Dear all, it’s been 5 years since we organized and walked Civil Marsh For Aleppo. Now I would like to ask for your support – to sign a peace declaration in order to get (more) women around peace negotiation tables: https://www.womenpeacetable.com/en
Alli Neumann – eigentlich Alina-Bianca Neumann – ist ein Phänomen. Schon früh lebte sie ihre Liebe zur Musik aus, brach als Dreizehnjährige dafür sogar vorübergehend die Schule ab und hat mit gerade mal 26 Jahren ihren Kindheitstraum bereits verwirklicht: Sie lebt von der eigenen Musik, tourt durch Deutschland und begeistert mit ihren alternativen aber eingängigen Songs, emanzipatorischen Texten und ihrer Bühnenpräsenz ein größer werdendes Publikum. Obendrein kann die junge Sängerin bereits auf Rollen in drei Spielfilmen zurückblicken. Dabei lief es für die in Solingen geborene Tochter einer polnischen Mutter und eines deutschen Vaters keineswegs immer rosig.
In ihrer Jugend sang Alli Neumann ihre Lieder auf Englisch. Wenn Freund:innen ihr sagten: „Sing doch mal auf Deutsch, das ist bestimmt noch geiler“, konnte sie das nicht nachvollziehen. Bis sie einmal spontan einen Songtext von sich ins Deutsch übersetze, um den Anderen zu zeigen, wie bescheuert das klang. Tat es aber nicht. Sie war selbst erstaunt darüber, wie die Worte nun eine viel direktere Wirkung erzielten.
Dass 2023 das Jahr von Szymborska ist, hat uns Ewa irgendwann schon vermittelt. Der hundertste Geburtstag der Lyrikerin fiel auf den 2.06.2023; das weiß ich ganz genau, denn das war ein Freitag und da kaufen wir in Italien immer „La Repubblica“. In dieser Ausgabe gab es einen langen Artikel über „La grande Szymborska“, eine Auswahl schön übersetzter Gedichte und die Ankündigung eines Gedichtbandes, der aus diesem Anlass erschienen ist. Angeblich werden Szymborskas Gedichte vor allem von ganz jungen Menschen in Italien gelesen, sie erscheinen in den sozialen Netzwerken, werden kopiert und weitergeleitet. Klar sie sind leicht, zeitlos, oft kurz und komprimiert, eignen sich sehr gut für die digitalen Stammbücher.
In Genua wird am 15.06.2023 zu diesem Anlass eine Ausstellung zu Leben und Werk von Szymborska eröffnet. Es sollen Manuskripte und vor allem ihre Collagen gezeigt werden. Anhand von vielen Fotos und Videos wird auch das Leben der Dichterin und ihrer Freunde illustriert. Szymborska liebte Objekte, die wenig nützlich waren; die sammelte sie und produzierte dann immer und immer wieder kleine Karten mit aufgeklebten Fragmenten der Gedichte, Wörtern, getrockneter Blumen usw. In Italien heißt es, sie sammelte allerlei Firlefanz und machte daraus dann ihre Collagen, die sie wiederum oft an Freunde weiterverschenkte.
Ein Freund aus Turin auf die Frage, ob er denn die Ausgabe von Reppublica gekauft hätte: Er schickte mir gleich unzählige Fotos von verschiedenen Bücher von Szymborska, die er besitze. Erstaunlich, wieviel Aufmerksamkeit sie hier bekommt.
Einen anderen Polen, der mich immer wieder in Italien begleitet, habe ich zufällig in Capodimonte am Lago di Bolsena für mich entdeckt. Inzwischen befürchte ich fast, dass er sich als Prototyp eines russischen Oligarchen eignen würde. Gemeint sind Fürst Stanislaw Poniatowski und dessen Familie, offensichtlich wusste er ganz genau, dass es besser ist, im Ausland zu investieren in schöne Immobilien, als im damaligen Polen; buon gusto hatte er auch. Die Zahl der Villen und Palästen, die er erworben hat, scheint mir unendlich oder ich stoße immer wieder darauf bei meinen Erkundungen in Italien.
Schon in Florenz, nicht weit von der Porta al Prato, habe ich das Stadtpalais Poniatowski für mich entdeckt, darin befindet sich jetzt der Sitz der Stadtpolizei. Einige Jahre später sah ich, südlich von Rom, in San Felice Circeo, einen Palazzo Poniatowski, mit einer schön angebrachten Erklärungstafel, worum es sich handelt. In Rom selbst gibt es zwei Poniatowski-Baudenkmäler: einen sehr schönen, mittelalterlichen Palazzo, in dem sich jetzt das Archäologisches Museum befindet und das Poniatowski als Ruine gekauft hatte und restaurieren ließ. Außerdem ließ er für sich in der Via della Croce von Giuseppe Valadier ein Stadtpalais bauen. Das sind nur die Gebäude, auf die ich aufmerksam geworden bin; wahrscheinlich existieren noch andere.
Die Entdeckung des Poniatowski-Palais in Capodimonte ist insofern kurios, als die Informationstafel zur Geschichte des Gebäudes gerade einmal eine Woche vor meinem Besuch angebracht worden ist; angeblich mit großem Pomp, in Anwesenheit der polnischen Botschafterin und lokalen Größen und Prominenz aus Rom sowie aus der Region wurde die Tafel enthüllt.
Zum Schluss muss ich noch meine geliebte Pizzeria-Rosticceria „Il Fornetto“ erwähnen, die ich immer in Orbetello frequentiere, sobald wir hier ankommen. Sie wird von Polen geführt. Es handelt sich eigentlich um einen Schnellimbiss, aber von hoher Qualität, der eine Pizza bianca con patate serviert, bei deren Name mir gleich Wasser im Mund zusammenläuft. Das winzige Lokal ist sehr preiswert, unheimlich sympathisch und hat immer dieselbe Palette von Gerichten; Trauben von Menschen stehen davor. Die Polin hat an den überkommenen Rezepten nichts geändert und serviert das alte seit Generationen erprobte Essen; für mich ist es umso sympathischer, dass ich auch auf Polnisch bestellen kann.
Tego dzisiejszego nadesłała Christine Ziegler, a znalazła go, bo musiała uporządkować stare papiery w biurze. A więc to jej dedykuję niniejszy wpis.
Berlińska lewicowa (wówczas) gazeta TAZ, 29/30 kwietnia 1981 roku. Po lewej okładka broszury: Sachschaden, TAZ-Journal numer 3, Häuser und andere Kämpfe (Straty materialne,Domy i inne walki).Na złamanej lancy Don Quizoffa napis LÄSST DIE LEUTE FREI (zwolnijcie ludzi).
29/39 kwietnia 1981 roku. Nie było mnie jeszcze w Berlinie. To był czas Solidarności, byłam w Gdańsku i przeżywałam najwspanialszy czas mojego życia, byłam tam, gdzie działa się HISTORIA. O tym będziemy jutro rozmawiać.
Amerykański sen. Projekt okładki tej mojej niewydanej książki zrobił Konrad
Bo wprawdzie w zaproszeniu napisane jest, że będę czytać, ale czytać chcę niewiele, a najbardziej mi zależy na naszej wspólnej rozmowie o “tamtych czasach”, o naszych czasach i losach naszego pokolenia. Moja powieść Amerykański sen, która odcinkami od ponad roku ukazuje się w nieregularnych odstępach tu na blogu jest teoretycznie ukończona, ale wciąż coś do niej dodaję, dopisuję i rozszerzam. Praca pisarza ma bowiem to do siebie, że dopóki nowego dzieła nie zabierze wydawca, nie wydrukuje go i nie wyda, pisarz wciąż będzie coś poprawiał. Nie zawsze te poprawki mają sens, ale nie ma sensu dyskutować na temt ich sensu, bo one po prostu są i są niezniszczalne. Jestem pewna, że nasza jutrzejsza rozmowa okaże się interaktywna, Wy będziecie różne rzeczy opowiadać, a ja je pochłonę, przepracują i wstawię do niekończącej się (póki co) powieści o tym, jacy jesteśmy, my, pokolenie Solidarności.
A teraz wróćmy do Don Kichota, który mnie otacza ze wszystkich stron. Teraz wychynął z berlińskich lat 80, z walki o domy.
Pod koniec lat 60, po okresie odbudowy tego, co było i zostało zniszczone w czasie wojny, nastąpił pierwszy berliński boom budowlany, który jak pełzająca po dnie morskim rozgwiazda parł przed siebie i pożerał wszystko, co spotkał na swej drodze. Jego ofiarą padały kolejne wielopodwórkowe kamienice w alternatywnej dzielnicy, jaką był Kreuzberg. A gdy burzono kamienice, by wybudować na ich miejscu nowe nowoczesne bloki, niszczono nie tylko starą substancję budowlaną, ale też substancję społeczną, która jak grzybnia przenika i przerasta wszelkie struktury sąsiedzkie. Buldożery wyrzucały z domów i wyrywały z sieci społecznych powiązań i dawnych berlińczyków, i nowopowstałe alternatywne komuny studenckie, artystyczne, imigracyjne, zgrupowania ludzi i idei wszelkiej maści, ale zawsze niezależne. Starzy i młodzi dość bezradnie patrzyli na to, jak odbiera się im domy i niszczy życie. Buldożery niszczyły niby to na zasadzie nazywanej po niemiecku Sanierung, odbudowa uzdrawiająca, którą lud przemianował na Kahlsanierung, czyli leczenie przez zniszczenie do stanu ogolonej na łyso czaszki. Gdy padły skupiska starych domów wokół Kottbusser Tor, wyrzuceni na bruk podnieśli głowy i powiedzieli NIE. 3 lutego 1979 roku berlińska młodzież zajęła dwa pierwsze przeznaczone do wyburzenia budynki. Rozpoczęła się wojna o domy – rebelianci zasiedlali na dziko przeznaczone do rozbiórki domy i nie dopuszczali do ich wyburzenia, i wychodzili na ulicę, gdy policja próbowała ich usunąć. Jesień i zima 1981 roku były apogeum tej walki. Zasiedlono prawie dwieście squatów, a walki uliczne toczyły się niemal co dzień.
Przełomowym momentem była wielka bitwa 12 grudnia 1980 roku.
W tym mniej więcej czasie, dokładnie rok później, w Polsce skończył się czas, nazywany teraz, nie wiadomo dlaczego, karnawałem Solidarności, generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, a polska młodzież bijąc się z milicją w obronie rozłożonej na łopatki Solidarności, krzyczała na zomowców, czyli oddziały do walk specjalnych GE-STA-PO GE-STA-PO. Walczący o domy berlińczycy wykrzykiwali w stronę swojej berlińskiej policji ZO-MO ZO-MO.
Ciekawe, że po niemiecku ta walka nazywała się Häuserkampf, walka o domy, co jest terminem militarnym, oznaczającym walkę w mieście o każdy dom osobno. W Berlinie w roku 1980-81 walka toczyła się wprawdzie również o każdy dom osobno, ale przede wszystkim o PRAWO do zachowania starych domów i prawo do zachowania własnych struktur społecznych.
W obu wypadkach można powiedzieć, że walczyli bezbronni przeciw machinie, artyści przeciw chęci zysku za wszelką cenę. Główną bronią rebeliantów były idealizm i sztuka. Wydawałoby się, że piórem, gitarą i pędzlem nie da się pokonać kapitalistycznej bestii, a tymczasem ta beznadziejna walka okazała niezwykle efektywna. Dziś po prawie pół wieku od tamtych czasów możemy powiedzieć z całą pewnością, że obie te walki, o prawa człowieka i o domy, okazały się skuteczne.
A potem nadeszły następne monstra… I tak, ta walka nigdy się nie kończy. Tamtą wygraliśmy, obcięliśmy łeb hydrze, cóż, odrosły trzy inne…
Biedne kapibary! To jeden z tych wpisów przygotowanych pod wpływem chwili, całkiem nieważnych, które tygodniami przesuwają się w dół w kalendarzu publikacji, no bo są takie nieważne. Napisałam o nich 15 kwietnia, dziś jest 2 czerwca. Biedne stworki, doprawdy.
Ewa Maria Slaska
To już dobry kęs czasu temu, jak byłam w Berlinie na koncercie Kwiatu jabłoni. Koncert był świetny, a odbywał się w klubie i nie było krzeseł. Usiadłam sobie na brzeżku podestu dla technika, obok usiadły dwie polskie dziewczyny, takie klasyczne dzisiejsze dziewczyny, wysokie, nie roztyte, ale jednak co tu dużo gadać, duże i tęgie. Mają zrobione przy pomocy maszynki regularne, zaczesane do góry szerokie brwi, długie plastikowe przezroczyste panokcie we wzory, sztucznie powiększone usta, sztuczne rzęsy i gładkie czarne włosy lub równie gładkie blond włosy. Te były czarnowłose. Piszę to wszystko na marginesie głównego tematu, bo zauważyłam, że właśnie na naszych oczach zmienił się ideał piękności. Są już memy na ten temat.
Zniknęły niewysokie, szczupłe dziewczyny o kręconych włosach. Od czasów hippisów to one dominowały w życiu towarzyskim. Były bardzo starannie zrobione, ale wszystko miało wyglądać, jakby były naturalne. Teraz odeszły, a przyszły te równie starannie zrobione, które mają wyglądać jak sztuczne. Dziewczyny z tiktoka. Te dwie oglądają na instagramie filmiki z kapibarami. – One są cudowne, mówi jedna z nich. – Och tak, potwierdza druga. Zerkam. Nie znam akurat tego filmiku, ale jest taki jak te, które znam. Poniżej jeden z tysięcy filmików, które można znaleźć w Sieci.
The Center for Anthropological Research on Museums and Heritage and the Institute for European Ethnology of the Humboldt University in Berlin cordially invite you to a book launch of: Cross Purposes: Catholicism andthe Political Imagination in Poland by Magdalena Waligórska (Cambridge University Press, 2023) to take place on June 6, at 18:00 CEST. Please, join us for a discussion with the author, chaired by Prof. Magdalena Buchczyk (HU Berlin), with comments by: Prof. Felix Ackermann (Fernuniversität Hagen) and Dr. Karolina Wigura (FU Berlin). The discussion will be followed by a small reception.
The event takes place at the CARMAH Center for Anthropological Research on Museums and Heritage, Mohrenstr. 40-41, 10117 Berlin, Room 408.
No other symbol is as omnipresent in Poland as the cross. This multi-layered and contradictory icon features prominently in public spaces and state institutions. It is anchored in the country’s visual history, inspires protest culture, and dominates urban and rural landscapes. The cross recalls Poland’s historic struggles for independence and anti-Communist dissent, but it also encapsulates the country’s current position in Europe as a self-avowed bulwark of Christianity and a champion of conservative values. It is both a national symbol – defining the boundaries of Polishness in opposition to a changing constellation of the country’s Others – and a key object of contestation in the creative arts and political culture. Despite its long history, the cross has never been systematically studied as a political symbol in its capacity to mobilize for action and solidify power structures. Cross Purposes is the first cultural history of the cross in modern Poland, deconstructing this key symbol and exploring how it has been deployed in different political battles.
--
PD Dr. Magdalena Waligórska
Institut für Europäische Ethnologie
Center for Anthropological Research on Museums and Heritage
Humboldt-Universität zu Berlin
Anton-Wilhelm-Amo-Str.41
10117 Berlin
NEW PUBLICATION:
Cross Purposes: Catholicism and the Political Imagination in Poland (CUP, 2023)
https://www.cambridge.org/core/books/cross-purposes/72E707A0DE6E82457D62EFE5E0D1A2B0
Cross Purposes is the first cultural history of the cross in modern Poland, deconstructing this key symbol and exploring how it has been deployed in different political battles. Historians of Eastern Europe will find in it a compelling cultural history of Poland’s major political upheavals.
Magdalena Waligórska is a cultural historian and sociologist. Her fields of interest include contemporary Polish and Belarusian history, nationalism and national symbols, Jewish heritage, Jewish/non-Jewish relations, and memory studies. She is currently leading a research group at the Department of European Ethnology of the Humboldt University in Berlin. She has published extensively on nationalism, Jewish culture, and Jewish-non-Jewish relations in journals including East European Politics and Societies, Holocaust Studies, East European Jewish Affairs and POLIN. Her first book, Klezmer’s Afterlife: An Ethnography of the Jewish Music Revival in Poland and Germany, was published 2013.
Za Górami Prania i za Lasami Wybujałych Pajęczyn był sobie inny świat, pełen zapachu ziół i ksiąg o pięknie historii Człowieka Szczęśliwego. Człowiek ów żył w Ogrodzie Zgody Ze Sobą, miłowany był przez tych, których kochał bezgranicznie, tak jak bezgraniczne było jego oddanie niesieniu światła szczęścia i poczucia bezpieczeństwa.