Wpis numer 1000!
Tomasz Fetzki
Nieprzeliczone dzieci Soso
Jacek Kaczmarski tworzył trzy rodzaje utworów: dobre, bardzo dobre i wybitne. Ten, którego za chwilę, Gościu, wysłuchasz, plasuje się gdzieś między drugą a trzecią kategorią. Co jest tym bardziej wyczynem, że powstał w konwencji doraźnej publicystyki, a właściwie – tępej propagandy. Mógłby się obejść bez słowa komentarza z mojej strony, a i tak ciary by Cię, drogi Słuchaczu, przeszły we wszystkich kierunkach.
I taki był pierwotny plan. Zmienił się ze względu na jubileusz tysiącwpisu i na kilka innych okoliczności, o które mniejsza… Ale obiecuję, będzie krótko.
Po co w ogóle obchodzić rocznice, zwłaszcza złe i smutne? Zdarza mi się w różnych okolicznościach, bardziej lub mniej profesjonalnych, popularyzować wśród młodzieży wiedzę historyczną. A młodzież, jak to młodzież, zazwyczaj ma historię w nosie. Nie o to idzie, że zła, zdemoralizowana czy z wypranymi mózgami jest ta dzisiejsza młodzież. Ich po prostu nie interesuje minione, bo nie dostrzegają żadnego przełożenia dawnych wydarzeń na swoje życie. Trzeba im jakoś (łatwo powiedzieć: jakoś!, jak?!) uświadomić, że historia trwa i wszyscy tkwimy w niej po szyję. A to się nijak nie uda bez własnego osobistego przetrawienia przeszłości.
Sporo przeczytałem i obejrzałem na temat Września. Sam, rzecz jasna, nie doświadczyłem tego czasu (łaska późnego urodzenia), więc usiłowałem się wczuć w przeżycia Ówczesnych. I wciąż jestem na początku drogi, jednak wydaje mi się, że musiało być tak: Pierwszy Września to wielki strach, ale podszyty nadzieją i rozgrzany patriotyzmem. Siedemnasty to zimna, bezsilna, naga rozpacz: samobójstwa (z tym najsłynniejszym, w Jeziorach) zaczęły się właśnie wtedy. Pieśń Jacka wyraża tę rozpacz tryumfem i bezsiłę potęgą: à rebours, o ileż dobitniej!
Są tacy, nawet dosyć liczni, którzy, zwłaszcza na okoliczność ostatnich i najbliższych wyborów, śpiewają ochoczo po kościołach Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie! Chciałoby się im powiedzieć: Stuknijcie się w durnowate łby! Nie da się ukryć, są w Ojczyźnie rachunki krzywd, naprawiajcie je, jeśli potraficie. Ale nie bluźnijcie! Bo zedrzecie gardła na tym zbyt głośnym i zbyt wysokim, kompletnie nie w tonacji, śpiewie. I gdy przyjdzie prawdziwa potrzeba, nie wydacie z siebie nawet jęku. A ona może przyjść, wszak Fortuna dicitur caeca, ostatnio widać to wyraźnie. Dzieci Soso naprawdę są nieprzeliczone, co więcej, w wielu miejscach Ziemi trwa permanentny casting na nowego Soso.
Tak by się chciało im powiedzieć, ale po co? Oni raczej nie zbłądzą na ten blog. Lecz Ty, miły Gościu, słuchaj, pomyśl, poczuj.

WordPress przysłał informację, że mamy tysięczny wpis.