Ewa Maria Slaska
Ostatnio, niezauważalnie (chyba), powrócił na bloga Don Kichot. Nie planowałam tego powrotu, ot, znowu się zaczął pojawiać, a skoro tak, to przydzieliłam mu poniedziałki. I nagle okazało się, że “nowa świecka tradycja”, nieważna i taka, którą ustaliłam właściwie tylko sama ze sobą, ma swoje wymagania i ja jako Adminka muszę je spełnić. Już już miałam wstawić na dziś wpis Eli o wiśniach (będzie jutro), albo Romka o innych drzwach (będzie pojutrze), gdy okazało się, że coś, niewiadomoco, zażądało, żeby na dziś wstawić Don Kichota. Co lepsze, wcale nie wiedziałam, co miałabym wstawić, wpisałam więc w Google’a “Don Kichot kwiecień poniedziałek”, a wujaszek natychmiast mi znalazł temat dzisiejszego wpisu: Emilian Kamiński!
Barataria
Ist es der Don Kichot?
Anne Schmidt & Ewa Maria Slaska
Anfang April 2024. Es ist gerade kalt. Gestern war es warm. Morgen wird auch warm werden, heute ist aber kalt. April halt. Auf Polnisch sagt man, kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata. Deutsche sagen: April, April, der weiß nicht, was er will. OK, heute will er es kalt, windig und naß haben. Wir gehen minimalistisch essen in einem schłn minimalistisch eingerichteten Lunch- und Dinerrestaurant Mirari, Friedrichstraße 29 und dann zum Besselpark. Bessel war ein Astronom, der (lese ich) in der benachbarten Sternenwarte gearbeitet hatte. Es ist Kreuzberg, ich liebe diesen Stadtviertel und hat hier in der Nähe jahrelang gearbeitet. Nie habe ich von einer Sternenwarte hier gehört.
Continue reading “Ist es der Don Kichot?”Wielkanoc w Dereczynie / Cztery asy
Kijowski, Don Kichot, Rassalski
Ewa Maria Slaska
I znowu Kijowski, i znowu Don Kichot. Przez wiele miesięcy właściwie go nie było, już myślałam, że się źródło wyczerpało, a tu nagle najpierw Tibor i M onika, potem Jacek K. Kozłowski, a w międzyczasie co i raz niestrudzony Andrzej Kijowski i jego bolesne prowokacje, o których już tu pisałam i być może jeszcze będę pisała, bo kto go wie, ile on jeszcze razy sięgnie po postać Don Kichota, po Sancho Pansę, po samego Cervantesa wreszcie.
Don Kichot warszawski (s. 83)
Odwiedziłem kogoś w pewnym hotelu warszawskim (EMS: przypominam – to lata 70) uchodzącym za szczyt luksusu i reprezentacji. Nigdy tam przedtem nie byłem… nie przypuszczałem, że jest to aż tak wstrętne. Zwłszcza kolory rzuciły się na mnie jak psy jadowite. Pokój, do którego wszedłem był wielkości windy; pomalowany świeżym szpinakiem, wyłożony burakami, w oknach miał zasłony barwy womitalnej, a na łóżku kocyk niebieski. Ale mniejsza z tym. (…)
Uwagę moją zwróciła przede wszystkim litografia wisząca nad łóżkiem. Przedstawiała pluton egzekucyjny w niemieckich hełmach, składający się do salwy. Na drugim planie widniał wyszczerbiony mur, a pod murem słaniał się koń, a właściwie nie koń tylko jego cień, a zresztą może nie konia cień, ale końskiego ducha, bowiem z grzbietu wyrastały mu skrzydła, które zdaje się nie były skrzydłami tylko garbem. Więc był to pewnie wielbłąd, ale mały, a w ogóle nie wiem co, bo mnie wściekłość zamroczyła.
Continue reading “Kijowski, Don Kichot, Rassalski”Don Kichot i Dzwony Pokoju
Premiera była już dawno, ale mimo to warto pamiętać, że w Operze Bałtyckiej w Gdańsku od czasu do czau można obejrzeć klasyczny wręcz balet “Don Kichot” Ludwika Minkusa, a w obsadzie m. in. japońscy tancerze Mayu Takata, Sakaya Haruna-Kondracka i Gento Yashimoto. Więcej TU.


A w Galerii Jednego Dzieła w Operze impresja fotograficzna Jacka M. Kozłowskiego “Koi”.
Sancho Pansa i honor
Ewa Maria Slaska
Pisałam wielokrotnie, na przykład TU, że lubię czytać szare i stare zapomniane książki, które nie mają ani objętości ani bawnego blichtru nowoczesnych produkcji wydawniczych. Lubię je, ktoś je kiedyś wydał, autor, żona, córka czytali teksty po wielokroć, rozmyślali o tym, co przejdzie przez sito cenzury, a co na pewno nie. A jak nie, to co wtedy – zostawić i narażać się na to, że fragment, tekst a może nawet cała książka zostanie “zdjęta z planu”, czy samemu wycinać, łagodzić, przerabiać. A to dopiero początek, bo książka idzie do redakcji, do miłej pani Krysi czy Bożenki. Autor zna się z nimi od lat, one nierzadko przymkną oko, dużo zaakceptują, ale niestety nie wszystko. Jawor, jawor, jaworowe dzieci, tysiąc koni przepuszczamy, a jednego zatrzymamy.
Continue reading “Sancho Pansa i honor”Don Kichot i bułki
Bułki, bo u autora często zdarza się, że wszyscy coś jedzą, coś przeżuwają, coś mamlą. Często są to bułki. Po bułki się też wstaje rano i idzie.

Turecki Don Kichot, przysłany z urlopu przez Monikę Wrzosek-Müller
Ale jednak, nie ma co, zacznijmy od początku.
Są takie dni, że nie chce mi się ani pisać, ani czytać. Nie chce mi się oglądać filmów, rozwiązywać trudnych sudoku, ani nawet iść na spacer. Stan “nie chce mi się” doprowadza do tego, że staję przed regałami i szukam książki zapomnianej lub przegapionej. W stanie “nie chce mi się” tylko takie rzeczy dają się czytać. Zapomniane, zakurzone. Tak kilka dni temu wpadł mi w ręce Kijowski. Andrzej Kijowski, Bolesne przypomnienia, zbiór felietonów z Tygodnika Powszechnego z wczesnych lat 70. Wczesne lata 70, czyli lata mojej młodości, ostatnio mi często towarzyszą, a w literaturze i szerzej sztuce spoglądam na nie ze zdumieniem, bo najczęściej autorzy z tamtych czasów nie piszą, nawet nie wspominają mimochodem o tym, że człowiek wylądował na Księżycu. Ostatnio coraz bardziej mnie to zdumiewa.
Czy Kijowski pisał o lądowaniu na Księżycu jeszcze nie wiem, bo dopiero zaczęłam czytać, ale na pewno od razu w pierwszym felietonie jest don Kichot i to nie jako jakiś strzępek metafory, nie – jest jako pełnogęby pan ostatniego akapitu i autorskiej puenty.
2 Mal Don Quijote
Der Widerspenstigen Zähmung
Gefunden und zgeschickt von Tibor Jagielski am 9. Januar, also am Jahrestag des Friedens von Jassy.

James Gillray – Library of Congress, Prints & Photographs Division, LC-USZC4-6756 (color film copy transparency), uncompressed archival TIFF version (51 MB), level color (pick white point), cropped, and converted to JPEG (quality level 88) with the GIMP 2.4.5. (public domain)
Continue reading “2 Mal Don Quijote”Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?
Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Byłem na Wydziale Prawa u znajomego profesora konstytucjonalisty. Opowiedziałem mu o „Klątwie” i zaproponowałem sposób jej zneutralizowania. Obawiam się, że bez neutralizacji tej Klątwy kryzys w wymiarze sprawiedliwości tylko będzie się pogłębiał i skończy się to jakąś katastrofą. Rozbawiło go to, ale mi w tym nie pomoże. Zostawiłem też plakat o Marszu dla Angeliki i o seminarium z dochodzeniu sprawiedliwości środkami artystycznymi. Powiedział, że wątpi, by ktoś się tym zainteresował. Coś mi się zdaje, że na Wydziale Prawa sprawiedliwość nikogo nie interesuje. Zostawiłem mu też szkic pisma z którym chciałem się zwrócić do Sądu Najwyższego. Pismo poniżej. Analizując to pismo pod kątem symetrii, stwierdziłem, że popełniłem błąd. By zachować symetrię to Sąd Najwyższy powinien do mnie napisać „My dziwki, złodzieje i pijacy oświadczamy, że wyrok… Obraża nasze poczucie sprawiedliwości.” Ja po otrzymaniu pisma, powinienem podkreślić to na czerwono i odesłać do Sądu Najwyższego. Co o tym sądzisz?
Continue reading “Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?”Wykłady i marsze
Tabor Regresywny
czyli Marek Włodarczak
EKSK (Emerytowany Komendant Spływu Kajakowego)
I Prezes Sądu Najwyższego na Uchodźctwie
Preambuła do prolegomeny:
TR: Zaproponowałem znajomemu na wydziale prawa wykład w szatni pt. “Dochodzenie sprawiedliwości środkami artystycznymi”. Czy dało by radę równocześnie organizować takie wystąpienie w szatni na Uniwersytecie Humboldtów, w Berlinie w razie gdybym tu miał jakieś trudności?
EMS: Hmm, spytam znajomego profesora. Czy to się bardzo spieszy?
Continue reading “Wykłady i marsze”