A serce bije (2)

Zbigniew Milewicz

Jako homo politicus Zbigniew Religa pełnił różne funkcje w rozmaitych miejscach politycznej sceny. Był senatorem III i V kadencji, ministrem zdrowia w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, a następnie w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, od 2007 do 2009 – posłem na Sejm VI kadencji i kandydatem na urząd prezydenta RP w wyborach w 2005 r., członkiem Międzynarodowej Kapituły Orderu Uśmiechu, kawalerem Kapituły Orderu Orła Białego i od 1998 r. patronem podstawowego programu Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą“.

W latach szkolnych należał do Związku Młodzieży Polskiej, komunistycznej organizacji, zorganizowanej na wzór sowieckiego komsomołu, w czasie stanu wojennego- do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, utworzonej przez gen. Jaruzelskiego, a więc początkowo stał zdecydowanie po lewej stronie. Po zmianie systemu odbił lekko na prawo, w stronę centrum. Był współtwórcą Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, komitetu wyborczego, nawiązującego w swojej nazwie do piłsudczykowskiego Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, ale z niego niebawem odszedł i utworzył własną, nową Partię Republikanie.

Po wejściu Republikanów w skład Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego w 1998 został członkiem tej partii. Kiedy w 2001 roku uzyskał mandat senacki z listy komitetu Blok Senat 2001, jego ugrupowanie reprezentantowało Platformę Obywatelską. Zbigniew Religa do PO nie przystąpił; 5 czerwca 2005 r. zgłosił natomiast swoją kandydaturę w wyborach prezydenckich. Kiedy późniejsze sondaże wykazały, że szanse na wygraną są małe, zrezygnował z ubiegania się o fotel prezydencki i udzielił poparcia Donaldowi Tuskowi. Dopowiem jeszcze tylko, że kandydaturę prezydencką Pana Profesora forsowała głównie partia polityczna Centrum ( utworzona wiosną 2004 roku w miejsce Stronnictwa Konserwatywno- Ludowego ), której Zbigniew Religa przewodniczył. Donald Tusk docenił ten gest, w rewanżu pan Profesor został przewodniczącym komitetu honorowego lidera PO.

Zbigniew Religa oraz Lech Kaczyński, 23 maja 2007

Myślę, że jako polityk najlepiej się czuł w roli ministra zdrowia. To był obszar zagadnień, na których się znał, które czuł i zarówno służba zdrowia, jak i ludzie chorzy na tym skorzystali. Jako minister zdrowia przeforsował m.in. wprowadzenie tzw. podatku Religi, w ramach którego ubezpieczyciele wykonywali ustawowy obowiązek przekazywania Narodowemu Funduszowi Zdrowia opłaty ryczałtowej w wysokości 12% składki z każdej polisy OC. Środki te miały być przeznaczone na finansowanie kosztów leczenia ofiar wypadków drogowych. Podatek ów został zniesiony z dniem 1 stycznia 2009 r.

W sierpniu 2007 Zbigniew Religa znalazł się w grupie osób, które z inicjatywy Artura Balazsa reaktywowały Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe...W przedterminowych wyborach parlamentarnych w październiku tego samego roku, jako przedstawiciel SKL kandydował do Sejmu w okręgu gliwickim z listy Prawa i Sprawiedliwości i zdobył mandat z wynikiem 62 228 głosów. Wyznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako marszałek senior 5 listopada 2007 otworzył posiedzenie Sejmu VI kadencji. Tyle w wielkim skrócie o Jego politycznych rolach, których nie będę oceniał, bo nie czuję się do tego upoważniony. Poza tym, jeśli któryś z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem…

Podczas uroczystości nadania Orderu Orła Białego, 18 grudnia 2008 w Pałacu Prezydenckim

W maju 2007 Profesor potwierdził przekazaną przez media informację o swojej chorobie- raku płuca. Po operacji wycięcia komórek nowotworowych okazało się, że nowotwór jest złośliwy. Mimo to polityk wrócił do pracy w Ministerstwie Zdrowia. W lutym 2008 r., po nawrocie choroby, został poddany kolejnej operacji i chemioterapii, po nich były następne.

Zmarł 8 marca 2009. Został pochowany w tzw. alei profesorskiej Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie, w trakcie świeckiej ceremonii ( zmarły był ateistą ) o charakterze państwowym z asystą kompanii honorowej Wojska Polskiego. Wzięli w nim udział m.in. prezydent Lech Kaczyński, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i premier Donald Tusk. Nad grobem odegrano melodię do What a Wonderful World, ulubionej piosenki Zbigniewa Religi.

Senat, otwarcie wystawy poświęconej zmarłemu

Z okazji 10 rocznicy śmierci prof. Zbigniewa Religi, Główna Biblioteka Lekarska w Warszawie zorganizowała w Senacie piękną wystawę, poświęconą osobie zmarłego i jego licznym dokonaniom. Ekspozycję, zatytułowaną „Mistrz Religa. Człowiek, lekarz, polityk“ otworzył Prezydent RP, Andrzej Duda. Prof. Zbigniew Religa był niezwykłą, nietuzinkową osobą; był wielkim wielbicielem człowieka i życia. Był niezwykłym lekarzem, który dosłownie oddawał siebie drugiemu człowiekowi. Oddawał siebie choremu – podkreślał mówca.

Przytaczając te słowa wiem, że prawie niczego jeszcze nie napisałem o Profesorze, jako o człowieku, niczego o jego życiu prywatnym, o jego małżonce, bez której zupełnie nie wyobrażał sobie życia, o dzieciach…

Dlatego zapraszam szanownych Czytelników do jeszcze jednego wpisu o Zbigniewie Relidze, za tydzień.

W carskim gimnazjum

Lech Milewski

Historia Ukrainy w pigułce Broma dotarła już prawie do końca XIX wieku, co zainspirowało mnie do zajrzenia do pamiętników stryja Stanisława (brata mojego ojca) – pierwszy z lewej w towarzystwie młodszego rodzeństwa – Jerzego i Ludmiły…


Przeważająca część tego wpisu, prezentowana kursywą, to oryginalny tekst wspomnień, tekst podany normalną czcionką to interwencje autora tego blogowego wpisu.

Początków nauki udzielała nam Matka, a dopiero do egzaminu wstępnego do gimnazjum przygotowywał mnie w języku rosyjskim nauczyciel szkoły gminnej w Opinogórze, pan Ślubowski.
Przygotowywał dobrze bo na liście przyjętych uczniów znalazłem się na 13. pozycji. Dnia 2 września 1898 roku, dwa dni przed rozpoczęciem lekcji, pojechałem z Matką do Warszawy aby wyekwipować mnie na okres nauki. Po przyjeździe Matka kupiła dla mnie szafkę nocną, łóżko z prętami, materac. Potem, w sklepie Skwary na ul. Wierzbowej, Matka dobrała na mnie szkolne ubranie – spodnie i bluzę z wysokim kołnierzem, zapinaną na kryte guziki. Były dwa gatunki materiału na te ubrania – czarny, droższy i szaraczkowy – tańszy. Matka kupiła mi ten drugi. Potem w sklepie Tuczyna dobrałem sobie czapkę, na froncie Tuczyn przyczepił znak naszego gimnazjum – dwie skrzyżowane palmy a między nimi pierwsze litery i cyfra 3-go gimnazjum, wyrobione z blachy srebrnego koloru. W sklepie z materiałami piśmiennymi kupiliśmy tornister, piórnik, linijkę, pióro, ołówki i gumkę do wycierania – obowiązkowe akcesoria dla uczniów klasy wstępnej. Przed wyjazdem Matka powiedziała mi, że u pani prowadzącej stancję zostawiła pieniądze na zakup podręczników i kajetów i wręczyła mi rubla – była to moja miesięczna pensja, którą, po pokryciu niezbędnych wydatków, mogłem wykorzystać według własnego uznania.

Gimnazjum znajdowało się na ulicy Berga (obecnie R. Traugutta), numer 1. Obecnie wygląda to tak:
Autorstwo – Adrian Grycuk – Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, Źródło – KLIK.


W obszernym hallu urzędował w roli szwajcara, ubrany po wojskowemu i obwieszony medalami, emerytowany feldfebel. W hallu znajdowały się drzwi do mieszkań inspektora i dyrektora, okna tych mieszkań wychodziły na Krakowskie Przedmieście. Między oknami w korytarzu wisiały obrazy przedstawiające sceny z historii Rosji, n.p. Przejście armii Suworowa przez Diabelski Most w Alpach – poniżej obraz na ten temat, ale nie ten który był w opisywanym tu gimnazjum.


W klasie wstępnej gospodarzem klasy był Czernoziemow i on zrobił nam wykład o obowiązkach ucznia. Podał wykaz potrzebnych podręczników i kajetów. Każdy otrzyma dzienniczek (żurnał), w którym trzeba wpisać lekcje i co zadane, przy każdej lekcji ma być miejsce na wpisanie stopnia, u dołu stronicy obejmującej tydzień nauki ma być miejsce na uwagi o sprawowaniu i wymierzonych karach. W gmachu surowo zabrania się rozmawiać po polsku.
Do teatru wolno chodzić tylko za zezwoleniem inspektora. Gospodarz klasy wyznacza na każdy dzień dyżurnego, którego obowiązkiem jest utrzymanie porządku w klasie. Na zapytanie gospodarza klasy, dyżurny powinien wskazać ucznia zachowującego się niewłaściwie. Jeśli tego nie zrobi, otrzyma karę za niewywiązywanie się z obowiązków.
Dzień szkolny zaczynał się i kończył modlitwą, był w niej zwrot dotyczący monarchy, uczniowie nie chcieli się za niego modlić i czasem opuszczali te słowa. Było to wykroczenie. Łagodniejsi nauczyciele udawali, że tego nie zauważyli, jednak większość traktowała to ostro – nie umiesz modlitwy – 2 godziny “kozy” po lekcjach i dwója ze sprawowania.
Wszyscy woźni byli Rosjanami i chociaż odnosili się do uczniów poprawnie, to nie budzili zaufania. Nauczyciele Rosjanie starali się tępić ducha polskości, nauczyciele Polacy unikali komplikacji aby nie stracić posady.

Kwestie pochodzenia i zamożności grały zupełnie nieistotną rolę, właściwie były niezauważalne – wyjątkiem był bufet – mniej zamożni przynosili kanapki z domu i z bufetu nie korzystali.
Nieobowiązkowe lekcje języka polskiego były czystą parodią. Podręcznik Dubrowskiego prezentował wiersze i fragmenty prozy w obu językach. Rozbiór gramatyczny, pytania nauczyciela i odpowiedzi uczniów były w języku rosyjskim.
Jednak od trzeciej klasy lekcje polskiego prowadził Łoszewski – dzielny polski patriota. Już na pierwszej lekcji oznajmił, że będzie nam wykładał historię Polski. Z kieszeni tużurka wyciągnął tom historii Polski autorstwa W. Smoleńskiego i czytał nam fragmenty. Nie wolno było nam robić żadnych notatek. Na lekcje polskiego chodzili Polacy i kilku Żydów. Prowadzenie lekcji historii Polski w rosyjskim gimnazjum było czymś niesłychanym, groziła za to zsyłka na Sybir. A jednak Łoszewski przetrzymał wiele lat.
W trzeciej klasie dostaliśmy nowego gospodarza – Istrina – tęgiej postury, nosił się niedbale a do uczniów odnosił się z lekceważeniem. Z jego przedmiotów byłem uczniem czwórkowym więc nie sądziłem, że nastąpi jakiś konflikt, a jednak nastąpił. Na lekcji geografii odpowiadałem przy tablicy, na której wisiała mapa Europy… – A gdie ostrow Kreta? – spytał Istrin. Wskazałem na wyspę i bezwiednie powiedziałem – tu… Natychmiast zorientowałem się w sytuacji, przeciągnąłem tu w tuut i jeszcze dodałem – zdieś, ale było za późno.- Wy skazali po polski – TU – wy nie znajetie jeszczo goworit pa ruski. Dowolno z was.
Postawił mi jedynkę z geografii i na tym się nie skończyło. Na koniec roku dostałem trójkę z geografii i dwójkę z rosyjskiego. Wakacje miałem zepsute gdyż brałem korepetycje z rosyjskiego. Po wakacjach egzamin poprawkowy. Istrin zdecydowanie postanowił mnie oblać i egzamin zaczął od pytań z języka cerkiewnego. Na lekcjach rosyjskiego był to zupełnie marginesowy temat i mój korepetytor go pominął. Na kilka pytań udzieliłem raczej niepełnych odpowiedzi i Istrin przerwał egzamin słowami – dowolno z was. Jednak nie poddałem się – poprosiłem Komisję o chwilę uwagi i przedstawiłem swoją sprawę – wspomniałem o przypadku ze wskazaniem Krety i poprosiłem o pytania z “codziennego” rosyjskiego. Komisja wysłuchała mnie i egzamin zdałem.

Trzecia klasa – dołączyłem do Kółka Samokształcenia. Była to tajna organizacja działająca w szkołach średnich i na uniwersytecie. W klasie trzeciej i czwartej działalność Kółka ograniczała się do nauki historii i literatury polskiej, później rozszerzano program na zagadnienia społeczne. Kwestie religijne nie były poruszane gdyż do Kółka należeli uczniowie różnych wyznań.
Czwarta klasa – moją pensję rodzice podnieśli do 1.50 rubla miesięcznie co dawało mi możność wybrania się do teatru na najtańsze miejsce na galerii. Pierwszy raz byłem w teatrze na Obronie Częstochowy, następnie na Zbyszku i Danusi. Do dziś pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie gra Trapszówny w roli Danusi.
Inne wydatki starałem się ograniczać. Czasem kupowałem kawałek chałwy lub sprzedawane przez sklep Fruzińskiego okruchy z czekoladek i ciastek. Porcja kosztowała 5 kopiejek.
Rok 1903 – piąta klasa – to stawiało mnie w gronie dorastającej młodzieży, odchodziłem od szczenięcych rozrywek, zaczynałem poważnie myśleć. Równocześnie z początkiem roku szkolnego 1903/4 nastąpiły poważne zmiany na lepsze w programie nauki. Dyrektorem został profesor Pogodin. Oprócz stanowiska dyrektora prowadził wykłady z historii Rosji i nowy przedmiot Ekonomika cesarstwa rosyjskiego. Pogodin reprezentował odmienny stosunek do Polaków – zamiast prześladowań poszukiwanie form współżycia a więc pansłowianizm – wchłonięcie Polski i innych narodów słowiańskich przez cesarstwo rosyjskie. Było to dla Polaków bardzo niebezpieczne.
Na początku 1904 roku wybuchła wojna rosyjsko-japońska… uczniowie śledzili jej przebieg z zainteresowaniem nie ograniczając się do czytania cenzurowanej prasy. Udzielaliśmy sobie zasłyszanych informacji i plotek, zdobywaliśmy nielegalną prasę i odezwy wydawane przez organizacje konspiracyjne.
Koniec listopada – zarząd Kół Samokształcenia postanowił uczcić rocznicę Powstania Listopadowego manifestacją w sali rekreacyjnej. Zaraz po zakończeniu lekcji zaczęły do sali napływać liczne grupy. Uczniowie ujmowali się pod ramiona tworząc długie szeregi i w milczeniu spacerowali dokoła obszernej sali…
Ciągłe niepowodzenia na rosyjsko-japońskim froncie spowodowały zelżenie cenzury, broszura L. Andrejewa – Czerwony Śmiech była rewelacyjnym reportażem sytuacji na froncie i poza nim. Społeczeństwo ogarniały jeszcze nieokreślone nadzieje na jakieś przemiany, tajne gazetki przygotowywały do jakichś rewolucyjnych wystąpień.
Styczeń 1905 roku – masakra robotników w Petersburgu… Studenci i uczniowie szkół średnich wystąpili z żądaniem wprowadzenia języka polskiego na uniwersytecie i we wszystkich szkołach. Na poparcie tych żądań ogłoszono strajk szkolny. Akcją kierowały samorządy Kółek Samokształcenia. Wyznaczono mnie do pikietowania ulicy Erywańskiej (obecnie ulica Kredytowa) i zawracałem uczniów, którzy zamierzali dojść do gimnazjum. Uprzedzaliśmy, że nieposłuszni zostaną obici.

27 stycznia wybuchł w Warszawie pierwszy w historii strajk powszechny. Zatrzymano wszelki ruch, zamknięte zostały fabryki i sklepy. Tramwaje, które wyszły z remiz zatrzymano. Tramwajarzy z końmi wypędzono do remiz a tramwaje wywrócono na jezdnię… Ekipy robotnicze rozpoczęły podpalanie sklepów z wódką i rozbiły sklepy z bronią i amunicją dla zdobycia broni, męty uliczne zaczęły rozbijać sklepy i rabować towary. Koło południa pokazali się na ulicach Kozacy. Patrole szarżowały z szablami lub nahajkami na tłum. Policja nakazała dozorcom zamykać bramy i wpuszczać tylko lokatorów. Zaburzenia trwały kilka dni, 2 lutego Szwarc wydał zarządzenie zawieszające wykłady na czas nieokreślony. Wtedy w Warszawie zaczęły formować się prywatne tajne komplety dla dalszej nauki kursu przerwanego przez strajk. Ja uczyłem się w komplecie zorganizowanym przez panią Balicką, matkę mojego kolegi Zygmunta Balickiego.


W maju 1908 roku stryj Stanisław zdał pomyślnie maturę, zdecydował się na studia rolnicze. To nie było możliwe w zaborze rosyjskim, wybór padł na Dublany – Akademię Rolniczą na obrzeżu Lwowa założoną w 1856 roku przez Leona Sapiehę – obecnie Lwowski Narodowy Uniwersytet Rolniczy.

Dublany były położone w zaborze austriackim, wyjazd za granicę był połączony z pewnymi kłopotami. Paszportu nie mogłem otrzymać będąc w wieku poborowym więc trzeba było “szwarcować” się za granicę. Kuzynka mieszkająca w Sosnowcu wystarała się dla mnie o przepustkę jaką posiadali mieszkańcy pasa granicznego. Wieczorem wsiadłem do pociągu, kontrola graniczna była bardzo powierzchowna i noc spędziłem już w Krakowie. Następnego dnia wsiadłem w lwowski pociąg i po południu wysiadłem na dworcu w Lwowie. Numerowy zaniósł moje rzeczy do fiakra i za chwilę jechałem szosą prowadzącą do Kamionki Strumiłowej. Na ósmym kilometrze fiakier skręcił w prawo, w boczną drogę wysadzaną brzozami. Po wychyleniu się z lasu fiakier obrócił się do mnie i wskazał na pobliskie wzgórze: – Ot i Dublany, a tam Dom Studentów.

Rabarber

Ela Kargol

Rabarber i wiatrak na Łacinie

Tam były łąki, pola, ogrody, tam rósł „rabarber“. Tak, rabarber, a nie rabarbar. Gdy ktoś mówił rabarbar, to nie był stąd, nie był z Poznania, ani z Rataj.


Rataje, dawna wieś podpoznańska zaopatrywała Poznań nie tylko w rabarber, ale też w inne warzywa i owoce. Ziemia była żyzna, a jej mieszkańcy, w tym też dawni bambrzy, ich potomkowie, a w latach 20. ubiegłego wieku Bułgarzy siali, uprawiali sadzili, a plony sprzedawali na poznańskich rynkach.

Continue reading “Rabarber”

Wolka 18 (4)

Zbigniew Milewicz

To nie jest długa ulica, według Wikipedii dwa metry brakują jej do dwóch kilometrów. Budowę Wolki rozpoczęto w 1849 r.; wtedy nosiła ona nazwę Schwientochlowitzerstraße, ponieważ był to teren pruskiego zaboru i droga prowadziła w kierunku Świętochłowic, geograficznie – z północy na południe. Miała na celu skomunikować Królewską Hutę – późniejszy Chorzów – a wówczas Königshütte oraz okoliczne kolonie przemysłowe z nieistniejącym już dziś dworcem kolejowym na północy miasta. Przemysł w regionie rozwijał się – jak by to później wicie rozumicie  komunistyczny aparatczyk nazwał – dynamicznie, więc  była taka ekonomiczna potrzeba. Budowę najpierw tylko utwardzonej szosy prowadziła pewna spółka akcyjna, która również nią zarządzała i za przejazd pobierała… myto, ponieważ teren był prywatny. W 1871 roku ulica, już jako miejska, została wybrukowana.

Continue reading “Wolka 18 (4)”

Wolka 18 (3)

Zbigniew Milewicz

Mama wyszła za mąż za Stefana na początku lat 50; chyba wtedy jeszcze nie chodziłem do szkoły, mieszkałem u dziadków na Wesołej i adres na ulicy Wolności to była dla mnie dopiero sprawa przyszłości. Należą się więc Czytelnikowi moje przeprosiny, że wprowadziłem go w pierwszym odcinku w błąd, wspominając, jak to jeździliśmy z mamą za ojczymem po Polsce, a później  wracaliśmy na Wolkę. Owszem, jazdy się zgadzały, tylko moim stałym adresem pozostawał nadal jeszcze dom na chorzowskim osiedlu Ruch. Prawdopodobne, że ojczym wynajmował już wtedy tamten pokój w centrum, remontował go, urządzał wspólnie z moją mamą, ale dokładnie tego nie wiem. Czas jest wrogiem pamięci. W każdym razie główną opiekę nade mną sprawowali wówczas jeszcze rodzice mojej mamy.

Continue reading “Wolka 18 (3)”

Wolka osiemnaście (2)

Zbigniew Milewicz

Od strony ulicy, na parterze, mieści się pod tamtym adresem elegancka kawiarnia, już od wielu lat. Najpierw nazywała się Chopin, a teraz Paterman, od nazwiska właściciela, chorzowianina z dziada pradziada, który stworzył całą sieć tych lokali. Nazwisko ma niemieckie, ale polską duszę, co lubi podkreślać w różnych wywiadach. Kiedy przyjeżdżam do Chorzowa, zwykle zachodzę tam na kawę i sobie wspominam, jak mi się żyło piętro wyżej na przełomie lat 50 i 60.

Wolka, sfotografowana latem 2006 r., kiedy jeszcze tętniła życiem. Źródło: Wikipedia
Te dwa zasłonięte okna ponad kawiarnią należały kiedyś do naszego mieszkania. Źródło: https://www.tripadvisor.de/Restaurant_Review-g274759-d8009876-Reviews-Cafe_Paterman-Chorzow_Silesia_Province_Southern_Poland.html

Continue reading “Wolka osiemnaście (2)”

Wolka osiemnaście

Zbigniew Milewicz

Do dziś śni mi się tamten adres. Teresa Rudolf w swojej psychoterapeutycznej mądrości może powiedziałaby: to dlatego, że nie przerobiłeś tematu do końca i się odłożył w twojej podświadomości… Dlatego spróbuję tam wrócić, póki jeszcze pamiętam to i owo, może podświadomość mi odpuści i doczekam się kolorowych snów z nowohuckim, albo mazowieckim tłem, bo tam też mieszkałem. Boże, gdzie ja nie mieszkałem…

Continue reading “Wolka osiemnaście”

Ihr Parlament. Ihre Erinnerungen.

Bei einem Besuch im Bundestag, gerade vor einer Woche, fand ich eine Postkarte mit dem folgendem Text:

Die Bundesrepublik wird 75 – und das Parlament feiert mit.
1949 trat in Bonn der erste Deutsche Bundestag zusammen. In einem geteilten Land. 1999, zehn Jahre nach der
Friedlichen Revolution in der DDR, zog das gesamtdeutsche Parlament nach Berlin – vor 25 Jahren.
Der Deutsche Bundestag und das Haus der Geschichte in Bonn laden Sie ein:
Bereichern Sie das Parlamentsjubiläum mit Ihren Erinnerungen!
Sie haben ein Foto der Klassenreise nach Berlin, eine Einlasskarte auf die Tribüne der Volkskammer 1990,
ausrangiertes Geschirr aus dem Bundeshaus in Bonn – oder einen anderen Gegenstand, mit dem sich Ihre
persönliche Erinnerung an das Parlament verbindet?
Erzählen Sie uns davon: Parlamentsgeschichte@hdg.de

***

Ich dachte, dass ich eine Geschichte zu erzählen hätte und schrieb einen Text, den man gleich unten findet. Den Link dazu habe ich an die o.g. Mailadresse gesendet. Es kam eine nette Antwort, dass die ganze Aktion schon längst vorbei ist. Und ich frage mich, wenn so, warum lagen die Postkarten immer noch in den Bundestag?

Der Text aber bleibt bestehen. Ich werde an ihn nicht basteln.

Continue reading “Ihr Parlament. Ihre Erinnerungen.”

O Poznaniu i przemijaniu

Ela Kargol

Powoli opuszczam Poznań

Opuszczam fizycznie, duchowo i rodzinnie. Pozostał jeszcze meldunek. Już nie w domu rodzinnym, ale w wysokim bloku z  wielkiej płyty. Jeszcze wracam na groby, do urzędów, do pustego domu, a przede wszystkim do siostry, która wymaga opieki. Ale nie ma już domu, ani tego pierwszego, ani drugiego, choć ten drugi jest, ale go już nie ma. Nas w nim już nie ma.

Nie ma szczekania Reksia, nawoływania mamy, wiecznych remontów ojca, nie ma wspólnych świąt, rodzinnych rozmów, spacerów, rodzinnych kłótni.

Niezapominajki taty opuściły zeszłego lata ogród, a morela mamy przestała już dawno owocować.

Minęło.

Continue reading “O Poznaniu i przemijaniu”

Moje wojny (1)

Ewa Maria Slaska

Na spotkanie 5 marca w HumboldtForum mam napisać tekst o wojnie. Powoli go piszę, powoli, bo nie jest to łatwe. Przez kilka następnych czwartków będę tu publikowała kolejne fragmenty tego tekstu. Jak zawsze, bardzo proszę o kometarze.

Jak bardzo zmienia się nasze spojrzenie na wojnę. Mam 75 lat i patrzyłam na wojnę na co najmniej dziewięć sposobów. Mniej niż 10 lat na każde spojrzenie. Tak było? Taka to matematyka?

Continue reading “Moje wojny (1)”