Z wolnej stopy 30

Zbigniew Milewicz

Wirtuozi słowa

Na drugi dzień po publikacji o Dudku zadzwonił telefon. Display wyświetlił imię znajomego, który lubił komentować moje wpisy, więc zażartowałem:

– Lubartów czydzieściczy, słucham?
– Stary, powiedz mi prawdę, ty jesteś… no wiesz, nie gniewaj się, że pytam, ale znamy się już tyle lat… ty masz korzenie żydowskie?
– A jak ci powiem, to co ja z tego będę miał?
– Osobiście nic przeciwko nim nie mam, ale najpierw piszesz o Gatesie, później o tym poecie Mordechaju, w Kalinie Jędrusik się kochałeś, teraz pokazujesz żydowskie szmoncesy, to daje do myślenia…

Ostatecznie niczego się nie dowiedział, ale pomyślałem sobie, że rozwinę ten temat żydowskich skeczy, bo jest ciekawy. „Szmonces tak bardzo kojarzy się z przedwojennym polskim kabaretem, że wydaje się, że jest naszym rodzimym wynalazkiem – pisze Przemysław Mrówka*. – W istocie jest pochodną dziecka Fritza Grünbauma, który podczas Wielkiej Wojny na scenach Wiednia wykonywał skecze swego pomysłu, w których opowiadał o perypetiach miejscowego Żyda. Na widowni, ale i za kulisami, przesiadywał wtedy Józef Urstein, polski aktor i komik, uczący się tego specyficznego rodzaju humoru, by po wojnie (po tej pierwszej – przyp. Z.M.) przenieść go na polskie sceny. Choć sam wynalazek nie jest więc polski, w II Rzeczypospolitej „chwycił” niemal od razu, szybko przerastając swego twórcę. Rozmowy telefoniczne (a właściwie monologi, bowiem wykonawca nigdy nie przekazywał kwestii swej rozmówczyni) granego przez Ursteina Pikusia ze swą narzeczoną, Micią Titipulką, rychło stały się jednym z najjaśniejszych punktów polskiej sceny kabaretowej, za nim zaś poszły inne, z legendarnym Qui pro Quo włącznie. Na początku teksty szmoncesów pisali głównie Urstein i Andrzej Włast (w wypadku drugiego były to nie monologi, lecz piosenki kabaretowe), potem również Kazimierz Krukowski z wykreowaną przez siebie postacią Lopka. Z czasem jednak do twórców szmoncesów dołączyli również pisarze tacy, jak Julian Tuwim, Antoni Słonimski czy Marian Hemar, szlifujący formę szmoncesu do znanej dzisiaj”.

Szmonces idealnie pasował do kabaretu, którego najważniejszą rolą było i jest ukazywanie rzeczywistości – przerysowanej i w krzywym zwierciadle, ale dzięki temu wiernie i wyraźnie. Postacie, dialogi i kwestie muszą być takie, by widz potrafił się z nimi utożsamić i je rozumiał, a szmonces właśnie taki był.

„Wykreował on postacie przegranych marzycieli, przedsiębiorczych cwaniaków, bankrutów ale i błyskawicznie bogacących się przedsiębiorców, zasymilowanych (lub wręcz przeciwnie) Żydów, a także stanowiących ich odpowiednie przeciwieństwa gojów – czytamy dalej. – Przedstawiane sceny były satyrą na życie, które te postacie wiodły, mógł to być więc zarówno światowy kryzys gospodarczy, jak i rozmowa z nierozgarniętą narzeczoną albo pukające do drzwi widmo bankructwa firmy. Cechy te jednak nic by nie dały, gdyby nie wiarygodny język. Dzisiaj kojarzy się on głównie ze swą zwulgaryzowaną wersją opartą na „żydłaczeniu”, jednak u swej podstawy język szmoncesu był skondensowanym odzwierciedleniem języka miejskiej ulicy, amalgamatem polszczyzny i jidysz, gęsto przetykanym rusycyzmami i germanizmami. Dopiero w swej późnej wersji, gdy popyt na szmonces zaczął dalece przekraczać podaż, pojawiła się jego zbarbaryzowana odmiana, tworzona przez coraz mniejszego formatu artystów, którzy skoncentrowali się na jego czysto żydowskim aspekcie, nierzadko dając swym skeczom i piosenkom antysemickie zabarwienie“.

W swoim klasycznym wydaniu ta forma sztuki kabaretowej oddawała jednak charakterystyczne brzmienia żydowskiej kultury i filozofii życia, tworząc postacie łatwo zapadające w pamięć widza. A że kreowała je inteligencja II RP, mająca często właśnie semickie korzenie, więc polskie i żydowskie elementy wzajemnie się przenikały w kabarecie i stanowiły o jego specyfice. Kres gatunkowi położyła dopiero wojna i nowy ład, który nastąpił bezpośrednio po niej, gdy nie tylko nie było już komu tworzyć nowych szmoncesów, ale i zmienił się język ulicy, jej problemy i postacie. Udane ożywienie tego gatunku przez kabaret Dudek należy więc przyjąć jako wskrzeszenie, bo nie tworzono już nowych skeczy, ani piosenek, byłoby to bowiem sztuczne. Szmoncesy, sądząc chociażby po ilości ich odsłon na you tube, to gatunek nadal popularny, co pozostaje zdaniem cytowanego autora wyrazem tęsknoty zarówno za Przedwojniem, jak i humorem inteligentnym, bazującym nie tylko na trafnej obserwacji rzeczywistości i umiejętnej krytyce tejże, ale i słownej wirtuozerii i zabawie niuansami kulturowymi czy historycznymi.


* Teologia polityczna co tydzień, 17.04.2018, Jak śmiać się w jidysz.

5 thoughts on “Z wolnej stopy 30”

  1. Nie wiem dlaczego ale bardzo lubię zydowskie żarty kawaly i tego pana Icka a pierwszy raz usłyszalam juz jako dziewczynka od mojej mamusi “Zyd roxzdawał śledzie za darmo Wszyscy sie dziwili ale ustawiali sie w kolejke W tej miejscowoscvi brakowało wody i była ona towarem luksusowym Zyd za kilka godzin zacząl sprzedawc wode w butelkach za godziwe sumki. Zawsze mowiło sie,ze sa to ludzie, którzy zawsze sobie poradzą, sa pracowici i zawsze maja pieniądze.JAK JEST NAPRAWDĘ?

  2. Pani Lucy, czyli sledzie byly dodawane za darmo do drogiej wody, ktorej kazdy potrzebowal? Dobrze zrozumialam?
    Ale super bisnesik….🤣🤣🤣
    T.Ru

Leave a Reply to tibor Cancel reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.