Wszystko co napisałem opiera się na założeniu, że świat, którego doświadczamy naszymi zmysłami, jest iluzją. Hindusi mówią “mają”, a Parmenides określał ją jako “mniemanie”. Źródłem tej iluzji jest rzeczywistość dostępna wyłącznie naszemu umysłowi. Matematyczny model takiej rzeczywistości nazywam Matrixem 40 i 4. Można ją sobie wyobrazić, ale nie da się jej zobaczyć. Nazwijmy fizyką odpowiedź na pytanie: co jest źródłem naszych wrażeń? Jeśli to, co widzimy, to będzie to FIZYKA WRAŻEŃ, jeśli to, czego nie widzimy, to będzie to FIZYKA WYOBRAŻEŃ. To są dwa różne światy. Nie mniej zarówno równania jak i wyniki eksperymentów będą takie same. Różne tylko będą odpowiedzi na pytanie “W jaki sposób czynić ziemię sobie poddaną”? O tym opowiadam w Szkicach do przewodnika po Biblii Cygańskiej.
Życie na pograniczu wielkich mocarstw płynęło tokiem „Okrainy”. Na naddnieprzańskie ziemie w pobliżu kozackich stanic napływało coraz więcej uchodźców. Jedni przejmowali pod uprawę bogatą w minerały, żyzną ziemię, drudzy uprawiali rzemiosło, a jeszcze inni wstępowali do kozackich oddziałów wojskowych. Każdy zajmował się tym, co potrafił najlepiej. Tę wielokulturową mieszankę przybyszów, pragnących godnego i ludzkiego traktowani, łączyły te same pragnienia, wolności, równości i sprawiedliwego traktowania. Sytuacja, w jakiej się znaleźli, wymuszała na nich nowe obowiązki, musieli uczyć się tolerancji wobec innych, życia wspólnotowego, by móc się zasymilować w nowym środowisku. Nie było to łatwe. Przybywający pod „ochronne skrzydła braci kozackiej” przynosili ze sobą stare nawyki, kulturę, język.
W niedzielę, jeśli była to niedziela, a z jego wyliczeń wynikało, że była, pogodna i bezwietrzna, Stary Poeta w obecności stada mew wygłosił kazanie:
„Bracia, wspomnijcie dzień, gdy Słońce przestało być bogiem i narodziło się królestwo Słowa. Miało być silniejsze od życia. Wierne. Przychodziliśmy i odchodziliśmy, a Ono wciąż było. Jak Słońce. Pamiętacie?
Z początku u Boga było, aż samo stało się Bogiem. Słowo. Przemienione w ciało, napełniło się młodą krwią i oddechem. Pewnego dnia umarło, a jednak nie umarło. I bez Niego nic się dalej nie działo, ani miłość, ani gniew, ani ziemia, ani niebo. Ani dzień. Ani noc. Nic. Dlatego nazywaliśmy je światłością i drogą, choć niejeden z nas śnił potajemnie o innym życiu. Zdrajca!
Gdzie jest dziś Bóg, gdy Słowo milczy niewypowiedziane? Kto pierwszy nazwał Milczenie złotem – dlaczego nie Mowę? Dlaczego nie okruch czułości, nie sen bez jednej myśli i lot ku gwiazdom w mroku? Tego nikt nie wie. A nawet jeśli wie i zna hasło – nie powie. Milczenie jest skarbem, bywa i torturą.
Bracia, przestańmy się błąkać. Odrzućmy złoto. Wydziedziczeni, zbierzmy siły i odwagę. Powstańmy. Idźmy budować. Stwórzmy. Zacznijmy od początku.”
*
Poczuł na czole chłodny powiew. Otworzył oczy. Niebo zachmurzyło się, morze poczerniało. Ptaki z krzykiem zerwały się do lotu.
Każde miasto włoskie ma tradycyjne własne święta, głównie związane z obchodami kościelnymi. Bardzo dawno temu pisałam o tych tradycjach na blogu Ewy Marii. Tym razem będzie też o tradycji, ale zacznę od początku. Otóż wczoraj zadzwoniła do mnie moja córka, bo szukała otwartego sklepu papierniczego, żeby kupić kolorowe bibułki! (tu szkoła zaczyna się dopiero w połowie września i sporo sklepów otwiera się dopiero w przyszłym tygodniu). I wtedy zapaliło mi się przysłowiowe światełko, że przecież w sobotę będzie „festa della rificolona”! Zapytacie, i słusznie, a co to? To jedna z najstarszych i najbardziej lubianych, szczególnie przez dzieci, tradycji florenckich, obchodzona co roku 7 września. Od połowy XVII wieku wieczorem 7 września wieśniacy z pobliskich wsi, jak również i górale z bardziej odległych rejonów gór Casentino i Pistoi, pielgrzymowali do miasta, niekiedy całymi rodzinami, aby następnego dnia, 8 września, złożyć hołd i uczcić Narodzenie Maryi Panny w bazylice Santissima Annunziata.
Teraz mogę spróbować odpowiedzieć na pytanie: po co gotować żaby w stawie?
Żeby je raz na zawsze oduczyć rozwiązywania problemów, by przeskakując do innego stawu nie popełniały tych samych błędów. A co do problemów to niech się same rozwiązują. A co z nami? Nie raz już stawiano sobie pytanie: Czy historia znajdzie swój kres, swoje uzasadnienie? Być może, że dotychczasowe próby odpowiedzi były zbyt mało zwariowane.
EMS: We wpisie Emilii Smechowskiej na Instagramie przeczytałam, że brytyjska piosenkarka, Charli xcx, nie tylko odniosła ogromny sukces swoim albumem Brat, co wiedziałam i nie tylko wprowadziła modę na brzydki jasnozielony, co też już wiedziałam, ale również wtrąciła się do polityki USA. Tego nie wiedziałam. Zapytałam więc przedstawiciela pokolenia Z, bo to ono się głównie przyczynia do sławy Charli xcxi to od niego wiemy w ogóle, że taka Charli istnieje.
Drodzy Czytelnicy, dotarłem w mych przemyśleniach do trzeciego etapu poszukiwań śladów narodowo świadomej społeczności ukraińskiej. Począwszy od czasów utworzenia przez dynastię Rurykowiczów Rusi Kijowskiej poprzez okres jarzma mongolskiego póki co wciąż jeszcze nie odkryłem pierwiastka ukraińskiego. Również w czasach „budowania” Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, a więc w okresie odbudowy potęgi przez jednoczące się księstwa ruskie, nie napotkałem takich śladów.
Warszawa, dzielnica Wola, zdjęcie z sieci, 2013 (zob. tekst poniżej – link TU)
Tomasz Jakubowski
W 2007 roku na Wolę sprowadzono zabytkowy wiatrak, tzw. “koźlak”. Przyjechał aż z Woli Koryckiej koło Garwolina i kosztował prawie 24 tys. zł. Miał stanąć początkowo w parku Sowińskiego, rozważano park Szymańskiego, proponowano też okolice Muzeum Woli. Potem okazało się, że na wiatrak nie ma pieniędzy.
Wiatrak sprowadzono nie bez powodu. Wola słynęła z wiatraków, w najbardziej “wiatrakowym” okresie dzielnicy stało ich tu prawie 100! Stąd m.in. pochodzenie takich nazw, jak ulica Młynarska.
– Taki zabytek mógłby stanowić atrakcję turystyczną, zabrakło jednak wyobraźni. Źle wyceniono koszty jego postawienia. Dałoby się to zrobić za jedną trzecią tej kwoty, a tak przez kilka lat leżał w magazynie – mówią przedstawiciele Stowarzyszenia Przyjaciół Woli.
Koszty postawienia wiatraka wyceniono na 1,25 mln zł, co oczywiście okazało się kwotą nie do przejścia, więc “koźlak” dość szybko trafił do magazynu. Poleżał tam kilka lat. Ponieważ wciąż brakowało pieniędzy na jego utrzymanie i wysokie koszty konserwacji. Urząd dzielnicy postanowił go sprzedać.
Teraz najlepsze: Każdego dnia pobyt “koźlaka” kosztował Wolę (i jej podatników) 1370 zł. Razem z przechowywaniem, przewozami i konserwacją wydano od 2007 roku prawie 400 tysięcy!
Wiatrak sprzedano po pięciu przetargach za 8,8 tys. złotych.Takie interesy robi Urząd Dzielnicy na Woli.
Fotografia autorki z serii “Panoramy Covilhii i mgły”
8. Nie wszystko
Piasek był ciepły, wygładzony przez morze, a świadomość, że ziemia jest okrągła, mniej ważna niż jej skrawek, ciepły i taki namacalny, wygrzany w słońcu na brzegu morza, gdzie można było leżeć, grzać kości i myśleć o mapie miejsc najbliższych, które kiedyś pojawiły się po to, by Stary Poeta mógł się tam urodzić, pójść do szkoły i na pierwszą randkę nad rzeką w maju, gdy zakwitły kasztany. Kasztany, rzeka, maj: miłość to piękne miejsce.
Bo cóż po mapach lądów nieodkrytych, słonych mórz i oceanów, cóż po miejscach wielkich bitew wygranych, przegranych. Cóż po krużgankach pałaców i klasztornych ogrodów, gdy nas tam nie ma. Cóż nam po nich.