Pożegnanie z latem

Teresa Rudolf

Złotorude spotkanie

Lato oszołomione
spotkaniem z Jesienią:
“skąd przybywasz piękna,
rudokasztanowa Kobieto?”

“Ach, z innego kąta Ziemi,
wymieniłam się z Zimą,
elegancką, aż do bólu
chłodną kobietą”.

“A co Pani powie
o miłym spotkaniu
wieczorem, zapachnie
najnowszą kompozycją
aromatów?”

“Chętnie, kocham
taniec w świetle
księżyca, świetliki,
zapach dobrych
perfum”.

I tak będą tańczyć
aż do babiego lata
a początku jesieni,

… aż do
przesmutnego
w tym roku
rozstania…

Już powoli….

Kwiaty posmutniały
wiedząc, że to ich
przemijania
smutny
czas.

Pamiętają w pąkach
dzieciństwo swe, 
młodzieńczość
uwodzicielską,
nocne tańce.

Nie patrzą już na siebie
w zieleni łąk, pól,
prasują swoje
zmięte liście
i płatki…

…wiedząc, 
że to po nic,
po nic…

…bo tak to już,
po prostu 
jest.

Nieznośny wiatr w mym sercu

Teresa Rudolf

***

Obraz pontonów,
łodzi zepsutych,
i niby-statków
na morzach.

Obraz tylu zwłok;
kobiet, mężczyzn
też i małych dzieci
w objęciach śmierci.

Oni już nie walczą,
niczego nie chcą,
nie mają pragnienia
nie są  już głodni.

Unoszą się 
na wodach,
z taką wielką
wyniosłością;

przegrali
z żywiołem.
ale nie ze sobą,
nie ze swą odwagą.

(umrzeć musi każdy)

A świat patrzy 
z niejakim niesmakiem;
co z nimi robić, 
co robić z taką “plagą”

…na morzach
i oceanach…

***

A ty co wiesz o nich?
Ty, człowieku stąd,
przed czym uciekają?

Co potrafią, a ty nie?
co czują tańcząc,
co jest w ich głosach?

Jak malują,
co piszą,
kim są? 

Uciekają…

…bo głód? 
pożar ciągły 
z nieba
polityka?

Ty wiesz, 
że tam 
żyć już

nie można,
ale musisz 
się bronić?

Bo mogliby
nam zabrać,
wszystko?

Zanim i tak
przyjdzie,
to, co u nich?

Pożar ciągły  
z nieba
polityka,
głód?

***

Co pomoże
już Światu,
bez krzywdy
dla nikogo?

…może
modlitwa
do Sztucznej
Inteligencji…

bo już nie
do ludzkich,
zabłąkanych 
głów i serc…

…zatrutych
lękiem.

Tak chciałabym

Teresa Rudolf

Bajeczka

A ja tak huśtam się,
sprytnie uwieszona 
na balonie słońca,
dziś wieczorem.

Unoszę
się nad 
wodami
…jezior,
rzek…

I robię
sobie
zdjęcie
odbicia
mego,

mnie,

tej “z kiedyś”,
bezbolesnej,
beztroskiej,
radosnej,
ufającej…

I zniknę wraz
ze słońcem;
ono w wodzie
jezior i rzek,
a ja, znów…

…w dojrzałości.

Kawiarenki 

Siadam, w tej 
kawiarence 
porankiem,
a w tej myślę
wieczorem.

W tej oglądam
niebieskie niebo
jeszcze ciągle ciche,
a słońce już w złocie.

A w tej granat nocy,
próbuję już oddalić
co wokół za dnia;
tyle absurdu
i cierpienia.

Poranek, wieczór;
spokojne
ramy mego dnia,

…to chciałabym,
tak chciałabym,
jak w filmie…

“Zwykła przeciętność nie całkiem przeciętnych uczuć, czyli:” 

Teresa Rudolf

“A ty ptaszku, gdzie swe gniazdo masz?”

Kiedyś pomyślałam, żeby napisać krótko o jednym ze zjawisk, które spotykam w sobie, a nie wiem jak to jest u innych. 

Nie piszę tu o koneserach, znawcach muzyki, zajmujących się nią zawodowo lub z zamiłowania. Chcę napisać o zwykłych ludziach, mających jedynie może bardziej wrażliwe ucho, połączone (zależnie od nastroju) z jakąś emocjonalną percepcją.

Możnaby porównać to z odbiorem zjawiska przyrody lub dzieła sztuki (np. zachwyt nad jakimś obrazem). Muzyka jest w tym przypadku jedynie bodźcem, “dziubiącym” nagle duszę. A “dziubać”, lub “gonić mnie”, może wszystko, tak jak to już napisałam.

I  choć trudno mi, ale rozumiem niektórych ludzi (ich gust znajduje się nieraz poza moim progiem wrażliwości), że akurat lubią i śpiewają sobie niektóre piosenki z Disco-Polo (byle nie po pijaku i nie za głośno) lub jakieś inne szlagiery, a czasem i wśród nich znajdzie się nagle coś, co za mną “pobiegnie”, najczęściej z tych tzw. wpadających w ucho, przy których na dodatek bardzo dobrze się tańczy.

Czasem się więc coś do człowieka przyczepi, ale na szczęście dużo mniej szkodliwie niż kleszcz…

Nie mogę tutaj nie wspomnieć o Jerzym Pilchu, który był akurat miłośnikiem dobrej muzyki, który w opowiadaniu “Żółta sukienka” (w książce “Pod nocnym Aniołem”) napisał o tym, jak na okrągło (zanim znów musiał sięgnąć po alkohol), słuchał kiedyś melodii skomponowanej przez Karela Svobodę, a zagranej na saksofonie przez niejakiego Felixa Slovaćka.

Przeczytałam to i natychmiast znalazłam tę melodię w sieci, a potem nie opuszczała mnie na długo, bo saksofon też mnie czasem nieźle… goni.

A tytuł jej: “A ty ptaszku  gdzie swe gniazdko masz”

Wiem

Teresa Rudolf

Mgnienie oka

Tu słowo,
tam spojrzenie,
tu melodia;
mgnienie oka,
a nagle jakby
świat cały…

taki czysty,
bez kontroli,
bez  gierek,

przelot 
pszczoły?
czy ważki?
może ptaka?

czasem wiesz,
czasem nie wiesz…

Chaos uczuć,
chaos myśli,
chaos, chaos…

Tu słowo,
tu spojrzenie,
i nagle spokój;

była to pszczoła?
a może to ważka?
czy też może ptak?

Co mogę ci powiedzieć…

Powiedziałaś mi, 
“kiedy teraz 
ze świata odszedł, 
tak bardzo,
tak bardzo tęsknię”…

Co mogłam ci powiedzieć?

A Ty wciąż mówiłeś:
“tak bardzo 
się boję, że choroba
mi ją zabierze”

I zabrała, zabrała…

Co mogłam Ci powiedzieć?

A Ty ostatnio mówiłeś
“już nie mogę
z nią dłużej wytrzymać,
tak wykańcza”,
odszedłeś w pół słowa…

Co mogłam Wam powiedzieć?

mówiłam, bo powinnam,
bo widziałam, słyszałam,
wiedziałam, cierpiałam,

bo przyjaźń nie zawsze
ma prawo  milczeć…
Mimo bezsilnej bezsilności…

Mówiłam wam wszystkim, 
że jestem, że jestem,

że tak mało mogę,
ale wciąż jestem,
nie zostawię.

Cóż mogę nam powiedzieć?

Że, że, że…
Los człowieka…
jest jakby skórą…

I jak ona
leży tak dokładnie,

tylko na Tobie
tylko na nim,
na mnie,
na nas…

…a to wszyscy
już wiemy….

Letnie wymyślanki

Teresa Rudolf

Radość wielka psa

Wichura 
trzepocąca
wszystkimi 
włosami 
sierści na raz,
i każdym też
z osobna…

Mowa
tańczącego
ogona,
śpiewa miłosne,
przeradosne 
songi o szczęściu
i wierności.

Błysk oczu
topi prawie
ludzkie serce,
opowiada historię
cierpienia z tęsknoty,
lęku bycia opuszczonym, 
wszystkiego, co psu ważne.

Pan, “bóg”
każdego psa,
znakomicie wie,
jak zrobić mu piekło 
lub niebo na tej ziemi,
a czasem w swej “manii”
jest i diabelskim potworem…

Na kogo wypadnie

Powodzie i susze,
śniegi i deszcze,
huragany, wiaterki.

Obżarstwo i głód,
dostatek i nędza,
zdrowie i choroba.

Sukces i porażka,
miłość i zdrada,
mądrość i głupota.

Tyle przeciwieństw,
i nie wiadomo nic,
bo co komu pisane…

… temu… bęc.

Papierowa kiedyś JA…

Teresa Rudolf

Płeć…
Urodziłam się…
Imię, nazwisko…
Miejsce urodzenia…

Szkoła…
Matura…
Studia…
Praca…

Kraj…

Stan zdrowia…
Wyniki badań…
Lekarstwa…
Lekarze…

Tylko to
na białym 
papierze
kiedyś…

A dziś, a reszta?

Zamykam oczy;
Śpiew ptaków
hipnotyzuje
mą duszę,
me uszy.

Świeżość powietrza, 
rankiem aromatyczny
zapach kwiecia róży,
prosto w otwarty nos,
lekko wciągający

piękno
tego świata 
bliskiego,
dotykalnego,
jak czyjaś ręka
…w mojej.

I nagle SMS, 
Messenger, 
WhatsApp,
Wideo
mail…

Nie, nie!

już nie,
i dosyć, 
wyłączam
świat-online,
niebyt-offline…

zamykam oczy;
najprawdziwszy
lipiec wchodzi
znów drzwiami
mojego życia…

…och, jak dobrze.

Letnie zawirowanie

Teresa Rudolf

***

Lato głaszcze
letnim, ciepłym
wiatrem po twarzy,
tańczy po niespokojnej,
chciwej ekstra-wrażeń duszy.

***

Słońce leniwie
wychodzi z morza,
akwarelkowo-niebieskiego,
jak oczy dziecka chichoczącego
prosto w złotą, letnią słoneczość.

***

Pszczoły szaleją
w brązowo-żółtych,
ciasnych kostiumach,
uwodząc zdumione kwiaty,
zdezorientowane natarczywością.

***

“Lato, lato”, krzyczą 
ptaki przeróżne,
strojąc już od rana 
struny głosowe,
do swych songów.

***

Maki przyciągają oczy 
swą krwistą czerwienią, 
swą urodą i bezczelnością
odurzają i ciągną w tajemnicę,
jak zjawy leśne w bezwolność…

A my
rzucamy
się w wir 
tej przygody,

czasem
dość chytrze,

ale

bez słowa 
dziękuję…

z oczywistością
będziemy znów

czekać…
…jak co roku.

Rozmyślania

Teresa Rudolf

Ludzie podobni kwiatom

Więdną i odchodzą;
te zadbane, planowane,
lub przyniesione wiatrem
przypadku, dziko rosnące.

Jedne rosną na łąkach 
w grupie jak stokrotki,
te małe, ciekawskie,
ledwo dostrzegane,

są też i bardzo dziwne,
z imienia raczej nieznane,
ponoć chwasty, bez prawa
istnienia, bo jakby szkodliwe,

a inne w cieplarniach,
pachnące i kolorowe,
przepiękne i widoczne 
całemu, całemu światu.

Ludzie są jak kwiaty…
więdną i odchodzą
wszystkie, te z łąk
i te z pięknych 
ogrodów…

Bez aplauzu

Życie,
dla jednych mała, 
prowicjonalna scena,
z  aplauzem swoich fanów.

Dla innych światowy teatr,
z fajerwerkami, hałasem,
duża chęć ciągle na więcej, 
jeszcze więcej, bez końca…

Życie
wrzuca nam różne role, 
musimy je dobrze zagrać,
lub po mistrzowsku odrzucić,
z wielką klasą, 

lecz często, 
bez dużego 
aplauzu…

Dar istnienia

Teresa Rudolf

Koronkowa robota

Życie moje
przeplatane
zachwytem,
zdziwieniem,

radością,
smutkiem,
jasnością
w myśleniu,
kolorowymi
dywanami,

lub

ciemnymi 
korytarzami,
raz na linie,
to znów na
zimnej rurze
…tańcami.

ach,

życie moje
utkane przez
los tak ciasno,
że aż ślepo,

wydziergane
też i oczka,
w ten świat
sprytnie,
ciekawie
wgapione.

TO

najbardziej
koronkowa,
wspaniała,
pedantyczna

robótka
ręczna
istnienia
mego,

czasem
kicz wielki…
…a czasem
dobre dzieło.


Liść 

Dotykam dziś twego 
aksamitu zieleni,
zamykam oczy
czuję Twój 
oddech,

a może 
to mój?

Czuję te mocne żyły 
i cieniutkie żyłki,
ileż zielonego 
życia płynie
jak łódka

przez 
Ciebie?

Przeminiesz kiedyś
w rudej czerwieni, 
w żółci, w brązie, 
ciągle piękny
odejdziesz…

Odfruniesz,
odpłyniesz,
zwiędniesz,

zostawisz
smutek…
…znikniesz.