No, coś takiego!

Z podziękowaniami dla Konrada, który przysłał mi tę informację na Instagramie

🥁🇯🇵🇰🇷 Japanese PM Sanae Takaichi surprised South Korean President Lee Jae Myung with a drumming session after summit talks, playing 2 K-pop songs — Dynamite by BTS and Golden from KPop Demon Hunters.

“When I met him at APEC, he told me playing the drums was a dream of his, so I set this up as a surprise,” said Ms Takaichi, who used to drum in a heavy metal band.

#Japan#SouthKorea#drums#KPop#KPopDemonHunters#BTS#Golden

https://www.instagram.com/reels/audio/25872167612419603/

Nie zapominajmy, że Japonia i Korea Południowa były w czasie II wojny śmiertelnymi wrogami, a ponieważ oba kraje przez ostanie 80 lat niewiele albo wcale pracowały nad pojednaniem i wybaczeniem, ta przyjemna jam session ma niezwykły wymiar polityczny.

Ameryka naszych strasznych snów

Reblog za FB z 6 stycznia 2026 roku / tytuł mój – EMS

Adam Wajrak

Nosiłem się z tym wpisem dłuższy czas i myślę, że właśnie nadeszła pora. Zacznę od tego, że uwielbiam Amerykę, USA dokładnie. Wiele zawdzięczam i temu krajowi i paru moim amerykańskim przyjaciołom, amerykańskiej literaturze, amerykańskim naukowcom, amerykańskim podatnikom – byłem na dwóch fantastycznych stypendiach Departamentu Stanu. Podziwiam Amerykanów, za dobro, gościnność. Podziwiam za to, że potrafią mówić i rozprawiać się publicznie (film, literatura ) ze swoimi słabościami, grzechami, rasizmem, holokaustem pierwszych narodów, wreszcie ze swoim imperializmem. Życzyłbym tego Rosji.

Continue reading “Ameryka naszych strasznych snów”

Z ziemi włoskiej do Polski

Monika Wrzosek-Müller nadesłała do publikacji nieco patetyczny, ale do głębi autentyczny list Paulo Rumiza, włoskiego dziennikarza do premiera Tuska, zawierający wielce trafną analizę sytuacji w Europie.

A tu wersja polska, przygotowana przez Chata GPT

Si tratta di una missiva un po’ irrituale, come ammette lo stesso autore, in cui si appella alla Polonia come una sorta di salvatrice dell’Europa. Un testo dai toni gravi e accorati, che qui riporto. È molto lunga e per questo la spezzo in due parti.

Continue reading “Z ziemi włoskiej do Polski”

Wielka Orkiestra po raz 34

Uwaga nowy adres: Gemeinschaftshaus Gropiusstadt!

Bat-Yam-Platz 1, 12353 Berlin

Organizatorem spotkania jest Polskie Towarzystwo Szkolne Oświata!

W sobotę, 24 stycznia 2026 roku, w Gemeinschaftshaus Gropiusstadt odbędzie się 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Berlinie. Wydarzenie jest częścią największej akcji charytatywnej w Polsce i od lat łączy ludzi ponad granicami poprzez muzykę, solidarność i wspólne działanie.

Celem Finału 34 Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) jest diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u dzieci.

Cały dochód z wydarzenia zostanie przeznaczony na realizację tego celu.

Continue reading “Wielka Orkiestra po raz 34”

Do not eat honey / Cierpienie zwierząt

Don’t Eat Honey

It’s the worst animal product to eat by far!

(I think this is a pretty important article so I’d appreciate you sharing and restacking it—thanks!)

There are lots of people who say of themselves “I’m vegan except for honey.” This is a bit like someone saying “I’m a law-abiding citizen, never violating the law, except sometimes I’ll bring a young boy to the woods and slay him.” These people abstain from all the animal products except honey, even though honey is by far the worst of the commonly eaten animal products.

Continue reading “Do not eat honey / Cierpienie zwierząt”

Dziś w SprachCafé – Kashia Vega i poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Pełnia słów i dźwięków

Godzina 19, ale zapraszamy już od godziny 18. I warto przyjść wcześniej, bo może być tłoczno.

📍 Berlin-Pankow
🗓 16 stycznia 2026 (piątek)
🕖 godz. 19:00
📌 Polska Kafejka Językowa, Schulzestr. 1
🎟 Wstęp wolny

dojazd (niestety z utrudnieniami) do stacji Wollankstraße – z utrudnieniami, bo dojeżdżając z południa trzeba pojechać przystanek dalej, do stacji Schönholz i tam wsiąść do pociągu jadącego z powrotem 😦

Continue reading “Dziś w SprachCafé – Kashia Vega i poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”

“Wywołuję wojnę, wojnę…”

Avaaz.org

Przyjaciółki i Przyjaciele!

Ponad 400 tysięcy osób podpisało apel do światowych przywódców, aby bronili naszych wartości i przeciwstawili się agresji Trumpa. Może i Ty dołączysz? Wkrótce Avaaz dostarczy nasz apel rządom krajów całego świata.

Podpisz teraz
Oto wiadomość, którą wysłaliśmy przed kilkoma dniami:

Continue reading ““Wywołuję wojnę, wojnę…””

Ojciec i pradziadek

Od Adminki: Wiersz przysłała mi Dorota Biłous z Wrocławia, opatrując go takim komentarzem: Wiersz Feliksa Netza, który opowiada o moim tacie. Dzidek to tata, a ten niespotykanie stary człowiek to mój pradziadek. Takie historie.

Feliks Netz urodził się 26 grudnia 1939 w Kretkach Dużych koło Brodnicy (woj. kujawsko-pomorskie), zmarł 12 kwietnia 2015 w Katowicach, poeta, prozaik, dramaturg radiowy, tłumacz, krytyk literacki i filmowy, publicysta.

Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Netz

Niewłączone do Księgi Psalmów

Nad rzekami Babilońskimi, tameśmy siadali
i płakali, wspominając na Syjon.

Psalm 137

Siedzieliśmy nad wodami Kwisy, było upalne
lato, piąte po wojnie, kościotrupy kamienic
spalonych do ostatniej cegły, myszkowaliśmy
po piwnicach – МИН НЕТ! Nie wywietrzał odór
spalonych ciał – dotknąłem kamienia tuż przy
betonowym dnie piwnicy, „ciekawe – powiedział Dzidek,
jak długo kamień przechowuje
pamięć ognia”;

w jego jak i moim poniemieckim domu zobaczyłem
niespotykanie starego człowieka w palcie (było lato!)
i czapce naciśniętej na uszy, spisującego nie
mający końca korowód nazwisk. Dzidek: „spisuje
wszystkich mieszkańców Kołomyi, jakich zapamiętał
a znał ich tysiące, budował mosty i wiadukty
w powiecie, a nawet dalej, zapisał już całą walizkę
papieru prośbowego”;

siedzieliśmy nad wodami Kwisy, mocząc nogi
o zdeptanych stopach, mytych byle jak wieczorem
pod nieuważnym wzrokiem matki, zrogowaciałe,
popękane pięty, skóra jak zelówka, nie miękła, gdy
nasze jedenastoletnie ciała pluskały się w statecznym
nurcie Kwisy, leżeliśmy na wznak, lekko poruszając
dłońmi, niby płetwami, z ciężkim słońcem na wargach,
z marzeniem w zmrużonych oczach, by prąd poniósł nas
do morza, tego lub tamtego, jakie to były morza, żywe
czy martwe, nie ja, lecz pamięć
nie pamięta;

siedzieliśmy, Dzidek (zmarł tej wiosny zastanawiam się
jak długo prochy przechowują pamięć ognia) i ja
spośród całych rodzin z i spod Kołomyi, Tarnopola
Drohobycza, a nawet z Bukowiny, kobiety w majtkach
i biustonoszach, dzieci na golasa, mężczyźni w spodniach
i gimnastycznych podkoszulkach, ponad głowami hasały
motyle, czasem zabuczał na najższej strunie trzmiel
opity bimbrem spływającym z szyjek niezatkanych
butelek, mężczyźni grali w karty milcząc, zrzucali je z furią
jak broń długą i krótką, kiedy wychodzili z lasów,
czasami któryś się nagle zapatrzył gdzieś, w jakiś punkt,
w jakąś dal, z kartą w ręce, która, jakby ją nagle odcięto,
przemierzała rozległe przestrzenie od morza do morza,
ale jakie to były morza, żywe czy martwe, nie ważne,
bo już nikt nie myślał o ucieczce, ni morzem,
ni lądem;

nie harfy wieszaliśmy na wierzbach, ale mokre gatki,
i halki, czasem któraś przeprała jedwabne pończochy,
poruszały się w nieruchomym powietrzu z cichym
szelestem, budząc w nas już nie dzieciach, po prostu
chłopakach słodki dreszcz;

nie śpiewaliśmy, bo jakże mieliśmy śpiewać, skoro –
słowa są Dzidka, nasze pieśni zostały tam, nad
Czeremoszem, na polach kukurydzy, w łanach jęczmienia,
w oślepiającej bieli ziemniaków wyrwanych z nacią,
z ziemi czarnej i tłustej, w srebrnych kłosach pszenicy
w zapatrzonych prosto w słońce słonecznikach
w studniach, w które wykrzykiwaliśmy nasze
imiona, aby dotarły do podziemnych miast
w wysokich trawach, w których zaplątywały się
nasze psy, jakże mieliśmy śpiewać, skoro każdy
chciał, aby jego serce, owinięte w liść łopianu
pochowano tam, gdzie, a było to pewniejsze niż śmierć
nigdy więcej jego stopa nie postanie, nie pozwolą
na to duchy żołnierzy radzieckich, które wychodziły
z grobów na szczycie Kamiennej Góry na nocny patrol
czasem ktoś zderzył się z duchem, bywało, że chciał
go wyminąć, próbował z lewa z prawa, w końcu
usłyszał jakby dochodzące z głębokiej studni:
spoj s nami – tiomnaja nocz’ tolko puli swistajut
w dali, tolko puli swistajut…


Jakoż mamy śpiewać mówili ludzie siedzący nad
wodami Kwisy, my, wygnańcy w ziemi cudzoziemców,
niech przyschnie język mój do podniebienia mego,
mówi we śnie stary człowiek w grubym palcie,
w czapce (lato!) naciśniętej na uszy, ba, myśli
strapiony, jak ma przyschnąć,
skoro mi go wyrwano.