ronda! Zrób o tym wpis! To miasto na bloga.

I przysłały zdjęcia. Najpierw takie:

Potem takie:

I w końcu te:

Zacznijmy od końca. Pomnik i zdjęcia prezentują słynną hiszpańską gitarzystkę, tancerkę flamenco i piosenkarkę Aniyę la Gitana, znaną również jako  Ana Amaya Molina lub Anilla la de Ronda (1855-1933). Tańczyła wszędzie, gdzie w Hiszpanii działo się coś ważnego. Spotykali się z nią wielcy tamtego świata. Odwiedzały ją królowe. Pisał o niej Federico Garcia Lorca. Zmarła w Barcelonie w wieku 78 lat. W rodzinnej Rondzie upamiętnia ją doroczny konkurs flamenco.

Miasto jest piękne i jak o nim poczytać, to aż dech zapiera. Jest bowiem położone po dwóch stronach przepaścistego wąwozu. Ma on głębokość 160 metrów, a jego szerokość sięga niekiedy 100 metrów. Po jednej stronie wąwozu leży miasto chrześcijańskie, po drugiej – muzułmańskie, a łączy je kilka niezwykłych mostów.


Więcej można poczytać TU i już zacząć planowanie następnych wakacji.

***

A ja przygotowując ten wpis, zastanowiłam się nad tym, że zapewne wszyscy podróżowaliśmy w czasie wakacji i niektórzy z nas coś o tym napisali. Czyli, jak zaczniemy planować następne wakacje, sięgnijmy i tu.

Konrad poodróżował po Azji przez trzy miesiące, ale przebywał tam ponad pół roku, bo przez semestr studiował w Singapurze. Obiecał, że napisze o tych studiach i podróżach, ale na dużo długich wpisów przyjdzie nam jeszcze poczekać. Jego podróże pojawiły się na blogu już dwukrotnie: Japonia i Korea, a przemieszczanie się pomiędzy wieloma krajami umożliwiały mu samoloty, statki, pociągi i autobusy.

Ja, czyli Ewa Maria, byłam w kilku miejscach, niemal wszędzie bardzo krótko, a docierałam tam najczęściej i najchętniej pociągiem:

Lublin

Amsterdam został zapowiedziany TU, informacją o wielkiej wystawie Vermeera vand Delft. 1 czerwca byłam tam i ją obejrzałam.

Irlandia

Fryzja – Bredstedt, Sylt 1 i Sylt 2

Ela pojechała pociągiem do Amsterdamu, autem na polską wieś i klawiaturą do krainy wspomnień

Amsterdam
Wspomnienia o kurach (uwaga: wspomnienie jest w komentarzu!)
Ogórki małosolne i inne sprawy polsko-niemieckie są TU

Monika opowiedziała nam o pewnej podróży autem do pewnej małej niemieckiej miejscowości
Warthe

a Tabor Regresywny o dwóch podróżach w łodzi (łodzią?)
początek i koniec.

***

I tak sobie myślę, jak to dobrze, że czasem piszecie o tym, gdzie byliście. Dziękuję.

Transsyb (5)

Zbigniew Milewicz

Nad Jenisejem i Angarą

Do następnego etapu podróży jest niecałe czternaście godzin, można więc przeboleć, że znowu mamy boczne koje. Naprzeciw mości się sympatyczna rodzina, jadąca z Kazachstanu aż za Krasnojarsk, na 80 urodziny mamy męża. Pochodzą z Białorusi, od najstarszego do najmłodszego, kilkuletniego wnuka wszyscy okrągli jak piłki. Połowę ich bagażu na pewno stanowi prowiant na drogę i praktycznie przez całą podróż jedzą, a my z Edmundem musimy im w tym towarzyszyć. Obraziliby się na nas, gdybyśmy odmówili. Ojciec z synem znają mnóstwo dowcipów, jest więc wesoło jak na familijnym pikniku.


Rodzinie towarzyszy starsza, drobna Kazaszka, która od lat pracuje pod kręgiem polarnym, w Norilsku. Opowiada o trudnych warunkach życia w tym mieście, których przeciwwagą są wysokie pensje, bo miasto siedzi na niklu. Pół roku trwa – opowiada kobieta – noc polarna, lądem do nich nie sposób się dostać, brak dróg, pozostaje Jenisej albo połączenia lotnicze. Norilsk jest miastem zamkniętym, przybysz musi mieć wizę, na którą czeka się średnio pół roku, a żeby ją dostać, trzeba wykazać się zarobkiem miesięcznym powyżej 14 tysięcy rubli na członka rodziny i odpowiednimi gabarytami mieszkania. Słowem, tylko nielicznym udaje się tam dobrowolnie dostać, ale my na szczęście jedziemy w innym kierunku.

Continue reading “Transsyb (5)”

Transsyb (4)

Zbigniew Milewicz

Droga na kościach

Bez transsybu nie byłoby Nowosybirska, ale po kolei. Kiedy w górach Ałtaju na początku XIX wieku położono pierwsze w Rosji tory kolejowe o długości około 2 kilometrów, po których konne zaprzęgi transportowały urobek srebra z kopalni, w Anglii powstawały już pierwsze prototypy parowozów. Prawie kolejnych trzydziestu lat potrzebowała Rosja, żeby na linii Petersburg – Carskie Sioło – Pawłowsk otwarta została pierwsza pasażerska linia kolejowa, obsługiwana przez parowóz. W 1860 r. długość linii kolejowych na świecie wynosiła już 108 tys. km: w Stanach Zjednoczonych – 49 tys., Wielkiej Brytanii – 17 tys., Niemczech – 11 tys., a w ogromnej Rosji ledwie 1590 km. Światłe głowy w państwie rozumiały, że opóźnienia te hamują jego rozwój, ale w budżecie brakowało środków na postęp techniczny. Z pomocy prywatnego i zagranicznego kapitału cesarz nie chciał skorzystać, monopol na kolej miał być niepodzielnie państwowy.

Dopiero przegrana w Wojnie Krymskiej w latach 1853-1856 uświadomiła władzy konieczność pewnych kompromisów. Mogło nie dojść do poddania Sewastopola wojskom sprzymierzonym z imperium osmańskim, gdyby Moskwa miała połączenie kolejowe z Morzem Czarnym, umożliwiające szybki transport wojskowego wsparcia. W czasie wojny zmarł Mikołaj I Romanow. Następca tronu, Aleksander II był politykiem bardziej elastycznym i przewidującym, ale dopiero za panowania następnego z Romanowów koleje w Rosji otrzymały zielone światło. Aleksander III, znany ze skrajnego, politycznego konserwatyzmu, antysemityzmu, tudzież z wielkiej podejrzliwości wobec otoczenia (za jego panowania powstała słynna, carska Ochrana, protoplastka późniejszej Czeka i kolejnych służb bezpieczeństwa w tym kraju), był jednak dobrym gospodarzem. Poszerzył granice państwa o nowe zdobycze terytorialne i stworzył możliwości dla rozwoju technicznego. Jedno bez drugiego nie mogło się obejść. Na Wielkim Trakcie Syberyjskim, zwanym potocznie moskiewskim, albo irkuckim (w zależności od tego, kto dokąd zmierzał ) ruch był coraz intensywniejszy. Z centralnej części kraju na Wschód docierały towary przemysłowe i poczta, w odwrotnym kierunku – futra, złoto, srebro i herbata z Chin. Trakt kontynuował tradycje Wielkiego Szlaku Herbacianego, sięgające XVII wieku. Towarami najczęściej wysyłanymi do Chin były futra, skóry oraz arkusze żelaza, a najchętniej sprowadzanymi do Rosji, poza herbatą – jedwab, aksamit, cukier, laka. Autorzy dwutomowej pracy p.t. „Transport kolejowy Wschodniej Syberii od XIX do XX wieku“, opublikowanej na stulecie Transsyberyjskiej Magistrali1 podają, że w latach 1887-1891 przewóz towarów wzrósł na owym trakcie pięciokrotnie. Z Tomska w stronę Irkucka szło co roku do 70 tysięcy wozów z ładunkami towarów o łącznym ciężarze 1,6-1,7 miliona pudów. Zajęcie przy tym miało 16 tysięcy woźniców. Transport trwał jednak miesiącami, droga była trudna, niebezpieczna, w porze deszczów i roztopów w ogóle nieprzejezdna. Był to także szlak tysięcy zesłańcow, którzy na katorgę wędrowali pieszo, przeważnie zimą i latem, kiedy drogi się do tego nadawały. Ich też przybywało, carska Ochrana dwoiła się i troiła. Kolej miała te ograniczenia wyeliminować.

Continue reading “Transsyb (4)”

Reblog: Wann wir nerven

In einer Studie haben neuseeländische Tourismusforscher untersucht, welche Verhaltensweisen von Reisenden den Einheimischen besonders auf die Nerven gehen. Dazu werteten sie 2.088 Einträge des Online-Forums Reddit aus. Aus den Antworten leiteten sie die nervigsten Touri-Typen ab. Hier die Top Ten.

Teaserbild: © Getty Images/iStockphoto/shalunts

Neuseeländische Tourismusforschende sind der Frage nachgegangen, welche Verhaltensweisen von Reisenden den Einheimischen besonders auf die Nerven gehen.

Dazu fragten die Forschenden im Online-Forum Reddit nach nervigen Verhaltensweisen von Touristen. Aus insgesamt 2.088 Einträgen leiteten die Wissenschaftler dann 13 Touristen-Typen ab, die mit ihrem Verhalten für Unmut bei den Einheimischen sorgen. Welche zehn typischen Verhaltensweisen am häufigsten genannt werden – und am meisten nerven.

Continue reading “Reblog: Wann wir nerven”

Transsyb (3)

Zbigniew Milewicz

Na Wschód

Do Nowosybirska jedziemy w „plackarcie“. Słowo to oznacza zarówno miejscówkę, jak i zbiorowy wagon z miejscami do leżenia, mogący pomieścić 54 osoby. Drażnią mnie germanizmy w języku rosyjskim. Je się buterbrody, chodzi do kofehauzu, nosi bjustgaltery itd. Wracając jednak do plackarty, w znaczeniu miejsca życia zbiorowego na kołach, to jest ona jednorazową przygodą, którą nawet mimo pewnych niedogodności warto przeżyć, ale trzeba zapomnieć o stereotypach. Nie ma powszechnego bratania się, chóralnych śpiewów przy akompaniamencie harmoszki, toastów „na zdarowie“ wznoszonych szklankami pełnymi wódki, zwierzeń weteranów, obwieszonych medalami, gęsi w koszykach, ani suszących się onuc u powały. Takich filmów już się nie kreci. Po zmianach ustrojowych ludzie pozamykali się w sobie, ich świat się też zglobalizował. Widać to w stylu życia, konsumpcji, modzie. Ponieważ jednak życie składa się z kompromisów, pizzę można popić petersburskim piwem, a bliny coca-colą, do rodzimego dresu założyć adidasy, sms-ować z Nokii, ale słuchać tylko rosyjskiego pop-u. Młodzi podróżni w wagonie, a wiodą prym, mają w uszach słuchawki z mp-3, więc dokładnie nie wiadomo czego słuchają. Muzyka dolatuje natomiast z głośników zamontowanych w wagonie, nie jest za głośna, można przy niej czytać, rozmawiać, uciąć sobie drzemkę. (Foto: wnętrze zbiorowego wagonu)

Continue reading “Transsyb (3)”

Transsyb (2)

Zbigniew Milewicz

Moskwa

Do hotelu jedziemy metrem. Moskwa liczy oficjalnie około 10,5 miliona mieszkańców, przy powierzchni 1081 km2 i kiedy w godzinach szczytu na ulicach zaczynają się tworzyć gigantyczne korki, to metro – mimo także sporego ścisku – cały czas dobrze funkcjonuje i pozwala tysiącom ludzi dotrzeć do pracy i domów. W porach szczytu ich liczba sięga 0,5 miliona. Stacja Tekstilszcziki, wysiadamy. Jak wszystkie dworce moskiewskie obstawiona jest bazarową architekturą różnej urody; handlują przeważnie kawkazcy. Ich szaurma, gorący i chrupiący placek, nadziewany mięsem tak pachnie, że od razu kupuję. Edmund bierze kurczaka z rożna. Jemy na stojąco, przy kontuarze smażalni. Do hotelu jeszcze kawałek – najpierw zaśmieconym skwerem, później chodnikiem wzdłuż ciągu monotonnych, kilkunastopiętrowych domów z wielkiej płyty. Z niej był zbudowany cały blok komunistyczny.

Całe szczęście, że była ta płyta, dziś ludzie nie mieliby gdzie mieszkać – mruczy Edmund.

Continue reading “Transsyb (2)”