Kartonowy zderzacz kotów

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

czyli kolejne rozważania z pogranicza między fizyką kwantową a życiem

W tym roku oprócz setnej rocznicy interpretacji kopenhaskiej obchodzimy również dziewiędziesiątą rocznicę Kota Schrödingera. Z tej okazji, z myślą o kobietach, skonstruowałem “kartonowy zderzacz kotów”. Kot Schrödingera wprawdzie zawsze robi wrażenie na kobietach, ale koncentrują się na jego stanie martwym, co zaciemnia obraz superpozycji stanów żywy / martwy. Liczę, że mój “kartonowy zderzacz  kotów” tej wady nie będzie miał. Zderzenia są bezbolesne, są kocią zabawą, sprawiającą radość zarówno kotom jak i dzieciom. Ponadto zderzacz rzuca światło na wpływ kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej na teorię literatury i życie w małym miasteczku. Budowa zderzacza nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani substancji radioaktywnych. Wystarczy karton, szpilki, nożyczki i pisak.

Continue reading “Kartonowy zderzacz kotów”

In der Antwort an den Beitrag…

Koty, irysy, królowa Luiza

Christine Ziegler

Liebe Ewa,


zwei Katzen im Hof, mitten zwischen Natur der vierten Kategorie. Hat Johanna mal unsere beiden Nachbarkatzen Konfuzius und Lao Tse dokumentiert, als sie ausnahmsweise mal gemeinsam zuhause waren.


Katze_streetart wohnt, wenn ich mich recht erinnere, im Graefe-Kiez.


Die Schneekatze ist bei einer Stadtwanderung in der Jungfernheide entdeckt worden.

Das letzte Bild ist in der Columbiahalle entstanden, als die Band Katzenjammer dort aufgetreten ist.

Wo ich die Iris mal gefunden habe, das weiß ich nicht mehr.

Alles das für dein Vergnügen😉

Liebe Grüße

Christine

To tylko jesień

Teresa Rudolf

To tylko…

Ach, ten nastrój jesienny
jednym przypala serca
odejściem bliskości…

…czyjejś,

w przestrzeń niepoznaną,
raz błękitnie-niebieską,
a raz czarno-księżycową…

…przeźroczystą,

a i też i na drugą stronę ulicy
świata, z walizką żalu, bólu,
rozwalonej czyjejś przeszłosci…

…a kiedyś z porcelany.

Jesień, szumi rudo i cicho…
na sercu, na myślach, oczach,
uszach, z muzyką Beethovena…

…pocieszając mnie,

u Ciebie to tylko 
nastrój, zobacz;
wszystko stoi
na  swoim
miejscu.

Ach…
jakże
dziękuję.

Kot Moritz

Ach jesień,
koty pochowane
w piwnicach
lub miauczące
po ulicach…

…serce pęka.

A własne siedzą
na kanapach…

…serce pęka,

bo w tym kocim życiu,
całkiem jak w naszym,
jedne mają wszystko…

…a inne nic.

Do niedawna moja ręka,
gładziłaby kota Moritza
lecz i tu sprawiedliwość…

…jak u nas…

przychodzimy,
odchodzimy;
ludzie i koty.

Koty własne i cudze

Wpis bez ładu i składu, ale za to po prostu są tu świetne koty

  1. Koty nadesłane przez przyjaciół

Danusia:

W 162 rocznicę urodzin szewdzkiego malarza Bruno Andreasa Liljeforsa… Katt bland maskrosor / Kot wśród dmuchawców

Michał:

Koci tarot w wiecznotrwałym pudełku (sklep tarota w Londynie):

Marceli:

Kot uliczny (Berlin, Wedding)

2. Kot własny

czyli Rysia

3. Koty na wystawie BAAM (Berlin, Schönholz)

Wystawa BAAM jest jak ten wpis, bez ładu i składu, odbywa się w postindustrialnej scenerii i wystawia się tam no, może nie każdy, ale jednak wielu. Jest tak gęsta od dzieł sztuki wielkich i niewielkich, że nie wiem, czy znalazłyśmy z Agą Boo wszystkie koty. Oto te, które znalazłyśmy:

Z góry na dół: Bettina Hajanti, Creme de la Creme / Malte Hasem / P. Glück

Ciekawe, że na wszystkich obrazach z kotami jest też jedzenie, a na dwóch również kobiece nogi w eleganckich pantofelkach.

Magia odchodzenia

Teresa Rudolf


Dziura w sercu

Zrobiłeś dziurę
w moim sercu, 
by prześlizgnąć
Twe kocie ciało,
za tęczowy most.

A tam czeka już Lili…
Twa siostra, 
modelka
czarnych Kić 
jak smoła,
lub może jakaś
mgiełka…

Ty już wiesz, Ty wiesz…
Odleciały daleko
zielone jak trawa
łobuzerskie oczy,  
kocie  przemowy,
miłość jak kryształ…
…przejrzyście kocia.

Czary-mary

Roz-czarowanie,
o-czarowanie,
wy-czarowanie,
czarowanie…

Czarowanie;
słowem, obrazem,
głosem, magią,
muzyką, miłością.

Roz-czarowanie;
Tobą, sobą,
nią i nim;
ludźmi.

O-czarowanie;
spojrzeniem,
śpiewem,
naturą.

Wy-czarowanie;
królika z kapelusza,
różyczki z szalika
ze smutku radość…

Baby cmentarne 2

Ela Kargol

Ciekawe, że cmentarze, które odwiedziłyśmy pierwszego dnia, to dwa cmentarze św. Mateusza. Stary (ten, gdzie leżą Bracia Grimm) i nowy, tam gdzie leżą między innymi nasza przyjaciółka Joasia i niegdysiejszy założyciel i redaktor polonijnego czasopisma Pogląd – Edward Klimczak.

Potem przez dwa dni Ewa i Krysia chodziły samodwa, a jeszcze następnego dnia znowu ja ruszyłam na cmentarną wędrówkę.

To zdjęcie z kotem jest zrobione na cmentarzu św. Mateusza (Neuer St.-Matthäus-Kirchhof), cmentarzu w zaniku, oddanego naturze, tak jak cmentarz Brücknera.
https://de.wikipedia.org/wiki/Friedhof_Priesterweg

Wiersz o kocie Szymborskiej powstał w jakiejś messendżerowej rozmowie, a że jest przecież stulecie urodzin poetki (1923 – 2012) – to może pasuje.

Na śmierć poetki
Umrzeć tego nie robi się kotu.
W końcu i tak umarła.
Co zrobić ze śmiercią,
jak nie ma się kota.
Umiera się łatwiej?
Głupota


A zdjęcie w wianku na głowie pani, która jest stałą klientką kawiarni Finovo na Starym Cmentarzu św. Mateusza i nawet po zamknięciu jej nie opuszcza, kojarzy mi się najpierw z Barankiem, a potem z Dziadami.
https://www.youtube.com/watch?v=DqBuIaa2-_s

Na głowie kraśny ma wianek….
Deszcz jej niestraszny,
mróz ani wiatr.
Czasami zmienia wianek,
czasami ktoś
jej coś podrzuci.
Ostatnio kalosz,
może na jesienne słoty.

W sumie tu nie ma żadnego wiersza, tylko spostrzeżenie

A to jest Friedhof Grunewald, zwany ze względu na swoje połozenie wyspą śmierci
https://de.wikipedia.org/wiki/Friedhof_Grunewald

Ruhestätte
Das Leben flüchtet mit dem Zug.
Zügig.
Begegnet die Liebe,
die nimmer aufhört
und ruht im Frieden.

I wreszcie cmentarz artystów na Stubenrauchstrasse. Leży tam Marlena Dietrich a także nasza przyjaciółka Viki, ta, z którą zaprzyjaźniłam się już po jej śmierci. Idąc do Marleny kierowałam się zawsze aniołem. Bo wysoki i miał oko na wszystko. Anioł okazał się kobiecą postacią opłakującą. Zszedł ( w zasadzie zeszła) z piedestału. Oparła się o drzewo, a ponieważ ją do niego przywiązano, stoi, marznie i moknie. Obraz nędzy i rozpaczy….i przemocy wobec kobiet. Z cyklu: cmentarne baby.

Dzień Kota

i z tej okazji

Teresa Rudolf

Kocie migawki

***

***

Koci-Koci-Łapci;
rafinezja oczu,
miau dzienny,
mruk nocny,

…jak Cię nie 
kochać?

***

Tak wzruszasz;
kiedyś szybki
skok “na niebo”,
dziś z trudem
na mini stolik,

staruszek
…Moritz,
zostań
jeszcze,
proszę…

***

Ty, mruczadło
na kolanach,
Twoje 
i moje
ciepło, 
to wspólny
serca piecyk…

…jak Cię nie
kochać?

***

Tak patrzysz
dziwnie 
filozofie,
zgubiłeś 
ząbki
Drakulo
mój,

od myślenia, 
czy ze starości?

Rozpuszczalna zima biała

Teresa Rudolf

Śniłaś mi się

Ach, to już tyle lat,
cóż Ci powiedzieć
gdybyś zapytała,

co chciałabyś wiedzieć?

Czego nie wiesz?
Powoli świat się
z nami starzeje;

zwiałaś przed starością...

Kicię Lili, pamiętasz?
za mostem tęczowym,
Moritz zęby pogubił,

taki już to kotek Drakula...

Zima znów, jeszcze biała
biel jej bardzo delikatna,
w ręku rozpuszczalna,

tak biała, jak Twoja Dasza, 

ona biega też z moją Lili, 
bawią się; biały pies 
z czarnym kotem...

...odwiedzasz je tam czasem?



Mury

istnieje mur milczenia
długi jak ten chiński,
istnieją smutne oczy
bez spotykania innych,

istnieją ręce nigdy
nie oddające uścisku,
istnieją usta skrzywione
od przekleństw i sarkazmu,

istnieją serca bez serca,
drzwi bez klamki i zamka,
niepotrzebne teraz nikomu
...od wewnątrz i od zewnątrz.

istnieją 
wyprowadzki
od-ludzi-do-nikąd...
w zimną samotność.