19 kwietnia

Anna Dobrzyńska

„WSZYSCY RÓWNI WOBEC CZASU I PŁOMIENIA…”

ogien

„Czarna dziura” – według definicji – Czasoprzestrzeń, której nic nie może opuścić, przy nagromadzonej dużej masie na małej objętości, pochłaniająca wszystko – nawet światło. Otoczona matematycznie zdefiniowaną powierzchnią, która wyznacza granicę bez powrotu. Granica oddziela obserwatora od zdarzeń, o których nie może on nigdy otrzymać żadnych informacji. A wszystko co przekracza granicę – znika.

Kiedy przychodzi 19 kwietnia, nie potrafię nie myśleć o tym co się tu, w Warszawie, 73 lata temu wydarzyło, nie potrafię myśleć o tym co się tu wydarzyło – cierpienie, ból, zło – są tak wielkie…

Ostatni na liście do komór gazowych podjęli nierówną walkę. To co sprawia, że Powstanie w Getcie jest tak wyjątkowe to fakt, że Oni walczyli o – śmierć. Ich walka była pozbawiona – nadziei i wiary w „lepsze jutro”. Wiedzieli, że zginą – chcieli to uczynić godnie, z bronią w ręku – jak wojownicy, bohaterzy… a nie ofiary.

Getto wydaje się być taką „czarną dziurą” – na mapie historii świata. W ciągu 32 miesięcy – 450 tysięcy ludzi zostało zgromadzonych na terenie 3 km2. To dało zaludnienie – 1,5 osoby /10 m2. W izbie mieszkało od 7 do 14 osób. Otoczone wysokim na 3 metry murem, wyznaczającym granicę, którą można przekroczyć tylko w jedną stronę. Odcięte od społeczeństwa i reszty świata. Gruby mur zwieńczony drutem kolczastym oddzielał obserwatora od zdarzeń i przepływu informacji. A każdy kto został zmuszony by tam mieszkać – ginął z głodu, choroby, wywieziony do Treblinki, nie pochowany, bez grobu – po prostu znikał…

Gdy Niemcy po raz trzeci otworzyli bramę Getta, by przeprowadzić tych co zostali na Umschlagplatz – Żydzi otworzyli ogień. To było w styczniu. Zaskoczeni Niemcy wycofali się i zamknęli Getto. To było z pewnością zwycięstwo Powstańców. Militarne i moralne. Wróg się wycofał i wreszcie też zaznał w Getcie śmierci… Ale okupione czekaniem na kolejny jego ruch… 19 kwietnia – Niemcy weszli i już się nie wycofali. Mimo nieporównywalnie słabszej pozycji Żydów– stłumienie Powstania było bardzo trudne. Niemcy ze zdumieniem zdawali raporty o wspaniałej walce żydowskich Powstańców. Po 28 dniach przyszedł jednak nieuchronny koniec. Zakończenie Powstania wyznacza data – 16 maja – i wysadzenie Synagogi na Tłomackiem, którego dokonał własnoręcznie gen. Jürgen Stroop, odpowiedzialny za stłumienie walk. Po tym akcie zameldował osobiście Hitlerowi – „żydowska dzielnica w Warszawie przestała istnieć”.

… Ładnie to ujął, trzeba przyznać – krótko, zwięźle tak „bezkrwawo” i „bezboleśnie”, jakby wprowadzony został właśnie nowy podział administracyjny. Naziści w ogóle ładnie nazywali tę zbrodnie – „Likwidacja Getta”. Przecież tym terminem określali wymordowanie prawie pół miliona ludzi w ciągu blisko trzech lat. „Likwidacja Getta” – brzmi równie dobrze jak – likwidacja spółki osobowej czy kapitałowej. Jakaś formalność, postępowanie prawne, zwykła urzędowa sprawa. Jakby pod pojęciem Getta nie kryli się ludzie a likwidacja nie była morderstwem idącym w setki tysięcy osób… A wywózki do komór gazowych – nazywane były „wielką akcją wysiedleńczą”… – w taki sposób określano przecież przymusowe, masowe zmiany miejsca zamieszkania… Albo „rozwiązanie kwestii żydowskiej” – to chyba najbardziej „estetyczne” sformułowanie, takie – „eleganckie”, wręcz „marketingowe”, jakby było jakimś – kreatywnym rozwiązaniem problemu – a nie ludobójstwem na skalę 6 milionów ludzi…

…Ale walki jeszcze trwały …

Wydaje się, że nie można nie zadać pytania, jak to możliwe, że w centrum Europy, cywilizacji, w XX wieku, doszło do tak dobrze zorganizowanej, zaplanowanej, przemysłowo zrealizowanej – masowej produkcji śmierci. Kto jest winien? Hitler? Himmler? NSDAP? naziści? rasiści? antysemici? itd?Z pewnością. Lecz to wykonawcy. Ojcem tej zbrodni jest przekonanie, że są lepsi i gorsi. Ludzie I i II kategorii . Że życie jednego człowieka jest warte więcej niż drugiego… Że silniejszy ma prawo decydować o tym, kto powinien żyć a kto nie, eliminować tych, którzy są niepotrzebni, zbędni, gorsi, są ciężarem dla lepszych, ważniejszych, mocniejszych… – dla wspólnego dobra i lepszego życia, społeczeństwa, świata. To założenie wytyczyło drogę do Getta – i tak jak „Arbeit macht frei”, otworzyło bramy piekła.

Getto zostało zburzone, obrócone w pył jak żadna inna część Warszawy. To była pustynia, gdzie nawet ruin nie było. W takim stopniu tylko Zamek Królewski i parę pobliskich budynków zostało zrównanych z ziemią.

„Plan totalnej zagłady” – ale na Ziemi niczego nie da się przeprowadzić do końca zgodnie z planem. Na szczęście. Na szczęście jest jakiś margines, który wymyka się spod wszelkich rozporządzeń, ustaw, nakazów – pozostawiając niejako obszar wolności, przestrzeni do działania ludzkiego sumienia. Dlatego niektórzy przeżyli. Dlatego przepływ informacji był. Dlatego nie wszystkich udało się zastraszyć. Dzięki organizacjom żydowskim ŻOB, ŻZW, współpracujących z polskim ruchem oporu informacje o Getcie obiegły świat. Jan Karski – informował Zachód przedstawiając raporty, do których informacje zdobył przekradając się na teren Getta. Karski spotkał się z wieloma ważnymi osobistościami m.in. Rooseveltem. Apelował o pomoc, jednym z rozwiązań było zbombardowanie linii kolejowych prowadzących do obozów zagłady. Prezydent przerwał: „…Policzymy się z Niemcami po wojnie. Panie Karski, proszę mnie ewentualnie wyprowadzić z błędu, ale czy Polska jest krajem rolniczym? Czy nie potrzebujecie koni do uprawy waszej ziemi?”

Szmul Zygielbojm – członek Rady Narodowej RP w Londynie informował o Holocaustcie członków partii socjaldemokratycznych na konferencji w Brukseli także Światowy Kongres Żydów i Amerykański Kongres Żydowski. Rozmawiał z prezydentem USA, przemawiał także na antenie BBC. Efektów pomocy jednak nie było widać. Po upadku Powstania na znak protestu – Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo – jednocząc się ze swoimi współbraćmi – odkręcił gaz w swoim mieszkaniu.

Pomoc,wypraszana na salonach – wielkich tego świata – nie przyszła. Nie stało się nic, co by zmieniło bieg historii. Getto nie zostało ocalone, ale ocaleni zostali – ludzie – nie wszyscy, część z nich, mała część. Pomoc szła dzięki Żegocie – polskiej humanitarnej organizacji podziemnej o katolickich korzeniach, w działalność której zaangażowani byli zarówno Żydzi jak i Polacy – w większości działacze katoliccy. Szacuje się, że organizacja uratowała kilkadziesiąt tysięcy osób. Współpracowała z nią m.in. Irena Sendlerowa, dzięki której ocalonych zostało 2500 dzieci. Więziona i torturowana na Gestapo w Al. Szucha, po wyjściu na wolność dzięki wpłaconej za nią ogromnej kaucji – kontynuowała swoją działalność. Dzieci znajdywały schronienie u polskich rodzin, w zgromadzeniach zakonnych, sierocińcach polskiej organizacji charytatywnej RGO – wspieranej przez arcybiskupa Adama Sapiehę, domach dziecka. Około stu nastolatków trafiło też do partyzantki. Ocalony z Getta, u polskiej rodziny schronienie znalazł m.in. dziesięcioletni chłopiec – późniejszy prof. Bronisław Geremek, członek obrad Okrągłego Stołu i Minister Spraw Zagranicznych. Zgromadzenia zakonne – głównie Marianie i Urszulanki wydawały fałszywe metryki chrztu – które ułatwiały przetrwanie. Takich metryk zostało wydanych około – 60 tysięcy. Przy ulicy Żelaznej 97, w pałacyku, wzniesionym przez ojca polskiego teatru – Wojciecha Bogusławskiego, który od XIX wieku jest domem Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi – dzieci żydowskie znajdowały schronienie. Niektórym udało się uciec z Getta na własną rękę.

Pomaganie było trudnym wyzwaniem. Potrzebne były pieniądze. Uratowanie to nie tylko wyciągnięcie z Getta. To ukrycie tej osoby, zapewnienie wyżywienia, higieny, kryjówki, lekarza, przekupienie wartowników, a także tych, którzy mogli milczeć i mogli donosić – w zależności od tego, co z tego mieli. A przecież nikt nie wiedział, ile czasu to będzie jeszcze trwało i czy w ogóle będzie to miało koniec… Niemcy dobrze znali typy urody semickiej, a każdy kto udzielał pomocy – zgodnie z prawem podlegał karze śmierci sam bądź wraz z całą rodziną, sąsiadami z kamienicy czy przypadkową grupą ludzi. Tak zginęła np. rodzina ogrodników – państwo Wolscy, którzy wraz ze swoimi podopiecznymi – 40-osobową grupą Żydów – zostali rozstrzelani. Był wśród nich historyk Emanuel Ringelblum – twórca podziemnego archiwum Getta Warszawskiego. Obecnie to wydarzenie upamiętnia tablica na murze przy ul. Grójeckiej 77.

Jednostkom udało się ocalić życie dzięki Powstaniu – jak przywódcy – Markowi Edelmanowi, który przeszedł kanałami z kilkoma innymi osobami i wyszedł włazem przy ulicy Prostej 51 – obecnie w tym miejscu znajduję się pomnik upamiętniający to wydarzenie.

(…)

Na terenie dawnego Umschlagplatz, przy ulicy Stawki stoi pomnik upamiętniający tych, którzy zostali wywiezieni do obozu zagłady. Jest to prostopadłościan, na kształt wagonu deportacyjnego. W kulturze żydowskiej, złamane drzewo symbolizuje przedwcześnie zakończone życie, nagłą śmierć. Nad wejściem znajduje się płaskorzeźba, przedstawiająca połamany las. W środku są wypisane imiona od „a” do „ż” – nie sposób przecież wymienić wszystkich… W „ścianie wagonu” – jest szczelina, a w niej widnieje drzewo. Drzewo wykiełkowało zaraz po wojnie… Drzewo nie jest złamane, rośnie, …to symbol nadziei…

Nadziei – że jak ono rosnąć będzie wiara w słowa –„wszyscy równi wobec czasu i płomienia” …

Wszyscy.

Nasza narodowa poezja

Anna Dobrzyńska

primaaprilis-tytul

 

 

paryz
Paryż, XIX wiek

To że Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki nie darzyli się sympatią – powszechnie wiadomo. Mało jednak kto wie, że doszło do bardzo niespodziewanego i zarazem owocnego spotkania między nimi. Było to na emigracji, w Paryżu, w salonie literackim Madame Tuffeau. Mickiewicz podążał dyliżansem ulicą – Rue La Boetie, w kierunku Pól Elizejskich. Pech – a może zrządzenie losu – sprawiły, że pękł dyszel od powozu. Mickiewiczowi ani woźnicy na szczęście nic się nie stało, ale dalsza jazda była niemożliwa. A miało to miejsce właśnie pod oknami salonu Madame Tuffeau, gdzie Słowacki, jako częsty bywalec, wygłaszał swoje poematy. Woźnica zapewnił poetę, że zaradzi problemowi, ale to potrwa… Mickiewicz powiedział, że poczeka, a zachęcony dobiegającymi z okien brawami i zarysami eleganckich postaci za szybą, postanowił wejść na górę. Gdy wszedł do salonu, Słowacki akurat wygłaszał wiersz o kolumnie Zygmunta, Starym Mieście, Katedrze Św. Jana – gdyż tęsknił za Ojczyzną – jak wszyscy na emigracji, choć on z pewnością najbardziej, bo – „cierpiał za miliony”.

mickiewicz

Adam Mickiewicz. Dzieło – Andyego Warhola, pochodzące z bardzo mało znanej kolekcji nowojorskiego artysty – „Polscy wieszcze narodowi”.

Co nam zdrady! – Wszyscy w Warszawie kolumnę znają,
na której podróżne mewy usiadają.

Na jej szczycie król – jego czoło wśród obłoka,
Zaprasza i wita – poddany lud – z wysoka,

Za tą kolumną, orszak ślubny jak u Fredry,
Wchodzi do ceglanej, trój-wieżowej Katedry,

Dalej ulica, nie wąska, nie długa, nie krótka,
Na końcu – odbudowana warszawska Starówka

A dalej jeszcze – Kiliński, we mgle spowity,
Z szablą w dłoni – w zieleni okien odbity,

Odbicie uderzone latarni płomieniem,
Niby cichego, w cieniu upiora spojrzeniem.

slowacki

Juliusz Słowacki. Drugie dzieło Andyego Warhola z   kolekcji – „Polscy wieszcze narodowi”. Andy stworzył jeszcze portret Z. Krasińskiego. Obraz nigdy jednak nie ujrzał światła dziennego, gdyż Andyemu skończył się toner w drukarce. Proza życia wobec wielkości sztuki tak zdruzgotała artystę, że dzieła nigdy nie opublikował – mimo zakupu nowej drukarki laserowej – marki Canon.

Poezja i wspomnienia z Ojczyzny przywołane widokami Warszawy sprawiły, że niechęć Mickiewicza do Słowackiego minęła. Gdy Słowacki już skończył, Mickiewicz podszedł do niego i spytał czy mógłby wiersz nieco popoprawiać. Słowacki był oburzony takim tupetem ale… wiedząc z jakim talentem rozmawia – zgodził się. I stało się! Dwaj wieszcze zaczęli tworzyć, improwizować, przerabiać, poprawiać. To był istny szał dwóch natchnionych dusz. Słowa, rymy, wizje, takty – niczym fajerwerki strzelały z ich gwałtownych gestów, póz i spojrzeń. Zebrani goście zaś skrzętnie zapisywali wszystko na serwetkach, tak by ta twórczość nie uleciała w zapomnienie.

Tak oto powstał wiersz, który jest dziś znany pod tytułem – „Uspokojenie” a jego autorstwo przypisuje się – Juliuszowi Słowackiemu. A mało kto wie, że tworzyli go dwaj wieszcze

Co nam zdrady! – jest u nas kolumna w Warszawie,
Na której usiadają podróżne żurawie

Spotkawszy jej liściane czoło wśród obłoka;
Taka zapraszająca i taka wysoka.

Za tą kolumną, we mgły tęczowe ubrana,
Stoi trójca świecących wież Świętego Jana;

Dalej ciemna ulica, a z niej jakieś szare
Wygląda w perspektywie siwej Miasto Stare;

A dalej jeszcze we mgle, która tam się mroczy,
Dwa okna – jak zielone Kilińskiego oczy

Uderzone płomieniem ognistej latarni,
Niby oczy cichego upiora spod darni.

Poeci nigdy więcej się już nie spotkali. A serwetki przechowywane są starannie w kredensie Mademoiselle Marceau – prapraprapraprawnuczki właścicielki słynnego salonu.

P.S.

Na Wielkanoc

Anna Dobrzyńska

„A OTO JA JESTEM Z WAMI PRZEZ WSZYSTKIE DNI, AŻ DO SKOŃCZENIA ŚWIATA”

bazie2

Kiedy wpisałam w Google – symbol łączności z wiedzą absolutną XXI wieku – hasło: WIELKANOC, po przejściu na „grafikę” zobaczyłam nieskończoną ilość kurczaczków, zajączków i kolorowych jajek. Wszystko bardzo ładne, w pastelowej kolorystyce, jaśniutkie, świeżutkie, w różnych konfiguracjach. Do najciekawszych należały moim zdaniem: zając z kurczaczkiem na głowie, dwa jajka w kapeluszach na plaży i trzy kurczaczki w czapkach. To bardzo sympatyczne zwierzątka, stworki, przyjemnie mi się zrobiło tak patrząc na nie ale poczułam – „niedosyt” – po tym googlowskim zobrazowaniu mi Świąt Wielkiej Nocy.

MOJA WIELKANOC NA KRÓLEWSKICH WYSPACH…

Kiedy mieszkałam w Wielkiej Brytanii i prowadziłam bardzo zabawowe życie studenckie, z trójką przyjaciół – Polaków pojechałam na wycieczkę do Liverpoolu. To był Poniedziałek Wielkanocny. Niczym słynna „czwórka z Liverpoolu” podążaliśmy ulicami miasta, po których pół wieku wcześniej rozhisteryzowane fanki biegały za gwiazdami z zespołu The Beatles, zwiedzaliśmy słynne Docki, niemieckiego U-Boota zatopionego w czasie II wojny światowej, muzeum „Żuków” – ikony i podwaliny Rock&Rolla, i neogotycką katedrę St. Jamesa.

Weszliśmy do katedry. W kruchcie przywitała nas wielokolorowa tablica w różnych językach. Zdanie w języku polskim było jako pierwsze, na samej górze – poczuliśmy się „docenieni”, co wprowadziło nas w jeszcze lepsze humory. Weszliśmy do środka… W nawie kościoła był sklep, taki z koszykami i półkami, nad nim – restauracja… Parę osób robiło zakupy, parę osób siedziało przy stolikach… Poza nimi i naszą czwórka – nie było nikogo… Była promocja hamburgera albo innego dania, bo stał baner informujący o tym wydarzeniu. Trochę już mieszkaliśmy w Wielkiej Brytanii więc takie widoki nie były dla nas nowością… W prezbiterium nie było śladu życia. Okazałe przestrzenie, rzeźby, ołtarz – a wszystko jakby właśnie oddane, po zakończonej budowie. Jakby nigdy tam nikogo nie było. Jakby nigdy tam się nic nie wydarzyło… Nic. Pustka. Gdzieś w tej pustce stała pieta – Maryja podtrzymująca martwe ciało Jezusa… To było bardzo smutne. Poczułam wtedy taką wielką biedę. Biedę? W Anglii? Przecież to właśnie tam masowo wyjechali Polacy dla pieniędzy, przecież to tam są benefity, dodatki do pensji, dofinansowanie na studia, przecież to funt ma pięciokrotne przebicie do złotówki… A jednak…

WIELKANOC W POLSCE…

Jakoś mimowolnie przeniosłam się myślami do Polski, do polskich kościołów, gdzie w tym momencie tętni życie. Cały dzień ludzie gromadzą się na odprawianych prawie o każdej porze mszach świętych. Grób Pański jest już pusty, figura zabrana – Chrystus zmartwychwstał! Alleluja! Wokół grobu ustawione kwiaty, dekoracje. Poprzedniego wieczoru tłum gromadzi się w kościele. Jest zupełnie ciemno, ludzie trzymają świece. Wchodzi procesja z palącym się paschałem, od którego ludzie zapalają ogień i podają go dalej. Robi się coraz jaśniej i jaśniej aż w końcu jest zupełnie jasno, wtedy zapala się lampy. Ciemność – jasność; jako symbol Słowa Bożego, które rozświetla duszę człowieka.

W ciągu całego dnia, na białym obrusie ludzie stawiają święconki z pokarmem, które ksiądz poświęcił. W koszyczku – obowiązkowo – jajka, czasem – pluszowy kurczaczek, symbol nowego życia. Opuścił skorupkę i jego życie nabrało zupełnie innego wymiaru. Cały dzień na ulicach widać ludzi ze święconkami. Moją uwagę zwracają młodzi panowie, ubrani w adidasy, dresy czasem dżinsy, którzy razem z kolegami idą do kościoła. Ich wielkie dłonie trzymają takie małe uszka, małych plecionych koszyczków, wyłożonych białą serwetką z falbanką, przyozdobionych baziami i kolorowymi wstążkami… W Wielki Piątek z kościołów ludzie wychodzą za krzyżem, by przejść ulicami na pamiątkę ostatniej drogi Chrystusa od pałacu Piłata na Golgotę. Czternaście razy przyklękają w momentach kiedy coś się wydarzyło. W Polsce o tej porze jest jeszcze zimno, a wieczorem ciemno. Poprzedniego dnia, podczas Mszy Św. główny celebrant obmywa stopy mężczyznom zgromadzonym przed ołtarzem na znak, że miłość do bliźniego to ofiara i służba. Powtarza ten gest za Chrystusem, który dokonał tego samego, zanim wydany został na mękę. W Niedziele Palmową, święcenie palemek. Na wspomnienie wjazdu Jezusa do Jerozolimy, który był witany przez ludzi machających liśćmi palmy. Palemki z bazi i bukszpanu albo z suszonych kwiatów. W telewizji i gazetach obowiązkowo – news – o wsiach: Łyse czy Lipnica Murowana, które słyną z największych, kilkumetrowych „palemek”. Ponad miesiąc wcześniej – w Środę Popielcową – ksiądz posypuje wiernym głowy popiołem, mówiąc do każdego z osobna: „nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. To rozpoczyna trwający 40 dni post, w czasie którego ustawiają się długie kolejki do konfesjonałów. Kolejki po Boże przebaczenie i umocnienie w miejsce własnej słabości.

Popatrzyłam po moich współtowarzyszach wypadu – nie musieliśmy nic mówić, zrozumieliśmy się bez słów. Każdy z nas dokonał takiej samej wycieczki do Polski w myślach…

CHRYSTUS UMARŁ – CHRYSTUS ŻYJE…

Wyznawcy Chrystusa na całym świecie czczą Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Chrystus umęczony, wyszydzony, zabity, złożony do grobu na trzeci dzień zmartwychwstał. Pokonał śmierć. Pozostawił przesłanie – miłości, miłosierdzia, potęgi przebaczenia, godności i wolności człowieka.

Jezus żył w czasach gdy nie było internetu, pociągów, samolotów, samochodów, telefonów, faksów, laptopów, komórek, maili, radia, telewizji. Nie był bogaty. Nie miał rodziców na wysokich stanowiskach. Nie współpracował z koronowanymi głowami ówczesnego świata. Sam był biedny, poruszał się pieszo, wyjątkowo raz na ośle, który i tak nie był Jego własnością. Nie współpracował z tymi co sprawują władzę. Nie władał językami obcymi. Nie miał dyplomu ani tytułu – profesora czy nawet magistra. Nie miał skomplikowanego zawodu. Nie zrobił powstania, jak niektórzy oczekiwali. Nie poprawił warunków bytowych, tym którzy Go słuchali. Nie przemierzył terytorium większego niż połowa polskiego Mazowsza . Nie miał biznes planu ani funduszy na wypromowanie swojej idei. Nie miał sponsora ani specjalistów od marketingu i PR’u. Zginął na krzyżu, najbardziej okrutną i zarazem najbardziej hańbiącą śmiercią, przewidzianą dla niewolników – jako jeden z wielu…

(…)

Jego przesłanie dotarło do większości zakątków kuli ziemskiej i w każdym jej miejscu ma wyznawców. Jego słowa zostały przetłumaczone na języki ojczyste większości ludzi zamieszkujących cały świat. Jego życie i nauka stały się podwaliną cywilizacji wschodniej i zachodniej. Przez kilkanaście wieków po śmierci, jak nikt inny, był inspiracją dla artystów, którzy malując, rzeźbiąc tworzyli kanony sztuki i kultury. Organizacja, w którą tchnął życie, kościół – istnieje do dziś. Na przestrzeni takiego czasu nie tylko żadna firma nie przetrwała ale całe państwa przestały istnieć. Prezydenci amerykańskiego supermocarstwa, obejmując urząd składają przysięgę na Biblię, zawierającą Jego naukę, a w wielu amerykańskich hotelach w wyposażeniu pokoi jest właśnie ta Księga. Jego życie i nauka stały się tematem wielu rozważań, prądów filozoficznych, sztuk teatralnych, książek, produkcji filmowych, które cieszą się nie gasnącą popularnością.

Ja osobiście bardzo lubię takie sceny końcowe, gdzie widzimy Jezusa współcześnie, tak jak i innych uczestników tamtejszych wydarzeń. Jezus w dżinsach idzie ulicą, kupuje herbatę, wsiada do autobusu, spotyka przechodniów, w których rozpoznajemy z wcześniejszych scen: uczniów – wierzących Jego słowom, nierządnicę o wielkim sercu, która zmieniła swoje życie, celników – nie cieszących się sympatią, liczących każdy grosz, faryzeuszy – uczonych, przedkładających naukę i prawo nad los bliźniego, żołnierzy – będących w pracy, przybijających do krzyża, Piłata wydającego wyrok śmierci i umywającego ręce… Bardzo lubię scenę końcową z musicalu „Jezus Christ Superstar” – gdy Judasz, widzący w Jezusie „przywódcę, któremu się nie udało”, już jako współczesny człowiek, zachwycony nowoczesnością, śpiewa, dając Mu „dobre rady”.

To mi przypomina słowa bł. Ks. Jerzego Popiełuszki, wygłoszone do ludzi zgromadzonych na warszawskim Żoliborzu przed kościołem Św. Stanisława Kostki, w czasie stanu wojennego w Polsce:

[…] Nasze cierpienia, nasze krzyże możemy ciągle łączyć z Chrystusem, bo proces nad Chrystusem trwa. Trwa proces nad Chrystusem w Jego braciach. Bo aktorzy dramatu i procesu Chrystusa żyją nadal. Zmieniły się tylko ich nazwiska i twarze, zmieniły się daty i miejsca ich urodzin. Zmieniają się metody, ale sam proces nad Chrystusem trwa. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy zadają ból i cierpienie braciom swoim, ci, którzy walczą z tym, za co Chrystus umierał na krzyżu. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy usiłują budować na kłamstwie, fałszu i półprawdach, którzy poniżają godność ludzką, godność dziecka Bożego, którzy zabierają współrodakom wartość tak bardzo szanowaną przez samego Boga, zabierają i ograniczają wolność.”

                                                                                    26-IX-1982

Czasy się zmieniają, technika się zmienia, moda się zmienia ale życie jest wciąż takie samo. Zawsze są biedni i bogaci, dobrzy i źli, zdrowi i chorzy. Małżeństwa szczęśliwe i nieszczęśliwe, dzieci chciane i niechciane, krzywdzący i pokrzywdzeni. Żądni władzy i pieniędzy, spragnieni sprawiedliwości i pokoju, pokój kończący się wojną i wojna kończąca się pokojem… można wymieniać tak bez końca… Nauka Jezusa jest wciąż aktualna bo dotyczy życia… a nie tego co je otacza.

„Co z tego, że mamy XXI wiek i coraz lepsze techniczne cywilizacje, kiedy nie potrafimy dotrzeć do drugiego człowieka, a rozwój emocjonalny i duchowy większości ludzi pozostaje w epoce kamienia łupanego” – powiedział Woody Allen, a mi uśmiech na twarzy się pojawia, gdy widzę jego oblicze i słyszę to zdanie, bo lepiej ująć się nie da. J

Triduum Paschalne kończy się Zmartwychwstaniem. Wielkanoc to święto zwycięstwa. Zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem, Jezusa nad szatanem. To najbardziej radosne i zarazem najważniejsze święto w kalendarzu chrześcijanina. A „szatan boi się ludzi radosnych” – jak powiedział św. Jan Bosko.

“Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?” On mu odpowiedział: “Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy”.

/M, 22,34-40/

Życzę wszystkim, bez względu na wyznanie, bądź jego brak – dużo miłości, przebaczenia, zrozumienia w każdej chwili życia. Życzę wszystkim aby na swej drodze życiowej tej „odświętnej” i tej poprzez – „codzienność” spotykali ludzi, którzy potrafią kochać, rozumieć, przebaczać, budować a nie niszczyć. Budować na prawdzie, wolności i godności człowieka.

Chrystus Zmartwychwstał – Alleluja!

Na Dzień Kobiet

Anna Dobrzyńska

”W tym dniu nieistniejącym Święta Kobiet, a jednak właśnie ten dzień się pamięta (…)”

warszawadzienkobiet (1)

Wraz z końcem epoki PRL skończyły się czasy „oficjałek”, na których to, w zakładach pracy wręczano kobietom goździki, tulipany i rajstopy – czasem mydło, ręcznik lub ścierkę. I choć oficjalnie święto zniknęło z agendy przedsiębiorstw to zwyczaj jakoś pozostał …

(Nie)istniejące święto kobiet…

No bo jak tu nie dać kwiatka koleżance z pokoju, z którą się siedzi „biurko-w biurko”, dzieli się sprawy zawodowe, a często i domowe, a czas spędzony razem niekiedy przewyższa czas spędzony z własną żoną? Jak nie dać kwiatka i nie poczuć się głupio, że wcześniej dawało się tylko dlatego, że było trzeba? W  końcu jak zrezygnować ze zwyczaju, który sprawia, że przez jeden dzień w roku,  wśród natłoku firmowych spraw, nagle najważniejsze stają się kwiaty i kobiecy uśmiech?

Choć święto kobiet słusznie kojarzy się z epoką socjalizmu, to wcale nie komuniści byli tymi, którzy jako pierwsi w historii postanowili uczcić kobiecość tak bardzo by podnieść ją do rangi święta.

Dawno, dawno temu… 

warszawadzienkobiet (2)Matronalia

Już w starożytnym Rzymie, kobiecość była świętowana podczas tzw.: Matronaliów. Święto obchodzone było 1 marca i dotyczyło tylko zamężnych kobiet. W tym dniu kobiety prosiły boginię Junonę o szczęście w życiu rodzinnym. Bogini ta była żoną – Jowisza, najwyższego z bogów, sama zaś opiekowała się życiem kobiet, w tym także życiem seksualnym i macierzyństwem. Damy, zwane wówczas matronami,  udawały na Eskwilin – jedno z siedmiu wzgórz rzymskich,  gdzie znajdowała się świątynia owej bogini. Tam, w gaju, składały w ofierze kwiaty i modliły się o szczęście małżeńskie a po powrocie do domów, wydawały poczęstunek dla swoich – niewolników.  Mężowie natomiast obdarowywali swoje drugie połówki prezentami, spełniali ich życzenia i pragnienia. … Historycy właśnie w tym święcie upatrują korzeni współczesnego Dnia Kobiet.  Kolejna epoka – średniowiecze, odcinająca się „grubą kreską” od starożytności zapomniała o tym święcie i dopiero w XX wieku tradycja wróciła do łask za sprawą amerykańskich sufrażystek i robotnic. Początkowo miało ono jednak inny wymiar. Kobiety walczyły o prawa wyborcze.
 
Święto Kobiet w XX wieku…  

warszawadzienkobiet (3)

Demonstracja sufrażystek w Nowym Jorku, 6 maja 1912 r. Wikimedia Commons

Po raz pierwszy – to święto obchodzono w USA – 28 lutego 1909 roku. Rok później Międzynarodówka Socjalistyczna ustaliła Dzień Kobiet, który miał być obchodzony na całym świecie – nie podała jednak konkretnej daty tego święta. W kolejnym roku, Dzień Kobiet był obchodzony w Austrii, Niemczech, Dani i Szwajcarii. Był to dzień, w którym kobiety domagały się już nie tylko przyznania im praw wyborczych ale też zaprzestania dyskryminacji w miejscu pracy a przed wybuchem I wojny światowej był to także dzień manifestacji przeciw-wojennych.

Sufrażystki w Krakowie – Dzień Kobiet 1911 r. Wikimedia Commons

Bolszewicy, Święto Kobiet i Socjalizm…

Początkowo bolszewicy nie dostrzegali znaczenia kobiet dla swojej ideologii. Nie tylko nie byli specjalnie zainteresowani postulatami równouprawnienia ale nie widzieli w kobietach równorzędnego partnera a co więcej – uważali je za „ideowo zacofane”. Dostrzegli w nich potencjał  dopiero gdy hasła –  „chleba i pokoju” – skandowane w ówczesnej stolicy Imperium Rosyjskiego, Piotrogrodzie,  właśnie przez kobiety – stały się asumptem do rewolucji lutowej – 1917 roku. A najbardziej spektakularne demonstracje pań miały miejsce nie kiedy indziej jak – 8 marca. Komuniści rządzący ZSRR  z czasem coraz bardziej przekonywali się o drzemiącej w kobietach „sile społecznej” i tak w latach trzydziestych – Dzień Kobiet – stał się ważnym elementem propagandy a trzydzieści lat później, w 1965 roku został ustawowo dniem wolnym od pracy.

warszawadzienkobiet (5)Kobieca demonstracja w Piotrogrodzie

Partia, Kobiety i Film…

W  Polsce, w połowie lat 40 o względy kobiet zaczęła zabiegać PPR. Było to konsekwencją powojennej zapaści demograficznej i przewagi kobiet w społeczeństwie. Kobiety stanowiły więc potężny elektorat dla ubiegającej się o zwycięstwo w nadchodzących wyborach Partii Robotniczej. Partia zabiegała o członkostwo pań w swoich szeregach a także postawiła sobie za priorytet zwalczenie bezrobocia wśród kobiet. Wobec braku mężczyzn naturalnym procesem było włączenie kobiet do prac w przemyśle, co komuniści propagandowo przedstawiali jako ich zasługę w od dawna oczekiwanym „równouprawnieniu kobiet”. „Kronika Filmowa’ i ówczesna prasa z lubością eksponowała panie pracujące w tzw. „męskich zawodach” – traktorzystki, murarki a nawet hutniczki i górniczki.

warszawadzienkobiet (6)Hanka Ruczajówna – murarka, bohaterka „Przygody na Mariensztacie”

Nie zabrakło filmowych bohaterek – „kobiet pracujących” jak np. Hanka Ruczajówna, która własnymi rękami buduje nowe osiedle w bardzo sympatycznym filmie „Przygoda na Mariensztacie”, a także bohaterek autentycznych – jak Magdalena Figur, słynna dziewczyna na traktorze czy Leokadia Kubanowska – policjantka, kierująca ruchem ulicznym, słynna na całą Polskę, a zwana poufale  – „Lodzią”. Obie panie nie były wytworami propagandy a jedynie mocno przez nią podchwycone.

Autentyczne celebrytki socjalizmu…

Pani Magdalena była pasjonatką techniki i motoryzacji, jako pierwsza kobieta -ukończyła kurs samodzielnego kierowcy traktora w 1949 roku, po czym stanęła na czele pierwszej brygady traktorzystek i została przodownikiem pracy, osiągając tym samym lepsze wyniki od nie jednego mężczyzny. Jej wkład w „budowanie socjalizmu” został doceniony i pani Magdalena została uwieczniona na słynnym plakacie, pod którym widnieje podpis: „Młodzieży – naprzód do walki o szczęśliwą, socjalistyczną wieś!”

warszawadzienkobiet (7)

Magdalena Figur. Wikipedia Commons

Pani Leokadia natomiast była siedemnastoletnią dziewczyną, gdy nastało wyzwolenie. W Warszawie była sama, mama dziewczyny była w obozie koncentracyjnym a siostra na robotach w Niemczech. Za namową sąsiada zwróciła się do Komendy Milicji Obywatelskiej o przyjęcie do pracy. Wkrótce stała na skrzyżowaniach Warszawy, ubrana w wojskowy szynel, uzbrojona w karabin i strzegła ruchu.  Młoda dziewczyna budziła sympatię w warszawiakach, kilku kochało się w policjantce, czasem z okien przejeżdżających samochodów rzucane były pod jej stopy kwiaty. Propaganda przedstawiała ją jako symbol emancypacji kobiet możliwej jedynie za sprawą socjalizmu. Młoda, pochodząca z prowincji,  nieśmiała dziewczyna stała się niekwestionowaną gwiazdą ówczesnych mediów. A w 1948 roku dostała zaproszenie na bal sylwestrowy, na którym zatańczył z nią sam premier Cyrankiewicz.

warszawadzienkobiet (8)

Warszawa, 1 marca 1948. Milicjantka Leokadia Kubanowska zwana Lodzią pomaga pchać samochód Chevrolet. Fot PAP

Święto Kobiet – light…

warszawadzienkobiet (9)

Tulipany z metalowego wiadra. fot. Zbigniew Kosycarz/KFP

Po okresie stalinowskim propaganda nieco zelżała a święto przybrało zrytualizowane formy ze znacznie mniejszym „zadęciem” niż w minionej epoce. W zakładach pracy organizowano uroczyste akademie, wręczano kwiaty, czekoladki a nawet zaproszenia do teatru. W kolejnych latach miały miejsca spotkania władzy z przedstawicielkami środowisk pracowniczych. Zmienił się też wizerunek „kobiety na topie”. Miejsce przodownicy pracy zajęła kobieta – posiadająca jakieś unikalne umiejętności czy talenty. Godnymi wywiadów, ukazujących się na łamach prasy w dniu 8 marca były np.: Teresa Wierzbicka – płetwonurek, pierwsza Polka, która nurkowała pod lodem czy Krystyna Terlikowska – trenerka lwów. Informacją w gazecie doceniano też zwykłą życzliwość kobiet: „Miła, szybka, dla wszystkich jednakowo uprzejma jest Franciszka Skowronek , bufetowa w barze Lotos na Chełmskiej” – tych, którzy nie czują klimatu zachęcam do obejrzenia sceny z baru Apis w słynnym „Misiu” – Stanisława Barei. W latach siedemdziesiątych gierkowska propaganda sukcesu wykorzystywała 8 marca do informowania o ile wzrosła produkcja pralek czy ilość sklepów w danym mieście a także, o możliwości nabycia sklepach WSS Społem „praktycznego upominku– np.: bluzki importowanej z Egiptu”.

warszawadzienkobiet (10)
Tak zwana „oficjałka” i kwiatek

Sztandar PZPR wyprowadzić…

Święto zrzuciło komunistyczną etykietkę i nie odeszło w zapomnienie wraz z rozwiązaniem partii.  Obecnie w Polsce – 8 marca – jest uznawany jako święto, tak jak i w wielu innych krajach. Kwiaty nadal są wręczane paniom w miejscach pracy nie tylko prywatnie ale w dużej mierze zwyczaj ten obecnie jest już na nowo przejęty przez „kadry zarządzające”.

…goździki, rajstopy, komuniści, sufrażystki, bolszewicy, rewolucja… – a najpiękniej o Dniu Kobiet zaśpiewał Maciej Maleńczuk, a ja się do tych życzeń dla wszystkich Pań przyłączam:

W tym dniu nieistniejącym Święta Kobiet,
A jednak właśnie ten dzień się pamięta,
Doprawdy składam tę wiązankę Tobie,
Z wyrzutów sumienia…

Niech że na gorsze nic już nigdy się nie zmieni,
I nic nie każe Ci być twardą i bez wad,
Miej zawsze dużo dobrych rzeczy do jedzenia,
Bezpieczny własny świat…

Cóż, jeszcze tylko bukiet szczerych chęci,
Co nie jest więcej wart niż ćwiartka w bramie,
Niech nic już nigdy złego się nie święci,
Święte niech – święci się…

Nie telep się samotnie w czterech ścianach,
W każdy odgłos się nie wsłuchuj jak ten pies,
Niech tylko słońce w Twoje okno skośnie wpada,
Nie tylko ciągle deszcz…

A życie Twoje niechże będzie żywe,
I pełne miłych, żywych niespodzianek,
I nie bierz dobrych monet za fałszywe,
Mimo że, mimo że…

Ubieraj się w kolory – nie na czarno,
I niech telefon dzwoni bodaj cały dzień,
I nie trać wiary – niech na Twoją przyszłość całą,
Nie padnie nigdy cień…

W tym dniu nieistniejącym Święta Kobiet…

Reblog Varsawiana

Anna Dobrzyńska

Marymont (1)

Nowadays –  it is a housing estate – but earlier? How did it look like, what was it famous for? And why is this place called “Marymont’?

… Oak forests, ponds, meadows – there are suburbs of Warsaw in 17 century.  This is here where Jan III Sobieski – as a commander-in-chief still – was coming for hunting and religious events to the nearby Camaldolese monastery. In the diary of the royal secretary Kazimierz Sarnecki we can find an information that on May 26, 1693 …

“Just after the mass, king left for hunting, ate a dinner, passed Marymont of queen, and shot two hares”.

marymont (1)Jan III Sobieski leaving Wilanów for hunting. Painted by Józef Brandt. Wikimedia Commons

marymont (2)-mapkamalaThe area of king`s estate. The borders follows:
in the south along Bieniawska Street from the crossroads
 of Maria Kazimiera adn Potocka Street, in the east:
along Jelinka Street, in the west: alongMarymoncka Street.
 In the north – the border was marked out by Bielański Forest.

When he became the king, he bought the property from the monks, at Półkowo village and build here a very beautiful palace for his beloved wife – Marysieńka. Queen – using French language – called this palace “Marie Mont’, that is “Mountain of Mary” which in Polish language gave the name: “Marymont”.

marymont (3)Engraving of G. Bodener based on picture of J. S. Mocek, 1730.
Wikimedia Commons

The palace was a very high-class architectural masterpiece, designed by the royal architect – Tylman from Gemeren. The building was situated on approximately 10 meters high hill on the two steps terrace. The form of palace –  was a cube with an external stairs, covered by a tent roof, topped with a pinnacle with an figure of an eagle. There were a few rooms on the ground floor and a representative hall – on the first floor. It was in shape of a cross, because there were small offices in the corners. In this room a very beautiful view opened onto the Vistula, mills at Rudawka and Bielański Forest. This palace from the beginning was acting as a summer residence.

At Marymont a historical meeting between the king Jan III Sobieski and an Austrian deputy – Wilczek – was held. The king sworn him a participation of Poland in the war expedition against Turks at the Battle of Vienna.

Also here, the Polish proverb: “the word was said – the mare is at the fence” has its origins. It was made by a nobleman – Jakub Zaleski, who wanted to plead the king for his deceased brother starosta takeover. However he was not entertained by king, but got the information that the king was busy and was going to take a part in a hunting. The nobleman mounted a horse and raced into Pólkowo village region where the hunting was taking a place. Among the wood, he met the king, but he thought it was a courtier, so he referred him the matter and ask for an audience with the king enabling. “The courtier” asked: “What will happen if the king cannot carry out your request?” “He may kiss my mare under the tail” – the nobleman answered. “The courtier” promised to help. When during the audience, the nobleman recognized courtier`s face in the face of the king – he terrified and understood his mistake. When, under the new circumstances, the king repeated the same question asked in the forest: “what will happen if the king cannot carry out your request?”, the nobleman decided to save his face and said proudly: “the word was said – the mare is at the fence”. The king found it very funny, gave him a title of starost, and this sentence came into Polish language on permanent and is functioning until this day.

marymont(4)

The royal couple, Jan III Sobieski with his wife Marysieńska and children. Painted by Henri Gascar. 
The first one at the left side – prince Konstanty, heir of the palace, in the future. Wikimedia Commons.

And what was the palace surroundings?

Equally beautiful. The palace was surrounded with a park, modeled on French gardens of Ludwik XIV times. Many paths, two little lakes and a ravine – there were perfect places for walking. The headland which was extended to the Vistula encouraged to look into the depths of the river and the Royal Canal, 600 meters long, invited to row, which was used very often by the queen together with her close friends, family and guests. The numerous sources, at the mouth of the ravine, which delivered water to the canal, enhanced the picturesqueness and romantic mood.

A slightly lower on the hill, closer to the Vistula, there were located two buildings, which acted as the kitchen and the house for servants. One of them has survived until this day.

Varsaviana – Cerkiew św. Jana Klimaka

Anna Dobrzyńska

Jak zmieniła się Warszawa gdy zajęli ją Rosjanie?

Temat-„rzeka”, ale skupmy się jednym aspekcie. Na pewno stała się bardziej wielokulturowa. Rosyjscy żołnierze, przyjeżdżali do Warszawy wraz ze swoimi rodzinami, zwyczajami, tradycją i wiarą. Skutkiem  było powstawanie na terenie miasta prawosławnych kościołów.

zdjęcie1Budowanie cerkwi miało nie tylko wymiar społeczny ale i polityczny – podkreślało dominację rosyjską. Car miał bowiem cel przekształcenie wizerunku Warszawy z polskiego na typowy dla wschodnich miast kresowych.

Ikony w górnej Cerkwi Św. Jana Klimaka
Fot. Anna Dobrzyńska

Niestety akcja rewindykacji, czyli przejmowania ale także – wyburzania – cerkwi po odzyskaniu niepodległości, pozbawiła Warszawę cennych obiektów. W pewnym sensie akcja ta jest zrozumiała, bo cerkwie to symbol zaborcy, który niewolił Polaków przez 123 lata,  ale… budynków szkoda.

Obecnie w Warszawie znajduje się dziewięć kościołów prawosławnych, z czego dwa są bardzo okazałe, charakterystyczne, najbardziej rozpoznawalne. Jeden to Cerkiew Św. Magdaleny równej Apostołom na Pradze a drugi – Cerkiew Św. Jana Klimaka na Woli.

Inicjatorem wybudowania cerkwi na Woli był arcybiskup rosyjski – Hieronim Egzemplarski. Miał to być obiekt sakralny a zarazem miejsce pochówku jego syna – Iwana oraz samego hierarchy. Cerkiew miała również pełnić funkcje pomocniczą dla stojącej obok cerkwi parafialnej, przekształconej z kościoła katolickiego Św. Wawrzyńca.

Cerkiew Św. Jana Klimaka na Woli. cerkiew1
Fot. Anna Dobrzyńska

W 1905 roku prace budowlane zostały ukończone a grobowce, zgodnie z życzeniem arcybiskupa, znajdują się w podziemiach. Architekt – Władimir Pokrowski, zaprojektował budowlę tak aby przypominała XVII- wieczną cerkiew z rejonu Rostowa, a więc jednego ze średniowiecznych miast rosyjskich. Typowym elementem architektury rostowskiej jest wejście do świątyni prowadzące przez wysunięty ganek. Patronem świątyni został – Św. Jan Klimak. Był on mistykiem i pustelnikiem, żyjącym w VI wieku. Uznawany jest za świętego zarówno przez kościół prawosławny jak i katolicki. Zasłynął z napisania traktatu o rozwoju duchowym,
zatytułowanego „Drabina do Raju”.

Cerkiew uznawana jest za skromną, jednakże znajdują się w niej cenne arcydzieła. Do najważniejszych należą drewniany ikonostas i freski namalowane przez Jerzego Nowosielskiego.

cerkiew1a

Świątynia znajduje się na terenie cmentarza, a więc od samego początku jej istnienia odbywały się w niej ceremonie pogrzebowe i nabożeństwa w intencji zmarłych.

Ikonostas. Fot. Anna Dobrzyńska


 

wizytówka

Swedes in Warsaw

Anna Dobrzyńska

Treasures in Vistula

During the 17 century Warsaw was occupied by Swedish army. In this time there was a process of taking away the works of art from Warsaw to Sweden. Intensity of this process increased at the moment of pulling the army back from Poland. Swedish soldiers were loading the masterpieces to the barges so much, and so quickly – that very often they were overloaded… and sinking.

When Warsaw was liberated from Swedish army, Poles interested in treasures in the bottom of Vistula for the first time. But – after war – Warsaw was exhausted  and had a lot of  difficulties to overcome, so they stopped searching. And until the 20 century nobody remembered the treasures in Vistula.

And just before the I world war the men, who were taking away the sand from the bottom of the river, discovered an amazing archeological find. Among the sand there were parts of architectural elements, garden sculptures, columns and capitals – and very famous dolphin made of marble (!). This dolphin was a part of a garden fountain from the summer royal residence of Waza dynasty – Villa Regia. At present this palace is called Kazimierzowski Palace and it is one of the buildings of Warsaw University. In the past – there was a sculpture of a little boy who was sitting on the dolphin. And why do we know that? Because this dolphin is mentioned in the 17th century‘s guide book. The author – Adam Jastrzębski – described it as a “strange kind of a fish with a cruel muzzle”.

vistula1

The copy of the famous dolphin of marble in the Royal Castle garden.
The original sculpture is stored  in Museum of Warsaw.
Photo by Anna Dobrzyńska

In those time they took out about 100 historical objects. But not everybody were happy because of this discovery. The imperial Russian authorities regarded this fact as unnecessary interest of Polish history. And when the eagle relief was found at the bottom – they forbidden the searching continuation.  The treasures were hidden in “Zachęta” National Gallery of Art and until 1936 nobody remembered about them. In this year in independent Poland the Museum of Warsaw came into existence and the exhibits were deposited there. The other precious objects were delivered by inhabitants of Warsaw who were encouraged to this action by newspapers.

vistula2

The search organisers, Dr Hubert Kowalski, Dr Justyna Jasiewicz and Marcin Jamkowski with the emblem of Waza dynasty. Photo by Marzena Hmielewicz. 
http://www.polskieradio.pl/7/179/Artykul/1504487,Skarby-odzyskane-ze-szwedzkiego-potopu

When – in 2009 – young scientists of the Polish Science Academy took up a challenge of bottom research, nobody believed in their success. People though the treasures had been moved very far away or were covered by a thick layer of sand. However – using the special equipment – they managed to took out precious discovery. After renovation, treasures were deposited in Museum of Warsaw.

So, the treasures came back again to Warsaw after – 350 years of getting soaked in Vistula…

vistula3

A part of the “Swedish treasure” at Vistula bottom. Photo by PAP/Tomasz Gzel 
http://www.polskieradio.pl/7/129/Artykul/688320,Skarby-z-dna-krolowej-polskich-rzek

 

Varsaviana – Szwedzi wciąż w Warszawie

Anna Dobrzyńska

szwedi-kadr

Kadr z filmu „Szwedzi w Warszawie”, w reżyserii Włodzimierza Gołaszewskiego. 1991 r.

Jest rok – 1656 i Szwedzi zajmują Warszawę. Wyniszczenie finansowe miasta, grabieże, awantury, rozboje, gwałty – to od 11 miesięcy codzienność warszawiaków.

Oblężenie Warszawy 1656 rok

Wobec bezskutecznych negocjacji ze stroną szwedzką, król Jan Kazimierz zdecydował się na militarne zdobycie miasta i rozpoczęło się oblężenie.

A co się działo zanim do tego doszło?

Warto pamiętać, że walki między armią: szwedzko-branderburską i polsko-litewską rozgrywały się na rozległych terenach, które obecnie należą do Warszawy czyli na Pradze, Kamionku, Skaryszewie, Tarchominie, Żeraniu, Brudnie a także na Bemowie – ale w 17 wieku – to jeszcze nie była Warszawa.

Aby umożliwić komunikację między prawym a lewym brzegiem, z rozkazu króla zostały wybudowane mosty łodziowe, których wyloty znajdowały się w okolicach Solca oraz Cytadeli. Podczas przejścia wojsk koronnych doszło do starć ze szwajcarskimi rajtarami, mimo wszystko jednak straty nie były duże i żołnierze znaleźli się na lewym brzegu prężni i gotowi do walki. Król pozostał pod Warszawą i stamtąd dowodził zdobywaniem miasta.

szwedi-mury

Mury obronne. Fot. Anna Dobrzyńska

Wówczas po raz pierwszy w historii swą rolę odegrały mury obronne. Niestety to Polakom przypadło się z nimi zmierzyć. Niestety – ponieważ były bardzo masywne, podwójne, ceglane. Wstępu do miasta broniły trzy bramy oraz barbakan, który był twierdzą samą w sobie, w praktyce nie do zdobycia. Mury dodatkowo były wzmocnione przez Szwedów, rowami, palami oraz kobyliniami – czyli zaostrzonymi pniami z gałęźmi. Dodatkowo kościoły znajdujące się w pobliżu murów zostały przez okupanta umocnione i zamienione w twierdze – między innymi kościół Św. Jacka i kościół Św. Ducha. A budynki, których nie sfortyfikowano – spalono – w celu ułatwienia odparcia ataku. I tak wypaleniu uległy ulice: Freta, Mostowa, Długa, Senatorska, a także część Krakowskiego Przedmieścia i całe Nowe Miasto. Wyburzanie zabudowy – to znana taktyka obronna, która dzięki uzyskaniu otwartej przestrzeni umożliwia strzelanie do atakujących jak do przysłowiowych – kaczek, a Warszawa, poprzez zastosowanie tej taktyki jeszcze nie raz ucierpi.

Polacy zdobywali Warszawę w czterech podejściach i dopiero za ostatnim razem szturm był skuteczny, dzięki specjalnie sprowadzonym ciężkim działom oblężniczym.

Wojska koronne weszły do miasta, zdobywając Bramę Nowomiejską oraz Krakowską. Barbakanu – król Jan Kazimierz nawet nie próbował zdobywać, znając jego wspaniałą, obronną konstrukcję. Sprzymierzeńcem Polaków było wycieńczenie odciętych od świata Szwedów, a także zaraza rozprzestrzeniająca się w obrębie murów. Najcięższe walki miały miejsce od strony południowej czyli w okolicach kolumny Zygmunta.

Wobec zdobycia miasta, rezydujący na zamku Arvid Wittenberg – feldmarszałek szwedzki, dowodzący obroną Warszawy, nie miał innej możliwości jak – skapitulować. I tu walki powinny się były zakończyć – jednakże walczący ochotnicy ale także regularne wojsko polskie było tak nastawione na łupy wojenne, że dopiero królewski datek w wysokości 40 tysięcy złotych – powstrzymał wojaków od walk… ale nie wszystkich i nie od razu…

szwedi-zam-ujaz

Zamek Ujazdowski, fot. Anna Dobrzyńska

Niestety Polakom nie udało się tego zwycięstwa umocnić. 3 sierpnia król Karol Gustaw zajął Zamek Ujazdowski i miasto znów znalazło się w rękach szwedzkich. Dwukrotni zdobywcy Warszawy, właśnie w tym momencie rozpoczęli grabieże na masową skalę. Zmusili mieszczan do pomocy w pakowaniu łupów, grożąc konfiskatą majątku prywatnego. Z Zamku Królewskiego wywieziono między innymi dwieście obrazów, plafony z pięciu sal zamkowych, królewskie srebra i trzydzieści trzy arrasy.

Mimo iż ponownie zajęli Warszawę, Szwedzi czuli, że ich pozycja słabnie. Wojny bowiem toczyły się całym terenie Królestwa Polskiego. 1 września wycofali się z Warszawy. Nie zrobili tego jednak – „po angielsku”. Przeciwnie – do ostatniej chwili ładowali na barki liczne dzieła sztuki, księgi, zabytki, w tym jaspisowe kolumny z ogrodu królewskiego, malowidła Tomasza Dalabelli pokazujące koronację króla Zygmunta III i wiele innych. …Grabili tak dużo, w takim pośpiechu i z taką zachłannością, że przeciążone barki często …tonęły… Opuszczając Warszawę Szwedzi spalili to co jeszcze pozostało nie spalone na Krakowskim Przedmieściu, a także wysadzili Bramę Krakowską. Mieli jeszcze w planach całkowite wysadzenie murów obronnych i kolumny Zygmunta, ale na szczęście magistrat miasta wyprosił u Karola Gustawa, by tego nie robili i król Szwecji się ulitował.

Jaki był dalszy los Szwedów?

Musieli zostawić te kosztowności, które przygotowali do zabrania, zobowiązać się, że oddadzą, to co złupili i …powrócić do Szwecji.

Warszawa została jeszcze raz zajęta przez Szwedów podczas III i ostatniej wojny północnej. Na szczęście i tę okupację udało się pokonać.

I tak wyglądał burzliwy lecz na szczęście „mało-powtarzalny” – motyw „szwedzkiej okupacji Warszawy”.

szwedi-grob

Jedyny grób w Warszawie, który zachował się z czasu „Potopu”.
Inskrypcja głosi: „Bogurodzica…Pamięci poległych w bitwie w obronie Warszawy ze Szwedami rp. 1656, którzy tu spoczywają w Panu”. Grób znajduje się na przykościelnym cmentarzu, przy Konkatedrze Matki Boskiej Zwycięskiej w Warszawie. Fot. Anna Dobrzyńska

Szwedzi w Warszawie

Anna Dobrzyńska

szwedziwwarszawie

Budowa kolumny Zygmunta III Wazy

Co działo się w Warszawie po ustawieniu na Placu Zamkowym słynnej kolumny króla Zygmunta? Cztery lata później tron objął jego syn – Jan II Kazimierz, też król Szwecji. Urodził się na Wawelu, lecz w chwilę później ród królewski przeniósł się do Warszawy, a więc wychowywał się i dorastał na Zamku Królewskim. Już jako dorosły z pewnością obserwował z okien zamku postępującą budowę kolumny, na której szczycie usytuowany został pomnik jego taty. W Szwecji nigdy nie był, ale więzy rodzinne – jego dziadek był królem Szwecji – nadały mu w ten zaszczytny tytuł. A skoro był tytularnym królem Szwecji, to jego krewny, król Szwecji – Karol X Gustaw poczuł , że jego władza jest zagrożona, i postanowił podbić Królestwo Polskie.

…W bogatym tle historycznym mamy jeszcze najazd Moskwy na Polskę i całą resztę aspektów II wojny północnej ale – skupmy się na Warszawie i jej mieszkańcach.

szwedziwwarszawie (1)

Kadr z filmu „Potop” w reżyserii Jerzego Hoffmana

W lipcu 1655 roku rozpoczął się najazd kilkutysięcznej armii szwedzkiej. Warszawa nigdy wcześniej nie doświadczyła żadnej okupacji, była więc kompletnie nie przygotowana, ani militarnie ani mentalnie. Szwedzi po prostu – weszli – przez bramę miasta i zajęli zamek. Po drodze napotkali jedynie symboliczną obstawę zamku w ilości około 200 żołnierzy. Wobec takiej przewagi i faktu dokonanego władze poddały miasto i oficjalnie 8 września wręczyły królowi Karolowi Gustawowi klucze do miasta.

I wtedy Warszawa poznała po raz pierwszy smak okupacji, smak, który w swej historii wiele razy jeszcze będzie musiała poczuć.

Szwedzi od razu nałożyli na miasto ogromną kontrybucję, którą musieli płacić mieszkańcy Starego i Nowego Miasta, a także ci, którzy mieszkali na przedmieściach. Im kto bogatszy – tym więcej płacił. Łączna kwota, która miała zasilić szwedzki skarbiec to – 240 tysięcy zł. Była to kwota ośmiokrotnie przewyższająca roczny budżet miasta. A co miał zrobić ten, który pieniędzy nie posiadał? W tej sytuacji pomagało miasto i dawało pożyczkę z kasy miejskiej a mieszkaniec zobowiązywał się do oddania pieniędzy po zakończeniu wojny. To okazało się nierealne i magistrat do końca XVII wieku pożyczki anulował, narażając się na ogromne zubożenie a raczej – wyniszczenie.

Dodatkowych problemów dostarczał warszawiakom nakaz kwaterunku. Mieszkańcy musieli „gościć” żołnierzy w swych własnych domach, zapewniając im wikt i opierunek. Ci, w zamian, awanturowali się, rozrabiali, rabowali i gwałcili. Miasto próbowało zjednać sobie wyższych rangą oficerów, by trzymali swoich podwładnych w ryzach – kupując im drogie podarki, ale nie dawało to żadnego skutku, tylko narażało na kolejne straty finansowe.

szwedziwwarszawie (2)Trudne relacje polsko-szwedzkie na ulicach Warszawy

Ponadto rozpoczęły się grabieże na masową skalę. Szwecja nie była krajem tak rozwiniętym jak dziś, rabowano więc wszystko. Ogołocono z dzieł sztuki Zamek Królewski i inne rezydencje oraz kościoły. Wyrywano z murów marmurowe kominki, kolumny, schody, posadzki, drzwi a nawet ramy okienne wraz z szybami. Wywieziono niezwykle cenne zbiory bibliotek Zamku Królewskiego i Ujazdowskiego oraz akta z archiwum Metryki Koronnej. Stąd w Szwecji tyle poloników. Wszystko to pakowano na barki, szkuty i spławiano do Gdańska i dalej do Szwecji.

W takiej sytuacji nie trudno sobie wyobrazić, że spowodowało to odwet ze strony polskiej i konieczność zakończenia tej przedłużającej się skądinąd – „rodzinnej wizyty”.

Świąteczna Warszawa

Anna Dobrzyńska

warsz-swieta-1Tegoroczne świąteczne udekorowanie Łazienek Królewskich zachęca do spacerów po zmroku. Bo oto przechadzamy się między paniami w długich sukniach i „paltotach”, którym towarzyszą równie dostojni panowie, w surdutach i cylindrach. To wprowadziło mnie w klimat dawnej Warszawy i poczułam nastój świąt sprzed 150 laty.

Łazienki Królewskie, 2015 fot. Anna Dobrzyńska

A jaki on był? Jak spędzano w Warszawie ten wyjątkowy czas? Jakie prezenty kupowano dla bliskich? Na pewno nie smartfony i ipady. Zapraszam do małej podróży w czasie… 🙂

…Na Nowym Świecie – ruch i gwar… Ostatnie zakupy, prezenty, wybieranie przysmaków na wigilijny stół. Tuż naprzeciwko pomnika Kopernika w szwach pęka księgarnia – Samuela Orgelbranda. U tego, słynnego na całą Warszawę wydawcy, warszawiacy kupują poczytne powieści francuskie – A. Dumasa oraz dzieła polskich autorów – Kraszewskiego, Fredry, Słowackiego, Boguckiego, również wiele książek historycznych i przyrodniczych.

warsz-swieta-2

„Mężu! Ach, patrz, co za cudny szal w kraty!” Rys. Franciszka Kostrzewskiego z cyku „Szkice z życia warszawskiego”, „Tygodnik Ilustrowany” z 1 kwietnia 1865 roku.

Tuż obok – znajdują się delikatesy Skorupskiego, tu – mieszkańcy Warszawy – zaopatrują się w wino oraz wykwintne frykasy. Ci, którym nie udaje się kupić wybranego trunku czy przysmaku, pędzą szybko na Plac Zamkowy do Dobrycza lub na Miodową do Purwina. Panowie kłaniają się szarmancko napotkanym damom oraz zdejmują z głów bobrowe lub karakułowe czapki. A panie majestatycznie kroczą w sukniach z półłokciowym trenem, spływającym spod tiurniury, na który trzeba bardzo uważać by owej damie nie przydepnąć. Po delikatesy jeszcze można wstąpić do Gouta na Elektoralną – tam spotkamy z pewnością rosyjskich generałów, którzy ten sklep bardzo polubili.

…I wreszcie pierwsza gwiazdka, tak długo wyczekiwana…

Żona pod choinką znajduje parę wełnianych pończoch i prunelowe buciki. Porządna kobieta bowiem jedwabnych ani lakierków nie włoży. A dzieci – pozytywkę – grającą największe hity: walce – „Na falach Dunaju” i „O moja ty królowo”, bo dawny „Tyrol i jego syn’ – zszedł już z list przebojów.

Po wieczerzy w programie jest śpiewanie kolęd. Dzieci znają je dobrze, bo wiele razy ćwiczyły z ojcem. Gdyby, któreś zapomniało tekstu – wstyd!

Kościoły wydają wigilijne wieczerze dla najuboższych…

warsz-swieta-3

Kolęda dla ubogich rozdawana w pierwszy dzień Bożego Narodzenia u księży misjonarzy w Warszawie. Jan Feliks Piwarski, 1859 rok.

Nazajutrz, już od rana – wszystkie kościoły mocno zaludnione. A jak spędzić czas po Mszy Świętej? Dla dzieci atrakcją będzie wycieczka tramwajowa.

warsz-swieta-4„A co to za atrakcja?!” – dziś byśmy powiedzieli. Ale pierwsze konne tramwaje pojawiły się w Warszawie dokładnie 149 lat temu. A 15 lat później, na ulice miasta wyjechał, tzw. tramwaj belgijski, w kolorach szafirowo-żótych, więc dla Warszawy była to – nowość. Struktura linii tramwajowych nie była skomplikowana więc zamiast numerów na tramwajach widniały różnokolorowe tablice, które w nocy zastępowano latarniami.

Łazienki Królewskie, 2015
fot. Anna Dobrzyńska

I tak do Mokotowa dojechalibyśmy tramwajem – białym, do Placu 3 Krzyży – czerwonym, na Wolę – niebieskim. Były też tablice: niebiesko-żółte, zielono-żółte, różowe i żółte.

…Ojciec kupuje bilety… Dla rodziców – pierwszej klasy, za 7 kopiejek, a dla dzieci – drugiej – za 5 kopiejek. Pierwsza klasa jest zlokalizowana w tylnej części wagonu. Rodzice zasiadają na wyściełanych czerwonym pluszem krzesłach, druga klasa – nie jest tak wystawna. W powrotną drogę dzieci już nie siedzą – tylko stoją – za 3 kopiejki. Dlaczego nie jadą wszyscy razem? No cóż, budżet domowy nadwątlony świątecznymi zakupami a nie wypada by rodzice jechali drugą klasą albo co gorsza – mieli miejsca stojące.

warsz-swieta-5…W drugi dzień świąt – dzieci udają się na ulicę Freta do budynku zwanego zwyczajowo „klasztorem ojców Dominikanów”. Dlaczego „zwyczajowo”? Dlatego, że zakonnicy zostali wygnani z klasztoru w roku 1863,  po Powstaniu Styczniowym, a budynek stał się siedzibą sierocińca oraz szkołą i internatem dla jego absolwentów. W korytarzu czeka na dzieci już ustawiona scena i ławki, które najmłodsi w pośpiechu i hałasie zajmują…

Łazienki Królewskie, 2015
fot. Anna Dobrzyńska

Rozpoczynają się jasełka… Z wypiekami na twarzy dzieci śledzą pochód Trzech Króli w purpurze i złotych koronach, podążających, by złożyć hołd Boskiemu Dzieciątku. Adrenalina burzy się we krwi, gdy śmierć goni Heroda, a gdy ścina mu głowę, przerażenie mrozi widownie. Wrażenie pozostanie w pamięci na całe życie. Aktorami są sieroty, które przygotowały jasełka pod okiem sióstr zakonnych z Towarzystwa Dobroczynności. A owe towarzystwo ma swoją siedzibę w Pałacu Kazanowskich, na którym do dziś znajduje się napis – Res Sacra Miser – co znaczy: „biedny jest świętością”.

I tak mijają wyjątkowe trzy dni 19-wiecznej warszawskiej rodzinie…

…prunelowe buciki, ipady, pozytywka, MP3… zmieniają się przedmioty, wychodzą z mody, odchodzą do lamusa. To co najważniejsze, co najbardziej raduje lub czego najbardziej brakuje w ten szczególny czas to – miłość, której życzę wszystkim bardzo dużo z okazji Świąt Bożego Narodzenia.