Stuart słucha muzyki 6

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

słuchają piosenek, które otwierają kolejne rozdziały Stuarta.

Rozdział 17 czyli paskudny Nowy Rok. Co gorsza, Stuart nie ma nic, ale to poprostu nic na swoje usprawiedliwienie.  Może tylko to, że każdy dzień bez Meg jest tak potwornie długi.

REM: Sometimes everybody hurts

When your day is long
And the night, the night is yours alone
When you’re sure you’ve had enough
Of this life, well hang on
Don’t let yourself go
‚Cause everybody cries
And everybody hurts sometimes

Kiedy dzień jest potwornie długi
A nocą, nocą jesteś zupełnie sam
Kiedy jesteś pewien, że masz już dosyć tego życia
Nie poddawaj się, nie rezygnuj
Bo każdy czasami płacze i każdy czasami rani

Rozdział 18. Meg wreszcie przyjechała, czemu jednak w tekście nie towarzyszy żadna piosenka. Muzyka pojawi się dopiero, gdy w małym szczęśliwym świecie Stuarta pojawi się prawdziwe nieszczęście. Umiera dziecko przyjaciela, a Stuart nie ma pojęcia, jak w ogóle mógłby mu pomóc. Po pogrzebie Stuart podszedł do przyjaciela i kładąc mu rękę na ramieniu powiedział: „Gdybyś kiedykolwiek chciał się po prostu wygadać, to możesz na mnie liczyć”. W momencie, kiedy usłyszał jak te słowa wychodzą z jego ust, zdał sobie sprawę z tego, że były to najbardziej banalne i niepotrzebne słowa, jakich kiedykolwiek użył. Patrząc na Iana obiecał sobie w duchu, że napisze piosenkę dedykowaną małemu Leo – piosenkę o chłopcu, który nie dowiedział się, jak bardzo był kochany i potrzebny.

Daughtry: Gone too soon

Like a shooting star flying across the room
So fast so far, you were gone too soon
You’re a part of me and I’ll never be the same here without you
You were gone too soon

Jak spadająca gwiazda, która przelatuje przez pokój
– Taka szybka i taka daleka, odszedłeś zbyt szybko
Jesteś częścią mnie i bez ciebie nigdy już nie będę sobą
Zbyt szybko odszedłeś

Rozdział 19

Meg i Stuart żyją w swym małym szczęśliwym światku swoje małe szczęśliwe życie. Nudne. No tak, ale przecież wszyscy wiemy, że the book of love is long and boring…

 Peter Gabriel: The book of love

The book of love is long and boring, no one can lift the damn thing
It’s full of charts and facts, some figures and instructions for dancing
But I, I love it when you read to me.
And you, you can read me anything.

Książka miłości jest długa i nudna, nikt nie potrafi unieść tej cholernej książki
Pełno w niej faktów i tabelek, kilka liczb i instrukcji dotyczących tańca.
Ale ja uwielbiam, kiedy mi ją czytasz
Bo ty, ty możesz mi czytać cokolwiek

To niezwykła rzecz ta miłość, nawet Nick Cave znajduje sposób, by dać jej wyraz…

Nick Cave and The Bad Seed, Into my Arms

I don’t believe in an interventionist God
But I know, darling, that you do
But if I did I would kneel down and ask Him
Not to intervene when it came to you
Not to touch a hair on your head
To leave you as you are

Nie wierzę w Boga, który interweniuje,
Ale wiem, kochanie, że Ty w niego wierzysz,
Gdybym wierzył, klęknąłbym i poprosił
Żeby niczego w Tobie nie zmieniał
Nie doknął włosa na Twej głowie
Zostawił Cię taką, jaka jesteś

Miłość, najważniejsze, co nas w życiu może spotkać…

Stuart 21

My face above the water, My feet can’t touch the ground,
Touch the ground, and it feels like
I can see the sands on the horizon
Everytime you are not around
I’m slowly drifting away, drifting away
Wave after wave, Wave after wave
I’m slowly drifting, drifting away
And it feels like I’m drowning
Pulling against the stream

Moja twarz jest nad taflą wody, stopy nie mogą dotknąć dna
I wydaje mi się, jakbym widział na horyzoncie ziemię
Za każdym razem, kiedy ciebie nie ma w pobliżu
Powoli odpływam, odpływam

Fala za falą
Powoli odpływam, odpływam
Czuję się, jakbym tonął
Ciągnięty pod prąd

Mr. Probz Waves

Joanna Trümner

Szpital

W taksówce do szpitala Stuart pogrążył się w myślach o tym, co go czeka w szpitalu, tykanie taksometru brzmiało w jego uszach jak uciekający w pośpiechu czas. Miał wrażenie, że tonie w morzu niepewności i samotności, ale nie chciał się z nikim dzielić swoimi myślami i wdzięczny był kierowcy, że nie próbował nawiązać z nim rozmowy. Prawdopodobnie wieloletnie doświadczenie za kierownicą taksówki nauczyło go, że pasażerowie, którzy w środku nocy jadą do szpitala, potrzebują czasu dla siebie – czasu i ciszy, które pozwolą im poukładać myśli i poszukać wewnętrznego spokoju. Za oknami auta Stuart widział światła wielkiego miasta i pogrążony w ciemności park – jeden z tych niewielu parków Sydney, którego nie poznał podczas zwiedzania miasta wspólnie z Meg. „Musimy się tu kiedyś wybrać”, pomyślał i w tej samej chwili uświadomił sobie, że ich życie po wypadku nigdy już nie będzie biegło starym, utartym torem. Po kilkunastu minutach jazdy wysiadł i zapłacił rachunek. „Może nie jest aż tak źle jak myślisz” – taksówkarz zaskoczył go pełnymi ciepła słowami.

Stuart popatrzył na nieznajomego z wdzięcznością, zamknął drzwi samochodu i ruszył biegiem do szpitala, tak jakby Meg czekała na niego, jakby spóźnił się na umówione spotkanie. W sali przyjęć zastał dwie zajęte rozmową pielęgniarki. Nie tracąc czasu na przedstawianie się Stuart podał nazwisko Meg i zapytał: „Gdzie mogę ją znaleźć?” „Czy jest Pan członkiem rodziny?” – zapytała jedna z pielęgniarek wertując grubą księgę przyjęć pacjentów. „To moja dziewczyna, jesteśmy zaręczeni”, odpowiedział w nadziei, że to małe kłamstwo da mu prawo do otrzymania informacji o stanie zdrowia Meg.
Kątem oka zauważył na ostatniej stronie księgi przyjęć nazwisko Meg zaznaczone czerwonym markerem, na marginesie ktoś zrobił dwa wykrzykniki i napisał uwagę: „stan krytyczny”. „Nie mamy prawa udzielać Panu informacji”. „Ale przecież szpital dzwonił do mnie, dlatego tu jestem”. „W drodze absolutnego wyjątku”, powiedziała zła za pouczenie pielęgniarka, „mogę Panu powiedzieć, że operacja jeszcze trwa, Pana narzeczona doznała poważnych obrażeń wewnętrznych i sytuacja jest krytyczna”. „Czy wiadomo, jak to się stało?”, zapytał Stuart. „Prawdopodobnie ktoś ją potrącił i uciekł z miejsca wypadku. Więcej nie wiemy, ja Panu i tak już za dużo powiedziałam. Niech Pan się skontaktuje z policją, może tam dowie się Pan czegoś więcej.”

Pielęgniarka powiedziała mu, gdzie jest sala operacyjna z poczekalnią, w której wolno mu będzie poczekać na koniec operacji. „Ale to może jeszcze bardzo długo potrwać, może lepiej byłoby, gdyby Pan pojechał do domu i czekał na nasz telefon. Na salę operacyjną i tak Panu nie wolno wejść”.

Szedł pustym o tej porze korytarzem. Cisza panująca w szpitalu przerażała go, było w niej coś niesamowitego i nierealnego, za drzwiami każdego mijanego przez Stuarta pokoju leżeli przecież pacjenci, którzy walczyli właśnie o życie. Dotarł do małej poczekalni i usiadł na niewygodnym krześle. Po głowie chodziły mu tysiące myśli, zastanawiał się, czy wypadek Meg byłby do uniknięcia, gdyby nie spotkała się po pracy z koleżankami, gdyby wróciła do domu jak zwykle po piątej, a nie przed dziesiątą, gdyby odebrał ją z pracy.

Rozglądał się po pomieszczeniu i z ulgą zauważył, że jest tam zupełnie sam. Ostatnie, czego teraz potrzebował to zwierzenia innych ludzi, ludzi znajdujących się w tej samej sytuacji jak on, bezradnie i biernie czekających na to, co los zdecyduje. Na małym stoliku w rogu poczekalni leżało kilka wyczytanych, nieaktualnych gazet i reklamy zakładów pogrzebowych. „Dyskretnie, z szacunkiem do zmarłych, punktualnie i tanio”, wyczytał na jednej z ulotek reklamowych zakładu pod nazwą „Ogród Eden” i pomyślał równocześnie o tym, jak mało taktowne jest wykładanie ulotek informujących o usługach pogrzebowych w takim miejscu. „Każdy che jakoś zareklamować swój biznes”, skomentował pod nosem z przekąsem i złością.

Z sali nie docierały żadne odgłosy, pomyślał, że za drzwiami muszą być przecież ludzie, lekarze i pielęgniarki walczące o życie Meg i maszyny. Ta absolutna cisza była tak niesamowita, że przyszła mu do głowy myśl, że to, co teraz przeżywa, to tylko zły sen, jakiś koszmar, z którego zaraz się przebudzi i wróci do swojego normalnego życia. „Przecież młodzi ludzie tak nagle nie umierają”, pomyślał. W sekundę później przypomniał sobie śmierć kilkutygodniowego dziecka Iana i zdał sobie sprawę z absurdalności i naiwności tej myśli.

W poczekalni pojawił się starszy mężczyzna. Stuart popatrzył na niego z niechęcią, przeczuwając, że starszy, samotny pan nie zostawi go w spokoju. „Długo już czekasz?”, zapytał nieznajomy po kilku minutach. „Godzinę”, odpowiedział Stuart w nadziei, że ta lakoniczna odpowiedź zasygnalizuje mężczyźnie niechęć do rozmowy. „Ja jestem tutaj już od sześciu godzin, musiałem tylko wyjść na chwilę na świeże powietrze, coś zjeść i chociaż przez chwilę popatrzeć na coś innego”, odparł mężczyzna. „Nigdy bym sobie nie podarował, gdyby żona umarła przeze mnie. Przez głupią, niepotrzebną awanturę o to, kogo zaprosimy na nasze złote gody. Od jednego głupiego słowa do drugiego zrobiła się z tego nagle potworna awantura. Żona chce wyprawić eleganckie przyjęcie dla sąsiadów i rodziny, ja wolałbym zobaczyć Europę, gdzie nigdy jeszcze nie byliśmy. Teraz w końcu mamy pieniądze na taką podróż, trzeba obejrzeć świat, dopóki jeszcze jesteśmy na nogach. Nie chcę wywalać pieniędzy na przyjęcia dla darmozjadów, z którymi nigdy nie miałem wspólnego języka. Tak się obydwoje podczas tej kłótni zdenerwowaliśmy, że Betty nagle zasłabła. Na początku myślałem, że to jakiś jej żart, że chce mnie tylko przestraszyć i postawić na swoim, ale to był zawał. Ostatnia rzecz jaką jej powiedziałem, to wyrzut, że zawsze chciała się popisywać przed innymi, że dla niej najważniejsze jest i było zawsze to, żeby ludzie ją widzieli i podziwiali. Przecież ja wcale tak nie myślę. Nie wyobrażam sobie, żeby mogła odejść, nie usłyszawszy ode mnie „dziękuję” za pięćdziesiąt wspólnych lat. Nie mieliśmy dzieci, myślę, że przez to jest mi tak bliska jak nikt inny na świecie, to moja cała rodzina, mój dom, ktoś, kto słyszy jak zaczynam zdanie i wie, jaki będzie jego koniec, ktoś, w kim zawsze będę widział osiemnastoletnią Betty, śliczną, wesołą dziewczynę, która cieszy się na pierwszą randkę ze mną. Tyle się nazbierało rzeczy, których nigdy jej nie powiedziałem”.

Stuart popatrzył na mężczyznę i zrobiło mu się go żal. „Dlaczego wcześniej nie oświadczyłem się Meg? Przecież ja sobie nawet nie wyobrażam, że mogę się obudzić i jej nie będzie koło mnie.”

Ich rozmowę przerwało otwarcie drzwi od sali operacyjnej. Młody, wyglądający na bardzo zmęczonego lekarz podszedł do starszego mężczyzny i powiedział: „Tym razem mieliśmy szczęście, żona wyjdzie z tego zawału. Może Pan ją jutro odwiedzić”. Stuart popatrzył na nieznajomego i widział ulgę na jego twarzy. „A ja? Co z moją narzeczoną?” – zapytał z nadzieją w głosie. „Operacja wciąż jeszcze trwa”, odpowiedział lekarz, unikając wzroku Stuarta.

„Dlaczego ta stara kobieta ma mieć więcej szczęścia niż Meg? Meg ma przecież większe prawo do życia niż ona”, pomyślał Stuart, przerażony równocześnie bezwzględnością tej myśli.

W kilka minut później został sam w poczekalni i zasnął na niewygodnym krześle.

Cdn

Stuart słucha muzyki 5

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

słuchają piosenek, które otwierają kolejne rozdziały Stuarta. Rozdział 14. Stuart kocha Meg, ale wie, że czas rozstania jest bliski. Meg jeszcze nie może jechać z nim do Australii, on nie może już dłużej odkładać powrotu do Australii. A rozstanie zawsze niesie ze sobą niepewność.

Carole King, Will you still love me tomorrow?

jedna z najsłynniejszych kompozytorek współczesnych, dziewczyna, która komponowała dla Beatlesów i Arethy Franklin. To jej własna piosenka.

Tonight you’re mine, completely, you give your soul so sweetly
Tonight the light of love is in your eyes, but will you love me tomorrow?

Dzisiaj cała należysz do mnie, tak słodko oddajesz mi swą duszę
Dzisiaj światło miłości rozświetla twe oczy, ale czy będziesz kochać mnie jutro?

Rozdział 15. Stuart wraca do Australii. Nie jest to dobry powrót, czeka go marna praca, odejście przyjaciela do świata bogaczy i własna zdrada. Zaczyna się ciężki czas. Należałoby się modlić, ale czy Stuart to wie?

The Fray: How to save a life

Let him know that you know best ‘cause after all you do know best
Try to slip past his defense without granting innocence
Lay down a list of what is wrong the things you’ve told him all along
And pray to God he hears you, and pray to God he hears you

Daj mu znać że wiesz najlepiej, bo naprawdę wiesz najlepiej
spróbuj wyminąć jego obronę, nie uznając niewinności
zostaw listę tego, co jest nie tak – rzeczy, o których mu ciągle mówiłeś
i módl się do Boga, by Cię wysłuchał i módl się do Boga, by Cię wysłuchał

Stuart 16.

Jedyną jaśniejszą chwilą w życiu Stuarta jest krótka wizyta Meg w Australii. I Stuart wie, że jest to najlepsze, co mogło go spotkać w życiu. Miłość, Meg, wspólne życie aż do starości.  Beatlesi też mieli taką piosenkę, pamiętacie? Will you still need me, will you still feed me, when I am sixty four? 

Tom Odell: Grow Old with Me

Grow old with me, let us share what we see
And all the best it could be – Just you and I

And our hands they might age and our bodies will change
But we’ll still be the same as we are

Zestarzej się ze mną, podzielmy się tym, co widzimy
Oraz tym, czym mogłoby się stać – tylko ty i ja

Nasze ręce pewnie się zestarzeją i zmienią się nasze ciała
Ale my będziemy ciągle tacy sami jak jesteśmy teraz

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Stuart 20

Joanna Trümner

I can understand how the edges are rough
And they cut you like the tiny slivers of glass
And you feel too much
And you don’t know how long you’re gonna last (…)

But, I won’t let you make the great escape
I’m never gonna watch you checkin out of this place
I’m not gonna lose you
Cause the passion and pain
Are gonna keep you alive someday

Potrafię zrozumieć, jak to boli
Ten ból kaleczy cię jak małe kawałki szkła
I czujesz zbyt wiele
I nie wiesz, jak długo będziesz potrafił to znieść (…)

Ale ja nie pozwolę Ci na wielką ucieczkę
Nie będę biernie patrzył jak opuszczasz to miejsce
Nie stracę Cię
Bo te uczucia i ból pozwolą Ci wrócić znowu kiedyś do życia

Pink, The great escape

Ian

Od wielu tygodni Stuart bezskutecznie próbował skontaktować się z Ianem, czuł, że z przyjacielem dzieje się coś niedobrego i że nie może pozbierać się po nagłej i niespodziewanej śmierci synka. Codziennie dzwonił do Iana i kilkakrotnie przyszedł do jego mieszkania. W końcu po wielu nieudanych próbach nawiązania kontaktu udało mu się zastać w mieszkaniu żonę Iana – Ritę. Od niej Stuart dowiedział się, jak bardzo sprawdziły się jego złe przeczucia – Ian popadł w depresję, rzucił pracę u teścia, zaczął brać jakieś mocne narkotyki, a w domu pojawiał się tylko parę razy w tygodniu, przeważnie w środku nocy, tak odurzony i nieobecny, że rozmowa z nim była niemożliwa. Ze wspólnego małżeńskiego konta znikało coraz więcej pieniędzy, co sprawiło, że zaalarmowany teść zablokował zięciowi dostęp do pieniędzy. Rita powiedziała mu, że jej ojciec miał nadzieję, iż pozbawiony środków Ian w końcu zmuszony będzie do rozmowy na temat dalszej przyszłości swojego małżeństwa i być może zgodzi się na terapię. „Jakie to szczęście, że ja, kiedy zostałam z tym wszystkim zupełnie sama, miałam koło siebie rodziców, bardzo mi pomagają, inaczej pewnie i ja bym się kompletnie załamała” – powiedziała Rita. W tym momencie Stuart zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo samotny i zagubiony czuje się jego przyjaciel. Następne dni minęły na intensywnym poszukiwaniu Iana. Stuart odwiedzał ich wspólnych znajomych, jednak nikt nie wiedział, gdzie może podziewać się Ian. Po wielu rozmowach i spotkaniach Stuartowi w końcu udało się znaleźć przyjaciela na zapleczu kiosku Changa.

Z trudnością go rozpoznał, przez kilka tygodni Ian schudł, sprawiał też wrażenie o wiele starszego, na jego bujnej czuprynie pojawiły się pasma siwych włosów, wzrok miał zamglony i nieobecny. To narkotyki, pomyślał Stuart.

„Co ty wyrabiasz?”, zapytał, patrząc przyjacielowi prosto w oczy. „Próbuję się zaćpać na śmierć”, odpowiedział Ian. „Nie chce mi się żyć, nie mam dla kogo. Ale jak widzisz jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby raz na zawsze z tym skończyć, skoczyć z jakiegoś mostu albo podciąć sobie żyły. Niedługo nie będę miał pieniędzy na dalsze ćpanie, może mi to ułatwi decyzję. Przed kilkoma dniami mój ukochany teść poinformował mnie, że nie zainwestuje już we mnie ani grosza więcej. To, co dzięki niemu zarobiłem przez ostatnie lata, to pieniądze wyrzucone w błoto, przez moje zachowanie przysporzyłem jego rodzinie tyle nieprzyjemności i kłopotów, że powinienem zachować się jak mężczyzna i albo skończyć z tym swoim bezsensownym i nikomu niepotrzebnym życiem, albo jak najszybciej się pozbierać i postarać o nowe dziecko. Jesteśmy przecież jeszcze młodzi, świat się jak to nazwał „na jednej porażce” nie kończy. Tylko, że ja już od dawna wiem, że nie chcę dłużej ciągnąć tego małżeństwa, jedyne, co nas łączyło to Leo, dla niego zostałbym z Ritą i starałbym się dalej być dobrym mężem i ojcem. Każde dziecko potrzebuje przecież i matki i ojca. I może z czasem przyszłaby miłość albo przywiązanie i bliskość. Wszystko to, czego między nami nigdy nie było. Ona nigdy dla mnie nic nie znaczyła, była po prostu kobietą, z którą dobrze mi było w łóżku. A poza tym było mi z nią wygodnie – ja byłem dla niej wielkim autorytetem, no wiesz, ten oczytany, elokwentny, przystojny Ian, z dobrymi manierami i ujmującym brytyjskim akcentem – byłem dla niej guru, alfą i omegą. Ale ja już dłużej nie chcę ani tego jej podziwu, ani pieniędzy i upokorzeń tatusia, mam dosyć całej tej porąbanej rodziny”, Ian mówił o swoich teściach z taką nienawiścią i złością, że Stuarowi przeszła przez głowę myśl że chyba tylko ta nienawiść trzyma go przy życiu. Równocześnie z niesmakiem pomyślał: „Jak on mógł przez ponad trzy lata być z kobietą, która dla niego nic nie znaczyła? Codziennie kłaść się z nią do łóżka, spędzać razem czas, wyjeżdżać na wakacje, snuć plany, zdecydować się na ślub i wspólne dziecko?” Popatrzył wnikliwie na Iana, ale widząc jego zagubienie, zdał sobie równocześnie sprawę z tego, że nie był to odpowiedni moment do moralnego oceniania małżeństwa przyjaciela, nie kopie się leżącego. Ian potrzebował go teraz wyłącznie jako znanego od lat człowieka, któremu jego los nie jest obojętny i który zrobi wszystko, żeby go uratować przed smutkiem i beznadzieją, przywrócić chęć do dalszego życia. Stuart długo szukał w głowie odpowiednich słów. Z bezradnością i przeświadczeniem, że nie ma pocieszenia, adekwatnego do tragedii, która dotknęła Iana i jego rodzinę. Jaki sens miała śmierć kilkumiesięcznego dziecka? Może tylko taki, że zaczyna się bardziej cenić ludzi, którzy nas nie opuścili, ludzi, którzy do tej pory nam towarzyszyli w życiu? Ale każde uczucie, nawet najciemniejsza rozpacz, ma swój początek i koniec, i nawet ta straszna rozpacz miała minąć.

„Nawet nie wiesz, jak bardzo mi ciebie brakowało. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny mógł zostać świadkiem na moim ślubie, jesteś moim najstarszym przyjacielem”, zwrócił się do Iana, zaskoczony własnymi słowami, słowami, które wyszły z jego ust jeszcze, zanim nabrały w głowie właściwego kształtu. Nieraz myślał o tym, że Meg jest kobietą, z którą chciałby spędzić resztę życia, że powinien jej się oświadczyć, ale do tej pory zawsze odsuwał tę myśl na jakieś jutro, na później. Trochę przerażała go nieodwołalność takiej decyzji, trochę bał się tego, że małżeństwo oznaczać będzie dla niego całkowitą rezygnację z muzyki i marzeń o życiu koncertującego na całym świecie muzyka.

Wracając ze spotkania z Ianem układał sobie w głowie scenariusz oficjalnych oświadczyn. Jutro kupi kwiaty i pierścionek, poprosi Iana o pomoc, on już to robił, będzie wiedział, na co trzeba uważać. Znowu brakowało mu słów, nie chciał, żeby były zbyt patetyczne i sztuczne, mało było słów, które nie brzmiałyby w jego uszach jak niewiele znaczący banał i oczywistość. „Muszę jak najszybciej przygotować odpowiednią mowę”, pomyślał zbliżając się do domu i patrząc w ciemne okna mieszkania.

Meg

Od kilku nocy miała bardzo niespokojne sny i codziennie przy śniadaniu zastanawiała się, czy nie zwiastują kłopotów z matką. Dzwoniła do niej kilkakrotnie i uspokajała się słysząc przez słuchawkę jej trzeźwy głos. Meg nie należała do ludzi, których kilka koszmarnych snów wyprowadzi z równowagi, miała swojego Boga i wierzyła w przewidzianą przez niego drogę, której się nie zmieni człowieczą wolą. Nie wiedziała, że o kilka domów dalej znana jej z widzenia piętnastoletnia Sally od kilku dni wieczorami wykrada się z domu i uczy się prowadzić samochód rodziców. Samochód, którym za tydzień chciała wyruszyć ze swoim chłopakiem w podróż po Australii, ucieczkę od zakazów w domu, od niechęci rodziców do jej pierwszej miłości i od awantur, które ją czekały, kiedy wyjdzie na jaw, że przez złe oceny będzie musiała powtarzać klasę. Często chwile decydują o naszym życiu. Taką chwilą był moment, kiedy Sally straciła panowanie nad samochodem, pomyliła pedał hamulca z pedałem gazu i potrąciła przechodzącą przez ulicę Meg. Przerażona dziewczyna zatrzymała samochód i przez kilka minut nie wychodziła z niego, zastanawiając się, co ma dalej zrobić. Zdecydowała się najpierw odstawić samochód na miejsce, tak żeby rodzice nie zorientowali się o tym, że nim jeździła. A potem wróciła do domu i w szoku powtarzała pod nosem słowa „Wszystko się dobrze skończy”, trochę uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy usłyszała odgłos karetki pogotowia tuż za oknami mieszkania.

W środku nocy Stuarta zbudził odgłos telefonu. Telefony w środku nocy nigdy nie zwiastowały niczego dobrego, a to, co usłyszał po drugiej stronie słuchawki brzmiało jak koszmar. Dzwoniła pełniąca dyżur nocny pielęgniarka i powiedziała, że Meg miała ciężki wypadek samochodowy i leży właśnie na stole operacyjnym. „Jeszcze nie wiadomo, czy uda się jej z tego wyjść”, poinformowała go na zakończenie. Powiedziała to tak pozbawionym emocji głosem, że równie dobrze mogła informować go o pogodzie w Sydney. „Żeby chociaż spróbowała udawać, że ją to w jakiś sposób dotyka”, pomyślał Stuart, odkładając słuchawkę. „A może ten codzienny kontakt z nieszczęściem i śmiercią zabija wszelkie uczucia?” Zrzucił z siebie resztki snu, ubrał się i pojechał do szpitala.

Cdn

Stuart słucha muzyki 4

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

przesłuchują piosenki, które otwierają kolejne rozdziały sequela Stuart.

W rozdziale 12 umiera ojciec Stuarta i pojawia się Wielka Miłość, zapowiadana aż przez dwie piosenki – śpiewają Bob Dylan i Norah Jones.

Gdy zaproponowałam Joannie, że podczas jej nieobecności zastąpię rozdziały Stuarta muzyką, która pojawia się w prawie każdym wpisie, odpowiedziała mi, że szuka tej muzyki godzinami, lub może raczej powinna powiedzieć, że godzinami słucha takiej właśnie muzyki i wtedy coś, czego właśnie słuchała, dopasowuje się do tego, co właśnie pisze.

Bob Dylan

My love she speaks like silence, without ideals or violence
She doesn’t have to say she’s faithful, yet she’s true, like ice, like fire
People carry roses and make promises by the hours
My love she laughs like the flowers Valentines can’t buy her.

Moja miłość mówi tak, jak mówi cisza – bez ideałów, bez przemocy,
Ona nie musi mówić, że jest wierna, ona jest tak prawdziwa jak lód i jak ogień
Ludzie przynoszą róże i obecują co godzinę co innego.
Moja miłość śmieje się tak jak kwiaty, których nie dostaniesz na Walentynki.

Norah Jones

What am I to you tell me darling true
To me you are the sea vast as you can be
And deep the shade of blue
When you’re feeling low
To whom else do you go?

Kochanie, powiedz mi prawdę – kim dla Ciebie jestem?
Dla mnie ty jesteś głębokim morzem
I głębokim odcieniem błękitu.
Do kogo innego możesz przyjść, kiedy jest Ci źle?

Ci co czytają Stuarta regularnie wiedzą, że ta miłość okaże się trwalsza niż wszystkie poprzednie i Meg przyjedzie na stałe do Stuarta do Australii.

Oto piosenka dla Meg (Stuart 13)

Van Morrison: Someone like you (a właściwie someone exactly like you!)

I’ve been searching a long time for someone exactly like you
I’ve been traveling all around the world
Waiting for you to come through

Długo szukałem kogoś właśnie takiego jak ty
Wędrowałem po całym świecie
Czekając aż się zjawisz

Ale przed nimi jeszcze długa droga i, jak to w bajce i w życiu, dużo przeszkód. Po pierwsze w rozdziale 13 ta zła siostra, Eve (Kate jest tą dobrą siostrą), po drugie czas, po trzecie odległość, po czwarte – sam Stuart. Ale, jak to w bajce, amor omnis vincit.

Kacey Musgraves: Merry Go `Round

If you ain’t got two kids by 21, you’re probably gonna die alone
At least that’s what tradition told you.
And it don’t matter if you don’t believe, come Sunday morning you best be there
In the front row, like you’re s’posed to.

Jeżeli w wieku 21 lat nie masz dwójki dzieci, to prawdopodobnie umrzesz samotnie
Tego nauczyła cię tradycja
To nieważne, czy wierzysz czy nie wierzysz, w niedzielę rano przyjdziesz do kościoła
I zajmiesz miejsce w pierwszym rzędzie, tego się od ciebie oczekuje

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Stuart słucha muzyki 3

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner

przesłuchują piosenki, które otwierają kolejne rozdziały sequela Stuart. W dzisiejszym wpisie only love, love, love…

Stuart 9

Rozdział 9 to opowieść o dwóch ważnych kobietach w życiu Stuarta w Wellington. Obie mają tak samo na imię. Najpierw do Stuarta przyjeżdża jego siostra Kate, potem pojawia się Catherine, koleżanka tancerka, przez jakiś czas jego dziewczyna. Siostra nie dostaje swojego muzycznego interludium, ale Catherine owszem. Piosenka jest oskarżeniem, ale Catherine zasłużyła na nie.

City girls just seem to find out early how to open doors with just a smile
A rich old man and she won’t have to worry, she’ll dress up all in lace and go in style
Late at night a big old house gets lonely, I guess ev’ry form of refuge has its price
And it breaks her heart to think her love is only given to a man with hands as cold as ice

Dziewczęta z miasta szybko uczą się otwierać drzwi swym uśmiechem,
Stary, bogaty mężczyzna i już nie będzie musiała się martwić
Zacznie nosić koronkowe sukienki i najmodniejsze ubrania.
Późną nocą wielki, stary dom pustoszeje, myślę, że ucieczka zawsze ma swoją cenę,
Na myśl o tym, że daje miłość mężczyźnie o rękach zimnych jak lód
Pęka jej serce

The Eagles „You cannot hide your lying eyes”

W rozdziale 10 to też nie siostra dostaje piosenkę od autorki, lecz dziewczyna Stuarta – Iris.

Nina Simone

I wish I knew how it would feel to be free
I wish I could break all the chains holding me
I wish I could say all the things that I should say
Say ’em loud, say ’em clear for the whole round world to hear

Tak bardzo chciałabym wiedzieć, jak czuć się wolnym
Tak bardzo chciałabym zerwać łańcuchy, które mnie skuwają
Tak bardzo chciałabym powiedzieć wszystko to, co trzeba powiedzieć
Powiedzieć to głośno, powiedzieć to jasno, tak żeby usłyszał to cały świat

Iris nie zdołała zerwać łańcuchów, które ją skuwają i to sprawiło, że rozpadł się kolejny związek Stuarta z interesującą młodą kobietą. Bo to ona w tym rozdziale śoiewa te pełne rezygnacji słowa: I wish I knew how it would fell to be free…

W rozdziale 11 Iris odjeżdża i już nie wróci. It must have been love but it’s over now śpiewa  Roxette.

It must have been love but it’s over now
It must have been good but I lost it somehow
It must have been love but it’s over now
From the moment we touched till the time had run out

To musiała być miłość, ale już się skończyła
I musiała być dobra, ale gdzieś się zgubiła
To musiała być miłość, ale już się skończyła
Od chwili, kiedy się dotknęliśmy, do chwili, kiedy przeminął jej czas

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Stuart słucha muzyki 2

Ewa Maria Slaska i Joanna Trümner czytają Stuarta

Czasem co środę, czasem co drugę środę prezentuję tu muzykę cytowaną przez Joannę w jej sequeleu Stuart. Stuart numer 6 rozpoczyna się od cytatu muzycznego z festiwalu The sound of music. O piosence jest też mowa w tekście i, o dziwo, dowiadujemy się, że bohater serialu wcale jej nie lubi, wydaje mu się patetyczna i egzaltowana. Gdy odsłuchacie piosenki (soundtrack z filmu), będziecie musieli się z nim zgodzić. Ta historia z lat 30 jest do dziś poruszająca, ale musical z roku 1959 i film z roku 1965 są jak na nasz gust okropnie staroświeckie. Muzyka Richard Rodgers, tekst Oscar Hammerstein.

Climb every mountain, ford every stream,
Follow every rainbow,’ till you find your dream.
A dream that will need all the love you can give,
Every day of your life for as long as you live.

Wspinaj się na każdą górę, pokonuj każdy potok,
Idź za każdą tęczą, dopóki nie znajdziesz swojego marzenia
Marzenia, które będzie potrzebowało całej twojej miłości,
Każdego dnia w życiu, tak długo, jak będziesz żył.

Również muzyczne motto Stuarta numer 7 jest nie tylko cytatem, lecz wiąże się z treścią odcinka. Stuart gra bowiem w Wellington główną rolę w musicalu Jesus Christ Super Star (Andrew Lloyd Webber, 1971).

Every time I look at you I don’t understand
Why you let the things you did get so out of hand
You’d have managed better
if had it planned
Why’d you choose such a back ward time
and such a strange land?

Za każdym razem, kiedy na ciebie patrzę
Nie potrafię zrozumieć
Dlaczego pozwoliłeś, by rzeczy, które robiłeś
Tak bardzo wymknęły ci się spod kontroli
Lepiej byś temu podołał, gdybyś postępował według planu
Dlaczego zdecydowałeś się wybrać tak odległy czas i taki dziwny kraj?

To wersja filmowa z lat 70. Judasza gra Carl Anderson, Jezusa – Ted Neeley. A to Judasz po polsku, w innej piosence z Jesus Christ Super Star (Haeven on their mind):

Stuart się ciągle przeprowadza, a lotnisko pojawia się niemal w każdym odcinku. Numer 8 zaczyna się od pytania Roda Stewarta: So far away

Doesn’t anybody stay in one place anymore
It will be so fine to see your face at my door
And it doesn’t help to know you’re so far away

Czy nikt nie zostaje w tym samym miejscu?
Tak dobrze byłoby zobaczyć cię w drzwiach
To, że wiem, że jesteś daleko, wcale mi nie pomaga

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Stuart słucha muzyki 1

Ci z Was, którzy czytają Stuarta zauważyli zapewne, że nie tylko jego życie jest związane z muzyką, ale również sama opowieść o nim “żyje” muzyką. Autorka, Joanna Trümner, niemal każdy rozdział książki zaczyna fragmentem piosenki po angielsku i sama ten fragment tłumaczy na polski. Od dawna już miałam ochotę pozbierać te fragmenty, ułożyć z nich antologię, poszukać oryginałów na youtubie i zaprezentować koncert pod tytułem Stuart słucha muzyki. Korzystam więc z okazji, że autorka wyjechała na wakacje, i prawem adminki zajmuję jej środy. Z góry wiem, że nie zdążę przedstawić Wam wszystkiego przed jej powrotem, potem więc zajmę “puste środy” między jednym Stuartem a drugim, bo Joanna pisze tylko co drugi tydzień. A przy okazji (bo nie wiem, czy wiecie) spieszę donieść, że Stuart to taka prawdziwa gazetowa powieść w odcinkach, do której autor tworzy kolejny rozdział najczęściej na pół godziny przed deadlinem.  Tak jak Sienkiewicz pisał Potop.

Pierwszy rozdział opowieści o Stuarcie ukazał się 3 czerwca 2016 roku. Pierwszy odcinek nie miał jeszcze numeracji i nie zaczynał się od poezji śpiewanej przez najlepszych z najlepszych. Numery pojawiają się od drugiego odcinka (do zeszłego tygodnia było ich w sumie 19), muzyczne cytaty od trzeciego.

He deals the cards as a meditation.
And those he plays never suspect

Rozdanie kart to dla niego medytacja,
a ci, z którymi gra, niczego nie podejrzewają

Sting, Shape of my heart (piosenka, która w poniższym wydaniu została odsłuchana na youtubie 9.460.314 razy – 9,5 miliona!)

W Stuarcie 4 piosenka poprzedza podrozdział Rodzina, co mi przypomina, że już wtedy zaczęłam podejrzewać, iż wciągając autorkę do współpracy z blogiem, zdobywam dla nas wszystkich serial bez końca, jak, nie przymierzając, Dynastia czy Matysiakowie. Do 19 odcinka wciąż jest jeszcze tylko Stuart, ale jego przyjaciele i rodzina już się żenią, wychodzą za mąż, mają dzieci, więc niewykluczone, że zaniedługo będą już Stuartowie 🙂

Rodzina

I see a red door and I want it painted black
No colors any more, I want them to turn black
I see the girls walk by, dressed in their summer clothes
I have to turn my head until my darkness goes

Widzę czerwone drzwi i chcę, by były pomalowane na czarno
Nie chcę już więcej kolorów, niech się zamienią w czerń
Widzę na ulicach dziewczyny w letnich sukienkach
I muszę odwrócić głowę – tak długo, dopóki nie odejdzie moja ciemność

The Rolling Stones, Paint it black

To piosenka z 1966 roku (tu wykonana w 40 lat później), którą pierwszy raz świadomie usłyszałam (i przetańczyłam) na studniówce naszych o rok starszych kolegów, czyli w lutym 1966 roku. Pół wieku temu! Z naszego rocznika z każdej klasy na tę studniówkę “u starszaków” zaproszono po dwie trzy osoby, chyba najlepszych uczniów, ale nie pamiętam. Grali Niebiesko-Czarni, założony w naszej szkole zespół muzyczny. Byli już uznaną grupą, mieli za sobą nawet występy w paryskiej “Olimpii”, a wystąpili u nas, bo byli “nasi”, inaczej nie mielibyśmy szans, żeby u nas zagrali. Ich debiut miał miejsce cztery lata wcześniej, w marcu 1962 roku w legendarnym klubie studenckim „Żak” w Gdańsku. Nie byłam tam oczywiście, w 62 roku chodziłam jeszcze do podstawówki. Zaczęłam bywać w „Żaku” właśnie od tej studniówki w 1966 roku, bo mój chłopak, starszy o tę jedną klasę, był wysoki i wzbudzał posłuch, więc nikt nie kontrolował wchodzącej z nim dziewczyny.

Przebojem studniówki była jednak piosenka Niebiesko-Czarnych, że nie wrócisz, ja wiem…

Stuart 5 zaczyna się od słów piosenki Leonarda Cohena, Lawina / Avalanche

It’s like an avalanche, I feel myself go under
And the weight of it’s like hands around my neck
I never stood a chance
My heart has frozen over
And I feel like I am treading on thin ice

To jest jak lawina, czuję jak w niej tonę
A jej ciężar jest jak zaciskające się wokół mojej szyi ręce
Nigdy nie miałem szansy
moje serce powoli zamarzło
I czuję się, jakbym chodził po cienkim lodzie

Ciąg dalszy za dwa tygodnie

Stuart 19

Joanna Trümner

The book of love is long and boring, no one can lift the damn thing
It’s full of charts and facts, some figures and instructions for dancing
But I, I love it when you read to me.
And you, you can read me anything.

Książka miłości jest długa i nudna, nikt nie potrafi unieść tej cholernej książki
Pełno w niej faktów i tabelek, kilka liczb i instrukcji dotyczących tańca.
Ale ja uwielbiam, kiedy mi ją czytasz
Bo ty, ty możesz mi czytać cokolwiek

 The book of love, Peter Gabriel

Tom

Po tragedii w domu Iana życie zaczęło płynąć codziennym rytmem, Stuart i Meg po pracy wspólnie gotowali obiad albo szli na długie spracery nad morze, do muzeum lub do kina. „Jesteśmy jak stare, zgodne małżeństwo” – komentowała nieraz Meg ich popołudnia i wieczory, spędzane na słuchaniu muzyki, czytaniu albo długich rozmowach, w których im nigdy nie brakowało tematów. Nawiązywali nowe znajomości i przyjaźnie – oprócz Toma do ich mieszkania zaglądali teraz nauczyciele ze szkoły, w której pracował Stuart i koledzy i koleżanki poznane przez Meg w pracy albo podczas wykładów na uniwersytecie. Spotkania kończyły się często późno w nocy i Stuart patrząc na roześmiane grono młodych ludzi myślał o samotności, którą odczuwał w tym mieście jeszcze przed kilkoma miesiącami, o samotności, która dzięki po przyjeździe Meg wydawała się teraz jak zły sen, z którego się przebudził. Na prośbę gości Stuart często brał do ręki gitarę i podczas tych krótkich koncertów dla przyjaciół starał się zwalczyć natrętną myśl, że to będzie być może już do końca jego życia jedyny jego kontakt z muzyką.

Tom zapatrzył się w Sally, koleżankę Meg z pracy w szkole dla dzieci niepełnosprawnych. Ta młoda, filigranowa kobieta prowadziła z uczniami zajęcia manualne. Przyjechała do Sydney z Filipin jako ośmioletnie dziecko, zaadoptowane przez bezdzietne małżeństwo lekarzy. Stuart obserwował rozwijający się na jego oczach romans Toma z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony cieszył się, widząc, że nareszcie przyjaciel przestaje być niemową i dziwakiem, nabiera pewności siebie, jak w jego oczach pojawia się radość i ciepło, z drugiej strony jednak Stuart miał duże wątpliwości, co do przyszłości tego związku. Sally podchodziła do ludzi z dystansem, było w niej coś zimnego i wyrachowanego – może były to urazy z dzieciństwa spędzonego w slumsach Manilii albo zbierane latami kompleksy, może była po prostu złą, wyrachowaną kobietą, dla której w życiu liczyło się tylko to, żeby jej było dobrze.

Stuart wiedział, że Sally zaciągała długi u Toma i obserwował z dezaprobatą, jak na jego oczach flirtuje z innymi mężczyznami. Miał ochotę wziąć przyjaciela na stronę i powiedzieć mu: „Daj sobie z nią spokój, przestań się z nią spotykać, ona cię może tylko zranić i będziesz się potem miesiącami zbierał”.

Równocześnie patrzył na uszczęśliwioną twarz przyjaciela i zastanawiał się, czy mówienie o uprzedzeniach w stosunku do Sally ma jakikolwiek sens: „Przecież on jest zakochany i nieważne, jak bardzo będę starał się go sprowadzić na ziemię, to i tak nic do niego nie dotrze. Gdzie są granice przyjaźni – czy należy być szczerym aż do bólu, otworzyć przyjacielowi oczy na prawdę, a potem, kiedy upadnie, zawiedzie się, a przy tej dziewczynie na pewno upadnie, powiedzieć: „przecież od początku mówiłem, że to się tak skończy”, czy lepiej nie mówić nic, patrzeć na to, jak Tom wielkimi krokami idzie w kierunku ogromnego rozczarowania i po prostu być przy nim, kiedy ten znajdzie się w prawdziwym dołku. Przecież cokolwiek bym mu teraz powiedział na jej temat i tak do niego nie dotrze, a przez tą szczerość mogę go tylko zrazić do siebie”.

Stuartowi przypomniały się miesiące po rozstaniu z Ann, miał przed oczami sceny ze swojego pobytu w Londynie wkrótce po ich rozstaniu – pobytu podczas którego patrząc na miejsca w mieście, które były kiedyś częścią ich wspólnej przeszłości, odczuwał paraliżujący go ból. Ten smutek, żal i samotność, które towarzyszyły mu przez długie miesiące po rozstaniu, z perspektywy dzisiejszego życia i wszystkiego, co wydarzyło później, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie i stały się częścią jego przeszłości – jednym z rodziałów w książce o jego miłościach.

Zdecydował więc, że nie będzie rozmawiał z Tomem na temat Sally, będzie czekał na to, co się jeszcze wydarzy i nie zostawi przyjaciela samego, kiedy będzie go naprawdę potrzebował.

Koncert w kościele

I don’t believe in an interventionist God
But I know, darling, that you do
But if I did I would kneel down and ask Him
Not to intervene when it came to you
Not to touch a hair on your head
To leave you as you are

Nie wierzę w Boga, który interweniuje,
Ale wiem, kochanie, że Ty w niego wierzysz,
Gdybym wierzył, klęknąłbym i poprosił
Żeby niczego w Tobie nie zmieniał
Nie doknął włosa na Twej głowie
Zostawił Cię taką, jaka jesteś

Into my Arms, Nick Cave and The Bad Seeds

W rodzinnym domu Stuarta Bóg nie odgrywał większej roli, zaś kilka lat spędzonych w kościelnym chórze Walton służyły tylko temu, żeby nauczyć się gry na gitarze. Sama instytucja kościoła zniechęciła Stuarta – drażnił go ton, w jakim ksiądz przemawiał do wiernych, jakby dane mu było posiadanie absolutnej racji. Na widok wiernych, którzy w kilka minut po zakończeniu mszy podejmują swoje codzienne walki, uprzedzenia i nienawiści, Stuart doszedł do wniosku, że on tak pojmowanego Boga i wiary w swoim życiu nie potrzebuje. Tym bardziej zaskoczył go fakt, że Meg dosyć regularnie chodziła do kościoła. Podczas jednej z ich długich wieczornych rozmów opowiedziała mu, jak, jako samotne i nieszczęśliwe dziecko, spędzała godziny w kościele, modląc się o to, żeby wydarzyło się coś, co wyrwie matkę z nałogu. A potem, już jako dorosła kobieta, modliła się o siłę, żeby skończyć ten toksyczny związek z żonatym mężczyzną, który latami nie dawał jej odejść. „Wierz mi, gdybym miała przyjaciółkę albo kogokolwiek, z kim mogłabym na ten temat porozmawiać, zrobiłabym to, ale ja nie miałam nikogo. Patrząc na to z mojej perspektywy, On był jedyną osobą, albo istotą, która mi pomogła. I od tamtej pory wiem, że Go potrzebuję. To wszystko jest dosyć skomplikowane, więc nie musisz się bać, że będę cię kiedykolwiek przekonywała albo namawiała do chodzenia do kościoła”. „A o co teraz się modlisz?” – spytał Stuart ze zdziwieniem, myśląc o tym, jak mało o niej wie. „To tylko sprawa między Nim a mną” – odpowiedziała z uśmiechem.

W kilka tygodni po tej rozmowie Meg poprosiła go o pomoc – ksiądz obiecał wiernym, że po mszy w poniedziałek Zielonych Swiątek odbędzie się koncert. W dwa tygodnie przed świętami muzyk, który miał dawać koncert, złamał sobie nogę i musiał odmówić.

Meg poprosiła Stuarta o występ w kościele, przez co w kilka dni później Stuart spotkał się z księdzem. Zupełnie inaczej go sobie wyobrażał – Lucas był tylko o kilka lat od niego starszy i kiedy Stuart patrzył w jego uśmiechniętą twarz i oczy tak błękitne, że przypominały niebo w słoneczny dzień, poczuł do niego od pierwszego wejrzenia sympatię i zaufanie. „Chciałbym, żeby na msze przychodziło więcej młodych ludzi, muzyka daje tyle radości. Twój koncert nie musi się wcale składać z wielkich religijnych przesłań. Śpiewaj o miłości, wierze i nadziei. Słyszałem, że grałeś Jezusa w Jesus Christ Superstar, świetny musical, widziałem go w Sydney trzy razy, może coś ci się przypomi z tamtych piosenek. Masz godzinę na koncert po głównej mszy o szóstej. Dostatniesz 150 dolarów i to, co zbierzemy w koszyku, wiem, że to niedużo, ale jeżeli uda nam się przyciągnąć kilku młodych ludzi, to myślę o regularnych spotkaniach raz w miesiącu, a może nawet raz na dwa tygodnie. To tylko taki pomysł, próba, bo gdybym nie wierzył w to, że kościół nie należy tylko do starych, zniechęconych albo po prostu zmęczonych życiem ludzi, to dawno zmieniłbym zawód”. Stuart popatrzył na niego z podziwem.

W dzień koncertu przyszedł do kościoła o godzinę wcześniej. Stroił gitarę i patrzył na ołtarz z wielkim srebrnym krzyżem. „Jeżeli jesteś, to pomóż mi żyć z muzyki, nie daj mi się dzisiaj skompromitować po tak długiej przerwie w koncertowaniu. Pomóż” – pomyślał, dziwiąc się równocześnie, że prowadzi dziwną rozmowę z kimś, kto go na pewno nie słucha. Po wypowiedzeniu tych słów poczuł jak powoli przechodzi mu trema, a za to zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo mu brakowało występów przed publicznością. Powoli do kościoła zaczęli schodzić się ludzie, Stuart patrzył na ich twarze, zaskoczony ilością młodych ludzi i rodzin z małymi dziećmi, z radością rozpoznał twarz Meg. W tym momencie wiedział, że uda mu się do zebranych w kościele ludzi dotrzeć przez muzykę.

Cdn.

Stuart 18

Joanna Trümner

Małe szczęście

Po miesiącach oczekiwania Stuart stał na lotnisku i z niecierpliwością czekał na przylot Meg. Rozpoznał ją od razu w tłumie pasażerów, a już po kilku wspólnie spędzonych godzinach czuł się tak, jakby nigdy nie wyjechała, jakby tylko na chwilę przerwali swoją ostatnią rozmowę, jakby nie było tych prawie sześciu miesięcy, podczas których każde z nich prowadziło osobne życie, jakby nie było samotności i zabijania czasu, i czekania, a ta feralna noc sylwestrowa, w którą poznał swoją ciemną stronę, była tylko złym snem. Meg opowiadała mu o nowinkach z Walton – o dziecku Eve, ślicznej, maleńkiej, złotowłosej Stelli. Dziecku, które od szóstego tygodnia życia nie przestawało się uśmiechać. „Wiesz, jak na nią patrzyłam, to zdałam sobie sprawę, że ja już też chciałabym mieć dziecko” – Stuart popatrzył na nią zaskoczony szczerością tych słów. Pomyślał o tym, że ich wspólne życie zaczynie się niedługo toczyć normalnymi torami, Meg na pewno uda się wkrótce znaleźć pracę i będą jak rodziny z filmów – mały domek z ogródkiem, huśtawka, na której bawi się dziecko, z czasem może i dwójka dzieci – chłopczyk i dziewczynka, dwa samochody przed domem, tylko schowana na strychu i pokryta kurzem gitara będzie mu czasami przypominała o marzeniach sprzed kilku lat. „Problem z dzieckiem na pewno da się jakoś rozwiązać” – odpowiedział z dwuznacznym uśmiechem i przytulił tę dziewczynę, która zjawiła się w końcu po miesiącach oczekiwania, przytulił ją mocno do siebie, tak jakby chciał zatrzymać na zawsze ten moment, o którym jeszcze w wiele lat później będzie myślał jak o momencie absolutnego szczęścia.

Prowadzący pub Ben miał dużo dobrych pomysłów, prawdziwym przebojem stały się spotkania dla starszych mieszkańców okolicznych miejscowości w pierwsze poniedziałki miesiąca. W pubie odbywały się czytania książek, spotkania z podróżnikami, wernisaże, już o szóstej wieczorem pub pękach w szwach. Dla młodzieży Ben organizował co dwa tygodnie piątkowe dyskoteki, a dla stałych bywalców pubu wprowadził po godzinie 20 happy hours. Jedyne jego kłopoty z prowadzeniem pubu to były problemy z Eve, która co kilka miesięcy chciała podwyższać mu czynsz. Na razie udawało im się jeszcze pertraktować i znajdywać rozwiązania do przyjęcia przez obydwie strony. Matka Stuarta z radością przejęła od Meg Einsteina i spędzała godziny nad morzem, na długich spacerach z psem. „Wydaje mi się czasami, że ten pies wie o twojej matce więcej niż jakikolwiek człowiek. Dawno nie widziałam jej tak zrównoważonej, może nawet czasem szczęśliwej. Poza tym dalej maluje te swoje piękne, kolorowe obrazy, chyba się w końcu odnalazła. Bardzo bym chciała, żeby i moja matka w końcu poradziła sobie ze swoim życiem. Na razie wyszła z kliniki i szkoła, w której do tej pory pracowała, przyjęła ją z powrotem, w tej chwili wszystko wygląda na to, że matka wychodzi na prostą, ale to jest ruletka i wiem, że ona z tym nałogiem będzie walczyła przez całe życie”. Stuart popatrzył na Meg z przerażeniem, myśląc o tym, że przy następnym powrocie matki do nałogu, Meg może znowu go opuścić: „Wiem, ale to przecież nie znaczy, że ty masz zrezygnować przez to ze swoich planów, ona jest dorosła i ponosi sama za siebie odpowiedzialność”.

Meg nie musiała długo szukać pracy, już po kilku tygodniach pobytu w Sydney znalazła etat w szkole dla dzieci upośledzonych. Praca z dziećmi bardzo różniła się od zajęć z dorosłymi i młoda psycholożka wieczorami nieraz zaglądała do biblioteki uniwersyteckiej, żeby czytać prasę fachową na temat różnych upośledzeń. Największym problemem były dla niej rozmowy z rodzicami. Przeważnie były to rozmowy z matkami – kobietami, które niepełnosprawność swojego dziecka odbierały jako wielką osobistą porażkę i nie potrafiły się z tym pogodzić. Często traciły całkowicie poczucie własnej wartości, a ich małżeństwa stały o krok przed rozwodem. Dużym problemem były dzieci autystyczne, których nie można było pogładzić po głowie, dotknąć, pochwalić, dzieci żyjące w swoich hermetycznie zamkniętych myślach, do których nie można było dotrzeć. Meg już po kilku tygodniach pracy zaczęła podczas zajęć puszczać podopiecznym muzykę i zauważyła, że dzieci, nawet te z największymi problemami, robią się spokojniejsze i bardziej obecne myślami.

Wieczorami młoda para spotykała się w kuchni, siedzieli przy stole i opowiadali sobie o pracy i o wrażeniach z minionego dnia. Podczas opowiadania Meg o pracy z dziećmi autystycznymi Stuart doszedł do wniosku, że i wśród jego przyjaciół nie brakuje autystów – Ian, który nie potrafi się w nic emocjonalnie zaangażować, i Tom – elokwentny, dowcipny, przystojny mężczyzna, w towarzystwie kobiet, które mu się podobają, zamieniający się w niemowę i dziwaka.

Stuart miał w swojej szkole zupełnie inne wyzwania – uczył dzieci elity Sydney, bogate i aroganckie, które ciężko było czymkolwiek zainteresować. Jego uczniowie wiedzieli, że nawet nie ucząc się, będą w życiu dysponowali wystarczającą ilością pieniędzy. O ile sympatyczniejsi byli uczniowie Stuarta z Walton – zakompleksione dzieci prowincji, dla których on, młody nauczyciel, który spędził kilka lat w Londynie był symbolem wielkiego świata. O ile łatwiej potrafił do nich dotrzeć, zaciekawić ich łamigłówkami matematycznymi. W przeciwieństwie do tego w szkole w Sydney każdy dzień oznaczył walkę z wewnętrzną inercją uczniów, walkę utrudnianą przez rodziców, patrzących nauczycielowi na ręce i krytykujących każdą złą ocenę i naganę. „Niektórzy rodzice nie powinni mieć dzieci. Wyrządzają im wielką krzywdę” – powiedział pewnego wieczoru do Meg.

Szybkie odejście

Like a shooting star flying across the room
So fast so far, you were gone too soon
You’re a part of me and I’ll never be the same here without you
You were gone too soon

Jak spadająca gwiazda, która przelatuje przez pokój
– Taka szybka i taka daleka, odszedłeś zbyt szybko
Jesteś częścią mnie i bez ciebie nigdy już nie będę sobą
Zbyt szybko odszedłeś

Daughtry Gone too soon

Ian został ojcem chłopca, który otrzymał imię Leo. Był to śliczne dziecko z bujną czupryną, którą odziedziczył po ojcu. Obserwując Iana w roli ojca, Stuart odnosił wrażenie, że syn jest pierwszą istotą na świecie, którą jego przyjaciel naprawdę pokochał. Od urodzenia Leo Ian, który do tej pory spędzał wiele czasu poza domem, nie mógł doczekać się powrotu do pomalowanego na niebiesko pokoju, gdzie czekał na niego syn. Z nim w ramionach Ian czuł się kimś naprawdę mocnym, kimś, czyje życie nabrało nagle sensu, przestawał być kupionym przez teścia klakierem, mężem niekochanej kobiety i zagubionym, nie mającym żadnego celu w życiu człowiekiem. Ta największa miłość jego życia trwała pięć tygodni. W nocy 7 kwietnia 1970 roku Ian przed zaśnięciem zajrzał do pokoju syna, żeby sprawdzić, czy nie trzeba mu zmienić pieluchy, albo przykryć go kołderką. Pochylił się nad nim, żeby posłuchać jak dziecko oddycha, żeby nacieszyć się jego przerywanym westchnieniami snem. Nieraz myślał o tym, jak dziwne były te westchnięcia i jak niesamowicie brzmiały w jego uszach –jakby ta mała istota, której jeszcze nikt nie zdążył zranić i która nie przeżyła w swoim kilkutygodniowym życiu niczego złego, wzdychała jak człowiek, który nosi na plecach wielki ciężar, zbierany przez lata.

Ian myślał o tym i tym razem, pochylając się nad łóżeczkiem syna. Zdziwiła go panująca w pokoju absolutna cisza, tak przerażająca, że szybko zapalił światło i wyjął ciało syna z łóżeczka. Trzymając małe ciało w rękach czuł bijące od niego zimno, wydawało mu się, że trzyma w ręku bryłę lodu. Zaczął potrząsać niemowlęciem, ale wkrótce zdał sobie sprawę z tego, że nie ma już o co walczyć i opanował go tak głośny, histeryczny płacz, że do pokoju przyszła rozbudzona Rita.

Następne dni minęły na wizytach na policji i w prokuraturze – Ian tak często musiał powtarzać historię tej najgorszej nocy w swoim życiu, że czuł się jak na ławie oskarżonych, tak jakby policja i prokurator zarzucali mu, że to właśnie on zabił swoje dziecko. Po raz pierwszy pomyślał z żalem o tym, że nie wierzy w żadną wyższą siłę, gdyby wierzył w Boga, miałby kogoś, kogo można byłoby obwinić za tą tragedię. A tak stała się po prostu smutnym, niewytłumaczalnym zdarzeniem, które według statystyki co roku przeżywają nieliczne rodziny na całym świecie.

Stuart nie wiedział o tragedii w domu Iana, w piękny słoneczny dzień wyjął ze skrzynki pocztowej list z wiadomością o pogrzebie i zdjęciem małego Leo.

Po pogrzebie Stuart podszedł do przyjaciela i kładąc mu rękę na ramieniu powiedział: „Gdybyś kiedykolwiek chciał się po prostu wygadać, to możesz na mnie liczyć”. W momencie, kiedy usłyszał jak te słowa wychodzą z jego ust, zdał sobie sprawę z tego, że były to najbardziej banalne i niepotrzebne słowa, jakich kiedykolwiek użył. Patrząc na Iana obiecał sobie w duchu, że napisze piosenkę dedykowaną małemu Leo – piosenkę o chłopcu, który nie dowiedział się, jak bardzo był kochany i potrzebny.

Cdn