Eine maximal gekürzte Beschreibung aus Wikipedia: Ein Hindu-Tempel, der der Göttin Bhadrakali gewidmet ist, einer Version der Kali, errichtet in Trincomalee, Ostprovinz, Sri Lanka, der Teil einen alten und großen Komplex miteinander verbundener Schreine ist, alle errichtet im dravidischen Architektur-Stil. Der Tempel hat schon vor dem 11. Jahrhundert Pilger angezogen.
Die Beschreibung ist gekürzt, weil es voll von Nichtigkeiten ist, um zu verschleiern, dass – wie die Autorinnen meinen – die Hindus selber nicht wissen, wer und wann den Tempel errichtet hatte, und die prude Wikipedia Beschreibung vergisst zu erwähnen, dass es ein Kali-Schrein ist, das vor allem aus den Penissen gesteht. Und man weiß nicht genau, welcher Esel zu welchen Penis gehört, und welcher Mund welchen Kind verschluckt.
Filomena spojrzała na duży zegar kuchenny, była już 13.00 godzina, chciała dzisiaj pójść do kina, zajrzy więc do programu, by coś wybrać. Dziś miałaby ochotę na jakiś lekki film, ale oczywiście na poziomie… Bardzo ceni sobie recenzje Tomasza Raczka, ma nawet w internecie substrykcję na wszystkie jego odcinki na tym kanale. Jest dowcipny, zna się na rzeczy, można się wiele od niego nauczyć, a i z zainteresowaniem wysłuchać jego opinii o każdym prawie filmie.
Zapomniałam o śmierci Emily Davison. Umarła w czerwcu, w ubiegłym roku minęło sto lat od jej śmierci. Przypomniałam sobie dopiero dziś, bo mamy pracować wspólnie z K. nad pytaniem czy mózg ma płeć? Ja uznałam i napisałam, że nie, bo miałam na myśli mózg, a nie historię emancypacji. Tymczasem to świetne pytanie odnosiło się do historii myśli feministycznej, a odpowiedź wydała mi się, no cóż, nieciekawa, bo zbyt dobrze znana. Od co najmniej stu lat kobiety próbują uzasadnić, że są równe, a może nawet lepsze, a naukowcy od co najmniej 50 lat bardzo poważnie traktują historię tych wysiłków. Tylko, jak to u pracowników oficjalnej nauki – wszystko ma być obiektywne, równorzędnie potraktowane, wyzbyte emocji – od emocji są dziennikarze, a nie naukowcy. Już nawet wykład – zaprezentowany na foliach szarych z ciembnobrązowym tłlem dla czarnego tekstu – zieje niepokonywalną nudą. Mój mózg wyłącza się i zamiast przyswajać czarną wiedzę z ciemnobrązowego tła na szarej folii, przypomina sobie, jakie to było fascynujące, dobijać się jako kobieta o swoje prawa, ile w tym było spermy, potu, krwi i śliny, ile miłości, rozpaczy, zawziętości, zdolności ponoszenia ofiar.
Joasia Rubinroth oraz Tanja Krüger; w rozmowie ja – Ewa Maria Slaska
Joasia i Tanja pojechały na Cejlon. Pisałyśmy do siebie na WhatsAppie.
EMS: Zachorowałam. Jak prawdziwy dyrektor, podczas imprezy, ale gdy skończyła się już część oficjalna. Trzeba było do szpitala. JT: Do jakich bogów mamy się tu pomodlić za ciebie? Mamy tu dużo Buddy, mamy tu Ganesze, no i mamy Jezuski. EMS: Ganesh. Bardzo go lubię JT: No, dyrektorze, na razie Buddę ci przesyłamy, bo dzisiaj byłyśmy u Buddy, a nie u Ganeszy, i tam złożyłyśmy kwiatka. Jest taki śliczny.
Vielleicht haben nicht alle in Pokopedia reingeschaut, doch es lohnt die Mühe, auf die Website zu gehen und wenigstens einige Einträge zu lesen. Zugegeben, es sind grausige Geschichten, wahre Tragödien im griechischen Sinne, bei denen es keinen positiven Ausgang gibt, geben kann. Doch das Wissen darüber müsste eben in unserer Zeit verbreitet werden, denn ich glaube ganz tief, dass nur durch das Wissen über die vergangenen Gräueltaten die nächsten verhindert werden können, wenn überhaupt. Dazu habe ich dieses Interview gelesen und gedacht, das drückt genau aus, was ich mit meiner Teilnahme an dem Projekt Polkopedia meine.
Filomena stała przed dużym lustrem w pokoju, patrząc na swoje blond odrosty, wśród bardzo bujnych, czerwonokasztanowych, naturalnie kręconych włosów. Stwierdziła z dezaprobatą, że wyglądają one niechlujnie, trzeba to możliwie szybko zmienić, więc wybierze się do swojej znajomej fryzjerki, pani Asi.
Tak przyglądając się sobie, zobaczyła we wspomnieniach swą twarz sprzed laty, w blond kręconych włosach. Dlaczego i kiedy zaczęła je farbować na rudo i tak już to pozostało do dziś?
„Hommage à Jan Buck” – MAMADA – piosenki dolno- i górnoserbołużyckie
W Dniu Kobiet z przyjemnością przedstawiamy 11-osobowy żeński zespół MAMADA pod kierownictwem Viktorii Korol, którego recital uświetnił podwójny wernisaż wystaw „Wszystko jest pejzażem. Serbołużycki malarz Jan Buck” oraz „Hommage à Jan Buck (IV): WSZĘDZIE – NIGDZIE – DOM”, a także stanowiące wprowadzenie do nich „Międzynarodowe sympozjum badawcze Hommage à Jan Buck – lubuskie i dolnośląskie konteksty: geografia, historia i sztuka” w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze (2.02.2024 r.)
Wystawy ku czci najsłynniejszego serbołużyckiego artysty Jana Buka/Bucka oglądać można do 5.05.2024 roku.
Sarah „Saartjie“ Baartman (* 1789 w Południowej Afryce; †29 grudnia 1815 roku w Paryżu), kobieta z plemienia Khoikhoi, potocznie zwanego Hotentotami, zbudowana w sposób typowy dla swojej grupy etnicznej – miała m.in. bardzo wydatne pośladki. W roku 1810 została jako młoda kobieta sprowadzona do Europy, gdzie wystawiano ją w ludzkim zoo na całym kontynencie. We Francji i Anglii zyskała wielką popularność i przeszła do historii jako Wenus Hotentocka (Hottentot Venus, Vénus hottentote). Również po śmierci służyła jako obiekt do oglądania, bo została spreparowana i po części zakonserwowana.
Ci, którzy mnie znają od dawna, wiedzą, że lubię koty, czerwone sukienki i irysy. Wielokrotnie dawałam temu wyraz tu na blogu. Sukienki były całkiem niedawno, dziś kolej na irysy. Irysy w nowej wersji – nie jako pojedynczy kwiat lub bukiet, lecz jako pole.
To stary motyw w historii sztuki. Sprawdzam, czy już tu pokazywałam ten najstarszy znany obraz, przedstawiający księcia, który idzie przez pole irysów. Okazuje się, że przez 11 lat ani razu nie zająknęłam się o księciu, a teraz jak go szukałam, zorientowałam się, że w literaturze niemieckiej nazywa się go Księciem lilii (Lilienprinz) a nie Księciem irysów.
Z tym freskiem jest całe morzez zgryzot. Ale zacznijmy od pozytywów. To jedno z najwspanialszych malowideł ściennych z pałacu króla Minosa w Knossos. Klasyfikację młodzieńca jako księcia lub ewentualnie kapłana zaproponował odkrywca Knossos, brytyjski archeolog Arthur Evans (1851–1941). Pałac pochodzi z epoki brązu i jest klasycznym wręcz przykładem sztuki minojskiej. Książę ma na głowie koronę z piór, a przyodziewa go tylko opaska na biodrach. Evans przypuszczał, że książę prowadzi na smyczy jakieś mistyczne zwierzę, gryfa albo smoka, tak jak księżniczka z obrazu Ucella, którą niedawno przypominałam. Ale tak naprawdę nic więcej nie wiemy i nauka nie zidentyfikowała żadnego zwierzęcia mistycznego. Wprawdzie wedle legendy żył tu Minotaur, czyli człowiek z głową byka, a zabił go Tezeusz, ale o Minotaurze też nic pewnego nie da się powiedzieć, poza tym, że jego kult przetrwał do dziś w postaci corridy. Obecnie naukowcy podejrzewają, że wizerunek księcia w ogóle nie jest autentyczny i rekonstruktor fresku, Emile Gilliéron, kierując się sugestiami Evansa, nieudolnie skleił go z kilku innych fragmentów. Poza tym wcale nie jest pewne, czy to aby na pewno książę, i jest to problem zarówno historyczny – nie wiadomo kto – jak i genderowy, bo być może to wcale nie jest książę, tylko księżniczka (bardzo jest biała, za biała na chłopaka). No i wreszcie nie jest pewne czy to lilie czy irysy, bo książę jako się rzekło, w różnych językach apaceruje wśród różnych kwiatów. Być może Gilliéron, skoro był Francuzem, domalował jednak stylizowane lilie burbońskie.
Ciekawe jest to “pomięszanie” pojęć, bo lilia i irys to dwie zupełnie inne rośliny, lilia (ta po prawej) wyrasta z cebuli, irys z kłączy. Każdy w kwiaciarni bez trudu odróżni białą lub kolorową lilię od białego lub kolorowego irysa. A jednak w języku symbolicznym lilia i irys to często jedna i ta sama roślina. Albo jeszcze prościej – białe kwiaty to lilia, niebieskie – to irys. Kwiaty w Knosos są niebieskie. No, w każdym razie nie są białe i mają niebieskie liście. A zatem irysy.
Ale wpiszcie w google Knossos lilie lub też Knossos irysy, a zobaczycie – wcale nie wiadomo, co to za rośliny.
Więc nie książę, nie pole i nie irysów.
Inne pola irysów, które znalazłam, są już znacznie prostsze.
To są więc iris fields forever: Claude Monet, Vincent van Gogh, Timothy Easton i jeszcze dwa razy van Gogh
Dnie się robią coraz cieplejsze, ci co mają ogrody, na pewno już pracują, teraz przyszła pora na nas, właścicieli balkonów.
Ist das Verreisen, sich auf die Reise machen nicht etwa eine Flucht vor sich selbst, vor den eigenen Problemen, den ewigen Freunden und Feinden, den gleichbleibenden Wegen, dem schlechten Wetter und dem gewohnten Essen, den Nachrichten des Tages, der ewigen Routine, der Langeweile…? Doch, man macht sich auf, fährt möglichst weit weg und nimmt sich selbst natürlich auch mit. So kann man den eigenen Weg immer fortsetzen, ganz weit weg fliehen, auf die Suche gehen und sich selbst doch dann auch überall mitnehmen, mit dem uns allen bekannten Don Quijote wandern. Manchmal aber reichen kleine Veränderungen, um etwas gelassener und optimistischer auf die Welt rundherum zu blicken; es ändert sich vielleicht das Wetter und die Ausblicke sind unbekannt und ganz neu, und wenn sie noch wirklich schön sind, die Menschen um einen herum herzlich, freundlich, zufrieden, dann lebt man auf, versucht neue Perspektiven auf eigenes Leben zu entwickeln. Also irgendwie doch ein Plädoyer für das Reisen?