Cierpienie zwierząt

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Do mięsożerców

Dla nich ryby skrzelami pracują w szafliku,
mając na ustach ciszę i krwawiące rany.
Dla nich kuchnia rozbrzmiewa od wrzasku i krzyku
gardzieli podrzynanych i szyj ukręcanych.

Oni to piją grozę z krwią zabitej kaczki
i warzą głowy dzieci: — zadziwionych cieląt.
Wypruwają wnętrzności, krzycząc: flaczki, flaczki,
i jedzą je w niedzielę z rodziną się dzieląc.

Lubią wody na smaku bezradnych piszczeli,
wszechzwierzęce girlandy cynicznej kiełbasy,
krwawe raki z piekielnej wyjęte kąpieli
i baraniego ciała bronzowe atłasy.

Rozsmarowują trupy na niewinnym chlebie,
obwąchują zająca czy aby dość skruszał,
z martwym ozorem w zębach czują się jak w niebie,
i do cudzego mózgu śmieje im się dusza.

Pożerają, dymiący jak nowe cmentarze
te stroskane przystawki, te gorzkie potrawy —
Karki im nabrzmiewają, obwisają twarze,
na których śmieszek hjeny zakwita, trupawy.

Po pięknookiej sarnie nie noszą żałoby,
ale źrą ją na stypie, w dzień pogrzebu radcy,
i zezują miłośnie do gęsiej wątroby
bujni brzuchem jedynie, a łysiną gładcy,
a twardzi tylko sercem — i w całej stolicy
głośni — ale mlaskaniem, smętni biesiadnicy.

Kannitverstan

Kochani, dziś Joanna gości w Polskiej Kafejce Językowej / Meine Lieben, heute ist Joanna zu Gast im SprachCafé Polnisch

Pfaff-Czarnecka, Joanna

Kannitverstan im Bett. In: Die Weltwoche, Nr. 40, 1996

Ende der zwanziger Jahre brach ein junger Religionsforscher nach Indien auf, wo er seine Suche gleich zweispurig betrieb. Sein Schriftstudium beim bengalischen Sanskritgelehrten Surendranath Dasgupta ergänzte er durch Sinneseindrücke: In der Freizeit suchte er unter anderem dessen Tochter Maitreyi Devi zu verführen. Die Ergebnisse beider Studiengänge sind allgemein bekannt. Der Rumäne Mircea Eliade (1907-1986) hat mit seinen Veröffentlichungen zu vergleichender Religionswissenschaft Weltruhm erlangt und ist auch als Romancier hervorgetreten. Bereits im Jahr 1934 hat Eliade sein Liebesabenteuer in Romanform gleich in zwei Sprachen veröffentlicht. Der rumänische Titel «Maitreyi» gab die Identität der Geliebten preis; der französische Titel «Les nuits bengales» («Die bengalischen Nächte») nahm den Ausgang der Geschichte vorweg.

Continue reading “Kannitverstan”

Woda w szafie

Adminka: Dostałam ostatnio prezent (dziękuję Krzysztof), jedwabną chustkę, która reprezentuje rzekę. Są cztery różne chustki i reprezentują cztery różne systemy wodne i/ lub rzeki, moja akurat to Szprewa, co ma sens, skoro mieszkam w mieście między Szprewą i Havelą.

Chustki, woda, rzeki

Przeciętna polska szafa kryje w sobie… 715 266 litrów wody

Continue reading “Woda w szafie”

Cierpienie zwierząt, czyli karp

Reblog z gazeta.pl

Krakowska uczelnia pod ostrzałem. Student ujawnił, jak zabijano karpie

Oliwia Ziółkowska

29 września 2025, 11:18

Student weterynarii na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie w 2023 roku sfilmował wykładowczynię zabijającą karpia bez ogłuszenia. Wideo trafiło do Fundacji Viva! Po nagłośnieniu sprawy mężczyzna został niesłusznie skreślony z listy studentów. Ostatecznie wywalczył sprawiedliwość.

Continue reading “Cierpienie zwierząt, czyli karp”

W epoce AI-Fona łupanego

Ze Szczecina przyszło na messendżera takie oto powiadomienie:

Dzień dobry Pani Ewo!

Jestem artystką sztuk wizualnych i wspólnie z moim życiowym i artystycznym partnerem Marcinem zaprezentowaliśmy ostatnio całkowicie recyclingową wystawę “z epoki ai-fona łupanego” w Kurzym Młynie- niezależnej galerii w Szczecinie. Wystawa miała bardzo dobry miedzy pokoleniowy odbiór i owocowała w wiele pięknych doświadczeń i pytań. Obecnie musimy wystawę zwinąć. Chcielibyśmy gdzieś ją dalej zaprezentować- pomyśleliśmy o Berlinie. Amanda Korol zasugerowala, aby odezwac sie do Pani – może ma Pani do polecenia przestrzeń dla naszego pokazu? Może to być galeria jak i  przestrzeń niezależna czy dzika. Jesteśmy otwarci na pomysły i kontakty.  Uważamy materiał za wartościowy i chcemy dalej dzielić się nim z ludźmi. Będziemy bardzo wdzięczni za polecenia lub i wskazówki. Załączam opis i kilka ilustrujących zdjęć i linków do dokumentacji.

Pozdrawiamy serdecznie

Ula Niemirska i Marcin Żukiert

Publikuję je, bo może osoby ze Stowarzyszenia Partnerstwo miast Szczecin-Kreuzberg/Friedrichshain zobaczą w tym mailu coś bardzo wartościowego, co moglibyśmy jako Stowarzyszenie wsprzeć.

Ula Niemirska (HollyUlcia, Święta Ramoneska) artystka sztuk wizualnych, malarka, twórczyni obiektów i performerka, działającą często w obrębie przestrzeni miejskieh i sztuki zaangażowanej społecznie. Warszawianka mieszkająca od niedawna w Szczecinie. Absolwentka malarstwa i sztuki w przestrzeni publicznej na ASP w Warszawie. Marcin Żukiert  (Doktor Szpera, Święty Ramzes) artysta multidyscyplinarny, inżynier elektryk, charyzmatyczny twórca muzyki i obiektów wizualnych i elektrycznych, wynalazca i ekodesigner. Wspólnie tworzą projekt mobilny TUITERA i JAITYstudio jak i SZTUKA SPOJONYCH.

Ula

Z epoki aiFONA łupanego

Nasz performatywny pokaz ukazuje futurystyczne bytowanie po katastrofie i wielkiej awarii prądu.  Zamieszkujemy krainę JUNHUNA a nasze czasy to epoka aiFONA łupanego. Żyjemy w Rezerwacie, żywimy się resztkami elektroniki imitującej ryby i stwory morskie, które wyławiamy z głębin: nadziewamy na patyki procesory i pieczemy je na patyku na ogniu z kabli. Mieszkamy w nadpalonej Łodzi, która także wibruje i gra. Do REZERWATU mają wstęp jedynie Dzieci. Dorośli oglądają nas zza płotu (chyba,że mają przy sobie paszport lub zostawią nam odcisk palca w specjalnie zbudowanym czytniku) Tworzymy naszą Sztukę Pierwotną ze znalezionych odpadów. Zbudowaliśmy Świątynie a w niej Święty Krąg Strażników- obiektów, z których każdy ma imię, osobowość cechy, skład i swoją historię. Postacie stworzyliśmy z częściowo działających sprzętów do odtwarzania muzyki, połączyliśmy je z łowionymi w jeziorze glonami i znalezionymi grzybami.. To nasze nowe prastare Stonehenge. W ich kręgu znajduje się Święty Krąg Medytacyjno interakcyjny zbudowany z komputerowych klawiatur. Zadane na nich kroki są zczytywane na obraz. Zapraszamy odwiedzających wystawę gości do wspólnego rytualnego medytacyjnego zataczania kół, doświadczania kontaktu z klawiaturą w zupełnie inny sposób.  Zapraszamy również do łupania kamieniem wyłowionych i znalezionych IPHONów! Ze świata gdzie każda rysa na wyświetlaczu staję się problemem a wizja utraty ekranu katastrofą, gdzie wpatrywanie się w ekran oddziela i izoluje, proponujemy wspólne łupanie, i refleksje nad podstawowymi ludzkimi potrzebami. Proponujemy nowe jakości doznań, innego kontaktu ze spojoną już z naturą elektroniką. Bawimy się funkcją i znaczeniem.  Zaprezentowaliśmy naszą wystawę w niezależnej przestrzeni Kurzego Młynu, dawnej zabytkowej zoologicznej stacji co nadało pokazowi dodatkowej jakości.

Reblog. Lived religion.

Peter J. Verhagen

1. One question

    What is lived religion? One of the newest branches on the tree of the scientifcation of religion at the interface of practical theology, empirical theology and religious studies is the study of lived religion (Knibbe & Kupari, 2020). What do we mean by ‘lived religion’? As a concept, lived religion became popular at the end of the twentieth century. In a rather simple way one could say that lived religion is individual religion or individual religiosity, or to put it slightly diferent and more meaningful: lived religion is personalized or ‘personalived’ religion. It is not difcult to imagine within which cultural context this interest in lived religion blossomed. The decline of the monopoly position of institutionalized religion is obviously the background against which lived religion arose. And that background can be clearly heard in all terms that are used as synonyms for lived religion such as everyday religion, unchurched religion, invisible religion, implicit religion (Dillen, 2016). They all point at one and the same aspect of lived religion: its focus on individual spirituality and religiosity. Incidentally, this should not be interpreted as meaning that lived religion is purely individual oriented. On the contrary, lived religion is in a sense highly relational oriented. So, lived religion is highly personal, but not individualistic, in its daily manifestations and practices. And in its personalized meaning it is a reaction against a focus on institutionalized religion. Therefore it is sometimes called unchurched religion, but it is not necessarily unchurched.

    Continue reading “Reblog. Lived religion.”

    Joanna, trzeci piątek miesiąca i my trzy

    Joanna Pfaff

    Universitäten des Lebens: Wissen, Ohn-macht, Zugehörigkeit

    Dr. Joanna Pfaff-Czarnecka ist Sozialanthropologin, mit dem regionalen Schwerpunkt in Südasien (Nepal und Indien). Sie arbeitet als Senior-Professorin an der Universität Bielefeld. Ihre Forschungsgebiete sind Universitäten und die Prozesse des Studierens, sowie die Kreation von Wissen mit dem Fokus auf Ohn/Macht und Ungleichheit. Theoretisch erkundet sie Konstellationen von Zugehörigkeit; methodologisch beschäftigt sie sich mit qualitativer Erforschung asiatischer Gesellschaften und Kulturen über Verflechtungen und Vergleiche.

    Über Ihr Vortrag schreibt sie: Die Welt des Wissens ist stark hierarchisch organisiert und sie zeichnet sich durch zahlreiche
    Exklusionen aus. Wie benachteiligend und ausschließend die Welt des Wissens – das heißt Orte, wo Wissen kreiert und weitergegeben wird – sein kann, haben beispielsweise die südasiatischen Dalits, vormals: in Indien und Nepal als ‚unberührbar‘ bekannt, einschneidend erlebt und erfahren. Mein Vortrag schildert den Kampf der Dalits um Anerkennung und um den Zugang zu Orten des etablierten Wissens, etwa zu Universitäten. Dabei zeige ich auch, wie mir diese Thematik zu Einsichten über die Bedeutung des nicht-akademischen Wissens verholfen hat, und welche Möglichkeiten des Engagements ich heute wahrnehme.

    Im Rahmen des Projekts „Wir Drei” werden
    Ewa Maria Slaska, Elżbieta Kargol und Krystyna Koziewicz
    am Freitag, den 17. October 2025
    Joanna Pfaff
    zu Gast haben.

    Od Adminki:

    My trzy, Ela Kargol, Krysia Koziewicz i Ewa Maria Slaska zapraszamy do SprachCafé Polonisch na spotkanie z niezwykłą podróżniczką po światach, kulturach i językach, naukowczynią z kategorii tych, których niemal się nie spotyka, a jacy powinni być zawsze i wszędzie, żebyśmy mogli poczuć na twarzy prawdziwy jesienny powiew nauki (nauka się zaczyna jesienią,przychodzi razem z grzybami i kolorowymi liśćmi, wszyscy to wiemy), która jest czymś znacznie więcej, niż zbieraniem punktów za publikacje.

    My trzy
    Ewa Maria Slaska, Elżbieta Kargol, Krystyna Koziewicz
    zapraszamy na spotkanie w Polskiej Kafejce Językowej

    w piątek 17 października o godzinie 19

    Schulzestr. 1
    13187 Berlin – Pankow
    Stacja kolejki Wollankstrasse (tylne wyjście!!!!)

    Cierpienie zwierząt. Psy łańcuchowe


    DIOZ Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt

    KONIEC ŁAŃCUCHÓW W POLSCE! ⛓️‍💥🐾🆘

    Od dziecka walczyłem z łańcuchami. Gdy miałem trzynaście lat, po raz pierwszy stanąłem do tej walki – i od tamtej pory ściągnąłem z szyi zwierząt tysiące tych przeklętych ogniw. Każdy łańcuch, który odpadał, był symbolem wolności, nadziei i zwycięstwa nad okrucieństwem.

    Dziś Sejm za sprawą 260 posłów uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, zakazującą trzymania psów na łańcuchach. Tak – wreszcie! To, co przez lata było symbolem cierpienia, upokorzenia i niewyobrażalnej samotności, przechodzi do historii.

    Continue reading “Cierpienie zwierząt. Psy łańcuchowe”

    Ségolène (fragment powieści)

    Narratorem jest Holger, Niemiec z NRD, przyjęło się mówić byłej, ale to bez sensu, NRD sama z siebie jest była, już jej nie ma.

    Krzysztof Maria Załuski

    (…) próbowałem opowiadać jej o mojej pracy, o dziesiątej rocznicy upadku Muru Berlińskiego, o tym jak od miesięcy tym tematem maltretuje nas wydawca. I jak redagowanie tych wszystkich pamiętników, albumów i całej reszty okolicznościowych broszur doprowadza mnie do mdłości… No bo ile można pisać o zasiekach, polach minowych, reflektorach, wieżyczkach strażniczych, sowieckich czołgach, tajnych współpracownikach Stasi, żołnierzach Narodowej Armii Ludowej i partyjnych aparatczykach?

    A potem powiedziałem Ségolène, że mieszkałem kilkadziesiąt metrów od granicy, na Strelitzer Straße1. I że z czwartego piętra ten mur wyglądał jak brudny cień. Czasem nawet o nim zapominaliśmy. Bo on po prostu był. Taki codzienny, oczywisty, zwykły, jak ściana pomiędzy kuchnią a łazienką… Ale dziewiątego listopada tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku przestaliśmy się go bać. Berlin śnił już tylko o wolności.

    Pamiętam tamto morze szarych ludzików, którzy napierali na betonową zaporę z siłą tsunami. Kruszyli ją kawałek po kawałku, przęsło po przęśle. Uderzenia młotków i szczęk dłut przerywały okrzyki radości. Oklaski i wystrzały korków szampana zagłuszały komunikaty z megafonów. Wszyscy widzieli, ale nikt chyba jeszcze nie wierzył. Zbyt wiele razy nas oszukiwano. Więc może i tym razem ta wolność miała być jedynie iluzją, jakąś komunistyczną prowokacją? Tak wtedy myśleliśmy… Niepewność podsycali jeszcze zdezorientowani strażnicy, którzy nagle znaleźli się po niewłaściwej stronie historii – zdumieni, niepewni, jak roboty pozbawione instrukcji… A jednak nie otworzyli ognia. Pochowali się, jakby samo przyjęcie do wiadomości faktu, że to koniec tamtego świata, przerastało ich intelektualne możliwości. Patrzyli z niedowierzaniem na tłumy, które już za moment miały złamać tabu i przejść granicę mitycznego Zachodu, ten widnokrąg rzeczywistości, która istniała do tej pory jedynie w naszej wyobraźni.

    Mówiłem jej o tym, że Berlin jeszcze długo pachniał tamtym wilgotnym listopadem, rozłupanym betonem i nadzieją – niestety gasnącą z każdą rocznicą Zjednoczenia Niemiec. Kawałki muru najpierw stały się relikwiami, swoistymi trofeami – namacalnym dowodem udziału w obaleniu reżimu Honeckera, później pojawiły się na straganach pod Bramą Brandenburską. Przy stołach do tapetowania zasiedli okutani w syberyjskie papachy handlarze historią, którzy za kilka dolarów sprzedawali jej okruchy: sowieckie mundury, płaszcze, hełmy, pasy, bagnety, czerwone sztandary i ordery z Leninem, Stalinem i Mao… Tak oto historia stawała się własnym, żałosnym wspomnieniem i budzącą jedynie śmiech martyrologią. Z wolności i jedności pozostała tylko czapka z czerwoną gwiazdką, coraz mniejszą, coraz bardziej wyblakłą. Dawni funkcjonariusze systemu pozrzucali mundury, niektórzy wyjechali na Zachód i zostali kierowcami taksówek, ochroniarzami w supermarketach, pracownikami magazynów, inni, bardziej elastyczni, dostosowali się do nowej rzeczywistości. Ci sami ludzie, którzy bez zbędnej refleksji strzelali do uciekinierów, stali się szanowanymi policjantami.

    Wspomniałem jej także, że największe rozczarowanie przyszło jednak później. Gdy okazało się, że wielu działaczy opozycji, ludzi, których podziwialiśmy za ich niezłomność i odwagę, przez lata współpracowało ze Stasi2. Byli rozgrywani jak pionki, pisali raporty, donosili na przyjaciół, sąsiadów, kolegów z pracy a nawet na własne rodziny. Mimo to spora część zrobiła kariery w zjednoczonej Republice Federalnej. Niektórzy w polityce, inni w służbach, a jeszcze inni w mediach… I nikt już ich nigdy nie pytał, na kogo pisali donosy… Kiedy parę tygodni po otwarciu granicy wyjeżdżałem z Berlina, nie przyszło mi nawet do głowy, że kiedykolwiek będę musiał pisać o wątpliwym bohaterstwie moich rodaków. Czytając archiwalia, coraz częściej zastanawiałem się, w jakim stopniu historia jest mistyfikacją. Bo przecież na moich oczach rodziły się mity. Dawni oprawcy stawali się rzecznikami demokracji, a martwe ofiary systemu milczały, jak zawsze… Ale dla mojego wydawcy to było nieistotne. Dla niego liczyło się tylko to, żeby sprzedać licencję na ten chłam, żeby było o nas głośno w telewizji, w radio i w gazetach. Jego interesowały wyłącznie wyniki finansowe.

    Nie wiem jak długo wtedy opowiadałem Ségolène o Berlinie Wschodnim i o moim, wymyślonym przez Stalina i Ulbrichta kraju, o tej nieszczęsnej Niemieckiej Republice Demokratycznej, która trzeciego października tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego roku tak cudownie zjednoczyła się z Republiką Federalną Niemiec. Mówiąc jej to wszystko chyba nie zdawałem sobie sprawy, że dla kogoś takiego jak ona, moje wspomnienia są kompletnie niezrozumiałe… No, bo co takich Szwajcarów, Brytyjczyków, Francuzów czy Amerykanów może obchodzić nasza historia – kapitulacja po wojnie, podział Niemiec, okupacja i deportacje w głąb Rosji… gwałty, rabunki i zbrodnie komunistów, powstanie w czerwcu tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego roku i jego brutalne stłumienie przez Sowietów, kolektywizacja rolnictwa i nacjonalizacja przemysłu, albo masowe donosicielstwo i ucieczki przez pola minowe? A już najmniej to, że na koniec, nasi bogaci krewni z Zachodu, tak nas oszukali

    ______________________________

    1 Strelitzer Straße – ulica w berlińskiej dzielnicy Mitte, w rejonie dawnej granicy między Berlinem Wschodnim a Zachodnim. Po wzniesieniu Muru Berlińskiego w 1961 r. znalazła się po stronie wschodniej, tuż przy pasie granicznym. W jej pobliżu dochodziło do dramatycznych prób ucieczki do Berlina Zachodniego; w 1962 r. na skrzyżowaniu Strelitzer Straße i Bernauer Straße zginął Peter Fechter, jedna z najbardziej znanych ofiar muru.

    2 Stasi – potoczna nazwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego NRD (Ministerium für Staatssicherheit), funkcjonującego w latach 1950–1990. Uchodziła za jedną z najskuteczniejszych i najbardziej represyjnych służb wywiadowczych w bloku wschodnim; zajmowała się inwigilacją obywateli, dezinformacją i tłumieniem opozycji.

    Uwaga od Adminki: Czytałam tę wspaniałą powieść, wcale nie o NRD (to tylko nie nie znaczący fragment), tylko o życiu i historii, a zwłaszcza o miłości i kobiecie, jest rękopisem, czyli maszynopisem, a właściwie nawet komputeropisem i szukam dla niej wydawcy.

    Deutsche Oscar-Nominierung (gegen meine)

    Anne-Sophie Scholl

    In die Sonne schauen, Reblog

     Im Corona­winter von 2020 zog Mascha Schilinski gemeinsam mit ihrer Freundin und Co-Drehbuch­autorin Louise Peter auf einen alten Bauernhof in der deutschen Alt­mark. Dort sind sie auf einen Schnapp­schuss aus den 1920er-Jahren gestossen – und eine Idee ist geboren. Der Film In die Sonne schauen spielt auf diesem Hof und reiht kurze Szenen, manchmal auch nur Blitz­lichter aus vier Epochen des letzten Jahrhunderts aneinander. Der Film ist ein Ereignis, ja eine Offenbarung, schreibt Feuilleton-Autorin Anne-Sophie Scholl. 

    Continue reading “Deutsche Oscar-Nominierung (gegen meine)”