Kot czyli zając

plakat-krolikSłowo Ewy Marii Slaskiej na niedzielę wielkanocną

Jest taki film. Wypodukowano go 5 lat temu. Jego zapowiedź brzmi następująco: Alegoryczny film przedstawiający życie dzikich królików między murami podzielonego Berlina. Między murami króliki czuły się bezpieczne, dopóki nie okazało się, że mur nie służy ich ochronie. Króliki zapragnęły wolności. O budowie i upadku muru berlińskiego z zupełnie innej, niecodziennej perspektywy.

Królik po Berlińsku, 2009

film produkcji polskiej i niemieckiej
producentka: Anna Wydra
premiera: 24 kwietnia 2009 (świat)
reżyseria: Bartosz Konopka
scenariusz: Bartosz Konopka i Piotr Rosołowski

Fajny film, wielokrotnie nagradzany, w roku 2010 nominowany do Oskara.

Ale ja już jestem taka Panna Czepliwa i zawsze znajdę coś, żeby się przychrzanić. Bo oto w Berlinie między murami (bo MUR to były dwa mury i tzw. pasmo śmierci między nimi) żyły króliki, tak jak to jest w tytule filmu, ale w filmie jest mowa na przemian o królikach i o zającach.

haseishaseNo cóż, może nie każdy wie, że królik i zając to nie są te same zwierzęta. Wygląda na to, że nie wiedzieli tego ci mieszkańcy Berlina Wschodniego, którzy jeszcze za czasów NRD zainicjowali Akcję Zająca jako symbolu wolności. Myślę natomiast, że twórcy filmu już to wiedzieli, ale chwytliwość tytułu straciłaby znacznie na sile, gdyby coś tu trzeba było ekstra tłumaczyć. Na ekranie pojawia się więc zając, a lektorka, Maria Peszek, łagodnym i spokojnym głosem mówi o króliku, w kadrze filmu widzimy napis Hase bleibt Hase! przetłumaczony w podpisie na tytułowego królika. Królik zawsze będzie królikiem.

Z kolei jeden z artystów berlińskich, Peter Unsicker, mówi, że zrobił na Wielkanoc pocztówkę z królikiem po berlińsku. Używa słowa Kaninchen – królik. A na pocztówce jest przecież zając. Ale mniejsza – potraktujmy to jako nasze blogowe życzenia świąteczne. Niech nam w tym roku obrodzi marchewka, kapusta i siano! Prawdziwe i symboliczne!

hasekaninchenNo dobrze, zapytacie, a gdzie kot?

O, po kota trzeba się udać do Azji. Bo w azjatyckim zodiaku jest taki znak, który w Chinach i Japonii nazywany jest Królikiem, w Wietnamie zaś Kotem.  W Europie, gdzie zodiak azjatycki jest po prostu modną ciekawostką, wróżbici i wróżbitki posługują się kotem i królikiem, nie zastanawiając się nawet, dlaczego dokonują takiego, a nie innego wyboru.

zodiak-Fukuoka_KushidaTen piękny rzeźbiony Zodiak został umieszczony na sklepieniu bramy do świątyni Kushida w Fukuoce (Japonia). To świątynia Amaterasu i Susanoo,  z 757 roku.
Między tygrysem a smokiem widać dwa białe króliki. Poniżej z kolei dwa na chybił trafił wybrane portale internetowe, gdzie zamiast królika jest kot. Lub Kot czyli Królik.

kot czyli krolikCzyli Zając = Królik = Kot.

A przecież jeszcze z Kota można zrobić tygrysa. Proszę, oto japońskie malarstwo, malowanego kota podrzuca nam na Wielkanoc Maryna Over. Kazuaki Horitomo Kitamura.

attoo artist Kazuaki Horitomo KitamuraCzyli Zając = Królik = Kot = Tygrys. Tygrys jest tradycyjnym europejskim zwierzęciem wielkanocnym.

Co było do udowodnienia.

Kot i małpka

Ewa Maria Slaska o kotach i rewolucji

Wpis dedykuję Joli i Jurkowi

To oczywiście Maryna Over wstawiła mi na Facebooku ten portret.

frieda-kahlo-malpka-kotFrieda KahloSelf-portrait with Thorn Necklace and Hummingbird, Nickolas Muray Collection, Harry Ransom Center, University of Texas at Austin.

Zawsze, jak przygotowuję te wpisy, dowiaduję się czegoś nowego i zastanawiającego. Tak było też w przypadku tego autoportretu Friedy Kahlo z kotem i małpką. Szukałam o nim jakichś informacji i Google bez zastanowienia wysłał mnie do angielskojęzycznej Wikipedii.  A tam…

Kahlo’s life began and ended in Mexico City, in her home known as the Blue House. She gave her birth date as July 7, 1910, but her birth certificate shows July 6, 1907. Kahlo had allegedly wanted the year of her birth to coincide with the year of the beginning of the Mexican Revolution, so that her life would begin with the birth of modern Mexico. Her work has been celebrated in Mexico as emblematic of national and indigenous tradition, and by feminists for its uncompromising depiction of the female experience and form.

W mojej pracy, a zajmuję się ostatnio cmentarzami, I wojną światową i żydowskimi biografiami, często stykam się z tym, że ludzie, i to wcale nie tylko kobiety, zmienili sobie datę urodzenia. W rodzinach żydowskich jest to chyba nawet regułą, że żadne dane się nie zgadzają, bo wszystko zostało sfałszowane w czasie wojny. Bez tego nikt by nie przeżył. A po wojnie tak pozostało. Ale nawet bez tak oczywistych przyczyn, ludzie ukrywają swój wiek. Najczęściej z kokieterii. W społeczeństwie młodych, pięknych i bogatych nie chce się być starym. Frieda jednak wykracza zdecydowanie poza stereotypy. Oczywiście jest tu przekonanie, że w nowoczesnym społeczeństwie trzeba być nowoczesnym, ale jest też wielkość artystki, która swobodnie wybiera dla siebie role. Być może każdy artysta chciałby być symbolem swojego czasu, a przynajmniej ikoną lub memem, ale Frieda chce więcej. Symbol to za mało. To ona JEST rewolucją.

frida-z-obrazem-z-malpka-kotemNie mam wyjścia, muszę przypomnieć sobie, co wiem o rewolucji meksykańskiej. Trwała od roku 1910 do 1920. Z jednej strony był dyktator Porfirio Diaz, z drugiej Zapata. Rewolucjoniści wygrali. Tyle wiem Ale czy na pewno? Trzeba sprawdzić. Jak to mawia Dorota Cygan – każdy wie, że Mickiewicz napisał Kordiana, ale jednak lepiej sprawdzić.

 

Czytam więc i oczom nie wierzę.

rewolucjameksykanskaRewolucja meksykańska zaczyna się jeszcze przed początkiem I wojny światowej, kończy dopiero w roku 1920. Dyktatora, określanego tu mianem dowódcy kontrrewolucji, wspierają Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, a Niemcy cesarskie, już przecież w agonalnych konwulsjach, wspierają rewolucję! Tę samą rewolucję, która na domowym polu bitwy, w Berlinie, wbija im właśnie sztylet w plecy.  Przypominam sobie, że to Niemcy cesarskie wyciągnęły Lenina z więzienia, opłaciły jego pobyt w Szwajcarii, żeby nabrał sił i pozyskał agentów, po czym w zaplombowanym wagonie kolejowym odesłały go do Rosji, żeby tam bruździł i rewoluździł. Miało to ponoć przyczyny ekonomiczne, tak przemysł niemiecki bronił się przed konkurencją. Mniejsza o to, to zupełnia inna historia. Ważne jest co innego. Rewolucja meksykańska wcale nie zwycięża! Ta rewolucja to wojna, walka, zamaganie, przekonanie o słuszności, ale nie zwycięstwo.

Jednak coś musiało być inaczej, skoro artystka chce być rewolucją, przejmuje ją jako wyraz artystycznego ja, wolności, emancypacji kobiety, zwycięstwa jeśli nie nad wrogiem, to nad konwenansem, chorobą i śmiercią. Rewolucja to Frieda to JA. Nie darmo Frieda zasłynie przede wszystkim jako portrecistka samej siebie. Namalowała 143 obrazy, z tego 55 przedstawia ją samą.

friedaoncemore

Sami mężczyźni i Frieda z małpką. Kota nie widać. Ale oczywiście jest.

Kot i małpa. Hultajów dobrana para. Czy się mylę, czy jest tak, że ta poważna młoda kobieta na portrecie, portretując się z kotkiem i małpką, pokazuje nam język? Młoda kobieta. O tym też trzeba pomyśleć, bo Frieda nigdy nie była, w naszym dzisiejszym pojęciu, stara. Zmarła w roku 1954 i czy miała lat 44 czy 47, to po prostu była młoda.

Kot i małpa. Co Frieda miała na myśli, portretując się z tymi dwoma czarnymi zwierzakami? Wolność, niezależność i samodzielność. Może nawet czarownica. Na pewno kobieta poza konwenasem towarzystkim czy majątkowym. Wyzywające spojrzenie, kot i małpa na ramionach zamiast etoli z soboli.  Odwalcie się wszyscy ode mnie. Ja to ja.

Tak to interpretuję.

***
Wędrując po internecie po tropie tej hultajskiej pary – kota i małpy – trafiłam na informacje, które nie mają żadnego związku z Friedą i jej autoportretem, ale szkoda by o nich nie wspomnieć.

Po pierwsze ta bardzo klasyczna para pojawiła się już u Ezopa, a i La Fontaine o niej napisał. To od nich mamy powiedzenie o tym, że ktoś wyciągnął kasztany z ognia cudzymi rękoma. Pewnie nie wszyscy to pamiętają, ale te kasztany były częścią ulubionej retoryki partyjnej w okresie Marca 68. Ale, przyznaję, nie pamiętam kto był małpą. Izrael? Syjoniści? Może ktoś pamięta?

Jean de La Fontaine

Kot i małpa

Żyła po społu u jednego pana
Hultajów para dobrana,
Kot wszędobylski i małpa niecnota.
Te dwa łotry w całym domu
Nie dały spocząć nikomu:
Co chwila to nowa psota,
Nowa kradzież, figiel nowy.
Kot zjadł sery, zamiast iść na łowy,
A małpa kradła, co jej w ręce wpadło.
Pewnego razu, o szarej godzinie,
Grzało się złodziejskie stadło
Przy kominie; a w kominie
Piekła się dla sług i panów
Garść kasztanów.
Gdybyż je dostać! “Słuchaj no, kolego –
Ozwie się małpa – przyszedł mi do głowy
Figiel podwójny, figiel arcynowy:
Nasz zysk, a przy tym strata dla bliźniego.
Czujesz, jak pachną kasztany?
Pokaż, co umiesz, kotku mój kochany,
Dobądź je z ogniska swoimi łapkami.
Ach! Gdybym miała z natury
Takie jak twoje pazury,
Źle byłoby z kasztanami!”
Kotek, skory do posługi,
Wysunął łapkę, sparzył się raz, drugi,
Dmuchnął w pazurki – i znów do komina;
Zręcznie kasztany wybierać zaczyna,
A co wyciągnie, to małpa wnet zjada.
Wtem do kuchni dziewka wpada.
Małpa w nogi. Na kocie skrupiło się zatem:
Nic nie zjadł, sparzył łapę i oberwał butem.
Tak nieraz małe książątko się sparzy
Walcząc dla zysku mocarzy.

malpaczyli kotHultajska para. A ja tymczasem dowiaduję się, że istniała (istnieje? jak istnieje, skoro nie ma jej w Wikipedii!) małpka zwana kotem morskim (Cattus Marinus) albo kotawcem, przywożona w średniowieczu przez marynarzy, tak lubiane stworzenie, że weszło nawet do heraldyki. Ci którzy takiej istoty nigdy przedtem nie widzieli, myśleli, że to rodzaj kota. Stąd nazwa i bardziej koci niż małpi wizerunek. A zatem kot czyli małpa.

Herb Kot Morski w Heraldyce polskiej wieków średnich Piekosińskiego.

No to na zakończenie jeszcze kot morski z bestiariusza współczesnych gier fantasy. Czytam sobie, że:  Typowy morski kot mierzy 3,6 metra długości i waży 400 kilogramów. No! Ale też wygląda niczego sobie na te 400 kilo.

kotmorski400kiloI tak to jest z tym wpisami. Idą sobie po świecie, jak same chcą. Zaczęłam od Friedy Kahlo, skoczyłam do rewolucji meksykańskiej, Lenina i niemieckich zakusów gospodarczych, przeleciałam pędem od Ezopa przez heraldykę do współczesnej zabawy w fantasy i nagle okazuje się, że wpis się kończy (sam się kończy, uwierzcie mi) potworem morskim.

Do następnego razu! Idę święcić palmy.

 

Koty i dzieci

Ewa Maria Slaska i Maryna Over o kotach

000Don Manuel Osorio de Zuniga - Francisco de GoyaFrancisco de Goya y Lucientes (1746–1828)
The Jules Bache Collection
Don Manuel Osorio Manrique de Zuñiga (1784–1792), possibly 1790s.

Zwróćmy uwagę, że ten namalowany przez Goyę chłopczyk, który tak młodo zmarł i nigdy naprawdę nie dorósł na tyle, żeby być panem, jest jednak panem, nie w sensie wieku lecz przynależności kastowej. Szlacheckie, arystokratyczne dziecko, bardzo ciche, bardzo spokojne, a obok niego ptaki i koty, też ciche i spokojne. Był synem księcia Altamiry. Współczesna krytyka sugeruje, że nic na tym obrazie nie jest prawdziwym portretem, są tu bowiem tylko symbole. Może dlatego wszystko jest tu takie ciche i spokojne. Don Manuel został być może namalowany już po śmierci, ptaszki w klatce są symbolem niewinności, a koty uosobieniem czyhającego na człowieka zła jakim jest nieokiełznana i dzika natura. A takie się wydają ciche i spokojne.
Sroka trzyma w dziobie wizytówkę artysty.

001Sarah Bushnell Perkins1790Również ten portret dziewczynki z kotem został namalowany w roku 1790. Stworzył go być może Beardsley Limner, który działał w latach 1785-1805, ale może być też inaczej i wtedy obraz ten namalowała kobieta, Sarah Bushnell Perkins (1771-1831). Nic nie jest tu pewne.  A ciocia Wikipedia, która zawsze i o wszystkim wszystko wie, w sprawie tego malarza i tej malarki milczy we wszystkich możliwych światowych językach. Barbara Wells Sarudy, autorka strony internetowej o sztuce “It is about a time”, którą już tu cytowałam, pisze: The Beardsley Limner (…) was an itinerant artist who executed several naive portraits along the old Boston Post Road, in Connecticut & Massachusetts, from about 1785 to 1805. This name is derived from portraits this artist made of Elizabeth & Hezekiah Beardsley. The Beardsley Limner may actually be a Connecticut pastelist Sarah Perkins. Some stylistic similarities exist between the two, but there are sufficient differences to raise questions about a definitive identification.

004Albert Anker Suisse 1831-1910-kotAlbert Anker (1831 – 1910), malarz szwajcarski, przywołał tym obrazem (Niedzielne popołudnie, 1861, Musée d’art et d’histoire, Neuchâtel) atmosferę niedzieli w rodzinie protestanckiej, choć po prawdzie nie wiem, co mi mówi, że to protestanci. Ale na pewno tak jest. Najstarsza córka (bądź młoda żona) czyta księgę, ojciec rodziny i córka przysłuchują się z uwagą, najmłodsze dziecko śpi, podobnie jak kot na piecu. Surowe, skromne życie, praca, powaga, wiara, szacunek dla Pisma. Piękne są tu te dzieci, ale też Anker był jednym z najważniejszych malarzy XIX-wiecznych, którzy ustalili kanon malowania dziecka jako dziecka, a nie – jak to przedtem miało miejsce – małego dorosłego. Anker namalował około 600 obrazów, z tego 250 to obrazy z dziećmi. Podobno, tak twierdzi Wikipedia, w jego przedstawianiu dzieci widoczne są wpływy pedagogów Jeana-Jacquesa Rousseau (1712–1778) i Johanna Heinricha Pestalozziego (1746–1827).

005Théophile-Alexandre_Steinlen_Chat_Noir1890 005atheophile-alexandre steinlen La Fillette au ChatTheophile Alexandre Steinlen (1859-1923) jest autorem wizerunku jednego z najsłynniejszych kotów europejskich, mianowicie secesyjnego, czarnego i paryskiego (1896), ale namalował też śliczną grubą dziewczynkę z czarnym kotem, który musiał być istotą niezwykłej wprost cierpliwości. W jego twórczości w ogóle jest dużo kotów, niemiecka Wikipedia nazywa go wręcz “niezmordowanym portrecistą kotów”, a w jego rzeźbie są właściwie tylko koty. Dziewczynka z kotkiem jest aktualnie wystawiona na sprzedaż i chyba nie wolno mi jej reprodukować. Ale w razie potrzeby będę się broniła tym, że zachęcam Was do kupna tego obrazu. Trzeba wejść na tę stronę i podać cenę. Napisałam, że zapłacę 100 euro, ale mail się nie wysłał.

003bRenoir Chlopiec z kotem 003aPierre-Auguste_Renoir_099Tych dwoje dzieci namalował Pierre Auguste Renoir (1841-1919). Niestety nie widziałam filmu Gillesa Bourdos z Michelem Bouquet i Christą Theret (2012) i w ogóle ze zdumieniem stwierdzam, że niewiele wiem o tym artyście, który jest chyba najsłynniejszym XIX-wiecznym malarzem europejskim, ale jeśli myślimy, że umiemy go z daleka rozpoznać, ostrzegam – Renoir w ciągu 60 lat czynnego życia namalował około sześciu tysięcy obrazów. Nie znamy ich, nie możemy ich znać i bardzo to przyjemne, bo zawsze nas coś nowego zaskoczy, tak jak mnie ostatnio ta dziewczynka w Musée d’Orsay.

002dziewczynkazkotkamiAndréeBosquet-1900LauraLaWasilewskaDresdenKatzen2012Andrée Bosquet (1900 – 1980) jest malarzem belgijskim, Laura La Wasilewska młodszą od niego o dwa pokolenia Polką. Czy mi się jednak zdaje, czy te dwie dziewczynki są do siebie podobne, mimo że jedna jest poważna, a druga się śmieje?
X
X
X
Poniżej dwóch chłopców z kotem, obaj zamyśleni, ale jak odmienni. Antoni Clavé (1913 – 2005), L’Enfant au Chat i Giuseppe Migneco. Jego chłopiec jest za duży i za dorosły, ale jednak artysta nazwał ten obraz Ragazzo con gatto (1970).

chlopcy-z-kotami

RomualdasPetrauskasX
Ten gruby żółty kot nadawałby się świetnie na partnera dla kota z podróbki obrazu Wodkina Wiosna, mógłby się więc znaleźć we wpisie sprzed tygodnia o żółtych kotach. Ale zasadniczo, oprócz ilustracji uzupełniających moje wywody, prezentuję tu obrazy nadesłane przez Marynę Over, a ten obraz Maryna przysłała dosłownie na ostatnią chwilę. To zresztą nadzwyczaj ciekawe, bo nie mogła wiedzieć, że tematem dzisiejszego wpisu są dzieci. Ale nie po raz pierwszy Maryna i ja myślimy o tym samym.
Romualdas Petrauskas, malarz kompletnie mi nieznany, podejrzewam oczywiście, że Litwin, ale żeby się czegoś dowiedzieć muszę sięgnąć do wiedzy Wujaszka Gugla. Informacji jest jednak niewiele, bo Petrauskas nie ma wpisu w Wikipedii. Jest jednak na Facebooku, skąd wiem, że to malarz współczesny, Litwin, mieszka w Panevėžys czyli Poniewieżu. Na Facebooku i w sieci jest dużo jego obrazów, czyli już wiem, że ten pucaty chłopiec z pucatym kotem to maniera artystyczna, a nie portret. Obraz zatytułowany jest Berniukas (a Google Translator podpowiada, że znaczy to Chłopak), a namalowany został w roku 2007.
I tak to, dzięki nowoczesnym metodom komunikacyjnym, w ciągu kilku minut dowiedziałam się czegoś o człowieku, o którym przedwczoraj w ogóle nie słyszałam.

Żółte koty

Ewa Maria Slaska i Maryna Over o kotach

W sprawie żółtego kota zdania mogą być podzielone. Bo z jednej strony żółty kot, jak moja osobista Schyzia, to po prostu kot rudy, przedstawiany w uproszczonej gamie kolorystycznej albo jako czerwony, albo jako żółty. Albo jest to kolor metaforyczny.

Francesco d'Ubertino Verdi-appelé BachiaccaTen kot na pewno jest rudy, co podkreśla jeszcze żółta suknia kobiety i jej blond rude włosy. Francesco d’Ubertino Verdi, appelé Bachiacca (1494–1557), włoski manierysta. Kobieta z kotem. Jest to być może pierwszy kot w sztuce europejskiej, przedstawiony jako kocia indywidualność. W średniowieczu roiło się oczywiście od kotów, ale były to zwierzęta alegoryczne, a nie przytulane i kochane stworzenia domowe. Tu natomiast kot został sportretowany dokładnie tak samo jak jego pani. Oboje też patrzą na nas dość podobnie – z ciekawością i bez niechęci, ale niezależnie. To nie są spojrzenia istot, które interesuje, czy są podziwiane, bo same dobrze wiedzą, że są godne podziwu. W przypuszczeniu, że to pierwszy europejski kot indywidualny utwierdza mnie wspominana już tu strona “It is about a time”. Jak było do przewidzenia, również Barbara Wells Sarudy udała się w podróż po europejskim malarstwie w poszukiwaniu kotów i Verdi aka Bachiacca jest pierwszym przedstawionym przez nią malarzem. To ładna strona, obejrzyjcie ją sobie, proszę bardzo, ale pamiętajcie, że dla Was to my z Maryną tworzymy wpisy o kotach a nie pani Barbara, OK?

Włoska malarka Amanzia-koty-juz-raz-byloAmanzia Ammirata Guérillot (1828-1886) namalowała w latach 1840-1850 koty, róże, papugę i złote rybki, a większy z tych dwóch kotów, ten rudy, do złudzenia przypomina Schyzię.

Ciekawe, że Amanzia teraz bardzo mi się podoba, a muszę się przyznać, że wiek XIX przedtem nigdy mnie specjalnie nie interesował, oczywiście pomijając to, co zdarzyło się w sztuce pod koniec tego stulecia. Tak naprawdę malarstwo XIX-wieczne odkryłam dopiero po przyjeździe do Niemiec i spotkaniu oko w oko z Casparem Davidem Friedrichem i Arnoldem Böcklinem.

Koty Amanzii poznałam przez facebookową znajomą – Teresę Bogucką, Maryna z kolei przysłała kilkakrotnie rude kocury, w tym wspaniałego rudzielca Susanny Valadon (1865-1938). Ma na imię Raminou, a w google’u pojawia się jako hasło Raminou Valadon, jakby był członkiem rodziny. Pewnie zresztą był.

SusanneValadon-Raminou siedzący na ręczniku susanne-valadon-raminou2Niezwykłego rudego kota, rodem na pewno z Bułhakowa, namalowano w internetowej przeróbce obrazu Kuźmy Pietrowa-Wodkina (1878-1939) – Wiosna (Zob. TU). Jakbym sama nie znała takiego ogromniastego kocura, to bym złożyła ten obraz na karb artystycznej wyobraźni Podrabiacza. A to zwykłe życie. Pan i kotek wyszli w wiosenne popołudnie poleniuchować na łonie natury.

Kuźma Pietrow - Wodkin-kotogromniastyPiękne rude koty. Jeśli natomiast są metaforycznie żółte, stają się krewniakami żółtej krowy. To słynne zwierzę, jeden z memów XX wieku.

Franz_Marc-The_Yellow_Cow-1911Franz Marc, 1911
Solomon R. Guggenheim Museum Nowy Jork

Krowę namalował Franz Marc (1880-1916). Na ten temat, dlaczego żółta krowa jest żółta, napisano już szczególnie wiele. Podobno symbolizowała ona stosunki pomiędzy artystą i jego żoną. Jest pełna życia, uosabia pierwiastek żeński, zdolność rodzenia i karmienia. Krowa oczywiście, nie żona. Czerwień, żółć i pomarańcz to kolory radości, to kolory natury, ale przecież wcale nie naturalne, lecz wręcz przeciwnie – przesadzone, ekspresjonistycznie uwypuklone. Żółta krowa jest jak słońce, jak gorąca plaża, jak lato, jak beztroska…

Tymczasem żółte koty tego samego artysty, stworzone zaledwie rok czy dwa później, są jednak znacznie bardziej powściągliwe, to żółcienie zgaszone szarościami,  naszkicowane zaledwie, ale ich powściągliwość nie jest szkicowa, one po prostu takie są.FranzMarc-two-cats.1912-1914Zupełnie inaczej ma się rzecz z żółtym kotem Picassa. Jest rok 1939. Kot nie jest aż tak wściekle żółty jak krowa, ale niewatpliwie jest nader… naturalny. To dachowiec, właśnie upolował ptaka i zaraz go pożre. Ma zębiska jak potwór. Siedzę ostatnio w tematyce wojny, tak I jak i II, a jeszcze przecież dręczy nas obawa, czy to, co się dzieje, nie jest początkiem III, ten Picassowski potwór namalowany w roku wybuchu wojny wydaje mi się symbolem, jak to napisał Dante, Tedeschi lurchi, żarłocznych Teutonów.

Picasso - kot pozera ptaka 1939

U Picassa jest zresztą więcej żarłocznych kotów. Ten niebieski jest zaledwie o rok wcześniejszy. Wydaje się jednak trochę mniej przerażający.

picasso_bird1938-1
Na zakończenie kot żółty i kot niebieski. Razem. Znowu Franz Marc:
zwei-katzen,blau-und-gelb

Leżeć z kotem na kanapie, drzemać, marzyć

401px-Kramskoi_Meditator_1876 IwanKramskoj-Dziewczynka z kotem (olga)Ewa Maria Slaska i Maryna Over po raz kolejny o kotach

Zaczyna Maryna: Jest taki obraz XIX-wiecznego malarza Iwana Kramskoja “Zapatrzony”. Na tym obrazie leśną ścieżką idzie zabłąkany chłopak, sam jak kołek, w zadumie. Zapatrzył się.

“Gdyby zapatrzonego trącić – pisze Dostojewski, który przywołuje obraz w “Braciach Karamazow” – drgnąłby, jakby ze snu zbudzony, nieprzytomnie (…) na pewno jednak zataił owo głębokie wrażenie, które odczuwał przez czas zapatrzenia się. Wrażenia owe są mu bardzo bliskie, zbiera je z pewnością, nie wiedząc czemu i po co.”

Są ludzie, którzy składają się niemal z samego zapatrzenia się. Żyją do środka. Samorodni mistycy. Patrzę na mojego kota, który przystanął nagle na ścieżce w drodze z ogródka do domu i wbił cicho wzrok w jakiś punkt we wszechświecie – i wiem, że najbliżej takich ludzi są koty.

Obrazy: Iwan Kramskoj (1837 – 1887): Dziewczyna z kotem (Olga) / Medytator (Zapatrzony)

Dalej Ewa Maria: Ona zresztą też zapatrzona, nieobecna. Leży z kotem na kanapie, a gdzie jest naprawdę? Takie jest właśnie leżenie z kotem na kanapie. Aby pozostać w rosyjskich klimatach, powiem, że jest taka kanapa u Strugackich, w ich cudownej książce Poniedziałek zaczyna się w sobotę – siermiężny ale sprawny teleport. Przenosi w inne miejsca, w inne światy. Na kanapie marzymy. Dlatego nie mieści się tu Kobieta z kotem Fritza Erlera, mimo że typologicznie szezlong, na którym spoczywa, to też kanapa.

Bo popatrzmy:

aldunate-kobieta-z-kotem2Carmen Aldunate, chilijska malarka i feministka. Kobieta z kotem. Była już tu w kocich wpisach, ale tym razem jej kobieta nie jest czujną i uważną strażniczką własnego nagiego ja, jak to było na poprzednio cytowanym obrazie – tu się leży, marzy, drzemie, bo kobiecie, która leży na kanapie z kotem nic nie grozi.
Marie Fox
Marie Fox
. Współczesna artystka amerykańska. TU można o niej poczytać. Twierdzi, że maluje owoce, warzywa, kwiaty, ale zarówno google jak i strony internetowe, pokazują tylko jeden rodzaj jej obrazów – kobiety w kolorowych kostiumach kąpielowych. Na plaży, na molo, na leżaku, na fotelu, na kanapie… Kostium, ta ubrana namiastka nagości, ma zresztą na kobiety Fox taki sam wpływ jak kanapa – rozleniwia.

Wladyslaw Slewinski (1854-1918)

Władysław Ślewiński (1854-1918)

picasso-kobieta-z-kotem-piorko

X

X

X

X

X

X

X

X

X

Mówiłam, że Picasso będzie się pojawiał niemal w każdym wpisie. Tu, jak zauważyła Maryna, zachwycające jest, że wylegująca się na czymś kobieta, trudno powiedzieć, czy to kanapa, ale poza jest wybitnie kanapowa – otóż kobieta małym czarnym piórkiem bawi się z małym czarnym kotem. Kobieta, kot, piórko, zamknięty w sobie, monochromatyczny, samowystarczalny świat.

Koty przyjaciółek-artystek i przyjaciół-artystów

Ewa Maria Slaska
O kotach
a wszystko przez
Marynę Over

Wszystkie mamy przyjaciół-artystów i przyjaciółki-artystki, myślę, że w naszym kręgu nie może się zdarzyć inaczej, zdarza się natomiast, że ci artyści i artystki te też lubią to, co i my lubimy, czyli, żeby pozostać przy aktualnych upodobaniach – koty. Kobiety, jak mi się wydaje, czynią to częściej.

Pierwsze koty naszych przyjaciół nadesłała moja siostra Kasia do blogu “Jak udusić kurę…” Były to dwa rysunki Marioli Landowskiej przedstawiające kota Papuę. Użyłam ich do zilustrowania dwóch wpisów: W piętkę gonię (tam jest też piękne zdjęcie mojego kota czyli Schyzi) oraz Na pociechę dla chorych, smutnych i przepracowanych.

Minęły dwa lata i okazało się, że Maryna Over też zna Mariolę Landowską czyli, jak wszyscy dobrze wiemy, świat jest mały. Mariola jest, jak się okazało, na stronie Maryny o kobietach i sztuce No women no cry, a mnie Maryna podrzuciła jeszcze Romans:

MariolaLandowska-romansRomans wakacyjny, wszystko o tym świadczy, rower, łódka, piłka, namiot, palma. List, strzała amora. Kot jako jeden z elementów sytuacji życiowej. Taki bezczelny kocur, co to łazi własnymi drogami i wszedł na drogi kochanków. Ale jak się dokładniej przyjrzeć, to znajdzie się w tym romansie nie tylko kocura w błękitach, ale i maleńkiego kociaka w barwach skorupki jajka. Nowonarodzony kotek. Wszedł jeszcze w skład romansu, ale pewnie już go kończy. Kotki rodzą się w sierpniu. Pod koniec wakacji. Pojawił się sam dla siebie, czy jest zapowiedzią zmian w życiu kobiety? Jeszcze nikłą, niemal niewidoczną…

Więcej o Marioli Landowskiej TU. Tu natomiast Janusz Bersz, artysta, ukochany Dziadek Maryny, bliski przyjaciel mojej Teściowej. Mówię przecież, świat jest mały. Ja też znałam Janusza Bersza, Dziadka Maryny.

janusz-bersz
Kotka doszukałam się z pewnym trudem, Maryna jest chyba zdania, że wcale go tu nie ma (jest jest, też niebieski! wygląda trochę jak żaba), uważa natomiast i chyba nie bez racji, że ten krajobraz z dworkiem i zamkiem to Bystrzanowice, dwór dziadków mojego męża, gdzie Janusz Bersz jako młody chłopak często bywał. Jeśli tak, to ten zamek u góry to Złoty Potok Raczyńskich, pan i pani koło drzewa to mogą być Dziadek Stanisław i Babcia Konstancja, a dziewczyna w niebieskiej sukience to moja Teściowa.

bystrzanowice-berszTa akwarela, namalowana przez Dziadka Maryny, znajduje się w zbiorach mojej Teściowej. I pomyśleć, że poznałyśmy się z Maryną dzięki Facebookowi.

O Bystrzanowicach było już na blogu – wiele miesięcy temu zamieściłam fragment wspomnień mojej Teściowej o aresztowaniu jej Ojca, Stanisława Grabkowskiego i utracie Bystrzanowic w roku 1945, a dwa dni temu, na rzecz tego wpisu, opublikowałam TU rozdział o życiu codziennym w Bystrzanowicach i przez najbliższych kilka tygodni będę publikowała dalsze fragmenty tej rodzinnej książeczki.

basia-kotDo zbioru zatytułowanego roboczo “Koty stworzone przez naszych przyjaciół” koniecznie trzeba dodać drewnianego kota Barbary Ur. O niej też już tu pisałam, dziś – kot! Kiedyś było tych kotów 50, ostał się tylko jeden. Zostały przygotowane na jakąś wystawę w galerii i klienci rozchwytali je jak ciepłe bułki. Kot należy do kolekcji wysokich smukłych rzeźb Barbary jak Sandra i Kosandra, jak Madonna dźwigająca dziecko na plecach, jak portrety, totemy i demony z całego świata. Przypomnijmy je sobie – są TU.

kotpionwolf

Jest jeszcze kot Wolfa Howarda, który wisi u mnie w kuchni. Howard nie jest moim przyjacielem, ale wystawiał kiedyś w Galerii Zero, prowadzonej przez moją synową i mojego syna, i to z nimi się zaprzyjaźnił. Ciekawe, że jak powiesiłam kota w kuchni, jedna z moich przyjaciółek rzuciła na niego okiem i powiedziała, o, Howard! Okazuje się, że to postać dobrze znana, również z konszachtów z kotami. Namalował między innymi kota ze statkiem w tle. To słynny obraz – Mrs Chippy – i słynny statek, dużo o nim wiem z okresu, gdy redagowałam książkę mojego Ojca, Dariusza Boguckiego, o żeglowaniu w lodach. Sam Howard tak napisał o tym obrazie, broniąc niejako swego pozornie naiwnego sposobu malowania:

Wolf_Howard._Mrs_Chippy“People have said do me, ‘What’s the point in painting a cat? My five-year-old daughter could do that.’ Yes, she could, but would it be a cat that had the look in its eyes that conveyed to you that it was about to be shot? That’s the fate that befell Mrs. Chippy during one of the greatest survival adventures ever—Ernest Shackleton’s voyage to the Antarctic in 1914 on the ship Endurance—shown in the background of the painting , stuck in the ice, as the crew drag the small open boat which later accomplished an 850-mile rescue journey through sixty-foot waves.That’s the difference between my cat and a five-year-old’s.”

Moja synowa Ania podarowała mi kiedyś niebieskiego kota. Podobnie jak kot Howarda – niebieski kot z ogonem w kształcie serca mieszka w kuchni.

kotanikrenzA tu dwoje przyjaciół Maryny Over: Jolanta Pilimon

jola-pilimon-kobiety-i-kotyi Krzysztof Figielski

Krzysztof Figielski kotek

oraz przyjaciółka Doroty Cygan – Edyta Purzycka

edyta-purzycka

Kocie sprawy łóżkowe

Wpis Ewy Marii Slaskiej dedykowany, po raz kolejny, Marynie Over

Trzeba poświęcić cały wpis sprawom łóżkowym, bo to ważny rozdział w koegzystencji kota i człowieka. Zacznijmy może od sytuacji dramatycznej, a potem już tylko będziemy stopniować napięcie.

Panie i Panowie… Tatatata! Kot Simona:

Każdy z właścicieli kotów to zna, właściwie bez zmian. Poranny koci miauk, przeraźliwy i konsekwentny. Też znam. Schyzia dodaje jednak do naszych spraw łóżkowych pewną atrakcję, z którą w opowieściach innych nigdy się nie spotkałam. Otóż jak wściekła bestia atakuje moje stopy, jeśli przez sen nieopatrznie wytknę je spod kołdry. Schyzia oczywiście, nawet mimo wieku, jest kotem bojowym i potrafi nieźle dokuczyć, ale mnie z zasady niemal nigdy nie tyka. Tymczasem moje stopy, gdy ukazują się oddzielone ode mnie kołdrą, to w jej pojęciu jakiś potworny wróg i nie jest wykluczone, że kot w ogóle nie kojarzy ich ze mną, lecz przeciwnie, uważa, że to dzikie zwierzęta, atakujące jej panią i trzeba je natychmiast unieszkodliwić.
Imterpretację można uznać za wzruszający objaw mego przywiązania do kota, ale nie zmienia to faktu, że nasze wspólne noce bywają nadzwyczaj dramatyczne.

A tymczasem istoty nieświadome, bo nie posiadające kotów, wyobrażają sobie, że pani z kotem w łóżku wygląda tak:

Fritz Erler (1868 – 1940)Pięknie prawda? Ileż godności i spokoju! Fritz Erler (1868 – 1940). Erler był słynnym niemieckim malarzem wojennym, który tworzył obrazy o I wojnie światowej. Nie przepadałam więc za nim, choć było takie lato, że, przez kicię zresztą, często musiałam o nim myśleć. Kotek mianowicie ciężko zachorował, a zdarzyło się to, jak zawsze przecież, w niedzielę. Czyli trzeba jechać do kliniki, albo szukać dyżurnego weterynarz. Ten, którego znalazłam mieszkał potwornie daleko, ale był (jest) Polakiem i okazał się, okazali się zresztą oboje, i on, i żona, wspaniałymi lekarzami. Opiekowali się Schyzią z ogromnym poświęceniem, wyprowadzili ją z terminalnej choroby i zapewnili do dziś spokojne, zdrowe życie. Nie mam auta, codziennie, a przez pierwsze dni – dwa razy dziennie – pakowałam Schyzię do  grubej płóciennej torby (Schyzia nie znosi koszyków), przytulałam do piersi i 45 minut jechałam metrem, potem przez 15 minut szłam, przez godzinę towarzyszyłam kotu, któremu trzeba było aplikować kroplówki, po czym wracałyśmy do domu. Szłam zawsze przez Aleję Fritza Erlera i zawsze z pewnym niepokojem myślałam o tym, że to ulica człowieka, który służył wojennej propagandzie. W Berlinie takie myśli są nieuniknione, nawet jak się nie żywi wrogich uczuć. Plakat z reprodukcją obrazu Erlera zachęcający do zbierania pieniędzy na wojnę (I wojnę) przyniósł Bankowi Cesarstwa 13 milionów marek, więcej niż jakakolwiek inna akcja propagandowa. Po wojnie i dojściu Hitlera do władzy Erler malował portrety Führera i innych osobistości NSDAP. W roku 1940 szczęśliwie umarł.

A tu kotek.

Poniżej też kotek, i też w łóżku, ale tym razem z panem. Giovanni Lamfranco. 1582-1647. Włoch, późnorenesansowy czy też jak chcą krytycy protobarokowy, a człowiek głowę by dał, że manierystyczny w stylu prerafaelitów, a może nawet całkiem współczesny i tylko z lekka stylizowany na manieryzm. Myli zwłaszcza szelmowskie spojrzenie młodego pana i tematyka, zupełnie niepodobna do tego, jak artysta malował oficjalnie – słynął bowiem z monumentalnych fresków, malowideł na plafonach, sufitach i kopułach oraz ołtarzy o tematyce nadzwyczaj religijnej. I tu nagle młody nagi pan w łóżku. Z kotem. 1620 rok. Dziś w Londynie, w zbiorach Walpole Gallery. Obraz, który skłania krytykę do wysuwania niedwuznacznych domniemywań. Ale w dziele artysty nie ma innych obrazów, które potwierdzałyby te przypuszczenia, nic też nie zachowało się w dokumentach.

Giovanni Lamfranco -kot

A tu znowu Pablo Picasso – namalował tyle kotów, że naprawdę bez niego żaden wpis się nie obędzie. Wierzyć się nie chce, że to on, taki ten obraz normalny, taki, w którym widać, że malarz nie będzie tu robił żadnych eksperymentów z nosem, ręką czy udem, i że z sympatią traktuje swoją modelkę. “Młody był”, napisała Maryna Over w jednym z komentarzy na Facebooku. No tak, rok był zaledwie 1900, malarz miał dopiero 19 lat.

PicassoDonna con gatto1900Tak się powinno leżeć z kotem w łóżku, miły przytulny kotek. Niestety życie znacznie częściej szykuje nam niespodzianki, na przykład w postaci kota, który przez cały czas, gdy przygotowuję ten wpis, łazi po klawiaturze, a teraz ułożył się dokładnie tak, żebym nie widziała na ekranie, co piszę. Zaraz pójdziemy spać, co mi przypomniało pewną łóżkową historię z kotem w roli głównej. Miałam kiedyś osobistego narzeczonego, który był osobą nader trudną. Pewnie, każdy osobisty narzeczony jest trudny, podobnie zresztą jak mąż, syn i ojciec, a i, gwoli sprawiedliwości, matka, żona, narzeczona, córka i siostra. Wszyscy jesteśmy trudni, ale ten był wybitny. Kiedyś pokłócił się ze mną o coś zaraz po powrocie z pracy, a wracał w porze, kiedy ja właśnie wstawałam, a za oknem gwizdały kosy. Pokłócił się, po czym zadowolony z siebie postanowił pójść spać (do mojej sypialni, bo to było moje mieszkanie, nie jego), zostawiając mnie w kuchni z gwiżdżącymi za oknem kosami. Poszedł do sypialni, gdzie na łóżku siedziała Schyzia. Spojrzała na niego wrogo i nafuczała, a gdy chciał ją odsunąć – udrapała. Narzeczony wrócił do kuchni jak niepyszny, poprosił o plaster i zapytał, czy mogłabym zabrać kota. Niestety nie mogłam.
La Calata Culta2Wkrótce potem narzeczony przestał pełnić tę funkcję.

Tyle na temat kotów w łóżku. A na zakończenie obrazek, o którym nic nie wiem. Ma kilka podpisów i napisów, życie paryskie, kotki Ninotki, towarzysze w łóżku.  Maryna wytrzasnęła ten obrazek ze strony La Calata Culta. To strona pisarki Leslie Guevara o erotyce i przewrotnych erotycznych okrucieństwach, zwłaszcza takich, które wykonują małe dziewczynki. Ta Calata Culta może oznaczać Kultową Inwazję, a inwazja w erotyce może oznaczać wiadomo co. A La Calata to taniec starowłoski z XVI wieku grany na lutni.  Nic nie rozumiem, ale to chyba nie szkodzi.

Koty a nagość

ianoneEwa Maria Slaska, kolejny wpis o kotach

Zanim zajmę się tematem właściwym, chciałabym podkreślić, że nagość przestała być tabu nawet na ulicy. Oto plakat wystawy radosnej amerykańskiej malarki hippisowskiej, Dorothy Iannone, zwolenniczki wolnej miłości i emancypacji kobiet, umieszczony na tablicach i słupach ogłoszeniowych w Berlinie. Na wystawie aż się roi od cipek i kutasków, pod tym względem plakat, który sfotografowałam na stacji metra, jest zasadniczo niemal purytański. Tym niemniej dziecię, które stoi niżej (metrycznie) niż dorosły, ma okazję obejrzenia bardzo dokładnie wszystkich kolorowych szczegółów. “A co to?” “Pani.” “A to?” “Pan.” “Aha.”

W związku z tym mogę się przestać martwić tym, że Maryna Over nadesłała mi mnóstwo pięknych aktów z kotami i spokojnie je tu umieścić. W końcu jest marzec, miesiąc kociej erotyki, a ludziom miesiąc obojętny, erotyka zawsze może być kolorowa. Oczywiście może też mieć 50 szarych twarzy, ale to już inna opowieść.

Już raz zresztą pokazałam TU bardzo piękny akt kobiecy w nader niezwykłej perspektywie. Był to obraz Mary Beth Mackenzie, też zresztą Amerykanki, podobnie jak Iannone.

Muszę przyznać, że współpraca z Maryną owocuje coraz to nowymi odkryciami – nie znałam Mary Beth Mackenzie, nie znałam też Alexa Colville. Ale też Maryna zna historię sztuki i sztukę jak mało kto.

Aex Colville Lodowka 1977Alex Colville, Lodówka 1977

Kanadyjczyk. Urodził się w sierpniu 1920, umarł w zeszłym roku, 23 lipca 2013. Miał 93 lata, niby dużo, ale ponoć my wszyscy dożyć możemy takiego wieku, a Wy żyć będziecie nawet 150 lat.

W roku 1942 zaciągnął się dobrowolnie do armii kanadyjskiej, brał udział w walkach w Europie, gdzie nadano mu funkcję i tytuł malarza wojennego. Po zakończeniu działań wojennych przebywał w Niemczech, gdzie stworzył cykl obrazów o okrucieństwach obozu koncentracyjnego w  Bergen-Belsen.

Najsłynniejszy jego obraz to Podróż na Wyspę Księcia Edwarda (1963), ale kto by się spodziewał Ani z Zielonego Wzgórza, to się bardzo zdziwi, bo zobaczy kanadyjską wersję socrealistycznego obrazu Wojciecha Fangora (Postaci, 1950). Kobiety ze szkłami zamiast oczu. (Fangor po lewej)

colville-fangor

Carmen Aldunate Dom publiczny z kotemCarmen Aldunate, Dom publiczny z kotem

Aldunate, chilijska malarka i feministka, urodziła się w roku 1940 – że jest feministką, widać gołym okiem. Kobieta na obrazie ma nie tylko nogę w gipsie (wybitnie nieerotyczny szczegół), ale też surowe spojrzenie istoty całkowicie niezależnej, a kot jeszcze to wrażenie potęguje. Ani kot ani prostytutka nie są przymilne i nie robią nic, by się przypodobać mężczyźnie.
Carmen Aldunate maluje zazwyczaj stylizowane i uwspółcześnione kobiety renesansowe – ślady jej stylu widać w nakryciu głowy prostytutki i tapecie.

Felix VallottonKobieta-z-kotemFelix Vallotton, Kobieta z kotem 1919

Urodził się w Szwajcarii, żył w latach 1865-1925, działał w Paryżu.

Takie były czasy, wszyscy artyści albo mieszkali w Paryżu albo chcieli tam zamieszkać. Nazwa polskiej grupy artystycznej – kapiści – pochodzi od liter KP, skrótu “Komitetu Paryskiego”, czyli Komitetu Paryskiej pomocy dla wyjeżdżających studentów na studia malarskie do Francji, zawiązanego w 1923 roku przez Józefa Pankiewicza na krakowskiej ASP.

PicassoKobieta-z-kotami-na snieguX
I na zakończenie Pablo Picasso, kobieta z kotami na śniegu.

Pablo Picasso był miłośnikiem kotów, tym bardziej więc zastanawia motyw tego obrazu. Osobiście nie chciałabym jako modelka kucać nago na śniegu, a nawet Picasso nie zdołałby skłonić Schyzi do tarzania się w białym, zimnym, brrr…

Obraz Picassa Dora Maar z kotem z roku 1941 został właśnie sprzedany w Sotheby’s w Nowym Jorku za 95,2 milionów  dolarów. Nie pokazuję go tu, bo Dora Maar, młoda argentyńska przyjaciółka Picassa, w okresie, gdy artysta miał 55 lat, jest na tym obrazie ubrana. Tytuł obrazu jest nieco zagadkowy, bo podobno nie każdy potrafi odkryć na nim kota. Proszę bardzo, gdzie jest kot?

Maryna i koty

Przez wiele miesięcy zawsze w niedzielę pojawiał się tu wpis poetycki, z reguły z muzyką lub nagraniem recytacji, z reguły w wielu językach. Od dziś poezja ustępuje miejsca kotom. A dokładniej Marynie i jej kotom. Maryna Over prowadzi na Facebooku piękną stronę o sztuce No woman no cry, z zawodu jest (chyba) krytykiem (krytyczką?) teatralnym(ą), w każdym razie studiowała na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Poza tym jest miłośniczką sztuki, jamników i kotów, chociaż może kotami zajęła się tylko dzięki moim zachwytom, bo podobno ma alergię na koty. W ciągu ostatnich tygodni dostałam od niej mnóstwo wyszukanych nie wiadomo gdzie i jak obrazów z kotami.

Koty pana Chardina

Koty once mehr

Stare papiery 9 i koty

Bestiarium mojej siostry

Поэзия / Тимур Шаов (Жизнь котов)

lost catTak, widać, że koty już były na tym blogu, po części właśnie dzięki Marynie. Od dziś będą się tu pojawiać co tydzień, w niedziele, bo niedziela to dobry czas dla kotów. Można się powylegiwać, polenić…

Zaczniemy od cytatu, przysłanego przez moją siostrę. “You can never know your cat. In fact, you can never know anyone as completely as you want. But that’s okay, love is better” – Caroline Paul in “Lost Cat”.

Caroline Paul was recovering from a bad accident and thought things couldn’t get worse. But then her beloved cat Tibia disappeared. She and her partner, illustrator Wendy MacNaughton, mourned his loss. Yet weeks later, Tibia waltzed back into their lives. His owners were overjoyed. But they were also… jealous? Betrayed? Where had their sweet anxious cat disappeared to? Had he become a swashbuckling cat adventurer? Did he love someone else more? His owners were determined to find out.

Using GPS technology, cat cameras, psychics, the web, and animal communicators, the authors of Lost Cat embarked on a quest to discover what their cat did when they weren’t around. Told through writer Caroline Paul’s rich and warmly poignant narrative and illustrator Wendy MacNaughton’s stunning and hilarious 4-color illustrations, Lost Cat is a book for animal lovers, pet owners, and anyone who has ever done anything desperate for love.

Dzisiejszy wpis z kotami Maryny poświęcę sobie – kobiecie w sukience, z kotem na kolanach. Lubię, jeśli sukienka jest niebieska.

Raz już tu była dziewczyna z kotem w niebieskiej sukience. Ale jest ich więcej.

Gwen John (British painter, 1876-1939-kotGwen John, british painter, 1876-1939. Wikipedia wrote:
She was a Welsh artist who worked in France for most of her career. Her paintings, mainly portraits of anonymous female sitters, are rendered in a range of closely related tones. Although she was overshadowed during her lifetime by her brother Augustus John, her reputation has grown steadily since her death.

And further!

In the autumn of 1903, she travelled to France with her friend Dorelia McNeill (who would later become Augustus John’s second wife). Upon landing in Bordeaux, they set off on a walking tour with their art equipment in hand, intending to reach Rome. Sleeping in fields and living on money earned along the way by selling portrait sketches, they made it as far as Toulouse.

Max Liebermann, Old woman with a cat 1878, Getty MuseumMax Liebermann, Old woman with a cat 1878, Getty Museum

Najlepszy niemiecki impresjonista. Żyd. Żył w latach 1847-1935. Mieszkał w Berlinie, w dużym domu koło Bramy Brandenburskiej (Pariser Platz 7) i był za życia tak sławny, że był jedynym prywatnym człowiekiem, którego adres podawano w niemieckich beadekerach.

W roku 1898 jako członek jury der “Großen Berliner Kunstausstellung” (Wielkiej Wystawy Sztuki w Berlinie) nominuje do nagrody prace Käthe Kollwitz i Waltera Leistikowa. Cesarz Wilhelm II nie zgadza się na tę nominację, co sprawia, że Liebermann i inni artyści zakładają własną grupę artystyczną, znaną w historii sztuki jako Secesja Berlińska.

Boldini-kotGiovanni Boldini (1842 – 1931), włoski malarz, który większą część życia spędził we Francji. Był portrecistą ważnych mężczyzn i słynnych pięknych kobiet Belle Époque. Namalowany przez niego portret Marthe de Florian, aktorki, kurtyzany i przyjaciółki artysty, został w roku 2010 odkryty w jej paryskim mieszkaniu, opuszczonym przez nią w roku 1942. Marthe uciekła przed hitlerowcami na południe Francji i już nigdy nie wróciła do Paryża. Mieszkanie przez 70 lat było zamknięte. Gdy je przypadkiem odkryto, świat obiegło zdjęcie wspaniałego, zabałaganionego wnętrza. Na portrecie Marthe jest ubrana w atłasową suknię i boa w kolorze starego różu.  Portret został namalowany w roku 1888, gdy aktorka miała 24 lata. Gdy umarła w roku 2007, miała 91 lat. Ocenia się, że portret jest wart ponad trzy miliony euro.

Wojciech FangorWojciech Fangor. Urodził się w roku 1922 w Warszawie. Malarz, plakacista, rzeźbiarz. W swoim czasie jeden z czołowych przedstawicieli socrealizmu, człowiek, który namalował słynną “Matkę Koreankę”. I jest to bardzo dobry obraz. Popatrzcie.

W roku 1961 wyjechał na wiele lat z kraju. Do Polski wrócił w roku 1999.  W latach 1964-65 mieszkał w Berlinie, ale nigdy nie znalazłam tu śladów jego pobytu. Nikt go też nigdy tu nie wspominał. Natomiast wiele lat później nazwisko artysty pojawiło się w berlińskich wiadomościach typu kronika kryminalna. Wiadomość miała zostać tak sformułowana, żeby nikt niczego się nie dowiedział.  Oto niejaki Sławomir S., lat 36, Polak, remontował wraz z kolegami berlińskie mieszkanie znanego polskiego kolekcjonera sztuki. Obraz Fangora, na czas remontu przechowywany skrzyni, został ukradziony w gabinecie dentystycznym, w akcie zemsty za niesolidne rozliczenie pracy ekipy. Panowie budowlańcy nie znali wartości dzieła.
Jestem z Berlina, znam tego słynnego kolekcjonera sztuki-dentystę, posiadacza największej bodaj czy nie na świecie kolekcji elementów rozebranego i rozsprzedanego Muru Berlińskiego. Ciekawe, czemu nie można było w notce opisać wszystkiego prostym ludzkim językiem. I ciekawe, czy jest to nieudolność dziennikarza czy przesadne wymogi ochrony danych osobowych Pana Zbieracza. Zresztą poczytajcie sami: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Kradziez-cennego-obrazu-Wojciecha-Fangora-Zarzuty-dla-pieciu-osob,wid,14953661,wiadomosc.html?ticaid=11238f

PS. Napisałam ten wpis 17 lutego. To Międzynarodowy Dzień Kota, zapoczątkowany w Perugii w celu obrony kotów przed zabobonami. Dziś już nikt nie pamięta, że to dlatego ustanowiono ten dzień. Dziś po prostu wszyscy dzielili się ze wszystkimi kotami. Oto jeden z łupów zdobytych na Facebooku tego dnia:

http://culture.pl/pl/artykul/kot-a-sprawa-polska-polscy-artysci-i-ich-koty

Koty pana Chardina

Ewa Maria Slaska

Koty już tu były kilkakrotnie i to tak fascynujące, że aż ręka swędziała, żeby sprawdzić w Sieci, czy jest (a na pewno jest) strona lub wręcz strony zatytułowane we wszystkich możliwych językach “koty w sztuce”. Ale powstrzymałam się. Internet to pożyteczny instrument, ale nie chcę, żeby mi odbierał radość odkrywania i równie wielką radość dostawania. Gdy Maryna Over, przyjaciółka z Facebooka, przysyła mi takiego oto kota:

kot-pani-domuto radość z tego podarunku jest w zimowy poranek wręcz niebotyczna. Obraz namalował Charles Joseph Grips w roku 1881 i zatytułował “A Domestic Interior”, ale ktoś kiedyś dodał do tego obrazu na Facebooku jeszcze cudny komentarz po włosku: quando l’ospite dipinge il padrone di casa… – gdy gospodarz maluje właściciela… Aha, czyli to kuchnia Gripsa i jego kot.

Sam Grips działał w Belgii, był znany w Anglii i w Niemczech, ale był Holendrem, żył w latach 1825-1920, a malował jakby się urodził co najmnie o sto lat wcześniej. Albo o dwieście. Jak Peter de Hooch. Czyli co? Eklektyzm. Deprecjonująca nazwa, podczas gdy Grips jest po prostu cudny. Czyli co, jak mi się podoba, to znaczy, że mam nieciekawy, mieszczański gust i lubię to, co ładne. Tzw. kalokagacja, fuj, każdy prawdziwy modernista odwróciłby się ode mnie z niesmakiem. A ja z uporem – Grips, wnętrza, flamandzkie klimaty, koty, meble, piękny…

okazjaczynizlodziejaOkazja czyni złodzieja, 1875

Ciekawe, czy chodzi o to, że klatka jest być może otwarta, ptaszek wyleci, a kot jak to kot – skoczy i złapie. Moja poprzednia kotka – Matylda – potrafiła wyskoczyć za balustradę balkonu, upolować ptaka i wskoczyć z powrotem. Przynosiła takie truchełko do pokoju, tryumfalnie składała mi u stóp i żądała pochwał oraz szynki, bo sama takiego jadła nie konsumowała. To miałam zjeść ja, Królowa tego dwuosobowego stada dzikich łowców.

Ale tak naprawdę tematem dzisiejszego wpisu są koty pana Chardina. Jeden z nich zresztą też nadesłany przez Marynę, która odwiedziła w Madrycie Muzeum  Thyssena-Bornemiszy. Reszta objawiła się sama.

chardin-kot-rybyWłaściwie są to koty bardzo dramatyczne i, jak na dzisiejsze czasy, niemiłe do oglądania. Bo te koty pana Chardin łażą jak koty Gripsa po kuchni, ale kuchnia Gripsa jest sterylna, a kuchnia Chardina jest tłem dla rozpasanej orgii jedzenia, które się zaraz będzie spożywać, i to jedzenia połączonego z zabijaniem. Nie można mieć o to pretensji do Chardina. Inni też tak malowali.

 The_Ray -dwie

Campi Vincenzo-kot

To Vinzenzo Campi (1530/1535 lub 1536 – 1591). Wtedy tak się jadało i zresztą dziś nadal się tak jada. Tylko sklepy usuwają konsumentowi sprzed oczu co bardziej naturalistyczne widoki. Poza tym wcale nie wszystkie obrazy były takie krwiożercze, bo – wróćmy do pana Chardina – były i takie piramidy truskawek – to obraz z kolekcji prywatnej, szkoda że nie mojej…

truskawkiJean-Baptiste_Siméon_Chardin-wokularach

ale najmilszy jest chyba obraz z Luwru przedstawiający samego artystę – w okularach.
To on, Jean-Baptiste Siméon Chardin, urodzony 2 listopada 1699 w Paryżu, zmarły 6 grudnia 1779 roku – też w Paryżu, tak jak widział sam siebie na kilka lat przed śmiercią, w roku 1775.
I czyż nie piękne ma nakrycie głowy? Turban, wstążka, daszek… Wszystko w beżowych różach. Pani Poseł Kempa dałaby mu za to po oturbanionej głowie.

Zaniedługo następne koty od Maryny!