Kintsugi – dwa teksty

Kasia Krenz

Kiedy ją kupowałam w sklepiku ze starociami, porcelanowa patera była stara, ale cała. Nim doniosłam ją do domu, uszko plastikowej torby urwało się ni stąd ni zowąd, torba spadła na chodnik i patera się nadtłukła. Do domu doniosłam potłuczony antyk w porwanej torbie. Nie byłam szczęśliwa, nie znoszę tłuc i niszczyć, nie lubię nadtłuczonych filiżanek i talerzy i zwykle je wyrzucam, żeby o nich szybko zapomnieć. Patera z nadtłuczonym brzegiem stała się smutnym wspomnieniem tamtej chwili satysfakcji, kiedy wypatrzyłam ją pośród wielu innych przedmiotów.

Foto: Kasia

Takie nie-lubienie zniszczonych przedmiotów to, naturalnie, zadawniona trauma, w tym kraju (TYM Kraju), w pełni uzasadniona, niemały w tym udział miały przemarsze wojsk wszelakich formacji i narodowości: tureckich, szwedzkich, napoleońskich, rosyjskich, pruskich, austriackich, niemieckich, sowieckich (lista jest nieskończenie długa) – wszyscy wiemy, po takich przejściach z rodzinnych serwisów, misek i salaterek niewiele pozostawało. Podobnie „na pierwszy ogień” szły witraże. I drewniane rzeźby.

A więc patera. Obłupaną, ustawiałam tak, żeby nie było widać, czego jej brak. Owoce układane w piramidy też pomagały. Nie pamiętam, jak to się stało, że pewnego dnia w polu mojej wiedzy o świecie, czytaj: o naszym życiu w perspektywie Europy, pojawiła się perspektywa Japonii. Kintsugi! Kintsugi czyli starodawna sztuka naprawiania ceramiki: 金継ぎ (“złote złączenie”), znane także jako kintsukuroi 金繕い (“naprawiać złotem”).

Foto: Kasia

Podobno… Początki stosowania kintsugi sięgają XV wieku, kiedy to siogun Yoshimasa Ashikaga stłukł swoją ulubioną chińską miseczkę do herbaty. Gdy miseczka wróciła z naprawy w Chinach nie był zadowolony: skręcona metalowymi obejmami, zatraciła elegancję linii, lekkość formy. Wtedy pojawił się pomysł, by zamiast metalowych obejm, zastosować żywicę, a linię sklejenia zaznaczyć szlachetnym metalem: srebrem, złotem platyną. Metoda wzbudziła taki zachwyt, że byli tacy, którzy celowo rozbijali cenne sztuki ceramiki, aby można je było naprawić złotymi szwami kintsugi.

Kintsugi jako Sztuka Sklejania Życia. Japońska filozofia wabi-sabi uczy nas zachwytu nad tym, co kruche, codzienne i niedoskonałe, ceni ślady wynikające z użytkowania przedmiotu. Trwałe, wieczne i doskonałe jest tylko wtedy, gdy ustawimy przedmiot w muzealnej gablotce. A nasza codzienność jest właśnie taka: ruchliwa, łamliwa i przez to niedoskonała. Ale jest. I jest naszym życiem. Ślady napraw i sklejania stają się podporą naszej pamięci. Ilekroć układałam owoce na mojej paterze, myślałam o tamtym dniu, kiedy ją kupiłam. A teraz ją skleję i ślad sklejenia podkreślę złotą farbką. Ku pamięci. A ponieważ, w zgodzie z myślą o „przemijaniu postaci tego świata”, tak naprawionemu przedmiotowi tradycyjnie przypisuje się większą wartość artystyczną, niż posiadał on przed zniszczeniem, moja naprawiona patera nabierze nowego znaczenia. I nowej treści.

Za co dziękuję mojej Siostrze.

A jak już skleję paterę, wtedy zajmę się Sashiko (刺し子, lit., “little stabs” „małe ściegi”) – sztuką cerowania.

Materia naszego życia. Krucha – jak ludzkie życie.

Ewa Maria Slaska

Materia naszego życia, napisała moja Siostra. Krucha – jak ludzkie życie.

Krucha, łamliwa, delikatna, ale jak ją skleimy złotem, staje się mocna, może stawić czoło wichrom historii.

Gdy moja Siostra powiedziała, że marzy o Kintsugi, uświadomiłam sobie, że właśnie niedawno widziałam takie złote sklejenie, takie, które nie udaje, że nie ma rany, tylko przeciwnie – właśnie ją podkreśla. Zdjęcie zrobił Konrad, pewnego grudniowego wieczora w Berlinie. Poprzedniego dnia miasto przypomniało rocznicę ataku terrorystycznego, jednego z tych, jakie przed kilku laty wstrząsały Europą. Paryż, Marsylia, Kopenhaga, Londyn, Berlin, Sztokholm, Bruksela, Nicea.

Foto: Konrad

Pamięć o tragedii, która się tu wydarzyła przed czterema laty, 19 grudnia 2016 roku, została sklejona złotym metalem.

Był to największy atak terrorystyczny w Niemczech. Anis Amri, 24-letni Tunezyjczyk, członek organizacji bojowej ISIS (Państwo Islamskie) wzorował się najprawdopodobniej na ataku w Nicei pięć miesięcy wcześniej.

Amri porwał na parkingu 40-tonową ciężarówką Scania (był to tzw. ciągnik siodłowy z naczepą) na polskich numerach rejestracyjnych, zabił kierowcę i wjechał na teren Jarmarku Bożonarodzeniowego w centrum Berlina, na Breitscheidtplatz, tuż koło słynnego Kościoła Pamięci. Ciężarówka staranowała tłum ludzi i stoiska. W ataku zginęło 11 osób oraz ów Polak, Łukasz Urban, kierowca ciężarówki. 67 osób było rannych. W doniesieniach prasowych dziennikarze pisali, że ofiar byłoby znacznie więcej, gdyby nie bohaterska postawa Polaka, który próbował powstrzymać terrorystę i spowodował, że nie udało mu się wjechać w głąb jarmarku.

Amri przyjechał do Niemiec w lutym tego roku i zarejestrował się w Berlinie jako uchodźca. Generalnie w Niemczech uważa się, że jego zamach w Berlinie zakończył zainicjowaną przez kanclerz Merkel rok wcześniej przychylną uchodźcom politykę “Damy radę”.

Foto: Konrad

Konkurs na upamiętnienie ofiar ataku ogłosiły władze Berlina w rok po zamachu. Wygrał projekt berlińskiego Biura Architektonicznego Merz / Merz, pilotowany przez dyrektora artystycznego biura, Pabla von Frankenberg. Na pomnik składa się 12 fragmentów białych stopni wmontowanych w szare schody wiodące z ulicy do Kościoła Pamięci. Prostą czcionką na każdym stopniu zapisano nazwiska ofiar w porządku alfabetycznym, a obok kraj ich pochodzenia. Jarmark Bożonarodzeniowy na placu koło Kościoła Pojednania to miejsce masowo odwiedzane przez turystów z całego świata, wśród ofiar było więc wielu cudzoziemców. W poprzek stopni i na skos przez plac wiedzie szczelina o długości 14 metrów, połączona zaprawą, pokryta złocistym metalem – stopem metali szlachetnych i półszlachetnych, w tym złota. Zamach zadał nam jako społeczeństwu symboliczną ranę, mówi von Frankenberg, ranę która musi się zagoić. Zaproponowałem tu starą japońską technikę Kintsugi, która pozwala leczyć rany, ale nie próbuje ich ukryć, jest zatem stałym przypomnieniem. Złoto użyte do “gojenia” ran przeszłości jest metalem, który nie koroduje, przez co od tysięcy lat jest w wielu kulturach i religiach na świecie uważane za nosiciela magicznej mocy.

Foto: Biuro Architektoniczne Merz / Merz

May the force be with us.

6 thoughts on “Kintsugi – dwa teksty”

  1. Swietny, bardzo, bardzo interesujacy wpis.
    Przypomnialo mi sie nagle, jak to co roku, w Boze Narodzenie, przezywam totalnie skrajne, prawie bolesne uczucie do tego czym jest naprawa, danie nowego zycia przedmiotom.
    Chodzi mi o nasza coraz wieksza, wielopokoleniowa, bezmyslna powierzchownosc zachowan.
    Prezenty najczesciej pakowane sa w przepiekne, czesto z wzorami, ilustracjami, papiery swiateczne, przystrojone w kunsztownie zawiazane wstazeczki, kokardeczki, blyskoteczki.
    Jesli ktos daje sobie cos zapakowac w sklepie, to robia to ekspedienki, specjalnie wyuczone estetycznej sztuki pakowania prezentow.
    Jesli robimy to sami, wkladamy cale serce w to, by udalo nam sie mozliwie jak najpiekniej to wykonac.
    A po co to wszystko, ten caly zachod?
    Po to, by obdarowany zniszczyl cala ta zewnetrznosc, dostajac sie wlasnie do prezentu.
    Jedni staraja sie mozolnie rozwiazac kokardki, porozlepiac papierki, by niczego nie zniszczyc, inni rozrywaja blyskawicznie opakowanie (nie tylko dzieci) nawet sie jemu nie przygladajac,
    by dojsc do sedna rzeczy, czyli prezentu.
    Za kazdym razem, gdy mi przyjdzie cos takiego zrobic, czuje bolesnie ten absurd psucia czegos nowego, ale bedacego tylko srodkiem do celu.
    To jest dla mnie czyms absolutnie nienormalnym, bowiem czasem te opakowania sa juz prezentem dla oka,
    a czasem tez JEDYNYM, gdy dostanie sie juz do srodka😪.
    By tego nikomu nie robic, sama wkladam zawartosc upominkow, w kolorowe, gotowe juz do tego celu torebki, torebeczki.
    Niestety czesto, sama bedac obdarowana, musze cos najpierw swiadomie ZEPSUC!…
    Poza Bozym Narodzeniem naleza tu oczybwiscie jeszcze imieniny, urodziny, itp.
    Wiem, ze ta moja refleksja
    o koniecznym, swiadomym psuciu czegos nowego, dobrego, kompletnego (nie znam drugiego podobnego zjawiska, poza wandalizmem) jest banalnoscia w aspekcie wspanialej sztuki japonskiej, ktora odradza drogocennosc przedmiotow, lub jest autoterapia, by zreparowac uszczerbki naszego zycia.
    Ale przyszlo mi wlasnie TO do glowy, na zasadzie takiej paradoksalnej odwrotnosci.
    T.Ru

  2. Żyjemy w świecie “zużyj, wykorzystaj, wyrzuć – jutro kupisz nowe”. A to przecież najwyższa pora, byśmy wrócili do dawnego modelu (albo wypracowali nowy odruch) – “nie wyrzucaj, użyj ponownie, a jak zepsujesz, to napraw!” Jednak nie cała wina leży po naszej konsumenckiej stronie. Bez podobnego myślenia po stronie producenta, zginiemy pod hałdami plastikowych śmieci i kolorowych papierów świątecznych, które drą się przy najlżejszym dotknięciu, zanim zdołamy w końcu ten nasz prezent jako-tako opakować, nie tracąc przy tym cierpliwości. My od lat korzystamy z najprostszego (i najtańszego) papieru pakowego, który sami potem ozdabiamy. I często używamy ponownie.

  3. Tak moje kochane, naprawiać, nie wyrzucać, oddawać, pożyczać, robić samemu, obyć się – tyle przykazań nowoczesnego życia w skromności drobnej pracy i drobnych skromnych działań lub niedziałań.
    Kiedyś już miałam taki wpis na blogu: https://ewamaria.blog/2015/08/03/strumpfe-stopfen/
    Był po niemiecku, ale odsyłał do tekstu z innego bloga, który był po polsku. Oba dotyczyły cerowania skarpetek w oparciu o cytat z krymiału Henry’ego Mankella. Komisarz Wallander mówi do córki, że póki cerowaliśmy skarpetki, życie miało jakąś wartość. Nie tylko przedmioty, ale życie. Teraz tekst po polsku zniknął wraz z milionami innych blogów, które kilka lat temu Gazeta Wyborcza wyrzuciła na wirtualny śmietnik. To bardzo znaczące, nie sądzicie?
    Postaram się znaleźć ten cytat po polsku, a jak nie to przetłumaczę.

  4. A wiec, zwyczajny papier pakunkowy do prezentow, tak uzyty, by zapakowanie latwo otworzyc i powtornie uzyc,
    no i….cerowanie starpet…
    Pozdrawiam obie Panie…😍😍😍
    T.Ru

    1. kiedys modne bylo dzierganie, albo haftowanie,
      cerowanie bylo koniecznoscia,
      czesto mozolna i trudna ( w samych skarpetach to mozna chodzic, ale w kaliforni)

Leave a Reply to tibor Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.