Lyon, Blackpool, Manchester

czyli

Ewa Maria Slaska

Kilka wspomnień o Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, a właściwie, dokładniej, Marii z Kossaków, Bzowskiej, Pawlikowskiej, Jasnorzewskiej

Poetka. Urodziła się 24 listopada 1891 roku w krakowie w słynnej malarskiej rodzinie Kossaków. Była córką Wojciecha, wnuczką Juliusza, siostrą Jerzego. Jej siostrą była Magdalena Samozwaniec, pisarka. Zmarła w Manchesterze 9 lipca 1945 roku i tam została pochowana.

Continue reading “Lyon, Blackpool, Manchester”

Codzienności nasza

Teresa Rudolf

***

Ach, Ty Codzienny  Dniu;
wstajesz  wcześniej rano,
zwiedzasz kolorowe lasy,
wioski, miasta o półświcie…

Zapalasz powoli, w różnych 
punktach życia słońca lampę,
a zależnie od twego humoru,
kręcisz jasnością  jej światła…

Rozpylasz powietrze prześwieże,
wilgotne, krótko trwającą inhalacją, 
znaną tylko “porannym markom”,
na długo przed Budzikowiczami.. 

…idącymi do pracy. 

Światła

Półmrok 
powoli zasłania
jasne obrazy dnia,

wygasza darmowe,
jasne, światło dnia,
wpuszczając w okna

tajemniczość wieczoru,
wpadającego w noc
ciemną, rozświetloną,

gdzieniegdzie w lasach
i na łąkach, przedziwnymi
świętojańskimi robaczkami.

Rakieta

Ach, te jesienne tęsknoty
zabierają mnie na wycieczki
po tym co już mi tak znane…

po, tym co też i wymarzone,
co może się jeszcze stać,
lub są rakietą na księżyc…

I dzisiaj dam się wystrzelić,
zamykam oczy i już jestem
w rejonach mi nieznanych…

…mimo tego,
tak bliskich…

To tylko jesień

Teresa Rudolf

To tylko…

Ach, ten nastrój jesienny
jednym przypala serca
odejściem bliskości…

…czyjejś,

w przestrzeń niepoznaną,
raz błękitnie-niebieską,
a raz czarno-księżycową…

…przeźroczystą,

a i też i na drugą stronę ulicy
świata, z walizką żalu, bólu,
rozwalonej czyjejś przeszłosci…

…a kiedyś z porcelany.

Jesień, szumi rudo i cicho…
na sercu, na myślach, oczach,
uszach, z muzyką Beethovena…

…pocieszając mnie,

u Ciebie to tylko 
nastrój, zobacz;
wszystko stoi
na  swoim
miejscu.

Ach…
jakże
dziękuję.

Kot Moritz

Ach jesień,
koty pochowane
w piwnicach
lub miauczące
po ulicach…

…serce pęka.

A własne siedzą
na kanapach…

…serce pęka,

bo w tym kocim życiu,
całkiem jak w naszym,
jedne mają wszystko…

…a inne nic.

Do niedawna moja ręka,
gładziłaby kota Moritza
lecz i tu sprawiedliwość…

…jak u nas…

przychodzimy,
odchodzimy;
ludzie i koty.

Po 11 listopada

Agata Zbylut na Facebooku

Pierwsza była sukienka, którą uszyłam na swój rozmiar. Jak zauważył Janusz Noniewicz była na tyle klasyczna, że mogłabym wyjść w niej na #marszniepodległości i nie tylko nikt nie rzuciłby we mnie kamieniem, ale mogłabym taki marsz poprowadzić. Projektując ją wpisałam w wyszukiwarkę „najpiękniejsza suknia świata”, stąd jej bardzo konserwatywny kształt. Kolejna była suknia uszyta dla @charlottedragqueer która rozszerzyła moje myślenie o wykluczaniu z pseudopatriotycznych wydarzeń osób queerowych i ciałopozytywnych. Słowo POLSKA symbolicznie odwróciłyśmy na lewą stronę. Dopiero współpracując z Charlotte Drag Queer zdałam sobie sprawę, jak zawężający były ten pierwszy obiekt. Ale to chyba już tak jest, że najpierw oceniamy świat z własnej perspektywy i potrzeba czasu i uważności, aby poszerzyć ją o punkty widzenia innych osób.
Po uszyciu tych dwóch sukien wciąż zostało mi sporo szalików więc uszyłam z nich najpierw flagę na 100. rocznicę wywalczenia przez Polki prawa wyborczego. Słowo POLSKA dzięki przeszyciom i haftowi zamieniłam na POLKA na prawej i BOSKA na lewej stronie. Z tego co zostało podczas covidu i lockdownu zaczęłam szyć torby na zakupy. „Patriotyczną” rozpierduchę chciałam zamienić na codzienną troskę, bo też codzienne zakupy są częścią krzątactwa, którym narodowi patrioci raczej się nie kalają. W tym projekcie wsparł mnie Wojtek Zrałek-Kossakowski i Świetlica Krytyka Polityczna. Otrzymaną pomoc przejazałam dalej przeznaczając torby w kolejnych latach na aukcje charytatywne. Tak poznałam Anię i Michała z Fundacja Art Square którzy zakupili pierwszą z nich, druga trafiła do @a.m.artcollection a trzecią kupił Łukasz Gazur. Tą, którą kupił Marcin z Adamem możecie zobaczyć na wystawie „Niech nas widzą” w Zamek Królewski w Warszawie na wystawie kuratorowanej przez Monika Przypkowska. Obie suknie już też do mnie nie należą. Pierwsza została zakupiona przez śp. @AnetaSzyłak do Kolekcji NOMUS Nowe Muzeum Sztuki w Gdańsku a druga jest w kolekcji Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie.
Wszystkie te prace by nie powstały, gdyby nie Marsze Niepodległości i niezgoda na rzucanie kostką brukową, obsikiwanie Muzeum Narodowego i rozpierduchę w stolicy. To była moja próba połączenia barw narodowych z wartościami, które są dla mnie ważne.

    Farewell to Blackpool

    For English, please scroll

    Na przełomie października i listopada spędziłam dwa tygodnie w angielskim kurorcie Blackpool. Kurorcie, bo choć jest tu wietrznie i deszczowo, miasto ma ważne wartości kuracyjne, gdyż leży bezpośrednio nad morzem (Morze Irlandzkie). I to nie tak jak polskie czy niemieckie miasta, gdzie do morza jest tak naprawdę bardzo daleko. W Blackpool morze jest na wyciągnięcie ręki, jak wyskakujesz rano po bułki albo idziesz z psem na spacer. Nigdy przedtem nie słyszałam o Blackpool, a tymczasem to znana miejscowość, wielu moich niemieckich znajomych kiedyś tu było, mama Moniki Wrzosek-Müller mieszkała tu przez kilka miesięcy.

    Od XVIII wieku była to zawsze miejscowość kuracyjna dla biedniejszych, tych którzy pracowali w Liverpoolu, Manchesterze, Edynburgu, Glasgow albo Aberdeen. Bogaci jeździli na Rivierę albo do francuskiej Bretanii. WAnglii – do Brighton. A Blackpool to taki Brighton dla ubogich. Biedne miasto. Nawet dziś. Jednak w XIX wieku to właśnie w Blackpool zaczęła się masowa turystyka, gdy pierwszą, nowo otwartą linią kolejową przyjechała tu pierwsza zorganizowana wycieczka.

    Continue reading “Farewell to Blackpool”

    Czas na czarnym cyferblacie

    Teresa Rudolf

    Czarny cyferblat

    Ogromny zegar ścienny;
    z czarnym cyferblatem,
    wskazówkami złotymi…

    ta, z sekundami zdumiewa, 
    biegnąc jakby szalona
    “na łeb na szyję”, naprzód,

    nieodwracalnie uciekając,
    przed swym sekundowym
    przemijaniem, złocąc się…

    na tym czarnym 
    cyferblacie,
    prawie z niego 
    wybiegając…

    Czas

    wiersz dedykuję pamięci naszego kolegi Tibora 🍁🍁🍁

    Czas; ten wielki obszar
    egzystencji w tym “teraz”,
    “przed chwilą”, już…”za chwilę”…

    Wielki talerz pełen frykasów,
    nie wiadomo co z nich wybrać, 
    przeróżnie kuszące rozmaitości, 
    …czasem genialne, a czasem ból.

    Czas, trzymający
    się bicia serca, 
    też pamięci, 
    i umysłu, 

    planując DZIŚ…
    … już na 
    JUTRO…

    …choć ono nie dość pewne,
    jak taka Panna Młoda, 
    strojąca się do ślubu
    “na dobre i  na złe”…

    …gdyż taki Czaruś
    może przecież uciec,
    w  jednej sekundzie
    sprzed ołtarza…

    mimo wiary, 
    nadziei…
    …miłości,
    i planów.

    Cierpienie zwierząt

    Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

    Do mięsożerców

    Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku,
    mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
    Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
    gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.

    Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki
    i warzą głowy dzieci: — zadziwionych cieląt.
    Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki,
    i jedzą je w niedzielę z rodziną się dzieląc.

    Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli,
    wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
    krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
    i baraniego ciała bronzowe atłasy.

    Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
    obwąchują zająca czy aby dość skruszał,
    z martwym ozorem w zębach czują się jak w niebie,
    i do cudzego mózgu śmieje im się dusza.

    Pożerają, dymiący jak nowe cmentarze
    te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy —
    Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
    na których śmieszek hjeny zakwita, trupawy.

    Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
    ale źrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
    i zezują miłośnie do gęsiej wątroby
    bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
    a twardzi tylko sercem — i w całej stolicy
    głośni — ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.

    Kannitverstan

    Kochani, dziś Joanna gości w Polskiej Kafejce Językowej / Meine Lieben, heute ist Joanna zu Gast im SprachCafé Polnisch

    Pfaff-Czarnecka, Joanna

    Kannitverstan im Bett. In: Die Weltwoche, Nr. 40, 1996

    Ende der zwanziger Jahre brach ein junger Religionsforscher nach Indien auf, wo er seine Suche gleich zweispurig betrieb. Sein Schriftstudium beim bengalischen Sanskritgelehrten Surendranath Dasgupta ergänzte er durch Sinneseindrücke: In der Freizeit suchte er unter anderem dessen Tochter Maitreyi Devi zu verführen. Die Ergebnisse beider Studiengänge sind allgemein bekannt. Der Rumäne Mircea Eliade (1907-1986) hat mit seinen Veröffentlichungen zu vergleichender Religionswissenschaft Weltruhm erlangt und ist auch als Romancier hervorgetreten. Bereits im Jahr 1934 hat Eliade sein Liebesabenteuer in Romanform gleich in zwei Sprachen veröffentlicht. Der rumänische Titel «Maitreyi» gab die Identität der Geliebten preis; der französische Titel «Les nuits bengales» («Die bengalischen Nächte») nahm den Ausgang der Geschichte vorweg.

    Continue reading “Kannitverstan”

    Festival of Lights Berlin 2025

    Ela Kargol

    Das 21. BERLIN FESTIVAL OF LIGHTS steht unter dem Motto „Let’s Shine Together“.

    08. bis 15. Oktober 2025

    Potsdamer Platz

    Berlin leuchtet – wie jedes Jahr. Fast immer zur gleichen Zeit im Herbst, wenn die Tage kürzer und die Nächte länger werden. Und genau diese Nächte beginnen für ein paar Tage zu strahlen.

    Continue reading “Festival of Lights Berlin 2025”