Studnia Well Brunnen

We build together a well in Morocco

Please, help: https://gofund.me/4498e1b0

I’m Eve, it’s my birthday on 2 September. I have been organising a birthday collection for many years, always with success. This year I am supporting the action of Iwona Maier, who wrote:

Dear friends, I am raising money for a well I want to build for a very poor family in Morocco! The first time I was so terribly sad was when I heard from an elderly man that the only thing he wants is to build a well so he can have water! And if he has water, he will earn everything himself! It costs €3000 to build a well. I believe that together we can do it! Please help me build a well in Morocco so that this man can fulfil his dream.

I believe that together we will make his dream come true, and we will build these wells together!

If everyone throws in €5 or €10, we have it, and we will be able to enjoy the well, and the water! Internet for power!

Thank you!

Budujemy wspólnie studnię w Maroku

Wpłać proszę: https://gofund.me/4498e1b0

Jestem Ewa, 2 września mam urodziny. Od wielu lat organizuję zbiórkę urodzinową, zawsze z sukcesem. W tym roku wspieram akcję Iwony Maier, która napisała:

Kochani, zbieram pieniądze na studnię, którą chcę wybudować bardzo biednej rodzinie w Maroko! Pierwszy raz było mi tak okropnie smutno, kiedy usłyszałam od starszego człowieka, że jedyną rzeczą, jakiej pragnie, to zbudować studnię, żeby mieć wodę! A jeśli będzie miał wodę, to sam zapracuje na wszystko! Wybudowanie studni to koszt 3000€. Wierzę w to, że razem damy radę! Proszę pomóc mi zbudować studnię w Maroko, żeby ten człowiek mógł spełnić marzenie.

Wierzę, że razem spełnimy jego marzenie, i zbudujemy wspólnie te studnie!

Jeśli każdy wrzuci 5 albo 10€, to mamy to i będziemy mogli cieszyć się studnią, i wodą! Internet na moc!

Dziękuję!

Wir bauen gemeinsam einen Brunnen in Marokko

Bitte einzahlen: https://gofund.me/4498e1b0

Ich bin Ewa. Am 2. September ist mein Geburtstag. 2024 unterstütze ich eine Aktion von Iwona Meier:
Iwona schrieb:
Liebe Freunde, ich sammle Geld für einen Brunnen, den ich für eine sehr arme Familie in Marokko bauen möchte! Das erste Mal, dass ich so furchtbar traurig war, war, als ich von einem alten Mann hörte, dass er nur Brunnen bauen wollte, um Wasser zu haben! Und wenn er Wasser hat, wird er alles selbst erledigen! Der Bau eines Brunnens kostet 3.000 €, ich glaube, gemeinsam schaffen wir das! Wenn mir jemand helfen möchte, Brunnen zu bauen 🇲🇦, damit dieser Mensch seinen Traum erfüllen kann, mache es mit!

Ich glaube, dass wir gemeinsam seinen Traum wahr werden lassen und gemeinsam diese Brunnen bauen werden! 

Wenn jeder auf seine Weise 10 € beisteuert, haben wir es und können den Brunnen und das Wasser genießen! Leistungsstarkes Internet! 

Danke schön! Eure Iwona

Szkice do przewodnika po Biblii Cygańskiej (9)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Z żabami sprawa jest prosta. Wystarczy gwałtownie podgrzać wodę i zaczną wyskakiwać. Do sąsiedniego stawu, czystego, zielonego, z orzeźwiająco zimną wodą. A co z nami? Dokąd my mamy uciekać? W Biblii Cygańskiej byłoby napisane (gdyby ona sama była zapisana): “Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię…”
Jak to napełniajcie? Co to my jesteśmy mrówki albo inne robactwo, żeby napełniać sobą ziemię? Powinno być: mnóżcie się i rozradzajcie na obliczu ziemi. Chyba że czegoś nie rozumiemy. Powiedzmy sobie szczerze. Abraham jak wyszedł nocą na pustyni, był już stary i lekko głuchawy. Jak Bóg do niego mówił: “Spójrz w niebo, widzisz te gwiazdy? Tam rozmnożę twoje nasienie. ” Abraham zrozumiał, że to tak właśnie brzmiało: “Rozmnożę twoje nasienie”. Ale przecież jak by Bóg chciał powiedzieć, jak liczne będzie plemię Abrahama, wskazałby na piasek pustyni. Nie, z pewnością chodziło mu o wskazanie gdzie, a nie tylko jak liczne będzie plemię Abrahama. W świetle tego mówiąc: napełniajcie sobą ziemię, z pewnością miał na myśli Kosmos, a nie tylko ten nasz ziemski padół.

Continue reading “Szkice do przewodnika po Biblii Cygańskiej (9)”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (8). Tatarzy.

Roman Brodowski (Brom)

Historia naszego sąsiada, Ukrainy, jak i większości plemion wschodniosłowiańskich, jest powiązana z Rusią. Dlatego dotychczas omawiałem genezę powstawania najpierw księstw Ruskich, a potem Rusi Kijowskiej.

Tam jednak śladów świadomego narodu Ukrainy nie znalazłem.

Natomiast „okres tatarski” Rusi, chociaż w niektórych aspektach, zwłaszcza kulturowych i mentalnych przypomina mi nieco cechy, jakie częściowo odnajduję wśród mieszkańców Ukrainy, staram się rozpatrywać bezrefleksyjnie, bo i nie widzę tu niczego, co by mogło świadczyć pojawieniu się chociażby „przedświtu ” społeczeństwa.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (8). Tatarzy.”

Palenie książek

Jacek Dehnel (reblog z FB z wczoraj, czyli 26 sierpnia)

Izraelscy żołnierze rwący i podpalający egzemplarze Koranu, a potem wysadzający meczet, nie są niczym szczególnym – oglądałem już palących książki księży i talibów, są zdjęcia z palenia książek na Bebelplatzu. To ta sama mieszanina rozbawienia, ekscytacji – ze świadomego przekroczenia reguł – i sumiennej pracy, bo książek wcale tak łatwo nie da się zniszczyć, to wymaga wysiłku, metodycznego niszczenia. Chciałoby się, że wszyscy ci ludzie mieli twarze barbarzyńców, ale to nieprawda: barbarzyńcy nie umieją czytać i niszczą przedmiot, którego zastosowania nie rozumieją. To natomiast są ludzie z obrębu cywilizacji, którzy, przeciwnie, niszczą książki właśnie dlatego, że rozumieją ich zastosowanie.

Continue reading “Palenie książek”

Paryż, Don Kichot

Ewa Maria Slaska

Jadę do Paryża dopiero w październiku, ale ponieważ już zdołałam przegapić operę Don Kichot we Lwowie, balet w Londynie i teatr we Wrocławiu, tym razem sprawdzam zawczasu, co z baratarystyki dałoby się obejrzeć jesienią w Paryżu. Z faktów przemijających nic – wszystko już było wiosną i latem, i opera, i balet, i teatr. Ale za to znajduję mural.

Continue reading “Paryż, Don Kichot”

Samotny myśliwy 7

Katarzyna Krenz

KK-Gotland55x

Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

7. Bezimienność

Obudził się o świcie.

(Odkąd za posłanie miał kłąb mchu na nagiej ziemi,
sypiał krótko i budził się wcześnie.)

Wstał bez słowa i obmył twarz w chłodnym
strumieniu. Tak, woda w strumieniu była
chłodna, bystra i klarowna. Lecz on odrzucił
te atrybuty, gdyż były możliwe tylko dzięki
słowom. On zaś od przybycia na wyspę milczał.

Nawet więcej: trwał w bezsłownym milczeniu.

Surowa ryba, miąższ papai i niedojrzałej cytryny
smakowały obco i bezimiennie – zjadł je, lecz
nie mógł nic na ich temat powiedzieć. Komu?
Potem zszedł na plażę. Chciał spojrzeć w oczy
morzu, w zetknięciu z jego bezkresem poczuć
głębię swej samotności, a może nawet oburzyć się
na okrucieństwo sytuacji, w jakiej się znalazł.
Ach, dlaczego nie utonął wraz z całą załogą?
I teraz cierpiał, odrzucony przez żywioły.

Jak obce ciało!

I jeszcze zszedł na brzeg, ponieważ zapragnął być sam.
Sam na sam – ze sobą. Lecz nie wiedział, jak to zrobić.
Jak zrobić to bez słów! Bez słów nie wiedział jak.

Szkice do przewodnika po Biblii Cygańskiej (8)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Po trzech latach tłumaczenia wprost albo przypowieściami oraz pokazywania się na żywo, Jezus spotkał się z Mojżeszem i Eliaszem.
– Słuchajcie, jak grochem o ścianę, nie mam już siły im tłumaczyć. Co robić?
– My mieliśmy to samo. Tłumaczeniem i pokazywaniem się nie da, trzeba dołożyć do pieca. Dopóki na własnej skórze nie poczują skutków tego, co czynią, nie zaczną wyskakiwać.
– A zaczną?
– Żaby zaczęły, jak im nagle temperatura podskoczyła. Niemożliwe, żeby byli głupsi od żab.

To nie była prosta decyzja. Gdyby chodziło tylko o gwałtowne przyspieszenie cywilizacyjne, jakie miało się dokonać za sprawą chrześcijaństwa w Europie, nie byłoby problemu. Jednak wzięcie odpowiedzialności za wyprawy krzyżowe, podboje, nawracanie ogniem i mieczem, za stosy, za okropności wojny, za Holokaust, za Hiroszimę to już co innego.
Aż się nie chce wierzyć, że ktokolwiek byłby w stanie to udźwignąć. Nie ma się co dziwić, że droga na Golgotę była tak ciężka i Jezus potem czym prędzej chciał to zakończyć.

Tego by nie udźwignął żaden człowiek. To musiał być Bóg albo postać literacka.

Tibor

Ela Kargol

Tibor Jagielski, artysta
ur. 13. 01. 1959 w Szczecinie
zm. 02. 06.2024 w Berlinie

Tibor Jagielski, artysta wielki,  cmentarz malutki.
Nie wiem, czy sam go sobie wybrał, czy zrobił to ktoś za niego, jak już wybierać nie mógł. Ktokolwiek wybrał, wybrał dobrze. Najmniejszy na Reinickendorfie (to dzielnica Berlina), jeden z najmniejszych w całym Berlinie. Tak naprawdę, nie wiem, który cmentarz jest najmniejszy.
Wchodzi się furtką jak do czyjegoś ogrodu. Czyjeś ogrody otulają cmentarz, który, gdy powstawał, był tym pierwszym “ogrodem” w szczerym polu.


Czy Tibor Jagielski mieszkał w pobliżu? Podobno nawet nie.
Berlin-Hermsdorf / wieś Hermana z początkami słowiańskimi, bo jakże innymi? Zawsze i wszędzie ich szukamy.
Na początku byli Słowianie
W XIII wieku pojawili się Germanie i zdominowali Słowian.
Na cmentarzu, tym cmentarzu Tibora – Friedhof Hermsdorf II – jest stary grobowiec  rodziny Hartbrodt
– Florentyna Hartbrodt z domu Jackowska na pewno miała coś ze Słowianami wspólnego, może nie z tymi sprzed tysiąca lat, ale  z tymi sprzed wieku, sprzed dwóch.
Z domu była Jackowska, z polską żeńską końcówką “ska”.

Continue reading “Tibor”

Historia Ukrainy w pigułce Broma (7). Upadek.

Roman Brodowski (Brom)

Pomimo tego że początkowe lata rządów Izjasława upływały w dobrej atmosferze, a między nim a braćmi panował duch współpracy i wzajemnego zrozumienia, pomimo rządów prawa i wspólnej z braćmi obrony „Ojcowizny” zwłaszcza przed Połowcami, w końcu nastąpił czas przesilenia. W roku 1068 książę przegrał walkę z Połowcami i uciekł z pola bitwy do Kijowa, ale mieszkańcy miasta stracili cierpliwość. Uwolnili uwięzionego za próbę podboju Nowogrodu Wsiesława Briaczysłowicza, księcia połockiego i zmusili Izjasława do opuszczenia Kijowa. Izjasław wyjechał do Krakowa, a otrzymawszy pomoc od Bolesława Szczodrego, wrócił i odzyskał władzę. Ostatnim ważnym momentem władzy Izjasława była uroczystość kanonizacji synów Włodzimierza Borysa i Gleba, która odbyła się w Wyszogrodzie w 1072 roku.

Pomiędzy braćmi coraz częściej dochodziło do sporów, głównie dlatego że coraz bardziej interesowała ich władza i dobrobyt we własnych księstwach, niż wspólnoty księstw pod rządami księcia seniora. Niezadowolenie i sprzeciw przeciwko starszemu bratu okazali na początku roku 1073 Światosław i Wsiewołod. Bracia ponownie wygonili Izjasława z kraju. Tak zaczęła się nieustająca walka o władzę w Kijowie, a jej skutkiem było rozdrobnienie dzielnicowe.

Cały XII wiek to pasmo niepowodzeń. Na Rusi powstało kilka ośrodków decyzyjnych, coraz mniej związanych z Kijowem, na czele z Nowogrodem Wielkim, który de facto stał się miastem-republiką, rządzącą się własnym prawem. Decyzje Nowogród podejmował na tak zwanych wiecach, czyli zgromadzeniach mieszkańców. Kijów, który utracił znaczenie polityczne, pozostawał nadal niekwestionowanym ośrodkiem kulturalnym. Ruś wyniszczały tak walki wewnętrzne, jak wojny zewnętrzne – z Polską, Szwecją czy Połowcami, i postępujące rozdrabnianie ziem, dzielonych między synów i wnuki.

Taka była rzeczywistość Rusi kijowskiej po śmierci ostatniego jej budowniczego, Jarosława Mądrego. Ruś Kijowska straciła zdolności obronne i znaczenie polityczne. Największa tragedia miała jednak dopiero nadejść w XIII wieku. Z Azji nadciągnęli Mongołowie, wojownicy Czyngis-chana, który z masy rozdrobnionych koczowników stworzył wielkiego państwo i rozpoczął ekspansję na Zachód. Mongołowie szli jak burza, zajmując po drodze kolejne zakaukaskie państwa. Dopiero w 1223 roku połączone siły ruskie i połowieckie po raz pierwszy zwyciężyły najeźdźców. Nie na długo jednak. W 1240 roku Tatarzy zdobyli Kijów, co oznaczało definitywny koniec istnienia Rusi Kijowskiej. Przyczyną było niewątpliwie rozdrobnienie dzielnicowe. Tylko zjednoczona i silna Ruś miała szanse przetrwać.

Drogi czytelniku, nie bez powodu zabrałem Cię w mój świat historii. Pozwoliłem Ci, w bardzo zawężonym zakresie, poznać początki powstawania Rusi i Rusi Kijowskiej i zapoznać się z jej najważniejszymi budowniczymi z dynasti przybyłych najprawdopodobniej z Jutlandii, Rurykowiczów. Byli to władcy, którzy nie tylko doprowadzili do powstania księstwa Rusi Kijowskiej i jej upadku, ale też do powstania Wielkiego Księstwa Moskiewskiego.

Zajmę się oczywiście dalej pytaniem, kim są Ukraińcy? W moim poszukiwaniu jak na razie nie znalazłem historycznych początków bytowania ukraińskich praprzodków na terenach dzisiejszej Ukrainy od momentu powstania Rusi czy Rusi Kijowskiej. Nie świadczy to jednak o tym, że ich nie było. Byli, a jakże. Każda wspólnota narodowa, czy wcześniej grupa plemienna, musiała mieć swoich protoplastów, lecz niekoniecznie na terenach, które obecnie zamieszkuje, zwłaszcza, że tereny wschodniej i południowo-wschodniej Europy zanim zostały zasiedlone przez Słowian, w większości były zamieszkane przez ludy koczownicze. Sądzę, że tak było i w przypadku społeczności ukraińskiej, świadomej swojej tożsamości narodowej. Nie byli od „zarania dziejów” mieszkańcami terenów obecnej Ukrainy, lecz formowali się z wielokulturowej ludności napływowej.

O tym opowiem Ci w drugiej części tego eseju. Postaram się przybliżyć Ci genezę powstania świadomego swojej narodowości narodu ukraińskiego, opowiem naszą wspólną z nim historię, nasze współistnienie, białe i czarne strony naszej przeszłości.

cdn.

Samotny myśliwy 6

Katarzyna Krenz

KK-Gotland1x

Akwarela Gotland Katarzyna Krenz

6. In statu usucapiendi

Stary Poeta rozejrzał się wokół.

Pierwsza myśl przeraziła go nie na żarty:
będzie musiał zacząć wszystko od początku.
Przywołać ptaki. Narysować mapy. Wytyczyć
cardo et decumanus, co już samo w sobie
było zadaniem ponad siły. A wiedział, że
tym razem Bóg, który kiedyś był osią i
ziarnem wszystkiego, już mu nie pomoże.

Albowiem bogowie żyją w nas i
wraz z nami odchodzą.

Zapragnął ukryć się, zapomnieć
o swoim nowym miejscu na ziemi
pośrodku pustego świata.

Uciec, gdyby tylko mógł uciec!

Nagi i drżący, wyruszył w głąb wyspy.
Na wydmach zebrał suche trawy,
z których splótł skrzydła. Znalazł
w dziewiczym lesie gałęzie na szałas
i kilka garści mchu na posłanie. Po wielu
nieudanych próbach skrzesał ogień – dym
sypnął iskrami przeszłości i przypomnienia.

Czyż nie tak było na początku i nie tak
miało pozostać do końca?

Zapłakał z rozpaczy. To prawda,
skrzydła szumiały natchnieniem,
szałas dawał schronienie, a ogień –
ciepło i nadzieję. Lecz przecież on,
pozbawiony świadectwa źródeł pisanych,
mógł się pomylić: pamięć bywa ulotna,
a on był samotny, porzucony

na wyspie milczenia. Ocalony.

22/23 listopada 2010