Stuart 20

Joanna Trümner

I can understand how the edges are rough
And they cut you like the tiny slivers of glass
And you feel too much
And you don’t know how long you’re gonna last (…)

But, I won’t let you make the great escape
I’m never gonna watch you checkin out of this place
I’m not gonna lose you
Cause the passion and pain
Are gonna keep you alive someday

Potrafię zrozumieć, jak to boli
Ten ból kaleczy cię jak małe kawałki szkła
I czujesz zbyt wiele
I nie wiesz, jak długo będziesz potrafił to znieść (…)

Ale ja nie pozwolę Ci na wielką ucieczkę
Nie będę biernie patrzył jak opuszczasz to miejsce
Nie stracę Cię
Bo te uczucia i ból pozwolą Ci wrócić znowu kiedyś do życia

Pink, The great escape

Ian

Od wielu tygodni Stuart bezskutecznie próbował skontaktować się z Ianem, czuł, że z przyjacielem dzieje się coś niedobrego i że nie może pozbierać się po nagłej i niespodziewanej śmierci synka. Codziennie dzwonił do Iana i kilkakrotnie przyszedł do jego mieszkania. W końcu po wielu nieudanych próbach nawiązania kontaktu udało mu się zastać w mieszkaniu żonę Iana – Ritę. Od niej Stuart dowiedział się, jak bardzo sprawdziły się jego złe przeczucia – Ian popadł w depresję, rzucił pracę u teścia, zaczął brać jakieś mocne narkotyki, a w domu pojawiał się tylko parę razy w tygodniu, przeważnie w środku nocy, tak odurzony i nieobecny, że rozmowa z nim była niemożliwa. Ze wspólnego małżeńskiego konta znikało coraz więcej pieniędzy, co sprawiło, że zaalarmowany teść zablokował zięciowi dostęp do pieniędzy. Rita powiedziała mu, że jej ojciec miał nadzieję, iż pozbawiony środków Ian w końcu zmuszony będzie do rozmowy na temat dalszej przyszłości swojego małżeństwa i być może zgodzi się na terapię. „Jakie to szczęście, że ja, kiedy zostałam z tym wszystkim zupełnie sama, miałam koło siebie rodziców, bardzo mi pomagają, inaczej pewnie i ja bym się kompletnie załamała” – powiedziała Rita. W tym momencie Stuart zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo samotny i zagubiony czuje się jego przyjaciel. Następne dni minęły na intensywnym poszukiwaniu Iana. Stuart odwiedzał ich wspólnych znajomych, jednak nikt nie wiedział, gdzie może podziewać się Ian. Po wielu rozmowach i spotkaniach Stuartowi w końcu udało się znaleźć przyjaciela na zapleczu kiosku Changa.

Z trudnością go rozpoznał, przez kilka tygodni Ian schudł, sprawiał też wrażenie o wiele starszego, na jego bujnej czuprynie pojawiły się pasma siwych włosów, wzrok miał zamglony i nieobecny. To narkotyki, pomyślał Stuart.

„Co ty wyrabiasz?”, zapytał, patrząc przyjacielowi prosto w oczy. „Próbuję się zaćpać na śmierć”, odpowiedział Ian. „Nie chce mi się żyć, nie mam dla kogo. Ale jak widzisz jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby raz na zawsze z tym skończyć, skoczyć z jakiegoś mostu albo podciąć sobie żyły. Niedługo nie będę miał pieniędzy na dalsze ćpanie, może mi to ułatwi decyzję. Przed kilkoma dniami mój ukochany teść poinformował mnie, że nie zainwestuje już we mnie ani grosza więcej. To, co dzięki niemu zarobiłem przez ostatnie lata, to pieniądze wyrzucone w błoto, przez moje zachowanie przysporzyłem jego rodzinie tyle nieprzyjemności i kłopotów, że powinienem zachować się jak mężczyzna i albo skończyć z tym swoim bezsensownym i nikomu niepotrzebnym życiem, albo jak najszybciej się pozbierać i postarać o nowe dziecko. Jesteśmy przecież jeszcze młodzi, świat się jak to nazwał „na jednej porażce” nie kończy. Tylko, że ja już od dawna wiem, że nie chcę dłużej ciągnąć tego małżeństwa, jedyne, co nas łączyło to Leo, dla niego zostałbym z Ritą i starałbym się dalej być dobrym mężem i ojcem. Każde dziecko potrzebuje przecież i matki i ojca. I może z czasem przyszłaby miłość albo przywiązanie i bliskość. Wszystko to, czego między nami nigdy nie było. Ona nigdy dla mnie nic nie znaczyła, była po prostu kobietą, z którą dobrze mi było w łóżku. A poza tym było mi z nią wygodnie – ja byłem dla niej wielkim autorytetem, no wiesz, ten oczytany, elokwentny, przystojny Ian, z dobrymi manierami i ujmującym brytyjskim akcentem – byłem dla niej guru, alfą i omegą. Ale ja już dłużej nie chcę ani tego jej podziwu, ani pieniędzy i upokorzeń tatusia, mam dosyć całej tej porąbanej rodziny”, Ian mówił o swoich teściach z taką nienawiścią i złością, że Stuarowi przeszła przez głowę myśl że chyba tylko ta nienawiść trzyma go przy życiu. Równocześnie z niesmakiem pomyślał: „Jak on mógł przez ponad trzy lata być z kobietą, która dla niego nic nie znaczyła? Codziennie kłaść się z nią do łóżka, spędzać razem czas, wyjeżdżać na wakacje, snuć plany, zdecydować się na ślub i wspólne dziecko?” Popatrzył wnikliwie na Iana, ale widząc jego zagubienie, zdał sobie równocześnie sprawę z tego, że nie był to odpowiedni moment do moralnego oceniania małżeństwa przyjaciela, nie kopie się leżącego. Ian potrzebował go teraz wyłącznie jako znanego od lat człowieka, któremu jego los nie jest obojętny i który zrobi wszystko, żeby go uratować przed smutkiem i beznadzieją, przywrócić chęć do dalszego życia. Stuart długo szukał w głowie odpowiednich słów. Z bezradnością i przeświadczeniem, że nie ma pocieszenia, adekwatnego do tragedii, która dotknęła Iana i jego rodzinę. Jaki sens miała śmierć kilkumiesięcznego dziecka? Może tylko taki, że zaczyna się bardziej cenić ludzi, którzy nas nie opuścili, ludzi, którzy do tej pory nam towarzyszyli w życiu? Ale każde uczucie, nawet najciemniejsza rozpacz, ma swój początek i koniec, i nawet ta straszna rozpacz miała minąć.

„Nawet nie wiesz, jak bardzo mi ciebie brakowało. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek inny mógł zostać świadkiem na moim ślubie, jesteś moim najstarszym przyjacielem”, zwrócił się do Iana, zaskoczony własnymi słowami, słowami, które wyszły z jego ust jeszcze, zanim nabrały w głowie właściwego kształtu. Nieraz myślał o tym, że Meg jest kobietą, z którą chciałby spędzić resztę życia, że powinien jej się oświadczyć, ale do tej pory zawsze odsuwał tę myśl na jakieś jutro, na później. Trochę przerażała go nieodwołalność takiej decyzji, trochę bał się tego, że małżeństwo oznaczać będzie dla niego całkowitą rezygnację z muzyki i marzeń o życiu koncertującego na całym świecie muzyka.

Wracając ze spotkania z Ianem układał sobie w głowie scenariusz oficjalnych oświadczyn. Jutro kupi kwiaty i pierścionek, poprosi Iana o pomoc, on już to robił, będzie wiedział, na co trzeba uważać. Znowu brakowało mu słów, nie chciał, żeby były zbyt patetyczne i sztuczne, mało było słów, które nie brzmiałyby w jego uszach jak niewiele znaczący banał i oczywistość. „Muszę jak najszybciej przygotować odpowiednią mowę”, pomyślał zbliżając się do domu i patrząc w ciemne okna mieszkania.

Meg

Od kilku nocy miała bardzo niespokojne sny i codziennie przy śniadaniu zastanawiała się, czy nie zwiastują kłopotów z matką. Dzwoniła do niej kilkakrotnie i uspokajała się słysząc przez słuchawkę jej trzeźwy głos. Meg nie należała do ludzi, których kilka koszmarnych snów wyprowadzi z równowagi, miała swojego Boga i wierzyła w przewidzianą przez niego drogę, której się nie zmieni człowieczą wolą. Nie wiedziała, że o kilka domów dalej znana jej z widzenia piętnastoletnia Sally od kilku dni wieczorami wykrada się z domu i uczy się prowadzić samochód rodziców. Samochód, którym za tydzień chciała wyruszyć ze swoim chłopakiem w podróż po Australii, ucieczkę od zakazów w domu, od niechęci rodziców do jej pierwszej miłości i od awantur, które ją czekały, kiedy wyjdzie na jaw, że przez złe oceny będzie musiała powtarzać klasę. Często chwile decydują o naszym życiu. Taką chwilą był moment, kiedy Sally straciła panowanie nad samochodem, pomyliła pedał hamulca z pedałem gazu i potrąciła przechodzącą przez ulicę Meg. Przerażona dziewczyna zatrzymała samochód i przez kilka minut nie wychodziła z niego, zastanawiając się, co ma dalej zrobić. Zdecydowała się najpierw odstawić samochód na miejsce, tak żeby rodzice nie zorientowali się o tym, że nim jeździła. A potem wróciła do domu i w szoku powtarzała pod nosem słowa „Wszystko się dobrze skończy”, trochę uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy usłyszała odgłos karetki pogotowia tuż za oknami mieszkania.

W środku nocy Stuarta zbudził odgłos telefonu. Telefony w środku nocy nigdy nie zwiastowały niczego dobrego, a to, co usłyszał po drugiej stronie słuchawki brzmiało jak koszmar. Dzwoniła pełniąca dyżur nocny pielęgniarka i powiedziała, że Meg miała ciężki wypadek samochodowy i leży właśnie na stole operacyjnym. „Jeszcze nie wiadomo, czy uda się jej z tego wyjść”, poinformowała go na zakończenie. Powiedziała to tak pozbawionym emocji głosem, że równie dobrze mogła informować go o pogodzie w Sydney. „Żeby chociaż spróbowała udawać, że ją to w jakiś sposób dotyka”, pomyślał Stuart, odkładając słuchawkę. „A może ten codzienny kontakt z nieszczęściem i śmiercią zabija wszelkie uczucia?” Zrzucił z siebie resztki snu, ubrał się i pojechał do szpitala.

Cdn

Leave a comment