Szalony duszy taniec grzebiącej w przeszłości, raz w radości, a raz w bólu, raz w umyśle, a raz w sercu, niekiedy czerwonej ze wstydu. czasem wyprostowanej z dumy…
…a czasem, wymazanej gumą myszką na zawsze…
Umysł…
Sieć wiedzy i niewiedzy, gęsto utkana (z otworami), z radarem na Nowe, dostępne jak małe Tatry, niedostępne jak Mont Everesty, upadki, sukcesy, małe śmierci i zmartwychwstania…
…a czasem pustkowie, odłączone od prądu…
Zanieś mnie…
Nie daj się prosić, nie daj, Wiosno zanieś mnie w muzykę z kwiatów, złudzeń,
z szelestu motyli, brzęczenia insektów czyichś lekkich słów, piękna istnienia…
kiedy tak mocno czuję, że jestem, że jestem… nie daj się już prosić, po prostu, zanieś mnie…
Eigentlich wollte ich weiter über Syrakus für unseren Blog berichten, doch wie soll ich über antike, barocke Prachtbauten und unendlich grüne Ebenen mit Tausenden von Orangen- und Zitronenblüten und Früchten schreiben, wenn rundherum so viel zu Bruch geht, sich verändert und nach Hilfe ruft? So sind mir die letzten Eintragungen im Blog zur Inspiration geworden, außerdem ein Buch, das ich neulich gelesen habe. Wahre Künstler sind fast immer Vordenker, sensibel erspüren sie Prozesse, die vor sich gehen, die aber wir normalen Sterblichen vielleicht noch nicht so wahrnehmen. Was Ewa über Yoko Ono und Cut Piece auch über Marina Abramović und ihre Performance Rhythm 0, weiter über gewaltgeladene Filme schrieb, schien mir sehr einleuchtend. Einerseits wollen die Künstler unserer Gewaltaffinität nachspüren, aber auch unsere Verwundbarkeit testen. Da die Welt eigentlich auf Vertrauen basiert, überprüfen sie auch das. Sie fragen immer wieder: woher kommt die Gewalt, die von uns, über uns von irgendwoher kommt und uns überfällt, ob wir sie kontrollieren können.
1. Mai 2025 / 12:00 – 15:00 Für 5 Teams zu je 1 bis 3 Personen (Ausnahme für Familien mit Kindern)
Treffpunkt: Tamara Danz Str, 11 / 10243 Berlin H: 12:00 Abschluß: Asman-Bäckerei, Hildegard-Jadamowitz-Str. 18 / 10243 Berlin H: 14:00 Mit dabei zwei bekannte Berliner Schriftstellerinnen – Claudia von Gélieu* und Tanja Dückers**
Absolutna uczta dla duszy i umysłu. Ogromne tłumy towarzyszyły otwarciu wystawy Yoko Ono: Music Of THE MIND w Muzeum Gropius Bau. Wystawa jest uhonorowaniem przełomowej twórczości artystki i aktywistki. Obejmuje siedem dekad i śledzi ewolucję innowacyjnej, multidyscyplinarnej pracy Ono oraz dokumentuje jej trwały wpływ na sztukę, od lat 60 do dnia dzisiejszego. Wystawa obejmuje ponad 200 prac Ono, w tym instrukcje i partytury, instalacje, filmy, muzykę i fotografie, wiele które podkreślają radykalne podejście Ono do języka, sztuki i uczestnictwa. To na pewno nadal rezonuje. Jako ikona feministycznej muzyki, producentka, reżyserka i performerka, Ono spędziła ponad dwie dekady, przełamując granice i zmieniając popkulturę na dobre.
Ewa napisała wczoraj, że jej nie lubliśmy, bo rozbiła Beatlesów. A ja lubiłam Yoko Ono, ciekawa osobowość, inteligentna, o bogatym życiu prywatnym i artystycznym. Podziwiałam ją jako artystkę i aktywistkę. Bardzo pasowali do siebie z Lennonem. Kobieta bez skandali, schowana w cieniu. Nie miała parcia przed szereg, mało mówiła słowem, prezentowała się poprzez działania graficzne, artystyczne.
Była ikoną naszych czasów. Nie lubliśmy jej, gdy się pojawiła, bo byliśmy zdania, że to ona przyczyniła się do rozpadu Beatlesów. Na pewno mieliśmy rację. Miała wysokie mniemanie o sztuce i o sobie, tak wysoko ulokowane, że jak Lennon tam do niej dołączył, to nie mógł już dalej niefrasobliwie podskakiwać z chłopakami na schodach na dworcu albo w pałacu Królowej, bo przygniatał go ciężar odpowiedzialności za świat, sztukę, kondycję ludzką i, oczywiście, za Yoko Ono.
Tekst: Ewa Maria Slaska Zdjęcia: Ela Michalak, Ela Kargol, Krysia Koziewicz, Ewa Maria Slaska, głównie jednak Ela Kargol
A więc było tak. Wczoraj był koncert. W fajnym miejscu, bo w tzw. Heimathafen, czyli Porcie Macierzystym – sali widowiskowej w berlińskiej dzielnicy Neukölln:
Program przygotował dyrygent orkiestry, Mariusz Woźniak, konferansjerkę prowadziła jego żona, grali i śpiewali młodzi ludzie z Zielonej Góry i okolic, a na zakończenie wystąpiła Kashia Vega, mieszkająca w Berlinie polska kompozytorka, pianistka i piosenkarka. Kasia właśnie nagrywa pierwszą płytę – Kropla – i wczoraj przedstawiła dwie piosenki z tej płyty.
I jeśli myślicie, że była to typowa impreza polonijna – to się mylicie, aczkolwiek rzeczywiście była to impreza polonijna.
A jeśli myślicie, że była to typowa produkcja estradowa, czyli tzw. chałtura, jak w PRL-u określano składankę tego i owego – to się mylicie, aczkolwiek rzeczywiście była to składanka.
Było wesoło, różnorodnie, radośnie, wszyscy się świetnie bawili, scena i widownia po równi tryskały energią, widownia była w nastroju do zabawy, a na scenie prezentowały się utwory na naprawdę wysokim poziomie, w ciekawej aranżacji i naprawdę profesjonalnie wykonane.
To my, Ela i ja, Kasia Vega oraz Kasia i ja.
A teraz już po kolei: pani konferansjerka i Kasia w roli moderatorki, a potem soliści i zespół. Może się mylę, ale zespół instrumentalistów składał się niejako z dwóch części – orkiestry kameralnej i zespołu rokowego z gitarą, gitarą basową, perkusją, wiolonczelą i klawiszami. Gitary były znakomite.
A tu jeszcze raz Kasia z piosenkami z własnej płyty:
O Kasi jeszcze tu będzie, bo już się umówiłyśmy na rozmowę. Czyli – ciąg dalszy nastąpi.
I na pożegnanie – wesołe kolorowe zdjęcie młodych kobiet.
Naprawdę – bardzo to było ładne, wesołe, barwne. I ani razu nie mówiliśmy o tych wszystkich ohydnych dziadach! Niech żyje muzyka!
Byłam na konferencji o problemach kobiet w krajach byłego bloku wschodniego.
The Fifth Conference in Memory of Arseny Roginsky: Womens Experience in the postsocialist bloc. Terror, Resistance, Memory 2025
Arseny Roginsky (1946-2017), was a historian, political prisoner, and one of the founders of Zukunft Memorial.
Konferencja bardzo ciekawa. Największe wrażenie zrobił na mnie referat Iriny Sandomirskey, Rosjanki, uciekinierki, pracującej na Södertörn University w Szwecji: Women’a Memory of the Gulag: The Object as a Material Experience, Historical Testimony and a Figure of Silence.
Ostatnio, przez zbliżającą się wystawę i spotkanie Marcelego Klimka, zajmuje mnie haft, wzruszyło mnie więc, że głównym obiektem, jakim Irina ilustrowała swój referat, była haftowana serwetka.
Левина Зинаида Семеновна. Салфетка с вышивкой.
Квадратная салфетка с филейной вышивкой ручной работы, по краям орнамент, в углах чередуются розы и осы. В середине вышито полосами: “Ларуся люби маму 19 18/IV 38”. Сделана Зинаидой Левиной в лагере на Колыме для дочери Ларисы.
Irina mówiła o kobiecej pamięci i o tym, że nie tylko słowa, ale również obiekty zachowują pamięć, nie tylko pamięć o nich samych, ale też o osobach, które je wykonały, które ich używały, o tych, dla kogo były przeznaczone. Obiekty są inne niż słowa, zastępują słowa, dając twórcom i twórczyniom prawo do milczenia. To sformułowanie było w tym referacie bardzo ważne, może najważniejsze. Prawo do milczenia.
Więc tak, niemiecka Lachyoga jest tłumaczona na polski bardzo poważnie jako Joga śmiechu. Ja sama na mój ówczesny blogowy, a był to zamierzchły blog, dziś nieistniejący, wiele lat temu całkowicie zlikwidowany przez Gazetę Wyborczą, na swój zatem blogowy użytek przetłumaczyłam ją na jogę śmieszkę, nawiązując do mewy śmieszki. Joga śmiechu stawiała wówczas pierwsze kroki, myślałam, po raz drugi w życiu zresztą, że uda mi się wprowadzić do polszczyzny fajne spolszczenie zamiast zwykłego dosłownego tłumaczenia. Zamiast lajków proponowałam lajkoniki, a jogę śmiechu chciałam nazwać jak mewę – śmieszką. Ale cóż, nie przebiłam się. 😦