Pierwszy dzień zimy

Mieczysław Węglewicz

Bóg opuścił Palestynę

Wczoraj przy torach w Małkini
szedł stary Bóg i Bogini
Zrobiło się zgromadzenie
a z tego cudu chryja
– że na torach
– i że zgorszenie
– sam Pan Bóg i Maryja
– dlaczego się trzymają?
– a dokąd idą?
– gdzie?
… że Syna razem mają-
wiadomo, każdy wie

– czy do nas uciekają
z Palestyny i w strachu
przed głodem
przed Herodem
dziś zwanym  Netanjachu?

Listopad

Ciężka mgła opadła na miasto
Spod mgły
wyciągano
ciała poetów, często w momencie ostatniego natchnienia

Pierwszy
dzień zimy

Od Koszalina do Tatr
scenariusz się powielał
Świat szronem rano zbladł
a potem śniegiem zbielał

Minister do Spraw
Zaskoczeń
spał długo, była niedziela
Nie wierzę własnym oczom!
i przekrwione przecierał
Starł dłonią zimny pot z czoła
myślami porażony
że zima dookoła
A zimowe opony??!!
Padły dostawy prądu
Zerwana pod śniegiem trakcja
Olejnik pyta się Rządu
– PIS? czy Konfederacja?
– Zaraz to ustalimy,
potem piaskiem i solą
Nie gadamy, rządzimy
Sprawy są pod kontrolą
Nasz Rząd wkrótce dokaże
rosnące poparcie i chęci
Pójdą nam w górę sondaże
wraz ze słupkami rtęci

Dusza i ciało, czyli jeszcze raz o cierpieniu zwierząt w filmach

Ewa Maria Slaska

Dusza i ciało

Mária (Alexandra Borbély) zaczyna pracę jako kontrolerka jakości w rzeźni w Budapeszcie. Jest młodą dziewczyną, obdarzoną genialną pamięcią, skrytą i bardzo zamkniętą w sobie. Z rosnącą fascynacją obserwuje ją Endre (Morcsányi Géza), dyrektor finansowy firmy.

Od chwili gdy Maria pojawia się w pracy, zaczynają się zakulisowe szepty. W czasie lunchu w sterylnej kantynie młoda kobieta siada samotnie. Podchodzi do swojej pracy poważnie, skrupulatnie przestrzegając przepisów. Jej świat składa się z liczb i danych, które wryły się w jej pamięć od dzieciństwa. Jej szef, trochę starszy od niej Endre, to również spokojny człowiek. Stopniowo zaczynają się poznawać. Odkrywają nie tylko braterstwo dusz, ale nawet to, że mają takie same sny, gdzie spotkają się pod postaciami łani i jelenia. Ostrożnie próbują sprawić, by się spełniły.

Wypełniona każdego dnia zwierzęcą posoką rzeźnia jest jednym z ostatnich miejsc, w których dwójka życiowych wrażliwców mogłaby nawiązać intymne relacje. A jednak właśnie w rzeźni, pośród rutynowego krojenia jeszcze niedawno żywych krów na kawałki jakościowego mięsa, Endre i Mária odnajdują w sobie bratnie dusze. On pełni funkcję kierowniczą i jest zdystansowanym wobec otaczającej rzeczywistości mężczyzną w średnim wieku z niedowładem ręki. Ona, znacznie od niego młodsza, chorobliwie nieśmiała i niepotrafiąca radzić sobie z zawiłościami świata zewnętrznego, rozpoczyna pracę w rzeźni jako kontrolerka jakości. Z początku łączy ich to, że każdej nocy śnią ten sam sen, w którym są jeleniem i łanią biegnącymi wolno po zaśnieżonym lesie. Z czasem odkrywają, że mogą ofiarować sobie o wiele więcej za dnia. Pytanie tylko czy będą w stanie przełożyć delikatną, powstałą na bazie efemerycznego marzenia więź na fizyczną relację w świecie, którym rządzi cielesność i seksualna gratyfikacja?

***

Tak jak w zeszłym tygodniu po obejrzeniu filmu Io, tak i dziś rozmyślam o tym, co nam ten film mówi o nas w kontekście problemu cierpienia zwierząt. Dzieje się w nowoczesnej przemysłowej ubojni, a romans dwojga bohaterów rozwija się na tle zabitych sztuk bydła. Z kolei katalizatorem ich romansu są zwierzęta wyśnione, potężne, wielkie i wolne, jeleń i łania w czystym zimowym krajobrazie. Oboje utożsamiają się z symbolicznymi zwierzętami ze snów, ale doprawdy niewiele sobie robią z tych zabitych ciał, które ich zewsząd otaczają. Techniczna śmierć tych zwierząt nie wpływa w najmniejszym stopniu na ich miłość. Mało tego, obcowanie ze śmiercią zwierząt jest wpisane w ich życie. Ani ona, ani on nie są w rzeźni przypadkowymi gośćmi. Znaleźli się tu w pełni świadomie jako absolwenci studiów, które kiedyś wybrali i miejsc pracy, które zaakceptowali. Nie mieli i nie mają oporów, śmierć, którą zarządzają, ich nie dotyka. Dotknęła ich i zraniła dopiero miłość.

Myślę, że tacy właśnie jesteśmy, utożsamiamy się z pięknymi zwierzętami na wolności, nie interesuje nas jednak, czy ich życie jest rzeczywiście takie piękne i wolne, tak jak nie obchodzi nas śmierć tych zwierząt, które zabijamy i zjadamy.

I jak zwykle myśl bez związku z tematem filmu. Zabawki. Pluszowe zwierzęta. Misie, małpki, lewki. Pingwiny. Był film o tańczącym pingwinie, który przekazał ludziom informację, że pingwiny nie mają co jeść. Czy to coś zmieniło? Czy teraz pingwiny już mają, co jeść? Nie wiem. Ale lepiej nie pokazujmy dzieciom takiego zdjęcia:

Minął rok. Wegańskie święta 2.

Pamiętacie wpis z zeszłego roku pt. Ta nieszczęsna ryba? Wtedy dopiero zaczynałam eksperymentować z kuchnią wegańską, mnóstwo rzeczy mi nie wychodziło, miało wstrętny kolor (ser wegański) lub obrzydliwą konsytencję (wegańska rolada świąteczna). Raz po raz łapałam się na myśli, że to rzeczywiście prawda – bycie wegetarianinem to sama przyjemność (wiem, praktykuję od 40 lat), a bycie weganem (weganinem?) to ciężki obowiązek. Uczeni w piśmie głoszą, że wegetarianizm to styl życia, a weganizm to drobiazgowo przestrzegana ideologia, połączona z informowaniem siebie nawzajem o koszmarach, jakie ludzie zadają zwierzętom. Ponadto, to z kolei moja prywatna obserwacja, weganin potrzebuje wsparcia ze strony przemysłu spożywczego, wegetarianin natomiast poradzi sobie niemal w każdej sytuacji konsumpcyjnej, bo umie omijać wszystko, czego nie je. Tylko raz zdarzyło mi się takie przyjęcie, gdzie do jedzenia było samo mięso, a do picia wódka, musiałam się więc zadowolić znalezionym w kuchni ugotowanym ziemniakiem i gorącą wodą. Ale w końcu tam był ten ziemniak i było ok.

Continue reading “Minął rok. Wegańskie święta 2.”

Wróćmy do problemu życia seksualnego kajakarzy

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Wróćmy do problemu życia seksualnego kajakarzy. Ustaliliśmy, że oni śpiewają do później nocy, bo czują się wolni od egzystencjalnego lęku związanego z postępem cywilizacyjnym. Pozostaje pytanie – a co z życiem seksualnym, czemu je zaniedbują. Tego ani chemicznie ani biologicznie nie da się wyjaśnić. Sięgnijmy zatem do Biblii.  Biblia nie interesuje mnie jako opowieść o tym, co się kiedyś wydarzyło,  interesuje mnie o tyle, o ile opowiada o nas. Nawet w historii o Adamie i Ewie widzę opowieść o nas współczesnych.

Odpowiedzi na wcześniej postawione pytanie będę szukał w DEKALOGU. Dziesiąte przykazanie mówi o pożądaniu żony bliźniego  i każdej rzeczy która jego jest, przy czym jedni na pierwszym  miejscu stawiają rzecz a inni żonę. Rozdzielają przy tym  to przykazanie  na dwie części, by posiadania żony nie stawiać na równi z posiadaniem rzeczy.  Mało tego, z samym  Dekalogiem jest problem. W Księdze wyjścia pod nr 32.15 można przeczytać: “A obróciwszy się Mojżesz zstąpił z góry, dwie tablice świadectwa mając w rękach swych, tablice pisane po obu stronach; i na tej, i na owej stronie były pisane.” No ładnie, to co?, Bogu żal było kamieni, że zapisał dziesięć przykazań po obu stronach?  A dalej jest jeszcze ciekawiej. Zbliżając się do obozu Izraelitów “Mojżesz porzucił z rąk swoich tablice i stukł je pod górą”. Dlaczego?
Co go tak rozgniewało? Coś mi się nie chce wierzyć, że “gdy się przybliżył do obozu, ujrzał cielca i tańce”. To go rozgniewało, rozumiem, ale przecież nie zaskoczyło aż tak, że w nerwach potłukł te tablice.
Coś mi się zdaje, że idąc z góry, zastanawiał się, czemu te tablice są zapisane po obu stronach, tak samo na tej i na owej stronie. Męczyło go to i w końcu nie wytrzymał, cisnął nimi o ziemię, aż się potłukły, a winę zwalił na Izraelitów. Potem sam wykuł  nowe tablice, zapisane tylko z jednej strony. Jednak, czyżby coś pominął? By to zbadać, przygotowałem dwa sklejkowe modele tablic. Jedne zapisałem  po obu stronach, tak jak w pierwowzorze, danym od Boga, a drugie zapisane zostały tylko po jednej stronie, tak jak u Mojżesza. Tak się złożyło, że jedną sklejkę miałem mniejszą, a to się aż prosiło, bym podczepił ją pod tę większą,  no i wyszło coś takiego.

U góry jest odpowiednik tablic,  zapisanych z dwóch stron ręką Boga, a na dole odpowiednik tych, które Mojżesz sam wykonał, zapisany z jednej strony. Przyglądając się tej instalacji z dwóch stron, postawiłem sobie pytanie: Czy dziesięć przykazań to na pewno to samo co DEKALOG?

Refleksja przedświąteczna.

Motywem świąt Bożego Narodzenie  jest baśniowa wręcz opowieść o narodzinach w stajence, o klękających bydlętach, przygrywających  pastuszkach, hołdzie trzech króli i gwieździe Betlejemskiej.  Ale zanim do tego doszło, trzeba sobie uświadomić, że jest to opowieść o bezdusznych urzędnikach, którzy skazują ciężarną kobietę na wędrówki, by zaspokoić ich urzędnicze fanaberie. Opowieść o właścicielach zajazdów, którzy na widok kobiety w ostatnich chwilach ciąży, mówią, że nie ma miejsca, by nie robić sobie kłopotu z porodem. W końcu o władcy, tak bardzo bojącym się utraty władzy, że gotowy jest na każdą zbrodnię. Czyli jest to opowieść o nas. Wiemy, że wszystko się dobrze skończyło, ale nie musiało. Nie zamierzam psuć świątecznego nastroju, chcę go tylko trochę ostudzić, przytłoczony jarmarkiem bożonarodzeniowym.

Co się stało z naszym życiem?

Czyli grudzień w mieście

Ewa Maria Slaska

Opowiem Wam o jednym dniu w Berlinie, 8 grudnia 2025 roku.

Wychodzę rano z domu, jak to w Berlinie, z torbami śmieci. Nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale jak się mieszka na 4 piętrze bez windy, to zawsze wychodzi się ze śmieciami, nawet na przyjęcie do króla. Mieliśmy zawsze śmietniki na podwórku pod ogromnymi świerkami. Patrzyłam z góry na gęsty las. Najpierw kilka lat temu wycięto połowę świerków. W tym roku usunięto śmietniki z podwórka. Widać smutne kawałki ziemi, spłachetki trawy, połamane krawężniki, walają się śmieci, mimo że śmietników już tu nie ma. Przed rokiem w liście do mieszkańców administracja obiecywała “inne wykorzystanie” podwórka. No to mamy, jest inaczej niż było.

Continue reading “Co się stało z naszym życiem?”

Wystawa “Pojednanie” / Ausstellung “Versöhnung”

im Roten Rathaus / w Czerwonym Ratuszu (Berlin)

Adam Pacześniak

Das heutige Europa wurde nach dem Zweiten Weltkrieg auf Versöhnung aufgebaut. Ehemalige Feinde verwirklichten ihren Traum von einer Gemeinschaft auf Augenhöhe.

Ein Beispiel dafür ist die Wanderausstellung „Versöhnung für Europa“, die bereits in verschiedenen europäischen Städten gezeigt wurde. Nach Stationen in Rom, Warschau und Görlitz ist die Ausstellung nun vom 1. Dezember 2025 bis zum 15. Januar 2026 im Roten Rathaus in Berlin zu sehen.

Continue reading “Wystawa “Pojednanie” / Ausstellung “Versöhnung””

In der Antwort an den Beitrag…

Koty, irysy, królowa Luiza

Christine Ziegler

Liebe Ewa,


zwei Katzen im Hof, mitten zwischen Natur der vierten Kategorie. Hat Johanna mal unsere beiden Nachbarkatzen Konfuzius und Lao Tse dokumentiert, als sie ausnahmsweise mal gemeinsam zuhause waren.


Katze_streetart wohnt, wenn ich mich recht erinnere, im Graefe-Kiez.


Die Schneekatze ist bei einer Stadtwanderung in der Jungfernheide entdeckt worden.

Das letzte Bild ist in der Columbiahalle entstanden, als die Band Katzenjammer dort aufgetreten ist.

Wo ich die Iris mal gefunden habe, das weiß ich nicht mehr.

Alles das für dein Vergnügen😉

Liebe Grüße

Christine

Zapiski z Lichtfelde, gdzie Licht powinno być rozumiane jako śnieg, a Felde jako popękany asfalt.

Matylda Wikland

So sind es also zwei Kräfte gewesen, die aus unserer Stadt das gemacht haben, was sie jetzt ist: die Fürsorge des Staates und der Fleiß und Einsicht der Bürger schaft, eine glückliche Vereinigung, die auch für die Zukunft die besten Hoffnungen erweckt.

Dr Erich Schmidt Historische Einleitung, Industrie und Gewerbe in Bromberg (1907)

Continue reading “Zapiski z Lichtfelde, gdzie Licht powinno być rozumiane jako śnieg, a Felde jako popękany asfalt.”

Raz dwa trzy Sergiusz Michalski. Trzy.

Sergiusz Michalski

In defence of the BBC: A personal recollection

The BBC is now going through a very difficult period. Its many enemies, spearheaded by Trump, are in a jubilant mood, its support in the political class and among the public is steadily eroding. Nonetheless I shall attempt a plaidoyer for dear old auntie Beeb, a plea based on a personal recollection of a somewhat misguided political venture undertaken by me more than fourty years ago in Warsaw.

Continue reading “Raz dwa trzy Sergiusz Michalski. Trzy.”